- Hydepark: Filozofia a fantastyka

Hydepark:

książki

Filozofia a fantastyka

Dobra książka, to taka która pozostawia po sobie ślad w czytelniku tak silny, że jego myśli przez jakiś czas wciąż krążą wokół jej treści. Osobiście uwielbiam dzieła, w których można się doszukac tak zwanego "podwójnego dna", gdzie autor swym kunsztem zaskakuje czytelnika w najmniej oczekiwanym momencie. Wydaje mi się, że mało kto lub przewidywać wątki fabularne bohaterów,do których czesto się przyzwyczajamy. Dlatego też autor musi być przebiegły i cały czas wyprzedzać swych czytelników o dwa kroki. Pierwszy ma stwarzać pozory, że czytelnik da radę przewidzieć następne wątki fabuły. Drugi ma za zadanie całkowicie wywrócić świat odbiorcy "do góry nogami", dzięki czemu czytelnik zostaje zaskoczony nieprzewidzianym dotąd biegiem wydarzeń.

 

Przepraszam Was za ten długi wstęp, ale dopiero teraz mogę przejść do meritum całej sprawy. Otóż ciekaw jestem jak widzicie filozofię jako "drugie dno" powieści fantasy. Mam na myśli historię, gdzie cały czas przemycane są wątki fiozoficzne tworzące jedną wielką całość. Jak odbieracie przemyślenia filozoficzne w tego typu literaturze? Czy sa one potrzebne? Umilają czy też uprzykrzająWamlekturę?Oczywiście mam na myśłi wątki sumiennie przemyslane a nie gdybanie "co by było gdyby":)

 

Komentarze

obserwuj

Bardzo ogólnie ujęty temat.

Co rozumiesz przez "filozofię"? Nawiązania do teorii klasyków myśli humanistycznej, czy w ogóle wszelkie dociekania na tematy okołożyciowe?

Innymi słowy: czy rozważania Geralta o zmniejszającej się liczbie potworów i rosnącej ludzkiej niegodziwości to dla Ciebie już filozofia, czy jeszcze nie?

Cytując za Sapkowskim: "Natura nie zna pojęcia filozofii. Filozofią zwykło się nazywać żałosne i śmieszne próby zrozumienia Natury, podejmowane przez ludzi. Za filozofie uchodzą też rezultaty takich prób. To tak jak gdyby burak dochodził przyczyn i skutków swojego istnienia, nazywając wynik przemyśleń odwiecznym i tajemniczym Konfliktem Bulwy i Naci, a deszcz uznał za Nieodgadnioną Moc Sprawczą. Ja nie tracę czasu na odgadywanie, czym jest Natura."

A tak na poważnie, to jeśli pod pojęciem "filozofia" rozumiemy rozważania nad naturą tego czy owego zjawiska w świecie, to owszem - lubię jak autor ćwiczy moje cherlawe zwoje mózgowe. Pod jednym warunkiem - że cały tekst nie przypomina jednego przepastnego opus magnum domorosłego filozofa a z każdej strony nie wylewa się potok mądrości, w których odmętach jak ryba w wodzie czuje się co najwyżej sam autor (a i to niekoniecznie).

Nie mam nic przeciwko, gdy narrator od czasu do czasu puści do mnie oczko, między słowami oznajmiając: "Hej, chłopie, pobudka, ja tu aluzję preparuję, rozumiesz?". Jak zrozumiem, to podbuduję swoje samcze ego, jak nie - to zakrzyknę "A co ty mi tu za dyrdymały zapodajesz, no zlituj się pan i daj czytać w spokoju!". Nie ma to jak przekonanie o własnej omnipotencji ;-)

Reasumując, teksty z przesłaniem - ależ proszę, trzy kilo, ale dopóty, dopóki bawimy się w tej samej piaskownicy. Jak do mnie nie przemawia, to książka zasila zbiór łachmaniarza ciągnącego wózek z makulaturą.

Innymi słowy, czytam tylko teksty przeznaczone dla dzieci w wieku 6-12. Co by niepotrzebnie nie wpędzać w kompleksy resztę towarzyszy niedoli leżakowania w mym żłobku :-D

U mnie też zależy. Jesli książka jest jednym, wielkim, rozwleczonym traktatem filozoficznym na temat... to niestety rzadko mogę to przełknąć. Ale jeśli w pare razy delikatnie zachaczy o pewną filozoficzną problematykę, to ok, nie mam nic przeciwko.

Zaufaj Allahowi, ale przywiąż swojego wielbłąda.

Czyli, idąc tym tropem, ideałem byłoby „przemycić” filozofię w taki sposób, żeby nikt nie dostrzegł jej wszędobylskiej bytności w tekście. I to jest możliwe: weźmy choćby Lema, Dicka, Camusa, Dostojewskiego… To jest właśnie cecha dobrych pisarzy – przekonywać do filozofii niepostrzeżenie.

...always look on the bright side of life ; )

Widzę, że ostatnio namnożyło się tu parę ciekawych wątków. Otóż ja w ogóle bardzo interesuję się filozofią jako taką (amatorsko niestety). Czytam różne teksty i staram się jak najwięcej z nich wynieść, aczkolwiek z filozofią jest tak, że ciężko zająć zdecydowane stanowisko odnośnie danej kwestii, ponieważ tak to już jest, że skrajne teorie filozofów nawzajem się wykluczają, ale każda z osobna jest przekonująca. Reasumując amatorskie zgłębianie filozofii nauczyło mnie dystansu do wszystkiego i o ile kiedyś miałam na wiele tematów własne zdanie, o tyle teraz nie jestem już niczego pewna, a na każdą postawioną przez siebie tezę wyszukuję od razu kontrargumentów :)

Wracając jednak do meritum ja lubię literaturę (nie tylko fantastykę, ale tutaj akurat o niej mowa), w której filozofia przedstawiona jest w sposób zamaskowany. Nie trawię wykładów, sztucznych akademickich dialogów, w których bohaterowie posługują się wyświechtanymi sloganami. Coś takiego wywoluje u mnie gęsią skórkę. Filozofia powinna abyć ukryta w fabule.

Jest mnóstwo ambitnych pozycji tego typu. Podam jednak jako przykład żartobliwe opowiadanko "Wzruszenie o wartości zerowej" Ryszarda Głowackiego. Opowiadanie to jest zawarte w jednym z zeszytów fantastyczno-naukowych wydawanych dawno temu przez Iskry. Nie mam pojęcia czy teraz też jest gdzieś wydawane, dlatego opiszę pokrótce o co chodzi:

Grupa naukowców planuje zbudować maszynę do oceniania piękna. Urządzenie to ma za zadanie określać jakie dzieła sztuki są najpiękniejsze i tym samym posłuzyć jako obiektywny doradca w doborze ekspozycji w galeriach sztuk, muzeach itp. Pierwszy absurd ma już miejsce w momencie, kiedy pomysłodawca tego projektu snuje wizje, że maszyna posłuży do ocenania co jest piękniejsze - portret Damy z Łasiczką czy Wenus z Milo (zupełnie nieporównywalne gałęzie sztuki). Kiedy maszyna zostaje ukończona, okazuje się, że działa ona również jako generator piękna. Można bowiem ustalić parametry cech działających na wszystkie zmysły, które mieszczą się w górnym zakresie skali piękna i w ten sposób stworzyć najpiękniejszy przedmiot na świecie. Oto opis co ukazało się oczom zaskoczonych naukowców:

"I wreszcie zjawiło się... Nieduże, drgające i wirujące, w kolorze trudnym do opisania. Co kilka sekund wydawało piskliwy dźwięk - ni to brzęczenie, ni zawodzenie cichnące w oddali. Wokoło unosił się subtelny zapach, określony przez jedną z asystentek jako kompozycja kopru, ementalera i palonego jałowca".

Opowiadanie to jest świetną ilustracją do jednego z dialogów Platońskich, w którym Sokrates docieka czym jest piękno. Czy tkwi ono w wykonaniu, czy może związane jest z substancją, z której dany przedmiot jest wykonany? Generalna konkuzja jest oczywista dla każdego - tego po prostu nie da się określić. "Wzruszenie o wartości zerowej" obrazuje tą właśnie myśl bez zbędnych wykładów naprowadzających. Na tym polega właśnie cały trik, żeby poprzez fabułę przekazać głębszą myśl, drugie dno. Problem tkwi tylko w tym, żeby wpaść na ciekawy pomysł jak to zrobić :)

Bardzo lubię, kiedy książka zmusza, czy może kieruje w stronę przemyśleń. W końcu, taki był pierwotny cel literatury. A to, że fantastyka ma za zadanie rozerwać, nie oznacza, iż musi się to kłócić z jakimiś głębszymi treściami w niej zawartymi. Powiedziałbym nawet, że dobra książka musi mieć je w sobie. Najlepiej jednak, żeby było to zrobione subtelnie, bez pchania do głowy gotowych, sformułowanych teorii  i bez jakiejś zaawansowanej filozoficznej gadki. Pobudzać do myślenia i inspirować przemyślenia. ;) To powinna robić książka.
Dodam jeszcze, że jeśli sam miałbym kiedyś pisać powieści, to właśnie takie, które cząstkę „filozofii" zawierają.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Do Mooncalled: To, że tematu nie ubrałem w określone ramy, miało na celu wydobycie z Was tego co czujecie:) Nie chcialem odpowiedzi "tak lub nie":) Ale tak na uboczu wierz mi, że odniesienia do klasyków mogą być równie dobrze odebrane jak przemyślenia Geralta odnośnie niesprawiedliwości w świecie. Sęk w tym, że trzeba wpierw to napisać w sposób przemyślany:)

Cieszą mnie spostrzeżenia, w których dochodzimy do wniosku, że filozofia jednak nie wyszła z użycia, ale wciąż wzbogaca nasze wnętrza. Tak jak powiedzieli tu wszyscy: wątki filozoficzne powinny być przemycane. Jeśli tak nie jest, tracimy całą rozkosz interpretacji tego co autor miał na myśli.

Jeżeli o filozofii to ja polecam książkę "Pod kopułą" S. Kinga. Przez całą powieść żyjemy w miasteczku, które zostało otoczone dziwnym polem siłowym. Jak to powiedział ktoś mądry (niestety nie pamiętam kto...): zamknijcie w jednym pokoju dwie osoby. Prędzej czy później się pozabijają. I przez 922 strony, autor wciąga nas w intrygi polityczne, w walkę o przetrwanie, by na samym końcu potraktować tą historię jak Andersen: morałem. Ale zupełnie innym, niż przez całą powieść można by się spodziewać. Dopiero wtedy wszystkie aluzje trafiają na swoje miejsce.

Myślę, że dobra książka fantasy z elementami filozofii, to taka, której autor jest świadom przekazu historii, którą spisuje. Nie musi się wtedy wysilać na różne filozoficzne wątki, odrzucające czytelników. Błędem jest natomiast, gdy pisarz chce wsadzić filozoficzne przemyślenia do powieści, w której nie ma na nie miejsca. I robi to na siłę.

Popieram beryla. Bez wykładów, bardzo proszę. Skierować myśli czytelników na problem, niechby tak stary i taki nie do zdarcia jak różnica miedzy Dobrem a Złem, i niech sobie sam główkuje, po księgach przemądrych ryje nocami --- jeśli zechce.

Trochę filozofii w książce fantastycznej powinno być, bo opowieść w rodzaju "szli, szli i doszli" nie jest szczególnie interesująca.

Ale tak na uboczu wierz mi, że odniesienia do klasyków mogą być równie dobrze odebrane jak przemyślenia Geralta odnośnie niesprawiedliwości w świecie.

Z pewnością nie wszystkie. Nie jestem pewien, czy chciałbym przeczytać opowiadanie, którego przesłanie byłoby oparte na koncepcji apriorycznych form zmysłowości Kanta, albo na teorii detranscendentalizycznego rozumu komunikacyjnego Habermasa.

Cytat za Sapkowskim: "Natura nie zna pojęcia filozofii. Filozofią zwykło się nazywać żałosne i śmieszne próby zrozumienia Natury, podejmowane przez ludzi. Za filozofie uchodza też rezultaty takich prób".

IMHO: bzdura. Zdobycze filozofii są tak rozpowszechnione, że sami nie często sami nie zdajemy sobie sprawy, kiedy z nich korzystamy.
Np. Sapek w jednym z opowiadań (bodajże "Mniejsze zło") w pewien sposób nawiązał do etyki kantowskiej, choć nie sądzę, żeby choć przez chwilę był tego świadomy.

"sami nie często sami nie zdajemy sobie sprawy" - ten portal naprawdę potrzebuje opcji edycji komentarzy...

Oczywiście, że nie wszystkie odniesienia do klasyków muszą zaciekawić, jednak skłonny jestem polemizować z Tobą odnośnie Kanta, gdyż na podstawie samej Krytyki czystego rozumu albo nawet Prolegomeny mozna by napisać wiele ciekawych opowiadań. To, że filozof pisze "ciężkim" językiem, nie znaczy, że w fantasy filozofia musi być cegłą:)

Tylko zauważ, że ja nie pisałem o ogóle twórczości Kanta, lecz o pewnej konkretnej koncepcji;)

A o przykładzie wykorzystania jego myśli wspomniałem komentarz niżej.

A tak na uboczu, cytat: "Natura nie zna pojęcia filozofii. Filozofią zwykło się nazywać żałosne i śmieszne próby zrozumienia Natury, podejmowane przez ludzi. Za filozofie uchodza też rezultaty takich prób" nie jest bzdurą. Dlaczego? Natura nie ma w sobie nic z filozofii. Filozofię tworzy człowiek, dla zrozumienia natury. Natura zaś nie musi rozumiec niczego. Ona po prostu jest. To, że filozofia otacza nas ze wszystkich stron bierze się z tego, że dała początek wszelkim aspektom życia człowieka. Jednak nie zmienia to faktu, że powstała wraz z procesem myślenia ludzkiego. Natura zaś istnieje dłużej niż człowiek, który jest tylko jej częścią. Jaki wniosek? Filozofia jest przymiotem ludzkim, a to że tyczy się też natury nie znaczy, że jest dla natury ważna. Świat poradzi sobie bez filozofii. Człowiek już nie bardzo.

Ok. Chodziło o aprioryczne formy zmysłowości. Z tego co wiem powstała masa opowiadań oraz powieści o czasoprzestrzeni. Mało tego, jest to bardzo popularny wątek:) Wydaje mi sie, że ten argument akurat jest nienajlepszy:)

 Natura nie ma w sobie nic z filozofii. Filozofię tworzy człowiek, dla zrozumienia natury.

Znowu nie zrozumiałeś;)

To, że filozofia nie jest częścią natury, jest oczywiste. Odnosiłem się do rzekomej niemożności zrozumienia natury za pomocą dociekań filozoficznych. Przez wiekszość lat rozwoju umysłowego tylko one dostarczały jedynych odpowiedzi na temat natury i to z tamtego okresu pochodzą wszystkie najbardziej fundamentalne odkrycia zjawisk natury, na których podstawie budowano późniejsze kultury i cywilizacje. Na przykład: zanim dzięki filozofi dokonano lineralizacji czasu, wcześniej wierzono, że istnieje pewna pula czasu, która za każdym razem się odnowia - to znaczy, że czas krąży w koło, a nie biegnie do przodu.

Ok. Chodziło o aprioryczne formy zmysłowości. Z tego co wiem powstała masa opowiadań oraz powieści o czasoprzestrzeni.

Tak, tylko że one opierają się raczej na jej późniejszych, naukowych koncepcjach, a nie na czystej kantowskiej teorii kategorii podmiotowych. W każdym razie te historie o czasoprzestrzeni, które ja znam.

Ta rzekoma niemożność zrozumienia natury z pomoca dociekań filozoficznych została zauważona już przez Huma, a Kant tylko ją potwierdził. Nam może się tylko wydawać, że coś o naturze wiemy. Filozofia jednak nigdy niczego pewnego o naturze nie powie.

Czyste formy naoczności jakimi sa czas oraz przestrzeń i tak mogą być tematem niezłych opowiadań. Sposób w jaki przedstawiane są przez Kanta, może spokojnie stanowic propedeutykę do wątków niesmiertelności, nieskończoności, solipsyzmu i wielu innych perełek jakimi raczy nas fantastyka:)

Nam może się tylko wydawać, że coś o naturze wiemy.  Filozofia jednak nigdy niczego pewnego o naturze nie powie.

Uderzasz w zbyt skrajny ton.
Do czasów nowożytnych, nim powstała nauka, filozofia jedyna dostarczała na ten temat jakichkolwiek odpowiedzi, niejako kierunkując też późniejsze badania. Bez nich nie byłby możliwe powstanie empirycznych sposobów pomiaru rzeczywistości.
Wszelkie poznanie to taka drabinka, w której kolejne metody są coraz lepsze, ale bez tych dolnych szczebli nie byłoby też tych najwyższych, bo to na ich podstawie je zbudowano.
Nie przesadzaj z tym pesymizmem epistemologicznym.

Czyste formy naoczności jakimi sa czas oraz przestrzeń i tak mogą być tematem niezłych opowiadań.

Obawiam się, że większość potencjalnych czytelników byłoby innego zdania;)

Nie poznamy aksjomatów natury. A niepełne poznanie jest brakiem poznania. To nie pesymizm epistemologiczny ale sceptycyzm metodologiczny.

Cóż, każdy ma jakieś zdanie i najważniejsze jest to, że je ma:)

Myślę, że nie trzeba się tu spierac o takie błachostki, jaki watek filozoficzny bedzie dobry do książki fantasy a jaki nie. Ważne, że ludzie wciąż potrzebują przemyśleń do kreowania samych siebie. A to własnie gwarantuje filozofia:) A w połaczeniu z fantastyką może stać się synergią pożytecznego z przyjemnym.

Nowa Fantastyka