- Hydepark: Dyskusja o pojawieniu się opowiadania "Diabeł i meskalina" w papierowej NF, mimo wcześniejszej publikacji

Hydepark:

czasopisma

Dyskusja o pojawieniu się opowiadania "Diabeł i meskalina" w papierowej NF, mimo wcześniejszej publikacji

Bellatrix zauważyła, że w najnowszym (listopadowym) numerze znajduje się opowiadanie “Diabeł i meskalina”, które wcześniej było publikowane tak w Internecie jak i zborze opowiadań.

Jakie są wasze odczucia odnośnie tego fakt? Czy redakcja o tym wiedziała, a jak nie to czy jakoś zareaguje?

Jeśli nie zareaguje to możemy zacząć wysyłać do _mc_ opowiadania z portalu?

Czekam na wasze opinie.

Komentarze

obserwuj

Podbijam i obserwuję.

A jakie są pisane zasady wysyłania tekstów do NF? Jeśli takie, że tekst nie może być wcześniej publikowany, to wskazuje na zawinienie autora. Poza tym, ciekaw jestem, czy ktoś poinformował o tym odkryciu redaktora – poinformował najpierw po cichu i spokojnie, żeby sprawę wyjaśnił? Czy też od razu zrobił publiczne ukamienowanie – tak w stylu po polsku, zrobić publiczną awanturę i wysyłać całą opublikowaną treść internetu do redakcji. Nie przesadzacie trochę? Sprawa wymaga wyjaśnienia w redakcji, ale żeby załatwiać to tu w ten sposób? Bardziej mnie bulwersuje sposób poinformowania o problemie, niż sam fakt wydrukowania tekstu wcześniej opublikowanego w sieci – co z pewnością wymaga wyjaśnienia.

Podobnie jak kam, obserwuje i czekam na oficjalne stanowisko redakcji w tej sprawie.

No nie wiem Blackburnie. Sugerujesz oficjalny mail do redakcji? Z wyrazami oburzenia? W czyim imieniu? Portal to chyba normalne miejsce do dyskusji na takie tematy?

Po przeczytaniu spalić monitor.

Też jestem ciekawa, co na to MC – czy wiedział?

 

Swego czasu chciał wziąć mój tekst, ale jak przyznałam się, że przez jakiś czas wisiał na portalu (mimo że od dłuższego czasu już go tam nie było), to zrezygnował.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Blackburn, zakładasz, że MC nie sprawdza akceptowanych tekstów pod tym kątem. Może poczekaj z tym kamieniowaniem Belli, co? Tekst mógł być wydrukowany za wiedzą MC w ramach promocji nowej książki chociażby, Suskiewicz jakiś tam dorobek ma. Albo tekst spodobał się redakcji na tyle, że wzięto go mimo wcześniejszej publikacji. MC ma wolną rękę w wyborze tekstów.

Jeśli nie zareaguje to możemy zacząć wysyłać do _mc_ opowiadania z portalu?

Nie.

Ja apeluję o rozwagę.

Póki MC nie zabierze głosu, chyba nie ma za bardzo o czym dyskutować. A że uwaga rzeczonego Miłościwie Nam Redagującego – co wiem z przyzwoicie wiarygodnych źródeł – została już zaprzątnięta całą sprawą, to pewnie wkrótce wszystko się wyjaśni.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Myślę, że nie ma co gdybać. Wydaje mi się, że to kwestia uczciwości że strony autora. Przypuszczam, że po prostu sam Mc nie zorientował się, że tekst został opublikowany.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

To rzeczywiście możliwa opcja. Podobnie jak promocja książki. Powiem szczerze, że pierwszą moją reakcją było rozczarowanie podszyte lekkim wkurzeniem. Czytałem tu lepsze opowiadania.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Ja apeluję o rozwagę.

Ja apeluję o sięgnięcie po widły i pochodnie!

na emeryturze

To trochę jak sikanie przy podmuchac wiatru, nie wiemy jeszcze tylko z której strony zadmie. Ciągnąc garego za wąsa i łapiąc za jego widły – to bez komentarza MC już na rozróbę gotowi jesteście.

 O tym, że “Diabeł i meskalina" poszedł już do ludzi, dowiedziałem się, gdy zgłosiłem się do autora z plikiem poredakcyjnym. Wtedy było już niestety za późno, żeby rzecz wycofać z druku. Uznałem zatem na zasadzie wyjątku, żeby tekst mimo wszystko puścić.  Zresztą ci, którzy czytali tego szorta wcześniej, na pewno zauważyli, że w druku zmieniło się ok. 1/4 treści, m.in. cała końcówka, ale to jakby na marginesie, bo nie to jest tu najistotniejsze. Najważniejsze, że nic się nie zmieniło, jeśli chodzi o zasady nadsyłania tekstów: dalej staram się publikować opowiadania, które nie były wcześniej nigdzie upubliczniane, i proszę o podsyłanie właśnie takich materiałów. Jak widzicie, w epoce netu nic sie nie ukryje, a czytelnika zirytować wyjątkowo łatwo ;-) A już całkiem serio: pardon, jeśli ktoś czytał ten tekst już wcześniej i poczuł się oszukany.

 

 

bez komentarza MC już na rozróbę gotowi jesteście.

A jak! W sumie to nie trzeba iść na rozgrywki ligowe piłki nożnej, żeby w zadymie uczestniczyć. Tu gracko się leją... literaci.

… odkupi ktoś mało śmigane widły?...

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Krótko mówiąc wina leży po stronie autora, że wysłał plik publikowany, mimo że są jasne reguły, by tego nie robić...

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Słabe pocieszenie, mimo wszystko ; (

 

Bailout, widły jeszcze Ci się przydadzą, tu na portalu tyle się dzieje ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

No cóż, a dla innych nauka, że jeśli przyznasz się odpowiednio późno to tekst zostanie opublikowany ;P

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

No cóż, a dla innych nauka, że jeśli przyznasz się odpowiednio późno to tekst zostanie opublikowany ;P

Jednak chyba nie warto iść w tym kierunku, bo gdyby wydawca się jednak zawziął i chciał obciążyć autora kosztami nowego składu, albo co gorsze form drukowych, albo i nawet całego nakładu, to marnie by na tym wyszedł – nigdy by się do pióra już nie dotknął. Lepiej takich pomysłów ludziom nie podsuwać.

Jednak chyba nie warto iść w tym kierunku, bo gdyby wydawca się jednak zawziął i chciał obciążyć autora kosztami nowego składu, albo co gorsze form drukowych, albo i nawet całego nakładu, to marnie by na tym wyszedł – nigdy by się do pióra już nie dotknął.

A jakby jeszcze ten zawzięty wydawca zażyczył sobie odszkodowania za straty moralne, powstałe na skutek bolesnego uświadomienia sobie, że nie wszyscy ludzie są uczciwi? Autor zapłaciłby gazyliardy!

na emeryturze

Wiem, gary, o co ci chodzi, ale odpowiedzialność też leży na autorze, i to duża, a to daje szerokie możliwości “negocjacyjne”.

Wiem, gary, o co ci chodzi, ale odpowiedzialność też leży na autorze, i to duża, a to daje szerokie możliwości “negocjacyjne”.

Faktycznie leży? Nie wiem, jakie papiery autorzy zwykli podpisywać przed publikacją, ale mam wrażenie, że nic, czego nie dałoby się prawnie podważyć.

Zresztą, wina autora, winą autora, ale bądźmy poważni i dorośli (jak nigdy!) i przyznajmy, że jeżeli proces weryfikowania czy tekst był wcześniej publikowany polega na pytaniu o to jego autora (poniewczasie), to jest to ździebko kompromitujące.

na emeryturze

Wydaje mi się, że Autorowi, Łukaszowi S., zabrakło przyzwoitości. Bo jak wytłumaczyć, wysyłanie (jak rozumiem – dostępnego nieodpłatnie w internecie) tekstu  do _mc_, w celu jego (ewentualnej) Komercyjnej publikacji. Tak, Autorze, dostałeś za to pinionchy, więc przyzwoitość wymagałaby, żeby tekst nie był odgrzewanym kotletem. Kurwa, szanujmy się!

 

Pozdrawiam!

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Z drugiej strony jeśli tekst był publikowany, ale mało popularny, to ciężko byłoby go wyszukać – nawet biorąc pod uwagę “googlowanie” przy pomocy jego fragmentów.

Niestety – ten tekst, pod dokładnie tym tytułem, jest w wyszukiwarce zindeksowany aż za dobrze. MC nie musiał tego sprawdzić, ale autorowi wręcz wypadało. ;)

MC nie musiał tego sprawdzić, ale autorowi wręcz wypadało. ;)

No wiadomo. MC przecież nic nie musi. Nie za to mu płacą, żeby weryfikował czy teksty... A nie, zaraz!

na emeryturze

A co? Autor zapomniał, że go wydali w antologii i na jakieś stronie i musiał sam siebie googlowac? I skoro MC powinien sprawdzić, a w google wywala tekst od razu to czegoś nie rozumiem.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Widzę że forma u niektórych dopisuje. Więc ja na szybko, co by nie psuć nastrojów. Z autorem "Diabła i meskaliny" już sobie wszystko wyjaśniliśmy; kiedy brałem tekst do druku, nie był upubliczniony, potem się trochę wyczekał w kolejce, coś nie zagrało w komunikacji i autor puścił go w swoim zakresie; kiedy się do niego zgłosiłem, dał mi o tym znać, ale ja już nie mogłem/nie chciałem się wycofywać i rzecz poszła do druku. Więc proszę bez linczów, zwłaszcza na autorze. 

 

Kwestię uczciwości autorów pozostawiam zresztą bez komentarza, wiem już tylko, żeby teksty np. od Gary’ego sprawdzać z większą czujnością niż inne. (Wiem, że dla niektórych z Was to może być szok, ale zazwyczaj sobie ufamy z autorami, nie chcemy zrobić siebie w konia itp.). Z tym że nawet jak coś znowu przegapię, to przecież to i tak droga w jedną stronę, sztuczka, która może się udać tylko raz. Jeśli komuś zależy zatem tylko na tym, żeby za wszelką cenę, po trupach, dostać się na łamy NF, to może mu się to ten jeden raz udać. Ale jeśli chce pisać, to nie ma drogi na skróty; po pierwszym tekście powinny przecież pójść następne. Wydawców też tak będziesz kiwał? Czytelników? Kogo jeszcze? Na dłuższą metę możesz tak tylko przegrać.

 

Kwestię uczciwości autorów pozostawiam zresztą bez komentarza, wiem już tylko, żeby teksty np. od Gary’ego sprawdzać z większą czujnością niż inne

Obawiam się, że musiałbym najpierw coś do Ciebie wysłać, a na to się niestety nie zanosi, bo cenię sobie Internetową nieśmiertelność bardziej nad papierową chwałę.

Dla ścisłości, nie wyzłośliwiam się żeby zrobić Ci przykrość. Nie dopatrzyłeś czegoś w pracy, zdarza się każdemu, przyznałeś się do tego, brawo, mógłbyś zrobić to bardziej wprost i bez wymówek, ale hej, nikt nie jest idealny. Nabijam się nie z twojego błędu, a z postawy niektórych użytkowników, którzy gotowi są bronić twojej nieomylności i honoru do upadłego.

na emeryturze

Gary, nie jestem prawnikiem, ale z tego co wiem, w wielu przypadkach (oczywiście zależy też od sprawy) wystarczy oświadczenie autora/ osoby prawnej lub fizycznej, zależy czego dotyczy. Potwierdzenie nieprawdy niesie za sobą konsekwencje prawne. Czy akurat tu autor podpisywał te, chyba standardowe  oświadczenie, tego mie wiem. Ale taka praktyka jest powszechnie stosowana – nie we wszystkich sprawach jest obowiązek sprawdzania, a wystarczy oświadczenie. Ale tu musiałby się wypowiedzieć prawnik? Bo to ciekawy zrobił się temat – w kontekście współpracy z wydawnictwem. 

 

Edit: w sumie to nie wiem, czy argumenty o bronieniu nieomylności sa do mnie, ale jeśli tak, to moje komentarze pisałem w powyższym kontekście, a nie bronieniu kogoś albo braniu od razu na widły.

 

A jak! W sumie to nie trzeba iść na rozgrywki ligowe piłki nożnej, żeby w zadymie uczestniczyć. Tu gracko się leją... literaci.

​(Blackburn)

 

Zrobiło się poważnie to może dla rozluźnienia atmosfery...

Po przeczytaniu spalić monitor.

maras, dobre. :)

Gary, nie jestem prawnikiem, ale z tego co wiem, w wielu przypadkach (oczywiście zależy też od sprawy) wystarczy oświadczenie autora/ osoby prawnej lub fizycznej, zależy czego dotyczy. Potwierdzenie nieprawdy niesie za sobą konsekwencje prawne. Czy akurat tu autor podpisywał te, chyba standardowe  oświadczenie, tego mie wiem. Ale taka praktyka jest powszechnie stosowana – nie we wszystkich sprawach jest obowiązek sprawdzania, a wystarczy oświadczenie. 

Masz Blackburn może czasem takie wrażenie, że żyjemy w zupełnie różnych, rządzących się innymi prawami wszechświatach równoległych, połączonych tym zaawansowanym technologicznie (tak bardzo, że nie odróżnialnym od magii) portalem? Bo ja tak.

Ale tu musiałby się wypowiedzieć prawnik? Bo to ciekawy zrobił się temat – w kontekście współpracy z wydawnictwem. 

Ja absolutnie nie mam nic wspólnego z prawem ani z byciem prawnikiem, więc tym entuzjastyczniej się wypowiem.

Wyborażam sobie, że autor mógł faktycznie oświadczyć, że tekst jest nigdzie niepublikowany. Kiedy go wysyłał. Wyobrażam sobie, że później, dużo, dużo później poproszono go o podpisanie stosownej umowy o dzieło, czy jak tam się płaci artystom pisarzom, w której być może znalazła się wzmianka o tym, że tekst nie może być wcześniej publikowany, na co autor odrzekł “no sorka, za późno”. Wyobrażam sobie też (bo wyobraźni odmówić mi nie sposób!), że nawet gdyby autor podpisał kłamliwe oświadczenie własną krwią, to nie ma opcji, żeby w ramach kary za zerwanie umowy obarczono go kosztami wydania całego numeru pisma od nowa (no chyba, że taka kara byłaby uwzględniona we wspomnianej umowie).

Nie wyobrażam sobie natomiast, żeby wydawcy chciało się angażować prawników i ciągać ludzi po sądach z potencjalnie wątpliwym skutkiem, z powodu tak błahego jak stosunkowo niewinne minięcie się z prawdą w sprawie pozbawionej większego znaczenia dla sprzedaży nakładu pisma.

na emeryturze

kiedy bra­łem tekst do druku, nie był upu­blicz­nio­ny, potem się tro­chę wy­cze­kał w ko­lej­ce, coś nie za­gra­ło w ko­mu­ni­ka­cji i autor pu­ścił go w swoim za­kre­sie; kiedy się do niego zgło­si­łem, dał mi o tym znać, ale ja już nie mo­głem/nie chcia­łem się wy­co­fy­wać i rzecz po­szła do druku.

To stawia całą sprawę w zupełnie innym świetle. Autorowi należą się ode mnie przeprosiny. Cała sprawa to faktycznie ciąg niefortunnych zdarzeń. 

Wszystkiego dobrego dla Łukasza w jego literackiej podróży. Jakiś rozgłos już zdobył...

laugh

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Chyba jednak autor się nie popisał. Wydaje się, a nawet jest to pewne, że powinien powiadomić redakcję, iż przesłany tekst został już opublikowany w sieci, a tego nie zrobił. Reguły są przecież jasne.

Trudno, żeby redakcja za każdym razem sprawdzała, czy kierowany do druku tekst był już publikowany, czy nie. Trzeba być odpowiedzialnym,jeżeli chce się publikować w magazynach drukowanych i otrzymywać honoraria.

Tyle.

Pozdrówka. 

Mam wrażenie raczej, że wodą na młyn garego są sytuacje jak te, kiedy pewne niedopowiedzenia bądź nieścisłości da się wywlec i rzucić na własne młyńskie koło. Ot, mielenia dla samej sztuki mielenia. I jak z odpowiedzi redaktora wyszło, że z autorem zrobili sobie zacne informacyjne spaghetti, może i smaczne – ale jak widać po opiniach, to "aromatyczne". Widzę jak z tego dania smród wywraca co bardziej czułym ludziom nosy, ale co poradzić na wydrukowane i rozdane mleko? Można krzyczeć, potępiać, mielić zoorem coby podnieść sobie statystyki do charyzmy – mnie odpowiedź dała co chciałem. I co mamy teraz zrobić? Obrazić się na NF pod obecną redakcją? Możemy też płakać i sięgać, wymyślając przy tym piękne przykłady. Jak dla mnie – ot, spieprzyło się coś na linii autor – redaktor. W niuanse nie wchodzę, wiedza na ich temat mojej sytuacji nie zmieni. Nie "wisi mi to", ale człekowi nikomu nawet z loginu nieznanemu, ta sytuacja życia nie zmienia.

 

po­wi­nien po­wia­do­mić re­dak­cję, iż prze­sła­ny tekst zo­stał już opu­bli­ko­wa­ny w sieci, a tego nie zro­bił. 

 

Zrobił to. 

_mc_:

 

kiedy się do niego zgło­si­łem, dał mi o tym znać, 

 

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

ot, spie­przy­ło się coś na linii autor – re­dak­tor. 

To świetnie podsumowuje cały wątek. A wręcz go zamyka.

 

Dziękuję, dobranoc.

"Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże pragnę ażeby już rozgorzał" Łk 12,49

Masz Blackburn może czasem takie wrażenie, że żyjemy w zupełnie różnych, rządzących się innymi prawami wszechświatach równoległych, połączonych tym zaawansowanym technologicznie (tak bardzo, że nie odróżnialnym od magii) portalem? Bo ja tak.

Ja też, i trochę pojadę po twojemu, bo ty nie masz skrupułów (zamiast dyskutować), czy ty wiesz o czym piszesz? To w sprawie całej reszty komentarza. Bo szkoda mojego i twojego czasu. W poligrafii jestem od lat, choć w innym sektorze. Czyli nakłady, składy, druk, odpowiedzialności i inne takie  są bardzo pokrewne. Pełna odpowiedzialności to rzadkość, ale koszty są tak duże, że choćby pokrycie małej części jest ho ho. Zbladłbyś. 

Z jednym mogę się zgodzić, że wydawnictwu może się nie chcieć. Może. 

potem się trochę wyczekał w kolejce

 

W wyjaśnieniach _mc_ to zdanie zdaje mi się kluczowym.

Ja też, i trochę pojadę po twojemu, bo ty nie masz skrupułów (zamiast dyskutować), czy ty wiesz o czym piszesz? To w sprawie całej reszty komentarza. Bo szkoda mojego i twojego czasu. W poligrafii jestem od lat, choć w innym sektorze.

Ale Blackburnie, o prawie mamy analogicznie żenujące niskie pojęcie, więc możemy się poprzerzucać głupotami na podobnym poziomie. Przecież to takie zabawne! Jaki związek z umową zawieraną między redakcją a autorem ma twoje doświadczenie poligraficzne? Przecież to nie potencjalnie kłamliwy autor załatwia cokolwiek z drukarnią.

Pełna odpowiedzialności to rzadkość, ale koszty są tak duże, że choćby pokrycie małej części jest ho ho. Zbladłbyś. 

Wątpię żebym zbladł. Kolega z biurka obok kiedyś źle kliknął i wyłączył belgijski czy tam szwajcarski odpowiednik urzędu pracy na dwa dni (szczęściem łikendowe). To były dopiero wywołujące bladość koszta.

na emeryturze

Blackburn, chyba trochę przesadziłeś. Nikogo nie kamienowałam, napisałam w wątku dotyczącym opowiadań, że zastanawiam się, czemu opowiadanie, będące przedrukiem, znalazło się w NF, skoro restrykcje dla portalowiczów są jasne i sztywne (zostało to już wyjaśnione w tym wątku). Jeśli Ciebie to AŻ TAK bulwersuje, to chyba nie mamy wspólnej płaszczyzny do dyskusji.

Bellatrix. Muszę się wtrącić niestety.

Blackburn miał chyba na myśli bardziej mnie i Natana. Ja zacząłem ten wątek w innym temacie i napisałem, że to moim zdaniem żenua, a Natan ubiegł mnie gdy nieudolnie próbowałem rano założyć (za sugestią Beryla) z telefonu nowy temat z linkiem do Twojego posta. 

Spalcie mnie! Spalcie mnie!

 

Edit. A o tej drodze opowiadania Ł.S. do NF można opowiadać i opowiadać. Antologia z tekstem ukazała się w sierpniu 2016 roku (chyba trochę czasu zajęło też wydanie książki), a opowiadanie w NF w październiku 2017. Ale ukazało się, to się ukazało, na … ​drążyć ;)

 

Edit.2. No właśnie, Diriad ;)

Po przeczytaniu spalić monitor.

A mnie zastanowiło co innego. W Internecie tekst pojawił się w sierpniu 2016, już wtedy był opublikowany na papierze. I zdążył odczekać od akceptacji tyle, żeby autor uznał, że z NF nie wyszło. Tekst poszedł w NF 11/2017. Kurczę, aż tyle się czeka na publikację?

 

EDIT: mr.maras – o, właśnie ;)

„Widzę, że popełnił pan trzy błędy ortograficzne” – markiz Favras po otrzymaniu wyroku skazującego go na śmierć, 1790

Gary, ale kręcisz, to nie ma znaczenia, daj spokój, zerknij na stopkę, o czym to była rozmowa... nieważne, pozwolisz że wzniosę się na swój poziom spójności i moralności, bo teraz to okropne uczucie. ^^

 

Bellatrix, jestem zwolennikiem wyjaśniania takich spraw w inny sposób, bo publicznie to można komuś czymś takim krzywdę wyrządzić. Sprawa zaczęła się rozkręcać nawet nie tylko w tym wątku. I dostało się ludziom nie potrzebnie.  

 

Edit: i tak, Sorki Panowie, ale bardziej mi chodziło o Was – Natan i maras.

Gary, ale krę­cisz, daj spo­kój, zer­k­nij na stop­kę, o czym to była roz­mo­wa... nie­waż­ne, po­zwo­lisz że wznio­sę się na swój po­ziom spój­no­ści i mo­ral­no­ści, bo teraz to okrop­ne uczu­cie. ^^

Ja kręcę? To ty snujesz jakieś niestworzone historie ze świata mchu, paproci i poligrafii o odpowiedzialności prawnej i finansowej kłamliwych autorów za życzenia wydawcy. Ale niech będzie, nie chcę Cię trzymać za blisko ziemi zbyt długo, bo jeszcze Cię przekonam i potem nie będę miał z kim prowadzić pasjonujących debat. Zmykaj na te swoje wyżyny!

na emeryturze

Moje zdanie będzie ostatnie. ^^

Moje zdanie będzie ostatnie. ^^

Dam Ci to małe zwycięstwo, żebyś się nie zniechęcał.

na emeryturze

Oczywiście. Bellatrix należą się przeprosiny, bo ona jedynie zauważyła i wspomniała o tej sytuacji. A mnie to w pierwszej chwili mocno poruszyło. Wydało mi się bowiem w owej pierwszej chwili (w świetle ostatniej dyskusji o srebrnych piórkach, której się przyglądałem), że to poniekąd potwierdza delikatne podejrzenie jakoby dla redakcji NF literackie zaplecze portalowe stało się z czasem swego rodzaju wrzodem na …  i jedynie obowiązkiem.  Od czasu do czasu weźmie się dla świętego spokoju jakiś tekst ale ogólnie to lepiej puścić ‘”​Diabła i meskalinę”​.  Tekst niezły ale raczej do Lampy albo Arterii, a nie do NF.

A ja tymczasem czytam “Encephalodus path y“ Bellatrix (poważnie, niezły przypadek) i takich właśnie opowiadań polskich autorów chciałbym jak najwięcej w moim piśmie, z którym jestem od ponad 30 lat. I czytałem tutaj (tzn. na portalu)opowiadania znacznie lepsze od tekstu Ł.S. I niejedno pismo mogłoby pozazdrościć takiego tworu jak ten portal. Takiego zaplecza literackiego, gdzie ludzie z pasją i literacko wyrobieni pomagają sobie pisać lepiej. Sprawdzają i poprawiają. Doradzają i ulepszają cudze teksty. A sami piszą tak dobrze, że inni wydają ich teksty co chwilę (zajrzyjcie do wątku z chwaleniem się). Tylko matula NF patrzy przez okno zamiast rozejrzeć się w swoim domu.

 

​I tak się lekko zagotowałem, za co przepraszam zacne grono. Wyjaśnienia MC stawiają wszystko w innym świetle. A ja w pierwszej gorączkowej chwili tych innych, możliwych opcji nie domyśliłem się.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Wybaczcie, że się wtrącę, ale może nie macie świadomości, że część Waszych wpisów z zewnątrz wygląda mniej więcej tak:

https://media.giphy.com/media/MVgEZjevKLTzy/giphy.gif

Nie to, żebym Wam bronił, w końcu to forum, ale pomyślałem, że chcielibyście wiedzieć wink

Zapraszam: www.jacek-lukawski.pl

Nowa Fantastyka