- Hydepark: Nie oceniaj książki po... tytule

Hydepark:

książki

Nie oceniaj książki po... tytule

Wydaje mi się, że takiego tematu jeszcze nie było, a jeśli tak, to dawno.

 

Wiadomo, że czasami okładka książki może nas zachęcić do sięgnięcia po ową lub wręcz odwrotnie: odrzucić.

 

A jak jest z tytułami? Czy przychodzą wam do głowy tytuły, które was zaintrygowały na tyle, że książka zatrzymała was przy sobie choć na chwilę? A może są takie książki, po które – właśnie przez kiepski tytuł – byście nie sięgnęli?

Komentarze

obserwuj

Ja tak prawie w temacie, bo jednak o okładce. Przed chwilą widziałam okładkę “Bestii najgorszej”. Czegoś tak ohydnego dawno nie widziałam. W księgarni pewnie na jej widok już bym nawet nie spojrzała ani na tytuł, ani na autora i minęłabym szerokim łukiem.

Kurczę, no ten typ grafiki kompletnie nie trafia do mnie... 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Jeśli kompletnie nie znam jakiejś książki to przede wszystkim oceniam po tytule. Zwłaszcza pamiętam takie sytuacje z dzieciństwa – pewne tytuły jak “Znaczy Kapitan”, “Atramentowe serce”, “Kraina Chichów” lub “Był sobie raz na zawsze król” przyciągały mnie do siebie. Może nie od razu się za nie zabrałam, ale siedziały mi w głowie przez lata, aż do nich dorosłam. 

Jeśli zaś chodzi o tytuły zniechęcające... Długo nie chciałam sięgnąć po “Księcia mgły” albo “Felixa, Neta i Nikę”, ale potem byłam zachwycona (przynajmniej do czasu). Po tytuły w rodzaju “Pocałunku wampira” chyba nie sięgnęłabym nigdy. Może żeby się pośmiać. 

Kiedy wybieram opowiadanie do poczytania z tego lub innego portalu, kieruję się przede wszystkim tytułem i pierwszym zdaniem lub dwoma. Jeśli są przeciętne zostawiam je na później. Łatwo ulegam pierwszemu wrażeniu w takiej sytuacji. 

W przypadku książek kupuję raczej tylko te, o których wcześniej słyszałem lub czytałem. Chyba od dawna nie natknąłem się na coś takiego, co kupiłbym bez upewnienia się gdzieś (np. na lubimyczytać), że to dobra pozycja. 

Śniąca, też przed chwilą widziałem okładkę nowej powieści MC i przypadła mi do gustu. Bo często to kwestia gustu. Z takich ostatnich ciekawszych pomysłów trzeba chyba wspomnieć “Króla”, który bardzo się wyróżnia. Ale – żeby już było na temat – sam tytuł “Król” byłby słaby, gdyby nie zestawić go ze znanym nazwiskiem. Myślę, że często wydawcy ingerują w tytuły, by były proste, najlepiej dwu-, trzywyrazowe. 

 

A jeśli chodzi o portal i opowiadania amatorów, to przyznaję, że bardzo zwracam uwagę na pierwsze wrażenie. Niektóre tytuły mnie wręcz odrzucają swoim brakiem oryginalności. Skoro autor nie potrafi wymyślić nawet ciekawego tytułu, to jak ma mnie zainteresować dłuższym tekstem? 

Należę do tych osób, które lubią tytuły proste, często jednowyrazowe. Zresztą sama takie wymyślam, więc pewnie Funthesystem moim czytelnikiem nie zostanie. :) Mam wrażenie, często zapewne błędne, że jak ktoś nazwie książkę “Król”, “Mgła” czy “Las” to dlatego, że zawartość jest solidna i nie trzeba czarować czytelnika wymyślnymi tytułami. No, ale wiadomo – to nie za bardzo prawda.

Kiedyś był chyba tutaj temat o ulubionych tytułach. Moim absolutnym faworytem, mimo tego co napisałam wcześniej, jest cały czas “Bohaterowie są zmęczeni”. A, kurczę, nie przeczytałam.

Ocho, zazwyczaj daję też szansę trzem pierwszym zdaniom, więc masz szansę mnie kupić ;D (Zresztą właśnie zerknąłem w Twój profil i chyba znalazłem sobie coś w sam raz dla siebie, o dziwo, o jednowyrazowym tytule). 

Ale zajrzyj do poczekalni i powiedz mi, czy naprawdę te jednowyrazowe tytuły są bardziej interesujące niż te ciut dłuższe? 

Ja też lubię tytuły proste. Niekoniecznie jednowyrazowe, ale zdecydowanie nieprzekombinowane. Im dziwniejszy tytuł, tym do tekstu podchodzę z większą rezerwą. Z małymi wyjątkami, co prawda. Ogólnie wolę minimalizm i precyzję w używaniu języka :) Fajnie jak tytuł jest dobrze przemyślany i stanowi element składowy tekstu – wzbogaca go w ten czy inny sposób.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Ja się strasznie zraziłam do jednowyrazowych tytułów, kiedy po długim oczekiwaniu ukazały się wyniki jakiegoś konkursu (same tytuły, bez autorów). A ja nie pamiętałam, czy ten znajomo wyglądający tytuł to mój... Musiałam w mailach sprawdzać, co też wysyłałam.

Nauczyłam się wtedy, że jeśli sam twórca nie pamięta, co kryje się pod jednowyrazowcem, to absolutnie nie można wymagać tego od czytelników.

Ale dopuszczam wyjątki dla neologizmów i dla zgrabnych wieloznaczności.

Babska logika rządzi!

Funthesysytem, wszak napisałam, że nie trafia do mnie, czyli w mój gust. Zdaję sobie sprawę, że gusta są różne :) 

 

A wracając do tematu. Tytuł musi do mnie po prostu przemówić, wysłać odpowiedni ładunek energii. I nie ma znaczenia, czy składa się z jednego, czy więcej słów. Mam za to alergię na dawanie obcojęzycznych tytułów tekstom pisanym przez Polaków po polsku. Zdarza się, że czytam takie teksty, głównie tu, ale na dzień dobry mają u mnie obniżoną ocenę i bardziej marudzę. Gdzie indziej obcojęzyczne tytuły omijam. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Funthesystem – zajrzałam i jest różnie. :)

To może tak – generalnie może i dłuższe tytuły są często ciekawsze, ale łatwiej je spieprzyć. Potrafią zaintrygować bardziej niż te jednowyrazowe, ale potrafią też zniechęcić i zdecydowanie łatwiej popadają w pretensjonalność. Jednowyrazowe są takie... solidne, no! ;) 

Tytuły jednowyrazowe często nie są oryginalne i nie zapadają w pamięć. Ale przecież równie dobrze zamiast “Króla” czy “Ostrza” można nazwać powieść “Kupa” i wtedy pewnie jej rozpoznawalność wzrośnie.

Swoją drogą chyba prościej mi powiedzieć, jakich tytułów nie lubię, niż jakie lubię. Dla przykładu – automatycznie gorzej patrzę na książki, które w tytule mają nazwy własne (szczególnie geograficzne). Jeszcze pół biedy, jak potrafię nazwę wymówić, gorzej, kiedy ktoś uznał, że fajnie będzie zaoferować czytelnikowi jakieś “Fale Zeghru’ntdra” czy inne paskudztwo.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

można nazwać powieść “Kupa”

Istnieje powieść o tytule “Gnój”. 

Dla mnie absolutnym mistrzostwem są tytuły takie jak “Zabić drozda” i “Idź, postaw wartownika”. Nie dość, że odnoszą się do treści, to jeszcze są jednocześnie proste i intrygujące. Nie lubię tytułów jednowyrazowych. 

Tak, “Idź, postaw wartownika” to bardzo udany tytuł. Skusiłam się (chociaż pewnie większe znaczenie miał fakt, że daaawno temu przeczytałam “Zabić drozda”). I to dla mnie jest ten przykład, kiedy książka nie dorosła do tytułu. :)

Lubię, gdy tytuł jest taki, że nie trzeba dodawać autora, żeby było wiadomo, o jakiej książce/tekście się mówi. Mogę np. powiedzieć, że czytałam “Czarną banderę” i bardzo mi się podobała, ale kto będzie wiedział, czy mówię o Meissnerze czy Komudzie? 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Mnie ciągle intryguje Hrabal. Ten nieelegancki, czeski kociarz urzekł mnie całym sercem. Jestem po lekturze “Auteczka” i moje serce krwawi... dla tych, którzy kochają koty jest to coś gorszego niż horrory Kinga. Lektura tak przerażająca, a za razem wzruszająca. 

Polecam lekturę kociarzom i nie tylko:

                   Samotny Wilk wink

Minimalizm i skurwysyństwo zachodzi wtedy, gdy dostajesz zupę w płaskim talerzu.

No i tytuły Hrabal ma genialne, takie nieoczywiste i intrygujące, a okładki wcale piękne nie są. (Czytałem te stare wydania, nie wiem jak się mają nowe)

Minimalizm i skurwysyństwo zachodzi wtedy, gdy dostajesz zupę w płaskim talerzu.

Jednowyrazowe tytuły, jeśli zapracują sobie na rozpoznawalność, wypaczają swoje znaczenie. Ja na przykład się dwa razy zastanawiam, nim użyję w tekście “zmierzchu” czy “lśnienia”. :p

Osobiście lubię długie, fantazyjne tytuły. Tutaj na forum Count nadaje świetnie się w nich odnajduje. Aż chce się czytać. :D

Tytuł ma łapać uwagę potencjalnego czytelnika w gąszczu innych tekstów. Jeden, pospolity wyraz nie spełnia takiej roli.

Tytuł ma łapać uwagę potencjalnego czytelnika w gąszczu innych tekstów.

Hm, to prawda. Pewnie zwłaszcza w takim miejscu jak tutaj ma to duże znaczenie. Chociaż, zerknęłam znowu do poczekalni i zauważyłam, że uwagę (przynajmniej moją) łapią tytuły jednowyrazowe, bo jest ich po prostu znacznie mniej.

Ale ja chyba zwyczajnie należę do osób, które do tytułów nie przykładają dużej wagi (chyba że są naprawdę koszmarne) – zarówno jako osoba czytająca jak i pisząca. Okładki są w stanie mnie zdecydowanie częściej odstraszyć. :)

Uważam, że “Rękopis znaleziony w Saragossie” to fenomenalny tytuł. Zachęcił mnie do sięgnięcia i nie żałowałem. W ogóle, dobrze żeby tytuł czymś się wyróżniał, był oryginalny – z zachowaniem zdrowego umiaru. Najlepiej, aby już sama nazwa książki kusiła obietnicą zaprowadzenia czytelnika w ciekawe miejsca.

Wydaje mi się, że w dziedzinie literatury fantasy, “pretensjonalne” i odtwórcze tytuły mogą natomiast zniechęcać czytelników. Wszelkiego rodzaju mroczni władcy i kroniki czegośtam już na starcie budzą pewną nieufność i podpowiadają, że “to już było”.

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Dla mnie tytuł odgrywa minimalną rolię. Prędzej okładka przyciąga wzrok – już po niej można wywnioskować klimat i dojrzałość tekstu – oczywiście nie nieomylnie, bywa różnie. Najważniejsze jest polecenie dobrej książki, a gdy sam wybieram z półki to fragment, albo zapowiedź na okładce. Gdy zaciekawi, to otwieram książkę w dwóch miejscach i czytam fragmenty. Jak pozycja przejdzie ten test, to biorę. Odrzucają mnie odwołania do bestsellerów na okładce, nie dotykam takich książek, bo... to jest po prostu zło. 

 

Edit: sorry za błąd, telefon psikusy robi. :/

 

edit: zachęcam Autorów tu publikujących do umieszczania w przedmowie zapowiedzi – o czym jest opowiadanie. 

Jeżeli już o okładce wspomniałeś Blackburnie to dla mnie bardziej liczy się struktura tejże okładki. Na okładce może być nawet i dupa, ale liczy się czy jest miękka w dotyku (okładka, nie dupa). Jeżeli okładka jest aksamitna, a do tego ma ciekawy wygląd to biere, ale dotyk wystarczy w zupełności.

Minimalizm i skurwysyństwo zachodzi wtedy, gdy dostajesz zupę w płaskim talerzu.

Lubię tytuły, które są charakterystyczne, zawracają uwagę – choć granica między pomysłowością a przesadą/śmiesznością bywa cienka ; )

Żeby daleko nie szukać, bardzo mi się podoba “Idź i czekaj mrozów” krajemarty. Ale już tytuł drugiego tomu (”Zaszywaj oczy wilkom”) zdecydowanie mi się nie podoba.

 

Lubię też, jeżeli tytuł ma jakieś głębsze znaczenie. Można oczywiście nazwać książkę np. “Kronikami Czarnej Kompanii” czy “Opowieściami z Ziemiomorza” i wszystko jest jasne, ale taki tytuł zdecydowanie nie jest odkrywczy. Za przykład mogę podać “Gwiezdny pył”. Zasadniczo tytuł do opowiadanej historii wydaje się pasować jak pięść do oka, ale fraza “gwiezdny pył” pojawia się pod koniec książki w jednym jedynym zdaniu i wszystko nagle ładnie się splata ; )

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Osobiście lubię długie, fantazyjne tytuły. Tutaj na forum Count nadaje świetnie się w nich odnajduje. Aż chce się czytać. :D

Woooo, dziękuję, MrBrightside! Miło mi. Fajnie, że ktoś widzi w tym sens.

Choć, paradoksalnie, najbliższy tekst będzie miał jednowyrazowy tytuł. Patrząc po tendencjach moich tytułów, nie dostanie się nawet do biblioteki XD

 

Fajny temat. Dla mnie tytuły zawszy były ważne.

Pojedyncze słowa dobrze sprawdzają się w przypadku horrorów. Na przykład takie kingowe “Palec” albo “Trampki”. Od razu wiadomo, że MUSI być strasznie! ;D

Dobry, trafiający w gusta tytuł może mnie też przekonać do kupna pozycji, choć aktualnie się z tym hamuję (brak miejsca na półkach :/ ). Ostatnim takim było “Wszystko jest iluminacją” Foera.

Asimov nadawał też fajne tytuły – “Gwiazdy jak pył” i “Koniec wieczności” brzmią naprawdę nieźle ;D

Czyli raczej dłuższe, choć bez przesady.

 

A kroniki czy opowieści – zgadzam się z Jose – ograne...

"Tam, gdzie nie ma echa, nie ma też opisu przestrzeni ani miłości. Jest tylko cisza."

Do myślenia dają rozważania Umberto Eco na temat doboru tytułu. Wyjaśnia, dlaczego “Imię róży”, i rozwodzi się nad tym, że tytuł to nie tylko coś, co musi być na okładce, ani coś, co ułatwia czytelnikom rozpoznawanie danej książki. 

O! I dlaczego? Nieco mnie intryguje ten tytuł. Odwołanie do tekstu praktycznie żadne.

Babska logika rządzi!

Ha! No i proszę, właśnie mi się na fejsbuku wyświetliła reklama książki “Trupojad i dziewczyna”. Więc cóż, nie mam pojęcia o czym to, ale raczej bym nie sięgnęła. :)

Mnie też niespecjalnie zachęca.

 

Natomiast teraz czytam książkę “Subtelny urok samobójstwa” i sięgnęłam po nią właściwie wyłącznie przez tytuł.

 

PS SUS to tytuł polski, angielski brzmi “A reunion of ghosts” więc tu wielkie brawa za kreatywność dla polskiego tłumacza ;P

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Lepszy “Trupojad” niż “zombiak”. ;-)

Babska logika rządzi!

SPOILER “Imienia Róży”

 

Finklo, nie pamiętam dokładnie genezy, ale to chyba odwołuje się do jakiegoś wiersza, w którym imię róży było metaforą wiedzy. A przecież właśnie motywem morderstwa była wiedza. Bardziej jednak zaintrygowały mnie rozterki Eco, który chciał, żeby tytuł powinien być z jednej strony kluczem do zrozumienia, a z drugiej nie powinien narzucać jednej interpretacji. Dla niego tytuł nie jest jedynie elementem rozpoznawczym ani streszczeniem utworu. To bardziej coś jak ostatni element układanki. 

No tak, ten tytuł pojawiał się tylko w treści wiersza gdzieś na sam koniec. Może nawet w posłowiu... Przekombinowane, IMO.

Babska logika rządzi!

A mnie się ten Trupojad nawet podoba. Są jednak tytuły na półce – męża wina ;) – po które nie sięgnę: Mafia, Mecz oraz Metro 2034. Za dzieciaka, kiedy nie wiedziałam jeszcze kto to Tolkien, a zamiast fantystyki czytałam bajki, dostałam amoku jakiegoś, jak zobaczyłam tytuł Władca pierścieni. Parę lat temu podobnie zaintrygowała mnie Godzina gwiazdy. Także ze względu na sam tytuł kupiłam niedawno córce Baśniobór.

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Mi się jeszcze szalenie podobał Tokarczuk “Prowadź swój pług przez kości umarłych” (swoją drogą cytat z Blake’a). Zobaczyłam okładkę u kogoś w pociągu i cały tydzień za mną chodziło. Tytuł może długi, ale z fajną, niepokojącą melodią.

Zaszywaj oczy wilkom też mi się podoba, choć nie tak jak “Idź i czekaj mrozów”. Ogólnie lubię chyba tytuły z czasownikami, na to przynajmniej wygląda. Ale też pamiętam, że jak opublikowano listę opowiadań konkursowych,  moje “Spomiędzy cierni zbierz winogrona” też wywołało pozytywne komentarze. 

www.facebook.com/mika.modrzynska

A mnie chyba bardziej przyciąga okładka, ale zanim wypożyczę, zaglądam na okładki i ostatnią stronę, żeby czegoś się dowiedzieć, a i często czytam początek.

Tytuły moich opowiadań z reguły są beznadziejne, rzadko kiedy jestem zadowolona. Teraz też głowię się nad tytułem dla swojej ksiązki, proszę znajomych o wymyślanie, bo moja wersja już po raz czwarty chyba uległa zmianie. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Fajny ten tytuł Tokarczuk :) Mnie się jeszcze strasznie podoba “Nieznośna lekkość bytu” Kundery, choć książki jeszcze nie przeczytałam :P

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

W bibliotece, której byłem stałym bywalcem, kurzyło się na półce dzieło “Albowiem i oni otrzymali po denarze”. Tak mi się ten tytuł spodobał, że nawet nie staram się książki przeczytać (od jakichś 30 lat). Nie dorosłaby do moich o niej wyobrażeń :).

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Bemik – mam tak samo. Właśnie ukończyłam swoje , yhm, pierwsze wielkoformatowe “dzieło”. I żaden tytuł nie pasuje.

Zgadzam się z kam-mod, że krajemar ma talent do tytułów. Choć mnie zaszywanie oczu bardziej przemawia do wyobraźni niż Idź... I chyba jeszcze gdzieś widziałam w planach wydawniczych “Noc między Tam i Tu” (mogłam przekręcić) – i uważam, że jest genialne.

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Fleur – to może obie zgłosimy się po tytuły do krajemarty?

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bemik – No, ale jak? Wystukałam ponad 400 tys znaków, a nie dam rady tytułu wymyślić? Nie. Najwyżej wyjdzie coś do bólu przewidywalnego. Ja się nie poddam ;)

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Zaszywaj oczy wilkom też mi się podoba, choć nie tak jak “Idź i czekaj mrozów”. Ogólnie lubię chyba tytuły z czasownikami, na to przynajmniej wygląda. Ale też pamiętam, że jak opublikowano listę opowiadań konkursowych,  moje “Spomiędzy cierni zbierz winogrona” też wywołało pozytywne komentarze. 

 

Co mnie też takie tytuły trafiają. Mają taki... mistyczny wydźwięk. Jak jakieś zaklęcie, ewentualnie dewiza starożytnego rodu, której znaczenie zniknęło w mrokach dziejów.

Gedeon, jak “Jeźni Pan domu nie zbuduje“ ;P

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Ostatnio doszłam do wniosku, że dobry tytuł to taki, który pozwala przeglądającemu listę czytelnikowi (albo innemu jurorowi w konkursie) przypomnieć sobie, o czym opowiada tekst. Czyli na przykład “Przygoda” sprawdza się bardzo słabo, bo może odnosić się do co drugiego utworu. Ale “Przygody Alicji w Krainie Czarów” – o wiele lepiej.

Babska logika rządzi!

A ja uważam, że tytuł powinien przede wszystkim przyciągnąć czytelnika i skusić go, żeby w ogóle przeczytał tekst – i miał co potem wspominać. Jak dla mnie ta Kraina Czarów jest bardzo odpychająca, bo zalatuje infantylnością.

 

Ciekawostka: na egzaminie z neurologii miałem pytanie, na co chorowała Alicja z Krainy Czarów. Odpowiedź: na padaczkę. :D

Po pierwsze przyciągnąć, to jasne. A potem jakoś odpalać neurony we łbie – aaa, to ten super tekst!

Babska logika rządzi!

Ale jak nie przyciągnie, to nie będzie czego odpalać. ;)

Dawno temu, po długich rajdach w Jurze Krakowsko-częstochowskiej dawały się we znaki bolące pięty, pęcherze pojawiające się na przytartych stopach i czasem lekko napuchłe łydki groziły utratą stabilności przy oczekiwaniu na pociąg. Nagle pojawia się “Piętaszek” Robert A. Heinlein – beznadziejna nazwa, a super powieść. Tych wszystkich słabych z pozoru tytułów, można  odnajdywać w dziesiątkach, gdy zawartość czy sama okładka decyduje o wyborze czytelnika np. “Listonosz” Davida Brina.

Zwrócę również uwagę na wersje kolekcjonerskie tych powieści, które chyba wszyscy znają i są zachwyceni zawartością od wielu dekad tj. choćby wydanie Dune Franka Herberta – już nie nawet to z ilustracjami Marka Siudmaka, a wspaniałe i oprawione w skórę cudo. Oczywiście dżentelmeni nie mówią o pieniądzach :)

Koniec życia, ale nie miłość

Nowa Fantastyka