- Hydepark: Mamo, tato, co ty na to?

Hydepark:

czasopisma

Mamo, tato, co ty na to?

Nie mogę się powstrzymać ale moje serce się raduje, że lata (podobno zmarnowane na graniu) jednak się opłacały. Przeczytajcie artykuł zalinkowany na dole.

Idę się napawać moją kognitywnością a Wam zadaję proste pytanie: ile lat życia spędziliście grając w gry?

 

Ja, ciągiem licząc, pewnie z dziesięć :D

Ha!

 

http://www.swiatnauki.pl/8,1614.html

 

Komentarze

obserwuj

Spędziłem sporo. Najwięcej chyba przy Diablo i menadżerach piłkarskich i Europa Uniwersalis. Teraz już mniej gram bo i czasu mało, ale kiedyś lubiłem przysiąść.

A artykuł ciekawy :)

Nie spędziłam nawet godziny. A nie uważacie, że ten artykuł to coś w stylu:

Palenie nie szkodzi, udowodnione naukowo – podpisano dr Marlboro?

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Osobiście tak nie uważam. Sam po sobie widziałem, jak rozwija się moja szybkość reakcji, podejmowania słusznych decyzji i precyzji przy strzelankach czy strategiach. Zresztą każdy, kto spędził trochę czasu przy tego typu grach, powie to samo. Na początku gra się jak plaster z dupy wołowej, a potem coraz lepiej i lepiej, aż samemu kasuje się takie plastry niemal od niechcenia. To dla mózgu jest ćwiczenie po prostu.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Fakt. Pytanie, czy wprawa uzyskiwana w grach w rzeczywistości przenosi się poza świat wirtualny. Sam sporo przesiedziałem przed monitorem grając w strategie czy co lepsze strzelanki. Nadal zdarza mi się w ramach odskoczni pograć. I jedno, co jestem w stanie stwierdzić z całą pewnością, to prawie zawsze, wcześniej, czy później pojawia się schematyzm w grze, co umożliwia stosowanie automatyzmu, który zabija inwencję i przyjemność z zabawy.

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Jeśli gra się online z innymi ludźmi, to schematyzm jest niemal niemożliwy, bo nigdy człowiek nie wie, na jakiego wariota i speca trafi. Niemniej sporo racji masz.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Przyznaję się bez bicia, że rzadko grywam na sieci. Najczęściej chyba w Czołgi ;-) Choć nie pamiętam kiedy ostatni raz. Ale nawet w takich tytułach, chociaż w mniejszym stopniu, problem występuje, szczególnie w strategiach. Po prostu ogranicza Cię mechanika świata i gry.

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Szacuję że z pięć. Mnie jakoś nie dziwi specjalnie, że gry rozwijają zdolności kognitywne i ogólnie chyba prawą półkulę, tyle że kosztem lewej... A lewa to zdolności językowe i myślenie liniowe. Tak mi się tylko zdaje. Ekspertem nie jestem.

 

Moje dzieci grywają... choć wciąż mniej niż ich rodzice. No i wciąż wolą planszówki :P

 

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Ja też już praktycznie nie gram, bo jakoś tak szkoda czasu, który można by poświęcić na pisanie. Gorzej, że pisać też nie piszę...

I ostatnio też jakby bardziej za planszówkami czy grami okołoplanszowymi.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Wiecie, osoby, które są nałogowymi palaczami papierosów dużo rzadziej chorują na Parkinsona. I uwaga Bemik jest tu bardzo na miejscu. Owszem, spędzanie czasu na graniu może mieć plusy, jak i prawie każde zachowanie, ale też trzeba spojrzeć na koszty, które się ponosi. Co jak co, ale istnieje multum sposobów efektywniej rozwijających człowieka niż gry.

Podepnę się pod Cienia – jak już grać, to z kimś, kto jest fizycznie obok (gry online się nie liczą). Poza oczywistym ruszaniem głową, planowaniem, przewidywaniem i co tam jeszcze gra wymaga, jest zabawa i świetne pole do rozwijania kompetencji społecznych.

100% racji Sirinie!

Natomiast wracając do artykułu, naprawdę ciekaw jestem, czy grając można podnieść umiejętności przydatne w realnym świecie. Autor wspomina, że wyniki badań potwierdziły inne zespoły naukowców, szkoda, że nie podaje konkretów.

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

Wiecie, osoby, które są nałogowymi palaczami papierosów dużo rzadziej chorują na Parkinsona. I uwaga Bemik jest tu bardzo na miejscu. Owszem, spędzanie czasu na graniu może mieć plusy, jak i prawie każde zachowanie, ale też trzeba spojrzeć na koszty, które się ponosi. Co jak co, ale istnieje multum sposobów efektywniej rozwijających człowieka niż gry.

Sirinie, jakie koszty masz właściwie na myśli?

Mrrrr, temat dla mnie!

Podejrzewam się o przegranie kilkunastu lub kilkudziesięciu tysięcy godzin. Uważam, że granie ma doskonałe skutki dla wyobraźni (z przestrzenną na czele), strategicznego myślenia, zarządzania zespołem, współpracy, szybkości reagowania, lepszej percepcji itd. Książek pochłonęłam stosy i nie zauważyłam tak daleko idących skutków, jakie wywarło na mnie granie. IMO czytanie jest bierne, jest budowaniem obrazów i światów w sobie, rozbudowywaniem osobowości, poszerzaniem świadomości i wiedzy. Granie to nawał bodźców, szybkie reakcje, bardziej plastyczne wczucie w sytuację. Gromadzisz, tracisz, zyskujesz, kalkulujesz, poruszasz się po mapach, podejmujesz decyzje: atak czy unik, przyczajenie czy skok... Z czasem wszystko trzeba robić szybciej i lepiej, piąć się w rankingach... 

Popieram Sirina, że z osobą obok gra się przyjemnie, przynosi to duże korzyści relacyjne. Przecudownie grało się w którąś część Splinter Cell, gdzie naprawdę trzeba było zsynchronizować masę rzeczy, żeby np. zdjąć wszystkich po cichu. 

Nie popieram nieustannego nerdzenia, bo zawsze lepiej jechać na wycieczkę, uprawiać seks, wyjść do ludzi czy iść na basen. Do gierki siadam tylko wieczorem, w tygodniu. Oj, potrafiło się przegrać całe dnie, ale to były wakacje, choroba albo święta za młodu... Gry potrafią tak samo zaczarować świat i rozwinąć, jak książki, dzikie wyprawy czy muzyka. Zdziwiłam się ostatnio, bo nie kupiłam żadnych zombiaków, wojen ani smoków, tylko Rayman Legends dla nastoletniej kuzynki. I ciupała w to cała rodzina! Magiczne, zabawne, kolorowe, dynamiczne i mądre. Czekam z niecierpliwością na technologię w stylu zaprezentowanym przez SAO, gdzie jest się całkowicie wciągniętym w świat wirtualny. Chciałabym znaleźć się w średniowiecznej Jerozolimie... i na innych planetach. Na razie jaram się graniem na tv 3D.

 

KPiachu, kiedyś zainteresowano się mną pod kątem naprawdę dobrej orientacji przestrzennej i pamiętam, że źródła upatrywano w graniu.

"Ateny są jak ospały koń, a ja jak giez, który próbuje go ożywić". Sokrates

Sirinie, jakie koszty masz właściwie na myśli?

Zaniedbywanie umiejętności społecznych. Jeśli nie mamy obok osoby twarzą w twarz to jaki komunikat dostajemy przy rozmowie na czacie gry (są takie, patrzyłem komuś przez ramię, nie wiem, czy dobrze nazwałem)? Dostaniemy słowa, często w slangu. Niemniej są pozbawione intonacji, tempa, gestów, mimiki. Na komunikat składają się nie tylko słowa, lecz cała otoczka (komunikacja niewerbalna – bez użycia słów – to około 70% treści całej wypowiedzi). Jeśli człowiek ma poprawnie odczytywać komunikaty, to powinien się w tym nieustannie ćwiczyć – artykuł przytoczony w linku mówi o neuroplastyczności. Tak, to wspaniała właściwości układu nerwowego. W ciągu 24 godzin mogą utworzyć się nowe połączenia, ale i zredukować te nieużywane. Innymi słowy granie w gry (zbyt długie) może redukować liczbę komórek odpowiedzialnych za odczytywanie emocji, komunikatów niewerbalnych i tak dalej. Oczywiście mówię tu o porządnej dawce gier, ale wiecie co? Sami wymieniacie, ile LAT “przegraliście”. Przeklnijcie mnie, ale to nie jest powód do dumy. Choć z drugiej strony tak sobie myślę, że co się robiło, gdy komputerów nie było? Więcej dzieci się rodziło, fakt. Ale kreatywność też wydaje się, że była na wyższym poziomie. Społeczeństwa, sąsiad z sąsiadem, byli bliżej. Ilu sąsiadów z imienia wymienią nasi dziadkowie i rodzice, a ile my?

Dobra, bo zapędzam się we własne rozważania. Zimbardo (ten o Stamfordzkiego Eksperymentu Więziennego) jest współautorem książki “Gdzie ci mężczyźni?”. Porusza tam multum negatywnych następstw (dla całego społeczeństwa, nie tylko dla jednostki) związanych konkretnie z grami komputerowymi. Poczytajcie choć jeden z rozdziałów.

Poza tym są jeszcze uzależnienia,a takie od gier już zostało zasugerowane (zostało pierwszy raz zasugerowane na koniec lat 90., ale teraz jest w oficjalnej klasyfikacji medycznej – wiecie, gry to nowe zjawisko, a tu potrzeba badań podłużnych, rozciągniętych na wiele lat, a potem ich powtórki, żeby były przekonywujące). Pozwolę sobie zacytować stąd:

W DSM-V, opublikowanej w 2013 roku, również nie uznano uzależnienia od komputera i internetu za zaburzenie, choć we wskazaniach do dalszych badań pojawia się termin "Internet Gaming Disorder" co można przetłumaczyć jako "Zaburzenie związane z grami internetowymi". Sugerowałoby to niebezpieczny i destrukcyjny wpływ na psychikę szczególnie gier online, a także zainteresowanie naukowców tym problemem.

A teraz objawy uzależnienia od gier (nie ma tu ujętych szczegółowo konsekwencji społecznych, o których pisze m.in. Zimbardo):

– zaburzenia relacji interpersonalnych,

– utrata zainteresowania innymi formami aktywności społecznej,

– zaniedbywanie lub rozpad życia rodzinnego,

– zapominanie o posiłkach,

– zawężenie zainteresowań,

– zmiana języka na techniczny slang,

– zmniejszenie potrzeb seksualnych,

– bóle pleców, kręgosłupa, zwyrodnienia nadgarstków,

– bóle oczu, wysuszenie spojówek, pogorszenie wzroku,

– zaburzenia rytmu okołodobowego, bezsenność,

– zmęczenie,

– otyłość,

– zaburzenia krążenia,

– osłabienie mięśni karku, nóg i grzbietu,

– nadpobudliwość,

– obniżenie odporności,

– podrażnienia skóry

– epilepsja,

– większa pobudliwość, napięcie, agresja,

– mniejsza ilość kontaktów społecznych,

– utrata zainteresowań, apatia,

– obsesje, lęki,

– poważne zaburzenia psychiczne – depresja, nerwice, zaburzenia osobowości, uzależnienia.

 

Powyższe objawy/koszty grania na podstawie przytoczonej w linku stronki, klasyfikacji DSM-V i notatek własnych. Zaznaczę przy tym, że nie każdemu wszystko grozi. Co osoba, to inaczej. Niektóre cechy ma się naturalnie. Tu chodzi po prostu o to, że za dużo komputera może skutkować zwiększeniem się natężenia objawów ww.. Trzeba jeszcze rozróżnić uzależnienie od nadużywania (nie pamiętam, ile konkretnie, ale to było wyliczone mniej-więcej godzinowo, a i tak granica ciągle się podwyższa).

 

Jajek pytał, ile godzin spędziliście przy grach w życiu (ja też naliczyłem i stwierdzam, że za dużo). Ja zapytam, ile objawów z ww. u siebie zaobserwowaliście w ciągu ostatnich 6 miesięcy? (tak, żeby ten objaw utrzymywał się przez przynajmniej 2 tygodnie). Oczywiście przyczyną bólu karku może też być noszenie dzieci na barana, a apatia całkowicie inną przyczynę – tak, żebyście się nie martwilismiley

June, wiem, że nie wyczerpałem odpowiedzi na Twoje pytanie. Ale po prostu chcę pokazać, że kosztów negatywnych jest sporo więcej niż np. przy wspomnianych już grach planszowych (nie poznałem nikogo, kto czułby przymus zagrania w plaszówki, ale wskażę 10 osób mających przymus odpalenia gry online, pokemonów czy co tam jest teraz na topie). Dyskusja o negatywnych skutkach gier się toczy. Są i tacy, którzy mają skrajne poglądy: “mordują w grach, a potem na ulice wychodzą strzelać do ludzi”. Nie podzielam tego zdania, ale znam sytuację bodaj sprzed dwóch lat, z lata. W Radomiu na osiedlu domków jednorodzinnych doszło do włamania. Dwoje nastolatków (chłopak i dziewczyna) weszło do domu i zaczęło katować staruszkę. Żelazko, bicie sznurem, te sprawy. Gdyby nie sąsiadka (ten dom to bliźniak), to zabiliby, a tak uciekli przez okno i szybko ich dorwano. Wiecie, jak się tłumaczyli? “Dużo gramy w gry o tej tematyce. Chcieliśmy zobaczyć, jak to jest serio”. Nie mogłem uwierzyć, ale bezpośrednio znam opisaną tu sąsiadkę ofiary. Nawet jeśli te ich słowa to głupia wymówka (na ile znam sprawę, to nie dokonali kradzieży, nie mieli też motywacji seksualnej), to skądś do łbów im to przyszło, żeby iść zakatować człowieka i zobaczyć, jak umiera.

Czuję, że zacytowałem trochę skrajności czy za mało literatury. Ale miałem nieprzyjemność dłuższy czas znać dorosłą osobę uzależnioną (higiena, otyłość, posiłki, kontakty społeczne – słowem: pasożyt) i podchodzę do tematu rozgrzeszania gier bardzo sceptycznie.

 

Książek pochłonęłam stosy i nie zauważyłam tak daleko idących skutków, jakie wywarło na mnie granie.

Cet, są badania dowodzące, że czytanie książek przeogromnie pozytywnie wpływa na empatię. Oczywiście empatia nie jest przydatna w niektórych zawodach, ale już w roli rodzica czasem potrzebna :) Więc czytanie nie poszło w las. A tak poza tym: z iloma osobami przez ostatni rok rozmawiałaś o książkach, z iloma o grach? I co bardziej przydaje się w pracy, którą wykonujesz? (w sensie, co daje Ci chleb) To związane z książkami czy to z grami (chodzi o wiedzę i umiejętności)? Jest nadal aż tak duża dysproporcja w daleko idących skutkach?

 

Grunt to mieć więcej niż jeden rodzaj rozrywki. Różnorodność, żeby czerpać plusy zewsząd. O, tak bym podsumował to wszystko.

Grunt to mieć więcej niż jeden rodzaj rozrywki. Różnorodność, żeby czerpać plusy zewsząd. O, tak bym podsumował to wszystko.

Noo tak. Tu się zgodzimy. Mniej więcej, bo nie uważam żeby “czerpanie plusów” miało być jedyną/główną motywacją do podejmowania działań. W większości pozostałych rzeczy – nie bardzo.

To znaczy, zgodzę się też, że można się uzależnić od gier, nie ma się zresztą co kłócić z lekarzami. Natomiast pomijasz fakt, że uzależnienie jest zazwyczaj odpowiedzią na jakiś wcześniej istniejący problem. Nie w grach leży problem. To tak, jakbyś powiedział, że samobójstwa popełniane w związku z lekturą “Cierpień młodego Wertera” dowodzą, że książki są złe i niebezpieczne.

Jeśli chodzi o zaniedbywanie umiejętności społecznych – no przepraszam, ale z taką argumentacją książki robią to samo, tylko gorzej, bo tam to już nikt do Ciebie nie mówi.

Inna sprawa, że mówienie o grach komputerowych w ogólności samo w sobie jest trochę absurdalne. No bo, jeśli mówimy choćby o kontaktach z innymi – są MMO, są po prostu gry z multiplayerem – w które można grać i przez sieć i siedząc grupą w jednym pokoju, są też gry, w które gra się samemu, poznając jakąś historię. I takie w których historii nie ma za grosz. Są gry skupione na zabijaniu, gry skupione na przetrwaniu, gry skupione na logicznym myśleniu, gry łączące te elementy. Gry o niewolnikach usiłujących uciec z plantacji i o hydraulikach ratujących księżniczki, jaki wspólny mianownik chcesz znaleźć? Bo ja znajduję tylko medium, a i to nie do końca (czy szachy na komputerze są grą komputerową?).

W ogóle podział na “umiejętności przydatne w realnym świecie” i “umiejętności przydatne w grach” jest sztuczny u swoich podstaw. Bywa wygodnym uproszczeniem, ale w momencie kiedy zaczyna się go używać jako argumentu na to, że Gry Są Złe I Niebezpieczne należy to sobie uświadomić. Bo gry są realne. Realni ludzie je robią. Realni ludzie kodują, rysują concept arty, piszą dialogi i questy i tak dalej. Zarabiają na tym realne pieniądze. Do tworzenia realnych gier jest potrzebna realna znajomość rynku gier komputerowych – realna znajomość realnego rynku. Jest również potrzebna wiedza o grach komputerowych – realna wiedza. Co już zostało zrobione, jakie są podstawy gatunku, w którym się poruszasz i tak dalej. Przyda się też umiejętność oceny mechaniki czy gameplay’u. Wiedza o tym co się sprawdza a co nie. Która z tych umiejętności ma być nieprzydatna w realnym świecie? Dalej: komputery istnieją realnie. Obsługa komputera jest realną umiejętnością. Mało tego, gracze komputerowi zarabiają realne, duże pieniądze na turniejach. Więc o jakim podziale na “przydatne w świecie rzeczywistym” i “nieprzydatne w świecie rzeczywistym” właściwie mówimy?

June – nie zgodzę się z Tobą w kwestii "rzeczywistości", bo dla większości z nas świat gry nie jest i nie powinien być rzeczywistością. Twórcy gier i zawodowi gracze to tylko ułamek populacji graczy. Dla całej reszty to jednak eskapizm, chwila wytchnienia od codzienności. Dlatego podział na świat realny i wirtualny nie jest bynajmniej sztuczny. Właśnie, kiedy różnica się zaciera, wtedy pojawiają się problemy.

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Mniej więcej, bo nie uważam żeby “czerpanie plusów” miało być jedyną/główną motywacją do podejmowania działań.

To mało kiedy jest motywacja – chyba tylko przy zmienianiu pracy :)

 

Ja nie podważam pozytywnych aspektów wywodzących się z czerpania rozrywki przy grach komputerowych. Ja zauważam liczne negatywne konsekwencje, które mogą grozić, jeśli nadużywa się gier (pytałaś o koszty – to są właśnie one). Jest ich bardzo dużo, a grupa “ryzyka” obejmuje całe pokolenia. Też nie chodzi mi o to, by wypisywać, ile korzyści przynosi czytanie książek, ile garbienie się nad grami planszowymi, ile wyciskanie endorfin na siłowni. Chodzi o to, ile niebezpieczeństw niosą ze sobą przykładowe książki, gry planszowe czy siłownia, a ile niesie ze sobą spędzanie całych lat na grami komputerowymi (takie padło w dyskusji pytanie: ile spędziliście czasu na graniu?).

Jak ja zrobię sobie rachunek sumienia, to będzie wyglądało tak: książka spadła mi parę razy na łeb, a podczas przeprowadzki rozbolały mnie plecy od kartonów wypełnionych biblioteczką; do tego mnóstwo wyginania się przy parogodzinnym maratonie czytania. Nie mam styczności z grami planszowymi (okazjonalnie, kilka razy w roku), a siłownia to nadciągnięcia czy podobne kontuzje (ok, uzależnienia od ćwiczeń również są dość częste i poważne, ale grupa ryzyka jest stosunkowo mała, a plusy widoczne).

Granie może być szkodliwe, a negatywnych konsekwencji może być dużo i są one poważne (post wyżej). Inne formy rozrywki nie przynoszą z reguły tyle niebezpieczeństw dla tak dużej grupy ludzi (poza historią z efektem Wertera).

Do tego z artykułu spod linka Dj-a i Waszych pozytywnych odczuć, dorzucę, że mój dobry kumpel prowadzi terapię osób niepełnosprawnych (zaburzenia i choroby psychiczne, niepełnosprawność intelektualna itd.) za pomocą gier wideo. Oczywiście to tylko jeden z elementów terapii, ale relacjonuje, że pomaga.

Są plusy, ale trzeba pamiętać o zagrożeniach (w jednym przypadku są większe, liczniejsze, w innym mniejsze). Szczególnie w obliczu całych “lat” i ciągów konkretnego zachowania, które kilka osób tu wspomniało i co wydało mi się alarmujące. Ale – co buduje – z tego można wyrosnąć ;)

Która to dyskusja bardzo dja cieszy :)

Aha, wiecie co? Gry flash online już nie rozwijają zdolności kognitywnych :(

 

Pograłbym w CSa w kafejce, nockę, jak za dawnych lat. Ech, szaleństwo z shotgunem na Italii...

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

CS jest słaby.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Nie bluźnij :)

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

@Sirin

Ale wiesz, że objawy “uzależnienia” ( w cudzysłowie, bo mnie uczyli że uzależnia się od substancji, a w przypadku powtarzania zachowań mówi się o nałogu) od “gier” (w cudzysłowie, bo pojęcie jest tak szerokie, pojemne i wieloznaczne, że aż traci sens), które wymieniłeś są zupełnie bezwartościowe z diagnostycznego punktu widzenia i w gruncie rzeczy stanowią doskonały przykład psychologicznej szarlatanerii?

Możesz je dopasować do wszystkiego. U mnie na ten przykład dwie trzecie z wymienionych objawów wywołuje uzależnienie od pracy zarobkowej.

na emeryturze

Wspomniałem wcześniej, że objawy może wywoływać co innego i nie można tak w oderwaniu od kontekstu nikomu przypisać. Poza tym chyba te objawy są bezwartościowe z Twojego punktu widzenia. Faktem stwierdzonym jest, że osoby, które spędzają mnóstwo czasu na grach częściej skarżą się na wyżej wymienione. Stąd po długiej dyskusji trafiło to do DSM, jako możliwe.

Psychologiczna szarlataneria? Pierwsze słyszę. Chyba że tak nazywasz publikacje Pawlikowskiej czy wróżenie z horoskopów. Psychologia jest natomiast nauką, która ma określoną metodologię badań, poszukuje statystycznych związków i tak dalej. Tutaj korelacje są określone: im więcej godzin z grami, tym większe nasilenie części ww. objawów.

Te wszelkie objawy jednak mogą być związane ze zbyt dużą ilością czasu poświęcanego na gry komputerowe. Najbardziej są krytykowane gry online, które nierzadko przestawiają graczom rytm dnia (pojawia się poczucie odpowiedzialności za “teamy”, przymus logowania, mimo innych obowiązków itd.), wręcz sterują zachowaniem.

Uzależnienia zapisuj bez cudzysłowów. Można się uzależnić i od substancji, i od zachowań (hazard, seks, ćwiczenia, granie, a nawet jest coś takiego jak ortoreksja – od zdrowego odżywiania). Chodzi o to, że powtarzanie jakiegoś zachowania wpływa na chemię mózgu (tak samo jak dostarczenie substancji chemicznej) – na przykład wydzielanie endorfin, dopaminy lub adrenaliny. W mózgu jedno i drugie wygląda w zasadzie tak samo.

Niestety o tym za mało się mówi na temat uzależnień behawioralnych. Kłopot w tym, że jak nie ma substancji, to człowiek nie zdaje sobie sprawy, że i tak jego mózg sam produkuje substancję w odpowiedzi na bodźce. Nie trzeba widzieć, łyknąć, wciągnąć, wstrzyknąć. Problemem jest też określenie granic, co jest używaniem, nadużywaniem i uzależnieniem. Wynika to z tego, że każdy człowiek jest inny, ma różną tolerancję. Z alkoholem jakoś tam próbują określić tę granicę. Ostatnio bodaj WHO podało, że w ciągu tygodnia dorosły mężczyzna może wypić 7 piw i jest to granica bezpiecznego picia. 7 piw to trochę dużo – przynajmniej wydaje mi się, że jakby to pić tydzień w tydzień 7 piw, to wątroba by w końcu się odezwała. Ale pewnie nie wyssali tego z palca.

 

Gary, jeszcze z tym dopasowywaniem do wszystkiego. Każdy człowiek ma w sobie takie same cechy, ale różni się ich natężeniem. To, co dla jednego będzie normą (na przykład potrzeba kontaktu z wieloma osobami, aktywnego trybu życia), dla innej osoby będzie nadwyżką, z którą – po dłuższym czasie – zacznie czuć się nieswojo, choćby przemęczony. Pewnie, że możesz dopasować do tego dwie trzecie, ale ważny są jeszcze konteksty różnic indywidualnych (Twoich stałych cech), sytuacji i długości utrzymywania się objawów.

Można się uzależnić i od substancji, i od zachowań (hazard, seks, ćwiczenia, granie, a nawet jest coś takiego jak ortoreksja – od zdrowego odżywiania). Chodzi o to, że powtarzanie jakiegoś zachowania wpływa na chemię mózgu (tak samo jak dostarczenie substancji chemicznej) – na przykład wydzielanie endorfin, dopaminy lub adrenaliny. W mózgu jedno i drugie wygląda w zasadzie tak samo.

No dobrze, ale czy to znaczy, że hazard, seks, ćwiczenia, granie albo zdrowe odżywianie są niebezpieczne i trzeba rozważać koszta zajmowania się nimi? Czy też oznacza raczej, że, no, różni ludzie mają problemy i czasem szukają ich rozwiązań nie tam gdzie trzeba?

Naprawdę, nie jest winą fikcji to, że ludziom czasem na jej punkcie odbija. I o ile mogę się zgodzić, że są zjawiska, które na podatne osoby mogą wpłynąć silniej lub słabiej, o tyle demonizowanie dużego, prężnego kawałka współczesnej kultury (niemożliwego imo do oderwania od innych kawałków kultury i życia) w związku z tym, że ktoś może w niego za bardzo uciekać wydaje mi się pozbawione podstaw.

Oczywiście są twórcy gier, którzy usiłują gracza jak najbardziej zaangażować, umieszczają w swoich projektach mechanizmy, które mogą prowadzić do uzależnienia. W grach to łatwo wprowadzić, dajesz ludziom na początku mechanizm natychmiastowej satysfakcji właściwie za nic, potem zwiększasz odstępy czasowe między kolejnymi dużymi dawkami i voila, masz grę przeglądarkową, której użytkownicy ustawiają sobie budziki na czwartą nad ranem, żeby klepnąć budynek do postawienia. Gry to rynek z którego się trzepie grubą kasę, z nałogowców trzepie się, jak wiadomo, najgrubszą. Ale to wina ludzi, nie medium jako takiego.

Poza tym chyba te objawy są bezwartościowe z Twojego punktu widzenia

Z mojego punktu widzenia psychologa, który bronił pracy magisterskiej z obszaru korzystania z Internetu.

Faktem stwierdzonym jest, że osoby, które spędzają mnóstwo czasu na grach częściej skarżą się na wyżej wymienione

W moim wieku połowa ludzi skarży się na dużą część wyżej wymienionych. Powtórzę: na podstawie wymienionych objawów możesz zdiagnozować wszystko: od przemęczenia, przez wypalenie zawodowe, po nałogowe oglądanie telewizji, czytanie ksiażek i dyskutowanie o zyciu w Internetach.

 

Tutaj korelacje są określone: im więcej godzin z grami, tym większe nasilenie części ww. objawów.

Korelacja to współwystępowanie, a nie wynikanie. I absolutnie nic z niej nie wynika.

 

Chodzi o to, że powtarzanie jakiegoś zachowania wpływa na chemię mózgu (tak samo jak dostarczenie substancji chemicznej) – na przykład wydzielanie endorfin, dopaminy lub adrenaliny. W mózgu jedno i drugie wygląda w zasadzie tak samo.

Śmiem się bardzo stanowczo niezgodzić. Uzależenianie od substancji wykształca się na zupełnie innych zasadach do formowania się nałogu psychicznego, zupełnie inaczej wyglądają też metody profilaktyki i leczenia.

 

Z alkoholem jakoś tam próbują określić tę granicę. Ostatnio bodaj WHO podało, że w ciągu tygodnia dorosły mężczyzna może wypić 7 piw i jest to granica bezpiecznego picia. 7 piw to trochę dużo – przynajmniej wydaje mi się, że jakby to pić tydzień w tydzień 7 piw, to wątroba by w końcu się odezwała. Ale pewnie nie wyssali tego z palca.

Różnice w indywidualnej budowie psychofizycznej między ludźmi są na tyle ogromne, że “ustalanie” tego typu norm ma sens jedynie informacyjny i profilaktyczny, nikt poważny nie będzie diagnozował alkoholizmu na podstawie kryterium “7 piw tygodniowo”, wątpię nawet żeby ktoś je poważnie brał pod uwagę.

na emeryturze

June, zwrócę Ci uwagę, że Ty mówisz o grach, ja mówię o czasie przeznaczanym na granie. Bo – jeszcze raz powtórzę – pytanie brzmiało:

ile lat życia spędziliście grając w gry?

Na samych grach się totalnie nie znam; dla przykładu nie wiem, co to jest ten “CS” z kilku postów wyżej, choć słyszałem to określenie już parę razy. To nie jest dla mnie atrakcyjny produkt, a granie wydaje się bardzo mało efektywnym wykorzystywaniem czasu (i innych ewentualnych kosztów) w stosunku do możliwych korzyści. Martwi mnie również to, że szczególnie młode osoby nie widzą drugiej strony medalu.

 

Gary, zmierzasz do tego, że nie istnieje coś takiego, jak uzależnienie od gier, a sugestia z DSM-V to próba wprowadzenia, że Cię zacytuję, szarlatanerii? Że nie istnieją negatywne konsekwencje grania całymi godzinami?

Jeśli nie, to nie rozumiem, co chcesz przekazać.

Jeśli tak, to przypuszczam, że masz klapki na oczach, a w dodatku nie masz kontaktu z młodzieżą szkolną, wśród której problem nadmiernego grania jest szczególnie duży (od otyłości po zaniedbywanie obowiązków szkolnych w skutek wielogodzinnych sesji przy komputerze) czy innymi osobami, które pod wpływem grania zaniedbują siebie lub szkodzą otoczeniu. Zastanawiam się, czy sam znam takich osób więcej czy mniej. I wychodzi, że chyba po równo. To zatrważające.

Gary, zmierzasz do tego, że nie istnieje coś takiego, jak uzależnienie od gier, a sugestia z DSM-V to próba wprowadzenia, że Cię zacytuję, szarlatanerii?

Zmierzam do tego, że posługujesz się daleko idącymi uproszczeniami w temacie, o którym masz najwyraźniej niewielkie pojęcie, a że robisz to w sposób elokwentny i sprawiający wrażenie rzeczowego, to możesz wprowadzić dużo osób w błąd.

Ale od początku. W DSM V nie ma uzależnienia od gier, a “internet gaming disorder”,  przy czym ta diagnoza znajduje się w dodatku badawczym, nie głównej części klasyfikacji, do której może lub może nie zostać włączona w przyszłości. Granie sieciowe to mniejszy wycinek gier w ogóle, ale i tak zbiór bardzo różnorodny, w jego obrębie mieszczą się proste pozycje fleszowe, strzelaniny, wszelkiej maści coopy, wyścigi, gry sportowe, strategiczne, sto jeden wariacji na temat massive multiplayer, gry przeglądarkowe itd, itp. Każdy z typów gier dostarcza innego rodzaju pobudzenia – dla przykładu gracz WoWa może sobie cenić eskapistyczny charakter zabawy i społeczne interakcje zachodzące w obrębie graczy, podczas. gdy fan CSa będzie czerpał satysfakcję z zastrzyku adrenaliny towarzyszącego dynamicznej zabawie i faktu bycia jednym z najlepszych w meczu.

Wrzucanie tego wszystko do jednego wora pod nazwą “internet gaming disorder” (który uparłeś się nazywać uzależnieniem od gier) i opatrywaniem listą niespecyficznych objawów, w żaden sposób nie pozwalających na postawienie trafnej diagnozy bez przeprowadzenia dodatkowego wywiadu (a po przeprowadzeniu wywiadu absolutnie zbędnych) nazywam psychologiczną szarlatanerią. Tu potrzeba szczegółów, a nie pustych ogólników.

 

Że nie istnieją negatywne konsekwencje grania całymi godzinami?

Co byś nie robił całymi godzinami: grał, biegał, uprawiał seks czy jadł marchew – zawsze będzie się to wiązało z negatywnymi konsekwencjami. Nie możesz porównywać kogoś kto spędza dziesięć godzin dziennie przed komputerem grając, do kogoś, kto o bardziej urozmaiconym trybie życia. Porównaj kogoś kto gra dziesięć godzin dziennie do kogoś, kto pracuje przez dziesięć godzin dziennie przy komputerze, albo kogoś, kto przez dziesięć godzin dziennie pisze opowiadania na komputerze – stawiam diamenty przeciw orzechom, że gracz będzie z nich wszystkich cieszył się najlepszym dobrostanem.

 

Jeśli tak, to przypuszczam, że masz klapki na oczach, a w dodatku nie masz kontaktu z młodzieżą szkolną, wśród której problem nadmiernego grania jest szczególnie duży (od otyłości po zaniedbywanie obowiązków szkolnych w skutek wielogodzinnych sesji przy komputerze) czy innymi osobami, które pod wpływem grania zaniedbują siebie lub szkodzą otoczeniu

Na młodzieży szkolnej, to ja kiedyś robiłem badania kwestionariuszowe dotyczące ich sposobu korzystania z Internetu. I nie było powodów do paniki. Może zamiast opierać się na własnych obserwacjach, sięgnąłbyś do do danych statystycznych i określonych metodologii, o których wcześniej wspomniałeś.

 

Zastanawiam się, czy sam znam takich osób więcej czy mniej. I wychodzi, że chyba po równo. To zatrważające.

I tu wychodzi twoje niezrozumienie korelacji. Myślisz, że gdyby nie gry komputerowe, te biedne zaniedbane i szkodzące wszystkim osoby byłyby okazami psychicznego zdrowia i superwartościowymi członkami społeczeństwa?

na emeryturze

Porównaj kogoś kto gra dziesięć godzin dziennie do kogoś, kto pracuje przez dziesięć godzin dziennie przy komputerze, albo kogoś, kto przez dziesięć godzin dziennie pisze opowiadania na komputerze – stawiam diamenty przeciw orzechom, że gracz będzie z nich wszystkich cieszył się najlepszym dobrostanem.

A, tak z ciekawości: skąd ten wniosek?

 

I na marginesie. Jak sądzę, Sirin, pisząc o korelacji ma na myśli statystykę. W tym ujęciu, definicyjnie, korelacja jest zależnością parametrów badanych. Oczywiście, aby potwierdzić występowanie istotnej statystycznie korelacji należy przeprowadzić badanie hipotezy statystycznej, ale to już zupełnie inna bajka.

"A jeden z synów - zresztą Cham - rzekł: Taką tacie radę dam: Róbmy swoje! Póki jeszcze ciut się chce! Róbmy swoje!" - by Wojciech Młynarski

A, tak z ciekawości: skąd ten wniosek?

Gry komputerowe są pomyślane jako absorbujące źródło rozrywki. Praca będzie prawdodpodobnie bardziej stresująca i mniej dobrowolna, pisanie będzie bardziej frustrujące.  Przy hipotetycznym braku różnic indywidualnych rozerwany człowiek powinien czuć się lepiej od przepracowanego i sfrustrowanego. Oczywiście zmiennych jest tyle, że nie dałoby się z tego zrobić eksperymentu, ale urządzić zakład można by już jak najbardziej.

 

I na marginesie. Jak sądzę, Sirin, pisząc o korelacji ma na myśli statystykę. W tym ujęciu, definicyjnie, korelacja jest zależnością parametrów badanych. Oczywiście, aby potwierdzić występowanie istotnej statystycznie korelacji należy przeprowadzić badanie hipotezy statystycznej, ale to już zupełnie inna bajka.

Nie wdając się w brodate żarty o trzech rodzajach kłamstw i dowcipne porównania o korelacji między występowaniem raka, a jedzeniem chleba, przypomnę co Sirin napisał:

 

Faktem stwierdzonym jest, że osoby, które spędzają mnóstwo czasu na grach częściej skarżą się na wyżej wymienione

Co już jest pewną manipulacją, bo nie oddaje natury zależność, która w przypadku psychologii jest często kontrintuicyjna. Przypuśćmy, że ktoś gra w brutalne gry komputerowe i jest agresywny (nie przypominam sobie, by ktoś ustalił występowanie takiej korelacji, ale też nie ślędzę podobnych badań). Znaczy to dokładnie nic. Być może brutalne gry wywołują agresję. Być może agresywni ludzie lubią brutalne gry. Być może nie ma między zmiennymi żadnego związku przyczynowo skutkowego. 

na emeryturze

Ciekawy artykuł i fajna dyskusja. :-) Ode mnie słowo krótkie w obronie gier, często traktowanych jako zło wcielone (vide kampania rządowa, o której mam zdanie jak najgorsze: „Woluguj się do życia”, z którą zresztą konkurowała druga kampania tego samego rządu: „Przeciwdziałaj wykluczeniu cyfrowemu” XD).

Pisałem kiedyś tekst dla Konsorcjum Akademickiego o korzyściach wynikających z grania. Dobrze pamiętam jak wyostrza zmysły „Doom2” na „spiętych komputerach” (o online nikt nawet nie marzył…). Wychodzisz z pecetem pod pachą w noc. Słyszysz, że drzwi skrzypią, coś kapie z kilometr od ciebie, „na godzinie drugiej”. Mózg wyławia nawet twój własny oddech i cichy odgłos kroków. Kosmos doznań! :-) Ale miało nie być o kombatanctwie a o korzyściach.

Ja ostatnio najczęściej gram w kości, czyli jak to w średniowiecznej gospodzie bywało. :-) Uważam jednak, że np. taki Minecraft to i fajne pole do architektury, orientacji na mapach, do treningu z angielskiego (jak jeszcze nie było wersji polskiej, bo teraz mi dzieciaki idą na łatwiznę), a nawet rozmowy o metalurgi!

Nie ma kumpla o bok? Luz – przecież jest Skype! Syn i jego koledzy tłuką w WOT aż miło, komunikując się przy tym w czasie rzeczywistym. Na marginesie – Piotr Bolek z eLib.PL stwierdził, reagując na utyskiwania, że dzieci używają smartfonów etc.: „a może to właśnie ich kontakty są pełniejsze? My, kiedy zapadał zmrok, wracaliśmy z podwórek i kontakt się urywał. Oni w nim pozostają”.

Warto pamiętać, że sieciówki mają też czaty – czaty po angielsku. Mniejsza o poziom językowy. To budzi tę świadomość obecności w świecie, w którym masz kontakt jak na LinkedIn. Kasta małych specjalistów od gry, prawie jak grupa dorosłych menadżerów.  Zawody i sukcesy przyszłości wiążą się z umiejętnością poruszania się po sieciach kontaktów i po globalnej sieci jako takiej. Gry online to dobry wstęp.

Idźmy dalej, w Norwegii uczono filozofii moralnej w oparciu o jedną z gier, których akcja dzieje się w świecie opanowanym przez zombie. Ze studentami dyskutowano m.in., którego z uczestników wyprawy poświęcić i dlaczego akurat jego.

Miało nie być więcej kombatanctwa, ale dodam ilustrację do tamtego artykułu bo i ładna i do miejsca pasuje. :-D

Ps. Dodaję słowo o badaniach. Ja znam takie (bez tytułu, bo to sprzed trzech lat – musiałbym pogrzebać w PDF-ach), z których wynikało, że można do woli mordować zmutowane potwory piłą motorową bez uszczerbku dla psychiki. Negatywne skutki dotyczyły za to gier… sportowych. Przy takiej Fifa rodziły się frustracje. Ponieważ emocje, których doświadczali, znane były graczom, którzy chociaż raz w życiu kopnęli piłkę. Przy czym – kibiców przed telewizorami i na trybunach dotyczy to w takim samym stopniu.

Aha – i te opustoszałe rzekomo podwórka to dęta bzdura. No chyba, że dzieciaki mieszkające na moim osiedlu są jakieś porąbane (z moimi dziećmi włącznie), bo wychodzą konsekwentnie: na rower, hulajnogę, fiszkę, pograć w piłkę, kosza a nawet – uwaga, uwaga – pobawić się w podchody.

 

Ile lat przy grach? Hm… Intensywnie to pewnie z dekadę, czy tuzin. Doliczając jednak z doskoku (czasem zagram z synem w „Call of Duty” i dołączę u córki do zakładania rodziny w The Sims), to już ponad dwie dychy. Niestety doby na granie nie starcza. Właśnie sobie uświadomiłem, że na laptopie nie mam teraz nawet jednej…

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Człowiek na dwa dni od komputera odejdzie i tyle musi czytać... Zostawcie te komputery, nerdy!

Sirinie, zapominanie o posiłkach i otyłość? :o (wiem, wiem, droczę się) Często zapominam, ale powodem jest zarówno fantastyka.pl, książka, bieganie po uczelni, jak i dobra gra. Czemu nie można żywić się energią kosmiczną? Myślałam kiedyś o instalacji kroplówki... Taki plecaczek z kroplówką. Cudo.

 

Możliwe, że granie izoluje. Tak jak i czytanie. Sądzę, że ludzie ze skłonnościami do izolacji wyizolują się tym samym, czym ci towarzyscy zyskają kumpli, relacje i otwartość. Ci ze skłonnościami do uzależnień wpadną w nałogi, chyba że się skłonnościom przeciwstawią. Zresztą, kto ma monopol na mówienie, jak należy spędzić życie? Ja myślę, że takie siedzenie przed konsolą, nie wychodzenie do ludzi, nie słuchanie wiadomości, to może być raj. Byleby co trochę się przebiec, parę brzuszków, pompek... I dużo wody. ;) Dlaczego relacje społeczne mają być takie ważne? Mnie bardziej frustruje kontakt z ludźmi niż cokolwiek innego.

"Ateny są jak ospały koń, a ja jak giez, który próbuje go ożywić". Sokrates

No jest różnica jednakowoż między pograniem sobie w strzelanki czy strategie, kontynuacją wieczoru z kolegami przy WOW, po powrocie z brykania na trzepaku a dawaniem półtorarocznemu dzieciakowi tableta do ręki.

 

Tak, półtoraroczne dziecko zdumiewająco szybko będzie obsługiwać tablet. Dwuletnie zaskoczy nas tam swoim ogarnięciem, ale jestem głęboko przekonany, że dwulatek, który spędza kilka godzin dzienne przy tablecie nie rozwija się tak, jak moim zdaniem powinno rozwijać dziecko.

 

Choć kto wie, może świat tak się zmienia, że będzie to po prostu inna droga rozwoju dziecka?

Może. Na razie stoję na stanowisku: najpierw naucz się czytać, potem tablet.

 

Swoją drogą, mam też drugie wrażenie, że kiedyś te gry były jakieś, nie wiem, mądrzejsze? Wiem, dziwnie to brzmi, że Doom był mądrzejszy ;)

Teraz trzepią tego miliony na setkach serwisów, tysiące apek, gry takie, srakie, owakie, zmuszające do regularnego logowania (bo codzienne nagrody), gry idle (jezzzu!!!).

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

No i DJ zakończył dyskusję…

Złośliwie dodam stary dowcip (z ubiegłego wieku) ;-)

 

„Matka zostawiła synka pod opieką taty. Ojciec – jak to ojciec – puścił płytę z bajką i poszedł spać.

Mama wraca i widzi, jak dziecko tłucze głową o szafę i woła:

– Chcę! Chcę!

A z gramofonu dobiega głos, odtwarzany ze skaczącego winylu:

– Chcesz, opowiem ci bajeczkę? Chcesz, opowiem ci bajeczkę?” ;-)

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Granie izoluje? Kurczę, to coś nowego. Jak sobie przypominam, kiedy w wieku 8-10 lat razem z olbrzymią grupą kolegów graliśmy sobie pod klatką albo na trzepaku w pewną popularną grę na Gameboyach, to coś mi tutaj nie gra. Tak samo, kiedy przypomnę sobie, jak pół podwórka grało w CSa (CS to zło), a drugie pół w Diablo II, umawiając się po szkole na wypady do kafejki. Część z nas miała internet, a i tak jakieś drobne szły, żeby trochę czasu spędzić w kafejce, co by do siebie pokrzyczeć na żywo. Przy okazji grania w Enemy Territory nauczyłem się robić jakieś tam podstawowe strony internetowe i razem z kolegami z klasy założyliśmy sobie klan, stronę o “e-sporcie” i mieliśmy wielkie plany zarabiania na reklamach :) Ogólnie rzecz biorąc, można powiedzieć, że wszystkie gry komputerowe, które teraz najlepiej wspominam, to te, w które grałem razem z kolegami – czy to siedząc na podwórku z Gameboyem, czy to w kafejce, czy wspólnie w domu (Heroesy!), czy potem osobno, rozmawiając przez internet.

Gry komputerowe, jak wszystko inne, mogą być wykorzystane różnie. Jeden będzie grał po godzinę dziennie po pracy, drugi będzie spędzał przed komputerem całe życie. Miałem współlokatora, który bardzo, ale to naprawdę bardzo dużo grał. Potrafił zasypiać o 8 rano, budzić się o 18, jeść i siadać do grania od początku i mu to nie przeszkadzało. No i miał kolegów poznanych przez gry, z którymi czasem się spotykał. Urządzali sobie coś w stylu starego lanparty – zabierał ze sobą laptopa i szedł grać z innymi przy piwie :) Przez grę znalazł dziewczynę. Jeżeli ktoś tak lubi, to czemu nie?

Większość naszego społeczeństwa, szczególnie ludzi w wieku 40+, przesiaduje pół życia przed telewizorem. A z jakiegoś dziwnego powodu wszyscy się tych gier uczepili :)

 

 

Teraz trzepią tego miliony na setkach serwisów, tysiące apek, gry takie, srakie, owakie, zmuszające do regularnego logowania (bo codzienne nagrody), gry idle (jezzzu!!!).

Bo gry to biznes. Bo dłuższej przerwie wróciłem do grania, bo okazało się, że twórcy ET wydali nową strzelankę w oldschoolowym stylu. Gra bardzo fajna, dobrze marnuje się przy niej czas. Gra jest darmowa, więc zarabia się na niej inaczej. Są tam do kupienia walizki, z których wylatują skórki dla postaci i broni. Niektórzy ludzie wydają kupę kasy tylko po to, by móc mieć inny kolor broni na ekranie, bo jest rzadki. Tak samo, tylko na o wiele większą skalę, działa to w nowym CSie. Obiło mi się o uszy, że ludzie wydają setki czy tysiące dolarów na inny kolor broni. Nie wiem czy to prawda, ale chyba tak :)

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Zgoda, granie w CSa czy diablo po sieci jakośtam integrowało.

Ale błagam, niech mi nikt nie wmawia, że bezmyślne klepanie w gry idle nie izoluje.

 

Jak zwykle – wszystko dla ludzi przy założeniu zdrowego rozsądku.

Tia.

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

A co tu, u licha, jest gra idle?

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Większość naszego społeczeństwa, szczególnie ludzi w wieku 40+, przesiaduje pół życia przed telewizorem.

Beryl – masz jedno życie i tak nim szastasz… :-P

 

Faktycznie, telewizja bardzo wysoko postawiła poprzeczkę, w ilości godzin obcowania z „medium”. Tylko my tego nie znamy (przynajmniej ci starsi :-P ), bo to był świat tłustego zachodu a nie siermiężnej komuny z dwoma programami, w których niewiele było rzeczy dla nas. I stąd wynika „pewne nieporozumienie”, że teraz wydarza się coś szczególnego.

 

Granie – pewnie, że ma i czarne oblicze. Wszystko z umiarem, bo można skończyć jako uzależniony od środków psychoaktywnych. Mimo wszystko widzę więcej dobrych stron. Są oczywiście rzeczy, których nie lubię. Nie lubię np. tych mobilnych, gdzie przejście na wyższy poziom można sobie zwyczajnie kupić… Uważam, że to uczy czegoś paskudnego. Z drugiej strony – takie to życiowe (więc może nie mam racji?)…

 

Zresztą, zawsze można robić przez te coś gorszego – wypisywać obraźliwe komentarze w sieci, albo – jak konsument z piosenki Kazika – bezkrytycznie wchłaniać poglądy takiej, czy innej prasy (tu w wersji Acid Drinkers z płyty: „Infernal connection”), o ciężkich drugach nie wspominając. O moim heavy metalu ktoś napisał w apologii, opublikowanej w jakiejś poważnej prasie muzycznej: „na scenie można zabijać wiele razy, nie robiąc nikomu krzywdy”. Z grami podobnie.

 

Gry też rzucają wyzwanie. A wyzwania nie są złe, (dobre) życie jest ich pełne.

 

Beryl, a na koniec przyznam Ci rację – najlepiej wspomina się granie w stadzie („z napitkiem ili bez”, jak o spotkaniach przyjaciół powiedział kiedyś Włodzimierz Wysocki). Można pograć na zmianę, razem, a nawet urządzić deathmatch! :-)

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Gry idle – same grają, ty tylko obserwujesz wzrastające cyferki

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Beryl, a na koniec przyznam Ci rację

Dopiero na koniec? ; ) Wydawało mi się, że ogólnie rzecz biorąc się zgadzamy.

 

Gry idle – same grają, ty tylko obserwujesz wzrastające cyferki

To chyba kłóci się z definicją gry. Możesz podesłać mi jakiś link przykładowy? Bo coś średnio chce mi się wierzyć w istnienie czegoś takiego :P

 

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

@dj Jajko

 

Swoją drogą, mam też drugie wrażenie, że kiedyś te gry były jakieś, nie wiem, mądrzejsze? Wiem, dziwnie to brzmi, że Doom był mądrzejszy ;)

To przez ekspansję aplikacji mobilnych i agresywny marketing wysokobudżetowych tytułów. Trudno odnieść inne wrażenie, kiedy z co drugiego niusa wyskakuje pokemon czy któryś z tworów Blizzarda. Prawda jest taka, że rynek niezależnych gier komputerowych kwitnie – za sprawą cyfrowych platform dystrybucji i, do pewnego stopnia, crowdfundingu i to właśnie wśród garażowych produkcji najłatwiej teraz znaleźć gry wartościowe. Gdybyś poświęcił godzinę na czasu wujka googla, to jestem pewien, że znalazłbyś przynajmniej dziesięć świeżych tytułów mądrzejszych od gier zapamiętanych ze starych czasów.

na emeryturze

@beryl – oj weź idle game w google (albo clicker – klikasz i cyferki wzrastają).

 

@gary – niecemisie, ale kliknę, jak podasz przykład :)

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Płatne? Błe ;)

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Tak jak nie ma darmowych obiadów, tak i nie ma darmowych gier.

 

Są jednak gry bardzo tanie. Serdecznie polecam Beginner’s Guide – świetną, dwugodzinną grę o procesie twórczym, samotności, potrzebie akceptacji i jeszcze kilku innych rzeczach. Aktualnie do nabycia w wersji elektronicznej w pakiecie humble bundle ( https://www.humblebundle.com/humble-indie-bundle-17 ) za dolara. Narracja prowadzona jest w języku angielskim, więc bez jego znajomości niestety ani rusz.

na emeryturze

Tak jak nie ma darmowych obiadów, tak i nie ma darmowych gier.

No, polemizowałabym ;) Z najlepszych darmowych tytułów w jakie grałam – cykl Submachine Skutnika i tegoż Daymare Town 1, 2 i 3. Covert Front jest spoko, choć plastycznie mnie nie ujmuje, reszta to sympatyczne drobiażdżki albo platformówki. Niemniej, Submachine i Daymare to świetne, wymagające wiele od mózgu gry z historią, klimatem i zagadkami dobrze wpasowanymi w fabułę. No i konia z rzędem temu kto przejdzie wszystkie submaszyny bez solucji.

W darmowych grach zawsze tkwi jednak haczyk, który w szerszym ujęciu czyni je niezbyt darmowymi.

W przypadku gier Skutnika kusi odpłatna, pełnoekranowa wersja HD z dołączonym soundtrackiem. Oczywiście można zagrać za darmo, w miniaturowym okienku i z poczuciem winy, że się nie wsparło autora tymi ośmioma złotymi za kawał dobrze wykonanej roboty. W tym przypadku płacisz za grę bólem oczu i świadomością własnego skąpstwa, a więc mimo wszystko – nic za darmo ;)

na emeryturze

Jak zaczynałam to odpłatnej jeszcze nie było ;) Ale masz rację w sumie :D

Nowa Fantastyka