- Hydepark: Teraz czytane, niedawno skończone

Hydepark:

książki

Teraz czytane, niedawno skończone

Chciałem zaprosić was do dyskusji o książkach, które właśnie umilają (albo uprzykrzają ;p) wasze wolne chwile, albo o takich, które całkiem niedawno odstawiliście na półkę (czy gdziekolwiek odstawiacie książki po przeczytaniu). Innymi słowy jest to temat, w którym możecie dzielić się świeżymi książkowymi wrażeniami. Co polecacie, co odradzacie?

 

Naczelna zasada tematu: BEZ SPOILERÓW. Druga zasad: bez offtopu – rozmawiamy o książkach, nie o pogodzie.  Dobrze radzę się tego trzymać :)

Komentarze

obserwuj

Ja sobie dałam spokój z Cherezińską, bo te narodowościowe rozterki i cierpienia mnie do szału doprowadzały. 

Zaczęłam “Idź, postaw wartownika” Harper Lee (kontynuacja “Zabić drozda”) i też nie wiem, czy doczytam. Właściwie lubię takie fabularyzowane moralitety, jednak mam wrażenie, że ta książka jest albo kiepsko napisana, albo kiepsko przetłumaczona. W tym przypadku mam podejrzenie, że jednak – wyjątkowo – to pierwsze.

 

Czy ktoś czytał “Królowie Dary” Kena Liu? Korci mnie, chyba będzie następna.

“Idź, postaw wartownika” przeczytam niedługo jako, że na dniach wypożyczyłem tę książkę.

Biorę się za “Idź i czekaj mrozów”... Drżyj Marto, będę marudził! ;-D

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

REPUBLIKA PIRATÓW nie kupiła mnie. Pozycja przeciętna. Walczyłem z nią przez półtora tygodnia.

A mnie się bardzo. Republika Piratów to zbiór, jak dla mnie, smakowitych ciekawostek dotyczących. karaibskich piratów, poukładanych na osi czasu. Nie wydaje mi się, by należało traktować ją jako pozycję historyczną, tym bardziej beletrystyczną. Ot, tak popularno naukowa, z naciskiem na pop, pozycja, za którą stoi przyzwoity materiał źródłowy.

 

Ja skończyłem"Idź  i czekaj mrozów " i odkryłem, ku swojemu zaskoczeniu, że to chyba romans jest :-) Recenzję dodałem do książki, na portalu.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

A ja teraz czytam “Królów Dary” Kena Liu. Pewnie trochę to potrwa, z moim tempem, ale na razie mi się baaardzo podoba. Strasznie mało jest takiego fantasy. Dobrze napisanego, przemyślanego, z ciekawym tłem i bohaterami. Wyraźnie widać też w tym tekście pochodzenie autora, orientalna nuta dodaje mu uroku. Narracja jest czasem trochę baśniowa, czasem nieco egzaltowana, ale to przede wszystkim porządnie napisana opowieść.

Zobaczę, jak będzie dalej. Na razie polecam. Lubię ciekawe opowieści, których fantasy powinna być pełna, a jakoś, cholera, nie jest.

Forrest Gump – juppiiii!

Książka dobra, ale film lepszy

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

OSTRE PRZEDMIOTY, Gillian Flynn– mam wrażenie, że już wystarczającą ilość kryminałów przeczytałem w swoim życiu i trudno mi przy ich czytaniu wzbudzić entuzjazm. Przeciętna pozycja.

Między ustami a brzegiem pucharu!

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Skończyłem Adepta Przechrzty. Po pierwszym rozdziale drukowanym w NF spodziewałem się o wiele więcej. Plus ten cliffhanger, który bardziej mnie zniechęcił niż zachęcił... ach szkoda bo potencjał bym spory.

A teraz czytam Pół wojny Abercrombiego i zaczynam przygodę z klasyką. Na początek Piknik na skraju drogi  braci Strugackich.

Dopiero co zrobiłem sobie popołudnie ze Strugackimi. Przeczytałem Miliard lat przed końcem świata. Bardzo chaotyczne, nie do końca wiadomo o co chodzi przez ¾ treści, a fantastyki niewiele – sama koncepcja wyjaśniona w kilku akapitach całkiem innym stylem niż reszta powieści (przez co jest nierówna). Ale, jak to u Strugackich, czyta się płynnie.

Z nowości kończę mękę nad “Krivoklatem” Jacka Dehnela. Nudny monolog oparty na bogatym researchu, niezłym odwzorowaniem stanu umysłu bohatera, sprawną frazą (ale bez zachwytu). Istnieją dużo ciekawiej napisane opowieści tego typu.

Podobał mi się Dostatek Michaela Crummeya – pisarz odwiedził w czerwcu Polskę. Dobra książka, realizm magiczny. Przeczytam pewnie więcej tego autora (robi dobry klimat, a fantastyka/realizm magiczny działa mocno na wyobraźnię). Pełna recenzja będzie w Silmarisie 2.

Doktor Sen – jako druga część Lśnienia – całkiem całkiem, jak to u Kinga. A propos – słuchowisko wydane bardzo niedawno “Lśnienie” jest kapitalnie przygotowane. Strach słuchać.

Mam jeszcze za sobą Chór zapomnianych głosów. Nie bardzo mi podeszło. Rozrywkowa książeczka, ale jej tempo czy naciąganie kolejnych koncepcji/zdarzeń i wymuszony humor w dialogach między głównymi bohaterami do mnie nie przemówiły. Chyba tylko dla lubiących space opery.

Poza tym przemłóciłem sporo Lema, Zajdla, Martina i jakiejś klasyki, której nie trzeba wypisywać (zachęcać/zniechęcać), bo pewnie większość czytała.

Belhaju, czyli “Adept” nie za bardzo? Ustawiłam go sobie gdzieś w kolejce, też po tym tekście z “NF”. Szkoda.

Ocho mi nie podeszło. Za mało enklawy, anomalii czy demonów (tak dobrze oddanych w tekście z NF), a za dużo politycznych intryg, spisków itp. Do tego zakończenie wymuszające zakup kolejnego tomu żeby poznać dokończenie zawieszonej w kulminacyjnym momencie akcji. Takie zabiegi mnie irytują (podobnie wkurzyło mnie to w drugim tomie Stalowych szczurów Gołkowskiego). Napisane dobrze jednak spodziewałem się czegoś zgoła innego. 

Mam podobne odczucia co do Adepta.  Momentami wciągający, ciekawy, ale z grubsza, za dużo ‘tego wszystkiego’ co akcje spowalnia.  I też zachęcił mnie tekst z NF :D

 

Dzięki, Belhaju, dzięki, Foskenie.

To teraz mam zagwozdkę. :)

Przeczytałem “Piknik na skraju drogi“ i... w sumie okej. Bardzo dobra książka, ale jakoś się nie zachwyciłem. Już chyba “Miliard lat przed końcem świata“ spodobało mi się bardziej.

 

Teraz czas na “Dom Burz“.

Work smart, not hard

Skończone “Uczciwy złodziej i inne opowiadania” i zacząłem “Idź i czekaj mrozów” :D

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Jo Walton, “Podwójne życie Pat”– książkę dobrze się czyta i jest lepsza od “Wśród obcych” tej samej autorki. Także jeżeli ktoś ma kaca po “Wśród obcych” to proponuję klina w postaci “Podwójne życie Pat”.  Zaskakująco dużo się dzieje jak na tak krótką książkę. Tytuł oryginału to “My Real Children” co powoduje podejrzliwość co do reszty tłumaczenia, ale jako że angielski jest u mnie na poziomie podstawowym to pewnie wyszło teraz ze mnie niedouczenie. 

Pytanie (raczej) do pań tu obecnych: Czy któraś z Was czytała kiedykolwiek “Wichrowe Wzgórza” Emily Bronte? Bo ja właśnie postanowiłam nadrobić kilka tak zwanych klasyków i jestem wprost przerażona. Dawno nie czytałam książki tak... dziwnej. Wszyscy bohaterowie tej powieści co do jednego to obłąkańcy. Zachowują się nieracjonalnie, bezsensownie, niewytłumaczalnie, wpadają ze skrajności skrajność. Małżonkowie i członkowie rodziny obrażają się i wyszydzają na każdym kroku, a potem się dziwią, że nikt ich nie lubi i nie rozumie. Serio, pod względem konstrukcji charakterów bohaterów jest to powieść pełna samych czubków. Wszyscy są odpychający i odrażający. Nie rozumiem, jakim cudem ta książka nie dość, że stała się klasykiem, to jeszcze w kategorii “romans”, którego – powiedzmy sobie szczerze – praktycznie tam nie ma.

Wiem, że to nie fantastyka, ale jestem ciekawa, jakie Wy macie odczucia...

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Nie czytałam.

Ale jestem po lekturze “Ojca Goriot” Balzaca – zmęczył mnie okropnie.

Natomiast mogę polecić “Paragraf 22” Josepha Hellera – trzeba się przyzwyczaić, ale całkiem nieźle się czyta (a zabierałam się jak do jeża ;) )

No i Edgar Allan Poe – droga przez mękę :(

Znam tylko pięć liter ;)

O tak, “Paragraf 22” jest genialny.

 

A zbiór opowiadań Poego mam właśnie na kupce w kolejce do nadrabiania klasyki ;) Nie zachęcasz, ale powiedzmy sobie szczerze, literatura XIX-wieczna po prostu nie może być dla nas łatwa ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Raz, że trzeba się przyzwyczaić do stylu, dwa – inne realia, przez co niektóre zachowania bohaterów możemy postrzegać jako dziwaczne, infantylne, a trzy – fantastyka.pl, która sprawia, że wszędzie widzisz “błędy” ;)

Znam tylko pięć liter ;)

A ja zakończyłem trylogię o Morzu Drzazg Abercrombiego. Kolejne bardzo udane pozycję brytyjskiego pisarza. Teraz kontynuuje przygodę z tym autorem czytając niedawno wydany zbiór opowiadań ze świata Pierwszego Prawa Ostre cięcia.

Paragraf 22 faktycznie jest wspaniały, dopracowany w każdym zdaniu. Ale jeszcze lepszą powieścią/nowelką w tym klimacie jest Rzeźnia numer pięć (i tam jest fantastyka).

Pochłonąłem “Hubala”, najnowszą książkę Komudy. Trochę za dużo o koniach, z majora zrobiony trochę jeździec bez głowy (ponoć taki był), a patriotyzm przesłania nieco brudne oblicze wojny. Niemniej bardzo polecam.

Ja czytałam “Wichrowe wzgórza” i bardzo mi się podobały, głównie właśnie przez tę “szaloną” nieracjonalność bohaterów. Którzy, jednak, zachowują się, moim zdaniem, w sposób jak najbardziej wiarygodny. Bo ludzie często zachowują się głupio, szkodząc sobie i innym, nawet jeśli naprawdę tego nie chcą.

Inna sprawa, że czytałam ją dawno. Ale wspominam z sentymentem, głównie ze względu na tych raniących się nawzajem bohaterów.

@Ocha – no tak, ale ja rozumiem, jeden, dwoje bohaterów-czubków, ale nie wszyscy! ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Czubkowatość pozostałych wzmacniała czubkowatość głównych. ;)

 

A ja teraz z synem zaczęłam czytać “Harry’ego Pottera”. Trochę się bałam, że dla siedmiolatka będzie za trudne, ale jest zachwycony. Ja też czytam bez bólu. ;) Chociaż sama bym się pewnie nie zabrała.

O matko, a nie znasz HP? Jeśli nie, to lektura z synem dobrze zrobi Wam obojgu ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Nie. Jak zaczął wychodzić, to byłam już dużą dziewczynką. ;) Czytam teraz i uważam, że to jednak książka dla dzieci. Fajna, ciekawa, zabawna – ale dla dzieci, więc sama bym i tak nie przeczytała. Dodatkowo mam awersję do książek z nastolatkami w rolach głównych. Próbowałam obejrzeć pierwszą część filmu, ale mnie znudziła straszliwie. 

Na pocieszenie mogę Ci powiedzieć tylko tyle – pierwsza część jest zdecydowanie najsłabsza, najbardziej naiwna i najbardziej dziecinna. Jeśli ją przetrwasz, a syn będzie chciał dowiedzieć się, co dalej, potem będzie łatwiej ;) Druga część też Cię na pewno nie zachwyci. Ale każda kolejna powinna podobać Ci się coraz bardziej, bo historia zdecydowanie się rozwija, a bohaterowie wraz z nią (chociaż sam Harry jako postać będzie Cię wkurzał do samego końca ;p)

Ja miałam czternaście lat, kiedy w moje ręce wpadły trzy pierwsze tomy. Połknęłam je z marszu i od tej pory jestem nieustającą fanką tego uniwersum i tej opowieści ; )

A filmy są okropne, więc się nie sugeruj.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Pierwsza część nie jest najsłabsza – jest pisana z pozycji jedenastolatka :)

Zresztą fajnie widać dorastanie bohaterów.

 

Dj czytał i chętnie poczyta kiedyś progeniturze!

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

DJ-u, masz rację. Niemniej nie tylko bohaterowie i czytelnicy dorastali wraz z kolejnymi częściami. Również autorka ewidentnie się rozwijała i dzięki temu z tomu na tom pisała coraz lepiej. To miałam na myśli pisząc, że pierwsza część jest “najsłabsza”. W porównaniu z kolejnymi jest nie tylko najprostsza, ale i najgorzej skonstruowana ;) Nie mówię, że to grzech, bo to przecież faktycznie książka dla dzieci. Ale ja akurat patrzę z pozycji nie dziecka, tylko dorosłego ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Grega Egana znałem z łamów (czy z łam– czyżby dwie formy poprawne, bo niczego mi nie podkreśliło) Nowej Fantastyki i byłem zawiedziony, bo jego opowiadania mi nie podeszły. Wczoraj skończyłem czytać jego DIASPORĘ i jestem pod wielkim wrażeniem. Naukowe wywody rozumiałem tylko w ogólnym zarysie, ale to i tak nie przeszkadzało mi czerpać wielką przyjemność z obcowania z nią. Fabuła rozwleczona na parę ładnych lat, ale mimo to nie pogubiłem się w niej. Książka krótka, ale treściwa. Greg Egan powinien więcej pisać. Więcej i grubiej.

Kiedyś w NF były dwa opowiadania Egana w jednym numerze. Takie zupełnie inne niż te ostatnie. Każde oparte na osobliwej koncepcji, w nieco pokręcony sposób nawiązywały do teorii fizycznych/matematycznych. Pierwsze zaczynało się od meczu piłki kwantowej :) Oba opowiadania były krótkie. Oraz zapadające w pamięć, miały coś w sobie. Przynajmniej mnie zapadły i ja uważam, że były dobre :) Nie przekreślałbym Egana jako twórcy krótkich tekstów, zdecydowanie nie.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

A ja polecam Miasto Permutacji Egana. Co prawda sporo w tej książce żargonu naukowego, ale mimo tego, to dobra lektura. Przynajmniej jak dla mnie :)

Egan jest dla mnie nie do strawienia. Opowiadania w NF wcale mi nie podeszły, zrobiłem podejście do Diaspory, ale odłożyłem na półkę po niespełna godzinie.

Przedzieram się teraz przez Pana Lodowego Ogrodu Grzędowicza. Pierwszy tom przeczytałem 2 lata temu, zdenerwował mnie urwaniem historii, więc odłożyłem. Teraz mam audiobooki i... jest źle. Niby zacząłem słuchać już trzeci tom... Ale coraz więcej w tym magii i wszystkiego, co w fantasy jest najgorsze. Dalej nie będzie lepiej, prawda? Chyba poddam, mimo chęci “nadrobienia klasyki” i godnego naśladowania warsztatu autora.

Ostatnio miała premierę książka o Pękalskim – “Bestia. Studium zła” (seria na faktach, ta sama, która sygnowała “Inną duszę”). Jest nieszczególnie napisana, niechronologicznie, ni to reportaż, ni rekonstrukcje jak z programów Wołoszańskiego, ale mimo wszystko wchodzi w głowę. Duże plusy za przedstawienie, jak wygląda życie takiego więźnia, jak Pękalski. I za pokazanie bezradności placówek wobec takich osób. Mocna rzecz, którą polecam.

Pan Lodowego Ogrodu zdecydowanie jest coraz gorszy z tomu na tom...

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Pana Lodowego Ogrodu nie potrafię rozgraniczyć ze względu na tomy bo przeczytałem wszystko w ciągu czterech dni. Podobał mi się bardzo. Dziwię się, że DIASPORA nie wygrała Reflektorów NF. Mam nadzieję, że chociaż była nominowana do nich. ROZŁAKA Priesta jakoś nie wstrząsnęła moim jestestwem, a wygrała tę nagrodę. WODNY NÓŻ Bacigulapiego zajął drugie miejsce, a po przeczytaniu 100 stron na razie czekam na coś co mi potarga jelita. Czyżbym czekał nadaremno? (pytanie retoryczne)

Teraz zacząłem czytać “Pieśń Lodu i Ognia”. Pewnie domyślacie się dlaczego :) 

Why would you want to save the galaxy?

Kurczę,  ależ ja mam ostatnio szczęście do fantastyki. Niedawno skończyłam “Królów Dary” Kena Liu (zachwyt, ale zdaję sobie sprawę, że to proza nieco specyficzna, więc pewnie nie każdemu przypadnie do gustu), a teraz czytam “Dziecko Odyna” Siri Pettersen. W sumie kupiłam w ciemno. Tytuł mnie trochę zniechęcił, opis z tyłu pozostawił neutralną. Zadecydowały na szybko przejrzane w telefonie opinie i okładka, jedna z niezbyt licznych na półce z fantastyką, której nie trzeba się wstydzić w miejscach publicznych. Ale historia zapowiada się ciekawie i jest naprawdę dobrze spisana.

I uświadomiłam sobie,  że wmanewrowałam się w to, czego zawsze starałam się uniknąć. Cykle. Czekam na nowych Wegnera, Sandersona, Liu i Petersen. ;(

Ostatnio łyknąłem drugi tom Głębi Podlewskiego. W dzień! W sumie lepszy niż Głębia. Skokowiec, bo tamten zajął mi dwa dni, a rozmiar podobny.

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

Mam takie umiejętności, że potrafię odpowiedzieć na pytanie retoryczne. Odpowiedź brzmi: Tak. Czekałem nadaremno żeby WODNY NÓŻ potargał mi jelita. Najsłabsza książka Paola Bacigulapiego, którą czytałem. Niby tematyka ciekawa, niby przecinające się w różnych konfiguracjach losy bohaterów  oraz wszechogarniające epatowanie brutalnością powinny sprawić, że czyta się ją z zapartym tchem, ale jednak czegoś w niej brakło i za bardzo nie wiem czego. Jako, że zakończenie spodobało mi się to ostatecznie daję 6/10.

Ocho, to poczekam sobie na Twoją opinię, bo też się zastanawiałam nad “Dzieckiem Odyna” :) 

A ja właśnie czytam (w sumie kończę I część) “Arcymaga” Aleksandra Rudazowa. I powiem Wam, że dawno nie miałam takiego ubawu. Istna komedia. A czyta się szybko i lekko. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Śniąca, dobijam do 200 strony, czyli jakieś 1/3 książki i na razie szczerze polecam. Nawet wiszący w powietrzu romans mnie nie zniechęca. I to, że głównymi bohaterami są w gruncie rzeczy jeszcze nastolatki. Wyjątkowo dojrzałe nastolatki, co prawda. :)

Przeczytałem WYSPY PLUGAWE Marcina Mortki. Tendencja spadkowa. Do trzeciego tomu jak się pojawi raczej nie sięgnę.

Jakiś czas temu skończyłem Ostre cięcia Abercrombiego. Zdecydowanie pozycja tylko dla fanów autora oraz dla tych, którzy znają jego powieści ze świata Pierwszego Prawa. Fajnie opisane epizody, powroty do starych bohaterów (Whirrun Rąbnięty rządzi) oraz kilka ciekawych, nowych postaci. Kwintesencja stylu Brytyjczyka czyli to co w jego prozie jest najlepsze. Pełnokrwiści bohaterowie, niebanalny humor i szczypta przemocy. Jak ktoś zna Pierwsze Prawo zdecydowanie polecam, a ja osobiści jako fan pragnę więcej.

A teraz zabieram się za Joyland Kinga. Kupiony w śmiesznie niskiej cenie (10 zł). 

Skończyłam wreszcie “Dziecko Odyna” i z przykrością stwierdzam, że nie utrzymało poziomu do końca. Do momentu, kiedy bohaterowie zdawali się być w miarę zwykłymi ludźmi – było naprawdę dobrze. Potem jednak zrobiono z nich superherosów, przepełnionych mocą, przy których moc Jedi może się schować. Pięciostronicowe opisy tego, jak to przepełnia ich moc robiły się naprawdę nieznośne.

Na domiar złego wreszcie zdali sobie sprawę z tego, że są w sobie zakochani, więc bohaterka, początkowo naprawdę udana postać, nagle zaczęła zajmować się głównie idiotycznymi wybrykami (autorka chyba tego nie zauważyła) oraz podziwianiem urody swojego wybranka. Nie mam nic przeciw przystojnym facetom w książkach, ale kiedy na co drugiej stronie jest wspomnienie o jego oczach, włosach czy mięśniach, to już mi się trochę niedobrze robi.

Więc tak od połowy napięcie szło w dół, pod koniec już brnęłam, bo ostatnie rozdziały to mieszanina nieznośnego patosu i żałosnych romantycznych porywów.

Szkoda. Druga część ma się ukazać w sierpniu. Obawiam się jednak, że będzie w niej jeszcze więcej magicznych mocy oraz zakochanej pary, która z udanych, ciekawych bohaterów zamieniła się w maślanookich nudziarzy. Mam nadzieję, że się mylę.

Ostre cięcia Aberkrombiego.

Jest rzeźnia, jest nieźle.

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Dokładnie, pochłonąłem w dwa dni :)

Po roku drugi raz sięgnąłem po powieść Wattsa. O ile Ślepowidzenie mi się nie podobało (choć ciekawiło, to męczyłem się niesamowicie), to Echopraksja jest nieco przystępniejsza i mam lepsze odczucia. Może to też kwestia tego, że czytałem w fotelu, a nie w komunikacji, jak pierwszą część. Niemniej podtrzymuję zdanie, że Watts ma słabiutki styl, ale łeb i zainteresowania ma nie od parady – Echopraksja takie wątłe 6/10.

Aktualnie dalej jestem na Uczcie Wyobraźni. Rozłąka, jestem niemal w połowie – ogromnie podoba mi się tempo powieści i detale. Na teraz jest fantastycznie.

Ktoś poleca coś szczególnie z Uczty wyobraźni, a coś odradza? Do tej pory średnio oceniam Tonącą dziewczynę, średnio Wodny nóż, miernie Ślepowidzenie, choć w każdej z tej książce (poza Wodnym nożem) z reguły było coś wartego zapamiętania. Mam na półce jeszcze Czasomierze, Peryferal, Nakręcaną dziewczynę i Diasporę. Dodam, że nie lubię, gdy jest za dużo magii.

Nakręcana dziewczyna kozak. Zresztą jestem fanem Bacigalupiego. Sięgnij też po zbiór Pompa numer sześć. Same świetne opowiadania :)

Ja polecam Czasomierze : )

Cienioryt Piskorskiego – właśnie oddałam do biblioteki po przeczytaniu mniej więcej połowy. Sama nie wiem, co o tym napisać, bo właściwie można powiedzieć dużo dobrego o tej książce: ciekawy i niezwykły świat, bohater interesujący, główny temat  ok. Ale pokonały mnie:

  1. stworzona historia uniwersum, która miała zakotwiczyć istniejący świat w czasoprzestrzeni, znudziła mnie
  2. wątki poboczne rozrosły się do samoistniejących opowieści. Co chwila autor wpada w takie dygresje, jakby zapominał, o czym właściwie pisze: podejmując coraz to nowy wątek, skutecznie rozprasza uwagę. Ja miałam chwilowo dość.

Nie zrezygnowałam całkowicie, a przełożyłam w czasie, ponieważ powieść ma się ukazać w “Fantastycznej kolekcji– światy równoległe”.

 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Z uczty wyobraźni jak dla mnie najlepsza jest póki co DIASPORA, a zaraz za nią CIEMNY EDEN. CzZASOMIERZY nie czytałem, ale posiadam także kwestią czasu jest jak przeczytam to. Szczególnie, że na trzecim miejscu z uczty wyobraźni plasuje się u mnie ATLAS CHMUR.

,,The Girl Who Leapt Through Time‘‘ Tsutsui Yasutaka – film na podstawie opowiadania bardzo mi się podobał (pomijając pewne niedopowiedzenia), natomiast opowiadanie mocno mnie zawiodło. Brakowało fabuły, a przynajmniej według mnie.

“A lesson without pain is meaningless. That's because no one can gain without sacrificing something. But by enduring that pain and overcoming it, he shall obtain a powerful, unmatched heart. A fullmetal heart.”

Skończyłem Joyland Kinga. Typowa dla niego opowieść, mało fantastyki (jedynie motyw ducha i dziecka mającego prekognicyjne zdolności), ale jak to u niego napisane tak, że czyta się jednym tchem. Do tego świetna konstrukcja postaci, szczególnie główny bohater przedstawiony bardzo realistycznie i dający się lubić. Ogólnie jestem z lektury usatysfakcjonowany :)

Teraz czas na sierpniową NF :)

 

DRUGIE ODKRYCIE LUDZKOŚCI. NORSTRILIA. Cordwainer Smith. Zbiór opowiadań połączony z powieścią. Opowiadania mroczne pokazujące rozwój ludzkości na przełomie tysiącleci. Wszystko dzieje się w jednej rzeczywistości, także wspólne wątki w poszczególnych obrazach powodują, że łatwiej wciągnąłem się w historię. im dalej w las tym więcej poszczególnych elementów świata przedstawianego jest w ciekawy sposób wyjaśniany. Opowiadania są dość równe i nie przygotowują na “ukoronowanie“ książki czyli na powieść NORSTRILIA, która jest słabsza od reszty. Taka trochę powieść łotrzykowska z bohaterem wchodzącym w dorosłe życie, który ma problemy i próbuje je rozwiązać. Świat w powieści jest mniej mroczny i bezwzględny od świata z opowiadań, a bardziej frywolny. Podsumowując polecam opowiadania, które nie zestarzały się mimo, że były pisane około 80-70 lat temu. Powieść też polecam, bo napisana jest prostszym językiem od reszty i szybko się przez nią przebrnie, a jednak różne elementy układanki zostają w niej ułożone.

Ja z kolei przeczytałem (czytaj: wysłuchałem) Lśnienia.  

Nie lubię Kinga – przynajmniej tak twierdziłem nic nie “czytając”. 

Widziałem co prawda film, ale to jak King bezczelnie śmiga w książce na własnym poczuciu winy i to jak przez to cały horror staje się rzeczywisty, teraz wprawiło mnie w osłupienie, graniczące z zachwytem :)

Prim "Corcoran" Chum

Teraz czytam “Stacja Nowy Świat”.  Do tej pory nie czytałem żadnej książki z tej serii, ale jak na razie podoba mi się. 

W ekspresowym tempie połknęłam “Słowa światłości” Brandona Sandersona. Ma rozmach, sukinsyn. Niemniej na końcu drugiej części nie ma aż takiego – za przeproszeniem – pierdolnięcia jak na końcu pierwszej, która dosłownie wbiła mnie w ścianę i długo pozostawiła z ledwo trzymającą się na zawiasach szczęką. Uważam, że to dobrze, bo ze spokojem teraz mogę czekać na kontynuację, zapowiadaną dopiero na 2017 rok w oryginale, więc bogowie raczą wiedzieć kiedy dotrze do nas tłumaczenie. W każdym razie – WOW.

 

Czy polecacie coś jeszcze Sandersona? Czy jest coś, co robi takie ogromne wrażenie jak cykl Archiwum Burzowego Światła? Bo na temat różnych innych jego pozycji – nie tylko tu – słyszałam bardzo mieszane opinie... A nie chcę sobie zepsuć dobrego mniemania o autorze ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Jose, co za słownictwo... :)

Mi tam “Z mgły zrodzony” Sandersona też podszedł. Nie wiem jak reszta tomów, ale pierwsza cześć dobra.

 

Edit: Nie wiem czy coś zrobi takie wrażenie jak “Archiwum...”. To jego wypieszczona perełka. Podobno dziesięć lat to pisał.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Mnie “Z mgły zrodzony” nie podobał się właściwie w ogóle. Nie mogłam uwierzyć, że to ten sam autor. I nie chodzi tylko o porównanie z “Archiwum...”. Zresztą, kiedyś już w tym wątku sporo o tej książce pisałam, próbując otrząsnąć się z frustracji. Do kolejnych części nie zajrzę i niestety sprawiła ona, że nie mogę zdobyć się na przeczytanie czegokolwiek innego tego autora. Po “Archiwum...” poczułam się po prostu oszukana. Ale na kolejną część “Archiwum...” czekam. Ktoś wie, kiedy ma się ukazać?

Ktoś wie, kiedy ma się ukazać?

Sanderson ma w tej chwili napisane 69%, a gdy skończy, to jeszcze dwie serie poprawek, które nie powinny trwać długo. Więc 2017. 

Zalth, to co działo się pod koniec “Drogi królów” zasługuje wyłącznie na najmocniejsze słowa ;D Zdarzają się czasem w książkach takie rzeczy, że nic tylko zwinąć się w kłębek i płakać rzewnymi łzami, że samemu człowiek nie potrafi czegoś takiego skonstruować...

 

Na razie sobie może zatem daruję eksperymenty. Mam masę innych rzeczy do przeczytania, więc zastanowię się, co z Sandersonem, jak przerobię już czekający na mnie, całkiem wysoki stosik ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Sandersona to czytałem dwa tomy cyklu Mściciele: Stalowe serce i Pożar. Po lekturze jestem pod  wrażeniem, bo chociaż temat superbohaterów jest już mocno wyeksploatowany, to jednak Sanderson zrobił robotę. Dużo akcji, super mocy, i zwrotów akcji. 

Te “super moce” to moim zdaniem jedna z tych rzeczy, z którymi Sanderson zdecydowanie przesadza. W “Archiwum...” równoważyli to m.in. świetni bohaterowie, w “Z mgły...”, gdzie takich bohaterów zabrakło, opisy na pięć stron działania tych właśnie “super mocy” zaczęły mnie mocno drażnić. Coś jak film z mnóstwem efektów specjalnych, ale bez ciekawej fabuły, bez interesujących bohaterów.

Ale, Joseheim, nie musisz się zrażać. Zalth chyba gust ma dobry, na lubimyczytać też przeważają zdecydowanie pozytywne opinie. Ja po prostu lubię fantastykę, w której fantastyki jest możliwie jak najmniej. ;)

Jezu, przepraszam, Zygfryd z Zalthem mi się... zlali :D Za dużo zzz...

 

Tak czy owak, na razie nie będę szarżować :) Mam co czytać, na siłę szukać/kupować kolejnych Sandersonów nie będę, a jak mi coś wpadnie w ręce, to się zobaczy.

 

Dzięki Wam wszystkim za odzew ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Zalth chyba gust ma dobry,

No własnie, chyba. :P

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Christopher Priest: Odwrócony świat. Nie polecam. O ile pomysł na wykreowany świat, ciekawy, o tyle wykonanie pozostawia wiele do życzenia. Czytając tę książkę dałem się porwać przez pierwsze kilkanaście stron, później niestety nudziłem się strasznie,  i dopiero pod koniec znowu powrócił chwilowy zachwyt :) Moja ocena  to 4.5/10

NIEBIAŃSKIE PASTWISKA, Paweł Majka– Na początku trochę książka mi się dłużyła, ale po czterechsetnej stronie mnie wciągnęła. Były momenty, że gubiłem się w poszczególnych bohaterach, ale pomysł dość ciekawy.

CZAROWNIK IWANOW– nie mogę pojąć fenomenu Pilipiuka. Przeczytałem jego cztery książki i żadna mi się nie podobała. 3/10– czemu aż tyle punktów? Bo książka jest krótka.

Jogurt – nie przejmuj się. Mnie też aż czasami wstyd się przyznać, jaki uznany pisarz mnie znudził. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Mi przygody Wędrowycza się podobały, ale może dlatego że czytałem je mając naście lat. Choć opowiadanie zdecydowanie lepsze niż nadmiernie rozciągnięty Czarownik Iwanow.

Odwrócony świat intrygujący mi się wydał, choć z początku zalatywał YA. Pomysł dobry, ale wykonanie wyszło przeciętnie. Fabuły więcej niż w Rozłące, ale jednak czegoś brakowało. Naciągane 7 na 10. Niezła wakacyjna lektura.

Polecam za to klasykę i Błogosławieństwo ziemi Knuta Hamsuna. A nie jakimiś Chłopami dzieci w szkole katują...

Bemik, ja to nie mam problemów z wyrażeniem swoich zastrzeżeń. Do tej pory nie mogę pojąć jak Harry Potter może być uznaną książką. :/ A jak dla kogoś jest to ulubiona książka, to szukam rozmówcy gdzie indziej. ;) Pilipiuka w ostatnich latach nie czytałem, więc nie będę się wypowiadać. :D

A propos znudzenia uznanymi tytułami/nazwiskami... przeczytałam “Autostopem przez Galaktykę” Douglasa Adamsa i przyznam, że nie rozumiem popularności tego tytułu. Owszem, parę dobrych koncepcji/żartów/dialogów tam jest, jak najbardziej, ale próby rozbawienia czytelnika na siłę od początku aż do ostatniej strony były cholernie męczące, a część żartów po prostu niskich lotów. Męczyłam się. Po kontynuację na pewno nie sięgnę.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Darius, jak przeczytałam Harrego z dużą przyjemnością, traktując to jako pozycję dla dzieci i młodzieży. 

Z uznanych pisarzy – kompletnie do mnie nie trafia Terry Prachett. Próbowałam, ale nijak mi nie podchodzi. Właśnie jego miałam na myśli, mówiąc o uznanych – nielubianych przeze mnie. I aż mi głupio, bo na temat jego książek zawsze słyszę zachwyty, a ja zachwycić się nie potrafię sad Ostatnio trafiłam na jakieś jego opowiadania i spodobało mi się tylko jedno – napisał je mając trzynaście lat. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Dawno już go nie czytałem, ale zawsze bardzo lubiłem Pratchetta. No to mamy na odwrót. :P

Ponad Pratchetta cenię sobie Douglasa Adamsa. Kilku moim znajomym próbowałem zaszczepić cieplejsze uczucia do fantastyki pożyczając książki Terry’ego Pratchetta i wyszło na to, że nie jest on dobrym wabikiem do świata fantastycznego dla ludzi, którzy fantastyki nie czytają. Wszyscy natomiast zachwycali się GOBELINIARZAMI Andreasa Eschbacha, które i wam gorąco polecam. Na końcu książki śmiałem się do rozpuku. Chociaż się tym nie sugerujcie bo moje poczucie humoru jest poniżej wszelkiej godności.

OSAMA Lavie Tidhara. Dziwna oniryczna minipowieść nie pozbawiona uroku.

Jako pisarz Pratchett nie był jakiś mocno niezwykły – ot, dobry pomysł i masa humoru – ale mimo wszystko go cenię z jakichś tam czysto sentymentalnych względów. Całe dzieciństwo czytywałam jego powieści. smiley

Niezwykłość jest być może kwestią subiektywną, jednak nikt nie odmówi Pratchettowi umiejętności kreowania wspaniałych, pełnokrwistych, niesamowitych postaci. Tak naprawdę to dla nich tak chętnie sięgałam po kolejne tytuły ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Belhaju – zaczęłam czytać coś Pilipiuka, już nie pamiętam co, i dopóki nie zrezygnowałam ostatecznie, jedynym towarzyszącym mi uczuciem było zażenowanie. Więc nie jesteś sam. ;)

 

Do tej pory nie mogę pojąć jak Harry Potter może być uznaną książką.

Ale przecież Harry Potter to książka pisana dla dzieci. Mój siedmiolatek czyta ją z wypiekami na twarzy. Spełnia swoją rolę, dzieciaki ją masowo uwielbiają, więc myślę, że słusznie uważa się ją za uznaną książkę dla dzieci.

 

A co do Prachetta – dużo czytałam go w liceum. Teraz chyba też już bym nie doceniła.

Dzisiaj skończyłem “Nie przed zachodem słońca” Johanny Sinisalo. Przyjemnie się czytało. Lepiej od Gaimana. :D 

WIDMA– To już druga książka Łukasza Orbitowskiego, która mi się spodobała.

Jeżeli ktoś przeczytał ROZŁĄKĘ tego autora i był zdziwiony tym, że wygrała ona w konkursie Nowej Fantastyki na książkę roku to powiernika we mnie ma. Polecam ODWRÓCONY ŚWIAT tego autora. Po przeczytaniu jej zachodzę w głowę jakim cudem ta książka mogła nie być chociaż nominowana. Jest lepsza niż ROZŁĄKA, że o WODNYM NOŻU nie wspomnę, który zajął drugie miejsce w tym konkursie.

Rozłąka jest zdecydowanie lepsza od Odwróconego...tylko fantastyki w niej dużo mniej, ale tak właśnie lubię. Co do wodnego noża, to się zgodzę, że to bardzo średnia książka, w której postaci wydały mi się zupełnie niewiarygodne. A jeśli ktoś lubi reportaże czy im podobne, to ciekawą pozycja jest "Bestia. Studium zła" o Pękalskim.

PARADOKS LEIBNITZA czyli DO ZOBACZENIA W PIEKLE, Alexandra Brajdaka– jest to jedna z tych książek, która zawieruszyła mi się w trzewiach mojej szafy z książkami i dopiero co została odnaleziona. Na pierwszej stronie tej książki znajduje się ex libris Klubu Fantastyki Druga Era oraz zaproszenie do tego klubu, które posłużyło mi jako zakładka. Niestety z zaproszenia nie skorzystam bo mieszkam za daleko Poznania. PARADOKS... pozyskałem na pyrkonowej wymianie książek w 2015 roku. Jakby co to na następny Pyrkon wezmę ją do wymiany, to Klub będzie mógł sobie ją odzyskać razem z zaproszeniem, bo nic się nie może zmarnować.

Pierwszy rozdział bardzo mi się spodobał . Nie zdziwiłbym się jakby przy jego pisaniu pomagał Douglas Adams, ewentualnie Terry Prachett. Potem sprawa się skomplikowała i moja ocena nie jest już taka pozytywna. Książka wywarła na mnie wrażenie trochą chaotycznej. Wyszło takie połączenie Pratchettowsko-Vonnegutowsko-Modowo na sukces i tego ostatniego było najwięcej, co nie zmienia faktu, że momentami dobrze się bawiłem.

Teraz zacznę czytać DRUGĄ ZIEMIĘ Pratchetta, którą też zdobyłem na pyrkonowej wymianie książek pamiętnego 2015r.

A ja teraz zacząłem Grę Geralda Kinga. Punkt wyjścia ciekawy, zobaczymy jak się potoczy historia.

A mnie znowu trochę, chwilowo, odrzuca od beletrystyki. Czytam “Zaginione białe plemiona” – akurat rozdział o potomkach polskich żołnierzy napoleońskich, pozostawionych na Haiti.

A na audiobooku – “Pacjenci” Thorwalda. Nawet nie wiedziałam, że on tyle książek napisał. Czytałam “Stulecie chirurgów” i “Stulecie detektywów”, krążyłam wokół “Ginekologów”, trochę się obawiając, że nie dam rady psychicznie. :) “Pacjenci” są równie fascynujący. Historię medycyny słucha się jak powieść sensacyjną.

Dzięki GRZE GERALDA poznałem nowe słówko.

Jakie?

Przeczytałam Dziecko Odyna zanim Ocha skończyła i napisała komentarz. I zdecydowałam, że dam szansę drugiemu tomowi. Trochę już uprzedzona czytałam z odpowiednim podejściem i nie miałam problemu z przełknięciem tego patosiku, zresztą nie było go tam aż tyle, albo jednak nie rzucił mi się aż tak bardzo w oczy. 

A teraz czytam powieść Las, która – jak dziki ostęp – wciąga mnie coraz bardziej z każdą kolejną stroną, mimo początkowej irytacji kilkoma elementami ;) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Śniąca – nie zrozumiałam, czy kończyłaś już ten drugi tom (”Zgniliznę”) czy się dopiero zabierasz, a piszesz o pierwszym? Ja już parę razy krążyłam nad nim w księgarni, nie mogąc podjąć decyzji. Jednak pamiętam, jak bardzo “Dziecko Odyna” do połowy mi się podobało.

 

I koniecznie daj znać, jak to z tym “Lasem”. Bardzo mnie ta pozycja interesuje. :)

Nie wyraziłam się zbyt precyzyjnie – dopiero zamówiłam Zgniliznę, która będzie musiała ustawić się w kolejce, więc nie wiem kiedy ją ostatecznie przeczytam.

 

Dam znać, nie bój się :)  

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Akromegalia

Przeczytałem DŁUGĄ WOJNĘ Pratchetta. Wydała mi się lekko chaotyczna. Delikatnie mówiąc nie rzuca na kolana. Minie troch czasu zanim sięgnę do 3 tomu.

ELI, ELI– Wojciecha Tochmana– Ciekawy opis życia biedoty na Filipinach. Każdy rozdział jest poprzedzony zdjęciem, którego historię autor opisuje. Najciekawsza była historia opisująca ludzi mieszkających na cmentarzach.

A pro po Pratchetta. Mam zamiar zabrać się za jego książki, lecz nie bardzo wiem od czego zacząć. Chciałabym zachować ciągłość a wiem, że to nie takie proste. Gdzieś znalazłam nawet ładny wykres, który pokazuje co, jak, kiedy i z czym się to je ;) Czy ktoś może wyłożyć mi na chłopski rozum całą zawiłość jego dzieł? 

P.S. Jeśli coś takiego pojawiło się już w postach powyżej, to z góry przepraszam. Nie czytałam wszystkich komentarzy ;)

 

A tak w temacie to ostatnie co przeczytałam to Necrosis Piekary.  Muszę przyznać, że nie porwały mnie te opowiadania, choć pierwsze podobało mi się najbardziej i chętnie przeczytałabym ciąg dalszy. Teraz przymierzam się do Wojen Alchemicznych.

LuLu

Ja przygodę z Pratchettem zacząłem od WARSTW WSZECHŚWIATA/DYSKU, która to książka jest takim trochę preludium do ŚWIATA DYSKU. Pratchett jeszcze wtedy nie miał wizji tego jak ten świat ma wyglądać. A potem to najlepiej z wikipedii sobie wydrukować listę książek ze świata dysku i lecieć chronologicznie bo mimo tego, że jest kilka linii tematycznych to i tak poszczególne powieści się nawzajem przenikają. Wielce prawdopodobne jest, że jedną z ulubionych Twoich postaci stanie się Śmierć, który występuje jeżeli dobrze pamiętam we wszystkich częściach (chociaż w większości pojawia się jako postać drugoplanowa), ale ciekawe jest obserwowanie ewolucji Śmierci na przestrzeni całego cyklu. Także jeżeli chcesz naprawdę się zagłębić w ten świat i niczego nie przegapić to najprostszy i najlepszy sposób pójść drogą chronologicznego przedzierania się przez niego .Oczywiście nie jest powiedziane, że książki te spodobają Ci się. Tym się nie przejmuj, bo znam wiele osób, które nie trawią Pratchetta. I przestrzegam przed przeczytaniem kilku pozycji pod rząd. Kiedyś przeczytałem trzy książki Terry’ego jedna po drugiej i przez rok nie sięgnąłem po następną. Za bardzo mnie przytłoczyła liczba żartów i w pewnym momencie byłem nimi już zmęczony. Dla równowagi psychicznej lepiej jest czytać pomiędzy poszczególnymi tomami coś innego.

Dzięki wielkie Jogurt za instrukcje :) O takie właśnie informacje mi chodziło. :))

LuLu

Wysłuchałam sobie na audiobooku “Dzień Tryfidów”. W sumie miło się słuchało, chociaż było dość głupkowate, rośliny-ludojady dawały radę. Na początku trochę mnie drażniło psychologiczne nieprawdopodobieństwo zachowań bohaterów, potem coraz mniej skrywane uwielbienie autora do wręcz starotestamentowo patriarchalnej wizji społeczeństwa. Ale jeśli przymknie się na to oko i potraktuje jako element niezamierzenie komiczny – da się to czytadło łyknąć.

Skończyłem Grę Geralda i jestem rozczarowany. Jedna ze słabszych powieści Kinga, wynudziłem się przy niej. Świetny materiał na opowiadanie, powieść jest zdecydowanie zbyt rozwleczona i przegadana.

A teraz równocześnie czytam Las oraz Koniec warty Kinga.

Daj znać, jak Ci się “Koniec warty” spodobał, Belhaju.

 

Na mnie w sumie żadna z ostatnich lektur jakiegoś wielkiego wrażenia nie zrobiła... Może poza tym, że uważam “Cień Endera” za doskonałe uzupełnienie “Gry Endera”. Z każdą kolejną książką coraz wyżej cenię sobie Carda.

 

Poza tym skończyłam drugi i właśnie zaczęłam trzeci tom cyklu Pendragon Stephena Lawheada – dla fanów opowieści okołoarturiańskich jak znalazł. Ja jakąś wielką fanką nie jestem, w każdym razie, a czyta mi się dobrze.

 

No i nagryzłam lekko Mechaniczną Pomarańczę... lekko, bo to bardzo trudny przypadek i mam opory, by gryźć dalej, mimo że to przecież taka malutka książeczka ;/

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Belhaju, daj znać, jak Ci się podobał (lub nie podobał) “Las”. :)

 

Zaczęłam słuchać “Twierdzę” Wilsona. Horrorowaty horror, całkiem dobrze przyswajalny na razie.

A czytam “Koreę Północną” Sweeneya. Kolejny przykład na to, że najlepszą inspiracją do fantastycznych tekstów jest rzeczywistość.

 

Joseheim – a widziałaś film, “Mechaniczną pomarańczę”? Ja nie dałam rady, straszny był (tzn. nie że do niczego, tylko właśnie po prostu straszny). Po nim do książki w ogóle mnie nie ciągnie.

Słucham “Wywiad z Borutą” – dwa głosy (w tym Janda!), fajnie rozegrane, dobrze zrobiony audiobook. Ale słucham na raty, na zmęczeniu, po trochę przed snem – dam znak po wszystkim :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Poprzednie części trylogii o Hodgesie były niezłe, więc i oczekiwania co do zwieńczenia mam spore. Tym bardziej, że pojawi się wątek fantastyczny, w Panu Mercedesie w ogóle nieobecny, a w Znalezione nie kradzione, tylko lekko zasygnalizowany. Jak przeczytam to dam znać, Jose :)

Edit; Ocho jestem na 50 stronie,  dotychczas czyta się całkiem przyjemnie :)

Ocho, nie oglądałam, bo nie lubię starych filmów ; p Natomiast w książce daleko jeszcze nie zaszłam, więc choć wizja jest mocno wypaczona, na razie nie miałam okazji się przestraszyć. A nie zaszłam daleko, bo język jest bardzo trudny, cholerna autorska nowomowa... Ryzykowny zabieg literacki, nawiasem mówiąc.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

TCHOROSTY I INNE WY-TCHNIENIA, Ian R. Macleod– Jeden z najlepszych zbiorów opowiadań jakie kiedykolwiek czytałem. Druga część książki to powieść OBUDŹ SIĘ I ŚNIJ, którą zaraz zacznę czytać.

Muszę chyba w takim razie zainteresować się Tchorostami. Czytałem tylko “The Chop Girl” (u nas “Fatalna lalunia”, jeśli dobrze kojarzę?) i podobało mi się baaardzo.

 

Ja ostatnio wreszcie nadrobiłem pierwszy tom Hyperiona Dana Simmonsa. Jest fantastyczny (znacznie lepszy niż taka “Diuna”), ale ktoś mi mówił, że historia w pierwszym tomie jest zamknięta – a nijak nie jest, po prostu się urywa. No i muszę się zabrać za drugi tom.

„Widzę, że popełnił pan trzy błędy ortograficzne” – markiz Favras po otrzymaniu wyroku skazującego go na śmierć, 1790

Obie części Hyperiona są świetne. Z Simmonsa polecam również powieści Drood i Terror. Kawał porządnej literatury :)

Ocho mam pytanie odnośnie wspomnianej przez Ciebie Twierdzy Wilsona. Widziałem gdzieś u znajomego na półce jakieś stare wydanie Amberu. Warto przeczytać?

Belhaju, trudno mi to jednoznacznie stwierdzić. Postaram się bez spoilerów. Jako horror jest chyba niezła. Jest ciekawy bohater, kapitan Wermachtu – ja mogę czytać książki dla takich postaci. :) I dopóki zagrożenie było nieokreślone – to naprawdę słuchało się świetnie. Kiedy zagrożenie zdefiniowano – zrobiło się gorzej. I romans! Romans, jak to często bywa, sporo psuje.

Ale chyba warto spróbować. Myślę, że czytać Ci się będzie szybko. Najwyżej porzucisz. :)

Długie nie jest, więc chyba przeczytam. Dzięki :)

Jose wczoraj skończyłem Koniec warty. Udane domknięcie historii detektywa Hodgesa jego kompanów i głównego złego Hartsfielda. Ogólnie samo śledztwo w sprawie tajemniczej plagi samobójstw dużo lepsze niż zakończenie. To co mi się podoba ostatnio u Kinga to to jak adaptuje on nowe technologie i wykorzystuje je do straszenia i jako elementy swoich powieści i opowiadań. Tutaj pojawiają się tabletopodobne zappity, które wykorzystuje Brady, świetnie oddał też czytniki e-booków w opowiadaniu Ur ze zbioru Bazar złych snów. Mistrz mimo wieku nie pozostaje bierny na otaczającą go rzeczywistość i rozwój technologiczny. Udana powieść :)

Od mojego ostatniego wpisu zdążyłem przeczytać wszystkie książki z serii “Pieśń lodu i ognia”, “Więzień labiryntu”, “Narrenturm” i kilka nudnych podręczników do programowania D:

Bravincjuszu, Ty żyjesz! :D Hura!

 

Belhaju, dzięki za info ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Podręczniki do programowania to istne thrillery! :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Żyję, żyję ^^ Po prostu w Blade and Soul grałem ostatnimi miesiącami :D

 

O tak, są dość porywające ^^ Ale dzięki nim udało mi się znaleźć nową pracę i w końcu się przeprowadziłem :D

OBUDŹ SIĘ I ŚNIJ Ian R. Macleod– Autor jest lepszy w krótkich formach. Powieść nie spodobała mi się tak jak opowiadania, chociaż do złych jej nie mogę zaliczyć. 5/6 punktów jej daję. Wziąłem pod uwagę fakt, że kryminałami się już przejadłem a i historie alternatywne jakoś nie przemawiają do mnie, a mimo to autor wkręcił mnie w sten świat i niektóre rozdziały czytałem z szybkością przechodzenia kiszonej kapusty przez układ pokarmowy starej kobiety.

Teraz czytam NIEZWYKŁĄ HISTORIĘ MARVEL (no chyba sobie ktoś żarty stroi– nie ma tego słowa w słowniku) COMICS Seana Howe’a. Pierwsze sto stron obiecujące.

Teraz mam taki urodzaj książek do wyboru, że nie wiem za co się zabrać. Jako urodzinowy prezent od dziewczyny dostałem ośmiotomowy cykl Mroczna wieża Kinga. W facebookowym konkursie Rebisu wygrałem Orła Białego Przybyłka, a na Szortalu I wrzucą nas w ogień Patykiewicza. Wydaje mi się, że rozpocznę od tej ostatniej pozycji, pierwszy tom był średni, może drugi będzie lepszy.

Napisz belhaju, jak skończysz (lub nie) Orła Białego. Fragment udostępniony na Katedrze jest... brak mi słów na określenie, w każdym razie ciekaw jestem czy cała opowieść jest równie...dobra.

Gwidonie w weekend przeczytałem kilka pierwszych stron tej grubaśnej powieści (prawie 700 stron) i jakoś mnie nie zachwyciło, więc na razie chyba sobie odpuszczę. Sam pomysł na Twierdzę Polska itp. żywcem wyjęty ze świetnego cyklu Kołodziejczaka Ostatnia Rzeczpospolita. Jak skończę pozostałe pozycję i akurat nie będę miał żadnej bieżącej lektury, może się zabiorę. Ale obiecać nie mogę :)

Głowa Kasandry, Marek Baraniecki. Książka jest zbiorem opowiadań, w którym tytułowa Głowa Kasandry zajmuje dość przeciętną pozycję. Wynajęty Człowiek, Ziarno Kirliana i Wesele Dusz, to całkiem dobre opowiadania, które warto przeczytać. Jako całość oceniam na 6/10.

Poza tym zacząłem czytać Zero, Marc Elsberg. Poprzednia powieść tego autora: BlackOut mnie zachwyciła. Więc po cicho mam nadzieję, że w tym przypadku będzie podobnie :)

Rozumiem, belhaju.

NIEZWYKŁA HISTORIA MARVEL COMICS skończona. Czytało się dość dobrze, chociaż gubiłem się w poszczególnych bohaterach. Niektórzy tyle razy przechodzili z Marvela do DC i z powrotem, że aż strach się bać. Pewnie więcej przyjemności by mi ta książka sprawiła gdybym komiksy czytał częściej niż sporadycznie.

PRZEDRZEŹNIACZ Waltera Tevisa. Przepiękna książka. Niepozorna, ale niesamowita. Przenikliwa, wzruszająca. Jedna z lepszych SF, jakie czytałem w życiu. Zapamiętam na długo.

DZIEWCZYNA Z POCIĄGU, Paula Hawkins– materiał na dobry film. Wydaję mi się, że jest to jedna z tych niewielu powieści, których ekranizacja ma dużą szansę być lepszą od pierwowzoru. Bo pomysł potencjał ma, ale niestety został zaprzepaszczony słabym wykonaniem. Na moje nieszczęście za szybko się połapałem kto jest mordercą/morderczynią i to mi zabrało tę resztkę radości, którą mogłem wycisnąć z czytania DZIEWCZYNY.....Ale na szczęścia książka jest krótka i podzielona na krótkie rozdziały. Coś ostatnio się bardzo marudny zrobiłem.

No, wreszcie udało mi się nie zasnąć przed finałem “Wywiadu z Borutą” – audiobook, pisali Michał Cetnarowski i Łukasz Orbitowski.

A nie zasnąłem nie dlatego, że nudne, tylko dlatego, że słuchałem przed snem, jako jedynej porze dnia, gdy mogłem cos włączyć i się skupić. Tyle, że sił starczało na jakiś kwadrans za każdym razem. Ot, uroki młodzieży chorującej notorycznie.

“Wywiad z Borutą” to taki łącznik i pogłębienie tła do allegrowych filmików o Twardowskym. Tak, w formie wywiadu. Tak, głównie gada Boruta. Tak, tytuł i forma nawiązują do Ani Ryż ;-) Boruta chełpi się tutaj, prezentuje swoją rolę w dziejach Polski, przyznaje – dociśnięty pytaniami – do pewnych porażek, a przy okazji przedstawia dziennikarce co znamienitszych mieszkańców polskiego piekła. No i oczywiście, a jakżeby inaczej, składa pewną ofertę...

Słucha się świetnie (zaleta dobrze technicznie zrobionego audiobooka), z uśmiechem (te pomysły na zakulisowe przyczyny wydarzeń z historii Polski – niektóre naprawdę niezłe). Finał wyszedł nieco standardowo, żeby nie powiedzieć – ckliwie motywowany, ale liczę, że przerodzi się w coś dalej (patrząc na to, jak Allegro twórczo przetwarza polskie legendy) ;-)

 

No, to czas na nadrabianie literackiego abnegactwa, czyli teraz “Sto lat samotności” Marqueza – tyle lat już czeka w kolejce, że aż wstyd ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Moje odczucia do “Dziewczyny z pociągu” są cokolwiek ambiwalentne. Jak dla mnie to materiał bardziej na opowiadanie niż na książkę – koncept jest bardzo ciekawy, ale rozciągnięty do granic możliwości. A zwiastun filmu też niestety nie rzuca na kolana :/ Ja bym tę książkę nazwała raczej dramatem psychologicznym niż thrillerem, ale może po prostu jestem mało wrażliwa ;)

 

Ja ostatnio jestem pod ogromnym wrażeniem “Miss Peregrine’s home for peculiar children”. Oba zwiastuny podbiły po prostu moje serce, musiałam sięgnąć po książki :) Nie zawiodłam się, choć autorowi nieco brakuje do literackiej biegłości. Mimo potknięć i pewnych niejasności postawiłam trylogię na mojej ulubionej półce i nie mogę się doczekać filmu (choć trzeba go chyba traktować jako coś osobnego od książki).

Słucham teraz “Korzeni” Alexa Haley, sagi o pokoleniach rodziny niewolników na amerykańskim południu. Powoli docieram do końca. Właściwie to opowieść jest interesująca i powinnam być tą książką zachwycona, a jednak łapię się na tym, że mnie czasem nuży. Zastanawiam się, na ile to zasługa samej książki, na ile lektora. Stara się czytać na głosy, co generalnie polega na tym, że kwestie kobiece czyta głosem wysokim i jękliwym. Strasznie irytujące. :/

Z trylogii OSOBLIWY DOM PANI PEREGRINE przeczytałem dwa tomy. Pierwszym się zachwyciłem, a drugi mnie lekko rozczarował, ale pewnie do trzeciego tomu podejdę w bliżej niesprecyzowanej przyszłości.

Jogurt, mnie rozczarowała zwłaszcza pierwsza połowa "Biblioteki..." – dłużyła mi się strasznie, a ponieważ czytałam w orginale to bałam się coś pomijać, żeby nie przeoczyć czegoś istotnego.

“Książę mgły” Zafona. Sympatyczny horrorek, chociaż miejscami mocno nielogiczny. Tak na podróż pociągiem.:)

"Książę mgły” to ewidentnie młodzieżówka. Powieści Zafona z serii Cmentarza Zaginionych Książek wydały mi się lepsze – w sensie: napisane inaczej. Przy czym tak naprawdę tylko “Cień wiatru” jako tako przypadł mi do gustu ze względu na swoją specyfikę, pozostałe wydały mi się powielaniem pewnego schematu...

 

A ja wczoraj skończyłam “Robokalipsę” Daniela H. Wilsona. O buncie maszyn już było, ale tu znalazłam kilka ciekawych koncepcji. Interesująca jest też forma – nie zwarta fabuła, a zbiór scen przedstawiających losy różnych bohaterów, choć przez znaczne poszatkowanie otrzymujemy raczej schemat, szkielet niż coś, co można nazwać pełnoprawną powieścią. I ze względu na to poszatkowanie żadnego bohatera nie jesteśmy w stanie tak naprawdę poznać i polubić. Dodatkowo losy niektórych bohaterów zostają urwane i nawet nie wiemy, co z niektórymi z nich się działo po tym, jak już spełnili swoją rolę w wojnie pomiędzy rodzajem ludzkim a maszynami. Także uważam to za eksperyment interesujący, ale nie rzucający na kolana.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Ja z Zafonem mam taki problem, że jestem niemal pewna, że coś jego czytałam wcześniej, ale za cholerę nie pamiętam co to było, i o czym. :)

Przypuszczam, że mimo wszystko nic nie stracisz, jeśli go zatem odpuścisz i zajmiesz się innymi książkami :)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Skończyłem “Władcę pierścieni: Bractwo pierścienia” (strasznie dużo śpiewania było i muszę przyznać, ze zmiana niektórych scen lub dodanie nieco humoru wyszło ekranizacji na dobre) i zacząłem “Pana Wołodyjowskiego” :D

ŚLEPE STADO, John Brunner– książka lepsza od WODNEGO NOŻA Bacigulapiego. Porównuje je bo tematyka ekologiczna i konsekwencje naszego oddziaływania na środowisko są na pierwszym planie tu i tu. ŚLEPE STADO bardziej do mnie przemówiło, chociaż książka ta była napisana prawie 50 lat przed WODNYM NOŻEM. Niestety z powodu tego, że czytałem z przerwami to w pewnym momencie się pogubiłem. Autor też jest nie bez winy bo wprowadził tyle bohaterów, że trudno się było rozeznać, chociaż i tak mam wrażenie, że autor napisał piękną powieść, a ja nie udźwignąłem brzemienia lektury. Niedługo pewnie sięgnę po jego WSZYSCY NA ZANZIBARZE.

“Wszyscy na Zanzibarze” rewelacyjne! Polecam!!

Przeczytałem “Autostopem przez Galaktykę” i kompletnie nie rozumiem zachwytów. Może nie łapię angielskiego humoru, może dowcipy Adamsa już zostały powielone miliony razy i nie śmieszą... Może. Jak dla mnie dwa, trzy dobre pomysły obudowane gadką-szmatką. Wielkie rozczarowanie w stosunku do oczekiwań!

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Skończyłem wczoraj Rolanda, pierwszy tom  cyklu Mroczna Wieża Kinga. Szczerze przyznam, że nie zachwyciło, choć kilka pomysłów fajnych. Z tego co czytałem w recenzjach kolejne tomy są lepsze, więc zaczynam teraz Powołanie trójki.

Belhaju, niewątpliwie warto ten siedmioksiąg przeczytać w całości ; ) Niektóre fragmenty są lepsze, niektóre gorsze, ale jednak całość ma to coś.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Mam nawet ośmioksiąg, bo jako urodzinowy prezent od dziewczyny dostałem pełny cykl Mrocznej Wieży, razem z powieścią Wiatr przez dziurkę od klucza. W Rolandzie miałem wrażenie, że King rzucił czytelnika na głęboką wodę, wrzucając w sam środek wykreowanego przez siebie świata. Niektóre motywy świetne (wydarzenia w Tull), niektóre gorsze (opis walki z Cortem). Przeczytam na pewno :)

Jestem lekko... zaszokowany. Przeczytałem opowiadanie o kobiecym okresie surprise! I podobało mi się!! Dowcipne, wirtuozersko napisane, lekko antyfeministyczne, świetnie traktujące o relacjach rodzinnych (wspaniała postać teściowej). Rewelacja po prostu. Aha – to było opowiadanie “Nawet królowa” Connie Willis.

i Przy okazji – belhaju, daj znać jak dojdziesz do Blaine’a Mono, mojego ulubionego bohatera!

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Gdzieś w którymś środku transportu skończyłem w koncu “Sto lat samotności” Marquesa i... Smutno mi było na końcu, że to tak się wszystko nie posklejało i rozpadło, jak to w życiu bywa.

Perspektywa Macondo, typy ludzkie, pomieszanie magii z życiem w nierozerwalny splot – mi się. Ale cieszę się, że nie czytałem tej książki “za młodu”, bo bym się od niej zwyczajnie odbił.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Przeczytałam ósmą część Harrego Pottera i nie wiem, co o tym myśleć – czy rzucić książką za psami, czy ją postawić obok moich siedmiu wspaniałych części, na których się wychowałam. Mam bardzo mieszane uczucia. Wydaje mi się, że to jeden wielki melodramat, do tego miernie napisany, a z drugiej strony jest w tym coś ciekawego i klimatycznego.

"Ateny są jak ospały koń, a ja jak giez, który próbuje go ożywić". Sokrates

DZWON, Iris Murdoch– Piękna książka.

MAŁY KSIĄŻĘ– Drugi raz w życiu ją czytam. Z pierwszego podejścia pamiętam jedynie zdziwienie, że jest to powszechnie wychwalana książka i radość z tego, że jest taka krótka, bo u mnie w szkole była to lektura obowiązkowa i trzeba było ją przeczytać. Teraz doceniłem ją bardziej, ale i tak nie oceniam ją za dzieło sztuki z najwyższej półki. Chyba jestem za bardzo dorosły.

Czytam teraz “Czerwonego rycerza” Milesa Camerona. Typowe przygodowe fantasy o pokaźnych rozmiarach. Czyta się gładko, ale nachodzi mnie, po raz kolejny, pewna refleksja. Dlaczego wielu pisarzy wciąż, z uporem maniaków, tego typu historie osadza w średniowieczu czy quasi-średniowieczu? O ile ciekawszych, bardziej zróżnicowanych bohaterów można stworzyć w innych epokach. Cameron stara się chyba nieco przełamać schemat, ale wyraźnie cierpi na tym wiarygodność świata (a świat to typowy świat średniowiecznej Europy, z systemem feudalnym i chrześcijaństwem na pewnym etapie rozwoju).

I jest chyba jakimś zbrojowym fetyszystą. Chyba na co drugiej stronie podkreśla, że jego bohaterowie chodzą w zbrojach. Płytowych. Czy trzeba, czy nie. I biegają w nich, wskakują na konie, skradają się i w ogóle prawie że robią w nich poczwórne salta w powietrzu.

SKÓRA, Toni Morrison– Książka pokazująca, że nic nie jest takie proste jakim się wydaje. Autorka po mistrzowsku opisuje historię z różnych punktów widzenia.

BÓG ZAPŁAĆ, Wojciech Tochman– Najlepsza książka tego autora, którą przeczytałem.

Czarne oceany /  Jacek Dukaj (skończone)

Graf Zero / William Gibson (będę czytał)

Why would you want to save the galaxy?

Dziecko Odyna. :) Fajne. :)

STOP PRAWA– moje pierwsze spotkanie z powieścią Brandona Sandersona. Tytuł widział mi się jako dwa niegramatycznie ze sobą złożonych słów. Po 50 stronach zorientowałem się, że słowo STOP ma tez inne znaczenie niż konieczność zatrzymania się. Brawo ja.

Ryszard Kapuściński, “Rwący nurt historii”.

Skondensowany zestaw celnych uwag i obserwacji, pół życia reportera podsumowane (i to dosłownie, bo Kapuściński zmarł w trakcie redakcji książki) w pigułce, z krytycznym spojrzeniem na bieżący świat i uważną oceną zachodzących w nim procesów.

Polecam.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

A ja przeczytałam “Planetę małp”, a co!

Filmu nie widziałam. Miejscami nudnawe, ale końcowy twist mnie jednak zaskoczył. Krótkie, w pociągu można sobie poczytać.

A teraz “Wyspa doktora Moreau” Wellsa. W sumie troszkę podobne klimaty.

Potwierdzam Dziecko Odyna. Niby historia dosyć prosta, ale ujął mnie świat i opisy. I w ogóle jakoś tak. Książka za mną chodziła przez kilka dni po zakończeniu czytania, więc coś w sobie musi mieć. Jeszcze nie doszłam do tego co, ale już mam zamówiony tom drugi, muszę odebrać z księgarni.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

O, ja o “Dziecku Odyna” już tam gdzieś wcześniej pisałam. Dla mnie – do połowy świetne, nie mogłam się oderwać, byłam zachwycona. Od połowy – siadło, do końca brnęłam z coraz większym trudem. Za drugi tom się raczej nie chwycę.

A ja tak podchodziłam do historii i odchodziłam, żeby wrócić po kilku dniach. Sporo mi zajęła, pomijając fakt, że jest grubaśna, ale... no, właśnie nie jestem w stanie powiedzieć co sprawiło, że za mną zaczęła chodzić. Może drugi tom mi na to odpowie. Albo właśnie mnie zniechęci ;P

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Przeczytałam “Limes inferior” Zajdla i jestem zachwycona! Czyta się jak bardzo gorzki komentarz do dzisiejszego świata... W ciągu ostatnich kilku dni opowiedziałam o tej książce różnym ludziom jakieś dziesięć razy, zaczęłam szukać angielskiego przekładu i zupełnie nie rozumiem, dlaczego nigdy nie była tłumaczona na inne języki.

Lolu Limes Inferior czytałem lata temu, ale do tej pory pamiętam powieść. Naprawdę kawał świetnej literatury, chyba do niej wrócę za jakiś czas.

A ja skończyłem wczoraj Powołanie trójki Kinga. Drugi tom cyklu o Mrocznej Wieży. Akcja powoli się napędza, na scenę wkroczyły nowe postaci, szczególnie Eddie Dean wydaje mi się ciekawy. Teraz chwilowa odskocznia od Rolanda i spółki na rzecz Patykiewicza i powieści I wrzucą nas w ogień.

Dobrze wiedzieć, że Zajdel daje radę :) Słyszałem o jego powieściach wiele dobrego, ale jeszcze nie przeczytałem nic od tego autora. Trzeba będzie sięgnąć na półkę po jedną z nich :) Póki co skończyłem Człowiek z Wysokiego Zamku, Philipa K. Dicka. I mam mieszane uczucia. ( Oceniam na 5,5/10) Jak ktoś lubi alternatywne historie i wątki, to może się spodobać. Mnie osobiście nie wciągnęła. Doczytałem raczej z szacunku do Dicka. Już bardziej przypadła mi do gustu Przez krzywe zwierciadło, tego samego autora. (7.10)

Jakkolwiek Ubik i Trzy Stygmaty Palmera Eldricka, jak na razie ulubione :)

Dobry Zajdel nie jest zły tak jak dobry schabowy bo jest dobry.

Właśnie skończyłem KRÓLESTWO Emmanuela Carrere. Ateista, który się nawrócił, a potem został agnostykiem. Pierwsza część, w której skupia się na sobie taka średnia, ale potem opisuje swoją wersję historii głównie ewangelistów i bardzo precyzyjnie nakreśla kontekst historyczny. Myślę, że po tej lekturze już nie pomyli mi się chronologia cesarzy w pierwszym wieku naszej ery.

Biorę się wkrótce za książkę “Więzień labiryntu”Jamesa Dashnera. Obejrzałem niedawno film, chociaż mogłem to zrobić w odwrotnej kolejności.

Why would you want to save the galaxy?

“Clovis LaFay” Anny Lange. Tak do 2/3-3/4 – świetne! Naprawdę świetne. Potem rozwinął się cielęco-nudny wątek miłosny (to nie spoiler, bo wisiał w powietrzu od początku;)). I książka spadła o kilka poziomów. Ubolewam też nad tym, że wśród świetnych bohaterów męskich jedyna główna bohaterka żeńska okazała się – mimo usilnego wmawiania nam przez autorkę, że jest inaczej –  bardzo bezbarwna. Zupełnie bez pomysłu, a właściwie pomysłem było chyba to, że Lange uznała, że trzeba wprowadzić romans.

Otóż – nie, nie trzeba. Czasem – wręcz przeciwnie. A na pewno nie taki, który sprawia, że ciekawa książka staje się mdłym niemal romansidłem. To podobny zarzut jaki miałam do “Dziecka Odyna”. Wszystko fajnie, dopóki bohaterowie nie stali się otumanionymi cielakami. 

Ech, tak mi szkoda... :(

Przeczytałem już drugi tom Azymutu, oraz pierwszy tom Malcolm Max. Fajne komiksy. 

 

Największą wadą Azymutu jest krótkość. Największą zaletą Malcolma Maxa jest Charizma. :D 

CIENIE TOŻSAMOŚCI, Brandon Sanderson. Kontynuacja STOPU PRAWA. Na tyle dobra książka, że zachęciła mnie do sięgnięcia po trzecią częęść, czuli ŻAŁOBNE opaski. 

“Dzikie Karty” skończone wczoraj, a “Wieża Asów” kilka minut temu. Wciągnąłem się w te opowiadania, zaraz lecę po kolejną część. :)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

ŻAŁOBNE OPASKI skończone. Na razie wystarczy mi tego świata. Z całej trylogii najgorsza była pierwsza część, a najlepsza druga. Dziwny jest ten świat.

Wczoraj skończyłem I wrzucą nas w ogień Patykiewicza. Dużo lepsze od pierwszej części, autor ciekawie rozwija świat, fabuła, która w tomie pierwszym ciągnęła bardziej ku powieściom typu young adult, teraz jest  zdecydowanie bardziej mroczna, ponura i zmuszająca do myślenia. Końcówka zmusza do czekania na kolejny tom, bo choć część wątków zamyka, to otwiera wiele nowych i moim zdaniem może być godnym zwieńczeniem trylogii opowiadającej o mroźnych, postapokaliptycznym świecie.

Teraz Ziemie jałowe Kinga.

Zaczęłam czytać “Siedem minut po północy”, a dziś śnił mi się Potwór... :/

 

Ale generalnie zapowiada się nieźle, polecam. ;) Ktoś zna? Zwiastun filmu niesamowity.

Mika Waltari, “Egipcjanin Sinuhe”. Chodziłam wokół tej powieści jak dookoła zgniłego jaja, bo sobie ubzdurałam, że to książka dla młodzieży. W końcu zaczęłam jej słuchać, a po zakończeniu mogę śmiało napisać – rany, jakie to było dobre! Polecam każdemu, kto jeszcze nie przeczytał.

Co złego jest w książkach dla młodzieży? :)

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Złego – nic. Po prostu są pisane dla młodzieży, a ja już nie młodzież i raczej mnie nie bawią. :)

Książki dla młodzieży są całkiem niezłe, jeśli nie zaczynają się od wampirów, wilkołaków albo karczm i zielonych płaszczy ;)

KONIEC WARTY– Stephen King. Sięgam do tych książek z rozpędu, bo mam sentyment do Stefcia.

NEPONSET, Agnieszka Osiecka. Lubię czytać o ludziach niespełna rozumu, którzy rzeczywistość odbierają w dziwny sposób. Zachęciła mnie ta książka o zapoznania się z innymi pozycjami tej autorki.

LOST AND FOUND Zadie Smith– trzy dość ciekawe opowiadania osoby, która z opowiadań nie jest znana.

Przeczytałam “Adepta” Przechrzty. Jak chyba inne osoby z portalu – zachęcona opowiadaniem w NF, odświeżającym w swej normalności.

Ale sama nie wiem. Do połowy bardzo ok. Potem zaczęłam gubić sens całej tej historii. Nie rozumiem, dlaczego bohater był niby taki ważny, a przez to całość stawała się absurdalna. Logika zresztą gdzieniegdzie i bez tego szwankowała. No i okazało się, że to część pierwsza, której nie można traktować nawet jako chociaż trochę domkniętą.

Mi Adept również nie podszedł, a tak urwana końcówka wręcz zirytowała. Zresztą pisałem już o tym w powyższym wątku.

Ja niedawno skończyłem Ziemię jałowe Kinga. Pierwsza część (czyli cała akcja z Jake i sprowadzeniem go do świata Rolanda) setnie mnie znudziło. Natomiast część druga, kiedy bohaterowie dotarli do miasta Lud, wciągnęła bez reszty. Właśnie czegoś takiego spodziewałem się po tym cyklu. Pojawili się ciekawi bohaterowie drugoplanowi (Tik-tak, Blaine Mono) a i akcja przyspieszyła i była bardziej przygodowa i fascynująca. Mam nadzieję, że tak będą wyglądały kolejne tomy.

A teraz zaczynam Dziewczynę z sąsiedztwa Jacka Ketchuma, niby nie fantastyka, ale solidna groza. 

SHANTARAM, Gregory David Roberts– Książka warta polecenia ze względu na ciekawe opisanie Bombaju lat 80. Czasami autor zapędza się w wodolejstwie i język czasami jest za bardzo barwny. Główny bohater nie wzbudził mojego zaufania. Miałem wrażenie, że autor próbuje się wybielić i ukrywa coś przed czytelnikami. Zaczęło mi się lepiej książkę czytać kiedy uznałem, że nie jest ona oparta na przeżyciach autora, a jedynie inspirowana nimi. Po drugi tom prędzej czy później sięgnę.

MILCZENIE, Shusaku Endo– bardzo ciekawa pozycja.

Dziewczyna z sąsiedztwa Ketchuma skończona. Bardzo mocna, brutalna powieść, aż do bólu realistyczna i naturalistyczna. Czytając niektóre fragmenty miałem ciarki, a zdarza mi się to niezmiernie rzadko. Tylko dla ludzi o mocnych nerwach.

A teraz kolejny etap poszukiwań Mrocznej Wieży czyli tom czwarty Czarnoksiężnik i kryształ. Po pierwszych stu stronach jestem zadowolony z lektury, oby było tak dalej.

Nadrabiam Mieville'a. Podczas ostatniej wizyty w ojczyźnie nabyłam aż pięć jego książek. I właśnie jako pierwsze pochłonęłam "Toromorze". Fajna przygodówka, absurdalnie genialny świat przedstawiony , gdzieś tam w środku coś znudziło, ale później wróciło na dobre tory. Fleur kontenta z lektury :)

 

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Hmmm. Nie wiem, czy już ktoś polecał... "Oryks i Derkacz", choć nie jestem pewien, czy końcówka, której mam pewną koncepcję, mnie nie rozczaruje...

Prim "Corcoran" Chum

CZASOMIERZE, David Mitchell– Pozycja godna polecenia.

"Książę mgły" C. R. Zafón – audiobook. Mam szczęście do książek młodzieżowych ostatnio :). Tym razem horror, wg mnie całkiem udany. Interpretacja Piotra Fronczewskiego również.

 

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Fleurdelacour, spróbuj też “Światła września” Zafona. Mnie podobało się nawet bardziej niż “Książę...”, chociaż to są takie lektury na raz.

To też młodzieżówka? Narazie czytałam oprócz Księcia jeszcze tylko Cień wiatru i Marinę. Obie przyjemne, ale już słabo pamiętam. Na półce czeka na swoją kolej Gra anioła.

 

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Coś w stylu “Księcia...” właśnie :) Chociaż ja wolałam “Cień wiatru”, “Grę anioła” i “Więźnia nieba”. Te mniejsze powieści teraz zlewają mi się w jedno i jakoś mnie nie ciągnie, żeby do nich wracać, ale kilka lat temu mi się podobały. 

Unicestwienie. Pewnie już było. Mimo recenzji różnych, w tym tych niepochlebnych, przeczytałem i bardzo bardzo nie żałuję.

Prim "Corcoran" Chum

“Piąta pora roku” – Jemisin N.K.

Why would you want to save the galaxy?

I jak ta “Piąta pora”? Czytałem recenzję i zaciekawił mnie pomysł. 

 

A ja ostatnio czytałem “Puste niebo” Radka Raka, całkiem ciekawa pozycja. Oryginalna, niedopasowująca się czasem do oczekiwań, przyjemna. I z jakiegoś powodu nie znalazłem jej na półce z fantastyką, ale z książkami głównego nurtu. 

BEKSIŃSKI. DZIEŃ PO DNIU KOŃCZĄCEGO SIĘ ŻYCIA.– Ciekawa pozycja. Odkryłem wiele podobieństw ze Zdzisławem Beksińskim. Też na przykład potrafię wypić wieczorem 2 litry coli. Dla fanów Kinga ciekawa może być jego wypowiedź na temat Stephena K., a w zapiskach jest też wspomniana NOWA FANTASTYKA w związku z zamieszczeniem jednego z jego dzieł na jej łamach.

Derkacz i Oryks... .... Wyprzedza czasy, choć niemo niekoniecznie na tym polu w którym trzeba.

Prim "Corcoran" Chum

7EW Stephensona na rozkładzie – pierwsze 300 stron to najlepsze hard sci-fi jakie do tej pory czytałem.

Za to na “Gambicie” Cholewy ujechać nie mogłem. Gdzie ktokolwiek widział tam klimat rodem z “Obcego”  po wieki pozostanie dla mnie zagadką.

And one day, the dream shall lead the way

Przez przypadek trafiłam na serię dla młodzieży “Strażnicy” Teda Sandersa. Tak dla dzieci 12-15, przynajmniej w teorii.

Niby nie jestem czytelnikiem docelowym, ale bardzo mi się. Od razu po skończeniu jedynki sięgnęłam po dwójkę.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Skończyłem właśnie Czarnoksiężnik i kryształ Kinga. Podróż do Mrocznej Wieży okazuje się być coraz bardziej interesująca. 

A teraz w ramach odskoczni od fantastyki Zabójca z sąsiedztwa Alex Marwood. Dziewczyny, które zabiły Chloe tej samej autorki były satysfakcjonującą lekturą, tego samego spodziewam się po nowej powieści autorki.

AZYL. OPOWIEŚĆ O ŻYDACH UKRYWANYCH W WARSZAWSKIM ZOO, Diane Ackerman– Książka zaostrzyła mi apetyt na film. Autorka bardzo odchodziła od głównego tematu dlatego miałem wrażenie nieporządku panującego na kartach książki. Ale dużo ciekawych rzeczy się dowiedziałem.

Ja na reportażach ostatnio.

“Depesze” Michaela Herra – strumień świadomości reportera wojennego z Wietnamu. Nie znoszę strumieni świadomości, ale ten był hipnotyczny. Sięgnęłam m.in. z powodów praktycznych, by spróbować nieco poczuć emocje uczestników wojny. Nie wiem, czy mi się w pisaniu przyda, bo wojna w Wietnamie była dość specyficzna, ale warto było na pewno.

“Grobowiec w Sewilli” Normana Lewisa – zapis relacji podróży dwóch Brytyjczyków po Hiszpanii tuż przed wojną domową. Czytało się gładko, ale cały czas miałam przed oczami scenki z Monty Pythona. A zwłaszcza szczęśliwie-głupkowato uśmiechniętą twarz mało rozgarniętego bohatera granego przez Michaela Palina.

Zabójca z sąsiedztwa Alex Marwood skończony i czuję lekkie rozczarowanie. Niby wszystko jest na swoim miejscu jednak fabuła nie powala na kolana. Największą zaletą powieści są ciekawie nakreślenie bohaterowie. 

Zabieram się za kolejny tom Mrocznej Wieży Kinga Wiatr przez dziurkę od klucza.

Oj, Belhaju, nie traktuj tego jako “kolejnego tomu” ; )

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Wczoraj zacząłem czytać drugi tom “Malowanego Człowieka”. Podoba mi się zamysł, świat wykreowany przez Petera Bretta oraz postacie. Niedawno skończyłem też czytać pierwszy tom “Pana Lodowego Ogrodu” pana Grzędowicza i chyba sięgnę po kolejne. 

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Jose, wiem, że to jest taki przerywnik, ale według chronologii jest umieszczony między Czarnoksiężnikiem... Wilkami z Calla stąd taka kolejność czytania :)

Ale przyznam, że cieszę się, że zabrałem się za ten cykl. Kawał dobrej literatury :)

A HIPOPOTAMY ŻYWCEM SIĘ UGOTOWAŁY, Jack Kerouac, William S. Borroughs– Wypożyczyłem to ze względu na tytuł, który mnie zainteresował. Jako, że wcześniej czytałem W DRODZE Kerouaca, która mi się nie podobała nie miałem wygórowanych oczekiwań, a mimo to książka im i tak nie sprostała.

Czy ktoś może czytał “Nie ma wędrowca” Wojciecha Guni? Bo zastanawiam się nad kupnem. 

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Teraz u mnie “Fabryka oficerów” Hansa Hellmuta Kirsta. Jest świetnie, a w recenzjach czytałam, że będzie coraz lepiej.

To opowieść o szkole podchorążych Wermachtu w Niemczech podczas II wojny światowej. Ginie wykładowca, a ten fakt jest pretekstem do pokazania całej gamy pokręconych bohaterów (łącznie z retrospekcjami ich dzieciństwa), intryg oraz zagadki kryminalnej. Kirst należał do tego “straconego pokolenia”, jak sam je nazywał, też był wykładowcą w szkole wojskowej podczas wojny, więc pisze wiarygodnie.

Skończę to, zabieram się za cykl 08/15 tego samego autora.

Kilka miesięcy temu przeczytałam “Dziecko Odyna”, w szał zachwytów nie popadłam, ale było wystarczająco przyjemne, żeby zakupić drugi tom. Tenże właśnie zaczęłam... i zaczyna się fatalnie. Nie znoszę tego chwytu narracyjnego, kiedy akcja rozgrywa się do słów piosenki. W dodatku po angielsku. Fe. Aż mi się nie chce dalej czytać. Mam wrażenie, że styl skręci niebezpiecznie w kierunku taniego YA, z akcentem na taniego.

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Ja obecnie jestem w trakcie czytania zbioru (i zachwycania się nim) opowiadań Kena Liu The Paper Menagerie and Other Stories. To moje pierwsze spotkanie z tym pisarzem i mogę je zaliczyć do naprawdę udanych. W książce znajduje się 15 opowiadań – po przeczytaniu jedenastu właściwie tylko jedno mi się nie spodobało, dwa wywarły na mnie bardzo duże wrażenie, pozostałe to po prostu dobra proza.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Bardzo miło zaskoczyła mnie powieść “Trans Śmierci” Grahama Mastertona, którą nie dawno można było nabyć w Empiku z całkiem “odnowioną szatą”. Myślę, że osoby czytające inne powieści tego autora, takie jak np. “Bezsenni” czy “Zemsta Manitou” mogą miejscami napotkać na głębszą formę niż typową powieść grozy. Dla mnie prawdziwy rarytas – dla porównania Stephen King bywa czasami dość sztywny  choćby w “Carrie” –   i pomimo ponad trzydziestu lat od wydania (rok 1986 , według pl.wikipedia.org) nie traci nic na aktualności.

Koniec życia, ale nie miłość

Jakiś czas temu skończyłem Wiatr przez dziurkę od klucza Kinga – bardzo miły przerywnik w poszukiwaniach Mrocznej Wieży (jedynie wątek ze skóroczłekiem jakoś tak szybko zakończony), później miałem chwilową przerwę w czytaniu, a teraz zacząłem Hel-3 Grzędowicza. Na razie nie zachwyca, choć wizja przyszłości bardzo niepokojąca i niestety prawdopodobna.

Dogsdumpling – ciekawe, czy spodobałaby Ci się książka “Królowie Dary”Kena Liu. Według mnie nietypowe fantasy – rewolucja opisana z naciskiem na jej mechanizmy, z bohaterami z jednej strony bardzo standardowymi, a z drugiej opisanymi jednak nietypowo. W jakiś dziwny sposób oszczędna narracja.

Mnie się podobało, chociaż to nie była łatwa lektura. I chociaż się podobało, to wciąż nie wiem, czy sięgnę po kolejne części, jak się wreszcie ukażą.

 

EDIT: A u mnie cały czas Kirst. Tylko po “Fabryce oficerów” chciałam trochę odetchnąć, więc nie “08/15”, a “Kamraci”. To audiobook.

A na papierze – “Duchy” Tiziano Terzaniego – reportaż o Kambodży. Lektura reportaży sprawia, że coraz mniej słuszne wydają mi się zarzuty w stosunku do niektórych tekstów fikcyjnych, że opisują one mało prawdopodobne wydarzenia i zachowania. Rzeczywistość zdecydowanie przerasta naszą wyobraźnię.

Rakietowe szlaki I-7. Spora część opowiadań po wszelakich nagrodach i duże nazwiska. Opowiadania jednak nie porywają, upływ czasu też zrobił swoje.  Do przeczytania, ale bez zachęty.

O, popatrz, Ocho, mam dokładnie takie same odczucia na temat “Królów Dary” jak Ty ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

No proszę. Troszkę się jednak zdziwiłam. ;)

Ocha, opowiadania w zbiorze narracyjnie są dość zróżnicowane, ale odpowiada mi sposób w jaki Liu pisze, choć może nie ma najprzystępniejszego stylu. I pewnie, prędzej czy później, sięgnę też po “Królów Dary”. Oszczędną narrację lubię :)

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Ja zabrałem się za klasykę czyli “Siódmy Syn”  Orsona Scotta Carda. Krótkie ale treściwe, ciekawie ukazany świat. Drugi tom musi jednak poczekać aż skończę czytać “Śmiertelną groźbę”, trzeci tom Akt Dresdena.

“Kamraci” – H.H. Kirst.

Losie, dzięki, że postawiłeś na mej drodze książki tego autora!

CIEŃ EUNUCHA, Jaume Cabre– Najsłabsza z trzech książek tego autora, które czytałem, ale i tak  literatura godna polecenia. Pewnie dała tutaj znać moja awersja do muzyki.

Wczoraj skończyłem Hel-3 Grzędowicza i mam bardzo mieszane uczucia. Początek (mimo, że mocny) jakoś mnie nie przekonał, mniej więcej od połowy zaczęło mi się podobać, akcja przyspieszyła, nabrała odpowiedniego tempa, wprowadziła ciekawych bohaterów i z wypiekami na twarzy leciałem do finału, który rozczarował. Choć to chyba zbyt słabe słowo, żeby opisać zakończenie tej powieści. Mam wrażenie, że Grzędowiczowi zabrakło pomysłu i po prostu wprowadził element nie mający nic wspólnego z wcześniejszymi wydarzeniami. Jestem rozczarowany, chyba po raz pierwszy w przypadku utworu tego autora. 

A teraz cisnę dalej Mroczną Wieżę – tom piąty Wilki z Calla (ale na razie mały przerywnik na najnowszy numer NF). 

IDŹ I CZEKAJ MROZÓW, Marta Krajewska– Swojska fantastyka, która umiliła mi ostatni tydzień. Niestety jest to pierwszy tom większej całości, a jestem już zmęczony kilkutomowymi sagami. Postacie są przyjemnie niejednoznaczne i egoistyczne, nie licząc głównej bohaterki, która jest jak dla mnie jednowymiarowa. Mam nadzieję, że życie ją trochę sponiewiera i okaże się, że dobrymi chęciami to jest piekło wybrukowane.

BELFAST. 99 ŚCIAN POKOJU., Aleksandra Łojek– Ciekawe spojrzenie na temat konfliktu w Irlandii Północnej. książka pokazuje, że w prawdziwym życiu nie można liczyć na coś takiego jak sprawiedliwość.

Marcin Mortka – “Miecz i kwiaty”. Skończyłem.

Hmm... Podarowanemu (dzięki DJ!) się nie zagląda w zęby, ale sam nie wiem co myśleć. Aż dla kontrastu obejrzałem sobie “Królestwo niebieskie” i Ridley jednak powinien od Mortki zawinąć scenariusz. :)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

STULATEK, KTÓRY WYSKOCZYŁ PRZEZ OKNO I ZNIKNĄŁ, Jonas Jonasson– Jak się czytało FORRESTA GUMPA to nie robi takiego wrażenia.

CYNKOWI CHŁOPCY, Swietłana Aleksijewicz– Ciekawe spojrzenie na wojnę w Afganistanie i jej skutki dla żołnierzy i ich rodzin. Chodzi o wojnę z lat 1979-1989

“Kongo. Opowieść o zrujnowanym kraju” – van Reubroucka. Reportaż na 800 stron, a czyta się jak dobry thriller.

No i próbowałam przeczytać “Kroniki Czarnej Kompanii” Glena Cooka. Niby klasyk, niby takie fantasy, jakie lubię (”ludzkie”, nie elfie czy krasnoludzkie), a nie dałam rady. Bohaterowie jacyś tacy, wszyscy podobni, banda przepełnionych testosteronem zabijaków. Ech, rozczarowałam się.

 

Jon Ronson#WstydźSię!”

Książka porusza ciekawy temat, głównie oscylując wokół internetowego hejtu. Momentami gubiłem się w przeskakiwaniu z wątku na wątek, autor nie napisał też nic niespodziewanie odkrywczego, ale można przeczytać “ku przestrodze”. A i kilka historycznych informacji w temacie wstydu się pojawia, jeśli kogoś to interesuje.

ogólnie można przeczytać, ale nie kupiłbym w księgarni, tylko gdzieś po taniości, a najlepiej pożyczył od kogoś.

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

Ciepła aura nie sprzyja czytaniu książek. Dopiero skończyłem rozpoczętego na początku kwietnia Wilka Saulskiego. Po następny tom tej space opery raczej nie sięgnę, ten zmęczył mnie dostatecznie. Powieść całymi garściami czerpie z przeróżnych filmów, gier i innych książek. Zwroty akcji sa przewidywalne, a bohaterowie nie przekonuja. Zawiodlem sie na tej pozycji.

A teraz powracam do Kinga. Wilki z Calla czekaja.

@Ocha

Konował (główny bohater cyklu) przepełnionym testosteronem zabijaką? Milczek? Jednooki? Cookowi zdarzało się pisać straszne ścierwo, ale “Kompanii” będę bronił rencami i nogema. Jak dla mnie, pierwsza trójka love story wszech czasów :P.

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Ja przeczytałam pierwszą księgę “Kronik Czarnej Kompanii” i też przyznam, że jakoś mnie nie ciągnie do kontynuacji, mimo że posiadam.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

:)

Bailoucie, przyznam, że daleko nie zabrnęłam, zanim dałam sobie spokój, ale takie męskie nawalanki to jednak nie dla mnie, mimo że, owszem, dało się wyczuć, że część bohaterów ma za uszami tak, jak lubię (w literaturze oczywiście). Kruk (czy jak mu tam) miał dla mnie po tych paru rozdziałach największy potencjał, ale postanowiłam jednak nie dać mu szansy. :)

 

A ja ostatnio słucham kryminałów i, o rany, jak się mówi o fantastyce, że jest nielogiczna i naciągana, to proponuję krytykom kryminały. Już sobie chciałam dać spokój (Lee Child i “Ostatnia sprawa” dobiły mnie niemal ostatecznie swoim idiotyzmem), ale trafiłam na Harlana Cobena i jego cykl o Myronie Bolitarze – przynajmniej bohaterowie interesujący.

A na papierze – “Problem trzech ciał” Cixin Liu. Chyba będzie fajne.

Czytałam dużo, ale nie powieści. Ale czytam “Rękopis znaleziony w Saragossie”, wersja z 1810. Jest to w ogóle jedna z moich ulubionych książek, nie wiem jak mogłam tak długo odkładać przeczytanie nowego przekładu. Za jakiś, zatopię zęby w wersji z 1804.

"Demony Leningradu" Przechrzty, zacne czytadełko. Mimo ponurej atmosfery, która dodaje jednak klimatu, czyta się bardzo przyjemnie.

Minimalizm i skurwysyństwo zachodzi wtedy, gdy dostajesz zupę w płaskim talerzu.

Achromatopsja, Artur Chmielewski

Co powstanie z wysłania drużyny składającej się z dresiarzy, którzy nie klną, kaznodziei, który nie prawi, Wietnamczyka, mówiącego poprawną polszczyzną i mieszkańca “Politechniki” zazdroszczącego innym stacjom zdobyczy techniki? Chała, moi mili.

Najpierw suchy, beznamiętny początek, w którym poznajemy bohaterów, nijak wzbudzających sympatię czy jakąkolwiek więź, potem robi się ciekawiej, aż dostajemy wielki finał, który niby jest finałem, ale jakby niedokończonym. Nie polecam tym, którzy chcą zanurzyć się w metrowskie postapo, nie polecam fanom, a przynajmniej jeśli w grę wchodzi wydanie własnych pieniędzy.

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

“Oryks i Derkacz” omal mi nie zrzucili z piedestału mojej ulubionej postapokalipsy “Heroes and Villains” Angeli Carter.

 

Ocho, a nie masz wrażenia, że u Cobena wszystko rozgrywa się wg jednego schematu?

... życie jest przypadkiem szaleństwa, wymysłem wariata. Istnienie nie jest logiczne. (Clarice Lispector)

Fleur, słucham teraz trzeciej książki Cobena i obawiam się, że możesz mieć rację. A oprócz tego mam wrażenie, że te kryminały są jednak mocno seksistowskie, mimo że autor ustami bohaterów usilnie stara się zaprzeczyć. Kobiety ocenianie są “na oko”, większość jest przepiękna (a jak brzydka, no to już trzeba przez pół strony pisać o wałku tłuszczu gdzieś tam). Trzecia książka i słuchanie o tym, jak to dziewczyna Myrona seksownie potrafi zakładać jedną długą nogę na drugą długą nogę zaczyna mnie irytować. Oprócz tego, że mam wrażenie, że ma ona (ta dziewczyna) wyłącznie cechy fizyczne.

No i pierwszą książkę wysłuchałam w interpretacji Mariana Opani. To była jazda po bandzie, ale mnie się bardzo podobała. I teraz mam wrażenie, że więcej charakteru bohaterom dał Opania niż Coben. :) Niestety, przeczytał tylko jedną z książek.

Ostatnio miałem szczęście  do książek. KRÓTKA HISTORIA SIEDMIU ZABÓJSTW, Marlona Jamesa to pozycja, do której podeszłam z przekonaniem, że jest to kryminał, a okazała się ciekawym spojrzeniem na Jamajkę. Potem pękł WSTYD, Salmana Rushdiego. Długo się zabierałem do jego książki, bo przeczytane kilkanaście lat temu SZATAŃSKIE WERSETY jakoś mnie nie powaliły na kolana. WSTYD bardziej mi się spodobał. A teraz zacząłem czytać WĘDROWNEGO SOKOŁA Jamila Ahmada i jestem oczarowany (przynajmniej pierwszymi dwoma rozdziałami)

do której podeszłam z przekonaniem – ???

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

“Oryks i Derkacz” omal mi nie zrzucili z piedestału mojej ulubionej postapokalipsy “Heroes and Villains” Angeli Carter.

 

“Oryks i Derkacz” zwaliło mnie z nóg. Już uwielbiałam Atwood wcześniej, a teraz to już w ogóle mnie zaskarbiła. Od razu się wzięłam za “Rok Potopu”.

Tytuł (”Oryks i Derkacz”) mógłby brać udział w konkursie – jak odstraszyć od książki przed jej otwarciem, ale skoro tak zachwalacie, to może kiedyś zaliczę.

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Ostatnio zakupiłem trylogię Margaret Atwood. Bo ORYKS I DERKACZ jest pierwszą częścią trylogii jakby ktoś miał wątpliwości.

Bemiko, widocznie jak pisałem to uwidocznił się we mnie pierwiastek kobiecy, ale spokojnie już go w sobie zdusiłem. A swoją drogą przyjemnie jest wiedzieć, że ktoś przeczytał moje wypociny.

Hm... A ewentualnie od jakiej książki Atwood polecacie zacząć przygodę z nią?

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Muszę przyznać, że zachęciliście mnie do ponownego sięgnięcia po Atwood. Czytałam tylko “Opowieści podręcznej” (Joseheim – to jest chyba jej najbardziej znana książka) i chętnie sprawdzę, co tam jeszcze u niej ciekawego.

A ja wreszcie kończę “Problem trzech ciał” Cixina Liu. Im dalej, tym lepiej. Dawno mi się nie zdarzyło, bym czytała książkę aż padnę, wbrew rozsądkowi mówiącemu, że rano trzeba wstać. A w związku z tym, że rozumiem co drugie zdanie (SF ze sporym naciskiem na S) – to tym bardziej zaskakujące. :)

Hm... A ewentualnie od jakiej książki Atwood polecacie zacząć przygodę z nią?

 

Zależy czego oczekujesz. Uwielbiam Atwood za to, że pisze w różnych gatunkach i nie daje się jednoznacznie zaszufladkować. Jeżeli lubisz powieść obyczajową, warto np. sięgnąć po “Kocie oko”. Jeszcze nie przeczytałam “Ślepego zabójcy” ani “Grace i Grace”. Wszystkie wspomniane książki były nominowane do Bookera, a “Ślepy zabójca” dostał główną nagrodę. Jeżeli jednak tylko fantastyka, to oczywiście “Opowieść podręcznej”, trylogia MaddAddam i “Serce umiera ostatnie”.

Dzięki, może się wreszcie na coś skuszę ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Napiszę coś obrazoburczego: King mnie nudzi! Śmiertelnie! Jego opowiadania i powieści grozy są dla mnie jak flaki z olejem. Znaczy, kiedyś czytałam, jak byłam dużo młodsza, ale nawet wtedy nie rozumiałam, o co chodzi z jego fenomenem. Jedyna jego książka, która mi się naprawdę podobała, to “Misery”. Ostatnio próbowałam ponadrabiać i zasypiałam nad piątą stroną. Za każdym razem.

Ale teraz czytam “Skazanych na Shawshank” i to jest naprawdę fajne. Znaczy, żadna niespodzianka, bo oczywiście widziałam film, ale mimo wszystko, podoba mi się.

Ocho, King jest bardzo, bardzo nierówny. I ja o większości jego książek zapomniałam zaraz po przeczytaniu.

Ale są takie, które naprawdę robią wrażenie. Moja kingowska święta trójca to “Zielona Mila”, “Desperacja” i “Miasteczko Salem” (choć to ostatnie, np. Beryla znudziło ; p). Poza tym mogę z czystym sumieniem polecić “Sklepik z marzeniami”, “Bastion”, “Pod kopułą“, “Dallas ‘63” czy cykl “Mroczna Wieża”.

Na pewno każdy znajdzie wśród powieści Kinga coś dla siebie, tylko niestety trzeba dobrze poszukać ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

@Ocho, dołączam się do obrazoburczego stwierdzenia. Jakiś czas temu próbowałam wreszcie przeczytać “To”. Poddałam się. Dobre sceny były rozmyte przez nadmiar opisów wszystkich innych, za przeproszeniem, pierdół. Naprawdę, co mnie obchodzi konstrukcja tamy autorstwa kilku chłopców? I do końca życia zapamiętam, że syn głównego bohatera z “Cmętarza dla zwieżąt”, został pochowany w trumnie obitej różowym materiałem. Rodzice nie przejęli się za bardzo.

“Sekretne życie pszczół” autorstwa Sue Monk Kidd – ciepła opowieść o potrzebie akceptacji i o wielu innych aspektach życia. 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bemik, słyszałem że ta pozycja przypomina pod jakimś względem "Folwark zwierzęcy". Prawda to?

Minimalizm i skurwysyństwo zachodzi wtedy, gdy dostajesz zupę w płaskim talerzu.

Nie, to obyczajówka, a fragmenty róznych opracowań na temat pszczół są zamieszczane na początku każdego rozdziału i stanowią element naprowadzający, czego będzie dotyczył. Główne tematy to miłość lub jej brak rodziców do dzieci, rasizm (tu początki prawnego zagwarantowania równości dla kolorowych i białych), dojrzewanie psychiczne młodej białej kobiety w otoczeniu kolorowych kobiet, wiara. To tak z grubsza.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Jakiś czas temu przeczytałem “Wzgórze psów” Jakuba Żulczyka. Klimatyczny i wciągający thriller opisujący losy mieszkańców małego polskiego miasteczka. Historia jest tak przemyślana i wielowątkowa, że trudno było mi się oderwać od lektury (szczególnie ostatnie dwieście stron). Książka jest dość spora, ma niemal dziewięćset stron, ale czytało mi się szybciej niż niektóre znacznie krótsze pozycje. Polecam też “Belfra” – serial, do którego Żulczyk napisał scenariusz :)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

O, właśnie się zabieram za “Wzgórze psów”. To znaczy – powoli się zabieram, bo jeszcze mam inne rzeczy do skończenia, ale zaglądam od czasu do czasu. Zapowiada się rzeczywiście dobrze.

Brnę przez 5 tom “Szklanego Tronu” S.J. Maas. Trochę mnie już nuży, ale przez wzgląd na mieszkającą gdzieś w środku mnie 16-latkę, która byłaby tym szczerze zachwycona, czytam dalej ;) Seria “Dwory...” jest ciekawsza, choć oczywiście. W kolejce czekają “Harda” i “Królowa” Cherezińskiej, którą wielbię od czasu przeczytania “Ja jestem Haldred”, a na poczcie – odnaleziona po latach “Trylogia księżycowa” Żuławskiego – w wieku coś koło 13 (?) lat dorwałam pierwszy tom na bardzo deszczowych wakacjach w Borach Tucholskich, i od dawna próbowałam znaleźć tę książkę. Mam nadzieję, że przeczytana po latach, mnie nie rozczaruje.

Ja po czwartym tomie “Szklanego tronu” jestem tak zniesmaczona, że w ogóle mi się do tego piątego nie spieszy ;)

Co ciekawe, też mam w kolejce “Hardą”... Ale pewnie najpierw upoluję “Płomienną koronę” ;) Którą będę czytać przez kolejne pół roku, ale to szczegół...

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Ach Płomienna Korona! <3 Ją mam w kolejce (mentalnej rzecz jasna), odkąd skończyłam “Niewidzialną...” :D

Chciałoby się, żeby lato to znów były 2 miesiące laby poświęcone na czytanie książek!

Skończyłam “Ostrze zdrajcy” de Castella. Zakochałam się.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Takie dobre? Kręciłam się parę razy wokół tej książki w księgarni, ale jakoś nic z tego kręcenia nie wyszło. Może się zakręcę jeszcze raz.

Jak lubisz przygodówki z sympatycznymi bohaterami i dosyć wartką akcją z gatunku płaszcza i szpady to koniecznie.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Lubię. :)

Dzisiaj skończyłem “Dom z liści” Marka Danielewskiego i kompletnie nie wiem, co o tej książce myślę :/ Na pewno jest to najdziwniejsza powieść, jaką czytałem, a sposób, w jaki próbuje straszyć, bardzo oryginalny i raczej niespotykany. 

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Przeczytałam “Doktor Sen” Kinga i mam mieszane uczucia. z Jednej strony zachwyt nad fabułą, z drugiej rozczarowanie różnymi zabiegami – Mary Sue, infodumpy, przegadane dialogi (trochę akcji, trochę wyjaśniającego dialogu, trochę akcji, trochę dialogu, brak płynności, chodzenie na łatwiznę). Spodziewałam się po pisarzu z takim stażem, że jednak nie będzie łatwizny komiksowych superbohaterów i takiego szarpanego sposobu prowadzenia akcji. Ale to się tak łatwo mówi, a potem samemu robi się marysujki, wklepuje połacie informacji w martwe (pozbawione akcji) dialogi i tak dalej... Poza tym, superbohaterowie chyba po prostu dobrze się sprzedają, a jak się czegoś dobitnie czytelnikom nie wyjaśni, to jest ryzyko, że nie załapią... W każdym razie zwroty akcji też miałam wrażenie, że są takie na pokaz, a niektórzy bohaterowie na siłę wtłaczani w pewne nienaturalne postawy. Wolę wcześniejsze książki.

"Ateny są jak ospały koń, a ja jak giez, który próbuje go ożywić". Sokrates

Weronika Murek, UPRAWA ROŚLIN POŁUDNIOWYCH METODĄ MICZURINA– Raz na jakiś czas dobrze jest przeczytać taki wykręcacz zwojów mózgowych. Uśmiałem się setnie, co chyba świadczy o dziwnym poczuciu humoru bo nic nie zrozumiałem. Bardzo surrealistyczne.

Czytał ktoś “Mechanicznego” Iana Tregillisa? (pierwsza część cyklu “Wojny alchemiczne”). Czytam, czytam (a właściwie coraz bardziej skanuję) i chyba nie doczytam. Pierwsze 50 stron nudne jak flaki z olejem, potem coś się ruszyło, zaczęło być nawet ciekawie (Berenice!). Teraz przekroczyłam połowę i powoli mam dość. Potencjał jest, bez wątpienia, ale to świetny przykład na to, jak zamordować książkę rozwlekłością. Główny bohater, z którym trudno się identyfikować, bo jest pozbawionym cech charakterystycznych “mechanicznym”, właśnie przez kilkanaście stron uciekał. Uciekał, uciekał, uciekał... Uciekł, jak stwierdziłam, opuszczając kilka stron, by dotrzeć do konkluzji. Ze sto stron wcześniej przez kilkanaście stron uciekał inny z bohaterów. Ten niestety nie uciekł. Nie jestem zwolenniczką popularnego przekonania, że należy możliwie jak najbardziej kondensować i zastanawiać się nad potrzebą każdego słowa (więcej – uważam to za kompletną bzdurę), ale, no, bez przesady!

 

A oprócz tego m.in. “Kampucza, godzina zero”, Zbigniewa Domarańczyka. Autor wjechał do Kambodży po czerwonych Khmerach z wizą numer jeden.

No cóż – fantastyka vs reportaż: 0:1. Zdecydowanie.

Nie strasz, nie strasz  OCHO. Mam dwa tomy Wojen  alchemicznych. Mam nadzieję, że mamy różne gusta.

Czochrałem antarktycznego słonia, Mikołaj Golachowski– jak na mój gust autor za często się powtarzał, ale i tak jedna z ciekawszych pozycji, które ostatnio przeczytałem.

Jogurcie, jestem święcie przekonana, że ta książka może się podobać. Pomysł fajny, pomysł na świat – rewelacyjny! Niektórzy bohaterowie udani. Nie wiem, może doczytam, ale po urlopie. Patrzę na stos książek do przeczytania i po prostu chwilowo szkoda mi czasu.

Skończyłem Wilki z Calla i uważam, że skrócenie wyszłoby tek powieści na dobre. King odrobinę za bardzo rozwleka fabułę (co jest u niego standardem), a końcowe starcie z tytułowymi wilkami rozczarowuje i idzie bohaterom zbyt prosto. Na plus dodanie kolejnych cegiełek do świata Mrocznej Wieży, wątek księdza Callahana i pokury.

A teraz Wszyscy patrzyli, nikt nie widział Tomasza Marchewki. Recenzje są pochlebne, więc jestem ciekaw tego debiutu.

Ostrze zdrajcy – de Castel. No nie, nie. Niestety, nie.

 

Limes inferior – Zajdel. Ok, rozumiem, Zajdel, legenda, ikona itp. Ale to było naprawdę dziwne. Zamiast fabularnego przedstawienia historii – wykłady. Bohaterowie konstruują monumentalne dialogi, w których objaśniają sobie rzeczy dla siebie oczywiste (coś jakby chirurdzy uczyli się nawzajem zakładania szwów). A na koniec – niemal deus ex machina. Znużyło mnie to, rozdrażniło miejscami. Słuchałam w samochodzie, na szczęście jako pasażer, bo zdarzało mi się przysypiać.

 

Kolej podziemna – Colson Whitehead. Gdybym wiedziała, że to w sumie dość tradycyjna opowieść o niewolnictwie w Stanach, pewnie bym nie sięgnęła. Zachęcił mnie opis, w którym przeczytałam, że autor potraktował tytułową kolej podziemną (czyli siatkę osób pomagających zbiegłym niewolnikom na przedostanie się na północ) dosłownie. Tzn. – jako rzeczywisty pociąg sunący pod ziemią. Spodziewałam się więc więcej fantastyki, oderwania od klasycznego podejścia. Jednak ta kolej okazała się właściwie jedynym takim elementem. Jeszcze język wydał mi się dość nowoczesny. 

Ale nie żałuję nic a nic. Świetna książka.

 

Poppintrokowie – Joanna Olech. Też audiobook, słuchany podczas wakacyjnej podróży z synem. Tak jak i on – świetnie się bawiłam. :)

 

 

To i ja się podzielę... tym razem wielkim rozczarowaniem.

Lubię Orsona Scotta Carda, mam z nim dobre albo bardzo dobre doświadczenia. Do czasu.

Zaczęłam cykl o magach Mitheru bez wielkich oczekiwań – ot, rozrywkowa lektura kierowana raczej do młodzieży, ale pomysłowa, fajnie napisana, z niestandardowym (przynajmniej jak dla mnie) systemem magii. Pierwszy tom spoko, drugi lepszy, fabuła się rozkręciła, książka zakończyła się świetnym zagraniem... A potem nadszedł tom trzeci, który moim zdaniem jest tak beznadziejny i żałosny, że przez większość czasu płakać mi się chciało ze złości, że tak można spieprzyć porządną historię. Naprawdę, dramat jakiś. Nie spodziewałam się czegoś takiego po Cardzie. Żałuję, że nie poprzestałam na tomie drugim ; /

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Ja w ogóle nie rozumiem, jak ktokolwiek może twierdzić, że “Limes inferior“ to jest dobra powieść. Zwyczajnie w głowie mi się nie mieści.

na emeryturze

Ostrze zdrajcy – de Castel. No nie, nie. Niestety, nie.

Mnie wystarczyło ściągnąć i przeczytać darmowy fragment, żeby zrezygnować.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Właśnie skończyłem czytać “Limes inferior” i chyba już po Zajdla nie sięgnę. Nie w najbliższym czasie. Strasznie wymęczyłem tę krótką powieść, najgorzej moim zdaniem wypadły dialogi. No i główny bohater nie wydawał mi się jakiś szczególnie inteligentny, mimo że miał być superhiperekstrainteligentny.

Dopiero ostatnio zacząłem czytać (i pisać) science-fiction, więc sięgnąłem też po klasyków gatunku: Lema i Dicka. “Niezwyciężony” jakoś specjalnie mnie nie porwał, ale nie był zły, “Ubik” za to bardzo mi się spodobał. Przez pierwsze kilka dni myślałem, że wideofon to wymysł autora :D

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

główny bohater nie wydawał mi się jakiś szczególnie inteligentny, mimo że miał być superhiperekstrainteligentny.

 

O, to to! Do końca myślałam, że musi, do cholery, pojawić się jakiś twist, wyjaśniający dlaczego główny bohater, raczej dość przeciętny, jest przez autora nachalnie opisywany jako geniusz. Z fabuły to za cholerę nie wynikało. Twistu nie było.

Moje hity i porażki tego lata:

 

Ostatnio przeczytane:

 

1.,,Egzekucja’’ autor: Jakub Szymczyk. Dla mnie absolutny nr 1 tego lata, okładka może nie jest zbyt zachęcająca, a początek jest trochę toporny, jednak  całość uważam za absolutną petardę! Powiedzenie, nie oceniajcie książki po okładce pasuje tutaj idealnie). Mroczna opowieść , pogański krwawy kult i wartka akcja.Moja ocena 9/10

 

2.,,The Thousand Names’’: autor Django Wexler. Porządnie napisana powieść w stylu wojen kolonialnych, świetne opisy scen batalistycznych. Ocena 7/10

 

3.,,The City’’: autor:  Stella Gemmell: Świetnie stworzony świat i opisy tytułowego miasta, brak jednak wyrazistych bohaterów. Trup kładzie się gęsto..i to właściwie tyle, fabuła nie zaskakuje 5/10

 

4.Moja wtopa tego lata: ,,Amerykanscy Bogowie’’ autor Neil Gaiman. Najgorsza książka jaką czytałem od lat. 5-cio krotnie autor opisuje głównego bohater robiącego zakupy na stacji benzynowej. Okropna fabuła. Ocena: 2/10

 

 

E no, trochę zjechane zakończenie, ale nie ocenilabym Amrykańskich Bogów aż tak nisko!

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

,,Amerykańscy Bogowie’’ naprawdę mnie zmęczyli. Nie mam w zwyczaju porzucać książek w połowie, jednak w  tym wypadku naprawdę ze sobą walczyłem:) Więcej niż 2/10 dać nie mogę. Pozostałe pozycje, zwłaszcza ,,Egzekucję’’ Szymczyka i ,,The Thousand Names’’  Wexler ,polecam z ręką na sercu:)

Mnie tam “Amerykańskich Bogów” czytało się dobrze, choć – moim zdaniem – z pewnością nie jest to najlepsza powieść Gaimana, jak niektórzy twierdzą.

Mam nadzieję, ze czytałeś coś jeszcze tego autora, a jeśli nie, to się nie zniechęcaj, sięgnij po coś innego – np. “Gwiezdny pył” albo któryś ze zbiorów opowiadań ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Czy wiedzieliście, że dobry pisarski reasercz może uratować życie? W fajny sposób piszą o tym w swoim zabawnym opowiadaniu “Wariacka intryga” Steve Berry i Raymond Khoury.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

“Egzorcysta” – wciąż robi wrażenie (przynajmniej na takich jak ja).

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Już jakiś czas temu skończyłem debiutancka powieść Tomasza Marchewki Wszyscy patrzyli, nikt nie widział. Solidne czytadło z wartką akcją, ciekawymi bohaterami oraz nieźle wykreowanym światem. Mało w polskiej fantastyce takiej typowo łotrzykowskiej prozy, dlatego jestem zadowolony z lektury. Autor stawia pierwsze kroki (wcześniej był scenarzystą przy Wiedźminie 3) na polu literatury, ale to postać, którą warto obserwować i czekać na kolejne pozycje. 

A teraz przede mną Pieśń Susannah, czyli przedostatnie okrążenie w wyścigu do Mrocznej Wieży.

Remarque, kurde.

Przesłuchałam “Łuk Triumfalny”, teraz jestem w połowie “Iskry życia”. Nie mam pojęcia, dlaczego satysfakcję sprawia mi katowanie się takimi książkami. Ale to jednak powinny być lektury obowiązkowe. Straszne.

“Plac Zabaw” – czyli jak to matka poszła za synem do królestwa śmierci, będącego chińskim portowym miastem. Ojoj, słabiutki początek i pomysł zakrawający na kuriozum, ale jak już wszystko złoży się do kupy a akcja nabierze tempa, logika wskakuje na właściwe tory i coraz ciężej się oderwać od lektury. Ogólnie więc warto, solidne 7,5/10.

And one day, the dream shall lead the way

Brzmi bardzo dziwnie ;D

 

Ja właśnie przeczytałam “Hardą” Cherezińskiej. Szału nie ma.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Ja kończę “Nowy wspaniały świat”. Będę musiała sobie potem wziąć coś naprawdę lekkiego.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

PIĄTA PORA ROKU o dziwo sprawiła mi ta książka wiele przyjemności, chociaż na początku trochę się męczyłem.

“Martwe listy” – męczarnie okrutne, czyli: bloki tekstu będące przemyślaniami rozchwianej emocjonalnie bohaterki + ultra-intryga z rozwiązaniami a’la Deus ex machina która nie jest intrygą. 

“Demon” – ledwo zacząłem, ale póki co jest dobrze :)

And one day, the dream shall lead the way

Zakończyłem Pieśń Susannah i jestem trochę rozczarowany, że King rozwinął fabułę w tą stronę. Mimo wszystko lepiej bawiłem się kiedy saga zmierzała bardziej w stronę pomieszanego z fantastyką westernu, niż kiedy wróciła do naszej rzeczywistości. 

A teraz się waham. Czy wskoczyć na ostatnią prostą i zakończyć Mroczną wieżę, czy zrobić sobie odskocznię od fantastyki w postaci Wzgórza psów Żulczyka.

Mam jakąś fazę na powtórki. Czytałam już dawno i sobie powtarzam.

“Królowie przeklęci” M. Druona. G.R.R. Martin pisze o tym jako “prawdziwej ‘Grze o tron’”. Dalej mi się dobrze czytało, ale nie zrobiło już na mnie takiego wrażenia jak lata temu.

W przeciwieństwie do: “Rozmów z katem” Moczarskiego, “Szachinszacha” i “Cesarza” Kapuścińskiego. Naprawdę, nie mamy co się silić na oryginalność w naszych opowiadaniach. Ludzie w niecodziennych okolicznościach wpadli już na wszystko. W realu.

“Trupia farma” Billa Bassa. Wiem, brzmi jak kiepski kryminał, ale autor jest antropologiem sądowym, założycielem i szefem tzw. trupiej farmy w Tennessee. To miejsce, gdzie składuje się zwłoki i sprawdza, w jaki sposób się rozkładają w różnych okolicznościach (słońce, woda, pomieszczenie klimatyzowane, pod ziemią etc.), a wyniki badań są wykorzystywane w śledztwach. Bass napisał tę książkę stylem sympatycznego wujaszka, ale czyta się świetnie.

No i polecam w ramach researchu. ;)

Ocha, zastanawiałam się nad tą książką.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Więc chyba polecam. Spodziewałam się co prawda więcej szczegółów (nie, żeby było mało, ale spodziewałam się więcej różnych konfiguracji czerwi, nadętych ciał, gazów, odpadających paznokci). Ale z drugiej strony zawsze można sobie kupić podręcznik do medycyny sądowej. Bassowi często zbiera się na prywatne wspominki, tak ni stąd, ni  zowąd.

Chociaż może właśnie dlatego czyta się tak szybko. Każdy rozdział to jakaś kryminalna sprawa, w której rozwiązaniu potrzebna była wiedza i eksperymenty z trupiej farmy. Nie jestem fanką kryminałów, więc z czystym sumieniem mogę powiedzieć – ta książka jest od kryminałów zdecydowanie lepsza. :)

Makabrycznie fascynujące.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Chciałam przystopować z polecankami, ale nie mogę. Kończę właśnie “Dwie karty” Agnieszki Hałas. Sama piszę fantasy, jednak uważam, że dobrego fantasy jest cholernie, cholernie mało. Większość książek fantasy zaczynam pełna nadziei, by porzucić je po kilkudziesięciu stronach jako kolejne rozczarowanie.

Ale nie to. Mam tak jak wtedy, kiedy przypadkowo trafiłam na Wegnera (który zresztą książkę Hałas poleca). Świetnie się to czyta, mimo że magii – jak na mój gust – za dużo (i za łatwo). Czytając, bezwiednie pożarłam wszystkie ciastka, które mój syn przygotował dla Mikołaja. Cholera. Całe szczęście, że od razu kupiłam drugi tom tej trylogii, więc nie muszę robić przerwy.

Dzięki za polecenie, zastanawiałam się nad tą książką... Powstrzymuje mnie tylko opowiadanie Agnieszki nominowane do Zajdla za zeszły rok, “Panicz z Ertel-Sega”. Występujący tam Krzyczący w Ciemności w ogóle mnie nie kupił, a wręcz wkurzał, więc obawiam się, że sięgnięcie po całą książkę z nim jako głównym bohaterem mnie wykończy...

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

“Krzyczący...” to jest taki trochę “mój” bohater, więc rzeczywiście – mógłby Cię wykończyć. ;)

To ci dopiero reklama ;D

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Kilka dni temu zakończyłem długą i krętą wędrówkę do Mrocznej Wieży stworzonej prze Stephena Kinga. I w sumie mam mieszane uczucia. Niby zakończenie stanowi w pewien sposób logiczny ciąg zdarzeń (w końcu ka jest kołem), lecz z drugiej strony jest mało satysfakcjonujące i lekko rozczarowujące. Ogólnie jednak jestem pod wrażeniem tego cyklu, szczególnie fragmentów dziejących się w Świecie Pośrednim, a także liczne odwołania do innych dzieł. Zżyłem się z bohaterami, przeczytanie całości zajęło mi ponad rok (oczywiście w między czasie czytałem też inne rzeczy) i chętnie jeszcze powrócił bym do Rolanda w jakiejś pobocznej historii.

A teraz skok w bok od fantastyki. Wczoraj zacząłem czytać Wzgórze psów Jakuba Żulczyka. I już po kilkudziesięciu stronach stwierdzam, że jest to świetna pozycja. Niepodrabialny styl, wieloznaczni bohaterowie, a także majacząca w oddali tajemnica. 

Nie wiem czy belhaju czytałeś tom Mrocznej Wieży nr 3,5 – “Wiatr przez dziurkę od klucza”? Jest jeszcze opowiadanie z Rolandem w roli głównej – “Siostrzyczki z Elurii”. Tyle przynajmniej znalazłem.

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Czytałem wszystko, Staruchu. Wydanie, które kupiłem zawierało Wiatr..., a w pierwszym tomie czyli Rolandzie, jako bonus były Siostrzyczki... Zostały jedynie komiksy, bo one chyba w jakimś stopniu uzupełniają historię (przedstawiają bitwę o wzgórze Jericho i kilka wątków pominiętych w cyklu). Być może jednak King do tej historii jeszcze powróci.

A ja może spróbuję z innej strony, żeby nie zakładać nowego wątku. Gdybym szukał jakieś serii książek w jednym uniwersum, w klimacie klasycznego fantasy (żadnego sf, urban, steam i wszelakich mieszanin), co byście polecili? Achaja, Wiedźmin, Pan lodowego ogrodu, Świat dysku – to już mam przeczytane.

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

Klasykę? Le Guin i cykl o Ziemiomorzu.

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Trylogia Pierwsze Prawo Joe Abercrombie oraz pozostałe powieści z tego uniwersum (Bohaterowie, Czerwona kraina, Zemsta najlepiej smakuje na zimno). 

Za Belhajem – “Pierwsze prawo”.

No i Meekhan Wegnera, cykl “Archiwum burzowego światła” Sandersona (ale były dopiero dwie części, trzecia ma się ukazać już zaraz, no i to tasiemiec się szykuje). A od dwóch dni – cykl “Teatr węży” Agnieszki Hałas (chociaż kończę dopiero pierwszy tom;)).

Michael Sullivan, “Odkrycia Riyrii”

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Pierwsze Prawo Joe Abercrombie przeczytałem i nawet mi się podobało, więc rozważę pozostałe książki w tym uniwersum. Co do reszty to na pewno się zainteresuję (czyli pewnie spokojnie cały rok czytania) :)

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

Zdecydowanie najbardziej polecam Bohaterów. Można powiedzieć, że to kwintesencja pisania Abercrombiego.

Tegoż autora można polecić również trylogię Morze Drzazg (Pół króla, Pół świata, Pół wojny). Chociaż mi podobało się o wiele mniej niż Pierwsze prawo.

“Bohaterowie” są specyficzni, trochę mi odstawali od trylogii, mimo wszystko ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Fakt, Bohaterowie to dość specyficzna powieść, bo prawie w całości opisuje kilkudniową bitwę. Praktycznie sami męscy bohaterowie, dużo walki, potyczek. Dla mnie jedna z lepszych powieści jakie czytałem, ever. Uwielbiam taką rozwałkę :)

Mieczysław Smolarski “Miasto światłości”

Nie polecam.

Przeczytałem tą książkę, dowiedziawszy się, iż autor zarzucał Huxley'owi plagiat. A jako iż "Nowy, wspaniały świat" mi się podobał ponadprzeciętnie, chciałem skonfrontować z nim ten "pierwowzór".

No cóż, po pierwsze książka jest znacznie płytsza niż Huxley'owa. Coś tam może można by się dopatrzyć, jakichś bardzo dalekich inspiracji czy nawiązań. Ale równie dobrze może być to wynikiem takiego a nie innego oglądu rzeczywistości, jaki mieli ludzie pomiędzy wojnami. To tak jakby zarzucać autorom SF z lat powojennych, że się nawzajem plagiatują, pisząc o podróżach międzygwiezdnych. Lub współczesnym, że pomysły na sztuczną inteligencję od siebie zarzynają.

Dwa, napisane to jest anachronicznym już stylem i językiem, a to nie ułatwia i nie uprzyjemnia lektury.

Trzy, zwyczajnie znudziła mnie, niespecjalnie zainteresowały losy bohaterów, a i celowość ich działań oraz logika fabularna nie przekonała.

Tak więc: nie...

Czy to jest sygnaturka?

Skończyłem Wzgórze psów Jakuba Żulczyka i jestem zachwycony. Powieść z miejsca wskakuje do pierwszej dziesiątki mojego prywatnego rankingu na najlepsze książki jakie czytałem. Styl autora na pewno nie każdemu przypadnie do gustu (wszędzie gęsto od wulgaryzmów, narracja czasem jest rwana), ale mnie porwał. Świetny mroczny, brudny klimat polskiej prowincji. Pełnokrwiści bohaterowie, pełni problemów, cierpienia, do tego dobrze poprowadzona kryminalna fabuła. Były momenty, że nie mogłem się od lektury oderwać (dość powiedzieć, że grubo ponad 800 stron połknąłem w niecałe dwa tygodnie). 

Przyznam, że nie spodziewałem, że ta powieść dostarczy mi aż takich emocji. Bo właśnie o emocje w głównej mierze chodzi. Wręcz wylewają się z każdej kolejnej przeczytanej strony. Naprawdę mocna powieść, szczerze polecam. 

Teraz mi się przyda przerwa w czytaniu – Wzgórze psów odrobinę mnie psychicznie wypompowało. Ogarnę w końcu zaległe numery NF i jakieś opowiadania.

A ja przeczytałam “Śpiące królewny” duetu King & King. Jestem rozczarowana. Nie wiem, czy to wątpliwy wkład syna czy po prostu jedna z gorszych pozycji, jakie się Kingowi zdarzają, ale niemalże żałuję czasu poświęconego na tę pozycję. Meh.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Jakiś czas temu natknęłam się na Gaję Grzegorzewską – autorkę kryminałów. Przeczytałam kilka i byłam zachwycona, a potem trafiłam na dwa, które mnie pokonały. Dziwnym trafem te dwa były jakby w potrójnej objętości do poprzednich, sama nie wiem, czy to miało wpływ. Najlepszy był chyba “Żniwiarz”.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Mam tego Żulczyka, nawet kiedyś napoczęłam, ale jakoś odłożyłam. W końcu się chwycę. :)

Ale teraz czytam “Nie oświadczam się” Wiesława Łuki. Reportaż o morderstwie z 1976 roku, kiedy to przy kilkudziesięciu świadkach, mieszkańcach jednej wsi, wracających autobusem z pasterki, ich sąsiedzi zabili trzy osoby, nieudolnie pozorując wypadek samochodowy. Te kilkadziesiąt osób kilka miesięcy milczało, bo sprawcy kazali im przysiąc na różaniec i podpisać oświadczenie własną krwią. Niesamowite. Już nic dla mnie w Waszych opowiadaniach nie będzie psychologicznie niemożliwe. ;)

Ostatnio tak mi się złożyło, że skończyłem trzy książki jednego dnia :)

“Rozpacz”, chociaż to krótka książka, czytałem dosyć długo. Forma, jak zwykle u Nabokova, dziwnaaa, ale myślę, że kto lubi tego autora, to przekona się również do książki. Tylko trzeba przygotować się, że to nie będzie lekka lektura.

Co innego z “Mitologią noodycką” Gaimana. Chudziutki zbiór opowiadań, dosyć przyjemny, w sam raz na taką pogodę, jaką mamy za oknem. Polecam.

I na koniec “Poszukiwana” Koontza. Jak zwykle u tego pana, który lubi pisać o labradorach i paranormalnych zdolnościach, dostałem to, co oczekiwałem, czyli dosyć fajną powieść, ale, niestety, ze zmarnowanym potencjałem przez fabułę, która poszła nie w tę stronę, co trzeba. Przynajmniej według mnie. I mam tak z większością dzieł Koontza... 

A teraz biorę się za “Światło, którego nie widać” Doerra :)

Aż wstyd się przyznać, ale ostatnio prawie w ogóle nie czytam książek. Zwyczajnie nie mam czasu ani głowy. Jestem na bierząco z jakimiś 20-toma komiksami na webtoonach, 30-toma mangami, do tego oglądam na bierząco jakieś 10 seriali... jak do tego dodać jeszcze nadrabianie zaległości, gry komputerowe, studia, pracę, własne projekty... 

Ale żeby nie było offtopu (mam nadzieję, że w tym temacie można też rozmawiać na temat komiksów): z tego, co aktualnie czytam, chyba najbardziej podoba mi się Kubera. Ciekawie i pieczołowicie zbudowany świat oraz duże ilości tragicznych wydarzeń to to, co lubię najbardziej. Polecam wszystkim fanom dobrej fantastyki – jest dostępne za darmo.

ironiczny podpis

Krajemat poza NF zadała ciekawe pytanie o to, co warto by nominować do Zajdla za 2017 i prawdę mówiąc mam poważne problemy, żeby sobie w ogóle przypomnieć jakąś polska fantastykę z tego roku, jeśli chodzi o książki. Wyszły że dwie Jadowskie, jakiś Ćwiek, Zaszywania oczy i widziałam okładkę Istvana

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Ja brnę aktualnie przez “Wir” Wattsa, bo postanowiłem dociągnąć do końca tę trylogię i wciąż jestem zdania, że to typowy autor, który świetnymi pomysłami nadrabia braki w sposobie pisania. Fakt, “Ślepowidzenie” było genialne, ale wciąż, mimo postępu warsztatowego, nadal średnio napisane. Wracając do “Wiru” – pełno tekstów w stylu infodumpów, jakieś skakanie z postaci na postać i z miejsca na miejsce, przez co fabuła jest strasznie rwana itp., itd.. Już pierwsza część była lepsza, bo jednak była jakimś powiewem świeżości i bardziej można było wgryźć się w psychikę bohaterów (choć oczywiście wybrał ich popapranych).

"Nie wiem skąd tak wielu psychologów wie, co należy, a czego nie należy robić. Takie zalecenia wynikają z konkretnych systemów wartości, nie z wiedzy. Nauka nie udziela odpowiedzi na pytania, co należy, a czego nie należy robić" - dr Tomasz Witkowski

Jestem w połowie mitologii skandynawskiej. Tolkien zrzynal co się dało, imiona, lokacje, rasy, nazwy...

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

To nie fantastyka, ale bohater żyje jakby w innym świecie. Jestem w trakcie czytania Zapiski oficera Armii Czerwonej Sergiusza Piaseckiego. Gorąco polecam, bo świetna zabawa. :D

"Czas żniw" Samanthy Shannon. Dawno mnie tak fantastyka nie wciągnęła. Dwa kolejne tomy już zamówione. :)

Obecnie kończę czytać Młot na czarownice od Piekary ;) Cała seria o Mordimerze mnie urzekła <3

Z cyklu o Mordimerze zdecydowanie najlepsze są pierwsze cztery zbiory opowiadań. Opowieści spod znaku Ja, inzkwizytor  to już zjadanie własnego ogona. Ale ciągle czekam na zakończenie, mam nadzieję, że Piekara jakoś z tego wybrnie. 

A ja ostatnio łyknąłem Wielki marsz Kinga. Nie jest to może jakaś jego wybitna powieść, ale dość krótka, nieźle napisana i mająca pewien klimat. No i muszę przyznać, że King był prekursorem gatunku, który od jakiegoś czasu święci triumfy. Te wszystkie Igrzyska śmierci i podobne powieść mocno czerpały z Wielkiego marszu. 

“Generation P” Pielewina – współczesna Rosja w krzywym zwierciadle a jednak na serio. Cała fabuła podlana jest gęstym sosem ze sloganów i haseł reklamowych wymieszanych z używkami, muchomorami i bliskowschodnią mistyką, połączoną z nieuchwytną ideą “rosyjskości”, czeczeńską mafią i mechanizmami rządzącymi prowadzeniem biznesu  w postsowieckich czasach... Dobra lektura, choć było kilka momentów, które mi się dłużyły i były nieco męczące, z drugiej strony było też kilka genialnych fragmentów. Warto przeczytać.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Klika miesięcy temu kolega polecił mi Hyperiona, Dana Simmonsa.  Kupiłem, położyłem na półkę i czekała, aż tu na forum pojawił się komentarz Cobolda, który zazdrośnie opowiadał o prozie Simmonsa. No, taka rekomendacja, postanowiłem sięgnąć, i... co piątą stronę uśmiechałem się do siebie myśląc to samo co Cobold, to znaczy, że jest to książka typowo coboldziarska. :) Gdybym miał powiedzieć, jaką książkę chciałby napisać Cobold – byłby to Hyperion. Dlaczego?

Ano jest tam trochę intelektualnej gadki. Przemyśleń, rozważań nad istnieniem człowieka i takich tam wstawek jakoby poezja była niezbędna jak powietrze, a poeta musiał być poetą cierpiącym, bardzo, bardzo. Autor przemyca też własne inspirację, że tak się wyrażę. Osobiście średnio to lubię w beletrystyce.

Na szczęście Dan robi to w sposób wysublimowany i dosłownie – fantastyczny. To prawdziwe hard SF, pomysł i rozmach wysokich lotów. W odróżnieniu od Cobolda, nic Danemu nie zazdroszczę. Jestem świadomy, że nigdy w życiu nie napiszę takiego dzieła. Nie i koniec. Zbyt ułomny mam intelekt, za małą wiedzę, zupełnie nie do nadrobienia by dźwignąć taką powieść.

I tu moja absolutna pochwała, Simmons to mózgowiec, jajogłowy, facet z olbrzymią wiedzą, a jednocześnie zdaje się dosyć twardo stąpać po ziemi. Powieść napisana jest zrozumiale, z polotem, bez zadęcia, powiedziałbym, dokładnie, tak jak trzeba i czuć, że nie było to wymuszone. Dan wie jak w prosty sposób dotrzeć do człowieka z nieprostymi sprawami.

Co prawda ostatnie kilkadziesiąt stron mnie rozczarowało, ale Hyperiona przeczytać należy koniecznie. Gorąco polecam.

 

Kontakty z innymi osobami, jeśli pozbawione są znaczenia emocjonalnego, przestają się liczyć. D.G.

Właśnie skończyłam “Zabójczą sprawiedliwość” Ann Leckie i jestem pod ogromnym wrażeniem.

Przyznam, że nie bardzo wiem, co napisać o tej powieści tak, by nie zdradzić kluczowych dla fabuły informacji. Napisanie mającej ręce i nogi recenzji byłoby niesłychanie trudne. Tu pochylę się nad beznadziejnym dupkiem, który pisał blurb na tylną okładkę – ten skończony idiota zdradził praktycznie wszystkie zwroty akcji i niespodzianki, które tak cudownie mogą zaskoczyć czytelnika w trakcie lektury, jeśli tylko ominie ten nieszczęsny skrót.

Long story short – powieść jest zdecydowanie nietypowa i unikatowa. Zarówno pod względem bohaterów, scenerii, jak i sposobu napisania. Warto przeczytać choćby tylko po to, by zobaczyć, jak można zrobić coś w sposób świeży i unikalny. Dla ludzi, którzy sami piszą, jest to lekcja wręcz bezcenna. Serdecznie polecam. Tylko pod żadnym pozorem nie czytajcie opisu z tyłu okładki!

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Wysłuchałam “Karierę Nikodema Dyzmy” w interpretacji Jacka Kissa. To jest niesamowite, co świetny lektor potrafi zrobić z książką. Jednoosobowe słuchowisko, każda postać ma własną osobowość. Podobnie czułam, kiedy słuchałam jednego z kryminałów Harlana Cobena przeczytanego przez Mariana Opanię. Był super, wyraziści bohaterowie. Skusiłam się przez to na kolejne kryminały tego autora i co? I psińco! Czytane przez przyzwoitych, ale zwykłych lektorów okazały się nudnawe, a bohaterowie też nagle stracili na atrakcyjności. Okazało się, że charakteru dodał im Opania, nie Coben. :)

 

A oprócz tego: “Plutopia” Kate Brown, o bliźniaczych miastach atomowych w USA i ZSRR (świetny reportaż). A teraz czytam “Zaginione Miasto Boga Małp” Douglasa Prestona, reportaż z wyprawy poszukiwawczej pochłoniętego przez dżunglę miasta w Hondurasie (zapowiada się ciekawie). No i słucham “Hex” Olde Heuvelta – horror oparty na świetnym pomyśle. Sprawdzę, czy książka go uniesie. ;)

Też niedawno zakupiłem Zaginione miasto... Jednak musi zaczekać na swoją kolei. Obecnie kończę Bastion Kinga. Następne na rozkładzie czekają Slepnac od świateł Zulczyka i antologia Idiota Skończony.

Ojej, Bastion... Zaczęłam czytać w lecie, przeczytałam jakieś trzysta stron i na trochę odłożyłam, a teraz ani w tę, ani we w tę, bo niby już nic nie pamiętam, ale nie chce mi się drugi raz czytać tego samego. Warto kiedyś dociągnąć?

Za Idiotę też planuję się zabrać w najbliższym czasie.

Teyami, jak to u Kinga, powieść jest mocno przegadana. Ma swoje dłużyzny, a akcja odrobinę się wlecze. Rusza z kopyta dopiero na ostatnich trzystu stronach, a powinna o wiele szybciej.  Jednak King świetnie nakreśla postaci, ich motywacje, lęki, próby odnalezienia się w zniszczonym supergrypą świecie. Ciekaw jestem zakończenie, ale zostało mi jeszcze jakieś 150 stron do przeczytania.

Czytał ktoś Anne Bishop ”Trylogia Czarnych Kamieni”? 

 Pytam, bo wypożyczyłam dziś z biblioteki, zaczęłam i... no kurczę, nie mogę przebrnąć przez pierwszy rozdział. Wstęp i prolog już mnie zmęczyły. Czy dalej jest tak samo? Autorka konsekwentnie utrzymuje styl? 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bemik, może dołącz do grupy Polska Fantastyka na FB. Tam na pewno dostaniesz wyczerpującą odpowiedź na podobne pytania ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Coś mi czerwono ostatnio.

“Czerwony śnieg” MacLeoda, przeczytany. Kupiłam, bo okładka PRZEPIĘKNA. A i zawartość również. Fajnie by było, jakby powstawało więcej takiej fantastyki.

A teraz czytam “Czerwony głód” Anne Applebaum. Czytałam jej “Gułag” jakiś czas temu i byłam pod wrażeniem. Teraz trochę słabiej, bo na 400 stron pierwsze 200 to wprowadzenie do głównego tematu, ale i tak się nieźle czyta.

Słucham “Sagę o kotołaku. Ksin. Początek”. 

O rany julek! Czy autor (Konrad T. Lewandowski) był gimnazjalistą, jak to pisał? Jego podejście do seksu jest takie, no... gimnazjalne. Jakaś mokra ekscytacja i przy okazji nieporadność w opisach. Przyznam, że w kolejnej minucie opisu podwiązki czy podpaski dziewiczej czy czegoś takiego – przewinęłam do przodu. Uratowana przez Ksina prostytutka oczywiście okazuje się jakąś branką, którą do prostytucji zmuszono, ale ona tego nienawidziła. Co nie przeszkadza jej, straumatyzowanej zmuszaniem do seksu, rozłożyć zaraz nóg przed kotołakiem, po tym, jak dowiedziała się, że jest kotołakiem (znaczy, najpierw nakrzyczała, nahisteryzowała, a potem pac! na ziemię z zadartą kiecką).

Ech, znawca kobiet ten pan Autor.

Dzięki za ostrzeżenie ;p

 

Z innej beczki, Ocho, bo akurat czytam Wegnera, powiedz, jego Meekhen jest Ci bliski, prawda? :)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Tak. A co? :)

Nic. Tylko że jak zaczęłam czytać to natychmiast mi się skojarzyły Twoje opowiadania ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Nie tylko Ty mi to piszesz. Ale ja byłam pierwsza, przed Wegnerem! :)

“Kraina cieni” (P. Straub) – zacna pozycja. 

“NOS4A2” (J. Hill) – cholerę czytałam prawie cztery miesiące. Ale uparłam się i skończyłam. 

A ja właśnie skończyłem “Zabójstwo Rogera Ackroyda” A. Christie. No, takiej intrygi to jeszcze nigdzie nie widziałem. Zdecydowanie jeden z lepszych kryminałów, jaki wpadł mi w ręce. Polecam.

Za tę powieść, a dokładnie za zaskakujący główny chwyt fabularny, wyrzucili ją z Klubu Detektywów (czyli autorów powieści kryminalnych).

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Cóż, takie mieli zasady... A Christie i tak później została prezesem tego klubu. Tak czy siak, świetny kryminał.

Czemu ją wyrzucili za zaskakujący chwyt fabularny? :o

Bo ten klub miał własne reguły. Np. taką, że ingerencja sił nadprzyrodzonych w akcję powieściową jest niedopuszczalna. A Christie “Ackroydem” jedną z zasad złamała.

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Zresztą w co najmniej jednej innej swojej książce złamała tę samą zasadę.

Ackroyd ma zarąbisty plot twist.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

A ja ostatnio powróciłam do Cliva Cusslera. Sympatyczne przygodówki z interesującymi informacjami w tle. Coś jak kiedyś “Tomki” Szklarskiego :-) 

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

“Czarna”, Wojciech Kuczok. Oparta na faktach historia, w którą zaplątało się kilku mieszkańców polskiej prowincji. Pod względem psychologicznym – niesamowita. Bohaterowie i relacje między nimi nakreślone po mistrzowsku, w tym swoim samo– i wzajemnym zadręczaniu się. No i język! Rzadko mi się zdarza taki zachwyt nad kolejnymi zdaniami – neologizmy, zaskakujące skojarzenia. Polecam.

“Almurik” Roberta E. Howarda. Jest to raczej mniej znana pozycja, przynajmniej w porównaniu do “Conanów”, ale utrzymana w bardzo podobnym stylu. Mam słabość do książek tego autora, więc czytam wszystko co znajdę. Polecam, jeśli ktoś lubi fantasy, gdzie jest niezły klimat, dużo przygód, walki i zabijania potworów, a niekoniecznie wiele rozmyślania. ;)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Przeczytałam “Opowieści z meekhańskiego pogranicza: Północ – Południe” Wegnera. I o ile opowiadania z Północy raczej po mnie spłynęły, nie rzucając mnie na kolana, o tyle z jakiegoś powodu Południe chwyciło. Pierwsze opowiadanie z tej części byłoby przeciętną historią miłosną z dość ciekawym zakończeniem, gdyby nie fakt, że Wegner zdecydował się pociągnąć wątek Yatecha. I ponieważ szalenie dobrze mi się czytało kolejne opowiadania z Południa, mam pytanie – czy gdzieś w pozostałych książkach cyklu są opisane dalsze losy Yatecha i Kanayoness?

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Tak, w “Pamięci wszystkich słów”. 

Dzięki! <3

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Tyle że jednak lepiej najpierw przeczytać poprzednie części, zwłaszcza “Wschód-Zachód”. Wegner w powieściach łączy wątki – w “Niebie ze stali” byli bohaterowie z Północy i ze Wschodu, a “Pamięci” – z Południa i Zachodu.

BTW – dla mnie Yatech był najbardziej irytującą postacią z całej serii, do końca Południa dobrnęłam z trudem i po łebkach, bo nie trawiłam gościa. Życzyłam mu śmierci. ;) Ale powieść była fajna. Na szczęście byli w niej inni bohaterowie. ;)

To fascynujące, jak bardzo się różnią nasze gusta ;D

Dzięki za ostrzeżenie, bo właśnie się zastanawiałam czy nie zapytać, czy czasem coś mi nie umknie, jeśli od razu skocze do “Pamięci”.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

A ja dzisiaj, po trzech latach, wreszcie skończyłem ostatnią część Mrocznej Wieży. Dziwnie uczucie, kiedy po tylu milionach znaków (ktoś się orientuje, ile to dokładnie miało?) historia się kończy i w dodatku w taki sposób.

UWAGA, SPOJLERY! Zakończenie niby nic oryginalnego, przecież motyw zapętlenia historii jest dosyć popularny, ale tutaj, pewnie przez wieczne znęcanie się nad zmęczonym życiem Rolandem, poruszyło. Poza tym pozostał element zaskoczenia – do samego końca nie wiedziałem, co będzie w środku Mrocznej Wieży. Długo też zastanawiałem się, jakim zdaniem King zakończy tak długi cykl. Oj, fajnie to wymyślił ;)

Mroczna Wieża <3

 

A ja skończyłam 2 tom Wielkich Płaszczy. Początek dłuży się niemiłosiernie i jedna z postaci wkurza na maksa, ale potem przestaje i doszłam do wniosku, że po prostu musiała przejść przez rozwój postaci i niestety pewien fragment tego rozwoju, choć irytujący, był konieczny dla zachowania realizmu.  Szkoda, że przypada to na sam początek lektury, bo to może zniechęcić. Natomiast kolejne, no 450 do 500 stron to już czysta radość z gatunku płaszcza i szpady. Brasti i Kest jako postaci są totalnie do przytulenia.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

I czytam Kroniki Amberu i mi się podobają! Nie wiem na ile, przez wartość sentymentalną, a na ile dzięki talentowi Zelaznego!

 

Jestem sygnaturką i czuję się niepotrzebna.

Z bardzo dużą przyjemnością przeczytałam właśnie “Czarownicę znad Kałuży” Artura Olchowego.  Wydała mi się świeża, pomysłowa i ciekawa zarówno jak chodzi o fabułę, o sposób kreacji lokalnego małego światka po zagładzie cywilizacji, jak i o bohaterów. Coś mi się widzi, że ta powieść to będzie moja tegoroczna kandydatka do nagrody Zajdla.

Trylogia "Captive Prince". Ekscytujące. ;)

Dzięki, ninedin. Ja polecę Różaniec Kosika. Bardzo, bardzo zajdlowe socjo SF.

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

A ja teraz czytam “Kroniki Amberu”. Ma ta książka wady, ale więcej zalet niż wad, moim zdaniem.

Jestem sygnaturką i czuję się niepotrzebna.

To ja trochę z innej beczki i zapytam o doradztwo. Szukam książek “życiowych” – ludzkie dramaty, tragedie i jak sobie bohaterowie z nimi radzą. Nie musi być fantastyka, może być na podstawie autentycznych historii.

Czaszka mówi: klak, klak, klak!

Do tego opisu pasuje większość książek Dickensa ;)

 

EDIT: Jeszcze “Na wschód od Edenu” Steinbecka świetne.

Margaret Atwood “Serce umiera ostatnie” – obyczajówka z odrobiną fantastyki. Genialna!

 

Jestem sygnaturką i czuję się niepotrzebna.

Niedawno skończyłem antologię wydaną przez Fabrykę Słów Idiota skończony. Poziom tekstów dość nierówny, mnie znane nazwiska nie dały rady. Kilka opowiadań jest wręcz bardzo słabych. Zdecydowanie na plus starzy wyjadaczy: Kołodziejczak, Gołkowski, Podlewski, Komuda. Ogólnie ich teksty ratują zbiorek, bo bez tego byłoby bardzo słabo.

Skull, zajrzyj do tego wątku, może coś znajdziesz: 

http://www.nowafantastyka.pl/hydepark/pokaz/20476 

 

Skończyłem przed chwilą “Gottland”, zbiór reportaży o Czechach, i jestem zachwycony. Myślę, że to cenna lektura dla każdego piszącego: wcześniej nasi południowi sąsiedzi niezbyt mnie interesowali, ale Szczygieł opowiada o nich w taki sposób, że nie chciałem się odrywać od tej książki, a teraz nie mogę się doczekać, kiedy pojadę do tamtego kraju. Oczywiście autor wybrał ciekawe tematy – o których wcześniej nie miałem pojęcia – ale szczególnie zaimponowało mi to, z jaką wprawą snuje autentyczne historie. Styl jest oszczędny i celny. To  dowód na to, że czasem “mniej znaczy więcej”. I przykład tego, że liczy się też “jak”, a nie tylko “o czym”.

Od razu zapytam – które reportaże polecacie? 

Zależy, co Cię interesuje. ;)

 

Jestem fanką reportaży, więc mogłabym długo. Wydawnictwo Czarne ma niekończącą się listę książek z reportażami, do wyboru, do koloru. Wiem, że czasem i reportaże są do bani, więc przed zakupem sprawdzam opinie na lubimyczytac.pl. I o ile często jestem rozczarowana zachwalaną fantastyką, to bardzo rzadko rozczarowują mnie zachwalane reportaże. ;)

Kapuściński – wszystko. Tiziano Terzani (pisze dużo o Azji) – wszystko.

Wydawnictwo Dowody na Istnienie ma ciekawe reportaże polskich autorów.

WAB wydało serię “Poruszyć Świat”, z której mam “Duchy” Terzaniego (o Kambodży Czerwonych Khmerów, ciekawe podejście komunizującego dziennikarza z zach. Europy, który musi mierzyć się z tym, co ten jego komunizm wyprawia, jak to zmieniło jego światopogląd i jak zareagowało jego środowisko), “Kongo” (obydwie polecam) oraz nierozpakowany jeszcze “Podbój”.

Co do Kambodży – bardzo polecam “Kampucza. Godzina zero” Domarańczyka – polski dziennikarz, który do na nowo otwartej po rządach Czerwonych Khmerów Kambodży wjechał z wizą nr 1.

“Depesze” M. Herra – reportaż z wojny w Wietnamie, niemal strumień świadomości, co niesamowicie do tej książki pasowało.

Ostatnio słuchałam “Morze może wróci” o Uzbekistanie i Jeziorze Aralskim, jeden z przykładów na to, że rzeczywistość przerasta fantastykę i to, co w opowieściach fantastycznych wydaje nam się nieprawdopodobne, w rzeczywistości jak najbardziej się zdarza.

“Plutopia” – o bliźniaczych miastach atomowych w ZSRR i USA.

“Białystok. Biała siła, czarna pamięć” Marcina Kąckiego. 

“Ku Klux-Klan. Tu mieszka miłość” Katarzyny Surmiak-Domańskiej.

 

To tak na szybko, mój własny reportażowy strumień świadomości. ;)

Na szczęście jest tego mnóstwo. Nic, tylko wybierać.

Dzięki :) Oczywiście czytałem już wcześniej reportaże, ale dopiero “Gottland” otworzył mi oczy na możliwości gatunku. Teraz obawiam się, czy nie postawił poprzeczki zbyt wysoko. 

Czytałam Gottland dość dawno temu. Świetny zbiór. Ale nie, nie postawił poprzeczki zbyt wysoko, jest mnóstwo rewelacyjnych reportaży.

Z reportaży ja ostatnio przeczytałem “Busz po polsku” Kapuścińskiego.

Poza tym kolejny kryminał Christie, “Tajemnicza Historia w Styles”. Naprawdę porządna intryga.

Reportaży przeczytałem niewiele, ale “Gottland” z tego wszystkiego wywołał na mnie największe wrażenie. Bardzo interesujące historie, większości raczej nieznane. Od siebie poleciłbym biografię Beksińskich Magdaleny Grzebałkowskiej. Dawno nie czytałem tak wciągającej książki :)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Kroki Kosińskiego. Czytałam wcześniej Malowanego Ptaka więc sama nie wiem, czego się spodziewałam... 

I would prefer not to.

Ostatni tydzień miałam pod znakiem naprawdę niezłej lekkiej polskiej literatury.

 

Krzysztof Piskorski – “Czterdzieści i cztery”. Krążyłam i krążyłam wokół tej książki, bo ten sosik romantyczno-patriotyczny mnie odstraszał. Ale w końcu się wzięłam. Przez 80% byłam zachwycona, nie mogłam się oderwać, co rzadko mi się ostatnio zdarza. No zachwyt po prostu. Potem zaczęło się trochę kisić. Nie mogłam uwierzyć, że cały ten wielki, skomplikowany świat, cała ta wiedza, którą bohaterowie mają, finalnie mają doprowadzić do czegoś tak... ograniczonego. I bohaterowie (a zwłaszcza ten, który przez całą książkę wydawał mi się najbardziej fascynujący) też nagle stali się tacy ograniczeni. Patriotyczno-romantyczny sosik niestety lekko stęchł. 

Ale i tak – spory plus. Coś tam pewnie jeszcze Piskorskiego przeczytam.

 

Maciej Siembieda – “Miejsce i czas”. Sensacja z inteligentnym eks-prokuratorem IPN-u (jak IPN był jeszcze w miarę normalny). Poszukiwanie grobu Żydów – jubilerów, zamordowanych w obozie na Śląśku, z intrygą kryminalną w tle. Wciągająca akcja, fajni bohaterowie – czego jeszcze chcieć?

 

No, ale za dużo tej rozrywki. Aktualnie dołuję się przy “Cynkowych chłopcach” Swietłany Aleksijewicz. To pierwszy reportaż tej noblistki, który czytam. Wspomnienia weteranów wojny w Afganistanie oraz rodzin ofiar tej wojny, po radzieckiej stronie.

Nie fantastyka ale zapowiada się fajnie.

O zabijaniu – Dave Grossman

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Przedwczoraj skończyłam “Wielką Księgę Legend Warszawy” Anny Wilczyńskiej. Jako że jestem łasa na takie zbiory, to chętnie sięgnęłam i trochę się zawiodłam.

Pierwsza lampka ostrzegawcza mi się zaświeciła, kiedy we wstępie autorka zaznaczyła, że część opowieści z tej książki sama wymyśliła, a ponieważ rdzenną mieszkanką stolicy i okolic nie jestem,  to mi się nie spodobało, bo poza tymi najbardziej znanymi opowieściami, trudno by mi było odróżnić autentyczne przekazy od fantazji autorki.

Drugim problemem był dla mnie zbyt moralizatorski ton niektórych legend, ale to mogę jeszcze wybaczyć. Mnie skłonna jestem do tego, wobec faktu, że część z tych “legend” nie była opowiadaniami, tylko mało realistycznymi dialogami, gdzie jedna osoba opowiadała innym anegdoty z przerwami na wtrącenia od słuchaczy.

Poziom każdego z opowiadań był różny, jedne lepsze, drugie gorsze, ale zabiło mnie ostatnia historyjka, gdzie autorka ustami fikcyjnego przewodnika zaczęła opowiadać z pełnym przekonaniem o ezoteryce.

https://szuflada-ajzan.blogspot.com/

Fiona McIntosh – “Królewski wygnaniec”. Uznałam, że nie da się czytać w połowie trzeciej strony. To chyba mój rekord. Całe szczęście, że zapisałam się do biblioteki – mogę bezkarnie pożyczać to badziewie na tony, w nadziei, że trafi mi się jakieś czytliwe fantasy, a po tygodniu wymieniać na nowe, równie beznadziejne.

 

Czytliwa byłaby pewnie “Szóstka Wron” Leigh Barduga. Przeczytałam chyba z 70 stron, zanim dałam sobie spokój. Ale napisana ta książka przynajmniej całkiem sprawnie, tylko bohaterowie mnie odpychali. Jeśli ktoś nie potrzebuje bohaterom kibicować – to chyba polecam.

 

Lawrence Watt Evans – “Niedoczarowany miecz”

Lawrence Watt Evans – “Jednym zaklęciem“

Lawrence Watt Evans – “Wódz mimo woli”

 

Wszystkie prawie za jednym razem i bardzo polecam. Są to świetne książki napisane w może nie agresywnie ale inny niż przywykłem sposób. Dopiero w trzeciej pozycji mamy pod koniec określonego mniej więcej przeciwnika ale to nie jest takie oczywiste. Całość w sumie skupia się na kreatywności i u bohaterów i prowadzeniu fabuły, i tym co spotyka postacie i wykorzystaniem ich zdolności.

Ogrom wydarzeń jest niespodziewane ale nie wepchnięte na siłę i daje przykład jak z pozoru bezużyteczne lub nieistotne rzeczy mogą mieć wielkie znaczenie.

 

Polecam bardzo.

"Przyszedł Heos zrobić chaos." - T. K.

A ja zachęcam do przeczytania klasyka “Kroniki Amberu” Rogera Zelaznego – dziesięcioksiąg ujęty w dwóch tomach. Do kupienia na Virualo – papierowa wersja może kosztować więcej.

 

Jestem sygnaturką i czuję się niepotrzebna.

“Kroniki Amberu” niedawno skończyłem, bo czytałem po raz drugi. Wcześniej ze 25 lat temu. Nadal mi się podobały, mimo, że autor nie radzi sobie z dialogami tak jak bym chciał

 

Jestem sygnaturką i czuję się niepotrzebna.

at Heos: Jednym Zaklęciem bardzo mi się podobało, chociaż krytyka zjechała tę książkę

 

Jestem sygnaturką i czuję się niepotrzebna.

Miałem trochę czasu wolnego i w trzy dni przeczytałem trzy książki (no, jedna to raczej dłuższe opowiadanie).

Pudełko z guzikami Gwendy, Czarna kawa Agathy Christie i Życie pana Moliera Bułhakova. Wszystkie trzy pozycje całkiem przyjemne. “Pudełko...” króciutkie, ale za to magiczne i po prostu dobrze się czytało. W “Czarnej kawie” intryga dosyć słaba w porównaniu do innych kryminałów Christie, ale jedna rzecz pozostała niezmienna – Hercules Poirot. Uwielbiam tę postać i to, w jaki sposób rozwiązuje zagadki :) I na koniec chyba trochę bardziej ambitna od poprzednich pozycja, “Życie pana Moliera”. Chociaż niemal cały tekst to daty, francuskie nazwy i opisy spektaklów komedianta, to jestem bardzo zadowolony, że zabrałem się za tę powieść. Wciągnęła i już :)

To ja ze swojej strony polecę “Trylogię Ryfterów” Petera Wattsa, jestem w trakcie czytania ostatniego tomu. Książki są napisane naprawdę solidnie, mają potężne podstawy naukowe. Watts pisze o różnych rzeczach – psychologii, rozwoju techniki, apokalipsie, następnej generacji Internetu – i łączy je w świetny sposób, dodając do tego porządną fabułę. Bohaterowie składają się w większości z wad, ale ja takich uwielbiam. Pierwsza książka niemal w całości rozgrywa się na dnie oceanu, co jest dość niestandardowym środowiskiem dla typowego s-f. Mnie osobiście trochę męczy częste “skakanie” po bohaterach, ale ogólnie książki są super.

Precz z sygnaturkami.

Ja za to przypadkiem w antykwariacie nabyłem zabytek dziejów krajowej fantastyki, czyli “Zdobywców Przestworzy” Leonarda Życkiego. Zainteresowało mnie to głównie dlatego, że popełniłem magisterkę trochę związaną z tematem. Właściwie stany średnie jak na międzywojenną fantastykę jest tezy typowe dla tego okresu trochę rasizmu i rojeń o polskiej mocarstwowości (Polacy w roku 2000 Przewodniczą Federacji Słowiańskiej do tego oczywiście lądują jako pierwsi na księżycu) Bohaterowie są, kosmici też są i kosmici jeszcze gorsi  oraz źli obcokrajowcy są także. Poza tym nie da się o nich nic powiedzieć.

W życiu bym tego nie przeczytał. Ale podoba mi się koncepcja polskiej mocarstwowości! Są tacy, co się dadzą temu uwieść!

Jestem sygnaturką i czuję się niepotrzebna.

Bramy Światłości Kossakowskiej.

Chciałam ładnie cierpiących archaniołów, dostałam złotego kalafiora, musztardę i uśmiechy ostre jak wszystko co ostre po kolei, aż dziw, że nie pokaleczyłam sobie palców przewracając strony ;C

Dalej nie wiem, czemu Asmodeusz kuleje. 

 

Z takich zabytków to ciekawy jest Na srebrnym globie Żuławskiego. Opisy księżyca wprost przepiękne, ale cała reszta, to ech...

I would prefer not to.

“Światu nie mamy czego zazdrościć” Barbary Demick, o Korei Pn. Wchłania się przez skórę, fascynująca opowieść.

Teraz czytam Jona Krakauera “Pod sztandarem nieba” o mormonach – jak wyżej.

No a słucham po kolei kryminałów Karin Slaughter (ach, to nazwisko, zazdroszczę niemal!) z serii Will Trent. Jak mnie kryminały nudzą zazwyczaj śmiertelnie, to te cholernie wciągają, mimo że tożsamość mordercy znana jest często niemal od początku. Świetnie skonstruowani bohaterowie, świetnie zarysowane relacje między nimi i tło obyczajowe. Coś zdecydowanie więcej niż po prostu kryminał.

Kundera, “Sztuka powieści”. Zbiór fascynująco celnych esejów i wywiadów.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Skończone “O zabijaniu”.

Genialna książka, kopalnia wiedzy dla każdego, kto chce pisać o tym, co się dzieje w głowach ludzi, którzy są uwikłani w przemoc.

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Czytałam Na srebrnym globie i nie jestem zachwycona, takie bardzo... naiwne.

Znam tylko pięć liter ;)

Ale ja tu mówię tylko o opisach – skały, cienie, słupy światła.

Cała reszta: fabuła i postacie, była trudno przyswajalna.

 

Szczyty gór, majaczące przed nami w trupim świetle Ziemi, nagle, bez żadnego przejścia, na jedno mgnienie oka stały się krwawoczerwone, a potem zaraz rozpłonęły białym, jarzącym blaskiem na tle wciąż jednakowo czarnego nieba. Podnóża gór przez kontrast oświetlenia poczerniawszy teraz zupełnie, były prawie niewidoczne i tylko te cyple najwyższe, jak w ogniu do białości rozżarzona stal, wisiały nad nami, powiększając się z wolna, lecz ciągle. Z powodu braku perspektywy powietrznej, umożliwiającej na Ziemi ocenienie odległości, te jasne plamy zdawały się wisieć na tle czarnego nieba wśród gwiazd tuż przed naszymi głowami, oderwane od podstawy skalistej, która w szarości się zgubiła. Nie śmieliśmy ręki wyciągnąć w obawie, aby nie natknąć palcami na te kawały żywego światła.

I would prefer not to.

Toż nie mówię, że beznadzieja ;)

Mnie się podobał pomysł na przystosowanie do warunków.

Znam tylko pięć liter ;)

Męczę trochę N.K. Jemisin i “Mroczne słońce”. Pierwszy tom, “Zabójczy księżyc” o wiele bardziej mi się podobał. Drugi jest zbyt rozwleczony, ale świat wykreowany fascynujący.

“Tlen” G. Ryman – nie wiem na ile autor zna rzeczywistość państw Azji Centralnej, ale kurczę, kupuję, jego wizję.

U mnie Żuławski jeszcze jest w planach, ale na razie skończyłem inną książkę z mojego z stosu z tego typu dziełami  mianowicie “Ofiarę Królewny” Jana Lemańskiego.  Uważam lekturę za ciekawą, co nie znaczy że dobrą. Przez większość czasu wygląda jak scenariusz jakiegoś kabaretu z dodanymi kawałkami narracji.  Nie jest wtedy  to też tak odlegle choćby od tego co pisali Boy czy Leśmian w gorszych dniach. Na koniec za to (może wpływ tego, że autor kończył pisać w 1905 r.?) skręca w kierunku  bardziej religijnym i wieszczenia końca świata.

Czytał ktoś Wtajemniczenie Tomasza Węcki ze Spisku Pisarzy? Jest dostępne pod linkiem:

http://spisekpisarzy.pl/wtajemniczenie-oficjalna-strona-ksiazki

Bardzo jestem ciekawy opinii. Może jest na forum? Aktualnie, będąc w połowie, jestem miło zaskoczony. Wartka akcja, cały czas coś się dzieje, nie są to opisy, które powodują opad żuchwy, ale dialogi i postacie w większości są całkiem niezłe. Całość wydaje się spójna, zobaczę jak będzie z zakończeniem. Choć to trochę taki lżejszy Constantine w polskich realiach i bez religii (anioły i demony zastąpione odpowiednimi duchami).

Przeczytałem “Hashtag” Mroza i napisałem recenzję.

 

RECENZJA

Remigiusz Mróz – "HASHTAG", czyli powieść słaba w szczególe i znośna w ogóle

 

 

W okresie wakacyjnym ludzie pozwalają sobie na różne szaleństwa: wyruszają w podróż dookoła świata, skaczą na bungie albo zapisują się na kurs tańca. Ja również dałem się ponieść i sięgnąłem po „Hashtag” – nową powieść Remigiusza Mroza. Przyobiecałem sobie, że przeczytam tę książkę, zanim Mróz zdąży wydać kolejną, a więc miałem niewiele czasu i od razu przysiadłem do lektury.

„Hashtag” to moje pierwsze zetknięcie z Mrozem. Dotychczas omijałem jego książki z jednego powodu: poleca je bardzo dużo ludzi. Wszędzie. W internecie, w prasie i na ulicy. Zwykle to zły znak. Nie chodzi o to, że jestem jakimś literackim hipsterem i gardzę wszystkim, co nie wygląda na Hegla w oryginale (wręcz przeciwnie!), po prostu z rezerwą podchodzę do produktu, o którym tyle się mówi. A szczególnie gdy chodzi o książki, bo o nich zwykło się raczej milczeć. W każdym razie na „Hashtag” mogłem spojrzeć nie przez pryzmat poprzednich powieści autora, za to bez żadnych oczekiwań. No i z drobnymi wątpliwościami.

Historia rozpoczyna się zupełnie niewinnie: Teresa, główna bohaterka, otrzymuje esemesa z informacją, że w paczkomacie czeka na nią przesyłka, której w ogóle się nie spodziewała. Kobieta cierpi na fobię społeczną, jest bardzo otyła, przez co ma całą kopę kompleksów i doprawdy wychodzi z domu tylko wtedy, kiedy naprawdę musi. A jeżeli już jej się to zdarza, to od razu zalewa się potem, wzrok kieruje w ziemię i unika kontaktu z kimkolwiek. Mimo to zbiera się na odwagę i postanawia odebrać tajemniczą paczkę, co – jak można się domyślić – wplączę ją w śmiertelną intrygę, a trup będzie się ścielił gęsto.

W blurbie na tylnej okładce napisane jest jeszcze, że „Teresa na nowo odkrywa swoją przeszłość, przez media społecznościowe przetacza się nowy trend, a kolejny internauci zamieszczają wpisy z dziwnym hashtagiem. I że nie byłoby w tym nic interesującego, gdyby nie fakt, że osoby te od lat uważane są za zaginione.”

Pokrótce: jest gorzej niż średnio, ale nie beznadziejnie. Powieść cierpi na kilka przypadłości, co prawda żadna nie jest śmiertelna; to taki poborowy na komisji wojskowej: cherlawy, garbaty, z zapadniętą klatą, ale ostatecznie zdolny do czynnej służby wojskowej.

Wątki fabularne klejone są na ślinie, a im dalej, tym wydaje się, że autorowi bardziej zasychało w gardle. Znaczy trzyma się to wszystko, owszem, ale proszę nie opierać się o ścianę, bo odpadnie. Mówiąc wprost: historia przedstawiona mogłaby się wydarzyć, ale wymagałaby tylu zbiegów okoliczności, tylu przypadków i nieszczęśliwych splotów, że… Cóż, zgodzimy się chyba wszyscy, że na przykład można trafić szóstkę w lotka powiedzmy dwanaście razy z rzędu, prawda? Trudno z tym oponować, ot, matematyka.

I niby wszystko mamy w książce wyjaśnione lepiej lub gorzej, każdy zwrot akcji, i niby wszystko jest zracjonalizowane, ale przecież zdrowy rozsądek podpowiada coś innego. Przynajmniej przez pierwsze dwieście stron miałem wrażenie, że oglądam randomowy thriller na Netflixie, wiecie, jeden z tych, gdzie widz podejrzewa już nawet samego trupa, że zabił siebie, a potem kolejny tuzin ludzi. Są zaginione osoby, jest duża tajemnica, ktoś coś wie, ale nie powie, Mróz żongluje wątkami, a kiedy piłeczka wyleci mu z ręki, to zamiast starać się ją podnieść, po prostu dobiera sobie trzy kolejne i próbuje zrobić salto w tył.

W ogóle zabawne, że końcówka to łopatologiczne tłumaczenie czytelnikowi, co się właściwie wydarzyło. Mróz na dwóch ostatnich stronach streścił pół powieści i podomykał większość wątków. Większość, nie wszystkie – i to też jest dziwne. Nie chodzi o otwarte zakończenie, otwarte zakończenia są super – raczej, bo ja wiem?, o pewną niedbałość albo świadomość, że w zasadzie cały bałagan można usunąć, upychając wszystkie brudne skarpetki w dolnej szafce – przecież mama i tak nigdy tam nie zagląda. W posłowiu Mróz dodaje kolejnych kilka wyjaśnień, ale nie brzmią mi zbyt przekonywająco. Na plus zasługują natomiast cliffhangery, niektóre zwroty akcji oraz to, że pierwsza połowa powieści trzyma się kupy i fabularnie daje radę. Szkoda, że druga wygląda trochę tak, jakby ktoś wrzucił do kotła masę różnych pomysłów, zwrotów akcji, terminologii używanej przez informatyków, doprawił Netfixem i porządnie zamieszał.

Nie wiem, jak w innych powieściach, ale tutaj Mróz wydaje się trochę na siłę poruszać różne ważne współczesne problemy społeczne. Zresztą to chyba taki ogólny trend. Dobry thriller, kryminał, fantastyka, ciekawa historia, niebanalni bohaterowie? Zapomnij, dzisiaj to za mało. Teraz należy Przemycać Treści. Na przykład o wpływie internetu trza pobajdurzyć. Albo o problemach ludzi z fugą dysocjacyjną. Albo o skutkach zanieczyszczania wód gruntowych. I w zasadzie w tym nie ma nic złego, dopóki robi się to dosyć umiejętnie. A u Mroza jest tak różnie, podług zasady: dobra, dorzucę jeszcze coś o nielegalnych polowaniach na rekiny, przecież to takie Ważne Społecznie.

Opisy i dialogi wyglądają jak krótkie artykuły z Wikipedii. Mnóstwo dat, faktów, nazwisk z historii i popkultury żywcem wyjętych ze słownika i wrzuconych w losowych momentach.

Bohaterowie również lubią gadać ze sobą hasłami ze słownika. Z dowolnych słowników. Facet kłóci się ze swoją żoną? Wspaniale, to najlepszy moment, żeby przypomnieć jej o embargu nałożonym przez USA na Włochy w 1962 roku. Albo zrobić mini wykład o Brzytwie Ochckama. Trochę jak w filmach z bollywood, tam każda okazja jest dobra, żeby zatańczyć. U Mroza w każdych okolicznościach warto przytoczyć wyniki jakichś badań albo ciekawostkę ze świata nowych technologii.

Myślę, że po części ten zabieg miał uwiarygadniać fabułę, te nazwiska, daty i miejsca były po to, żeby powieść osadzić w jakichś ramach i obudować. Ale wyszło komicznie. Szczytem jest dyskusja na temat wypoku, słowa „odjaniepawlić” oraz że (cytuję): „Twój outfit specerowy to prawdziwy sztos”. How do you do, fellow kids?

Dwa słowa o języku. Ten jest zupełnie przezroczysty – ten sam dla narracji pierwszo– i trzecioosobowej, i bardzo szkoda, bo jestem pewien, że Mróz umie pisać ładniej stylistycznie.

A najzabawniejsze jest to, że książka kuleje na prawie każdym froncie, ale… cholera, czyta się to całkiem, całkiem (sztos!), mimo że co chwila zgrzyta (nie-sztos) i zwodzi w każdym rozdziale (nie-sztos), i że momentami jest żałośnie (nie-sztos!)!

Ha, taki zwrot akcji! Widzicie, ja też umiem! Najwyraźniej dużo nie-sztosów daje coś w rodzaju sztosu. To jest chyba ten efekt synergii. A embargo na Włochy w 1962, pamiętajcie podczas kłótni.

Ponarzekałem sobie, ponaśmiewałem się, ale Mrozowi przecież i tak nie zaszkodzę, ba, życzę mu kolejnych osiemdziesięciu książek, bo – mówiąc zupełnie poważnie – ten chłopak przecież umie pisać, tylko przy okazji bardzo dobrze rozumie rynek i jego potrzeby, więc wypuszcza na świat takich cherlawych poborowych. Mięso armatnie zawsze w cenie. Byleby karabin utrzymał.

 

A teraz proszę się nachylić i kaszlnąć.

Lekkie czytadło bez specjalnych aspiracji, z niezbyt wiarygodną fabułą (bo niekoniecznie o to chodzi), do poczytania na plaży – tego się spodziewałem. Szkoda, że książka niefantastyczna. A przecież Remigiusz Mróz, jakby mimochodem, napisał również jakiś thriller SF. Recenzje, które czytałem na jego temat, były raczej pozytywne. Prędzej sięgnąłbym po tę właśnie pozycję Mroza, dlatego chętnie dowiedziałbym się, co myśli o niej taki trzeźwy recenzent jak Ty, Hubercie :) Rozumiem jednak, że Mrozowej SF raczej nie masz na celowniku, trudno.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Autor który pisze w dwa miesiące i na dodatek tym się szczyci? Nie mam ochoty tego czytać, sorry Remigiusz.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jestem sygnaturką i czuję się niepotrzebna.

Szczęśliwa ziemia – Orbitowski

 

Językowo bardzo dobre, ale fabularnie już gorzej (spoilery) – jak zaczęła się druga opowieść o upadku kumpla z dzieciństwa to patrzyłam tylko, kiedy podzieje się coś innego. Tajemnica, która okazała się nie skrywać żadnej tajemnicy, też nie porwała, bo za długa książka jak na trzymanie się tylko na klimacie.

No i nie wiem, jak można wymyślić, że faceci muszą zgwałcić kobiety bo te chcą dziecka. Demon, nie demon, niesmak pozostał.

I would prefer not to.

J.D. Vance – “Elegia dla bidoków”

(...)istnieją dwa odrębne kodeksy obyczajowe, dwa warianty presji otoczenia. Moi dziadkowie reprezentowali jeden z nich: staromodni, nieostentacyjnie pobożni, wierzący we własne siły, ciężko pracujący. Moja matka i stopniowo cała dzielnica ucieleśniali ten drugi: skupieni na konsumpcji, odosobnieni, gniewni, nieufni".

Brzmi znajomo? Nie, to nie książka o Polakach, a o "wieśniakach" z USA, tzw. hillbillies. Mających zaskakująco dużo problemów wspólnych ze współczesnymi Polakami. Autor wydobył się z niemal samego dna amerykańskiego społeczeństwa prawie na sam szczyt – warto zapoznać się z jego uwagami na temat obu środowisk. 

A co najbardziej różni Polaków i Amerykanów? Amerykański fanatyczny stosunek do ojczyzny i możliwość "wychowania" przez US Army. Fascynujące!

Polecam lekturę!

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Krzysztof Kotowski “Kapłan”. 

Nieźle się czyta, choć mam wrażenie jakby autor zaczerpnął główny pomysł (pamięć umiejętności przodków) z Assassin’s Creed.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Możemy polecać tu komiksy? Bo polecę komiks. W dodatku nawet komiks internetowy (ale wydali chyba też na papierze).

“Kill 6 billion demons”. Absolutnie fantastyczna kreska, świetna kreacja świata, bohaterowie i fabuła. Klimaty demoniczno-anielsko-boskie z ciekawą, bardzo rozbudowaną kosmologią. Fantastyczny, wciągający klimat, a kreacje nadnaturalnych istot wspaniałe. Pożarłem dotychczasową całość chyba w dwa dni. Jakieś 5 lat wychodzenia komiksu, coś koło 400 stron. Dalej wychodzi.

https://killsixbilliondemons.com/comic/kill-six-billion-demons-chapter-1/

Zaczęłam czytać z ciekawości. Ale moim zdaniem kreska jest brzydka ; p To znaczy nie przeszkadza mi jeśli chodzi o tła, miasto, demony itp., ale ludzie są rysowani strasznie.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Stefan Darda, “Dom na Wyrębach”. Całkiem niezły dreszczowiec.

A teraz czytam “S.P.Q.R.” Mary Beard, książkę historyczną o starożytnym Rzymie. Czyta się ją na tyle świetnie, że jeszcze dziś zamawiam resztę wydanych w Polsce książek tej autorki. :)

Skoro już ten wątek się ożywił, to wspomnę, że niedawno przeczytałam “Pogrzebanego olbrzyma” Ishiguro Kazuo. Wiele sobie obiecywałam po tej książce, a okazało się, że brnęłam przez nią jak przez zasychający beton. Nie znalazłam w niej nic, co by tłumaczyło zachwyty. Macie jakieś doświadczenia z tym autorem? Za coś tego Nobla dostał, nie? ;/

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Ja czytałam jego The Remains of the Day (Okruchy dnia) i podobało mi się bardzo. Choć to akurat nie fantastyka. Powieść bardzo nostalgiczna, oparta  na retrospekcji, bardzo gorzka a przy tym pozostawiająca ocenę czytelnikowi, dotycząca czasów i nastrojów międzywojennych i tuż przed drugą wojną światową, stosunków brytyjskiej arystokracji z ważnymi osobistościami niemieckimi, politykami, wszystko to widziane oczami lokaja brytyjskiego  arystokraty. Mimo że czasami czułam ogromny opór przed perspektywą głównego bohatera, to uważam, że tak pod względem fabularnym jak i literackim jest to naprawdę dobra powieść. Choć na pewno wiele osób znudzi, wiele się tam nie dzieje ;-).

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Czytałam The Remains of the Day – sztywne jak gors koszuli angielskiego kamerdynera, ale taka była idea – smęty, ale czytało się dobrze, bo solidnie przedstawiono psychikę bohatera i Never let me go i tu mam mieszane odczucia, chyba głównie dlatego, że nie potrafiłam zawiesić niewiary co do świata powieści.  No i ją sobie zaspoilerowałam wcześniej ;P

I would prefer not to.

Dzięki za odpowiedzi.

“Okruchy dnia” jakoś do mnie fabularnie nie przemawiały od początku.... A co nie tak było w świecie “Nie opuszczaj mnie”, że nie dałaś temu wiary?

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Chyba bierność bohaterów. Akceptacja losu. I sytuacja, w której się znajdują. Niby próbują coś zrobić, tylko od rozpaczliwie beznadziejnej strony. 

Może to urok tej książki? Pogodzenie się z losem. Może w tym pogodzeniu się jest odpowiedź na pytanie – jeśli jakieś jest – stawiane przez książkę? 

 

Mgliste to, ale nie chcę spoilerować ;)

I would prefer not to.

Dzięki za wyjaśnienie ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Czytam “Mroczniejszy odcień magii” V.E. Schwab. Na razie wygląda na to, że to pierwsza od chyba pół roku książka fantasy, którą dokończę, nie odrzucę zirytowana i może nawet będzie mi się do końca podobała. Kto wie...

A ja teraz czytam Demonologikę Krzysztofa Adamskiego, naprawdę fajne :)

Znam tylko pięć liter ;)

Anet, o czym to? Bo Google nie znajduje takiego tytułu, dziwne.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Aż wstyd się przyznać ale od maja nie przeczytałem żadnej książki. Ciepło na zewnątrz w moim przypadku nie sprzyja zarówno pisaniu jak i czytaniu. Jednak jesienią mam zamiar nadrobić zaległości :)

O demonach, które przedostają się do świata ludzi. Rozwinięcie Śladów we krwi

 

Ja czytam codziennie – jedną książkę na podróż (więc po kawałku, ale bardziej się skupiam), a w międzyczasie opowiadania tutaj ;)

Znam tylko pięć liter ;)

Brzmi ciekawie.

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Ja lubię takie rzeczy :)

Znam tylko pięć liter ;)

Ja ostatnio czytam “Dziennik geniusza” Salvadora Dalego i jest to całkiem przyjemna lektura, przepełniona różnymi absurdalnymi myślami i pomysłami malarza. Wcześniej przeczytałem jego “Moje sekretne życie” i również się nie zawiodłem. 

Ostatnio też wkręciłem się w szeroko pojęte malarstwo i czy jest ktoś, kto mógłby polecić jakąś fajną książkę? Może traktować ogólnie o sztuce albo o konkretnym twórcy, byle była dobra :D

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Czytałem daaawno temu, ale podobała mi się wtedy bardzo.

“Udręka i ekstaza” Irvinga Stone’a o Michale Aniele.

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Wygląda całkiem ciekawie, może się skuszę :D

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Stone’a warto też przeczytać “Pasję życia” – książkę, której ekranizacja jest odpowiedzialna za wybuch vangogomanii.

A poza tym polecam “Namaluj to” Josepha Hellera (tego od “Paragrafu 22”) – świetnie napisana książka m.in. o Rembrandtcie.

O, czytałem Hellera i chętnie po niego sięgnę ponownie. 

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

“Udrękę i ekstazę” czytałam, też mi się podobało.

Znam tylko pięć liter ;)

Soku, tylko jeśli po “Namaluj to” spodziewasz się czegoś na kształt “Paragrafu 22”, to nie, zupełnie nie. ;)

Domyślam się :D

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

“Lincoln w Bardo” –  wzruszająca opowieść o ojcu opłakującym śmierć syna. Nieco przekombinowana w warstwie formalnej, ale z pewnością jedna z  ciekawszych lektur tego roku.

Soku, to może niezupełnie w temacie, ale może sięgniesz po którąś książkę Williama Whartona? On był malarzem, pisał trochę po malarsku, a czasem pisał i o malarstwie, może coś Ci podpasuje ;) (Np. Dom na Sekwanie).

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

W sumie to zastanawiałem się kiedyś nad Whartonem, ale ostatecznie jakoś mi wypadł z głowy. Pewnie prędzej czy później po niego sięgnę :)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Jeśli chodzi o Whartona polecam jego wojenne powieści, szczególnie: W księżycową, jasną noc.

W końcu przełamałem czytelniczą niemoc i przeczytałem Instytut Jakuba Żulczyka. Muszę przyznać, że jestem trochę rozczarowany. O ile sama sytuacja (garstka ludzi uwięziona w mieszkaniu) w której znaleźli się bohaterowie jest świetna, podobnie jak ich relacje to rozczarowało mnie zakończenie. A teraz zabieram się za antologię Inne światy.

Hrabia Monte Christo – jakie to dobre

Przypadki Robinsona Cruzoe – jakie to nudne :)

 

No i czy przypadkiem niedługo nie pojawi się najnowszy Wagner?

Mniam :)

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Tak. 28 listopada. A ja teraz czytam "Dżentelmena w Moskwie" Amora Towlesa. Rany, jakie to piękne i cudowne!

Powstrzymuję się nadludzkim wysiłkiem i odświeżam sobie całego Wegnera, zanim sięgnę po najnowszą.

 

/edit

No, “Ostatnie martwe marzenie” :)

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Szukam jakiejś greckiej mitologii na święta. Myślałem o Parandowskim, bo dość popularny. Warto? Czy może ktoś może polecić jakąś inną?

 

Ja jestem fanem Markowskiej.

Też polecam Markowską.

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Wasze entuzjastyczne recenzje przekonały mnie, więc zamówiłem. Dzięki! ;D

Mnie się podobał Parandowski, ale Markowskiej nie czytałam.

Znam tylko pięć liter ;)

Czytałem Parandowskiego, Kubiaka i Gravesa. Ale Markowska to była moja ulubiona lektura z dzieciństwa – chyba najprzystępniejsza.

Pisałam już tutaj o “Dżentelmenie w Moskwie” Amora Towlesa. Skończyłam jakiś czas temu i mogę już z całą pewnością stwierdzić, że to najlepsza beletrystyka, jaką czytałam od bardzo dawna. Świetna, piękna książka.

 

A ostatnio – “Opowiadania bizarne” Olgi Tokarczuk. Kurczę, jaka jestem rozczarowana. Teksty lepsze i gorsze, jak to w takim zbiorze, ale mają jedną cechę wspólną – spieprzone zakończenia. Właściwie każde zaczyna się dobrze, rozwinięcie jest super, pięknie napisane, wątki rozpisane, tajemnice zawiązane. I przychodzi finał. I dupa. Wątki porzucone, tajemnice okazują się banałami albo zostają przez autorkę olane, fascynujące teksty skwitowane dwoma zdaniami, bo jakoś trzeba zakończyć, nawet bez sensu. Albo w ogóle nie zakończyć, tylko porzucić w połowie historii.

“Na południe od Brazos” Larry’ego McMurtry.

Western totalny! Ale i powieść, która poza ramy westernu daleko wykracza. O ludziach po prostu.

Ma tylko dwa minusy – straaaasznie powoli się rozkręca (do jakiejś dwusetnej strony nudziłem się okrutnie), a do tego nowe, jednotomowe wydanie bardzo niewygodnie się czyta z uwagi na “cegłowość” (toż to prawie tysiąc stron).

W każdym razie – warto! Polecam gorąco!

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

O, akurat niedawno czytałam o tej książce, ale że właśnie złożyłam zamówienie na inne, to postanowiłam powściągnąć zapędy i nałóg. ;) Ma świetne opinie. No cóż, chyba nie ma wyjścia, będzie w następnym koszyku.

A teraz kończę “Szczelinę” Jozefa Kariki. Wciąga jak diabli, choć gdybym miała racjonalnie uzasadnić dlaczego, to bym chyba nie potrafiła. Naprawdę przyzwoity dreszczowiec.

Właśnie przeczytałam “Problem trzech ciał” i mam bardzo mieszane odczucia. Rewelacyjny pomysł i opisy świata “gry”, za to fabularnie bardzo cieniutko, bohaterowie nie wzbudzający żadnych uczuć (mimo dość dramatycznie nakreślonego tła), a przy opisie “wyprawy” 3solarian zaczęłam się zastanawiać, co ja właściwie czytam. Czytaliście dalsze części? W którym kierunku to się rozwinie?

W tym drugim. Pomysły rewelacyjne naukowo, za to postacie papierowe, społeczeństwo jak stado owiec.

Tym niemniej – warto. Choćby dla fragmentów o historii Chin czy samych pomysłów. Koncepcja “ciemnego lasu” bardzo ciekawa, czy też dywagacje dotyczące... no, ogólnie wielowymiarowości świata.

 

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Nadrabiając zaległości książkowe przeczytałem niedawno “Cień” trzecią część cyklu Materia Prima Adama Przechrzty. Całość mocno mnie wciągnęła. Tymczasem wczoraj skończyłem tom pod tytułem “Czarna kompania” Glen’a Cook’a. Pierwsza część cyklu Kroniki Czarnej Kompanii. Tu też jest nieźle, już zaczynam kolejną cześć.

A ja wczoraj skończyłem Królów Wyldu Nicholasa Eamesa. Awanturnicza, humorystyczna fantasy. Lekka, łatwo się czytająca i przyjemna w odbiorze. Może spodziewałem się czegoś więcej, zważywszy, że powieść zdobyła kilka branżowych nagród, ale i tak jestem usatysfakcjonowany z lektury.

Też się zastanawiam nad  Czarną kompanią. Bo słyszałem wiele pochlebnych opinii, a jakoś nigdy nie było mi po drodze z tą pozycją.

Mnie Czarna kompania znużyła. Przeczytałam pierwszą część i – choć miała parę bardzo dobrych elementów – nie sięgnęłam po drugą. I jakoś mam w kolejce kilkadziesiąt pozycji, które pociągają mnie bardziej, więc pewnie już do Cooka nie wrócę...

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Ja z Czarną Kompanią miałam tak jak Joseheim, tyle że nawet nie doczytałam pierwszego tomu. Ale to jednak klasyka, więc pewnie spróbować warto.

Znużyła dlatego, że to już paroletnia ramotka, czy po prosty słabym stylem napisane?

Nie, nie. Ta książka jest po prostu dziwna. Styl jest taki nietypowy, myślę, że to można albo pokochać, albo znienawidzić, trudno przejść obojętnie. Mnie nie podszedł. Tu Ocha pewnie będzie protestować (;p) ale sądzę, że mężczyznom to może się bardziej podobać niż kobietom.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

To po prostu nie moja bajka. Bohaterowie to tacy twardzi, męscy wojacy. Błe.

Tak właśnie sądziłem, że to taka typowo “męska” proza.

Ja sobie czytam najnowszego Murakamiego i zostałam totalnie wessana :)

Z początku ta Czarna kompania też mnie lekko zniechęciła, styl dziwny, dialogi jakieś takie niedzisiejsze. Czytałem z chęci poznania klasyka. Po kilku stronach coś kliknęło w głowie i zaczęło się podobać. Mam wydanie zbiorcze to kolejną część jest w zasięgu ręki. Z kolei “Królewski Skrytobójca” Robin Hoob strasznie mnie drażni. Nie mogę dobrnąć do końca, nie chodzi tu o styl a o opisywaną intrygę. Pierwsza część bardziej mi się podobała.

Dziś poległam na kolejnym klasyku. Po dwóch księgach “Diuny” przeczytanych w mękach stwierdziłam, że szkoda życia i wylosowałam z półki kolejną pozycję. Drodzy fantaści, co Was tak w tej Diunie zachwyca? Bohaterowie straszliwie mnie irytowali (poza tymi, którzy poumierali ;p), a wprost nie mogłam znieść mistycyzmu, wizji, technik Bene Gesserit i reszty całego tego mojo, dodatkowo wyjątkowo drażniło mnie nagromadzenie myśli bohaterów w stosunku do kwestii dialogowych. Mówią jedno, myślą drugie, te zapisy myślowe pokazują, jacy to bohaterowie są mądrzy i jak dobrze czytają przeciwnika... Co sprowadza mnie do myśli, że tak naprawdę drażniło mnie ogólne “przezajebiszczenie” postaci. Spodobała mi się za to sama Arrakis i Fremeni, opakowanie jednak uważam za ciężkostrawne.

 

Z innej beczki, jakiś czas temu przeczytałam “Ubika”, również zastanawiając się “Co ludzie w tym widzą”? Do kolekcji dodam podwójne podejście do “Ziemiomorza” Ursuli LeGuin – bogowie, jakie to było nudne!

 

[Tym samym pewnie właśnie zraziłam do siebie 90% populacji forum ;D]

 

Na swoją obronę mam tylko to, że z klasyków, za które się ostatnio zabrałam, duże wrażenie zrobił na mnie “Hyperion”. Jeszcze nie sięgnęłam po “Upadek”, ale na pewno to zrobię, bo historia urwała się w takim momencie, że to aż zbrodnia, tak kończyć książkę.

A z nie-klasyków jestem bardzo zadowolona z lektury “Piątej pory roku” Jemisin. Duże brawa za unikalne uniwersum i rządzące nim prawa.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

“Czarna kompania” wciągnęła mnie niesamowicie... 25 lat temu, w technikum. Wypożyczałem z biblioteki tom za tomem. Jakie szczęście poczułem kilka lat temu, kiedy w księgarni zobaczyłem nowe wydanie. Pierwsze trzy tomy w jednym. Kupiłem i lekkie rozczarowanie. Jednak teraz człowiek już inaczej patrzy na fantasy :) Nie aż tak dobra jak wtedy. Chociaż z Sapkowskim tego nie mam. Potem dokupiłem “Tyranię Nocy”, też Glena Cooka i tu już rozczarowanie absolutne. Książka wygląda, jakby miała być jeszcze doszlifowana, a tymczasem poszła do druku. Albo po prostu pojechał na nazwisku.

Joseheim – nie mam tak jak Ty, że brnę przez książki, które mi nie odpowiadają, bo nie lubię zaczynać i nie kończyć. Jak coś mnie nie wciąga – porzucam i sięgam po następną, bo tyle ich jest, tyle chcę przeczytać, że nie mam potrzeby czytać tylko dlatego, że to klasyka. Dlatego “Ziemiomorze” i “Diunę” porzuciłam. Obie znudziły mnie dość szybko. Nie jesteś więc jedyna. :)

Uff ; D

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Jose,  musi zaskoczyć. Nie, to nie. Szukamy tematów, wizji, przewrotności, ujęcia „czegoś” w punkt.

 

 

Le Guin to kanon, lecz Ziemiomorze – już nie teraz – bo wiadomo, co się stanie i dlaczego. Zresztą podobnie Diuna. W przypadku Diuny, dla mnie fascynujący był tylko pierwszy tom, z powodu świata. 

Dla mnie Le Guin pisała szalenie elegancko, a jako człowieka i pisarza, bardzo ją podziwiam.

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Ja skończyłem Nocną zmianę, pierwszy tom opowiadań Stephena Kinga. Choć jak to u niego napisane dobrze i czyta się gładko, to jednak pomysły zawarte w tekstach (pochodzą z lat 70) trącą już myszką i były wielokrotnie wykorzystywane zarówno przez niego samego jak i innych pisarzy. Może nie rozczarowanie, ale spodziewałem się czegoś więcej. 

A teraz mam chęć powrócić do trylogii husyckiej Sapkowskiego, choć na półce czeka jeszcze parę nieprzeczytanych pozycji.

Kończę “Za progiem grobu” Andrzeja Ziemiańskiego. 

Trochę się tego bałam po Cesarzowej Achai, która już po pierwszym tomie stała się dla mnie niestrawna. I może dlatego właśnie, że miałam długą przerwę od Ziemiańskiego, mile mnie rozczarował, tworząc coś w rodzaju thrillera medycznego. Akcja jest wartka, bohaterowie “żywi”, a język sprawia, że czyta się z zaciekawieniem i szybko.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

“Golden Hill” Francis Spufford. Nowy Jork w połowie XVIII wieku, kiedy był jeszcze portową mieściną, pierwszym przystankiem dla przybyszy. Tajemniczy bohater, świetnie nakreślone relacje. Bardzo udana lektura.

“Król” Szczepana Twardocha. To pierwsza książka Twardocha, jaką przeczytałam (a właściwie wysłuchałam) i jestem pod wrażeniem.

Ocho, Król (i Królestwo), to także jedyne książki spod pióra Twardocha, jakie ja mam na swoim koncie. Robiłem podejścia do Morfiny, ale nie mogłem poświęcić jej odpowiednio dużo uwagi, więc odpuściłem. Król jest dużo prostszy, bardziej przystępny, a jednocześnie wciąż robi wrażenie. Mnie również bardzo się podobał, kontynuacja także.

A obecnie czytam Exodus Orbitowskiego i jak na początku byłem mocno zajarany, tak im dalej w las, tym bardziej mam wrażenie, że książka jest nieco przegadana i skondensowanie wyszłoby jej na plus.

Ja ostatnio skończyłam “Imperatorów iluzji” Łukjanienki i sama nie wiem. Lubię otwarte zakończenia, ale tu zabrakło mi czegoś namacalnego. Za dużo dywagacji o istocie boga, ludzkich pragnień, sensie życia, ogólnie trochę za dużo filozofowania jak dla mnie – niby wszystko ładnie ze sobą połączone, ale zabrakło mi jakiegoś konkretu w tej książce. Miałam wrażenie, że autor specjalnie zakończył w momencie, w którym na wszystkie pytania czytelnik musi odpowiedzieć sobie sam. Pierwsza część dylogii i technologia wokół której toczyła się akcja była dużo bardziej oparta na tym, co realne. Tu mi tego trochę zabrakło. Relacje między głównymi bohaterami za to poszły w bardzo fajną stronę (pomijając jeden drobiazg), stały się ciekawsze i głębsze. Sporo dobrego w tej książce, ale też sporo rzeczy, które nie do końca mnie przekonały.

Letting go is an invitation. Letting go is a choice.

Niedawno przeczytałam “Anielski kokon” Karoliny Wilczyńskiej. Jest to książka, którą można odczytać dwojako: wyłącznie w nurcie obyczajowym lub obyczajowo-fantastycznym.  Pewnego dnia Olga zaczyna widzieć anioły, w jej otoczeniu pojawia się również mężczyzna, który mógłby być diabłem. Autorka w udany sposób gra niedopowiedzeniami, które sprawiają, że czytelnik nie wie do końca, czy rzeczywiście do poukładanego życia Olgi wdarły się postaci fantastyczne, a może to tylko jej wyobrażenia.

Nie jest to typowe fantasy, raczej wplecenie wątków do pozycji obyczajowej. Polecam dla fanów takich połączeń.

ANDO, zainteresowałaś mnie.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Wczoraj skończyłem po raz raz drugi trylogię husycką Sapkowskiego (pierwszy raz czytałem ponad dekadę temu zaraz po premierze). Po latach stwierdzam, że podobało mi się jeszcze bardziej niż poprzednio. Świetne postaci, dbałość o realia historyczne, charakterystyczne opisy, humor, odpowiednio dawkowane okrucieństwo wojenne, polityczne gierki. Jedyne co mnie drażniło to częste stosowanie deus ex machiny kiedy bohaterowie wpadali lub ratowali się z kolejnych tarapatów. Niemniej to jedne z najlepszych polskich powieści ever, może trochę rozczarowuje samo zakończenie. Ale to takie czepialstwo na siłę. Aż żal, że Sapek ostatnio nic nie pisuje.

Ponoć pisze właśnie nowego Wiedźmina, ale z góry mówił, że jest leniwy i nie wie ile mu to zajmie. 

Podejrzewam, że premiera zgra się z serialem na Netflixie.

Całkiem możliwe. Ale może być jak z Martinem, którego “Wichry Zimy” miały wyjść już kilka sezonów serialu temu :D Wszystko zależy od tego, jak się rozleniwił nie pisząc tyle czasu. 

Martin trochę skręcił z torów głównego cyklu na rzecz historii Westeros. Oby Sapkowski nie poszedł jego śladem.

To mu raczej nie grozi, Martin i Sapkowski mają zupełnie inne podejścia do pisania i tworzenia światów. Martin stworzył ogromny, szczegółowy i niezwykle skomplikowany świat z historią wymyśloną tysiące lat wstecz i wszystko to odbija się jakoś albo przenika do samej fabuły, która jest bardziej historią świata, a konkretnych bohaterów przy okazji. Sapkowski uznaje nadrzędność fabuły i bohaterów, a świat stanowi tylko dla nich tło i jest wymyślany na tyle, na ile potrzebują go powieści/opowiadania. Więc nie będzie bawił się w wielkie opisy świata, skoro nigdy go nie wymyślał i uważał to za zbędne. 

Jakub Małecki, “Dżozef”. Bardzo pasuje to powtarzającej się czasem dyskusji o granicach fantastyki i o tym, jak to czasem fantastyka staje się mainstreamowa, jeśli autor nie bardzo przyznaje, że to co napisał, to czysta fantastyka. Polecam, Małecki najwyraźniej potrafi pisać i tworzyć udanych bohaterów i opowieści.

O, Małeckiego mam na liście “Do przeczytania” na Kindlu, chyba przesunę wyżej :) Zwłaszcza że chwilowo czytam “A Long Way To A Small, Angry Planet” Becky Chambers i już mnie schematyczność fabuły (a la Star Trek: TNG skrzyżowany z I tomem “Expanse minus ponurość) i maniera autorki (która lubi chwilami streszczać, nawet te niby bardziej emocjonujące momenty) trochę męczą. Niemniej, wszyscy znajomi, którzy czytali, podkreślają wady I, ale polecają tom II i III, więc to jest w tej chwili moja główna motywacja, by ten I domęczyć. 

Ostatnio czytałem:

 

Norwegian Wood – Haruki Murakami

Jest to beznadziejnie nudna książka o niczym,  jej nastrój jest pospolity, jej bohater jest typowy,  jej narracja jest bardzo prosta. Może być spoko dla ludzi, którzy nigdy nie czytali żadnych Japończyków, ale tak to bardzo nudne. 

 

Wyznanie maski – Yukio Mishima

Nie jest to mądra książka i czytanie jej to raczej strata czasu. Jej nastrój jest nietypowy, jej narracja jest bardzo dziwna, ale sama treść jest pospolita (być może w momencie wydania nie była) i raczej nic ciekawego w niej nie znalazłem.

 

Zmierzch – Osamu Dazai

Nie jest to mądra książka, ale można poczytać. Narracja typowa, czasem może niepotrzebnie zagmatwana, jednak zdecydowanie wybitny, prawdziwy nastrój, inny od niektórych podobnych autorów, którzy, tak szczerze mówiąc, wydają się przy Dazaiu jakimiś pozerami, prawie że dziećmi, a Murakami to w ogóle główny kabareciarz. 

 

Po piśmie – Jacek Dukaj

Jest to bardzo mądra książka i bardzo mocno rekomenduję ją do czytania, nie wiem czy fragmenty wywiadów z prawie-że-losowym ludźmi w środku tam pasują, ale na pewno urozmaicają całość i dostarczają różnych ciekawych nazwisk, na temat których można sobie poczytać. Pan Jacek pisze prostym językiem, czasem trzeba coś googlować, ale w sumie to sprawnie mi poszło (jak na niego). Ten cały transhumanizm to jakaś hurraoptymistyczna wersja, pewnie będzie wojna, a może nawet parę wojen, no ale dobrze znać kierunek, w którym to wszystko zmierza.

 

Ostatnio czytałem drugi raz:

Złota pagoda  – Yukio Mishima

Jest to najmądrzejsza książka z wymienionych i bardzo mocno rekomenduję ją do czytania.

U mnie z czytaniem słabo, ale podzielę się czytanym/słuchanym w tym roku, w kolejności przypadkowej:

 

“Śpiewajcie z prochów, śpiewajcie” – Jesmyn Ward. Książka miesiąca w którejś Nowej Fantastyce, zachwalana przez redaktora Zwierzchowskiego. Ładnie napisana rzecz. Fabuła raczej na coś rozmiaru opowiadania i szczątkowa. To też fantastyka, która na okładce się nie przyznaje do fantastyczności (ale jakoś mnie to nie oburza). Zresztą, chodzi raczej o elementy fantastyczne, a nie o fantastykę, która jakoś znacząco, napędza akcję.

Wybitność tej powieści jakoś mi umyka. Jest trochę o czarnoskórych i biednej części USA. Zastanawiam się, dla kogo ta książka jest kierowana, bo raczej nie do zwyczajnych ludzi z Missisipi. To raczej coś napisanego przez intelektualistkę dla innych intelektualistów (w rozumieniu: ludzi, którzy czytają cokolwiek choć trochę ambitnego). Może się mylę; nie wiem, przez co przeszła autorka, i nie wiem, czy ktoś się jednak nie utożsami z tą historią o marginesie społecznym.

 

”Bura i szał” – Aleksandra Zielińska. Pięknie napisane. Fabuła drugoplanowa. Chyba bez fantastyki, ale jest trochę niesamowitości, bo narratorka to chora psychicznie dziewczyna. W każdym razie polecam. 

 

”Nikt nie idzie” – Jakub Małecki. Po świetnych “Dygocie” i “Rdzy” ta książka była dla mnie trochę rozczarowująca. Ale tylko trochę. Jest bardziej obyczajowa niż powieść Zielińskiej, ale jeśli ktoś chciałby spróbować tych słynnych obyczajówek, to polecam. Małecki stosuje zresztą ciekawy trik fabularny w swoich książkach.

 

“Lincoln w Bardo” – George Saunders. Książka roku 2018 według wielu. Napisana za pomocą ciekawego zabiegu, ale mam wrażenie, że trochę pustego. Sztuka dla sztuki. A pomijając formę, to historia prosta i fantastyczna do bólu, do czego oczywiście wydawcy i krytycy się nie przyznają :D

 

”Upadek Hyperiona” – Dan Simmons. No, klasyk. Pierwsza część podobała mi się bardziej, ale to wciąż kawał świetnego SF.

 

“Zabójczy pocisk” – opowiadania kryminalne polskich autorów. No, jakby to powiedzieć... Tu na portalu lepiej radzimy sobie z krótką formą niż czołowi polscy pisarze od kryminałów. Nawet Orbitowski i Małecki wypadli tu słabo. 

 

”Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd” – Kazimierz Nowak. Jako miłośnik podróży rowerowych, długo ostrzyłem sobie zęby na tę książkę. I się nie zawiodłem. Gdyby ktoś nie wiedział, o co chodzi: w latach 1931-1936 pewien Polak przejechał Afrykę rowerem z północy na południe... i uznał, że wróci w podobny sposób (ale tym razem też trochę konno, pieszo, czółnem i wielbłądem). Wyczyn niesamowity, niestety trochę zapomniany. W tamtych czasach chyba nikt tak nie podróżował:  samotnie i z tak małym budżetem (Nowak utrzymywał się z listów, które wysyłał do Polski i które jego żona publikowała w gazetach). 

Poza tym książka – a właściwie listy zebrane w jedną w miarę spójną opowieść – jest napisana naprawdę ładnie, taką klasyczną, piękną polszczyzną. Ciekawe obserwacje z tamtych czasów, niektóre wciąż aktualne. Jest w tej książce też szczerość i brutalność, która obecnie by nie przeszła. Nowak nie oszczędza ani tubylców, ani kolonizatorów; nie przegina też na ich niekorzyść – jest sprawiedliwym, rzetelnym obserwatorem. 

 

”Uprawa roślin południowych metodą Miczurina” – Weronika Murek. To króciutki zbiór opowiadań, który został nominowany do Nike... z powodów dla mnie niepojętych. Nie sposób odmówić autorce ciekawego pióra, ale ja tych jej historii zwyczajnie nie rozumiem, a tym bardziej nie rozumiem, co jest w nich takiego, żeby nominować je do najważniejszej polskiej nagrody literackiej. 

Ja właśnie skończyłam “Władcę much” Williama Goldinga i szczerze mówiąc jestem rozczarowana, ale to prawdopodobnie dlatego, że miałam duże oczekiwania. Czyta się nieźle.

Znam tylko pięć liter ;)

Wczoraj skończyłem ‘Siły Rynku’ Richarda Morgana. Książka ze spójną fabuła, sprawnie napisana, bohaterowie realistyczni. Sam kontekst powieści nie porwał. Nie czytałem z rozwartą gębą :D Ale wykonanie w mojej ocenie było na tyle dobre, że z chęcią przeczytałem do końca i mogę polecić.  

 

Czytam “Źródło” Ayn Rand i po pierwszych stu stronach jestem naprawdę pod wrażeniem – to, jak to jest napisane, kreacja postaci, sposób kreślenia relacji między nimi... Coś zupełnie spoza mojego kręgu zainteresowań, a wciągnęło jak diabli. W taki sposób, że wolę czytać sobie rzadziej, po kawałku, by rozciągnąć przyjemność czytania na jak najdłuższy czas :]

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Tak, Jossy! wciąga jak odkurzacz śmieci. Kilka lat temu czytałam bez przerwy, prawie całą majówkę:) Podobnie zresztą wciągnęło mnie “Małe życie”, ale z innych względów. 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

Jaaaki fajny hajdparkowy wątek! Wchodzę w to! Niedawno łyknąłem 'Czy jesteś psychopatą?' Jona Ronsona (to gość od Człowieka Patrzącego na Kozy). Rewelacyjna, ciekawa i świetnie napisana, u mnie wywołała opad szczeny. Nie piszę o czym jest, bo łatwo ją zespoilować. Tytuł troszkę sugeruje :) Wcześniej odbilem się od cyklu Pękniętej Ziemi autorstwa Nory Jemisin. Nie jest to słabe, oj nie, natomiast historia traci momentum w drugim tomie i nie chciało mi się brnąć. Obecnie czytam To, co najlepsze. To zbiór tekstów Harlana Ellisona. Nie wszytko da się tu łatwo strawić. Jego opowiadania to ciężkie, duszne i dość pesymistyczne utwory, często bardzo psychologizujące. Z kultowych, na przykład 'Nie mam ust i muszę krzyczeć' wbilo mnie przed chwilą w fotel pociągu TLK. Nie zauważyłem nawet, że minalem Iławę!

Ja nie dałam Ellisonowi rady. Niektóre opowiadania przeczytałam, niektóre przerywałam, zaledwie kilka tak naprawdę do mnie dotarło i mi się spodobało ; /

Z Pękniętej ziemi przeczytałam na razie tylko pierwszy tom i nie zachęcasz do sięgnięcia po drugi, może nie bez powodu się wahałam przed zakupem...

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Skończyłam 3 tom Wielkich Płaszczy, nadal kocham de Castella, choć w 1/3 książki miałam trochę spadek czytelniczy ale to raczej moja wina, za dużo roboty. Czekam na 4 tom.

Ostatnie namaszczenie Haladyna w sumie niezłe, ale nie moja tematyka. Nie do końca podoba mi się zakończenie.

Teraz zabieram się za Triskel Chodorowskiej

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

joseheim, drugi Tom Pękniętej Ziemi warto doczytać, bo odkrywa chyba wszystkie najważniejsze karty i sporo wyjaśnia. Na tyle, że trzeci Tom wydaje się niepotrzebny :) Ellison jest bardzo mocny. Ja z niektórych jego opowiadań wynoszę tylko zdziwioną minę. A niektóre są rewelacyjne. Łączy je niezły styl pisania, ja swojego wciąż szukam, więc podpatruje tu I tam.

Czytałam “Nie mam ust, a muszę krzyczeć” jakieś 20+ lat temu po raz pierwszy i też mnie kompletnie wbiło w fotel, wrażenie z czasem bynajmniej nie minęło.

Skończyłam dziś czytać “Królową Tearlingu” Eriki Johansen. Jestem naprawdę pod wrażeniem. Mam tylko jedno pytanie – dlaczego tak trudno znaleźć książkę napisaną tak dobrze?

 

Leniwa jestem, więc wklejam to, co napisałam na Lubimy Czytać:

Kawał świetnego fantasy, mniej więcej klasycznego. Każde fantasy powinno być tak napisane, a właściwie to każda książka – szybko wciąga, zwroty akcji robią wrażenie, fabuła jest zgrabna i przemyślana, postacie i relacje między nimi świetnie przedstawione. Dawno żadna książka nie zainteresowała mnie tak, jak ta, wręcz sama kazała się czytać, rzucać wszystko i czytać, czytać, byle dowiedzieć się, co będzie na następnej stronie. Dałabym 9 gwiazdek, jednak według nomenklatury LC oznacza to pozycję "wybitną". "Królowa Tearlingu" oczywiście wybitna nie jest, to wielkie słowo, ale z pewnością jest bardzo, bardzo, bardzo dobra. Po skończeniu czytania usiadłam do komputera i z marszu zamówiłam dwie pozostałe części cyklu.

Polecam "Królową" każdemu fanowi fantastyki, ale też przygody i po prostu zajmującej lektury. Niby wszystko, co opisuje Erika Johansen, gdzieś już kiedyś było, ale i tak zdołała stworzyć z klasycznych elementów opowieść pełną nietypowych rozwiązań i wyraźnie wyróżniającą się na tle innych. Jeśli to debiut – kłaniam się w pas. A autor blurbu bredzącego o walce księżniczki z czarownicą i starciu światła i mroku powinien się wstydzić i dostać zakaz pisania czegokolwiek do końca życia. Nie dajcie się zwieść miałkiej, bezsensownej zajawce! W każdym razie – szczerze polecam.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Wlasnie mam czytelniczą dziurę, więc skoro padają tak dobre słowa, może się skuszę na tę Królową. A przynajmniej przetestuję darmowy fragment na czytniku ;)

Czytam “Zawód: Powieściopisarz” Haruki Murakamiego. Podoba mi się. Nie jest to w żadnym razie poradnik pisania, raczej zbiór wrażeń i poglądów autora na literaturę, świat literacki jako taki, proces pisania itp. Takie odświeżające mi się to wydaje.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Też czytałam “Zawód”, też mi się podobał.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Poległem, Harlan Ellison mnie zmeczyl, odpadlem w drugim tomie antologii. Zacząłem Murderbot Diaries Marty Welles. Wrócę z szerszą opinią, na razie bardzo fajne. Ktoś z Państwa to czytał?

U, a akurat na wakacje miałem odłożoną tę antologię Ellisona. Sugerujesz, żeby nie rzucać się na wszystko na raz?

Dla mnie to lektura do czytania w kawałkach. Teksty są ciężkie, niektóre owszem, świetne, ale mam z nimi jak z serialem Black Mirror, jeden odcinek raz na jakiś czas mi wystarczy. A część tekstów zwyczajnie mnie przerosła, zostawiając z WTF w głowie.

Hmmm, cenna uwaga. Akurat z Black Mirror też tak mam, że oglądam sobie raz na jakiś czas losowy odcinek (i jeszcze kupa przede mną). Dzięki na info, zobaczymy jak będzie. Na szczęście jest jeszcze masa innych rzeczy do czytania :D

Wczoraj wyposażyłem się w niedawno wydaną, reklamowaną także na portalu książkę "Czas pomsty" Macieja Liziniewicza. Jako że akcja powieści ma miejsce w siedemnastowiecznej Rzplitej (i według okładki jest to "powieść historyczna"), oczekiwałem lektury odpowiadającej moim zainteresowaniom

Lektura pierwszej strony doprowadziła mnie do wniosku, że rady dawane na naszym szanownym portalu są całkowicie nieżyciowe, gdyż widocznie poważni, drukowani na papierze pisarze przyjmują zupełnie odmienne rozwiązania. Widać to już w pierwszym zdaniu powieści, które informuje nas o zapisanym cyfrą (!) roku, w którym zaczyna się opowieść oraz serwuje lakoniczny opis pogody. O ile to można jeszcze uznać za odwołanie do klasyki (poza oczywiście cyfrowym zapisem), to gdy zjeżdżamy wzrokiem na dół (pozostając wciąż na pierwszej stronie), widzimy figurujący tam przypis. Zawiera on informację moim zdaniem całkowicie zbędną, bo wiedza, iż jazda kozacka wyewoluowała w pancerną jest dla osoby interesującej się epoką raczej oczywista, a dla poszukiwacza dobrej przygodówki kompletnie niepotrzebna (a w razie czego łatwa do wplecenia po prostu w tekst). Niestety szybkie przekartkowanie książki pokazuje, że przypisów jest znacznie więcej i znajdują się wśród nich tak oświecające uwagi, jak stwierdzenie, że słowa "co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, mnieście uczynili" pochodzą z Ewangelii wg św. Mateusza (nota bene w używanych w XVII stuleciu przekładach fragment ten brzmi inaczej) albo tłumaczenie, cóż po niemiecku znaczy tajemniczy zwrot "Verfluchte Scheiße".

Być może fabuła wynagrodzi te pierwsze zgrzyty, w takim wypadku nie omieszkam o tym zameldować, ale na razie nastawiłem się do książki niestety negatywnie.

PS. Rozbawił mnie za to znajdujący się na tyle okładki diagram, przedstawiający proporcje w zawartości powieści między realizmem, a fantastyką (z przyczyn mi nieznanych określoną jako "fantazja").

To z Mateuszem to akurat jest przypis bo cytat, nie poradzisz, wymagania prawne. Ja też musiałam pozamieszczac...

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Ok, w takim razie w tym wypadku przesadziłem, ale niestety przypisów jest dużo i większość nie dotyczy cytatów ;/

Ale podobno fabularnie bardzo dobra choć brutalna, przynajmniej takie słyszałam opinie bo akurat nie moja tematyka :D

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Wreszcie się zabrałam za “Każde martwe marzenie” Wegnera. I chociaż fanką Wegnera pozostałam, to pierwsze 100-150 stron zmęczyło mnie na tyle, że gdyby to nie ten autor, to ciepnęłabym w cholerę. Postać cesarza, który rozwlekle, wraz ze swoimi współpracownikami, tłumaczy nam politykę Meekhanu – no cóż, naprawdę można było sobie darować taki łopatologiczny, rozbudowany ponad miarę i rozsądek głos z offu, zwłaszcza że wszystko dałoby się zgrabnie wpleść w fabułę.

A już monologi, w których niby wszystko miało zostać powiedziane konkretnie, w żołnierskich słowach, bez zbędnych ozdobników, a które w rzeczywistości przepoczwarzały się w zdania wielokrotnie złożone, z dygresjami i opowieściami o dupie Maryny – no, naprawdę, łatwo nie było.

Na szczęście po tych stu stronach cesarz odzywał się coraz rzadziej.

Tomasz Duszyński, “Glatz”. Naprawdę wciągający retro kryminał, z naprawdę beznadziejnie wykreowanymi postaciami kobiecymi.

Ale najbardziej żenująca jest korekta. Nie mam pojęcia, jak wydawnictwo SQN mogło wypuścić coś takiego. Literówki, powtórzenia, stylistyczne potworki, kompletnie przypadkowa interpunkcja. Czytam i nie mogę wyjść ze zdumienia. Aż sobie sprawdziłam, czy ktokolwiek za tę korektę odpowiada.

Tak. Ktoś to zrobił. Wydawnictwo SQN i Paweł Wielopolski – shame on you. Masakra.

SQN czasami tak ma, jak odkrywają że jest za krótki termin do wydania to z procesu chyba wywalają korektę, też się z tym już u nich spotkałam...

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Widać to już w pierwszym zdaniu powieści, które informuje nas o zapisanym cyfrą (!) roku, w którym zaczyna się opowieść oraz serwuje lakoniczny opis pogody.

No właśnie, lakoniczny.

Akurat daty roczne w narracji prawie zawsze zapisuje się cyframi. I całe szczęście – tak jest po prostu czytelniej. Gdyby jakaś banda zbuntowanych korektorów forsowała tu zapis słowny i żelazną regułę, świadczyłoby to o postępującym zaniku rozsądku w narodzie.

Spójrzmy choćby na zdanie rozpoczynające “Ogniem i mieczem” (co w tym przypadku wydaje się szczególnie na miejscu):

https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/ogniem-i-mieczem-tom-pierwszy.html

Niska jakość korekty? Na pewno nie.

 

Na wszelki wypadek nadmienię, że nie należę do znajomych autora i w żaden sposób nie jestem związany z Wydawnictwem Dolnośląskim. Jednakże po natknięciu się na Twoje niezbyt pochlebne uwagi, Światowiderze, wiedziony ciekawością, przeczytałem początek “Czasu pomsty” (darmowy fragment). Szczerze mówiąc, ja tu widzę przede wszystkim przyzwoitą stylizację i obiecującego protagonistę.

Trochę nie moje klimaty. Znaczy, mam jak Ceterari. Ale na przykład mój tata, który od dziecka jest fanem Sienkiewiczowskiej trylogii – myślę, że tata wsiąkłby w “Czas pomsty” od razu.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

Nowa Fantastyka