- Hydepark: Porady dla debiutantów - Q&A z redaktorem (aktualizacja do pytania nr 32)

Hydepark:

książki

Porady dla debiutantów - Q&A z redaktorem (aktualizacja do pytania nr 32)

Chwilę myślałem, co mógłbym zrobić na stronie, co by Wam się spodobało. I wymyśliłem:

 

Porady dla debiutantów.

 

Prowadzę tego typu prelekcje na konwentach, zainteresowanie spore, a i tutaj pewnie znajdzie się grono osób, które chcą pisać i publikować, ale mają jeszcze dużo wątpliwości, co z napisaną książką zrobić. Rozwiejmy je.

ZASADY:

Każdy z Was może zadać mi pytanie.

W jednym wpisie zadajemy max. 3 pytania. Kolejny wpis z pytaniami można dodać, jak już odpowiem na poprzednie.

Pytania numerujemy – spoglądamy, co było we wcześniejszych komentarzach i dodajemy kolejne numerki. 

Po co? Bo ja będę odpowiadał edytując pierwszy komentarz pod tym wpisem i tam kolejne pytania będą oznaczane numerkami, żeby było wiadomo, na jakim etapie jesteśmy.

Starajmy się w pytaniach być konkretni – żebym nie musiał wypracować w odpowiedzi pisać;)

 

O co możecie pytać? O rynek książki, wydawców i o to, jak to wszystko działa. Rozwiejmy mity.

 

Zapraszam,

Marcin Zwierzchowski

“NF”

 

PS Wprowadziłem nowość – w tytule wpisuję, na które pytanie jako ostatnie odpowiedziałem, żebyście juz po tym widzieli, czy była aktualizacja.

 

PPS Okazało się, że chyba komentarze mają limit znaków, który przekroczyłem. Dlatego część odpowiedzi przekleję tutaj, a część zostawię w pierwszym komentarzu.

 

ODPOWIEDZI:

 

1. Czy lepiej spróbować się wbić do wydawnictw z tomem opowiadań, czy z powieścią?

 

Powieść. Rynek nie lubi zbiorów opowiadań. Zawsze sprzedają się gorzej niż powieści, czytelnicy takie rzeczy “wybaczają” tylko znanym autorom. Chyba, że mowa o zbiorze opowiadań w jednym świecie, jak np. “Nocarz” czy “Kłamca” – to przejdzie łatwiej. Poza tym opowiadania lepiej wykorzystać do promowania siebie i publikować w różnych miejscach.

 

 2.Co z robić z powieścią, gdy brak odzewu wydawnictw? Opublikował ją już tutaj i myślę nad jakąś formą self-publishingu. Jakieś wskazówki, jak dobrze to zrobić i trafić do jak największej liczby odbiorców?

 

Po pierwsze – wydawcy mają co czytać, więc dajcie im trochę czasu na odpowiedź. Przeczytają, bo to ich praca i naprawdę to robią, ale to może potrwać. Najlepiej dzwonić i się upominać, gdy minie zadeklarowany przez nich czas oczekiwania. Jeżeli jednak odpowiedzi nie będzie bardzo długo – książka jest zbyt słaba. I trzeba to do siebie przyjąć. Albo napisać nową, albo tę napisać od nowa. Trzeba mieć świadomość tego, że nie jest się nieomylny.

Self-publishing? Nie. NIE. Na pewno nie za pośrednictwem “wydawców”, którzy biorą od was pieniądze za druk. Oni nie zagwarantują wam promocji i dystrybucji na odpowiednim poziomie, więc do czytelników nie dotrzecie. Jak już, lepiej zrobić z książki e-booka i rozdawać za darmo w sieci – nie zarobicie, ale może dotrzecie do czytelników, którzy dadzą wam rady, ale też zapamiętają wasze nazwisko, gdy już coś wydrukujecie. No i – jeżeli książka będzie naprawdę genialna, możecie z tymi opiniami spróbować iść znowu do wydawców. Wiele amerykańskich bestsellerów zaczynało na Amazonie, by potem ukazać się w druku.

 

3.Co zwraca uwagę przykładowego redaktora na opowiadanie: forma/język, pomysł, kompozycja treści, bohaterowie, coś jeszcze? Innymi słowy: czy opowiadanie MUSI być oryginalne?

 

Zdefiniujmy “oryginalność”. Jeżeli napiszesz historię drużyny idącej do krainy Rodmor, by wrzucić Naszyjnik Zła to wulkanu... to masz szansę być opublikowanym. Ale musisz być cholernie, cholernie dobrym. Zasada jest taka: liczy się jakoś tekstu, prowadzenie historii, styl, bohaterowie. Można pisać świetne rozrywkowe teksty, które stanowią powtórzenie utartych schematów, ale tak dobrze się je czyta, że to się nie liczy. Przecież Robert M. Wegner w “Opowieściach z meekhańskiego pogranicza” nie wymyśla praktycznie niczego nowego – ale jest w pisaniu tak pieruńsko dobry, że na to nie zwraca się uwagi. 

Nie zafiksowujcie się na szczegółach. Nie traćcie energii na wymyślanie na siłę nowego systemu magii czy nowej rasy, tylko po to, żeby “bć oryginalnym”. To fajne smaczki, jasne, jak macie pomysł – tylko na plus. Na pierwszym planie ma być jednak dobra historia, a nie pierdoły. A taki tekst nawiązujący choćby do klasyki gatunku też może być świetny – osobiście w “Wydaniu Specjalnym” puszczam dużo opowiadań pisanych a la Złota Era fantastyki, czyli połowa ubiegłego wieku. I to się podoba. Bo to dobre teksty. Pal sześć, że nie ma tam nowych Obcych.

 

4.Jeżeli opowiadanie “rozlewa” się poza zwyczajowy, redakcyjny limit objętości – co może spowodować, że zostanie przeczytane? (trochę w nawiązaniu do poprzedniego pytania)

 

Ten limit to wskazówka, a nie warunek konieczny. Jeżeli napiszesz super tekst, a będzie strasznie długi, to Michał go kupi i albo poprosi mnie o zrobienie mu odrobiny więcej miejsca w numerze, albo podzieli tekst i puści w dwóch numerach. Nikt normalny nie odrzuci dobrego opowiadania bo to nie mieści się w limicie znaków;)

A przeczyta zostanie na pewno, o ile jest opowiadaniem – bo zdarzali się tacy, co wysyłali powieści na 300 000 znaków, nazywając je opowiadaniami.

 

5.EDIT: czy short story na rynku anglojęzycznym jest bardziej popularne niż w Polsce i czy trudno “zrobić” dobre tłumaczenie tekstu na angielski /EDIT (zmieniłem pytanie)

 

Tak, w Stanach opowiadania są bardziej popularne niż w Polsce. Nie tak, jak kiedyś, bo teraz wszyscy tylko “książki, książki, książki”, ale np. taki Ted Chiang jest gwiazdą fantastyki, a pisze wyłącznie krótkie teksty.

Tłumaczenie – trudno. Potrzeba ci native speakera (czyli kogoś, dla kogo angielski jest pierwszym językiem), który zna polski. Takich osób jest mniej, niż Polaków znających angielski. Choć to sytuacja idealna – można tłumaczyć i dla pewności puścić przez anglistów. Ujdzie.

 

6.Czy gotową pracę wysyłać jednocześnie do jak największej liczby wydawnictw zainteresowanych danym typem literatury? Podejrzewam, że tak, ale chciałbym potwierdzenia. Lub wyraźnego zaprzeczenia. ;

Słać, gdzie się chce. Wysłanie to żadna umowa, więc możesz robić, co chcesz. Nawet i do 100 wydawców wysłać. Ale jeżeli ktoś kupi twoją książkę, warto dać tym 99 znać, żeby nie czytali już druku.

 

7.Ktoś wysyła powieść/zbiór opowiadań do wydawnictw, ale nie opublikował nigdzie żadnego opowiadania; czy, przy teoretycznie takiej samej jakości wysłanych tekstów, autor mający CHOĆBY JEDNO opowiadanie opublikowane w periodykach (drukowanych lub online) ma ZNACZNIE większe szanse na wydanie własnej książki? Czy też wydawnictwa i tak głównie patrzą na jakość nadesłanych materiałów?

 

Fakt, że wcześniej coś się wydrukowało nie ma znaczenia w ocenie nadesłanego tekstu. Jasne, może cię wepchać wcześniej w kolejkę, bo np. gdybym ja dostał rok temu powieść Radka Raka, to bym czytał od razu, nie każąc mu czekać. Bo wiem, że jest dobry. Ale tekst i tak musi się bronić.

A kiedy ma wpływ na samo wydanie książki? Jeżeli publikowało się sporo i ma się dobre opinie – jeden tekst to mało, ale miej 10 opowiadań publikowanych tu i ówdzie – przecież ty tym promowałeś swoje nazwisko, dałeś się poznać i dotarłeś do grupy, która lubi twoje opowiadania (jeżeli mają dobre oceny) i może być zainteresowana książką. To marketingowy plus.

 

8.Jeśli ktoś startuje do wydawnictw z powieścią, która nie mieści się w jednym tomie (nie, nie chodzi o mnie, póki co pytania są czysto teoretyczne) i posiada napisaną pierwszą część, i w miarę rozplanowane kolejne – czy ma znacznie mniejsze szanse niż ten, kto wysyła od razu jednotomową, krótszą lecz zamkniętą całość?

 

Trudna kwestia. Bo generalnie powieść-zamknięta to rzecz dobra dla debiutanta – twoją pierwsza książka musi skusić do ciebie czytelników, którzy cię nie znają, a takim łatwiej będzie podjąć ryzyko, jeżeli będą wiedzieć, że dostają od razu całość, a nie kawałek, gdzie będzie trzeba płacić za resztą, która ukaże się albo i nie.

Z drugiej strony – jeżeli powieść jest dobra to kolejne części są wskazane, bo zadowolony czytelnik będzie chciał więcej i kupi więcej.

Jeżeli masz całą serię, to redaktor musi w ciebie uwierzyć, że będzie na tyle dobra, że czytelnicy po przeczytaniu tomu 1 będą chcieli więcej.

 

bez numerka: Seth, jak ja wysyłałam swoją powieśc to od przynajmniej trzech wydawnictw dostałam info, że dziękują, ale debiutantów nie wydają. To było zanim opublikowałam gdziekolwiek cokolwiek, ale wysnułam sobie teorię, że raczej nie kierowali się jakośćią powieści a pustym CV :)

 

Tak, są tacy. Bo promowanie debiutanta to ciężka sprawa. Więc niektórzy programowo wolą tego nie robić. Skąd więc mają autorów? Podkupują od innych, gdy ci już kogoś wypromują.

Generalnie jednak bardzo często ukazują się książki totalnych debiutantów. Więc nie trzeba mieć czegoś w CV, by wydać.

 

9.Jaki rodzaj fantastyki najchętniej jest przyjmowany? Sf? Fantasy? Epickie? Hard SF? Realizm magiczny? Odpowiedź, że najchętniej przyjmowana jest dobra literatura nie satysfakcjonuje mnie.

 

Fantasy. Najlepiej epickie, takie tolkienowskie albo wiedźmińskie. Bo to wpasowuje się gładko w czytelnicze gusta. SF czy hard SF to raczej strzały w stopę, bo tylko Dukaj coś sprzedaje u nas. Realizm magiczny – jasne, ale wtedy nie wydawaj tego jako fantastyki, tylko jako magiczną opowieść o miłości. Sprzedasz nawet więcej, niż fantasy.

 

10.Czy występują odwrotne sytuacje, to znaczy takie, w których wydawnictwo samo zgłasza się do autora z zapytaniem, czy chciałby (i miałby co) u nich publikować? Czyli że ktoś gdzieś wypatrzył nasze opowiadanie albo książkę wydaną w innym wydawnictwie i jeśli odbiła się szerokim echem – chce “przeciągnąć” do swojej stajni.

 

Tak. Jeżeli narobisz szumy, np. będąc nominowanych do jakiejś nagrody, to ktoś może się do ciebie zgłosić. Choć osobiście nie liczyłbym na to bardzo – redaktorzy selekcjonujący prozę mają sterty powieści nadesłanych do przeczytania i raczej rzadko sami szukają czegoś.

Natomiast zmiana barw, gdy wydało się pierwszą ksiązke i ta była dobrze przyjęta to rzecz powszechna. Wydawcy co chwile od siebie podkupują.

 

11.W polskim filmie istnieje możliwość takiej formy umowy, gdzie scenarzysta przedstawia producentowi lub jakiejś instytucji zajmującej się dofinansowywaniem, założenia filmu, który chciałby napisać. Jeżeli producentowi lub instytucji rzecz się podoba, umawia się ze scenarzystą na zapłatę za dzieło z góry, dzięki czemu ten nie musi pracować i może skupić się na pisaniu scenariusza i ma na to powiedzmy rok. Czy w świecie książek też jest możliwy taki układ?

 

Tak. Ale nie dla debiutanta – to wydawcy robią w przypadku największych autorów, twórców bestsellerów, którzy już mają ugruntowaną pozycję. Albo celebrytów – płaci się z góry, żeby podpisać umowę i żeby taka książka na pewno do nas trafiła. Bo jeżeli np. jesteś Szczepanem Twardochem zaraz po zdobyciu Paszportu Polityki, albo Zygmuntem Miłoszewskim piszącym nowy kryminał, to wydawca wie, że na tobie zarobi – szum będzie taki, że to się sprzeda, niezależnie od jakości. Dokładnie tak działają książki celebrytów – treść jest tam mało ważna, więc można płacić z góry, bo płacisz “za mordkę” i to ona sprzeda egzemplarze.

Ewentualnie może tak byc, jeżeli jesteś autorem piszącym kolejną książkę dla danego wydawcy – jeżeli poprzednie sprzedały się przyzwoicie i wydawca cię zna i wierzy, że dostarczysz dobry materiał, to zapłaci ci z góry.

Młodzi i nieznani mogą walczyć o stypendia.

 

12.Podobno rozpoczęcie powieści prologiem działa na wydawców wyjątkowo zniechęcająco. Prawda to?

 

To nie reguła czy coś. Po prostu prolog to kiepska rzecz, artystycznie. Bo autor robi w nim najczęściej wykład z historii świata, którego czytelnik nie zna i nie może się nim przejmować. Prolog mozna, ale jako normalną scene, a nie pompatyczną przepowiednię, wykład historyczny czy coś w tym stylu. Zobacz, jak to zrobił Martin w “Grze o tron” – tak duży świat, a on nie bawi się w wykłady, tylko dawkuje wiedzę w kolejnych rozdziałach i książkach. I dobrze.

Może zamiast zanudzać kogoś wstępem do mitologii lepiej uderzyć jakąś mocną sceną, żeby zaangażować i zaciekawić czytelnika. Potem można mu przekazywać wiedzę.

 

13.Jak z reguły wygląda sprawa finansów w relacjach wydawca – debiutant? Ile procent? Od czego dokładnie? Kiedy? itp. ;)

+

Na co również w relacjach wydawca – debiutant trzeba uważać? Jakie kwestie w ewentualnej umowie mogą wyglądać niegroźnie, a okazać się brzemienne w skutki?

 

Bywa różnie. Autor zazwyczaj może liczyć na ok. 5-10% od ceny okładkowej. Ale najpierw dostajesz zaliczkę – tutaj też bywa różnie.  Ale powiedzmy, że ok. 2000 zł. I działa to tak: książka się sprzedaje. Jeżeli sprzeda się mało, tak, że ty powinieneś dostać 1000 zł, to nie zwracasz 1000 zł z zaliczki. Jeżeli książka się sprzedaje dobrze i z procentów należy ci się 2500 zł, to dostaniesz przelew na kolejne 500 zł. Trochę jednak poczekasz, bo czy się sprzedała rozlicza się raczej kwartalnie.

Druga część pytania to zaś temat rzeka. Generalnie wydawca to przyjaciel autora, bo chce sprzedać jego książkę (dlatego self-publishing, gdzie autor płaci za druk książki, to zło – wydawca nie jest twoim przyjacielem, bo zarabia na tobie, a nie z tobą). I generalnie wydawca ma więcej doświadczenia w kwestii książek niż autor. Wypada więc ufać. Ale tak naprawdę wszystko zależy od odpowiedzenia sobie na pytanie: Chcę wydać książkę, czy chcę wydać książkę po swojemu?

To drugie oznacza, że chcesz mieć kontrolę nad tytułem i okładką, na ten przykład. Oznacza to też, że możesz książki nie wydać, bo wydawca się na to nie zgodzi. Trzeba się z tym liczyć i przeanalizować priorytety.

W umowie zwróciłbym uwagę na:

– prawa do książki (autor ma zachować, wydawca kupuje na kilka lat)

– kwota zaliczki, sposób jej rozliczania (w tym terminy)

– procent od okładki, sposób rozliczania (w tym terminy) + jak będą raportować ci o sprzedaży

– kto decyduje o okładce? o tytule? czy autor może odrzucać zmiany wprowadzane przez redaktora?

– czy wydawca musi wydać książkę w określonym czasie? (żeby nie przeciągać przez lata)

+można tez od razu zadbać o doprecyzowanie, że książka ma mieć budżet promocyjny na takim a takim poziomie; że mają być egzemplarze wysłane do dziennikarzy

+można doprecyzować, czy autor ma coś do powiedzenia w kwestii kształtu działań promocyjnych

 

Te dwa ostatnie to coś dla osób doświadczonych, znających się na rynku. Generalnie nalezy w kwestiach wydawniczych i marketingowych ufać wydawcy. Bo się zna.

 

14.Czy jeśli docelowo chcemy zostać autorem fantastyki, to próbować przebić się z powieścią obyczajową, żeby wydać cokolwiek i udowodnić, że umiemy pisać, czy też od razu celować w nasze dzieło życia? Innymi słowy – czy taka powieść obyczajowa (zakładając, że odniesie oszałamiający sukces) pomoże nam, czy zaszkodzi poprzez zaszufladkowanie?

 

Takie podejście zakłada, że wspomniane powieści obyczajowe byłby naprawdę dobre. Jeżeli zaś ktoś umie pisać dobre powieści, to niech pisze to, co lubi, co chce pisać, a nie bawi się w taktykę skoków w bok. No chyba, że czyimś talentem jest pisanie obyczajówek – w takim razie radze zostac przy nich i robić to, w czym jest się dobrym, a fantastyką cieszyć się jako czytelnik.

Grochola – gdyby Grochola napisała powieść fantasy, taką z mieczami, smokami i w ogóle, to byłby to promocyjny samograj, bo media rozpisywałby się o tym soku w bok, tak jak pisały o przejściu Rowling od fantastyki do obyczajówek i kryminałów. Co zaś do fanów – Grochola na pewno ma wierną grupę, ale raczej tematyka by część zraziła. Rozgłos medialny pozwoliłby jednak odrobić straty. 

 

15.Napisałeś “Młodzi i nieznani mogą walczyć o stypendia” – przybliżysz temat? Mam na myśli oczywiście stypendia literackie.  Wiem, że odpowiednie info można znaleźć na stronie ministerstwa, ale może masz wiadomości z pierwszej ręki: kto może się o nie starać, jakie są warunki otrzymania i – dla mnie najciekawsze – czy ktoś z fantastycznego poletka takie stypendium kiedyś otrzymał?

 

Sam się nie starałem, więc szczegółów nie znam, ale wiem, że przynajmniej kilku polskich twórców fantastyki dostało pieniądze na pisanie książki. Choćby Orbit – informacja o tym jest zamieszczona w “Szczęśliwej ziemi”. Tutaj trzeba się pokazać jako autor przede wszystkim zdolny, zebrać rekomendacje od redaktorów i można się starać o kasę.

Komentarze

obserwuj

ODPOWIEDZI:

 

16.Wrócę jeszcze na chwilę do self-publishing. Jak sprawa ma się z wydawnictwami oferującymi... nie wiem, jak to ująć: half-self publishing? W każdym razie chodzi mi o wariant wydania powieści, w którym autor dzieli koszty przedsięwzięcia na pół z wydawcą (Novea Rebis, Psychoskok). Pozornie to rozwiązanie wydaje się bardzo interesujące, bo autor dostaje większy procent ze sprzedaży książki niż podczas wydania tradycyjnego (40-45% ceny detalicznej, nie okładkowej), finansowo wychodzi go to o wiele lepiej niż zwykły selfie, no i – co najważniejsze – wydawca również ponosi pewne ryzyko finansowe, więc, teoretycznie, MUSI się postarać o dobrą promocję powieści. Jak to jednak wygląda naprawdę?

 

To jest to, co opisałem. Bo to żaden hal-self publishing. To jest self publishing, ale za druk ksiązki cię strasznie drogo kasują. Dają więcej procent? Jasne – bo oni nie zarabiają na sprzedaży książek, ale na opłatach od autorów. To ci moga i 70% oferować. I co ci z wyższego procentu od sprzedaży, skoro sprzedasz tyle, co nic? Bo tak wyglądają realia.

Wydawca ponosi ryzyko? Nie, raczej nie. Jak bierze od ciebie 6000 zł za druk 500 egz., to już za wszystko zapłaciłeś. A kolejnej ksiązki wydac komuś nie chcieli, bo może była mowa o tym, że pierwszą koleżanka sfinansuje, a kolejne już oni sami, jeżeli się sprzeda? Zaskoczenie – nie sprzedało się.

Odnośnie tego projektu na PolakPotrafi.pl – no właśnie tak to wygląda. Nie zwraca się uwagi na poziom książki. Taki autor dostaje odpowiedź, że tekst super, ale wydanie to ryzyko i musi kasę uzbierać. Ściema i żerowanie na marzeniach.

 

Czy znacie jakieś konkretne wydawnictwo, które wyda książkę i zagwarantuje jej dystrybucję, gdy ja pokryję koszty druku i przygotowania do druku?

Jak sprzedają się dzisiaj książki przygodowe?

 

Nie idź tą drogą. Wydawcy, którzy to oferują wydrukują ci książkę i tyle. Promowac możesz sam? Nie. Bo takich wydawców nie traktuje się poważnie – recenzenci doskonale wiedzą, że to naciąganie autorów, a nie publikacje warte oceny. Lepiej przebij się do tradycyjnego wydawcy i jak już normlanie wydadzą ci książkę, to sam z siebie wykup jakieś reklamy, jeżeli chcesz rozgłosu.

Plan “Wydam książkę za własną kasę i nie będe już debiutantem” jest kiepski. Do mnie tacy autorzy się zgłaszali. I? Myslisz, że inaczej ich traktowałem, bo ktoś im wydrukował ksiązkę? Poza tym – co pokażesz? Że twoja pierwsza książka się ukazała, ale nikt jej nie kupował.

Nie idź tą drogą. Chcesz chwały i żeby ludzie cię czytali? Napisz dłuższe opowiadanie, wydrukuj je w postaci folderku i dogadaj się z Pyrkonem, żeby rozdawali je konwentowiczom.

 

18.Załóżmy, że tworzę sobie jakieś tam opowiadania osadzone w pewnym świecie, z pewnymi bohaterami, i one sobie funkcjonują beztrosko powrzucane w internety. I wpadam na pomysł, żeby napisać osadzoną w tym uniwersum, z tymi bohaterami – powieść. Czy fakt, że jakieś powiązane z nią opowiadania już istnieją w necie, może na wydawcę podziałać zniechęcająco?

 

Nie powinno. Ważne byłoby, żeby jednak większość ksiązki to były rzeczy niepublikowane. Część może sobie jednak wisieć w sieci – taka promocja. Jak jeszcze wokół tekstów był ruch to tym lepiej.

To samo dotyczy rozszerzenia pytania od Sethraela – jak np. 3 teksty wisza w necie, to dopisz 5-10 kolejnych i pokaż wydawcy pakiet. Nie powinno być problemów.

 

19.Jaka mniej więcej grubość powieści (liczba znaków czyli) jest tą najbardziej neutralną, by nie była ani zbyt gruba, ani zbyt nowelkowa? Jest jakiś oczekiwany górny-dolny limit?

 

Nie powinienem na to odpowiadac, bo wyjdzie, że będziecie pisać powieści pod liczby znaków. Piszcie tak, żeby były dobre.

Ale... jak coś wysyłacie, to to ma byc powieść. 200 000 znaków to imho jakieś minimum, bo książka musi mieć swoją objętość. 1 mln znaków to zaś już kolubryna. Pewnie z punktu widzenia wydawcy idealne to 400-700k znaków.

 

+Ocho, każde wydawnictwo zaznacza też, że musi to być tekst nie przedstawiany dotąd innym wydawcom. Gdybym zamierzał trzymać się sztywno tego wymogu, pierwszej publikacji doczekałbym się pewnie dopiero po śmierci. 

 

Że co? Kto taki mądry? Przecież to oczywiste, że autor śle w różne miejsca. Inaczej by musiał z dekadę poświęcić na czekanie kolejno na odpowiedzi od kilkunastu wydawców.

 

20.Będzie długie, bo kilka osób dopytywało:

Ok, dla selfpubu mamy oddzielny krąg piekielny. A co z ebookami? Koszty książki elektronicznej są znikome, więc wydawałoby się, że to całkiem interesująca opcja dla debiutantów. W zasadzie płacimy jedynie za korektę, formatowanie... no i reszta forsy zostaje nam na promocję.  Czy może jednak się mylę?

+ Zakładając, że wydanie ebooka nie jest czystym złem – jak wygląda dystrybucja? Powiedzmy, że chciałbym, aby mój ebook był dostępny na publio czy podobnej stronie – ile może mnie to kosztować (czy to jednorazowa opłata, czy jakiś % od każdej sprzedaży) i czy w ogóle jest szansa, że zechcą go u siebie udostępnić?

+ Czy wiadomo, jak wygląda popularność takich e-booków, wydanych przez debiutantów i sprzedawanych za symboliczną kwotę? Czy jest szansa dotrzeć do większej ilości czytelników, czy jest to – eufemistycznie rzecz ujmując – bardzo niszowa sprawa?

+To ja się też dołączę – ebooki mogą  być sprzedawane za symboliczną kwotę, albo darmowe. Czy takie darmowe mają szansę trafienia do czytelnika? Czy ściągane są chętniej, bo “to za darmochę”, czy raczej użytkownicy “internetów” unikają tego typu publikacji, bo “za darmochę to jakiś badziew”?

 

Trudna sprawa. Bo generalnie rynek e-bookółw w Polsce się rozwija, ale wciąż jest mały i sprzedaje się raczej to, co się sprzedaje na rynku klasycznym. Choć i tak niedużo – znak przykłady bestsellerowych autorow, których ebooki są wydawane “dla chwały domu”, bo rozchodzą się w śmiesznych ilościach.

Tak więc to. A my tu mówimy o debiutantach – nie liczcie na sprzedaż na jakkolwiek zadowalającym poziomie. Nie macie po prostu jak promować takiego czegoś, chyba, że własnymi siłami. Bo prasa zignoruje takie samodzielne wydawnictwo. Czytelnicy w dużej mierze też.

Jak więc to zrobić? I jak traktować? IMHO tylko jako promocję własnego nazwiska. A jak trafić do czytelników? Wiecie, nikt was nie będzie chciał nawet za darmo, jeżeli jakoś was nie pozna – przydałoby się opublikować gdzieś jakieś opowiadania. Bo jeżeli one zbiorą dobre recenzje, to można choćby do BookRage iść, że dorzucicie się do pakietu, żeby się na was poznano. Albo dać takie coś publio – ale oni wezmą, jak nie będziecie anonimowi.

Dystrybucja – płacić nic raczej nie trzeba, po prostu jest marża od sprzedaży. Z 50-60%.

Generalnie self-pub to zło, ale ebooki nie są wiele lepsze pod względem dotarcia, no bo i tak czytelnik musi jakoś poznać, żeby ściągnąć za symboliczną kwotę czy za darmo. Bo jesteście debiutantami.

Przykro mi, ale nie ominiecie bycia debiutantem puszczając coś byle gdzie na własną rękę. Mam wrażenie, że niektórzy z was próbują to przeskoczyć, bo nie mogą wydać tradycyjnie. A może tak ma być? Może musicie pracować nad tekstami i nad sobą, zamiast dumać nad wydaniem tego, co napisaliście i zostało odrzucone? Nie fiksujcie się na jednym dziele. Skoro zostało odrzucone – piszcie następne.

Pisma i prasa się przydają – bo dają wam wsparcie i mówią czytelnikom: To jest ktoś, na kogo stawiamy. Bez tego jesteście tylko jedną osobą w tłumie.

 

21.Pytania z gatunku fantastyka – historia. Dla jasności: nie pytam o powieść historyczną.

Jak taki gatunek należy widzieć poprzez optykę: debiutant, nie jest to za wysoka poprzeczka?

Wprowadzone elementy historyczne (nie pytam o tło takim jak jest średniowieczna codzienność czyt. miecze i łuki lecz pytam o konkretne fakty i osoby, które niekoniecznie są znane powszechnie; np. tajni agenci) powinny być rzetelnie oddane, czy warto np. rozwijać i poszerzać je fabularnie i przekształcać jak plastelinę?

Nieco wynikające z powyższego: Historia osadzona w przeszłość np. XIX wiek powinna być przesiąknięta daną opoką i przedstawiać ją w wyraźny sposób czy niekoniecznie? 

Czy warto dodawać przypisy – końcowe –  czy raczej pozostawić pewne niejasności ciekawości czytelnika? 

 

Przykro mi, ale nie udzielę na te pytania uniwersalnej odpowiedzi. Bo nie ma takiej. Dla jednego pisarza działa jedno, dla drugiego drugie. Wszystko zależy od tego, jak swoje podejście zamienisz w tekst. Nawet kwestia przypisów zależy od tekstu.

 

22.Czy to w ogóle dobry pomysł – tak po prostu napisać powieść i rozsyłać po wydawnictwach, gdy jest się debiutantem? Spotkałem się kiedyś z opinią, że w Polsce, choć większość początkujących właśnie tak robi, takie działanie jest z góry skazane na porażkę i nie ma sensu. Jeśli tak, to jak można, że tak to ujmę, zaistnieć? Innymi słowy: skąd w ogóle biorą się czytywani autorzy powieści? Czy oni wszyscy zaczynali od rozsyłania gotowych powieści po wydawnictwach?

 

Zależy od powieści. Generalnie jednak – jak najbardziej można zadebiutować tą drogą. Pokutuje przekonanie, że jest to niemożliwe, bo mnóstwo osób powieści rozsyła i mnóstwo otrzymuje odmowne odpowiedzi. Ale tak powinno być, bo napisanie dobrej powieści to nie lada sztuka i mało komu się udaje. Tak więc mało kto powinien publikować.

Nie ma jakiejś zasady, że nie publikuje się debiutantów. Może i niektórzy wydawcy tego nie robią, ale większość czyta nadsyłane propozycje. Znam przykłady absolutnych debiutantów, którzy publikowali książki, to nic szczególnego. Znajdą się tacy, którzy tą drogą sprzedawali dziesiątki tysięcy egzemplarzy.

Praca na nazwisko poprzez opowiadania czy publikacje publicystyczne bardzo pomaga, ale to nie wymóg. 

 

23. Czy warto wysyłać swoje teksty do agentów literackich, którzy nie pobierają żadnych opłat, a ich zarobek to procent z ewentualnej sprzedaży książki? Np. http://macadamialit.pl/ ?

 

Trudno mi powiedzieć, nie wiem, jak na zgłoszenia od agentów reagują inni redaktorzy. Ja byłem sceptyczny, bo zgłaszali się do mnie, podsyłali propozycje, chwalili w niebogłosy, a tymczasem okazywało się, że dostawałem w najlepszym razie tekst przeciętny. Jest ot jakaś opcja, może jak przeczytają, to podzielą się uwagami, ale nie powiem na pewno. Chyba jednak nie zaszkodzi.

PS Macademia na swojej stronie ma napisane, że nie “szuka fantasy i sci-fi zrozumiałem tylko dla zatwardziałych fanow gatunku”, cokolwiek to znaczy.

 

24. Pytanko o horrory s-f w stylu "Obcego". Jak to wygląda z popytem na tego typu literaturę? Czy obecnie na tle innych gatunków stosunkowo łatwo , czy jednak trudniej przebić się z takim materiałem do publikacji? Pytam z tego względu, że od jakiegoś czasu nie sposób natknąć się na dzieła wpasowane w ten profil, a w tym kierunku chciałbym z potencjalną książką ruszyć.

 

W stylu “Obcego”? Literacko trudno takie coś zbudować, może dlatego. Ale generalnie też mało jest na rynku SF, więc tu bym upatrywał przyczyn. A jak ksiązka dobra, to się oborni, niezależnie od gatunku. Niekoniecznie dobrze się sprzeda, ale krytycy docenią;)

 

25. Kwestia technikaliów w tekście. Jak to wygląda od strony redaktorskiej – czy rzeczywiście źle zapisane dialogi  i przecinki w niewłaściwych miejscach (załóżmy, że oba nie występujące w jakichś nadmiernych ilościach) dyskwalifikują tekst w oczach wydawcy?

Rzecz jasna mówię tu o przypadku w którym tekst sam w sobie jest wystarczająco dobry do publikacji, ale pod tymi dwoma względami kuleje.

 

Nie dyskwalifikują. Zdarzało mi się robić korektę opowiadań do działu polskiego “NF”, często czytam książki polskich autorów z egzemplarzy przed redakcji i wiem na pewno – wszyscy walą byki. Niektórzy uznani autorzy tyle, że byście się zdziwili. Generalnie chodzi o to, że przecinek to żaden problem, bo go wstawić to ułamek sekundy – jeżeli tekstu nie trzeba przepisywać od nowa, poprawiając, to małe błędy wychwyci korekta i redakcja. Od tego są.

Dialogi – niech będą czytelnie oznaczone i będzie ok.

 

26. Dlaczego tak znikoma ilość polskich autorów trafia na rynek anglojęzyczny? Wydawałoby się, że nawet “nasze” fantasy stoi na wysokim poziomie (vide przywołany Wegner). Czy problemem jest duża konkurencja, tłumaczenia, “niewyrobione” tam nazwisko, nieprzetłumaczalne różnice kulturowe w tekstach, inne powody?

 

Brak tłumaczy. Potrzebny ci nie Polak znający angielski jako drugi język, ale najlepsza opcja to ktoś, dla kogo angielski jest pierwszym językiem, a polskiego się nauczył. Jak myślisz – sporo jest takich tłumaczy? Nope.

 

27.Wyobraźmy sobie na chwilę, że jestem anglojęzycznym czytelnikiem. Gdzie powinienem iść, oprócz tor.com, żeby przeczytać naprawdę dobre opowiadanie do mojej szklanki przedniego ale/nędznej gorzały/ulubionej “wódy na rudych myszach”?

 

Tor.com to w ostatnich miesiącach faktycznie najlepsze źródło – mają tam nosa do teksów. Ja sam często kupuję także opowiadania publikowane w Clarkesworld, Strange Horizons, całkiem często z Beneath Ceasles Skies, okazjonalnie z Lightspeed Magazine. Poza tym sporo dobrego SF jest w Interzone, Asimov’s, no a przede wszystkim trzeba antologie – polecam wybory Jonathana Strahana, Johna Josepha Adamsa, Lou Andersa i Gardnera Dozoisa.

 

28: A co z autorami, którzy mimo polskiego pochodzenia są w angielskim tak płynni, jak sami Anglicy – czy zdarzały się przypadki, żeby Polak sam przetłumaczył swoją powieść na język angielski albo napisał ją w całości po angielsku, poszedł z tym do wydawnictw i został wydany? Powiedzmy, że odpowiedź “Tak, Joseph Conrad” mnie nie zadowala – pytam o obecne realia :)

 

Nie znam takich. Nie-Polaków za to na pączki, mnóstwo autorów z innych krajów pisze po angielsku i publikuje.

 

29.Moja koleżanka (hehehe) rozesłała powieść do wydawnictw ale nie otrzymała odzewu. Część podziękowała “ale nie”, inni w ogóle zbyli milczeniem. Czy jest sens, żeby koleżanka poprawiała powieść i po roku, dwóch, podesłała ulepszoną wersję ponownie? Czy ktoś się zorientuje w ogóle, że gdzieś to już widział?

 

Odpowiedź: Jest sens. Jak najbardziej. Ale polecam otwarcie napisać, że powieść została już odrzucona i teraz dosyłasz po poprawkach. I opisać te poprawki. Bo jeżeli zrobi się to dobrze, pokaże, że w dojrzały sposób spojrzało się na tekst i go ulepszyło, to może zaplusować.

 

30.Polska, dziki kraj między Bugiem a Odrą, z ponoć dramatycznym poziomem czytelnictwa. :-) Ok, ok, nie dramatyzujmy jak Mirmił... Jaki jest, patrząc na ostatni okres (lata 2010-2015), normalny nakład debiutu, “dobry” nakład, nakład-sukces i nakład-wielki sukces? Z tego co kojarzę, trylogia husycka Sapkowskiego to był chyba nakład rzędu 50 000 – i czy to była, jak na nasze, polskie warunki, olbrzymia liczba?

 

Średni nakład książki beletrystycznej w Polsce to 2000-3000 egz. Nakład debiutu? A jak to porównywać? Nakład zależy w dużej mierze od tematyki i gatunku, a nie autora. Bo jak ktoś debiutuje powieścią SF, a ktoś powieścią kobiecą, to ten drugi będzie miał więcej.

Sukces? Jak sprzedasz, jako debiutant, 5000 egzemplarzy, to się wydawca ucieszy. Normalnie 10 000 to już bardzo dobry wynik. Hity mają po 50k w górę, a taki “Grey” to po 300-400 tys. każdego tomu.

 

31.Dla odmiany  będzie nie o pisaniu, ale o tłumaczeniu literatury. Nawiązując do pytania 26: Czy dotkliwy brak dobrych, dwujęzycznych tłumaczy dotyczy tylko rynku angielskojęzycznego? Pytam, bo sam mam takie szczęście\pecha (zależy pod jakim kątem patrzeć), że wychowałem się w mieszanej rodzinie, z tego powodu mam dwa języki ojczyste (polski i niemiecki), do szkoły chodziłem po kilka lat w dwóch krajach, na studia też,  i w sumie jestem native speakerem w obydwóch językach. W piśmie i mowie. Nawet w mowie nie mam akcentu ani polskiego, ani niemieckiego. I byłbym bardziej zainteresowany tłumaczeniem, niż pisaniem własnych tekstów. Fakt, że niemieckojęzyczny rynek jest dużo mniejszy od angielskiego. Ale z drugiej strony, to jest i tak większy od polskiego. Podsumowując: czy moje umiejętności można spożytkować na rynku literackim (i jeżeli tak, to gdzie się na początek zwrócić: wydawnictwa, pisma, autorzy? Przydam się raczej w Polsce, czy w Niemczech\Austrii\Szwajcarii ?), czy sprawa dotyczy tylko angielskiego?

 

Z tłumaczami na niemiecki jest chyba łatwiej, choć sam danych nie mam. Ale tłumacz z polskiego na inny język to zawsze pożądane “dobro”, bo mały odsetek obcokrajowców mówi po polsku.

 

32.Chciałam zadać pytanie na temat wydawnictw. Mianowicie chodzi mi o to, komu najbardziej zależy na debiutantach/jest najbardziej otwarty? Gdzie w ogóle warto przesyłać teksty? Oczywiście chodzi mi o fantastykę. 

 

Generalnie mało który wydawca jest całkowicie zamknięty na debiutantów. Sporo osób tak myśli, ale to dlatego, że aspirujący pisarze oczekują, że wydawcy będą raz w tygodniu debiutanta publikować. Nie. Co jakiś czas jednak publikują, a uzależnione to jest od... debiutantów i tego jak piszą.

Do którego wydawcy słać? To zależy od książki, od tematyki. Bo najlepiej słać tam, gdzie już wychodziły zbliżone pozycje – to by znaczyło, że wydawca ma doświadczenie w redakcji i przede wszystkim promocji i dystrybucji takich książek. To jest najważniejsze.

Skoro pytasz o “otwartość”, to widzę, że masz złe podejście do całej sprawy. Nie skupiaj się na tym, żeby tylko zadebiutować. Chodzi o publikację z sensem, bo inaczej co komu po debiucie, którego sprzeda się 500-1000 egzemplarzy?

 

 

Czy lepiej spróbować się wbić do wydawnictw z tomem opowiadań, czy z powieścią?

 

PS. Świetny pomysł, Panie Marcinie :)

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

  1. Co z robić z powieścią, gdy brak odzewu wydawnictw? Opublikował ją już tutaj i myślę nad jakąś formą self-publishingu. Jakieś wskazówki, jak dobrze to zrobić i trafić do jak największej liczby odbiorców?  

Odpowiem częściowo za malakha, gdyż odpowiedź jest znana: selfpub to zułoooooo!!!!!

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Dj, mam na myśli, bo nie sprecyzowałem, takie self-publishing, że wrzucam to na jakiś portal jako ebooka. Na pewno nie mam zamiaru płacić ani złotówki, żeby wydać wersję papierową.

Uff

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

3. Co zwraca uwagę przykładowego redaktora na opowiadanie: forma/język, pomysł, kompozycja treści, bohaterowie, coś jeszcze? Innymi słowy: czy opowiadanie MUSI być oryginalne?

4. Jeżeli opowiadanie “rozlewa” się poza zwyczajowy, redakcyjny limit objętości – co może spowodować, że zostanie przeczytane? (trochę w nawiązaniu do poprzedniego pytania)

5. EDIT: czy short story na rynku anglojęzycznym jest bardziej popularne niż w Polsce i czy trudno “zrobić” dobre tłumaczenie tekstu na angielski /EDIT (zmieniłem pytanie)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

  1. Czy gotową pracę wysyłać jednocześnie do jak największej liczby wydawnictw zainteresowanych danym typem literatury? Podejrzewam, że tak, ale chciałbym potwierdzenia. Lub wyraźnego zaprzeczenia. ;)
  1. Ktoś wysyła powieść/zbiór opowiadań do wydawnictw, ale nie opublikował nigdzie żadnego opowiadania; czy, przy teoretycznie takiej samej jakości wysłanych tekstów, autor mający CHOĆBY JEDNO opowiadanie opublikowane w periodykach (drukowanych lub online) ma ZNACZNIE większe szanse na wydanie własnej książki? Czy też wydawnictwa i tak głównie patrzą na jakość nadesłanych materiałów?
  1. Jeśli ktoś startuje do wydawnictw z powieścią, która nie mieści się w jednym tomie (nie, nie chodzi o mnie, póki co pytania są czysto teoretyczne) i posiada napisaną pierwszą część, i w miarę rozplanowane kolejne – czy ma znacznie mniejsze szanse niż ten, kto wysyła od razu jednotomową, krótszą lecz zamkniętą całość?

Sorry, taki mamy klimat.

Seth, jak ja wysyłałam swoją powieśc to od przynajmniej trzech wydawnictw dostałam info, że dziękują, ale debiutantów nie wydają. To było zanim opublikowałam gdziekolwiek cokolwiek, ale wysnułam sobie teorię, że raczej nie kierowali się jakośćią powieści a pustym CV :)

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

No właśnie jestem ciekaw odpowiedzi Malakha, bo jeśli okaże się, że jednak wcześniejsze publikacje to podstawa, to padnie pytanie o ich liczbę oraz prośba o wymienienie uznawanych przez wydawnictwa periodyków. ;)

Sorry, taki mamy klimat.

  1. Jaki rodzaj fantastyki najchętniej jest przyjmowany? Sf? Fantasy? Epickie? Hard SF? Realizm magiczny? Odpowiedź, że najchętniej przyjmowana jest dobra literatura nie satysfakcjonuje mnie.

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

A ja mam może naiwne pytanie do Dj-a: dlaczego self-pub to zło? Psuje rynek? Jest faux pas? Czy jeszcze co innego? Uspokajam – nie zamierzam nic tak wydawać, ale zainteresowało mnie to po prostu.

A na to pytanie jest już chyba odpowiedź w pierwszym komentarzu Malakha. 

Sorry, taki mamy klimat.

  1. Czy występują odwrotne sytuacje, to znaczy takie, w których wydawnictwo samo zgłasza się do autora z zapytaniem, czy chciałby (i miałby co) u nich publikować? Czyli że ktoś gdzieś wypatrzył nasze opowiadanie albo książkę wydaną w innym wydawnictwie i jeśli odbiła się szerokim echem – chce “przeciągnąć” do swojej stajni.

Oj, Sethraelu, no przecież to czytałam. Chyba trzeba zacząć coś na pamięć brać. ;) No to nie ma pytania, zrozumiałam. 

EDIT: nie, chyba jednak wcześniej nie przeczytałam. Ale i tak zrozumiałam. :)

uthModar, z tego, co wiem, to tak – tak się stało w przypadku Radka Raka, co mi sam zresztą powiedział. Jego debiut książkowy – pośrednio – zapoczątkowało, albo nie tyle zapoczątkowało co ułatwiło to, że wydał wcześniej kilka dobrych opowiadań w różnych miejscach – wydawnictwo wysłało zapytanie o książkę.

Gdybym miała wąsy, to bym była dziadkiem, a tak jestem sygnaturką!

A ja mam może naiwne pytanie do Dj-a: dlaczego self-pub to zło? Psuje rynek? Jest faux pas? Czy jeszcze co innego? Uspokajam – nie zamierzam nic tak wydawać, ale zainteresowało mnie to po prostu.

Oj malakh wałkował temat pińcet razy (a może nawet milion, jak mawia moje dziecko), artykuły pisał, trudził się i nic.

Schemat wygląda tak:

 

wydawnictwo X ogłasza, że wyda twoją książkę w nakładzie 10 000 egz (tak, dziesięć tysięcy) ale musisz pokryć koszty druku pierwszych 300-500 egzemplarzy, które jak się sprzedadzą to ho ho! dodrukujemy ile trzeba, właśnie do wzmiankowanych 10 000

 

wydawnictwo X informuje, że książka będzie dostępna w dystrybucji ogólnopolskiej oraz będzie miała zajefajną akcję promocyjną

 

osoba pokrywa koszt druku i dostaje te 300-500 egzemplarzy z nieprzemyślną zwykle okładką, bez sensownej korekty i redakcji, które są dostępne w sprzedaży na stronie wydawnictwa (ogólnopolska dystrybucja, nawet ogólnoświatowa, w końcu w Internecie, nie?) z zerową promocją. No ale w końcu wydała książkę, right? Parcie na papier zaspokojone.

 

w 99,99% przypadków jest to koniec akcji, ale oczywiście są osoby, które pracują samodzielnie nad swoją promocją i mamy potem takie kwiatki jak news w Dzienniku Iksińskim:  w powiecie iksińskim nasz gimnazjalista wydał swoją bestselerową powieść “Władca obrączek”, bestselerowa trylogia o podróży elfa i 99 towarzyszy do szczeliny płomieni, nowatorska, błyskotliwa. Spośród setek ofert od wiodących wydawnictw na rynku polskim nasz gimnazjalista wybrał ofertę Wydawnictwa X!. Dj nie żartuje, to są faktyczne newsy.

 

Dj kiedyś zajrzał na stronę jednego z Wydawnictw X. W liście autorów są setki nazwisk, z których 99% wydało jedną książkę.

 

Zapamiętajcie sobie raz, na zawsze: firma, która drukuje książkę na zamówienie jest drukarnią a nie wydawnictwem, niezależnie  od tego, jak pięknie się ogłasza i jakie farmazony głosi.

 

Malakh, weź i potwierdź z podaniem odpowiednich źródeł.

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

No przecież napisała, że doczytała i pytania nie ma! :)

Ale i tak dziękuje.

EDIT: A, i to, że to nie autor na tym zarabia, tylko wydawca (czy tam drukarnia) no to jest oczywista oczywistość. Myślałam, że może wydanie książki za pomocą self – pubu, bo po prostu miało się taki kaprys i za dużo kasy, ma jeszcze jakieś inne implikacje, których nie dostrzegam. 

Nigdy za mało powtarzania. Selfpub to zułooooo!

 

To już dużo ciekawszą opcją jest próba znalezienia chętnych na sponsorowanie wydania przez jakiegoś Polak Potrafi (brać przykład ze wznowienia Magii i Miecz, nie brać przykładu z wydania Kryształów Czasu).

 

Nigdy za mało powtarzania. Selfpub to zułooooo!

 

Albo albo (elbo elbo, jak mawia moje dziecko) próba wydania książki a nawet antologii na portalu, gdzie ludzie sami decydują, ile chcą za to zapłacić.

 

Nigdy za mało powtarzania. Selfpub to zułooooo!

 

/edit

Jeśli ktoś ma kaprys wydrukowania sobie książki to można. Druk na życzenie, tak to się nazywa i można sobie wydrukować 10 egzemplarz dla znajomych.

Wyjdzie taniej :)

 

No, chyba że ktoś ma kaprys wydać więcej – wtedy nie pogadasz

 

Nigdy za mało powtarzania. Selfpub to zułooooo!

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

ZUO?

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

  1. W polskim filmie istnieje możliwość takiej formy umowy, gdzie scenarzysta przedstawia producentowi lub jakiejś instytucji zajmującej się dofinansowywaniem, założenia filmu, który chciałby napisać. Jeżeli producentowi lub instytucji rzecz się podoba, umawia się ze scenarzystą na zapłatę za dzieło z góry, dzięki czemu ten nie musi pracować i może skupić się na pisaniu scenariusza i ma na to powiedzmy rok.

    Czy w świecie książek też jest możliwy taki układ?

Nadrabiaj, malakh, nadrabiaj!

 

/edit

Malakh odpowiedział na pytanie dja, dj dziękuje

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Dziękuję, Malakh.

 

O tłumaczenia spytałem, bo skądinąd – hmmm, jak to ująć, tak po sejmowemu? “powziąłem wiedzę”? – ano powziąłem wiedzę, że pewien polski autor popularnej powieści fantasy zorganizował sobie tłumaczenie swojego bestsellera na angielski. Nie wiem z jakim efektem, rozumiem natomiast to wyjście w świat anglojęzyczny – większa liczba czytelników, więcej odbiorców, większa szansa na komercjalizację lokalnego, polskiego sukcesu.

Miło wiedzieć, że w tej grupie opowiadania mają rację bytu.

 

 

 

 

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dzięki za tak szybką i konkretną odpowiedź.

Sorry, taki mamy klimat.

  1. Podobno rozpoczęcie powieści prologiem działa na wydawców wyjątkowo zniechęcająco. Prawda to?
  2. Jak z reguły wygląda sprawa finansów w relacjach wydawca – debiutant? Ile procent? Od czego dokładnie? Kiedy? itp. ;)

Sorry, taki mamy klimat.

To ja może stworzę hybrydę swojego pytania z pytaniem 13 Sethraela, można będzie je połączyć: (...) Na co również w relacjach wydawca – debiutant trzeba uważać? Jakie kwestie w ewentualnej umowie mogą wyglądać niegroźnie, a okazać się brzemienne w skutki?

Gdybym miała wąsy, to bym była dziadkiem, a tak jestem sygnaturką!

Jakiż piękny jest ten wątek! Slawa ci, malakhu! :D

 

  1. Czy jeśli docelowo chcemy zostać autorem fantastyki, to próbować przebić się z powieścią obyczajową, żeby wydać cokolwiek i udowodnić, że umiemy pisać, czy też od razu celować w nasze dzieło życia? Innymi słowy – czy taka powieść obyczajowa (zakładając, że odniesie oszałamiający sukces) pomoże nam, czy zaszkodzi poprzez zaszufladkowanie?

Jako dopowiedzenie, bo akurat dyskutowalismy o tym z koikiem – czy gdyby Grochola chciała teraz wydać fantasy, to czy sława by jej pomogła, czy wręcz odwrotnie? No bo fani Grocholi nie kupią, bo fantasy, fani fantasy, bo Grochola :)

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

Podejrzewam, że fantasy autorstwa Olgi Tokarczuk kupiliby i fani autorki, i fani gatunku. Sądzę, że to kwestia jakości. W podanym przez Ciebie przykładzie, sprawa rozbija się chyba o... Grocholę. ;)

Malakhu, dzięki za odpowiedzi. Dodam, że chodziło mi o prolog jako część tekstu, że takie coś po prostu występuje, bez względu na zawartość. Dobrze wiedzieć, że zasady nie ma.

Sorry, taki mamy klimat.

No, pomyślałam sobie dokładnie to samo, co Sethrael. A  drugiej strony – J.K. Rowling wydała powieść obyczajową, która moim zdaniem jest świetna. Kupiłam ją mamie, z pewną taką nieśmiałością, bo miałam świadomość, z czym kojarzy się Rowling, a moja mama do fanklubu Harry’ego Pottera nie należy. Napisała też kryminał, którego niestety jeszcze nie przeczytałam, ale też podobno niezły.

W drugą stronę więc się da, ale jeśli mają to traktować poważnie, to pewnie chodzi o jakość. ;)

Ok, trafia do mnie to, co mówicie. Jeszcze mi przyszlo do głowy, że pewnie musiałabym kilka tych obyczajówek napisać, a nie przerzucać sie zaraz po pierwszej (uwielbianej oczywiście, bo sobie teoretyzujemy) od razu na inny gatunek?

Jak myslicie?

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

@StargateFan, o Raku słyszałem, ale myślałem, że to jakiś wyjątek od reguły. Tak czy inaczej dzięki za info, malakhowi również za wyczerpującą odpowiedź :)

 

  1. Napisałeś “Młodzi i nieznani mogą walczyć o stypendia” – przybliżysz temat? Mam na myśli oczywiście stypendia literackie.  Wiem, że odpowiednie info można znaleźć na stronie ministerstwa, ale może masz wiadomości z pierwszej ręki: kto może się o nie starać, jakie są warunki otrzymania i – dla mnie najciekawsze – czy ktoś z fantastycznego poletka takie stypendium kiedyś otrzymał?

Krajemar, moim zdaniem chodzi tu o wyrobienie marki swojemu nazwisku – doprowadzenie do sytuacji, w której czytelnik będzie kojarzył twoje nazwisko z wysoką jakością. Wtedy – jak sądzę – kupi każdą twoją książkę, niezależnie od tematyki. Gdybym wiedział, że dany autor pisze świetnie, zapewne nie miałoby dla mnie aż takiego znaczenia czy pisze fantastykę czy – powiedzmy – kryminał. 

A markę trudno wyrobić sobie po jednej książce.

Generalnie mi tam obyczajówka Rowling (oczywiście o ile mówimy o “Trafnym Wyborze”) nawet w połowie nie podeszła tak, jak Harry P. Co oczywiście nie znaczy, że była zła; po prostu wolę Joanne jako autorkę fantasy. A może nawet nie to – autorkę powieści dla dzieci i młodzieży. Odniosłem też wrażenie, że sama znacznie lepiej odnajduje się w tego typu literaturze, a to chyba najważniejsze – tworzyć to co się lubi i jak się lubi.

 

  1. Wrócę jeszcze na chwilę do self-publishing. Jak sprawa ma się z wydawnictwami oferującymi... nie wiem, jak to ująć: half-self publishing? W każdym razie chodzi mi o wariant wydania powieści, w którym autor dzieli koszty przedsięwzięcia na pół z wydawcą (Novea Rebis, Psychoskok). Pozornie to rozwiązanie wydaje się bardzo interesujące, bo autor dostaje większy procent ze sprzedaży książki niż podczas wydania tradycyjnego (40-45% ceny detalicznej, nie okładkowej), finansowo wychodzi go to o wiele lepiej niż zwykły selfie, no i – co najważniejsze – wydawca również ponosi pewne ryzyko finansowe, więc, teoretycznie, MUSI się postarać o dobrą promocję powieści. Jak to jednak wygląda naprawdę?

Już poza treścią pytania dodam, że moja znajoma wydała swojego czasu powieść tą właśnie metodą i – z tego co zaobserwowałem – promocja jej działa była nawet nawet. Gorzej, że to był projekt obliczony na trzy tomy, przy czym pierwszy nie sprzedał się na tyle dobrze, by wydawca zdecydował się kontynuować serię (co tylko dowodzi, że wydawnictwo też ponosi tutaj ryzyko). Z drugiej strony na polakpotrafi.pl widziałem kiedyś chłopaka, który zbierał (i uzbierał) kasę na wydanie swojej powieści w tym samym wydawnictwie – odgórna zgoda na wydanie książki już była i tylko brak kasy trzymał całe przedsięwzięcie w miejscu. Żeby zachęcić ludzi do sfinansowania projektu, gostek zamieścił tam krótki opis książki (na miano konspektu to raczej nie zasługiwało) i jej początkowy fragment. Oba teksty był tak złe – zarówno technicznie jak i merytorycznie – że nie dostałyby pozytywnej oceny na lekcji języka polskiego w jakiejkolwiek szkole ponadpodstawowej (nawet jeśli przesadzam, to tylko odrobinę). Konsensus jest taki, że nie mogłem się oprzeć wrażeniu, iż wydanie pięciuset egzemplarzy tamtej powieści za pięć – sześć tysięcy złotych wyłożonych przez autora, to perfidne żerowanie na naiwnym nieszczęśniku, bo coś takiego zwyczajnie nie ma prawa się sprzedać. Ale w takim razie co z ryzykiem wydawnictwa?

 

malakhu, zgadzam się z każdym, kto już zdążył ogłosić ten wątek przebłyskiem prawdziwego geniuszu.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

W związku z powyższym pytaniem od siebie dodam tylko tyle, że zazwyczaj jest tak, że po wyłożeniu swojej działki na “współfinansowanie” wydawcy zostaje jeszcze ładny kawałek pieniążka... Więc to “dzielenie kosztów” jest dzieleniem tylko z nazwy. Zresztą bardzo trafnie (i bardzo ostro) o wszystkich pseudowydawnictwach pisze na swoim blogu autor kryminałów, Paweł Pollak. 

Dołączam do apelu dja – Selfpub to zułooooo! Współfinansowanie teeeeeż!

Czy znacie jakieś konkretne wydawnictwo, które wyda książkę i zagwarantuje jej dystrybucję, gdy ja pokryję koszty druku i przygotowania do druku?

 

Jak sprzedają się dzisiaj książki przygodowe?

Ambroziak, ty tak serio, czy to zaawansowany trolling? Bo jest późno i ironii mogę nie zauważyć. Takie pytanie w wątku, gdzie milion osób powtarza, że płacenie wydawcy to ZUO? ;)

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

17.

Sądzę, że niektórzy zachwyceni sukcesem Rowling ( o ile się nie mylę jest najbogatszą autorką na Wyspach) chętnie usłyszą jakie są nakłady książek rodzimych autorów w Polsce? Czytałem, że nakład “Sezonu burz” przekroczył 200 tys. Z drugiej strony debiutantom często gęsto nie proponuje się nakładów większych niż tysiąc. Inna sprawa, że nakład startowy może nie przekroczyć 100 sztuk,  a reszta to dodruki, jak się sprzeda pierwsza setka. Druk cyfrowy ograniczył straty do minimum. I nie piszę o tym złym selfie, bo to jakieś demonizowanie. Znam  osobę, której bardzo duże wydawnictwo po podpisaniu umowy książki nie wydało, bo minęły dwa lata określone w umowie na wydanie.

O, to ja w sumie też mam pytanie:

 

  18. Załóżmy, że tworzę sobie jakieś tam opowiadania osadzone w pewnym świecie, z pewnymi bohaterami, i one sobie funkcjonują beztrosko powrzucane w internety. I wpadam na pomysł, żeby napisać osadzoną w tym uniwersum, z tymi bohaterami – powieść. Czy fakt, że jakieś powiązane z nią opowiadania już istnieją w necie, może na wydawcę podziałać zniechęcająco?

Na serio. Jeżeli potraktuję taki ruch jak inwestycję, to przecież się opłaca. Nie będę już debiutantem. Książkę to mogę sobie sam wydać, mogę ją nawet z mniejszym lub większym powodzeniem promować, problemami natomiast pozostają: dystrybucja i magazynowanie. 

  1. Ocha, Sapkowski to chyba od opowiadań z uniwersum Wiedźmina zaczynał, nie? ;) Beznogi Tancerz Kossakowskiej to też opowiadanie z Uniwersum Siewcy. Więc dlaczego miałoby zniechęcać? Ale chętnie poczekam na odpowiedź sir malakha.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

To podłączę się jeszcze pod pytanie Ochy i pójdę w nim nieco dalej:  Dana osoba (np. Ocha) ma kilka – niech będzie, że trzy –  opowiadań osadzonych w jednym świecie i te teksty siedzą w necie, gdzie zostały bardzo dobrze przyjęte. Zakładamy, że dopisuje kolejne sześć tekstów z tego uniwersum i leci z tym do wydawcy, mówiąc, że chciałaby wydać wszystko w jednym tomie. Wszystko, łącznie z tymi, co już w necie siedzą, bo opublikowane utwory mają istotne znaczenie fabularne dla całości zbioru. Wydawca będzie na takie coś bardzo krzywo patrzył? Czy może raczej wykorzysta te utwory do promocji całości?

 

Tak, Ocho, zbiór tekstów Twojego autorstwa, ze znanymi już mi bohaterami, kupiłbym bardzo chętnie.

Sorry, taki mamy klimat.

Ocho, też o tym myślałem – i doszedłem do następujących wniosków... Małe prawdopodobieństwo, aby jakikolwiek wydawca znał internetowe wypociny debiutanta. To po pierwsze. A po drugie – jeżeli nawet, to z netu można zawsze, w każdej chwili, usunąć takie opowiadanie.

Ceterari – nie wiem, nie znam się, nie orientuję. Dlatego pytam. :) I jeszcze sobie pomyślałam, że pewnie istotne jest również, GDZIE one sobie wiszą w necie.

Sethraelu – o, widzisz! Moi rodzice kupią pięć, mąż się może na trzy szarpnie. To z Tobą będzie już dziewięć egzemplarzy sprzedanych na pniu! ;)

Ambroziaku – obawiam się, że to co w net wrzucone, w necie pozostaje. Usuwanie nie pomaga, da się znaleźć. A każdy konkurs, każde pismo, wydawnictwo czy bardziej profesjonalny e-zin zastrzegają, że teksty mają być wcześniej niepublikowane. Oczywiście, zdarzają się wyjątki, kiedy w papierowym zbiorze opowiadań znajdują się takie, które były już wcześniej w Internecie.

Ocho, dopisz mnie, masz już 10 :D.

 

A żeby nie spamować...

 

19 Jaka mniej więcej grubość powieści (liczba znaków czyli) jest tą najbardziej neutralną, by nie była ani zbyt gruba, ani zbyt nowelkowa? Jest jakiś oczekiwany górny-dolny limit?

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

(ilość znaków czyli)

Liczba! Liczba znaków! :P

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Ocho, każde wydawnictwo zaznacza też, że musi to być tekst nie przedstawiany dotąd innym wydawcom. Gdybym zamierzał trzymać się sztywno tego wymogu, pierwszej publikacji doczekałbym się pewnie dopiero po śmierci. 

Ocho, każde wydawnictwo zaznacza też, że musi to być tekst nie przedstawiany dotąd innym wydawcom.

To ciekawe, bo przejrzałem kiedyś informacje skierowane do autorów zawarte na stronach kilku czołowych wydawnictw publikujących fantastykę i żadne z nich nie wspominało o tym, o czym Ty piszesz.

Sorry, taki mamy klimat.

Ja pamiętam jeden konkurs, w którego regulaminie zapisano, że nadsyłane teksty nie mogły zostać zgłoszone do żadnego innego konkursu, niezależnie od ich w tych konkursach losów. Mocno mnie to zdziwiło i wydało mi się absurdalne.

A już tak abstrahując od tego, czy tekst da się, czy się nie da odnaleźć w Internecie, byłoby mi po prostu głupio wmawiać komuś, że tekst nie był opublikowany, skoro był. :)

Ja tam niemal wszędzie widziałem podobny warunek zgłoszenia publikacji. Może ostatnio coś się zmieniło...

Ocho, miło mi niezmiernie, że  w tym drapieżnym, na maksa skomercjalizowanym świecie, znajduję jeszcze niewinne, naiwne istoty, wyposażone w tak sprawne hamulce moralne.

To nie kwestia hamulców moralnych, a dobrej opinii o samym sobie. Poza tym prawdą jest, że w internecie nic nie ginie i lubi wychodzić w najmniej odpowiednich momentach.

@Seth, też nie kojarzę żadnych wydawnictw, które piszą, że nie można nigdzie indziej wysyłać. 

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

“Publikowany”, nie “przedstawiany”...

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Jasne! Już trochę zmęczony jestem. Pokręciłem. Usunąłem ten wpis. W wolnej chwili poszukam właściwego przykładu. 

Ocho, mi się zdaje, że publikowanie opowiadań w necie działa tak samo jak publikowanie ich na papierze – jeśli są świetnie przyjęte, to działają na korzyść autora. Ciekawa jestem odpowiedzi malakha, ale mam sama nadzieję zebrać kiedyś moje opowiadania z wioski z Zapachu i zobaczyć je drukiem. W końcu dużo kombinuję, żeby wszystkie do siebie pasowały i nawet zawsze wiem, jak chronologicznie mają po sobie następować. Opowiadanie z NF również wpasowuję w ten cykl. Jest to jakieś budowanie nazwiska i przyzwyczajanie czytelników. Krajewska, a to ta od tego i tego. Lubię. Albo nie lubię :)

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

Róznica taka, że Ty już właściwie jesteś Krajewska. A ja – ocha. ;)

Róznica taka, że Ty już właściwie jesteś Krajewska. A ja – ocha. ;)

Niektórzy autorzy publikując tutaj podają swoje imię i nazwisko – może to nie głupi pomysł? Nikt nie skojarzy potem opublikowanej gdzieś indziej pod imieniem i nazwiskiem ochy :)

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

To może ja na marginesie dodam – zanim malakh da znać od siebie, wnikliwie i szczegółowo – że akurat do magazynu staram się brać jedynie teksty nigdzie nieupublicznione. Z całymi książkami i opowiadaniami zagranicznymi to inna sprawa, ale tu wychodzę z założenia, że skoro czytelnik płaci za magazyn, to jednak powinien dostawać treści oryginalne (tzn. nie do dostania nigdzie poza nim, a więc także nieobecne w polskim necie). Dlatego rozważajcie mądrze, co idzie na portal, a co na redakcyjną skrzynkę ;-) Korzyść z tego pierwszego posunięcia – szybki feedback czytelniczy i opinie userów. Korzyść z tego drugiego – że jak opowiadanie mi się nie spodoba, zawsze można je jeszcze udostępnić na portalu ;-) Jeśli zaś się spodoba – idzie do druku; ale na decyzję najczęściej trzeba trochę poczekać.

 

Dlatego ja zalogowałem się pod nazwiskiem.

MC, a jak sprawdzasz, czy tekst nie był wcześniej publikowany – na przykład pod innym tytułem – w necie? Czy po prostu liczysz na uczciwość piszących?

Sorry, taki mamy klimat.

Przede wszystkim liczę na uczciwość, bez tego ani rusz. Ale i wrzucam fragmenty w wyszukiwarkę, pomocą są archiwa stron itp. A potem jeszcze dodatkowo pytam – jeśli rozważam druk – czy tekst to świeżynka ;-)

 

Malakhu, wielkie dzięki za odpowiedź.

EDIT: I przyszło mi do głowy taka kwestia – skoro w necie można znaleźć usunięte opowiadania, i generalnie nic w nim nie ginie, to ciekawe czy nasze teksty na betaliście są zupełnie bezpieczne? 

Malakh, dzięki za szybką i rzeczową odpowiedź, i cenne porady.

Kombinuję, kombinuję, bo głupio mi występować z pozycji debiutanta, w wieku pięćdziesięciu trzech lat.

 

Panie Michale, Ocho, wydaje mi się jednak, że gdy np. jedno opowiadanie z jakiegoś przedstawionego wydawcy zbioru krąży w internecie, a do tego cieszy się jeszcze zainteresowaniem userów, to może być magnesem przyciągającym czytelników do całego tomu.

Jasne. Tak jak zaznaczyłem, mówiłem tu tylko o tekstach dla działu polskiego.

 

 

No, tylko moich krąży dwa i pół. I to anonimowo. ;)

ambroziak, Sapek pierwsze OPOWIADANIE machnął w wieku lat czterdziestu, a Tolkien swoje dzieło pisał lat trzynaście. Bez paniki, pisz i wysyłaj, pisz i wysyłaj. Jeśli robisz to dobrze, self-pub ci niepotrzebny...

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Ceterari, dzięki za słowa otuchy. Zresztą, Wernic napisał pierwszą powieść w wieku sześćdziesięciu lat, a potem wydał dwadzieścia.

20. Ok, dla selfpubu mamy oddzielny krąg piekielny. A co z ebookami? Koszty książki elektronicznej są znikome, więc wydawałoby się, że to całkiem interesująca opcja dla debiutantów. W zasadzie płacimy jedynie za korektę, formatowanie... no i reszta forsy zostaje nam na promocję.  Czy może jednak się mylę?

+ Zakładając, że wydanie ebooka nie jest czystym złem – jak wygląda dystrybucja? Powiedzmy, że chciałbym, aby mój ebook był dostępny na publio czy podobnej stronie – ile może mnie to kosztować (czy to jednorazowa opłata, czy jakiś % od każdej sprzedaży) i czy w ogóle jest szansa, że zechcą go u siebie udostępnić? 

 

PS: Świetny pomysł z tym tematem.

"Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie."

Podłączę się może pod pytanie Elanara i zadam pytanie

 

20a. Czy wiadomo, jak wygląda popularność takich e-booków, wydanych przez debiutantów i sprzedawanych za symboliczną kwotę? Czy jest szansa dotrzeć do większej ilości czytelników, czy jest to – eufemistycznie rzecz ujmując – bardzo niszowa sprawa?

Ilość czytelników... :/

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Tak, tak wielkiej ilości czytelników, że aż niepoliczalnej, o!

A nie zmienię, zrzędo, bo mnie o masy chodzi! ;P

Nigdy za mało powtarzania: Selfpub to złuoooo!

 

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

To ja się też dołączę – ebooki mogą  być sprzedawane za symboliczną kwotę, albo darmowe. Czy takie darmowe mają szansę trafienia do czytelnika? Czy ściągane są chętniej, bo “to za darmochę”, czy raczej użytkownicy “internetów” unikają tego typu publikacji, bo “za darmochę to jakiś badziew”?

To jest puste, ciągnie się w nieskończoność i… O mój Boże, tam jest pełno zaimków!

  1. Pytania z gatunku fantastyka – historia. Dla jasności: nie pytam o powieść historyczną.
    1. Jak taki gatunek należy widzieć poprzez optykę: debiutant, nie jest to za wysoka poprzeczka?
    2. Wprowadzone elementy historyczne (nie pytam o tło takim jak jest średniowieczna codzienność czyt. miecze i łuki lecz pytam o konkretne fakty i osoby, które niekoniecznie są znane powszechnie; np. tajni agenci) powinny być rzetelnie oddane, czy warto np. rozwijać i poszerzać je fabularnie i przekształcać jak plastelinę?
      1. Nieco wynikające z powyższego: Historia osadzona w przeszłość np. XIX wiek powinna być przesiąknięta daną opoką i przedstawiać ją w wyraźny sposób czy niekoniecznie? 
    3. Czy warto dodawać przypisy – końcowe –  czy raczej pozostawić pewne niejasności ciekawości czytelnika? 

Mury to tylko symbol [...]. Prawdziwą twierdzę buduje się z serc i umysłów. Z siły ducha i umiłowania wolności - Andrzej Pilipiuk - Oko Jelenia. Drewniana Twierdza

Malakhu, dzięki za odpowiedź. Pewnie sporo z nas myśli nad jakąś drogą na skróty, ale są też i tacy, dla których pisanie to przede wszystkim hobby. Cholernie czasochłonne hobby, jak się ma milion innych spraw na głowie. A jeśli już coś nam "w duszy gra" to też chcielibyśmy to spisać i przedstawić jak największej liczbie odbiorców. Zapewne też stąd tego typu pytania. :)

Cholernie czasochłonne hobby, jak się ma milion innych spraw na głowie.

Och, jak ty się znalazłaś w mojej rzeczywistości? Sio, sio! ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Fishu, oczadział czy orientację zmienił?

 

Dziękuję za odpowiedź, Czcigodny malakhu.

 

Co do tego, jak miała wyglądać publikacja dalszych dwóch tomów powieści tej mojej znajomej nie wiem i już się raczej nie dowiem, bo ona... no cóż, chyba mnie nienawidzi. Ale podejrzewam, że możesz mieć, a nawet masz, rację. Zawsze wiedziałem, że samojebki to zło, ale nie, że aż takie.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

 

  1. Czy to w ogóle dobry pomysł – tak po prostu napisać powieść i rozsyłać po wydawnictwach, gdy jest się debiutantem? Spotkałem się kiedyś z opinią, że w Polsce, choć większość początkujących właśnie tak robi, takie działanie jest z góry skazane na porażkę i nie ma sensu. Jeśli tak, to jak można, że tak to ujmę, zaistnieć? Innymi słowy: skąd w ogóle biorą się czytywani autorzy powieści? Czy oni wszyscy zaczynali od rozsyłania gotowych powieści po wydawnictwach?

The rain it raineth on the just and also on the unjust fella; but chiefly on the just, because the unjust hath the just’s umbrella. (Charles Bowen)

23. Czy warto wysyłać swoje teksty do agentów literackich, którzy nie pobierają żadnych opłat, a ich zarobek to procent z ewentualnej sprzedaży książki? Np. http://macadamialit.pl/ ?

 

Pozdrawiam

Dziękuję za odpowiedź!

The rain it raineth on the just and also on the unjust fella; but chiefly on the just, because the unjust hath the just’s umbrella. (Charles Bowen)

24. Pytanko o horrory s-f w stylu "Obcego". Jak to wygląda z popytem na tego typu literaturę? Czy obecnie na tle innych gatunków stosunkowo łatwo , czy jednak trudniej przebić się z takim materiałem do publikacji? Pytam z tego względu, że od jakiegoś czasu nie sposób natknąć się na dzieła wpasowane w ten profil, a w tym kierunku chciałbym z potencjalną książką ruszyć.

 

25. Kwestia technikaliów w tekście. Jak to wygląda od strony redaktorskiej – czy rzeczywiście źle zapisane dialogi  i przecinki w niewłaściwych miejscach (załóżmy, że oba nie występujące w jakichś nadmiernych ilościach) dyskwalifikują tekst w oczach wydawcy?

Rzecz jasna mówię tu o przypadku w którym tekst sam w sobie jest wystarczająco dobry do publikacji, ale pod tymi dwoma względami kuleje.

And one day, the dream shall lead the way

Fishu, oczadział czy orientację zmienił?

Cieniu, jedno i drugie ;-)

 

  1. Dlaczego tak znikoma ilość polskich autorów trafia na rynek anglojęzyczny? Wydawałoby się, że nawet “nasze” fantasy stoi na wysokim poziomie (vide przywołany Wegner). Czy problemem jest duża konkurencja, tłumaczenia, “niewyrobione” tam nazwisko, nieprzetłumaczalne różnice kulturowe w tekstach, inne powody?
  2. Wyobraźmy sobie na chwilę, że jestem anglojęzycznym czytelnikiem. Gdzie powinienem iść, oprócz tor.com, żeby przeczytać naprawdę dobre opowiadanie do mojej szklanki przedniego ale/nędznej gorzały/ulubionej “wódy na rudych myszach”?

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Podpisuję się pod pytaniem 26 : )

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Interesująca kwestia, nieprawdaż?  Ale jakiś powód tego stanu rzeczy musi być.

 

Malakhu – doprecyzowując, załóż proszę, że w pytaniu chodzi mi o takie bardziej uniwersalne teksty, nie te silnie osadzone w polskim kręgu kulturowym i skierowane praktycznie tylko do polskiego czytelnika.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Interesująca. Zawsze mnie dziwiło, że nawet najbardziej docenieni Polscy autorzy, to co najwyżej w Czechach, na Litwie, Węgrzech czy Słowacji byli drukowani, ewentualnie, jak im się poszczęściło, to może w Niemczech albo Rosji.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Nie, no Lem sukces w Stanach miał ;-) Ale to było prawie pół wieku temu chyba. I jedną frustrację tłumacza później. ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Ale Lem to Lem ;)

Wiem, to było głębokie.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

...a i tak dopiero ostatnio przetłumaczono Solaris z polskiego na angielski – dotychczas mieli tylko tłumaczenie z francuskiego...

„Widzę, że popełnił pan trzy błędy ortograficzne” – markiz Favras po otrzymaniu wyroku skazującego go na śmierć, 1790

To ja nawiązując do pytania 26...

Pytanie 28: A co z autorami, którzy mimo polskiego pochodzenia są w angielskim tak płynni, jak sami Anglicy – czy zdarzały się przypadki, żeby Polak sam przetłumaczył swoją powieść na język angielski albo napisał ją w całości po angielsku, poszedł z tym do wydawnictw i został wydany? Powiedzmy, że odpowiedź “Tak, Joseph Conrad” mnie nie zadowala – pytam o obecne realia :)

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

No, drugiego Normana Daviesa znaleźć trudno, zgadza się ;-) A to nawet nie literat – a historyk... :-)

 

Podpinam się do pytania 28.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Brak tłumaczy. Potrzebny ci nie Polak znający angielski jako drugi język, ale najlepsza opcja to ktoś, dla kogo angielski jest pierwszym językiem, a polskiego się nauczył

Czyli chcą naszych pisarzy, tylko nie ma kto tłumaczyć! laugh W pewnym sensie jest to nawet pocieszające...

"Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie."

E, pewnie by się znaleźli, gdyby nie to, że tłumaczenia to jest tak koszmarnie nuuudna robota! ;)

A ja bym się postawił na miejscu takiego wydawcy. Na miejscu ma mnóstwo autorów i to z całego świata. Polska nie jest gigantem kulturowym i eksport kultury jest minimalny w porównaniu z importem. Do tego trzeba dodać wynagrodzenie tłumacza, różne umowy itp.

Wydaje mi się, że dla wydawcy z USA czy UK jest to po prostu za dużo zachodu.

 

Beryl, z polskiego podwórka nie znam, ale z Izraela jest Tidhar Lavie, autor “Osamy”. On pisze po angielsku.

I pity the fool who goes out tryin' to take over da world, then runs home cryin' to his momma!

B.A., to oczywiste, że konkurencja jest ogromna, choćby i demografia ma swoje do powiedzenia. Dlatego “tam” wydawca nie organizuje ci tłumacza, no chyba, że jesteś już gwiazdą.  To ty masz dostarczyć przetłumaczony tekst – i o możliwości przetłumaczenia na poziomie interesującym tego wydawcę, jeżeli dobrze zrozumiałem malakha, właśnie się  rozchodzi. Myślałem, że są inne powody, ale jeżeli to tłumaczenie jest tym głównym...

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dlatego podałem inne powody – nie jesteśmy dla USA i UK atrakcyjni kulturowo. My rozumiemy ich żarty, aluzje i odniesienia, bo kultura anglosaska jest najbardziej rozpowszechniona, ale oni nie zrozumieją tego wszystkiego z naszej strony.

Oczywiście jeśli ktoś napisze arcydzieło, to nawet różnice kulturowe, problemy z tłumaczeniem czy inne przeszkody będą do przejścia.

I pity the fool who goes out tryin' to take over da world, then runs home cryin' to his momma!

...dlatego pytałem o możliwie uniwersalne teksty, mości B.A. ...

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Nie wiedziałem, że nasza kultura – co by nie mówić już przecież mocno zmacdonaldyzowana – jest aż tak hermetyczna, żeby za granicą nie potrafili jej zrozumieć.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Mea culpa, PsychoFishu :)

Ale nadal pozostaje pytanie (na miejscu wydawcy w USA): jeśli mam uniwersalne swoje i uniwersalne obce, a poziom literacki jest ten sam, to który tekst wybrać? Ja wybrałbym uniwersalne swoje.

 

Berylu, zmacdonaldyzowana jest, ale i tak zazwyczaj pojawiają się jakieś polskie smaczki. Co akurat ja uważam za plus (te smaczki, nie zmacdonaldyzowanie).

I pity the fool who goes out tryin' to take over da world, then runs home cryin' to his momma!

Hmmm... Na moje, “Opowieści z meekhańskiego pogranicza” nadają się, przy odpowiednim tłumaczeniu, na posłanie “tam” i chyba powinny być nieodróżnialne. :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Jakby Was interesowało, to 17.01.2015, o godz. 10:00 mam prelekcję “Chcę być publicystą” w ramach Warszawskich Dni Fantastyki.

Temat bardzo pokrewny.

Podbijam.

Warszawę wprawdzie staram się omijać (silne uczulenie na Wiejską i gulasz z borowików...), ale może ktoś przebywający na miejscu zechce malakha przesłuchać :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Fishu, po nocach się śpi! Bo jak się nie śpi, to się przysypia i przesypia.

Wzmiankowane przez Malakha spotkanie było wczoraj.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Uch, co racja to racja :-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Niestety, do Warszawy nie było jak się dostać w tym terminie. : (

"Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie."

Co do pytania nr 28, jest wielu autorów, którzy z powodzeniem piszą po angielsku i angielski nie jest ich pierwszym językiem, np. z polski A.M. Bakalar http://pl.wikipedia.org/wiki/A.M._Bakalar , albo Hannu Rajaniemi z Finlandii http://en.wikipedia.org/wiki/Hannu_Rajaniemi .

Dzięki za odpowiedź :)

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

  1.   Moja koleżanka (hehehe) rozesłała powieść do wydawnictw ale nie otrzymała odzewu. Część podziękowała “ale nie”, inni w ogóle zbyli milczeniem. Czy jest sens, żeby koleżanka poprawiała powieść i po roku, dwóch, podesłała ulepszoną wersję ponownie? Czy ktoś się zorientuje w ogóle, że gdzieś to już widział?

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

Podejrzewam, Marto, że  Twoja koleżanka powinna usunąć ten wielki wybuch wilkołaczego zamku!

Dobra, nie mogłem się powstrzymać, no. :) Wybaczysz, prawda?

Sorry, taki mamy klimat.

Wielki wybuch nie występuje w książce. Powieść dzieje się sto lat po wybuchu.

Ale widocznie ma jakieś inne wady :)

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

Podpisuję się pod zdaniem Sethraela – powtórz, proszę, koleżance :)

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Dobra, dobra, powiem jej, żeby się powstrzymała od wybuchów. Dwa razy jej powiem – raz od Setha a raz od beryla.

Ale pytanie dotyczyło ponownego wpychania się z tym samym towarem, tylko że podrasowanym. Nie o to, co koleżanka powinna zmienić w swojej książce, tylko czy w ogóle ją ponownie wysyłać.

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

Moim zdaniem, jak najbardziej. Po pierwsze, trafi, najprawdopodobniej, na innych redaktorów niż poprzednio, przynajmniej częściowo. Po drugie, jeśli tekst będzie lepszy, to i przyjęcie powinien mieć cieplejsze, po trzecie, skoro już tekst jest i został dodatkowo poprawiony, to DLACZEGO NIE? Co Twoja koleżanka (dlaczego mam ochotę wcisnąć ją w cudzysłów?) ma do stracenia? Nic.

 

Swoją drogą, przypomina mi się historia pewnego eksperymentu. Niestety nie pamiętam autorów i tytułu – może ktoś inny skojarzy i uzupełni dane, nadając mojej opowiastce wiarygodności – niemniej rzecz warta jest uwagi.

Otóż swojego czasu jakiś gość, Polak, przepisał słowo w słowo powieść, która została napisana kilkadziesiąt lat wcześniej przez innego gościa, również Polaka, i wysłał tę pracę pod swoim nazwiskiem do kilkunastu wydawnictw. Wszystkie ją odrzuciły, a przy okazji nikt, ale to nikt nie rozpoznał oszustwa.

Co ciekawe, ta sama powieść w oryginale została nie tylko wydana, ale i sprzedana bodaj w ponad czterystu tysiącach egzemplarzy.

Wiadomo, że te lata zrobiły swoje i rynek wydawniczy się w jakimś stopniu zmienił, niemniej ta historia – o ile prawdziwa – sporo mówi o branży.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

@Cień Burzy – chodzi ci o Kosińskiego? Przekopiuję z lubimyczytać, bo nie chce mi się parafrazować: 

Książka Kosińskiego, nagrodzona National Book Award, została użyta do przeprowadzenia eksperymentu, mającego na celu pokazanie, jak trudno jest nieznanemu pisarzowi przebić się. Niejaki Chuck Ross wysłał pierwsze 21 stron „Kroków” do kilku wydawców, w tym do Random House, który wydał je kilka lat wcześniej. Wszyscy ją odrzucili. Jeden z nich napisał w liście – Twoja proza jest bardzo klarowna, ale nie wzbudza takiego entuzjazmu, jaki wydawca powinien odczuwać w stosunku do każdej książki, którą zamierza umieścić na swojej liście. Ross, sam będący początkującym pisarzem, postanowił sprawdzić, czy pomogłoby wysyłanie powieści nie bezpośrednio, ale za pośrednictwem agencji literackiej. Wysłał więc „Kroki” do trzynastu najbardziej znanych agentów literackich. Wszyscy książkę odrzucili.

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Wiesz... Informacje, które ja wyczytałem, brzmiały nieco inaczej, ale to były skrót myślowy a’la Internet, a nazwisko autora oryginału i tytuł prawie na pewno się zgadzają, więc spokojnie można założyć, że chodzi o ten sam eksperyment.

Dziękuję Ci, Cet, za zweryfikowanie i uwierzytelnienie tych informacji.

 

Peace!

 

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

O, czemu komentarze są pochyłe?

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

To jest jedno bardzo dobre pytanie, Wasza Jajeczność. Drugie dobre pytanie brzmi: dlaczego w wątku pisze, że jest aktualizacja do pytania numer 29, a w rzeczywistości tej aktualizacji nie ma? Jest tylko coś takiego:

29.&n

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

To jakieś tajemnicze znaki Marcina

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Tematu jednak nie wyczerpują.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Ej, cholera, zżarło mi odpowiedź na 29 pytanie! Przecież była! W wolnej chwili dopiszę jeszcze raz -_-‘’

Malakh zhackował własny wątek, krucafiks! :-) Człowiek sobie skoczył pochorować, a tu takie cyberzjawiska... ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

NIe wiem, Marcinie, czy ten wątek coś się nie kaszani (jak nic hackowany przez wydawnictwa self, prrrrr, drukarnie).

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

Komentarze, takie z tą kursywą poetyckie ;)

And one day, the dream shall lead the way

Ha! Czary. Chodziło i limit znaków w w komentarzu xD

To w komentarzu są limity? Ojojoj... Niedobrze.

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

ROTFL, Cieniu ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Tak poza tym, sądzę, że warto z tej sesji Q&A zrobić poradnik... Poważnie! Wątek w HP, jeśli nie jest odswieżany, ginie trochę w tłumie nowości, a do Poradników jakoś tam nowych użytkowników można przekierować. Plus Googielkowi można je łatwiej wystawić do indeksowania :-)

 

Tak przy okazji, z ciekawości i dla wiadomości, pytanie numer 30:

 

  1. Polska, dziki kraj między Bugiem a Odrą, z ponoć dramatycznym poziomem czytelnictwa. :-) Ok, ok, nie dramatyzujmy jak Mirmił... Jaki jest, patrząc na ostatni okres (lata 2010-2015), normalny nakład debiutu, “dobry” nakład, nakład-sukces i nakład-wielki sukces? Z tego co kojarzę, trylogia husycka Sapkowskiego to był chyba nakład rzędu 50 000 – i czy to była, jak na nasze, polskie warunki, olbrzymia liczba?

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Raz na sto lat trafi się, jak ślepej kurze ziarno, coś takiego:

http://www.fantastyka.pl/informacje/pokaz/308

He, he :)

The rain it raineth on the just and also on the unjust fella; but chiefly on the just, because the unjust hath the just’s umbrella. (Charles Bowen)

Podbijam, pytanie o “dobry” nakład debiutu w Polsce. ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

No przecież masz odpowiedź :)

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

A, zasugerowałem się nie zmienionym tematem – dzięki, malakh! Przerażająca jest dysproporcja między Greyem a przyzwoitą sprzedażą...

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Dyć temat też zmieniony – pytań trzydzieści i aktualizacja do pytania trzydziestego. Fishu, weź Ty może co odeśpij w końcu? Albo skończ z tym chlaniem. Rybka lubi pływać, wiadomo, ale no... Z umieram, Waszeć! Z umiarem!

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Teraz już zmieniony – albo cache w przeglądarce raczył się odświeżyć... ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Był zmieniony cały czas, Psycho :)

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Znaczy po mojej stronie. :-)

 

Edit: z ciekawostek, nowy Dukaj na Allegro poszedł w ilości liczbie ok 1500 sztuk przez pięć dni. Po ostrej akcji marketingowej w dniu premiery. I teraz pytanie: czy z czasem ta liczba mocno pójdzie w górę? Czy na start to dobrze, czy źle?

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Niezależnie od tego, co myślę o tej akcji marketingowej – Psycho, nie w ilości sztuk, ale liczbie.

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Na start to bardzo dobrze, ale będzie spadać z powodu recenzji, które są raczej chłodne.

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

Eksplozji entuzjazmu nie ma, to prawda, ale wszystkie, które przejrzałem, są dobre.

 

Marketing na wyrost, starzy czytelnicy chca więcej, a nowych jeszcze nie ma, bo to je ekskreryment... Czy chwyci taki elektroniczny book u ludzi, co to tylko klikają i grają, o krótszym czasie koncentracji, wymaganiu prostzszego podania treści, kolorowego... Warto poobserwować, co się będzie działo.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

  1. Dla odmiany  będzie nie o pisaniu, ale o tłumaczeniu literatury. Nawiązując do pytania 26: Czy dotkliwy brak dobrych, dwujęzycznych tłumaczy dotyczy tylko rynku angielskojęzycznego? Pytam, bo sam mam takie szczęście\pecha (zależy pod jakim kątem patrzeć), że wychowałem się w mieszanej rodzinie, z tego powodu mam dwa języki ojczyste (polski i niemiecki), do szkoły chodziłem po kilka lat w dwóch krajach, na studia też,  i w sumie jestem native speakerem w obydwóch językach. W piśmie i mowie. Nawet w mowie nie mam akcentu ani polskiego, ani niemieckiego. I byłbym bardziej zainteresowany tłumaczeniem, niż pisaniem własnych tekstów. Fakt, że niemieckojęzyczny rynek jest dużo mniejszy od angielskiego. Ale z drugiej strony, to jest i tak większy od polskiego. Podsumowując: czy moje umiejętności można spożytkować na rynku literackim (i jeżeli tak, to gdzie się na początek zwrócić: wydawnictwa, pisma, autorzy? Przydam się raczej w Polsce, czy w Niemczech\Austrii\Szwajcarii ?), czy sprawa dotyczy tylko angielskiego?

  1. Chciałam zadać pytanie na temat wydawnictw. Mianowicie chodzi mi o to, komu najbardziej zależy na debiutantach/jest najbardziej otwarty? Gdzie w ogóle warto przesyłać teksty? Oczywiście chodzi mi o fantastykę. 

To ja dorzucę informacyjnie do pytania 26 – w najbliższy piątek w Gdańsku w ramach festiwalu “Odnalezione w tłumaczeniu” będzie – krótko, bo krótko – mowa o literaturze polskiej na rynku anglojęzycznym :-)

Przeklejam poniżej informacje ze strony organizatora:

 

Uniwersytet Gdański, Wydział Filologiczny (ul. Wita Stwosza 55, aula 1.43)

10.00-11.40 (2 panele po 50 min)

Literatura polska na rynku anglojęzycznym

Antonia Lloyd-Jones, Bill Martin, Jennifer Croft, Ursula Phillips, Soren Gauger; moderacja: Tomasz Pindel, Szymon Kloska

Literatura postkolonialna po polsku: obecność/nieobecność

Małgorzata Szczurek, Krzysztof Umiński, Michał Lipszyc, Tomasz Pindel; moderacja: Urszula Kropiwiec

 

Niech ktoś tam pójdzie z dyktafonem! ;p

"Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie."

Elanarze, wszystko wskazuje na to, że ja tam pójdę, ale bez dyktafonu ;) jeśli nic strasznego mnie nie powstrzyma przed dotarciem na miejsce, to napiszę potem, co się działo.

Świetnie, zrób dużo notatek! ;D

"Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie."

No, to piszę :-) Byłam na dyskusji, o której wspominałam kilka postów powyżej, i powiedziano tam, że:

– Zdaniem tłumaczy literackich PL → EN najważniejszym sprzymierzeńcem autora jest sam tłumacz (nie ma instytucji, które wyszukiwałyby wartościowe pozycje, więc często to tłumacz musi się jakąś książką zachwycić i zarekomendować ją w wydawnictwie)

– literaturę obcojęzyczną najczęściej wydają wydawnictwa niszowe – trzeba się dopasować do profilu

– bardzo ważna jest jakość i książki, i przekładu.

 

Czyli chyba nic bardzo odkrywczego... i na koniec cytat z Jennifer Croft na temat stereotypowych oczekiwań czytelnika amerykańskiego: “w literaturze Ameryki Południowej szukamy seksu, w literaturze japońskiej szukamy mądrości Wschodu, a w literaturze wschodnio– i środkowoeuropejskiej... hmm, nooo... cierpienia" ;-)

Cieer...piee...niee <zapisuje> Ok, zapamiętam! :D

"Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie."

Lolu, a czy na tym panelu była mowa o tłumaczach pochodzących z Polski, o ich tłumaczeniach oraz jakości tych ostatnich? Odnoszę się do odpowiedzi Malakha o tłumaczący “native” znających polski w opozycji do Polaków znających angielski.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Nie, nie było ani słowa na temat takich tłumaczy.

 

Dodam zresztą ze swojej działki (czyli tłumaczenia, ale – póki co – nie literackie), że za granicą tłumaczenie ze swojego języka ojczystego na język obcy jest często uważane za wielkie zło i coś, czego się w miarę możliwości unika. Ja sama daję wszystkie swoje tłumaczenia z polskiego (robione dla polskich zleceniodawców) do przejrzenia native’om i widzę, ile jest zmian na zasadzie “to w zasadzie nie jest błąd, ale nikt by tak nie powiedział”. A mówimy tu o tekstach typu “kup pędzle od nas, bo nasze pędzle są fajne i z borsuczego włosia, a pędzle od konkurencji krzywe i włosie im wypada”, a nie o literaturze ;-)

  1. Moje pytanie dotyczy konkursu Czwarta Strona Fantastyki, w którym można wygrać publikację powieści. Otóż: czy początkującemu pisarzowi faktycznie opłaca się wysyłać swoją pierwszą powieść na tego typu konkursy? Jaka jest ich przewaga nad, po prostu, wysyłaniem tekstu do wydawnictw? Przecież wydawnictwa też przeczytają tę powieść, w dodatku jeśli spodoba się jakiemuś większemu, typu Fabryka Słów, to autor może liczyć na spektakularny debiut ze sporym nakładem, czego nie zapewniają konkursy (aczkolwiek nie wiem jaki jest planowany nakład zwycięskiej powieści w konkursie Czwarta Strona Fantastyki – jednakże widziałem kiedyś konkurs na powieść, w którym nagrodą była publikacja w nakładzie 1000 egzemplarzy), a ponadto tekst nie jest blokowany na pół roku (bo można wysłać do kilku wydawnictw na raz, a w przypadku konkursów byłoby to chyba złamaniem regulaminu, a przynajmniej dobrego smaku). Pozdrawiam :)

Zanim Malakh ogarnie się z odpowiedzią, pozwolę sobie dorzucić swoje trzy grosze. 

Pierwszą i najbardziej zasadniczą przewagą konkursu jest to, że po trzech miesiącach od zakończenia terminu składania prac wiesz już, czy zostaniesz wydany, czy też nie. W wydawnictwach debiutanci dostają odpowiedzi – zdaje się – po roku, dwóch lub w ogóle. 

Nagroda w Czwartej Stronie traktowana jest jako zaliczka na poczet honorarium. Jestem całkiem przekonany, że debiutanci generalnie nie dostają od wydawnictw tak wysokich zaliczek.

A co do spektakularnego nakładu w dużym wydawnictwie – proponuję poszperać w internecie i sprawdzić, jak często duże wydawnictwa ostatnimi czasy wydają debiutantów. W konkursie szansa na bycie wydanym zdaje się być jednak nieco większa.

Oczywiście nie musisz brać moich słów za dobrą monetę. Być może zaraz przyjdzie Malakh i zada kłam mym słowom, roztaczając przed nami wizję bardziej optymistyczną od mojej. Choć wątpię.

Nooo, w jury JeRzy :)

Będę startować. Super fajne jest to, że konkurs godłowany, więc oceniane będzie tylko to, co jury przeczyta, nikt nie zostanie oceniony przez pryzmat wcześniejszych dokonań.

Świetna sprawa.

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

Vyzart, a ile debiutów rocznie się sprzeda? Nawet gdyby czytelnicy kupowali jednego debiutanta miesięcznie, to by musieli tylko na nich wydać rocznie prawie pięć stów. A co z niedebiutującymi, zagranicznymi itd.? Myślę, że rynek książki fantastycznej w PL nie jest w stanie wchłonąć więcej niż dwa debiuty rocznie, a przynajmniej nie na dłuższą metę.

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

Dzikowy, kolego drogi, zdaję sobie z tego sprawę doskonale i jestem dokładnie tego samego zdania. Takie stanowisko chciałem zresztą przekazać w poprzednim poście.

Czyli popełniłem klasyczną odpowiedź na przeczytanie bez zrozumienia. :)

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

Vyzart jest zawsze taki nierozumiany :P

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

Taaa... I potem zachodzę w głowę, czy to ja się nie umiem wysłowić, czy to po prostu reszta świata ma problemy z czytaniem ze zrozumieniem. Ech.

vyzart, dzięki za odpowiedź, nie sądziłem, że tak długo można czekać na odpowiedź od wydawnictw. A skoro rynek nie jest w stanie wchłonąć więcej niż 2 debiuty, to ciekawe jak sprzedadzą się te debiuty z Czwartej Strony – z tego co wyczytałem planują opublikować nie jednego, a trzech autorów.

Wygrana w konkursie gwarantuje pewien dodatkowy rozgłos. Zbiory po poznańskim konkursie – Miejska paralksa, czy jakie tam były poprzednie tematy – schodzą w nakładzie mniej więcej 1000 sztuk, jeśli dobrze pamiętam. Duże wydawnictwa często w ogóle nie rozważają wydawania czegokolwiek w tak małej liczbie.

Dzięki za bardzo pomocny poradnik.

Pozdrawiam

Zapraszam: www.jacek-lukawski.pl

EDIT: Tu było kolejne głupkowate trollownicze pytanie Corcorana, wynikające m.in. z niedoczytania wstępu i pewnych innych okoliczności. Usuwam, ale pozostawiam dla potomnych ślad własnego debilizmu

Dzięki Krajemar.

Nie biegam, bo nie lubię

You know nothing, Corcoran :-/

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

Asking is not wrong, especially if “you know nothing”, isn't it?

 

Poza tym to nie mój język, więc przepraszam za błędy.

 

Nie biegam, bo nie lubię

Malakh to Marcin Zwierzchowski :-)

Profil autorski: https://www.facebook.com/krajemar

Ponieważ od dłuższego już czasu nie pojawiły się nowe pytania, odpinam temat, by na górze nie było ich zbyt wiele. Jeśli kiedyś wątek odżyje, wtedy nic nie będzie stało na przeszkodzie, by znowu go przypiąć.

A wszystkich biorących udział w dyskusji zapraszam do nowego tematu Marcina Zwierzchowskiego:

Książki, z których można nauczyć się pisać (nie podręczniki)

Administrator portalu Nowej Fantastyki. Masz jakieś pytania, uwagi, a może coś nie działa tak, jak powinno? Napisz do mnie! :)

  1. Dzień dobry Panie Marcinie. A oto moje pytanie. Czy, gdy pisze się powieść fantasy, a później patrzy się na stronę wydawcy, że nie przyjmują fantastyki to czy warto skończyć powieść i jakoś przekonać wydawcę, żeby ją wydać?

Nie lepiej poszukać innego wydawcy? Taka luźna myśl...

Zapraszam na stronę autorską: www.facebook.com/LadyWrites - Anna Szumacher

Lepiej skończyć powieść, zbetować ją porządnie, a dopiero potem ruszyć do wydawców. Serio, rozpoczętych powieści są dziesiątki tysięcy. Ukończonych tysiące, a dobrych ukończonych setki.

"Białka były czerwone, a źrenice większe niż całe oczodoły"

Pytanie:

A jak redaktorzy patrzą na opowiadania polskie, zatytułowane po angielsku?

 

Pytam, bo są pewne słowa w j.angielskim które nie mają u nas odpowiedników, tylko przyjęły się do jakiegoś specjalistycznego slangu, np. finansowego czy informatycznego.

 

I tutaj moje wątpliwości, bo mimo wszystko to jednak polskie opowiadanie a i redaktor nie musi akurat danego słowa kojarzyć... czy to nie ośmieszy opka na samym starcie?

And one day, the dream shall lead the way

Wyciągam wątek, mam nadzieję że nikt się nie obrazi. Jest dość stary, a chyba bardzo ciekawy dla próbujących zadebiutować na rynku wydawniczym, którzy zaglądają na forum. Sam znalazłem go niedawno. Najciekawsze rzeczy są we wpisie Malakha otwierającym wątek i w pierwszym komentarzu.

Nowa Fantastyka