- Hydepark: 2001 Odyseja Kosmiczna

Hydepark:

filmy i seriale

2001 Odyseja Kosmiczna

O filmie Stanleya Kubrika, jak i o całej sadze Arthura C. Clarkea mogliśmy przeczytać dość niedawno w Nowej Fantastyce. Sam fim, jak zauważyłem, budzi bardzo wiele kontrowersji. Dla jednych jest on arcydziełem, filmem, który odmienił ich życie itd. Dla drugich jest to najnudniejszy film, jaki mieli okazję obejrzeć przez całe swoje życie. Faktem jest jednak, że nie można obok tego filmu przejść obojętnie.

Sam uważam, że jest to jeden z najlepszych filmów, które zdażyło mi się obejrzeć. Oglądając długie sekwencje, które porywają mnie w tę kosmiczną podróż, czuje się tak, jakbym oglądał poezję. Jest to film magiczny i zachwycający wizualnie, a genialna muzyka idealnie wpasowuje się w klimat tego... arcydzieła.

To jest moje zdanie, ale bardzo chciałbym dowiedzieć się, co o tym filmie sądzą inni użytkownicy tej strony, czyli Wy, fani fantastyki.

Komentarze

obserwuj

Dla mnie był to film pełen nowoczesnych - jak na rok, w którym powstał - efektów wizualnych. O monolicie i ostatnich scenach można dyskutować latami. Ale kilka dłużyzn zniszczyło mi odbiór. Forma przerosła treść, takie miałem profańskie odczucie wobec tego - zgoda, zgoda - arcydzieła. 

Ja obejrzałem go całkiem niedawno, własnie po artykule w NF. O efektach się nie wypowiadam, może gdybym oglądał go w roku powstania to by mnie zachwyciły. Ale zgadzam się z Jakubem, że pokazano tam niestety przerost formy nad treścią. Dla mnie osobiście nuda wiała z prawie każdego ujęcia. Łazili i gadali, jak nie gadali to pokazywali kosmos. Troche akcji było w opowiastce z Hallem, ale też w niektórych momentach ziewałem zdrowo. A ostatnia scena z narodzinami gwiazdy to już była katorga. Wiekszość czasu pokazane były jakieś kolorowe wzorki. Ogólnie dla mnie film nudny i toporny, ja lubię jak się coś dzieje, po ryjach sie tłuką, strzelają, krew sika po ścianach :P Do odysei 2010 i kolejnych części z cała pewnościa już nie podejdę.

Zaufaj Allahowi, ale przywiąż swojego wielbłąda.

Co jak co, ale w 2010, znalazł byś zdecydowanie więcej akcjii, a przynajmniej dialogów. Jednak to już nie to samo.
Z pewnością ktoś, kto liczył na mordobice może być rozczarowany i wcale Ci się Fasoletti nie dziwię. Jednak film ten jest filmem specyficznym, no i prawda, coś takiego trezba po prostu lubić. Nie mogę powiedzieć, że i mi nie zdarzało się klka razy ziewnąć, taka już jest natura tego filmu, ale zupełnie nie przeszkadza mi to w odbiorze. I właśnie warto doczekać do końca, chociażby ze względu na zakończenie, które pozostawia tak wiele możliwości interpretacji, że głowa może rozboleć:)

Film wywołał przynajmniej we mnie nie lichą konsternację, podział na trzy oddzielne części był ciekawym zabiegiem, chociaż przyznam, że część pierwsza, kiedy przedstawiano prehistorię była dla mnie wielką dłużyzną, potem zrobiło się ciekawiej. Podróże w kosmos, niesamowita muzyka, długie sceny i zero dialogów. Wreszcie historia z komputerem, zabijającym astronautów, który, co mnie zaskoczyło w całym filmie miał chyba najwięcej kwestii dialogowych. Po obejrzeniu miałam co do tego filmu mieszane uczucia, bo nijak nie mieścił się on w ramach filmów sf jakie do tej pory znałam.

Co mogę powiedzieć o tym filmie? Na pewno olśniewa przede wszystkim wizualnie, nawet teraz, chociaż minęło już ponad czterdzieści lat od premiery. Ostatnia sekwencja jest bardzo poetycka i trudna w odbiorze, dlatego nie dziwię się dlaczego niektórzy nie lubią tego filmu i uważają go za totalnego gniota.

Jest w tym filmie jeszcze coś, coś, co może odróżnia go od innych produkcji sf, szczególnie teraz. Kosmos, nieznane cywilizacje, monolit to wszystko w najnowszej produkcji sf przyniosłoby zagładę i byłoby pretekstem do krwawej jatki w kosmosie, a tutaj kontakt z obcą cywilizacją stanowi nadzieję na lepsze jutro w lepszym świecie.

A, jeśli już mowa o „Odysei Kosmicznej” to, co myślicie o jej kontynuacji z 1984 r. Lepsza? Gorsza?

Właśnie Redil. Akcja a dialogi to dwie różne sprawy. Ja z wielką chęcią obejrzę film gdzie tylko nakładają sie po mordach, a jedyne wypowiadane kwestie to jęki konających, ale w druga strone byłoby już gorzej. Co do kontunuacji, jak już mówiłem, na pewno do niej nie podejdę.

Zaufaj Allahowi, ale przywiąż swojego wielbłąda.

"Odyseja 2001" oglądana ponownie po latach już tak nie porusza. Ale jednego nie można odmówić: solidności podejścia do tematu. Kosztem jednego i drugiego przynudzenia, ale tak zwanej kupy trzyma się to od początku do końca.
Drugiej części jeszcze nie widziałem i, przyznam, za mocno ciekaw jej nie jestem. Trzeciej --- wcale... Podświadoma obawa przed systematycznym knoceniem kolejnych części, co dziś jest normą?

Odyseja Kosmiczna 2001 nigdy nie była dla mnie jakimś pomnikiem, do którego bym się modlił, z dorobku Kubricka zdecydowanie wolę inne filmy, ale ciężko mu odmówić pewnego uroku. Niestety, w tym przypadku połączenie wizualia-muzyka-wolne tempo było imponujące w czasach powstania filmu (generalnie większość starszych filmów ma wolniejsze tempo niż dzisiaj, choć i na ich tle Odyseja ciągnię się straszliwie), ale jak odpadły wizualia to wrażenie siłą rzeczy też mniejsze. Niemniej sama trzecia część, Hal i ta sekwencja z gwiezdnym dzieckiem to kult totalny (zwłaszcza, jak sobie jeszcze obejrzy człowiek wersję końcówki z podłożonym Echoes Pink Floyd, tą suitę komponowano chyba idealnie pod te sceny)

Co do 2010, może ktoś mnie bić, ale to bardzo solidne, oldschoolowe s-f, w dodatku całkiem niezła adaptacja książki. Ma normalne tempo, może nie rewalacyjną, ale wciągającą fabułę i znośną gre aktorską. I jest tam jedna niesamowita scena, którą kocham (gdy astronauci wychodzą na spacer kosmiczny i pada pytanie, jak jest po rosyjsku kura - jak ktoś widział, to wie)

Zachęcasz, bym jednak? Trzeba pomyśleć...

Film oczywiście jest genialny. Glosy krytyczne to glosy debili. To tyle, debile.

"Film oczywiście jest genialny. Glosy krytyczne to glosy debili. To tyle, debile."

To się nazywa konstruktywny komentarz! ;)

"Film oczywiście jest genialny. Glosy krytyczne to glosy debili. To tyle, debile"

Wszelkie czujniki wykazują, że komuś włączył się niezły "debil mode" :)

Arcydzieło

"To tyle, debile"? Urocze. Argumentacja mocna, niepodważalna i jakże subtelna. ;) 

hehe

bio2, ostrożnie z takimi komentarzami, debil to jednak słowo obraźliwe.
Traktuj to jako pierwsze i ostatnie ostrzeżenie

"Przychodzę tu od lat, obserwować cud gwiazdki nad kolejnym opowiadaniem. W tym roku przyprowadziłam dzieci.” – Gość Poniedziałków, 07.10.2066

No ja, jako wielki fan 2001, nie odważyłbym się jednak nazwać przeciwników tego filmu debilami. Bądź co bądź ten film wykracza poza wszystkie ustalone granice, zwłaszcza pod względem dialogów, dlatego nie można dziwić się ludziom, którzy najprościej w świecie tego filmu nie lubią. A chodziło mi o to, aby każdy wyraził swoje zdanie, więc również to negatywne.

Ale o filmie, nie o użytkownikach portalu :P

Zaufaj Allahowi, ale przywiąż swojego wielbłąda.

Tak Fasoletti, o filmie:)

Ty Redil wiem że piszesz o filmie, ale pan bio2 ma troche inną wizje tego watku :P

Zaufaj Allahowi, ale przywiąż swojego wielbłąda.

Ja uważam, że film jest świetny. Ma niesamowitą atmosferę, zrobił na mnie wielkie wrażenie. Nie wiem, czy ktoś miał podobne odczucia, ale z tego filmu promieniuje uczucie jakiejś pustki i samotności, które jest straszne i przytłaczające, ale też na swój sposób piękne. Film ma senny klimat, mała ilość dialogów i wolno tocząca się akcja służą jego budowaniu i są wielką zaletą, a nie wadą. Treść nie jest taka ważna. A co do efektów specjalnych, to na mnie zrobiły wielkie wrażenie, powiem nawet, że film wygląda lepiej od wielu późniejszych produkcji z komputerowo generowaną grafiką, która wygląda sztucznie, a tu wszystko wydało mi się naturalne i realistyczne. A takie na przykład sporo młodsze Gwiezdne Wojny bardzo się zestarzały, co widać nawet w zretuszowanej wersji, a Odyseja nadal wygląda dobrze. Słowem - arcydzieło, chyba jeden z lepszych filmów, jakie widziałem.

Aha, wychodzi na to, że to mój pierwszy wpis na stronie, więc... witam!:)

Czołem Amarok:)

Czołem Nowa :)

Dla mnie jest to dzieło ponadczasowe. Jest wieloznaczne, ma niesamowitą atmosferę, a przede wszystkim przedstawia wrzechświat nie jako nasze podwórko, które ludzkość uznała za swoją własność i zwyczjanie się na nim panoszy, lecz jako tajemnicę, którą należy traktować z szacunkiem, akceptując swoją małość wobec niej.

 

„Avatar" to piękna wizualnie, kosmiczna „Pocahontas".

„Odyseja..." to piękna wizualnie ( zwłaszcza jak na swoje czasy) próba wytłumaczenia natury otaczającego nas świata i fenomenu ludzkiego gatunku.

Taka to między tymi filmami różnica.

    Moim zdaniem  MONOLIT reprezentuje w filmie, to czego nie da się opisać, ABSOLUT. To kontakt z nim sprawia, że rozchodzą się drogi człowieka i innych zwierząt. Kość-narzędzie rzucona do góry staje się statkiem kosmicznym-narzędziem ( przeskok tylko ilościowy). Główny bohater trafia na końcu do pomieszczenia w stylu „Ludwika któregoś tam". Dlaczego? A jak najlepiej podkreślić „całkowitą umowność dekoracji"? Umiera leżąc przed MONOLITEM. Zresztą: nie umiera - w tej umownej rzeczywistości jest jednocześnie i dzieckiem i starcem... Znak to, że czas tam nie istnieje. Inne sekwencje odnoszą się chyba do natury materii w ogóle. W każdym razie ten film to materiał do myślenia na całe lata. Druga z „Odyseii" jest filmem dużo prostszym, gdzie - jeśli dobrze pamiętam - w końcówce z tej „drugiej  (MONOLIT) strony" CZŁOWIEK otrzymuje przesłanie: " ...tak, na tej planecie ( chyba Marsie) rzeczywiście powstaje życie ( pojawił się chlorofil). Macie się nie wtrącać, nie ingerować, a wszystko będzie dobrze". Strasznie dawno to oglądałem. Chyba obejrzę jeszcze raz...

Nowa Fantastyka