- Hydepark: Kapitan Ameryka pomnikiem współczesnej rozrywki

Hydepark:

filmy i seriale

Kapitan Ameryka pomnikiem współczesnej rozrywki

Świat jednak idzie do przodu. Na facebooku pojawiła się ostatnio śmiała koncepcja o tym, że autor będzie płacił czytelnikom za przeczytanie. Wbrew pozorom, koncepcja wcale niegłupia i logiczna.  Tak jak demokracja doprowadziła do tego, że władza, zanim zacznie gnoić społeczeństwo, najpierw przymila się temu społeczeństwu :) Obecny stan literatury jest taki, że jakby autor mi płacił za to, że go czytam, to wreszcie wiedziałbym dlaczego mam go przeczytać do końca. Ludzie wciąż się łapią na to, że jak już zapłacili za książkę, to ją zmęczą. To samo jest z filmem. Te cierpiące tłumy, czekające aż Kapitan Ameryka pokaże napisy końcowe. A później wynajdowanie zalet na siłę, bo przecież nie jestem idiotą, zapłaciłem, zmarnowałem dwie godziny! Ja, dumnie, wyszedłem z Kapitana po godzinie. Gdybym oglądał to w domu wyłączyłbym po pięciu minutach. Dowcipne teksty na poziomie PRZYGŁUPIEGO piętnastolatka (bo bywają wybitni piętnastolatkowie), wszystkie sceny będące kalką tysięcy scen z poprzednich filmów. Przez pierwszą godzinę nie ma tu ani jednego dialogu, lub sceny, której nie widziałem już sto razy. Tuż przedtem, nim wyszedłem, furgonetka z kluczowym, jednookim Murzynem eksploduje. Po spędzeniu godziny na zaprzyjaźnianiu się z tą postacią było mi kompletnie obojętne, czy facet przeżyje, czy nie. Zdjąłem nawet okulary 3D, bo trochę mnie męczyły, a na ekranie i tak nie działo się nic interesującego. Nie musicie zgadywać. W oczywisty sposób murzyn wyciął sobie dziurę w asfalcie i uciekł. Tak to się przecież robi, nie? Wyszedłem, kiedy główny bohater znalazł go krwawiącego w swoim mieszkaniu. Oczywiście najpierw musiał się zakraść do tego mieszkania, bo chuj wie co tam mogło być. A gdyby to był Cluthlu?

Komentarze

obserwuj

Jak się płaci za Kapitana, to się dostaje Kapitana. Logiczne. Niestety, "jakość", to już kwestia drugoplanowa.  Przypomina mi się mój kolega zbulwersowany "Kronikami Riddicka". Wyszedł z kina cały nabuzowany i wściekły, że szkoda mu czasu i kasy,  które stracił na jakieś dwugodzinne gówno. No, ale sorry, takie mamy kino. Przecież nie poszedł na wielowątkowy dramat psychologiczny ze świetnie zaprojektowanymi rolami i postaciami granymi przez elitę współczesnych aktorów. Zapłacił za Riddicka i dostał Ridicka.

"Zimowy Żołnierz" jeszcze przede mną. Raczej obejrzę do końca. :)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Ja przyznam wprost, ze takich rzeczy nie oglądam. Jedyne filmy o superbohaterafh, jakie widziałem, to batmany.

I po co to było?

Ja zamiast superbohaterów wolę oglądać superbohaterki. Mózg przy tym też nie pracuje, ale przynajmniej jest na czym oko zawiesić.

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

A ja byłem przyjemnie zaskoczony "Zimowym żołnierzem". Nie nastawiałem się na wybitne kino, bo nie w takim nastroju wczoraj byłem. Oczekiwałem rozpierduchy, łatwostrawnych tekstów i dobrej zabawy przy przesmacznych i przezdrowych czipsach w akompaniamencie napoju kokosowego. Owszem, film nie powala elokwencją dialogów i głębią przekazu. But HEY! This is CAPTAIN AMERICA, a nie Krzysztof Kieślowski, god damn it ;)

 

Czasem trzeba wrzucić neurony na luz (bądź włączyć neurotempomat) ;-D

 

 

Złościć się to robić sobie krzywdę za głupotę innych.

A, tu brajt poruszyłeś temat jedynej wartościowej sceny z pierwszej godziny Kapitana. Przez jakieś trzy sekundy widać bardzo zgrabny tyłek jakiejś postaci kobiecej. W szytych na miarę spodniach mundurowych. Wprawdzie już to widywałem wcześniej (choćby na ulicy, lub w autobusie), ale staram się oddać sprawiedliwość temu filmowi. Ma on zaletę!

Jestem sygnaturką i czuję się niepotrzebna.

Zalth: rację masz całkowitą co do zasady. Pamiętam, że pierwszy Batman z Nicholsonem nie znudził mnie za bardzo. Dzięki temu głupio wierzę, że film o superbohaterach nie musi być dnem na dnie i kalką kalek. Kapitan jednak przekonał mnie niezbicie, że najłatwiej przepisuje się cudze sceny. Udowodniono mi, że wytrzymałem zaledwie 40 minut tego dzieła (wcześniej do punktacji liczyłem sobie reklamy – niezłe były), co ponoć nie uprawnia mnie do zdania na ten temat. Sorry, ale jak przez pół godziny filmu nie zdarzy się NIC, co by widza zainteresowało, to chyba ten widz ma prawo, zgodnie z rozsądkiem, stwierdzić, że przez pozostałą godzinę dwadzieścia może zrobić ze swoim życiem coś konstruktywnego. Na przykład zabić się, jak zrobił Beksiński, kiedy stwierdził, że nie rozumie popkultury. Chwilowo zabijać się nie zamierzam jakoś gwałtownie. Na pewno nie z tego powodu, że faceci w obcisłych wdziankach wydają mi się śmieszni. Może trochę mi smutno, że wartościowe kobiety śnią o nich. Ale commeon! Tyle już lat faceci śnią o lalach w szpilkach, że po prostu nam się należy!

Jestem sygnaturką i czuję się niepotrzebna.

Rinosie – to dlaczego w ogóle wybrałeś "Kapitana"?

Złościć się to robić sobie krzywdę za głupotę innych.

Dziewczyny szły, to się na chama podłączyłem. I nie zrozumiałem tego kina dla kobiet :)

Jestem sygnaturką i czuję się niepotrzebna.

AAA! To ty nie szedłeś na film, tylko do kina ;D ...

 

...

 

...i wyszedłeś? Znów nie rozumiem... ;)

Złościć się to robić sobie krzywdę za głupotę innych.

Ale tego nie ukrywałem. Zapytałem, "czy mogę iść z Wami", a później zapytałem: "na co idziecie?"

Jestem sygnaturką i czuję się niepotrzebna.

"Na facebooku pojawiła się ostatnio śmiała koncepcja o tym, że autor będzie płacił czytelnikom za przeczytanie."

To nie jest science fiction, ani nawet fantastyka bliskiego zasięgu. Takie rzeczy już się dzieją... ;-) Mógłbym wskazać pewien portal, ale nie pamiętam dokładnie nowego regulaminu i nie wiem, czy nie zostałbym za to wyrzucony z tego forum.

http://www.wojciech-chajec.pl/

Zaryzykuję stwierdzenie, że nie zostaniesz wyrzucony. Owszem, nie wolno tu nic reklamować, ale piętnować patologię chyba tak?

Jestem sygnaturką i czuję się niepotrzebna.

Zaryzykuję...

Czy to patologia...? :D Nie wiem.... Można się spierać, choć mój stosunek do tego zjawiska jest w tym momencie raczej neutralny.

W serwisie opowiadania.pl istnieje takie "cuś", zwane sponsoringiem. Mając dużą liczbę punktów można promować swoje teksty na stronie głównej;  są wyświetlane w widocznych miejscach.  Punkty można zdobyć... logując się codziennie, komentując prace użytkowników, którzy płacą... Ale jeśli myśli się na poważnie o promowaniu swoich tekstów, za punkty trzeba zapłacić... I można za nie, jak już wspomniałem, umieścić opowiadanie w widocznym miejscu, a także płacić użytkownikom za samo otworzenie tekstu, a także za komentarz. To trochę śmieszne, że autor nie dość, że musi się napracować, to płaci innym za czytanie. :p Ale bez tego trudno się wybić na tamtym portalu...

http://www.wojciech-chajec.pl/

Jak widać – nawet z portalu literackiego można zrobić kolejną foteczkę.pl ;D

Złościć się to robić sobie krzywdę za głupotę innych.

Twórcy serwisu mieli naprawdę fajny pomysł – ze swojego punktu widzenia. A to, czy autorom podoba tam się, czy nie, to już kwestia gustu. ;-)

 

http://www.wojciech-chajec.pl/

I mam nadzieję, że moje powyższe wypowiedzi nie zostaną uznane za reklamę. :p

 

http://www.wojciech-chajec.pl/

Parafrazując mistrza: "Nadzieję to może mieć dziewica". ;D

Złościć się to robić sobie krzywdę za głupotę innych.

heh

cest la viev

cest la XXI century

Tu już nie chodzi o taką logikę, że ktoś się napracował, więc czytajmy jego dzieła. Tutaj pojawia się absurd typu "czytajmy tego gościa, bo płaci 15 zł za przeczytanie, nie tak jak tamten gość, co płaci tylko 10zł" W tym momencie kompletnie stanie się nieistotne, czy książka jest dobra. To już się stało nieważne w demokracji. Kto tak naprawdę patrzy, czy rząd jest dobry? Oby dawał większą kiełbasę wyborczą! Oczywiście tylko do possania, bo kiełbasa jest jedna a ssących tłumy. Tak jak przy każdym "interesie" znajdą się grupy, które z radością "pociągną" tę analogię. Czy literatura pójdzie tą drogą? Najstarszy zawód świata poszedł nią dawno, ale to było jeszcze przed cywilizacją. Wymyślona w Atenach demokracja (ich tam wtedy było tylu, co nas tu na portalu) dochodzi do tej granicy. Reszta: czyli film, telewizja, prasa już tę granicę przekroczyły.  W zasadzie jedyne czego możemy sobie życzyć, to tego, żeby literatura stała się dziedziną ekskluzywną, jak teatr lub filharmonia. Och, gdybyż ktoś mi obciągnął w filharmonii... sorry, nie to chciałem powiedzieć! Licentia poetica <rinos się kłania> ;)

Jestem sygnaturką i czuję się niepotrzebna.

Odpadłem :D A w foyer, w teatrze też? :D

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

TyraelX

Inny Mistrz pisał: "Nie porzucaj nadzieje, jakoć się kolwiek dzieje."

Nie spodziewałem się, że kiedykolwiek będę posiadał podobny światopogląd, jednak czytanie dzieł Mistrza musiało mnie odrobinę "zarazić" tą ideologią. :p Będę ostrożny...

http://www.wojciech-chajec.pl/

PsychoFish: domyślam się, że tylko z ciekawości pytasz? Nie to, że to są dostępne opcje? ;) Anyway, dzięki za docenienie humoru :D

Jestem sygnaturką i czuję się niepotrzebna.

Nowa Fantastyka