Recenzja:

Nowa Fantastyka 06/14

Czerwiec - Dziennik pokładowy gwiazdolotu "Czytam"

Pobierz fragment numeru w pliku PDF.

 

01 umowny czerwiec gwiezdny, 23:15…

 

Wiedziałem, po prostu, kuźwa wiedziałem. Latanie w czerwcu przez kwadrant 66 to proszenie się o kłopoty!

Wzięliśmy na pokład stadko radosnych arkturiańskich dziewic, które należało dostarczyć na Krąg VII w wyżej wymienionym sektorze. Co, po co i na co – nie nasza sprawa, szczególnie, że szczebiot, zalotne uśmiechy i powłóczyste spojrzenia udanie zmobilizowały załogę do roboty. Nawet Miecio prężył nanostalową klatę jak nigdy przedtem…

A tu nagle jak coś nie drgnie, nie łupnie! Ogląd z kamer zewnętrznych spowodował opad szczęk: przestrzeń za nami pękła, wylazły z niej macki i trzymają nam gwiazdolot. Ale co, dlaczego, warum, why, co do wuja pana…?

Potem wyszło, że Jan pytał, po czym poznać, że kobieta nie jest już dziewicą, na co Miecio odparł, z właściwą sobie wrażliwością, że dziewicę trzeba zerżnąć tak, żeby krew poszła.

Niestety, szczęka Miecia ma jakieś łączenie nie ten teges i mówi on mocno niewyraźnie. Wyszło, że w czerwcu, w kwadrancie 66, jeden z naszych załogantów zarżnął dziewicę… Ech… Jak nie urok, to sraczka. Weź tu, człowieku, bądź mądry i wypełniaj kontrakt.

Miecio ma coś wymyślić, póki mamy ciąg w silnikach i te macki nie mogą nas wciągnąć. Czyli jeszcze parę godzin. Dziewczęta są mocno zaniepokojone, bo prewencyjnie wrzuciliśmy je do kontenera. Trudno, potem się wymyśli jakieś wytłumaczenie…

 

W rzyci mam, póki Miecio myśli – czytam, być może ostatni numer NF w historii tego gwiazdolotu.

 

KOSMICI NA PRERII Andrzeja Kaczmarczyka to krótki przegląd fantastyki w… westernach lub na Dzikim Zachodzie ogólnie . Temat znam z autopsji ;-) więc z artykułu wyciągnąłem dla siebie kilka ciekawostek pod koniec. Dla osób nie znających jednak tej mieszanki gatunków, artykuł wart polecenia jako swoisty drogowskaz po kinie i serialach.

W CIENIU TOTEMÓW Kamila Jacha z kolei przybliża kilka istotnych elementów wierzeń Indian północnoamerykańskich, wiążąc je z niektórymi motywami w literaturze fantastycznej. No, u mnie etnograf w rodzinie, który z kolei znał niegdyś innego etnografa – od Indian obu Ameryk właśnie – więc z przyjemnością odświeżyłem sobie temat, wspominając snute przy slajdach opowieści… Tak tak, w kolonii, gdzie podczas nocy radiowej cisza i nuda, slajdy oraz historie były na wagę złota!

 

Generalnie, obydwaj panowie bawiąc się w indian i kowbojów, obskoczyli wzorowo temat z okładki i na brak pogłębienia tym razem nie narzekam.

 

Po lekturze KTO KONTROLUJE KONTROLUJĄCYCH? Wawrzyńca Podrzuckiego rzuciłem się natychmiast do MedSkanu i kazałem naszej SI wydrukowac pełen zestawi informacji. Dopiero po czasie dotarło do mnie, że to bez celu – skoro już jakiś mikrobiom został utworzony, to jak mam się pasażera pozbyć, skoro on wszystko uczyni, bym tego nie zrobił…? Zgroza mnie zdjęła, a artykuł ciekawy, lekko kpi sobie z naszego przekonania o wolnej woli, przytaczając naukowe przykłady podważające te wiarę.

 

WIELOWYMIAROWY ANARCHISTA Adama Rottera to ciekawy rys biograficzny niezwykle barwnego człowieka oraz jego równie bogatej twórczości. Czy interesujący? Owszem, zawsze to miło poczytać o innym oszołomie na drugim krańcu Galaktyki, do którego, po lekturze tego artykułu, odczułem mimowolną sympatię oraz pewien podziw – i to pomimo różnic światopoglądowych. A jak ja się z kimś światowo różnię, to bez noży się przeważnie nie obejdzie… ;-)

 

Z DYMKU DO KADRU… – Michał Chudoliński, Radosław Pisula. Ten artykuł przejrzałem z kronikarskiego obowiązku, nie “zahaczył” mnie, nie zainteresował – no, może poza informacją, że scenarzyści filmowi wsiąkają i przechodzą na komiksową stronę mocy. A dlaczego nie zahaczył? Ano, bo ruch w drugą stronę – od komiksu do ekranu i różnorakie tego efekty – śledzę sobie od dawna, więc nic nowego ;-)

 

No, Miecio przyszedł, wymyślił coś. Ciekawe co…

 

02 umowny czerwiec gwiezdny, 20:05…

 

Aleś wymyślił, Mieczysław, kur… – powiedział kuk. Kuk wie, co nas trzyma, ponoć to jakiś Przedkosmiczny z innego wymiaru. Srał go pies, jeśli plan Miecia zadziała. A Miecio wymyślił, że dzidę tachionową odepnie, przepnie, obróci. Potem na sygnał – macki się ciachnie przeddzidzim impulsem, one sobie się kulturalnie odetną, a my wyrwiemy do przodu. Ma Mietek jakieś półtorej godzinki na manewr, to żeśmy go na kopach do śluzy wynieśli, niech działa.

A ja sobie poczytam… A co mam się denerwować? Zginiemy to zginiemy. A jak nie zginiemy, to mamy jeszcze stadko dziewic do dostarczenia – wystarczający kłopot, uwierzcie mi…

 

Maciej Parowski w CZYTAĆ CZY PISAĆ? opowiada, jak to pisarz raz unika, a raz nie unika czytania, kiedy tylko pisze. Jak złota reguła każe odkładać Chandlerów, wyrazistych autorów, by stylu nie kopiować, nie nasiąknąć – lecz swoim tworzyć. Jak… A co będę pitolił, przed pisaniem – przeczytać ;-)

 

Kolejną ciekawą postacią okazuje się Kevin J . Anderson, odpytywany przez Tymoteusza Wronkę. NIE PISZĘ FANFIKÓW to interesująca – dla fanów, czytelników, autorów – krótka rozmowa o tym, jak wygląda praca pisarza klejącego nowe opowieści w starych uniwersach, w tym także kilka “kuchennych” szczegółów. Długie serie mają swoje marki, te marki są podtrzymywane, o ile tylko jest komu je spisać. Ten facet to robi :-)

 

W felietonach, jak na złość, klęska urodzaju. EMPATIA SP Z O .O. Rafała Kosika stawia pytanie o wybiórcze stosowanie i pokazuje tytułowe zjawisko jako biologicznie, ewolucyjnie uzasadniony mechanizm, doprawiając cały wywód przy końcu moim ulubionym czarnym humorem. OBSESJA ZEJŚCIA Łukasza Orbitowskiego interesująco opisuje, jak został uświadomiony o własnych obsesjach i co z tego wynika przy pewnym horrorze z religijnymi konotacjami. Najciekawiej, o dziwo, pisze jednak Peter Watts w NAJSŁABSZYM OGNIWIE – na temat interaktywności współczesnej rozrywki a samej istoty opowieści. I tutaj można pokiwać w zadumie głową, bo coś w tym jest. Jakby nie patrząc, na własnym podwórku mieliśmy niedawno Wiedźmina II, którego krytykowano za oczywistą linearność (ach, fan rozwydrzony mnogością decyzji w pierwszej części) a jednocześnie chwalono za spójną opowieść…

 

Generalnie publicystyka w czerwcu trzyma wysoki, równy poziom. Praktycznie poza jednym artykułem przeczytałem całość z zainteresowaniem. Aż szkoda umierać, jak dobre idzie… :-)

 

Coś załupało. Przez chwilę w głośnikach szumiał Mietek, mówiąc, że mu wpadła dziwa, ale po chwili zrozumieliśmy, że spadła dzida. Potem było coś o znoszeniu lub podnoszeniu i dalszych ciągach. Wróciłem więc do lektury.

 

Zacznę może od tego, co mi się nie podobało.

A nie podobał mi się STARZEC Z BAGIEN Artura Wierzchowskiego. Źle, wróć. Podobał się do sceny ze starcem z bagien. A potem już nie. Tak, teraz wszystko jasne. Nie potrafię, chociaż bardzo się zmuszałem i nawet golnąłem sobie dla kurażu, coby tę intrygę grubymi nićmi szytą strawić jakoś, nie kupuję więc absolutnie, jak to możliwe, że po jednym li tylko proroctwie trzech niemalże braci, razem wychowanych, zżytych i w boju razem stawających – tak nagle zakusy na siebie czyni? Ja rozumiem, dwóch z nich o kobietę, ale to też jest spór, który musi nabrzmieć, dojrzeć niczym owoc, nim go można zerwać. I jeszcze na końcu potwornie pretensjonalny zestaw pytań naprowadzających, jak w amerykańskim kinie familijnym. Nie mam nic przeciwko amerykańskiemu kinu familijnemu, bo nie udaje niczego, czym nie jest, a tu – opowieść kroi się z dreszczykiem, w klimatach słowiańsko-magicznych i dostajemy… Coś, co albo straciło w trakcie obróbki bardzo istotny fragment gdzieś w środku, albo go nigdy tam nie miało. Ten nagły przeskok łamie całe opowiadanie na pół w bardzo brzydki sposób.

I jeszcze ta końcówka, zabija jakąkolwiek przyjemność z czytania. Nie lubię, jak autor traktuje mnie jak skończonego kretyna, jakkolwiek doceniam, gdy zostawia sygnały jasne, wyraźne, naprowadzające – bo skończonym geniuszem też nie jestem.

 

Tyle narzekania. W WYSCHNIĘTEJ RZECE Rachel Sobal dostajemy krótką, za to dość interesującą wizję świata, w którym magia, matematyka i nowoczesne technologie przeplatają się z demonami i wojną. Chętnie poczytałbym coś dłuższego w tych realiach, zanęcony tym kawałkiem.

 

Za to UTRACONE ŚWIATY NIÑO SANDOVALA Jakuba Małeckiego to opowieść egzotyczna, kompletna i niesamowicie klimatyczna. Przenikanie się świata rzeczywistego z duchowym, coś, o czym w naszej Jewropie już dawno, bardzo dawno temu zapomnieliśmy, ich nierozerwalna koegzystencja i wreszcie los człowieka pomiędzy stąpającymi w podcieniach, ukrytymi na konarach lub szybko znikającymi za krawędzią dachu koszmarami z opowieści – porywają czytelnika. Dosłownie.

 

Przy końcu już jestem, czytam więc dalej. Czytam, spluwam, paszcza mi się wykrzywia, pokładowa SI z ciekawością usiłuje coś na MedSkanie zwizualizować – a czytam REKORDZISTĘ Szymona Stoczka. Wizja niezwykle oryginalna, futurystyczno-postapokaliptyczna. Na dodatek okraszony niecodziennym pomysłem na sport, hazard, nagrodę… Napisana tak plastycznie, tak barwnie i wciągająco, tak sprawnie, że nawet skądinąd dość klasyczny finał przez moment nie wydaje się oczywisty. I to pomimo, że autor, złośliwiec, wszelkie puzzle podetknął pod nos czytelnikowi. Wierzcie mi, czas poświęcony na lekturę tego kawałka jest czasem dobrze spędzonym!

 

Tym razem jednak, moim skromnym zdaniem, oryginalnością wizji – ewolucjonizmu pomieszanego z cyklem życia, walką klas, równością społeczną i mitem Kopciuszka osiągającego swój szczyt, a całość zaklęta w obcej nam biologii – wszystkich na głowę pobił Derek Künsken za pomocą GLINIANYCH ŁAWIC. Toż to prawdziwe science-fiction, mocno naukowe, a jednocześnie odświeżająco nowe – razem z REKORDZISTĄ przywraca wiarę w moc tego gatunku literackiego. Bohaterem opowieści jest istny doktor Judym, który przechodzi – wraz z rozwojem wydarzeń – wewnętrzną przemianę, ukazując makiaweliczne pazurki, by na końcu stać się solidnym Królem Lwem, takim wiecie, z bujną grzywą, wielką, poznaczoną szramami klatą i perspektywą wiecznego… hmmm… Niech wam portalowa Finkla wyjaśni, o co chodzi z lwami, lwicami i szalonymi nocami pod baobabem. ;-)

 

Dla tych dwóch opowiadań warto kupić ten numer i te dwa przeczytać. Publicystów przepraszam, generalnie wolę opowiadania od reszty magazynu, jakkolwiek doceniam ich pracę, czytam wszystko – to jednak…

 

Wyrzuciło nas nagle do przodu, jak nie przymierzając, przeczytanego przed chwilą Doktora z orbity Trzewi. W głośnikach Mietek wył z radości, a my mknęliśmy do przodu. Fakt, potem zapomnieli go chłopcy, niby przypadkiem, wpuścić do środka jeszcze godzinkę, aż mu się tlen prawie zaczął kończyć, ale wyobraźcie sobie, jak wdrapuje się do śluzy z wybałuszonymi oczami, czerwony już, na resztce wdechu sprzed minuty nerwowo zdejmuje hełm, bo mieszanki w skafandrze już nic – a chłopaki za szybką śmieją się w najlepsze i robią delikwentowi fotki!

No cóż, do kadłuba mamy teraz przytroczone kilkaset kilo obcego mięcha. Przynajmniej gulasz będzie świeży. Czas zająć się dziewicami, kontrakt to kontrakt, na Krąg VII mamy dostarczyć bandę “zdeprawowanych swawolnic”, cytując zapis z par. 2 pkt. 3 b)… Służba nie drużba.

 

Mission accomplished.

Inne recenzje

Komentarze

obserwuj

Bach. Recenzja dla niezdecydowanych. Dziękuję za wspólny lot ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Szybka Ryba! Czasopismo ledwie co w sprzedaży, recenzja już jest, dalibyśta to, władne ludki, na start! A wczytam się bardziej jutro, choć jutro już zaraz ;-)

Szybka jak szybka, dzień w parku z małą, która z nadmiaru wrażeń ucięła sobie dwie długie drzemki ;-)

A jutro jest dziś, że tak sobie filozoficznie powiem… ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Super recenzja. I te dziewice w gwiazdolocie… Dobre, dobre. Zachęciłeś. Do NF znaczy ;-)

Coś tak czułem po pobieżnym przejrzeniu, że w numerze znalazło się parę wybitnych opowiadań. No, znaczy przekonam się jeszcze.

Total recognition is cliché; total surprise is alienating.

No przecież jasne, że dziewicami… do NF… ;-) Te dwa z czystym sumieniem polecam do odłożenia na półkę i potem poczytania jeszcze raz.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Władowali informację o gwiazdolocie na fejsa! Cholera, nawet w kosmosie nie ma spokoju ;-) Kurs by trzeba zmienić, czy co? 

Psycho będzie znany!

Mee!

Znany, nieznany, ale koń zielony (i niebzykany)! ;-) Z tym fejsem zaskoczenie, bardzo mi miło. Chyba muszę zacząć włączać autocenzurę przy przygodach tej załogi… ;)

Fakt, czas pokierować w jakieś mętne otchłanie kosmosu, tylko, drogi Janie, jak już zacząłeś, to te dziewice trzeba by dokończyć i szybciutko dostarczyć… Pamiętaj, E, nie A, E! ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Że jak? Ano, dziwne rzeczy się dzieją. Do opowiadań jeszcze nie dotarłem, bo komandor chowa czasopismo pod poduszką w tej swojej wypasionej kajucie. Jeno Wattsa felieton trzasnąłem w kantynie, gdy Jaśnie Pan Dowódca, odrywając się na moment od lektury poszedł sprawdzić, czemu nogawki  kompresyjnego munduru sięgają mu tylko do łydek.  No i jakoś zainspirował mnie ten Watts. Jakby tak najpierw wirtualnie, na symulatorze, sprawdzić możliwość liniowo-progresywnego rozdziewiczenia, znaczy wiadomo – o algorytm mnie przede wszystkim tu chodzi, to byłoby…  Znaczy… Eee… Wszystko przez to, że ten gulasz  położył niemal całą załogę, mnie oszczędziło, bo przy tych prędkościach tylko trawę wpier… Sorry,  jeszcze tu wrócę, na razie muszę Mieciowi coś szepnąć… Oj!jO  

laughlaugh

 

po co dodali emotikonki? po co się ktoś napracował? żebym musiał tak edytować komentarz czytelnika i deptać, turlać się, niszczyć bezpańsko prawa autorskie do komentarza?

Wzburzony anonimowy administrator

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Oj jajku, zaczerwieniła ci się skorupka w powyższej edycji ;-)

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Nowa Fantastyka