Recenzja:

Nowa Fantastyka 04/15

Kwiecień ‘15. Dziennik pokładowy gwiazdolotu "Czytam"

 

Gwiezdny jakiś tam, późno w noc.

 

Z niecierpliwością czekałem na koniec rekonwalescencji. Doczekałem się i zaprawdę, powiadam wam, nie ma nic piękniejszego, niż przepocony, kubełkowy fotel przy pulpicie sterowniczym, szemrany kursik w mało uczęszczane rejony znanego kosmosu i wizja grubego transferu kredytów do okrętowego skarbca.

Nie ma tez nic bardziej deprymującego, niż bliskie spotkanie trzeciego stopnia w miejscu, gdzie nie powinno być niczego ani nikogo poza umówionymi kontraktorami. Grzaliśmy działko, Mietek wdziewał kombinezon szturmowy, chłopaki z trzęsącymi nerwami próbkowali zbliżający się cel…

Cholerny żółw. Z czterema słoniami na grzbiecie. Uwierzycie? No jasne… Dlatego MedScan dla wszystkich, zbiorowa halucynacja, zatrucie lub zakażenie obcym czymsiem jak nic!

 

Siedziałem właśnie na ssaczotronie celem wyprodukowania niezbędnych do analizy próbek, czytając kwietniowy plik z Nową Fantastyką. A tam Jerzy Rzymowski (JeRzy) we wstępniaku wspomina nie byle kogo – Terry’ego Pratchetta. Och w mordę, za serce złapało, a i żarówka we łbie się zapaliła. Procedura kwarantanny to jednak procedura, póki nie nastąpi download, MedScan nie wypuści mnie z pomieszczenia, zero komunikacji. Skupiam się więc, skupiam i czytam, zastanawiając się: sen to czy jawa?

 

Marcin Zwierzchowski (Malakh) częstuje wydawniczymi nowościami – znaczy, portfel się uszczupli.

[Artykuł] Mateusz Wielgosz pisze o „E-narkotykach” – znaczy, chyba coś z nami na rzeczy, może to od tego… Artykuł ciekawie się rozkręca, ale tak jakby gwałtownie kończy. Niedosyt będzie. Znaczy jest.

[Wywiad] Michał Cetnarowski (_mc_), z okazji rocznicy premiery „Starości Aksolotla” (którą, przypomnijmy, redagował) rozmawia z Jackiem Dukajem – znaczy promocja się stanie.

Rozmawiają o e-bookach, o tym, jak żartobliwe wyzwanie przerodziło się w książkę, o nowych technologiach w pisaniu książek. Troszkę też o oczywistościach z technologii płynących, a także o tym jak marginalne jest SF w F. O zmianach w tematyce i treści, troszkę o nowej powieści Jacka Dukaja.  Chciałoby się trochę więcej, głębiej w tematach, ale wiadomo – sześćset czterdzieści kilobajtów musi każdemu wystarczyć…

[Artykuł] Tomek Miecznikowski gmera w zapomnianej historii literatury z wprawą pawiana obierającego banana. Wygmerał tym razem „Transmigracje Ambrose’a Bierce’a” – znaczy, ciekawość podrażniona zostanie.

No dobra, przyznaję, nie wiem kiedy po prostu wchłonąłem historię pisarza, jego twórczości, motywów i wreszcie – tajemniczego zniknięcia autora. Cholernie lubię takie profile: zwarte, a jednak ciekawe, żywe, o ludziach z krwi i kości oraz o tym co tworzyli.  Must read!

[Artykuł] Wawrzyniec Podrzucki ustawia „Galileusza na krawędzi” – znaczy, będzie się działo.

I, kurczę felek, dawno nie czytałem tak dobrego przekrojowca o tym, co w świecie nauki szwankuje, co jeży Logice włosy na głowie, co Rzetelność wpędza w katatoniczne kolebanko, a Uczciwości zadek ściska z przerażenia. Zestaw grzechów i grzeszków, tłumaczących jak w – teoretycznie samoweryfikującym się – naukowym świecie pojawia się coraz więcej humbugów, z pobieżnym, ale zdaje się trafnym wskazywaniem przyczyn.

Brrr!

 

O, z tego strachu coś idzie, czuję jak się rusza…!

 

[Wywiad] Marcin Zwierzchowski prezentuje dość krótki, ale anegdotyczny wywiad z gwiazdami „Gry o Tron”. Znaczy – będzie się uśmiechało.

[Artykuł] Radosław Pisula pichci cosik w „Piekielnej kuchni Marvela”, o serialach, planach na seriale i bohaterach z komiksowego uniwersum wzmiankowanego potentata – a, będzie się czytało.

 

Nie chce wyjść, kurczę. Się zamyśliłem za długo. No, dalejże, dalej, nie chcę tu spędzić całego dnia!

 

[Wspominki] Maciej Parowski kontynuuje „Różne stany skupienia”, przybliżając kuchnię powstawania kolejnych wersji F i NF przez lata, skupiając się na grafikach i ich psikusach w latach ’90 oraz ścieżkach, jakie prowadziły autorów fantastyki jeszcze za komuny – będzie się śmiało, kręcąc głową.

[Felieton] Rafał Kosik prognozuje paranoję śledzenia i bezpieczeństwa w roku 2040, ale mam wrażenie, że aproksymując obserwowane trendy nie zdaje sobie sprawy, że opisuje świat już istniejący w 2015. Może niejawnie i nie do końca legalnie – ale w większości będący, niestety, faktem. Dla czytelników „z branży” nic ciekawego, dla nieświadomych – być może ważne.

 

Nie wiem co się będzie… Ach, wiem. Co za ulga! No, to teraz migoczą światełka, muzyczka zasuwa, analiza się będzie działa, cóż ten pierwszy pilot tam w sobie miał. Poczekamy, poczytamy.

 

[Felieton] Peter Watts bawi się wagonikiem. Dosłownie. Roztrząsa dylemat rozsądzania co cenniejsze: jednostka czy zbiorowość? Czy można poświęcić jednostkę ze względy na potrzeby wielu? Nie powiem, ciekawe – znaczy, będzie się krew lała.

[Felieton] Łukasz Orbitowski zabiera nas do kolejnego horroru, „Coś za mną chodzi”. Jak zwykle, ze swadą, z zamysłem (o strachu w stanie czystym i o egoistycznym instynkcie przetrwania) – będzie się bało, oj będzie!

 

Kurczę. Jestem czysty. Znaczy, że nie śnię. Alkohol trochę jeszcze we krwi ponad dozwolony poziom, ale u nas to norma. Na pewno nie przyczyna halucynacja. MedScan móżdży jak szalony, ale decyduje, że można mnie wypuścić. Lecę, pędzę na złamanie karku do sterówki, rzucam wizualną – jednak żółw tam jest. Czas sprawdzić, czy żarówka dobrze świeciła. Kolejkuję komunikat na wszystkich częstotliwościach, we wszystkich językach. Prawoskrzydłowy też już wylazł z przybytku, wierci się niespokojnie, reszta w załogi w analizie – trzeba czekać. No to czytam, tfu, czekam.

 

[PROZA POLSKA] Sławomir Prochocki w „Doborze naturalnym” rozpoczyna od bardzo, ale to bardzo nieudanej akcji z policyjnym mechem w roli głównej. Ot, strzelała maszynka do swoich. Jest i pogrzeb i śledztwo, które zespół detektywów doprowadza do ciekawych odkryć: kto pracował nad projektem tego robota, kto komu software pisze i gdzie, jeśli jakaś, w tym rola ludzi…

Kolejne opowiadanie w ramach sztandarowego projektu „Nowe Perspektywy” uderza nieco słabiej niż tekst Szymona Stoczka z marca, ale to zapewne przez ogrywaną wielokrotnie tematykę SI. Czytało się naprawdę przyjemnie. Nieodkrywczo, choć intrygująco przedstawione zagadnienie dzięki podejściu do tematu rodem z nauk przyrodniczych.

[PROZA POLSKA] Za to „Akt” Tadeusza Michrowskiego to opowiadanie niełatwe. Oparte właściwie na dialogu w trakcie przesłuchania, zadaje mnóstwo pytań, z których najważniejsze jest to, czy Bóg jest Bogiem czy tylko czymś… zaprogramowanym? I tak zdradziłem zbyt dużo, wiem. Tekst wart przeczytania, myślę wręcz, że w „Nowe Perspektywy” wpasowałby się idealnie. Oj, warto.

[PROZA POLSKA] Bartłomiej Dzik częstuje czytelników dynamiczną, dobrze czytającą się fantasy w „Północ, południe, pomiędzy”. Bogaty świat, długotrwała wojna, tajemniczy inżynier, łotrzykowski Załatwiacz i… No cóż. Pamiętajcie, by nie być niegrzecznymi dla nieznajomych. To może źle się skonczyć! Przednia rozrywka z drugim dnem.

[PROZA ZAGRANICZNA] „Cmentarny taniec pani Henderson” pióra Carrie Cuinn to ciepła, pełna absurdalnego, angielskiego czarnego humoru powiastka o pewnym miasteczku, gdzie znienacka żywi muszą stawić czoło dość rozrywkowo nastawionym zmarłym. Grzecznie i uprzejmie dwie społeczności rozwiązują swój konflikt, a otwarta głowa i serce są wynagradzane. Krzepiąca i zabawna opowieść.

[PROZA ZAGRANICZNA] Tom Crosshill bierze na warsztat w „Magii i demonach Laplace’a” temat niewytłumaczalnego w stechnicyzowanym świecie przyszłości. Jak mogłaby wyglądać magia w czasach, gdy nauka króluje niepodzielnie? Kim byliby wtedy magowie? Już drugi tekst w tym numerze, w którym głównym bohaterem jest SI. SI niebagatelna, bo wojująca z niepoliczalną magią, dążąca wręcz do tej magii zrozumienia i… opanowania. Świetny, wciągający tekst z mocnym finałem. I tylko znów, jako człowiek, malutki się poczułem.

 

– Też się tak nami bawisz? – burknąłem do pokładowego Sztuczniaka, wskazując radarowy obrys prącego przez próżnię gigantycznego żółwia. – Jaja sobie robisz, a elektrony chichoczą?

Odpowiedziało mi charakterystyczne pryknięcie głośniczków. Znaczy, że chyba nie, że tym razem jest na serio.

 

[PROZA ZAGRANICZNA] „Strzegący drogowskazów” to w gruncie rzeczy ponura historia autorstwa Iny Goldin. Spotykamy w niej małego chłopca i jego psa, sprzedających lemoniadę zawsze w tym samym miejscu. Gdy ktoś się zatrzyma, w zależności od tego, kim jest i czego naprawdę szuka, dostaje wskazówki co do dalszej drogi. Aż dotrze do rozstajów pewien zagadkowy mężczyzna, który nigdzie nie chce iść, tylko zostaje z chłopcem…

Alegoryczna, nostalgiczna opowieść. Potrafi zatrzymać, potrafi głową pokiwać, ba, człowieka potrafi zadumać.

[PROZA ZAGRANICZNA] I z tej zadumy raczej się, drogi Czytelniku, nie otrząśniesz. „Bo tyle możemy” Carrie Vaughn to anegdotyczna, ale jakże prawdziwa historia o tym, jak ograniczeni własną technologią i szarpani przez ambicję i marzenia, musimy nauczyć się godzić z brakiem odpowiedzi jeszcze za naszego życia. Jak codzienny pragmatyzm nie pozwala na szaleństwo wariackiego eksperymentu, jak z buntu wobec realiów dochodzimy do akceptacji. Melancholia w wersji SF.

 

A odpowiedzi na sygnał jak nie było, tak nie ma.

 

Dalej w numerze recenzje, które zaczynają się od obszernego opisu premiery kwietnia: „Starości aksolotla” Jacka Dukaja. Mimo całej sympatii do dzieł tego autora, wydaje mi się, że recenzja jest cholernie entuzjastyczna w stosunku do tego, co na końcu otrzymali czytelnicy. Michał Cetnarowski, redaktor książki, jest autorem recenzji – czy to dobra praktyka, by łączyć te dwie aktywności?

Rafał Śliwiak, Tymoteusz Wronka, Krystyna de Binzer, Agnieszka Haska, Jerzy Stachowicz, Joanna Kułakowska recenzują dla nas stadko lektur. Jerzy Rzymowski dostarcza opinii na temat filmu i nowego sezonu „Gry o Tron”. Waldemar Miśkiewicz i Paweł Deptuch rozprawiają się z komiksami – czyli przegląd kulturalny miesiąca obskoczony fachowo. Zwraca uwagę objętość recenzji – zdecydowanie in plus!

 

Zdecydowanie remis między działami prozatorskimi, więc tabela rzecze osiem do dwóch punktów (reszta świata – Polska) po czterech miesiącach bieżącego roku. Świetna publicystyka z nielicznymi wyjątkami. Numer naprawdę dobry.

 

I tylko ten żółw, mać jego gwiazdowa… Odezwał się w końcu.

– Którędy na Ziemię, proszę państwa? Spieszę się na pogrzeb – zapytał, wystawcie sobie, żółwik wielkości planety.

– Czyj, do cholery?! – stęknął Mietek, który wylazł już z kwarantanny i dołączył do mnie. Sztuczniak, złośliwiec kwantowy, od razu przetłumaczył i posłał w eter. Kiedy padło nazwisko, oniemiałem na chwilę, mimo, że spodziewałem się czegoś równie absurdalnego.

– Ale, drogi żółwiu…

– Żółwico!

– Żółwico… Pogrzeb już się odbył. Obawiam się, że jesteś spóźniony… -na.

Milczenie trwało nieprzyjemnie długo.

– No cóż… To dość niefortunna niepunktualność. Wszystko przez ten karambol komet na granicy galaktyki. Mimo wszystko jednak chciałabym złożyć mu uszanowanie.

Mietek kręcił głową w niedowierzaniu, gdy Sztuczniak cierpliwie nadawał współrzędne i wyznaczał kurs. Zamknąłem oczy i miałem nadzieję, że gdy je otworzę, nie będzie już żółwia… żółwicy. Takie śmierci zostawiają w sercach spore dziury, większe nawet niż te w szwajcarskim serze. Nie należy ich powiększać, nieprawdaż?

 

Transmission complete.

 

 

--------------------------

Poprzednie przygody załogi gwiazdolotu “Czytam”:

Marzec ‘15 – do zdrowia dochodzę.

Luty ‘15 – ciemność, ciemność widzę!

Styczeń ‘15 – mała wpadka przy asteroidzie.

Listopad ‘14 – zakręceni w czasie.

Październik ‘14 – przystanek na tankowanko.

Wrzesień ‘14 – wielki comeback załogi na szlak!

Czerwiec ‘14 – parszywa przygoda w kwadrancie 66…

Maj ‘14 – klawiszopis znaleziony w kosmosie.

Inne recenzje

Komentarze

obserwuj

Gdyby ktoś jeszcze jakimś cudem nie czytał kwietniowego numeru – oto jest.

Loco! Fisholof.(Cień Burzy) .::||::. "Wiesz, jesteś jak brud i zarazki dla malucha... niby syf, ale jak dzieciaka uodparnia... :D" (Emelkali)

Nowa Fantastyka