Czasopisma

Dodaj recenzję

Nowa Fantastyka 06/19

Łukasz M. Wiśniewski

JAK POKOCHALIŚMY BOMBĘ ATOMOWĄ

 

To, co w okresie zimnej wojny było tchnieniem grozy, dziś rozwija się jako modna gałąź popkultury. Jak doszło do tej zmiany? Czemu wizje świata po atomowej zagładzie rozgrzewają wyobraźnię coraz liczniejszych… fanów?

 

Maciej Bachorski

OATS STUDIOS ‒ DYSTRYBUCYJNA REWOLUCJA BLOMKAMPA?

 

Cztery nominacje do Oscarów, jedna do Złotego Globu, wreszcie Saturn dla najlepszego film międzynarodowego ‒ intrygujący fabularnym konceptem i nietypowym miejscem akcji „Dystrykt 9”, zapewnił Neillowi Blomkampowi miano wizjonera i nowego zbawcy science fiction. Jak pokazują kolejne lata, nie jest to jedyny as w rękawie reżysera.

 

Witold Vargas

BESTIARIUSZOWY ZABOBONNIK

 

Proponowane w artykule artefakty w tradycji ludowej pełniły autentyczne funkcje magiczne, ale już moje próby zaadaptowania ich do współczesnej rzeczywistości możecie uznać za „licentia poetica”.

 

Łukasz Czarnecki

DWAJ PRZYJACIELE Z OKSFORDU

 

J. R. R. Tolkien i Clive Staples Lewis znali się prawie czterdzieści lat. Znajomość zawarta przez dwóch zafascynowanych średniowieczną literaturą oksfordzkich wykładowców 11 maja 1926 roku zrodziła przyjaźń trwającą aż do śmierci Lewisa.

 

Ponadto w numerze:

– wywiad z Anną Kańtoch;

– opowiadania m.in. Romualda Pawlaka i Mirosława P. Jabłońskiego;

– nowa przygoda Lila i Puta;

Rynn rysuje;

– felietony, recenzje i inne stałe atrakcje.

Komentarze

obserwuj

Ufff, udało się w końcu przeczytać! Brak czasu to najgorsze, co może się zdarzyć maniakalnemu czytelnikowi!

Ale ma być nie o mnie, tylko o czerwcowym numerze „NF”. Zatem – do dzieła!

Proza polska, a w niej:

„Rudzik” Romualda Pawlaka – interesujący pomysł inwazji-nieinwazji. Są Obcy, którzy są po prostu… kompletnie obcy. A w tle dramat rodziny z nieuleczalnie chorym dzieckiem. Taka trochę proza obyczajowa, ale za to ładnie podana. Dodatkowy plus za bliskie mi lokacje. Aha, zakończenia standardowo nie zrozumiałem!

„Cienie” Mirosława P. Jabłońskiego – satyra na sieć? Na nasze coraz bardziej wirtualne życia? W sumie ciekawe przesłanie, ale stanowczo zbyt przegadane!

„Ogrodnictwo” Błażeja Jaworowskiego – hm, „mc” pisze, że opowiadanie „na płaszczyźnie koncepcji nie bierze jeńców”. Może. Ale trochę za bardzo hermetyczne jak na opowiastkę o naszej fascynacji okrucieństwem czy wynaturzeniach współczesnej „sztuki”.

W prozie zagranicznej tylko dwa opowiadania, a mianowicie:

„Czcigodne Bractwo Rękawiczników” Mary Robinette Kowal – niebanalne fantasy. Podobało mi się, bo element fantasy, choć widoczny, jest właściwie marginalny. Bo to tekst o konsekwencjach własnego postępowania. Nawet jeśli w słusznym celu zrobimy krok poza krawędź urwiska, czeka nas tylko nieuchronny upadek. Do tego nienachalne nawiązania do „Kopciuszka”. Bardzo dobre!

„O komecie muskającej Słońce” Liz Williams – to już ciut gorsze, bo przegadane. Też fantasy, i też niekanoniczne. Ale tu trochę za dużo pary idzie w gwizdek, całą akcję można streścić trzema zdaniami. W każdym razie – może być.

W publicystyce bardzo ciekawie. Bo i Vargas ze swoim poradnikiem „amulet w każdym domu”, i Wiśniewski o fenomenie fanów postapo (Stopka Redakcyjna też do nich należy ;)), i bardzo interesujący artykuł Czarneckiego o przyjaźni Tolkiena i Lewisa. Ale miano najciekawszego artykułu przyznaję tekstowi Bachorskiego o nowych filmowych projektach Blomkampa. Jak już znajdę trochę czasu, muszę pogrzebać w sieci.

Ponadto – Parowski ładnie o współpracy z Polchem (można się jednak pięknie różnić w tym kraju), Watts o swoim zafascynowaniu VR, Kołodziejczak o niekoniecznie znanych dziełach bardzo znanych autorów, Orbitowski o filmie z wytwórni Hammer, na którą ostrzę sobie zęby, ale obejrzę już chyba w następnym wcieleniu oraz dosyć interesujący wywiad z Anną Kańtoch. Kosik tym razem banalnie.

I to by było na tyle. Bardzo przyzwoity numer!

 

PS. Literówek 10, większych babolków nie zauważyłem (no, może „szedłem przez powierzchnię komety”).

Zapraszam w czwartki o 19 do proradio.pl. Spora dawka rockowej muzyki + stękania starego dziada ;).

Ja cały czas poluję na numer w stacjonarnych sklepach, księgarniach i kioskach. Albo oślepłam, albo Poznań jest jakiś zacofany… :(

W empiku powinna być. U mnie w innych salonikach prasowych można o NF zapomnieć.

And one day, the dream shall lead the way

Dwie uwagi techniczne:

 

Po pierwsze drugi raz z rzędu coś jest nie tak z drukiem na początkowych i końcowych stronach – potwornie się odbija, coś jakby dodatkowy, słabszy druk pół strony niżej i pod lekkim kątem.

Po drugie, w tym numerze w kilku miejscach “pompowano” objętość poprzez bawienie się z formatowaniem tekstu… Szkoda, bo równie dobrze można było dzięki temu oszczedzić miejsce na jakiś dodatkowy szort.

A teraz do rzeczy.

 

PUBLICYSTYKA

 

Nareszcie powrót Wattsa! Na pierwszy rzut oka cieszy, ze od razu na dwie strony, ale już chwilę później widać, że doszło tu do wspomnianego “pompowania” poprzez powiększenie czcionki i odstępów. Za to pod względem treści bardzo fajnie, choć jak na Wattsa nietypowo.

Kołodziejczak zwraca uwagę na kolejny ciekawy problem z podchodzeniem do znanych autorów i inspiruje do poszukiwań kolejnych książek.

Kosik tym razem porządnie :)

Felieton o modzie na postapo – ciekawie, ciekawie. I zwracający uwagę na niektóre rzadko rozważane aspekty tej mody. Mimo wszystko mam pewien niedosyt i chciałbym zobaczyć pogłębienie tematu w wykonaniu tego samego autora. Czy zapowiada się jakaś kontynuacja? (niezależnie od zapowiedzianego w tekście artykułu innej autorki)

Oatsstudios – to też ciekawe.

 

OPOWIADANIA

 

Rudzik – ciekawe, z przesłaniem. Bardzo regionalne przy tym. Czytało się sprawnie, choć momentami nieco się przeciągało. Końcówka, gdy główna postać nie rozumie sytuacji, podwójnie symboliczna.

 

Cienie – myślę, ze sygnalizowane w komentarzu redakcyjnym szukanie podobieństw z “Rudzikiem” jest na wyrost. Tekst fajny, lekki. Myślę, że gdyby go bardziej skondensować, powstałby poencjał na zaostrzenie dowcipu i dodanie dynamiki. Ale nawet bez tego jest ciekawie.

Tu także czcionką “napompowano” dodatkową objętość.

 

Ogrodnictwo – pamiętając, że w przypadku “Hronir” tego samego autora początek był oporny, a koniec doskonały, próbowałem przebrnąć. Nie udało się, poległem. Jak “Hronir” zrobił na mnie ogromne wrażenie, tak “Ogrodnictwo” nie zrobiło żadnego.

 

“Czcigodne bractwo rękawiczników” – początkowo wyglądało na zwykłą bajkę, a jednak rozkręciło się do… ciekawej baśni. Niby pomysł prosty, a jednak wykonanie na plus. Dobry tekst.

 

“O komecie muskającej słońce”. – a tutaj odwrotnie, ciekawy pomysł, a wykonanie takie sobie. Niestety, ale znudził mnie ten tekst.

 

Reasumując – tym razem “Rudzik” i “Cienie” jako lepsza część opowiadań.

 

Prenumerata ponownie spóźniała względem kiosków :-(

 

PS. Staruchu – IMHO zakończenie nawiązuje do tego, że mieszkańcy starych budynków przy ich wyburzaniu pod inwestycje nie zawsze mają możliwości uzyskania sensownych lokali zastępczych. Temat dość skomplikowany, bo przy złym stanie budynku coś trzeba zrobić, a rewitalizacja tez jest ważna. Z drugiej strony czasem stan nie jest aż tak zły, czasem to kwestia finansowa właściciela budynku dogadującego się z deweloperem szukającym terenu pod inwestycję. Jeśli dobrze interpretuję , to “obcy” robi tu za sumienie w sprawach “ukrytych”.

Przeczytałem na razie ‘Rudzika’ Styl troszkę nieporadny, nawet szkolniacki miejscami. W niektórych miejscach trzeba się zatrzymać, żeby odgadnąć, co jest podmiotem , a co dopełnieniem. Mimo to Autor zdołał zasiać we mnie nadzieję, że Obcy będzie się kierował ludzkimi motywacjami. I jest to niewątpliwie zaleta tego tekstu. 

Lepiej brzydko pełznąć niż efektownie buksować

Zdążając na nowofantastyczne piwo wreszcie, nadspodziewanie udało mi się zakupić ostatni nr NF oraz co nieco przeczytać.

Jeszcze nie skończyłam czytania numeru, ale polskie opowiadania – tak, i publicystykę. Ta druga – bardzo fajna, natomiast opowiadania mnie zawiodły – te polskie, innych jeszcze nie zdążyłam, więc dodam edit. Każde (polskie) cierpi literacko, najmniej chyba “Rudzik”  – IMHO.

Krótko:

* “Rudzik” – przegadane przez meandrowanie wokół tematu, chciałoby się rzec – Autorze pisz wprost o tym, co ciebie boli, czyli o Twardziochach i ich działaniu – cel.  Na plus postaci i słowa, a za “Rudzika” – nazwę/ imię –  kocham. 

* “Cienie” – czerpanie z Kołakowskiego i jego bajki o garbach (garb zamieniony na cień) – świetnej, ale dodatki w opowiadaniu dotyczące konsekwencji należałoby poddać korekcie – po co i dlaczego właśnie te są istotne, inaczej pamiętnik z poglądami Autora i nabijanie linijek.

* “Ogrodnictwo” – zmęczyłam, mając nadzieję na tryby “neuro” dotyczące emocji. Ogromny potencjał – moim zdaniem – lecz pozostały tylko łzy. Literacko – niestety słaby, a poza tym brak konsultacji psychiatryczno-psychologicznej kładzie dla mnie cały tekst. Pisane “na odwal” – ostra opinia, wiem, lecz nie chce mi się niuansować, gdyż jeśli ktoś pisze o smutku, depresji to może powinien rozumieć, czym jest. Szpikowanie tekstu odmianami “neuro” nie pomaga, lecz przeszkadza. Jeśli to jest współczesna fantastyka… dziękuję, ponieważ nic nie wnosi. 

 

Logika zaprowadzi cię z punktu A do punktu B. Wyobraźnia zaprowadzi cię wszędzie. A.E.

‘Cienie’ kojarzą mi się jakoś z ‘Tanatonautami’ Bernarda Werbera. Podobna struktura tekstu, tj. ogólnoświatowy fenomen w kolejnych odsłonach. A potem jego implikacje w świecie religii, sztuki, polityki , nauki. W sumie czemu nie, to dobry schemat, dobrze się czyta. 

‘Ogrodnictwo’ to jakiś niby -esej.  Jeszcze raz rzucę okiem, ale nie przekonał mnie za pierwszym podejściem.

Lepiej brzydko pełznąć niż efektownie buksować

„Czcigodne Bractwo Rękawiczników” oceniam najwyżej z opowiadań. Bardzo dobre fantasy, pokazujące w niezwykły sposób genezę czegoś, co można uznać za zło. "Cienie" i "Rudzik" dobre. Z tych dwóch "Cienie" czytało mi się lepiej, bo lżejsze (a czytałem na urlopie) i napisane z większym polotem. Ciekawie było przeczytać coś własnego od Jabłońskiego, bo do tej pory znałem go tylko z tłumaczeń (cenie bardzo za "Imię wiatru"). Pozostałe dwa teksty do mnie nie trafiły. "Ogrodnictwo" to opowiadanie z tych, od których najczęściej się odbijam (sam koncept przy minimalnej fabule i bohaterach). „O komecie muskającej Słońce" zaczyna się obiecująco, potem autor przedobrza, jak dla mnie poszło to wszystko w zbyt abstrakcyjnym kierunku.

Nowa Fantastyka