Czasopisma

Dodaj recenzję

Nowa Fantastyka 09/20

Android/iOS   |   Prenumerata   |   e-Kiosk  |   Audio

 

Andrzej Kaczmarczyk

WSPANIAŁY ARTYKUŁ O BILLU I TEDZIE

 

Keanu Reeves stał się w ostatnich latach maskotką Internetu dzięki temu, jakim jest sympatycznym człowiekiem. Ale już 30 lat temu pewna komedia przewidziała, że właśnie jego sława i optymistyczna filozofia zbawią świat.

 

Dawid Muszyński

ILE JEST LOVECRAFTA W SERIALU „KRAINA LOVECRAFTA”?

 

Czarnoskórzy w latach 50. non stop byli atakowani i musieli się bronić. Wyszliśmy więc z założenia, że w sumie nie ma znaczenia czy jest to policjant ze strzelbą w rękach, czy Wielki Cthulhu.

 

 

Witold Vargas

WHO IS WHO W SŁOWIAŃSKIM MATRIXIE

 

Mówi się, że "Matrix" przemyca idee filozoficzne i religijne różnych epok i stron świata, ale jakoś nikt nie wspomina o słowiańskich źródłach tego uniwersum, tak oczywistego w naszych baśniach. Czas uzupełnić tę lukę.

 

Agnieszka Haska, Jerzy Stachowicz

KOSMICZNE ROŚLINY Z LAMUSA

 

W literaturze fantastycznej sprzed stu i więcej lat pozaziemskie światy rzadko bywały pozbawione roślinności i nie przypominały jałowych globów znanych z obrazów przysyłanych przez sondy kosmiczne.

 

Ponadto w numerze:

– wywiad z aktorem Johnem Noblem ("Władca Pierścieni", "Fringe");

– opowiadania Laviego Tidhara, Pawła Majki i Aleksandry Radlak;

– kolejne spotkanie z Lilem i Putem;

– inauguracja nowego cyklu felietonów "Gościnne występy" (w tym miesiącu - Witold Jabłoński);

– recenzje, zapowiedzi i inne stałe atrakcje.

 

 

Android/iOS   |   Prenumerata   |   e-Kiosk  |   Audio

Komentarze

obserwuj

W numerze szczególnie polecam rubrykę “W następnym numerze” ;)

 

I, korzystając z uwagi, zapraszam do dyskusji (nierzadko z udziałem autorów) o polskich opowiadaniach w NF na grupie Fantastyczne opowiadania i jak je znaleźć.

I jestem już po wakacjach…

Oraz po lekturze wrześniowego numeru „Nowej Fantastyki”. Wrażenia mam… hm, pozytywnie ambiwalentne. To znaczy brak SF, ale czytało się (ku memu zdziwieniu) nad wyraz dobrze.

 

W takim razie: konkrety :P.

„Efialtes” Pawła Majki – tytuł ze sporym uporem Redakcja przerabiała na „Elfialtes”. Szukałem jakichś elfów ;), ale w internecie można znaleźć wypowiedź autora, że to jednak błąd. Znaczy, wiadomo o kim rzecz traktuje.

A traktuje nad wyraz niebanalnie, uczłowieczając, tłumacząc motywy największego zdrajcy aż do czasów Judasza w znanej nam historii. Tekst niełatwy, erudycyjny, ale ładny po prostu. Czytało się dosyć mozolnie, wrażenie „przemyśleniowe” jednak to wynagradzają. Może jedynie jest ciut przydługi, ale ostatnio mam takie wrażenia po lekturze większości tekstów. Brawa! Więcej podobnych opowiadań proszę!

„Wasylisa końca czasów” Aleksandry Radlak – mc twierdzi, że to na motywach rosyjskiej baśni, której nie znam. Natomiast dostrzegłem (a może mi się zdawało?) nawiązania do „Kopciuszka” oraz „Jasia i Małgosi”. Znowu: opowieść niełatwa, wielowątkowa. Może aż za bardzo, bo jej ogólny sens jednak mi umyka. O inicjacji? O miłości rodzicielskiej? O samotności? Może… I dlatego ten tekst oceniam ciut niżej niż inne. Choć i tak – warto przeczytać, głównie dla pysznej części dziejącej się na przełomie wieków.

„Gorel i brzuchaty bóg. Opowieść o czarach i pistoletach” Lavie Tidhara – co warto zauważyć najpierw, to objętość. Wszak to mikropowieść. Druga sprawa: fantasy (brrr!). Ale fantasy raczej w stylu Gene Wolfe’a, którego uwielbiam. Czyli jest dobrze, a nawet bardzo dobrze do prawie samego końca. Bo i historia, i sposób opowiadania w mojej opinii – świetne. I tylko to zakończenie… Hm, trochę mało. Choć motyw lustra można interpretować wielorako, to jednak ciut słabo on wybrzmiał. Tym niemniej – podobało mi się!

Podsumowując: opowiadania na wysokim poziomie, jaki dawno nie gościł na łamach „NF”. Mimo, że z własnego wyboru po te teksty nie sięgnąłbym (no, może poza Majką), to dostałem coś, co wybija mnie z mojej SFowej bańki. I dobrze!

 

A publicystyka… No tu akurat ciut gorzej.

Bo tak: wywiad z Johnem Noblem zawsze warto przeczytać. Choć pewnie i całej objętości pisma by brakło, by zapytać o wszystkie interesujące rzeczy. Bo to i „Fringe”, i Władca, które są treścią wywiadu (w telegraficznym skrócie niestety). Ale to też „Sleepy Hollow”, gościnne występy w Stargate czy  grze Batman. Dobre i tyle!

„Billa i Teda” nie znam, być może się skuszę. Vargas cały czas ciekawie, ale po inspirację sięga już chyba na dno kieszeni. „Kraina Lovecrafta” – przynajmniej już wiem, że motorem napędzającym serial jest poprawność polityczna. Znaczy: trzymać się  z daleka.

O politpoprawności także Kosik, bardzo przytomnie, acz bojąc się powiedzieć prawdę w oczy. Bo o to teraz niełatwo, oj niełatwo! Jak to leciało? To nie ideologia przecież?

(aha, od takich ideologii nie są wolne żadne współczesne nurty społeczne czy polityczne).

Jaskółka nowego cyklu – felieton Witolda Jabłońskiego. Jak dla mnie: falstart! Wyważanie otwartych drzwi, trochę banałów i komunałów. Ostatecznie pan Witold zniesmaczył mnie zdaniem: ”wielu naszym współczesnym twórcom, a także odbiorcom ich utworów przydałyby się większy luz i wyzwolenie z ciasnego gorsetu drobnomieszczańskiej mentalności”. Toż jakbym żywcem słyszał licealną dyskusję po lekturze „Moralności pani Dulskiej”. A było to lat temu… wiele! Dla niektórych czasy się jednak nie zmieniły. Trudno.

„Straż Nocna” nie była dla mnie takim wstrząsem jak dla Orbitowskiego (czyli: niewiele z niej pamiętam). Za to warto byłoby wspomnieć, że to obraz inspirowany książkami Siergieja Łukjanienki o Straży (sześć tomów na dzień dzisiejszy). Lekturę polecam – niebanalna urban fantasy!

 

Co do technikaliów: pojawiła się „rządza doskonałości” (fuj!), jest „wpatrywanie się (…) stepem” (wtf?), zawitało ponownie „akapitowe ć”.

Pozostałych „literówek” – szesnaście.

 

PS. Kolejny raz brak Kołodziejczaka i Wattsa. Tak już zostanie na stałe?

PS2. Czekam z ciekawością na Wilka, bo jemu na pewno nie spodoba się to, co mnie się spodobało :)

Częścią tolerancji jest uwolnienie się od kompulsywnej potrzeby słuszności - JeRzy

Kołodziejczaka nie będzie, ale mam nadzieję, że Watts za jakiś czas wróci na łamy. Marcin co jakiś czas sprawdza, jak Peter stoi z mocami przerobowymi.

 

mam nadzieję, że Watts za jakiś czas wróci na łamy.

Bardzo, bardzo, bardzo trzymam kciuki!

W moim odbiorze Watts to zdecydowanie najmocniejszy punkt publicystyki w NF w skali ostatniej dekady. Przede wszystkim nie tylko ciekawie opowiada, ale też daje do myślenia.

 

Kołodziejczaka mi szkoda, bo z reguły pisał jak bratnia dusza :(.

Trudno.

Częścią tolerancji jest uwolnienie się od kompulsywnej potrzeby słuszności - JeRzy

Publicystyka skromnie i w objętości, i w treści. Najlepsze to tekst z “Lamusa” i artykuł o wchodzącej do kin komedii z Billem i Tedem. Chętnie obejrzałbym! Niestety, mam wrażenie, że ostatnio teksty Vargasa są pisane na siłę. Mnie nie przekonują. Wprawdzie miewają ciekawe fragmenty, ale autor biegnie po łebkach i nie pozostawia nawet przywołań do wspominanych legend, a mityczne postaci sprowadza do jednego symbolicznego “Jasia”. Moim zdaniem autor mógłby dopracować swoje artykuły, a widać, że ma wiele ciekawego do przekazania; jedynie brak odpowiedniej formy.

 

Ciekawe opowiadania. Chyba takie nietypowe zestawienie, jak na czasopismo. „Efialtes” Pawła Majki moim zdaniem najlepszy, ponieważ widzę w nim najmniej słabych stron, i wydaje się najjaśniejszym tekstem – wiemy, jaki temat podejmuje i co, próbuję zilustrować. Poza tym autor zastosował eksperyment narracyjny, w którym snuje opowieść na granicy rzeczywistości i mitu, co tłumaczę sobie jako próbę uchwycenia mentalności starożytnego Greka – dla którego mit był równie rzeczywistą materią co codzienność. Na drugim miejscu typuję: „Gorel i brzuchaty bóg. Opowieść o czarach i pistoletach” Lavie Tidhara. Moim zdaniem utwór wymaga trochę wyrozumiałości, np. choćby w kwestii objętości utworu. Niemniej, opowiadanie miało być czytadłem w pulpowym wydaniu, i moim zdaniem było – lekkie i rozrywkowe fantasy z ciekawie wykreowanym światem, będącym najmocniejszym plusem tekstu. Trzecie miejsce przypadło „Wasylisa końca czasów” Aleksandry Radlak. Mam mieszane uczucia do tego opowiadania, bo z jednej strony pierwsze partie tekstu były nastrojowe i budziły wiele ciekawości, tak druga połowa, a najbardziej końcówka, nie trafiły do mnie. Więc widzę pewne rzeczy, które można byłoby zarzucić opowiadaniu, acz tutaj chyba najlepiej przeczytać samemu i ocenić. Warstwa językowa i nastrój to największe plusy tekstu.

“To learn which questions are unanswerable, and not to answer them: this skill is most needful in times of stress and darkness” ― Ursula K. Le Guin, The Left Hand of Darkness

I garstka moich uwag o polskich wrześniowych opowiadaniach z grupy “Fantastyczne opowiadania i jak je znaleźć”:

 

Na początek spoiler dla mających dopiero rozpocząć lekturę "Efialtesa": w druku nie ma brakujących linijek. W ogóle przez dłuższy czas myślałem, że opowiadanie Pawła to marzenie korektorów i składaczy – każdy efekt działania chochlika drukarskiego można złożyć na karb oryginalnego zamysłu autora. Z tego przekonania wybiły mnie dopiero „płonące rządze”. I też dopiero wtedy zauważyłem literówkę w tytule ;)

A teraz poważnie: to nie jest łatwy tekst. Nie do czytania w tramwaju. Trzeba poświęcić trochę czasu na spokojną i uważną lekturę. Ale warto, o czym przekonywałem się bardziej z każdą kolejną stroną. Koncepcyjnie zaimponowały mi dwa rozwiązania. Po pierwsze: rezygnacja ze sceny, która narzuca się automatycznie – nocnej wspinaczki Efialtesa na czele perskiego oddziału po górskiej ścieżce i zaskoczenia w spartańskim obozie. W tekście jest natomiast to, czego nie znamy, to co było wcześniej i, choć w innym sensie, to co później. Paweł korzysta z pomysłów wprowadzonych przez Millera, ale idzie dalej i znacznie głębiej. Po drugie: to jest apologia Efialtesa, ale apologia niebanalna. Dostajemy wszystkie konieczne tropy, ale nie dostajemy prostego, wulgarnego wyjaśnienia, mieszczącego się w jednym zdaniu. Nawet w scenie, gdy Efialtes odpowiada na pytanie Kserksesa „czemu?”, czujemy, że jego słowa to tylko kolejny mit, tworzony przez ludzi dla ludzi.

Technicznie wrażenie robią drobiazgi: powracające słowa i motywy (tak jak np. towarzyszący Aresowi proch), również powracające stałe epitety („moje krzywe ale mocne nogi”) – bardzo to homerowe (choć chyba nie homeryckie), subtelnie wplecione nawiązania (prawie przegapiłem strzały przesłaniające niebo).

Gdybym miał się do czegoś przyczepić, to chyba zredukowałbym postaci bogów. Ograniczyłbym się do Aresa i Ateny, jako głównych rozgrywających (?); ta para świetnie nawiązuje do ziemskiego dualizmu bohaterów żeńskich i męskich. Pozostali bogowie pojawiają się tylko jako ozdobniki, i to głównie w zdaniach niedopowiedzianych. Na tym tle zaskakuje pojawiająca się pod koniec wzmianka o Faetonie i Heliosie, pochodząca jakby z innego porządku narracyjnego – człowiek, który doświadczył tego, co Efialtes, nie powinien tak bezrefleksyjnie podchodzić do mitów.

A z wielu pięknych i mądrych zdań w „Efialtesie” wynotowałem sobie: „Kto zaś zna prawdę, pozwala kłamać głupcom”.

 

Ładnie się te dwa polskie, wrześniowe opowiadania łączą w duet. W obu przypadkach mamy do czynienia z ambitnym literacko i intelektualnie retellingiem, oba teksty są pisane z dbałością o poezję języka, oba opowiadają o outsiderze na tle Historii przez wielkie H. U Pawła Majki mamy bohatera męskiego, tekst Aleksandry to opowieść o kobiecie.

Ramę opowiadania stanowi retelling baśni o Wasylisie Przemądrej umieszczony w czasach współczesnej pandemii. Na tę ramę mamy nałożone (bo jednak nie wpięte – o tym za chwilę) trzy opowieści (albo dwie opowieści i jeden monolog) prezentujące losy kobiet w ubiegłym wieku, w naszej części świata. Bardzo to wszystko pięknie napisane, balansujące (udanie) między tragedią a groteską, pełne jungowskich odwołań, z ładnymi stylizacjami językowymi, niestroniące momentami od eksperymentów (znów udanych). Mocne wrażenie robi pisany w pierwszej osobie tragiczny epizod z Wołynia – porażający, choć szczęśliwie pozbawiony naturalistycznych opisów. Najbardziej jednak spodobało mi się zakończenie historii głównej – współczesne i groteskowe.

Czepiałbym się natomiast sposobu połączenia dwóch wymiarów opowieści – podróży Izy i wizji/retrospekcji. Nie kleją mi się one fabularnie ani logicznie w spójną całość; nie jestem pewien, czy pokazane epizody mają symbolizować dojrzewanie głównej bohaterki do świadomej kobiecości (jak w oryginalnej baśni), ponadpokoleniową wspólnotę kobiet, czy też na przykład mają pokazać, że kiedyś to były czasy, teraz już czasów nie ma, choć ludzie cierpią tak samo, na miarę swoich możliwości. Ta niepewność czytelnika bierze się pewnie z niedookreślenia głównej bohaterki, ledwie naszkicowanej na wstępie – wiemy tylko, że Iza idzie po światło, ale nie dowiadujemy się, jakie ciemności chce rozświetlić.

Na koniec – cieszy mnie taki wybór opowiadań przez redaktora Cetnarowskiego, bo to klimaty w fantastyce mi osobiście bliskie. Zastanawiam się tylko, czy czytelnicy nie będą jednak zmęczeni taką dawką ambitnej literatury.

 

Nowa Fantastyka