Profil użytkownika

“Z uniesień pozostało mi uniesienie brwi, ze wzruszeń – wzruszenie ramion”. Nie ma sensu się na mnie gniewać. W końcu wygrywa ten wilk, którego karmisz.

 

Jestem absolwentką filozofii, etyki, bezpieczeństwa, zarządzania kryzysowego, doktorantką filozofii (zajmuję się filozofią SF, analizą twórczości Lema, feminizmem, filozofią analityczną, chrześcijańską, życia, postmodernizmem, nihilizmem, etyką, estetyką, prawami człowieka i zwierząt, ideami filozofii greckiej, racjonalizmem, deizmem, religioznawstwem, kulturoznawstwem, psychoanalizą, antropologią filozoficzną i nie tylko). Wciąż poszerzam znajomość poprawnej polszczyzny. W tym roku mam swój debiut SF w wydawnictwie SQN. Nałogowo tworzę światy. Jeśli potrzebna ci porada do tekstu, to ci jej na razie nie udzielę, bo poszukuję siebie i nie wykupiłam abonamentu na swój standardowy pakiet pomocy wszystkim.

 

blog główny: http://najpiekniejszarzeczswiata.blogspot.com 

fejs: http://facebook.com/c21h23no5.enazet 

profil autorski: https://www.facebook.com/coolstorynaz 

praca magisterska o Lemie:  http://solaris.lem.pl/o-lemie/teksty-o-lemie/prace-dyplomowe/magdalena-swierczek 

drugie miejsce w Świetlnym 2014: http://www.woak.bialystok.pl/Default.aspx?pid=95&aiid=6344 

wiersze: http://wilczetesknoty.blogspot.com 

urbex: http://pustaperspektywa.blogspot.com 

Smoko z moim artykułem o Frankensteinie: http://krakowskiesmoki.historiavita.pl/smokopolitan/czwarty-numer/ 

artykuł o bogach Lema w tutejszej publicystyce: http://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842703 

Pan Snów – wpisz to w google + moje nazwisko

Artykuł “Lemowskie przewidywania a czasy obecne” ukazał się w NF 10/2016.

Wojtek M. nagrał dwa opowiadania z profilu, można ich posłuchać na: http://pliki.majselbaum.pl/index.php?dir=FANTASTYKA/ 

Warto przeczytać zwycięskie teksty z tutejszych konkursów: “Czarnobyl cię kocha, biorobocie”, “Most na rzece Chan”.

Jesteśmy ze Skonecznym i Mechaniszkinem w antologii CF! https://creatiofantastica.com/2017/07/12/antologia-x/ 

Artykuł naukowy o języku w nr 15 Zeszytów Humanistycznych Doktorantów UJ: http://www.doktoranci.uj.edu.pl/zeszyty/nauki-humanistyczne 


komentarze: 3334, w dziale opowiadań: 2077, opowiadania: 606

Ostatnie sto komentarzy

Dobra, czyli uznajemy, że to najwyraźniej kwestia rosnącego portalowego poziomu i wymagań względem tekstu?

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

No ale tak żeby zupełnie bez społecznych konsultacji… :P W 2015 to już tak nie zrobił <foch> ;)

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

No i właśnie, decyduje czynnik ludzki, a decyduje spadkowo i to mnie ciekawi. 

O, ale dj miał władzę, nie wiedziałam!

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Liczyłam w dziale Piórka, mogłam się pomylić, lepszy statystyk może to rozszerzyć:

2017 – 19 18 (jak wiadomo, jeszcze może przybyć)

2016 – 30

2015 – 36

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Loża szyderców (y) ;) Nowy/stary organ.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Jak ja ładnie wyglądam w statystykach. Trochę się zawstydziłam.

Ilość (o, teraz odzywa się w mojej głowie głos Mirabell: LICZBA, NAZ, LICZBA) piórek maleje z roku na rok. To dobre zjawisko czy złe? Nie wiem, mam gdzieś czy lepsi są “takowcy” czy “nieoci” (xD) ani czy exkluziv czy inkluziv. Fajnie, jak jest różnie. Ciekawi mnie za to w miarę obiektywny powód, na którym można by oprzeć jakąś prognozę.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Napisał ten, co nie chce kandydować :P

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Michale Pe, bardzo się cieszę, że się wypowiedziałeś! 

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Właściwie to ja sobie odpowiedziałam na moje pytanie, pisząc zaraz obok niego "nie chcę". Nie było tematu. Tzn. był i fajnie, że kogoś rozbawił :P

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Trochę się nie rozumiemy, każdy glosujący = autorytet w kwestii doboru Loży. Jakby nie uważał, że jego typy są coś warte, to by nie głosował.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

A co, jeśli nie zagłosuję? Zostanie to źle odebrane? Mam problem z byciem autorytetem. Nie chcę wam wyceniać tekstów na piórka tak samo jak decydować, kto to będzie robił. Możecie uznać, że wydziwiam, ale opinie na temat mojego zachowania są mi obojętne ;)

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Poproszę od listopada wykasować mnie z grafiku dyżurnych.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Aktualizacja:

 

ocha – Miasto – 6/5 + 1 TAK (Morgiana, NWM) = nominacja

Cerleg – Leopardy i czaple – 3/5 + ½ TAK (NWM)

Algir – Teoria sztafety  – 5/5 + ½ TAK (NWM) = nominacja

Stefan Wu – Upadek – 3/5 + ½ TAK (MrB)

mr.maras – Trzeba czekać – 3/5 + ½ TAK (NWM)

 

Nominacje Loży:

 

ocha – Miasto (Finkla)

Cerleg – Leopardy i czaple (Naz)

Algir – Teoria sztafety  (Naz)

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Borze! To pisanie może być łatwe i przyjemne? :ooooo

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Od tygodnia dumam nad Alpaką i nic, bo mi całe zapasy pomysłów na fantastykę zaangażowaną społecznie zabrał Openminder ;< Pozostaje mi czekać na olśnienie, zerżnąć pomysł od siebie samej albo włączyć kombinatorykę zaawansowaną.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

No i właśnie. Doskonały temat, żeby się czegoś dowiedzieć, startując z takiego punktu niewiedzy, jak ja :P 

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Grr, nie pisałam nic do MC. Ani nie pisałam, że napiszę do niego, tylko że poruszę temat srebrnych piórek. Loża jest organem kolegialnym, mogę rozmawiać z resztą Lożowników, ale nie uprawiam samowolki. Demokracja to demokracja, a organ kolegialny to organ kolegialny.

Uważam, że ten post i dyskusja są potrzebne (zdanie użytkowników jest potrzebne, bo użytkownicy tworzą portal), tylko co zrobimy z dyskusją, w której najważniejsza strona nie bierze udziału.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Nabawię się nerwicy, przychodząc tu na telefonie, głupi usuwa i chyba zgłasza komentarze (Werweno, chyba twój doklikał), bo mu się zrobił podwójny dotyk. Scrolując co chwilę dokonuję szkody, dwa komentarze, o piórach i projekcie amba, zjadło, nawet nie wiem kiedy. Muszę zrezygnować z aktywności przez telefon. O, a co to jest Harda Horda?

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

O, zdradzisz coś? Specjalne wydanie NF dla kobiet? Miłość w kosmosie i Jaimie Lannister bez koszulki na okładce? :D

xDDD

Projekt dotyczy pisania o kobietach w fantastyce. Nie ja go wymyśliłam i rozkręcam, więc nie za bardzo chcę się wdawać w szczegóły, gdy jest w powijakach, ale zainteresowani/ne z pewnością mile widziani/e. Właśnie z powodu tego projektu wpadłam na to, by istniał tutaj taki temat, bardziej ogólny. Jedna z sekcji towarzyskich na fcb, będąca safe space, też mnie zainspirowała do takiego wątku. 

 

A co do piór, jeśli macie niespełniane potrzeby, to o nich mówcie, aż źródło was usłyszy.  A najlepiej do źródła. Cóż ktokolwiek może poza redakcją? 

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Ooo, przybiegłam jeszcze, bo znalazłam coś fajnego u Virginii Woolf, co idealnie oddaje moje zdanie o tym opowiadaniu. I być może da dłuższą żywotność dyskusji :P Poskracałam cytat, jak się dało:

 

Jest rzeczą niesamowitą, że jakakolwiek książka (…) żyje przez okres dłuższy niż rok lub dwa (…) A jednak, od czasu do czasu, udaje im się przetrwać (…) To, co utrzymuje je w całości (…) to cecha, którą nazywamy uczciwością, choć nie ma ona nic wspólnego z płaceniem rachunków lub honorowym zachowaniem w trudnych chwilach. To, co nazywam uczciwością w przypadku powieściopisarza, to przekonanie, które daje on czytelnikowi, że to właśnie jest prawda. Tak, czujemy, nigdy by mi nie przyszło na myśl, że tak może być; nigdy nie widziałem ludzi postępujących w ten sposób. A jednak przekonałeś mnie, tak właśnie jest, tak się czasem zdarza.

Czytając, oglądamy więc każde zdanie, każdą scenę pod światło, (…) w którym ocenić można uczciwość lub nieuczciwość powieściopisarza. (…) Kiedy go tak naświetlimy, możemy zobaczyć, jak nagle powraca do życia i ogarnia nas nagły zachwyt i chęć, by zakrzyknąć: „Ależ to właśnie jest to, co zawsze czułem, zawsze wiedziałem, to, czego zawsze pragnąłem!" I aż w nas kipi ze wzruszenia i przejęcia, i zamykamy książkę z szacunkiem, jakby była czymś niezwykle cennym, czymś trwałym i solidnym (…). Jeśli jednak te biedne zdania, które sprawdzamy pod światło, wzniecają w nas, co prawda z początku, szybki i chętny odzew jaskrawością swych barw i gwałtownością gestów, to potem zatrzymują się, jakby coś powstrzymywało ich rozwój; lub jeśli pod światło widać jedynie niewyraźną kreskę w jednym rogu, a plamkę czy kleksa w drugim, jeśli nie pojawia się w całości żaden kształt, wówczas wzdychamy zawiedzeni i mówimy sobie – no cóż, jeszcze jedna porażka. Gdzieś po drodze tej powieści stała się krzywda.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Odkąd włożyliście mnie w ten znamienity organ, jakim jest Loża, dziesięć razy wałkuję swoje za i przeciw po przeczytaniu tekstu, najchętniej zapominając o nicku i nigdy nie czytając komentarzy. Potem dopiero czytam i klecę swój, nierzadko wplatając w to spojrzenie na sprawy związane już z autorem, a nie tylko z tekstem. Dla pomocy pielęgnuję swój chorobliwy formalizm i idealizm. Ale jeśli chodzi o sam tekst, mam swoje gusta, swoją skalę, swój margines, swoje zdanie. Bronię ich tak jak i Fun nie daje sobie odebrać swoich racji. I bardzo lubię, jak powstają dyskusje na temat odmiennych opinii, a już zwłaszcza, jak autorowi chce się bronić tekstu. Waleczna osobowość to skarb. Dlatego zresztą trochę podpuściłam Funa, analizując jego komentarz do Darcona. Bo Fun nie jest jeszcze zmanierowany przez pewne etykiety portalowe i takie dźganie go w bok ma sens :P

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Hm, nie wiem, w wypadku Funa teksty potrafią diametralnie się różnić, nawet jeśli są pewne cechy wspólne. Całkiem luźno i lekko abstrahując: myślisz, że jak np. przyzwyczaję się, że Fun pewne rzeczy przedstawia mocno zarysowane, a potem dostanę jego tekst bez takiego zabiegu, to będzie szok i kręcenie nosem, bo człowiek ma skłonność do przyzwyczajeń?

(Fun, wiem że tu jesteś, nieco głupio w trzeciej osobie pisać, ale trudno inaczej)

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Ech, nie mogę zgodzić się na insynuacje, że opowiadanie nie jest ocenione obiektywnie przez nick obecny przy nim. Mnie nie obchodzi autor, tylko tekst. Czasem nawiązuję do innych jego tekstów, żeby wiedział, że go czytam, pamiętam i mam zdanie o całości. I nie lubię pewnych zagrywek fabularnych. Ponieważ ich nie lubię, zwracam na nie uwagę, lecz naprawdę to nie znaczy, że nie widzę zamysłu ani zalet. Wątki filozoficzne nie zmienią mojego braku satysfakcji z lektury. Nie jestem w tym osamotniona (komentarze Darcona IMO w punkt), więc jak to zwykle, są zadowoleni i nie. Ale fajnie, że dyskusja sprowokowała twój komentarz, coboldzie, bo poza ostatnim akapitem jest z pewnością cenny dla tekstu.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Trochę inaczej, Anet (bo to generalizacja, a generalizacje IMO zafałszowują fakty), Fun napisał opowiadanie i w odczuciu Naz posłużył się wdzięcznym tematem jako marionetką, i to sklejoną z pierwszych stron brukowców, a Naz chciałaby od obyczajowych historii nieco więcej. 

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Bardzo podobała mi się postać Saski, konflikt Iorweth – Roch, motyw z królobójstwem, miasto nieludzi i oblężenie (świetna walka!), walka z Kejranem, motyw z ukaraniem czarodziejki… fabuła była jak dla mnie sporym atutem.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Zaobserwowałam, że zapominam odpisywać pod swoimi tekstami. Całą uwagę pochłaniają mi cudze albo hp i tak proszę, tydzień po ostatnim komentarzu reaguję. Bardzo dziękuję kolejnym czytaczom. Kam, chyba jednak Anytos (większość tłumaczeń tak mówi, ale są inne). Lordzie, cieszę się, że wiedza historyczno-filozoficzna się tu rozprzestrzenia :) gnoom, nie pierwszy raz słyszę, że pojawia się u mnie humor niskich lotów (sporadycznie, więc akceptuję). Nimrodzie, ujrzeć słowo arché w tak nawiązującym do kanonu filozoficznego komentarzu to sama przyjemność.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

A teraz w dwójkę nie mogę wejść. Wiedźmin mi nie pasuje. Chodzi, jakby nie mógł się doczekać, aż komuś strzeli w pysk. Jak goście na meczu ŁKSu z Widzewem. Wiedźmina wyobrażam sobie inaczej – jako gościa, który generalnie mógłby, ale jak przychodzi co do czego, to ciężko wzdycha, że znowu musi obić komuś mordę. No ale to moje tam.

 

Mnie irytowało ostatnio co innego przez cały Dziki Gon. Wiernie odmalowują Geralta w jeden i ten sam sposób – zawsze chciałby usiąść okrakiem na płocie, ew. częściej jest szlachetny niż interesowny (jak ty decydujesz, owszem, masz na to wpływ, ale często w nienaruszalnej fabule Wiedźmin to rycerz bez skazy). Czarodziejki, wiedźmy, Jaskier czy jakieś smarki biegające po wioskach zdają się “mieć większe jaja”.

Dwójka podobała mi się bardzo. Warto. No a Dziki Gon to już w ogóle…  Jedynkę, nazwijmy to oględnie, przebolałam.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

No tak, ale pytanie, czy jednak promujemy książkę, czy autora. Czy jedno z drugim jest nierozerwalne, czy jednak nie? Co jest ważniejsze i lepiej sprzedaje się w promocji?

Fenrir mi kiedyś napisał, że w ogóle najważniejszy to jest redaktor ;D

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Troszkę sporo w tobie frustracji, Funie :P Wiem, że obrona tekstu jest tak trudna jak Obrona Sokratesa, ale żeby się aż tak spinać… No ale wolność, Tomku, w swoim domku.

 

To akurat informacja, która dla mnie wiele wnosi, bo właśnie w początku doszukuję się głównej wady opowiadania. Po prostu jest tam coś takiego, co sprawia, że czytelnik się najeża i już przeczuwa, że będzie na nie – trochę tak jakby wszystkie instrumenty grały, ale rozjechały się, każdy grałby w innym czasie i już nie mogłyby się z powrotem zjechać. Może faktycznie za mocne wejście, nie dość wyrafinowane. 

 

Dla mnie początek był dobry. Nie najeżyłam się. Złe pojawiło się później. 

 

I pytanie: to Twój bohater czy mój? Mój, ale zaprezentowany Tobie, czytelnikowi.

 

A więc, drogi odbiorco, wypchaj się, oględnie mówiąc… ;>

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

111 postów nabiliście, a ja musiałam zrobić sobie bana na portal, żeby napisać trochę doktoratu. Kija w mrowisko nie będę już wkładać odnośnie pewnych tematów, bo wystarczy, że cały dzień spędziłam nad "Własnym pokojem” Virginii Woolf i od czytania o tym, jak kobiety przez wieki nie mogły pisać książek, dostaję już mdłości.

W ogóle wiecie, że początkowo babki, które pisały (zazwyczaj z najwyższej warstwy społecznej), przeważnie nie miały dzieci?  Ciekawe czy chodzi o to, że zwyczajowo to one robiły wszystko przy dzieciach, a teraz są odciążone, więc mają czas? Podobnież kobietom zaczęto płacić za pisanie w drugiej połowie osiemnastego wieku. Ale jak wiadomo, niezależnie od płci piszący wiele nie zarabiali. A jaki luksus miała Woolf! Dostała spadek, sporą kwotę wypłacaną co roku do końca życia. Tak to można pisać.

 

Zaciekawiło mnie pytanie Funa:

I nikt nie odpowiedział na moje pytanie :( A w sumie serio pytam: czy sądzicie, że wiek może być przyczyną jakichś nierówności w fandomie? Lepiej się sprzeda debiutant 15-, 25-, 40– czy 70– letni? Albo czy wydawnictw/redaktor kogoś chętniej przyjmie? (Wiem, że to teorie spiskowe i że redaktorzy wybierają na podstawie jakości, ale w teoriach musi tkwić ziarno prawdy ;)). 

 

Nie znam żadnych danych. Znalazłam taki tekst. A sama sądzę (albo mam nadzieję), że książka jest ważniejsza od autora. Ale swoją drogą obawiam się, że nie da się uniknąć pewnego wartościowania już po debiucie, kiedy dostajemy takiego pisarza/pisarkę na tacy. Niezbyt urodziwy, starej daty gbur i pijak będzie być może mocniej abstrahowany przez odbiorców od swojej twórczości (gdy jest dobra) albo mocniej z nią wiązany (kiedy słaba)… Ciekawe, czy są jakieś mechanizmy wydawnicze regulujące, jak skorzystać z zalet autora lub jak ukryć jego wady.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

vargu, toż to dyskusja na sto postów. Mnie ogólnie chodziło, że jak babka to np. romans i do wyboru zły albo dobry lover, a chłop ma flaki i seks. Takie rzeczy są wypracowywane kulturowo w oparciu o pewne (nierzadko wybiórcze, ale i nieraz właściwie) predyspozycje (np. męska dominacja na jak największym obszarze i kobiecy wybór dawcy genów). Co, jak zauważyłeś, niczego nie zmienia.

 

Bailout, si. (autoreklama, alert, pisałam o tym w Smokopolitanie, nr. 4, link w profilu)

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Racja, Bailout, powinnam napisać: według Briana Aldissa.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Ech, wszystko prawda, a przecież pierwszą powieść SF napisała kobieta…

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

A znacie jakąś panią, która publikuje z dwoma nazwiskami? Bo ja będę miała dwa… Nie pasuje mi publikować inaczej, ale wydaje mi się to problematyczne.

 

kam, ale to są cechy wypracowane przez kulturę, nie wrodzone. I zaczynają się upłynniać.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Czytałam tragiczne recenzje o Wszystko się stało.

 

Do kobiet i mężczyzn są skierowane inne rzeczy, ale to nie znaczy, że inne trafiają, bo nie wszyscy są skrojeni według ról kulturowych.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Ja chcę czytać o czymś innym niż stereotypach. Ok. 90 % gwałtów to robota partnerów, mężów, znajomych we własnych domach. Ogromnej części się nie zgłasza, nie mówi rodzicom. Chciałabym czytać o psychologii sprawcy, chciałabym czytać o faktycznym poczuciu brudu (tutaj nie ma tego w ogóle), chciałabym czytać o czymś innym niż “słuszny gniew” (ojciec – archetyp siły, córcia biedna, słaba), o tym, że kobieta sobie poradziła, a nawet jeśli o tym wszystkim, o czym nie chcę, to tak, żeby mnie porwało. Sam jesteś sobie winny, że wziąłeś na warsztat taki temat :P

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Chyba nie zrozumiałeś. Nie ma zwyczajnych gwałtów (choć są fałszywe oskarżenia). Ale są słabe ich przedstawienia. Nie przemówiłeś do mnie, a oparłeś na tym motywie przynajmniej połowę opowiadania. Diabeł go zgniótł na kwaśne jabłko. Wziąłeś temat “wdzięczny” i… nic. Takie moje wrażenie i, jak zauważyłeś, monopolu na prawdę nie mam, jestem tylko subiektywnym odbiorcą.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Nikt się nie zabija? No nie wiem… to z pewnością jakaś prawidłowość, związana z rolami kulturowymi, ale musowo z wyjątkami. U mnie w książce jest nawet że krwawo, choć bardziej skupiłam się na symulacjach społecznych.

gary, ja nie pomogę :( Sama chętnie się dowiem.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Sprawa gwałtu i psychologia postaci, związana z tym wydarzeniem, nie zostały przeze mnie odebrane jako autentyczne.  Raczej jak z powielanej w tym temacie kalki. 

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

No pewnie, że dopuściłyśmy, Staruchu. Jestem wrogiem sztucznych parytetów. Może jest mniej kobiet piszących, może są mniej reklamowane, może mniej z nich pisze dobrą fantastykę. Nie wiem, zastanawiam się :P

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Owszem, loża sfeminizowana, w dodatku większość pań publikująca.

 

:( Ech, trzeba będzie do ludzi wychodzić… <wzdryga się>

 

Znam już dzięki wam więcej nazwisk, dzięki!

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Dobra dobra, ale to jest poważny zarzut! :P Mam się bać, że wydawnictwo da na mnie mniej hajsu niż na takiego Jacka_L? :(

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Ja tak czytałam o Brzezińskiej.

Tu np. 17 kobiet na 114 wymienionych (mogliby napisać “autorzy i autorki”). W kategorii SF 7 na 74 (mogłam się rypnąć w którąś stronę, liczenie na palcach to średnia metoda :P).

Cet, tak uważasz? A jaki byłby tego powód?

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

A ogólnie w fantastyce? Chyba częściej na portalu widzę reklamy książek mężczyzn. Umiem wymienić wiele nazwisk fantastów i niewiele… (:o fantastek?) Zawsze się zastanawiałam nad tym, że na Annę Brzezińską mówią: dama polskiej fantastyki. To brzmi tak jakby była ona i stu chłopa.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Jeśli rzeczywiście jest tak, że mniej kobiet wysyła teksty do NF, trzeba by się zastanowić, dlaczego, bo to dopiero przyczynek do dyskusji, a nie wniosek końcowy. Wysłałam Jerzemu (ok, przez nieocenionego dja) artykuł, który był opublikowany w NF, a mc opowiadanie zbyt związane z książką (i potrzebujące mocnych przeróbek), więc się nie nadawało. Nie mogę powiedzieć, żebym do szanownych redaktorów nic nie wysłała. Po wątkach w HP widać, że nasze panie są publikowane. Ale szczerze mówiąc za mało czytam NF – może chodzi o to, co napisała kam, że nie ma tam dla mnie treści? nie zastanawiałam się nad tym, może powinnam – żeby wiedzieć, jakie są statystyki i ile mamy tam nazwisk mężczyzn, a ile kobiet. Jakby znalazła chwilę, mogłabym przejrzeć kilka numerów i zastanowić się, czemu niezbyt entuzjastycznie NF czytam.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Cytują mnie przed zdobyciem sławy… *_* Całe szczęście, że ledwie pamiętam, o co chodziło ;)

Wstająca republika podobała mi się trochę bardziej, ale tekst fajny, odważny. I jaka wpływowa Loża, aż strach.

Oh, wait… ]:->

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Pomyślałam, że nie zaszkodzi założenie tematu, w którym:

 

– będzie można pogadać o tym, jak jesteśmy traktowani w fandomie, na konkursach, konwentach, w grupach, na portalu itp.

– będziemy mogli wybadać, czy zauważamy różnice odnośnie aktywności kobiet i mężczyzn w fantastyce (słyszałam, że jeden z naszych redaktorów stwierdził, iż kobiety nie chcą pisać i wysyłać tekstów do NF),

– powiemy, dlaczego wysyłamy lub nie wysyłamy "się" do magazynów, na konkursy, do wydawców, czy coś nas zachęca, zniechęca itd.

– opowiemy o jakimś ciekawym wykładzie, artykule, rozmowie dotyczącej stosunków, szans, aktywności, wydarzeń na arenie fantastycznej.

 

Można poruszyć każdy podobny temat, zwierzyć się z jakiś doświadczeń, np. przejawów seksizmu czy przeciwnie, równościowego traktowania; patrzenia na nazwisko, znajomości czy wręcz przeciwnie; kolesiostwa lub całkowitej neutralności itp. To jest miejsce dla waszych odczuć i refleksji.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Dumałam i dumałam nad jasnymi i ciemnymi stronami tekstu i trudno było mi podjąć decyzję. Ważny temat, nieźle oddany, dobry styl, historia z należytym wykreowaniem dorosłych/bohaterów drugoplanowych, mimo że opowiada dziecko. Z bohaterką można się zżyć i nawet poczuć tę klaustrofobiczną atmosferę wypędzania duchów. Od początku lektury miałam wrażenie, że mam do czynienia z wartościową literaturą. 

Jednak nie można nie zwrócić uwagi na naiwność bohaterki, na bardzo nieautentyczne nieodmalowanie jednego z rodziców (mamusia jest taka wspaniała – i tyle, serio?), na to, jak łatwo odgadnąć tożsamość i los dziewczynki, na zdającą się zupełnie nie pasować wstawkę o oglądaniu Smerfów (przeczytałam twoje wyjaśnienie i go nie kupuję, nie zgadza mi się chronologia), lekkie przegadanie (po kilku grupkach kilku zdań szczebiotu miałam ochotę jedynie przejechać wzrokiem, ale staram się tego nie robić, bo szanuję pracę i kreację autora). 

Nadal się waham, więc dam sobie jeszcze chwilę na zastanowienie ;)

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Lubię, jak mi w tle przy pracy leci tv. Czasem się zawieszę i lecą tam prawdziwe perełki, Dlaczego ja, Trudne sprawy czy inne dzieła kinematografii. Niestety twoje przedstawienie sytuacji, choć jakże piękne językowo i smaczne w formie, skojarzyło mi się właśnie z tymi serialami. Wiadomo, że fantasta nie może pisać tylko o tym, co przeżył, ale w wypadku takich tematów łatwo wszystko pokręcić, zbagatelizować, wynaturzyć, zgubić czy mało przekonująco sobie wyobrazić.

IMO hołubionym przez narrację bohaterem jest diabeł, a reszta to beznamiętni statyści. Do tego diabeł zdaje się szalenie ludzki, o pieczołowicie drobiazgowej i szczegółowej osobowości. Brudnych ludzi nie ma (i dobrze, bo według mnie są uszyci naprawdę grubymi nićmi, w dodatku bez żadnego tła), jest tylko nieskazitelny szatan. Jest tu (jak zwykle :P) odwracanie kota ogonem, antagonizmy tkwią nie na swoich miejscach, dużo pompy i to wszystko tworzy funthesystemowy, znany mi już klimat, którego oryginalność jest fajna (chociaż czasem mam wrażenie, że pisząc siedzisz na czymś bardzo twardym, wyprostowany jak struna :P). Ale treść mnie do siebie nie przekonała, a tematów było tu sporo ważnych, z wręcz szalonym potencjałem (a to niebezpieczne), podobnie dużo możliwości ukazania emocji, które pożarłyby czytelnika, a jednak przeczytałam opowiadanie (literki układały się bardzo przyjemnie), wzruszyłam ramionami i przypomniałam sobie sztuczne łzy aktorek. Statyści i diabeł. Taki tytuł bym dała. Jestem na nie :(

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Jose, ja dzielę na tomy, inaczej też miałabym problem. Mam zaczęte w ten sposób dwie serie, po trzy tomy (w planach) każda.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Przyszłam na bardziej merytoryczny komentarz niż pisany na kolanie na telefonie w samochodzie.

 

cobold podrzucił twoje opowiadanie do wątku z nominacjami, wpadłam tutaj, zobaczyłam ponad 80 tys. znaków i pomyślałam sobie: o nie, cegła, a tu wieczór… Ale już pierwszy fragment obiecał mi wiele i nie puścił do końca, tak że nawet nie zauważyłam, kiedy doszłam do finału. Wstawki, stylizowane na wtrącenia z różnych źródeł, nadawały fantastycznych smaczków opowieści. Lubię, jak ktoś kreuje na tym, co jest – na sentencjach, nauce, wizjach postępu i tutaj wszystko było. Odnosiło się wrażenie, że to lektura dla inteligentnego czytelnika, nawet jeśli bzdura stała tu na bzdurze ;D Nie zauważyłam, żeby opowiadanie było przegadane i nie gryzło mnie takie a nie inne przedstawienie straty i śmierci, bo nie widziałam tu miejsca na ckliwości. W blef naukowy uwierzyłam po części, ale zupełnie nie mogłam się zorientować, gdzie jest ściema, a gdzie fakty ;) Watek liczby L oczarował. Zakończenie bardzo mi odpowiadało, nadało całości pewnej egzystencjalnej lekkości. Taką fantastykę chciałabym czytać znacznie częściej, niż mi się zdarza. Chciałabym, by teksty właśnie tak mnie oczarowywały i sprytnie oszukiwały. W stylu, w jakim tekst jest napisany, także tkwi lekkość – choć dużo nauki, czy też pseudonauki, ilość nie przytłaczała, bo bawiłeś się tym, jak podawane są informacje i prowadzona akcja. Czasem brakowało mi didaskaliów, niektóre dialogi są bardzo obfite, a skąpe w przerywniki i w przypomnienia, kto co mówi. Niektóre postacie są mało charakterystyczne. Może ktoś uzna to za ignorancję, ale w ogóle mnie nie obchodzi, do kogo narratorka mówi, bo przekonała mnie sama opowieść. Jak dla mnie mówi do mnie i IMO jest to usprawiedliwione.

 

No i fakt, że czytam pierwszy raz tekst jakiejś osoby i jest tak dobrze napisany, skłania mnie do tego samego wniosku, co cobolda. 

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Ależ ja, gary, bardzo lubię dyskusje z tobą i twoją krytykę. Mój nierealny idealizm jest niezbitym faktem. I to, że dla mnie książki (fantastyka) są ważniejsze od rzeczywistości. A także to, że to raczej… niezdrowe :P

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Lubię, kiedy ktoś udowadnia, że na zaprezentowanie wysokiego poziomu nie potrzeba masy znaków. Miniatura błyskotliwa, zabawna, pełna smaczków, kontakt przewrotny i pomysłowy. Wiele fragmentów można różnie wiązać i interpretować. Uważam, że to coś więcej niż miła czytanka, choć jeszcze nie ustaliłam w swoim rankingu, na ile. Niewykluczone, że po zastanowieniu będę na tak.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Atomizacja zawsze powoduje postmodernistyczne rozbicie, którego zwolenniczką nie jestem. Ja to zdanie rozumiem tak, jak od lat uważam – nie chodzi o mnie, tylko o opowieść. Zadaję sobie zawsze pytanie: czy zrobiłam dla tej książki wszystko? Jest dla mnie samodzielnym bytem, wyabstrahowanym od autora. Możecie w to nie wierzyć, ale nigdy nie chciałam zaistnieć przez opowieści, tylko by one zaistniały. Dlatego spropsowałam owo zdanie. Mój odbiór może być całkiem subiektywny, oczywiście, ale twój rozkład na czynniki mnie nie przekonuje co do bezwartościowości całości ;> 

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Zupełnie mi się nie podoba, bo mnie stereotypowe role, powielane w kółko, śmiertelnie nudzą. Opisy seksu i różnych świstw zdały mi się jakieś bez duszy. Obrazki gigerowe to gigantyczny kontrast wobec treści, której niemal całkiem zabrakło finezji. Giger to mistrz finezji i niestety, kompletnie mi tu nie pasuje. Doceniam niektóre zdania i obrazki, doceniam pracę, ale to za mało na mój głos. Mam nadzieję, że nie będziesz urażony, wolę pisać szczerze niż miło, a oczywiście nie mam monopolu na rację :) 

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Oj, nie wiem, którzy… A ja tam myślę, że ten bełkot jest całkiem pragmatyczny. W każdej kupie są kawałki jedzenia (przepraszam, nasłuchałam się ostatnio takich powiedzonek w knajpie).

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

gary, ja kocham nadęte pierdoły! Tak można nazwać całą filozofię :p

 

Mirabell, tej twojej książki to ja nie przeżyję. Dla mnie była taka dobra :( Ale chyba potwierdzasz to, co napisałam: nie udało się, zapał spadł. W przeciwnym razie pewnie by wzrósł. A że przestało się podobać, to naturalne.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Znam, dobre! :) 

“W pisaniu nie chodzi o silne ego. W ogóle nie chodzi o twórcę. Chodzi tylko o opowieści. Jeśli masz takie, które nie mogą się zmarnować – jesteś pisarzem”. ← propsuję, ale o tym trzeba się przekonać. Myślę, że piszący jest swoim największym wrogiem, na przykład jak ma za mało wiary albo za dużo. A to “trzeba się przekonać” byłoby moją odpowiedzią na pytanie Jose. Łatwiej mi się pisze kolejne książki, jeśli ktoś uznał poprzednią za wartą wydania. Jest motywacja, żeby następne były więcej warte. Kolejna książka, kolejne wyzwanie. Pytanie, czy ktoś wyzwania lubi. I czy może sobie na nie pozwolić. Pozwolić sobie na bycie uparciuchem, wiecznym uczniem, “desperatem/ką” ;)

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Faktycznie wyborne, rzadko takie widzę. Na konkurs Science 2017 byłoby (chyba, w temacie biologii nie rozpoznam sprawnie faktów pomiędzy fikcją) w sam raz. Na moje oko opowiadanie zdecydowanie piórkowe, więc nominuję. Pod koniec umknęło ci kilka błędów, kropka przed powiedział i zapis "ciałami moimi dziećmi", tyle zapamiętałam. Piszę z telefonu i nie mogę się w tej chwili rozgadać, dlatego jeszcze wrócę na dodatkowy komentarz. W każdym razie dziękuję za wrażenia!

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Zgadzam się z koniecznością szlifowania warsztatu, ale nie zgadzam się, by warsztat był niezbędny do napisania czegoś “wow” (ciekawe, jak to jest napisać coś wow…). Tak sobie to przynajmniej wyobrażam, że do tego potrzeba wyobraźni, kreatywnej bądź sprytnie naśladowczej. A jak mamy wyobraźnię i warsztat… Wtedy zapewne redaktor, dostając książkę danej osoby, wzdycha z ulgą i idzie po piwko, bo wie, że niewiele będzie miał do roboty.

 

Jestem bardzo zawziętą osobą. Jak raz mi się udało nabazgrać książkę w kilka miesięcy i popchnąć do wydania, teraz nie daję sobie dłużej niż rok na pisanie kolejnych. Uczę się cały czas i uwielbiam być samodzielna, perfekcyjna, ale w wydawnictwie jest cały sztab ludzi, którzy pomogą tekstowi mieć najlepszą formę z możliwych i na tym tekście będą mnie uczyć. Więc najbardziej zależy mi na płodności, co wedle takiej filozofii przekłada się równocześnie na naukę. Tak sobie wykmniłam, że jak “debiut” się uda i będę jednocześnie płodna, to mi się opłaci. Dlatego poświęcam na książki czas, który mógłby iść na sprawniej pisany doktorat czy opowiadania do publikacji. Jeszcze nie wiem, czy to ma sens, wciąż jestem przed publikacją, ale przyznam wam się do czegoś: napisano mi, że po całej naszej pracy nad tą książką, nie przejdzie przez rynek bez echa (hm, a może będzie to echo pod tytułem: uuuu, gniot?).

Dlatego przyjęłam postawę, że daję materiał, coraz lepiej oszlifowany, ale przede wszystkim lecę za ciosem, piszę i podsyłam. Jeszcze nie znam recenzji drugiej książki, którą podesłałam wydawnictwu (zdecydowanie lepiej mi poszło niż poprzednio pod względem technicznym, no ale nie wiadomo, co z konstrukcją i fabułą…). Dlatego to wszystko mogą być tylko (nie)pobożne życzenia, ale gdyby tak ją również postanowili wydać… Nope, wolę o tym nie myśleć :P Lepiej się mile zaskoczyć niż rozczarować.

Reasumując, jestem zwolenniczką naiwnego odważnego próbowania, idącego w parze ze szlfierką, a nie czekania na jakiś mityczny moment, w którym warsztat, piórka, publikacje itp. spowodują, że ktoś stwierdzi: jestem gotowy. Jak mam pomysł, to wyciskam z niego wszystkie soki, nim zblednie. Taka filozofia parę razy mnie zawiodła, ale więcej jednak nagrodziła. Zobaczymy, jak będzie tym razem.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Beta dobra, ale mąż nie jest zły, ja swojemu zawsze opowiadam pomysł na początku. To dobre ćwiczenie, ubrać w słowa i wyjaśnić komuś, co się chce napisać.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Mam tak, jak gary, co oczywiście nie oznacza, że mam(y) rację.

Jak mi kilka osób mówiło, żeby z Mostu na rzece Chan zrobić powieść, to kompletnie tego nie rozumiałam, bo to był świat na te 70 tys. znaków, a nie na 470. U mnie w głowie powieść od początku jest powieścią, a opowiadanie opowiadaniem. Ale z pewnością inni mogą mieć odmiennie czy zdarzy się wyjątek (jak u Jose).

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Chyba najpierw mam szkielet świata, potem kilku bohaterów i fabuła zaczyna się kręcić. Ale tak, zdecydowanie to jest – napiszę książkę – wymyślam świat – bohaterów – piszę. Jeśli świat mam wystarczająco przemyślany, to z łatwością mogę w nim lawirować – jak powiedzą wyrzuć to i to, napisz co innego, dopisz coś na ten temat, to mi to nie sprawia problemu. Charakterystyczne postaci też są mi do tego niezbędne, nawet jeśli je przerysowuję, lepsze to od nijakości, bo z tą nie umiem za wiele zdziałać. W tym swoim świecie siedzę i konstruuję multum scen, nawet jeśli połowa będzie do niczego. Muszę się w nim czuć doskonale. Redaktor pomógł mi rozeznać się, co robi wrażenie, a co nie, i jak wypośrodkować przedstawienie świata z akcją. Na Openmindera patrzyło już tyle osób, że został tak przeze mnie wyszlifowany dzięki ich uwagom, jak sama na tamtym etapie nie dałabym rady. Dlatego te 3 lata mi nie przeszkadzają, bo efekty prac są kolosalne, a ja nauczyłam się ogromu rzeczy. Tutaj kilka osób pisze powieść i daje kawałek po kawałku do bety, to niegłupie, bo przy sztabie bet mogą wyciągać wymierne wnioski i prowadzić akcję w najbardziej upragnionym przez odbiorcę kierunku. Ale ja tak nie robię, daję całość do bety (nie chcę, by ktoś oglądał pracę w środku procesu i w niego ingerował), a jak gdzieś zawiodę, to zmieniam to w perspektywie całości.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Mam mieszane uczucia. Z jednej strony urocze, z drugiej ten PS wydaje mi się odrobinę przesadzony i niezamykający pocztówki jak należy. Ale zdecydowany plus za uwypuklenie uczuciowości i jej meandrów :)

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Dawno cię nie było widać ;>

 

Najpierw myślałam, że to o małym czarnoskórym, dopiero potem się okazało, że jednak będzie niebiańsko i smutno. Ale zawarłeś dużo w malutkim tekście. Fajne.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

 

Dzisiaj polecam coś z innej beczki, gra bez klasycznej fabuły, dialogów, intuicyjna, przepiękna i relaksująca. Nieco krótka i na PS, ale można wielokrotnie grać sieciowo z innymi (interakcja tylko poprzez melodyjne dźwięki i ładowanie sobie nawzajem mocy :D).  Jestem oczarowana!

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Miodek rozlewa się w moim serduszku, że udało się zażartować z wielkich filozofów tak, by lektura była dla was wszystkich miła :) Dziękuję jury za wyróżnienie!

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Żem się spłakała :D Dobrze, że miałam piwo i kreski w okolicach brwi podczas walki.

 

Przydałaby się mała beta na te przecinki, zapis dialogów i drobne nieścisłości, ale co tam, nie chciało mi się czepiać. Zacne, Bailoucie, dziękuję za możliwość uczestnictwa w wyprawie, i to w takim znamienitym gronie. Sceny z walczącą w jaskini Reg i z tarzającą się Muff bezcenne :P

Btw., cholernie lubię różowy, mam buty, które wypalają dziury w oczach, i na widok różowego kombinezonu mogłabym paść na kolana…

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

O, jak ladnie niestereotypowo użyte kolory na wykresie ;d

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Przypominam o dyżurach (jak tylko grafik nam zmartwychwstanie, sprawdzę!). Jeszcze dwa dni, żeby zmienić los jakiegoś opowiadania :)

 

PiotrSkowronek – Ab imo pectore – 5/5 + ½ TAK (Deirdriu) = nominacja

funthesystem – Diabeł albinos i brudny człowiek – 8/5 + 1 TAK (MrB, NWM) = nominacja

TheDude – Sąsiedzi – 9/5 + 1,5 TAK (Morgiana, NWM, ocha) = nominacja

katia72 – Kamień w kształcie smoka – 8/5 + 1 TAK (Fun, NWM) = nominacja

Łosiot – Uśmiech słychać przez telefon – 3/5 + ½ TAK (Skoneczny)

Nighter6 – Zimny żar – 3/5 + ½ TAK (NWM)

Blackburn – MNEMOPSIS – 6/5 + 1 TAK (NWM, Darcon) = nominacja

kchrobak – Kontakt – 3/5 + ½ TAK (NWM)

Cerleg – Entliczek-pentliczek – 3/5 + ½ TAK (Fun)

 

Nominacje Loży:

 

TheDude – Sąsiedzi (Reg)

kchrobak – Kontakt (Nevaz)

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

*_* Żarciki filozoficzne docenione? Och, łezka wzruszenia mi się zakręciła.

 

Gratuluję wszystkim wyżej i na równi!

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Mnie akurat ten brak wyjaśnień, o którym rozmawiacie z Finklą, bardzo odpowiada. Słusznie czy nie, uważam odpowiednio zostawione tropy, bez dosłowności, za pewien poziom kunsztu pisarskiego. Teksty czarno na białym niczego ode mnie nie wymagają. Dlatego twoje opowiadania bardzo mi leżą, Cerlegu. Fajnie dać czytelnikowi pole do interpretacji, chociaż dużo racji jest w tym, że w fantastyce świat przedstawiony jest kluczowy. Trzeba zrobić swój miszmasz, odpowiednio wyważony :)

Niewiele pamiętam opowiadań, chociaż tyle ich czytam, lecz najmocniej z pewnością pamiętam Śnieżkę dorjee. Chyba nawet uważam Śnieżkę za najlepsze opko, jakie tutaj czytałam. A jednym z istotnych elementów jest to, że nadal go nie rozgryzłam.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Naz jest bardzo blisko tego, co mi w głowie siedziało podczas pisania.

<taniec bliski zwycięstwa>

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

To nie gender, to antyklonizacja/antymnogość… Regulatorzy powinni być wszak królami.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Zgrabne, błyskotliwe, doklikałam :)

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Czyżby konkurs Kwiatkowskiej? Kojarzę, że to oni chcą wydruki :P

W prozatorskich konkursach to już nie jest chyba popularna forma, ale w poetyckich to nadal standard, ile ja się nadrukowałam wierszy… 

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Możliwe spojlery.

 

Wygląda na wizję powiązaną z tematem uchodźców i z tematem obozów dla tychże. Piszesz o półwyspie na północy, otoczonym murem – świat białych ludzi, bezpiecznie odgrodzony od tych tutaj, których załatwiono “Obozami Pokoju i Zapomnienia”. Zuri nie jest naiwnym białasem, jak bohater, uciekła przed wojną – znowu interpretuję to jako wskazówkę – zrobiliśmy obozy dla uchodźców, jest im tam dobrze, hej, Europo, nie martw się. Trują ich i zabijają – po co, nie wiem, ale taki zabieg nie odbiega od historycznej normy. Może testują coś, co potem wykorzystają na reszcie. Nie wiem, czy dobry kierunek obrałam, ale tak to odebrałam. 

Świetnie napisane, niektóre akapity to majstersztyki, chociaż coś tam wyłapałam.

 

Tak, “znalazłem” to niewłaściwe słowo, przecież wcale nie szukałem, po prostu tu były. Ale nie będę teraz rozważać, dlaczego piszę, choć podejrzewam, że to ostatnia rzecz, którą robię. Być może będę pisał póki będę żył, ale myślę, że będę żył, dopóki będę pisał. ← ten akapit to jakiś koszmar. A pierwsze zdanie? Podmiotem jest “słowo”, a potem piszesz “były”.

 

ale pierwszym, którego pamiętam ← a nie który?

 

Namioty mojego chungu ← dwie spacje

 

uszyć ubrania, namioty, albo koce.

 

razem ze wszystkimi czekałem końca tej sceny ← dwie spacje

 

ani bardziej przezroczysty, niż inni.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Stare jak sam Internet, ale dobrze odświeżone ;D Chociaż zabrakło mi większej ilości użytkowników w treści. Ale nic, dobrze wykorzystana pasta.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Chyba nałogowo zjadasz spacje ;) Też niespecjalnie załapałam puentę. Drugi raz za to w twoim tekście widzę opowieść o kobiecie, co zdradza/jest uwodzona. Nudnawo.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Dam parę poprawek:

 

Kiedy drugi raz mówisz o podwórzu, nie pisz, że jest zabłocone, już to wiemy.

 

Chłopak nie może rostawić się w tunelu. Może tam rozstawić coś.

 

Nie możesz żonglować czasem narracji. Albo czas przeszły, albo teraźniejszy, a nie "mężczyzna rzucił", żeby za chwilę: "robotnik jest".

 

Złamać rutynę? Czy aby na pewno to odpowiednie słowo?

 

Akapit o potrąceniu przez żółte coś do przeróbki, za dużo powtórzeń i pomieszane podmioty (piszesz, że gazeta wpadła w kałużę, po czym wracasz do podmiotu "on").

 

Dlaczego "krzyknął pewien człowiek"? Przecież wiemy, co to za człowiek, to bohater opowiadania.

 

Akapit opowiadający o dziewczynie to spory infodump i blok tekstu.

 

"bajecznie piękna" – sztampowe określenie

 

Prawda, Foralkhi? – Szturchnął ← zapomniałeś przecinków wszędzie, gdzie dałeś wtrącenie (prawda, Janku? Dzięki, Grażko!) Ponadto jeśli w dialogu jest czynność niegębowa (szturchnął), to drugie zdanie dajemy z dużej. Poczytaj o zasadach zapisu dialogów.

 

Nie mam "zielonego" pojęcia ← po co to “? 

 

co raz <– coraz 

 

Opowiadanie, czy też raczej fragment, ma klimat, ale trzeba nad nim dużo popracować. I oczywiście rozwinąć.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Zupełnie jak ja z bratem. Pamiętam, jak mu wykasowałam Need for speeda czy inne tałatajstwo z wieloletnią kolekcją samochodów… Ładna pocztówka :)

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Scenka ciekawa. Filozofowanie i dylematy moralne nawet się pojawiły. Zjadło parę spacji. Można by to rozbudować w z pewnością interesującą opowieść, na razie niewiele można powiedzieć. Nadal należałoby wywalić te entery z pola przedmowy ;)

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Ciekawe słowo, świętny. Połączenie świetnego i świętego?

 

Ładnie skrojona wizja. No, może ten dzieciak trochę za dużo myśli. Klikam :)

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Jak zszyć 400 kartek? :o

Jak to jest 10 stron w jednym egz., to mi się zdarza luźno wysłać. Jak ma być więcej zestawów to obowiązkowo każdy spięty.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

IMO luźny lub spięty plik stron z numeracją.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

W towarzystwie raźniej ;D Smacznego i powodzenia! Tak jak i wszystkim pozostałym.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Do jutra do północy jest czas, super, mogę nie ślęczeć nad ostatecznym czytaniem teraz, tylko napić się piwa, a wysłać jutro <3

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Dziękuję kolejnym czytaczom :) Że demokracja do rzyci, to się zgodzę, tylko jeszcze nie rozwiązaliśmy dylematu, komu w takim razie oddać władzę. A pan Anytos na pewno by nie oddał władzy babom i niewolnikom, pewnie myślał o jeszcze większym uszczupleniu grona “demokratów”…

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Od tygodnia cisza…

 

PiotrSkowronek – Ab imo pectore – 5/5 + ½ TAK (Deirdriu) = nominacja

funthesystem – Diabeł albinos i brudny człowiek – 7/5 + 1 TAK (MrB, NWM) = nominacja

TheDude – Sąsiedzi – 9/5 + 1,5 TAK (Morgiana, NWM, ocha) = nominacja

katia72 – Kamień w kształcie smoka – 8/5 + 1 TAK (Fun, NWM) = nominacja

Łosiot – Uśmiech słychać przez telefon – 3/5 + ½ TAK (Skoneczny)

Nighter6 – Zimny żar – 3/5 + ½ TAK (NWM)

Blackburn – MNEMOPSIS – 3/5 + ½ TAK (NWM)

kchrobak – Kontakt – 3/5 + ½ TAK (NWM)

 

 

Nominacje Loży:

 

TheDude – Sąsiedzi (Reg)

kchrobak – Kontakt (Nevaz)

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Dziękuję wszystkim za lekturę, komentarze i kliki! To chyba moja najszybsza Biblioteka w karierze :P Cieszę się, że skrobnęłam coś lżejszego i się podoba.

 

Bailout, jestem bossem? :o Chooolera…

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Mam daruj zwłokę z małej literki, bo całe zdanie brzmi Druhu, daruj zwłokę. A drugiego nie rozumiem :(

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Dziękuję za lekturę.

Pietrku, gdzie dokładnie te błędy?

 

Staruchu, można by księgi zamienić na papirus albo zwoje, ale Grecy mieli prototypy naszych książek, takie wiązki tabliczek, z tego co kojarzę. Demokracja nadal oznacza rządy większości i nadal jej kolebką są Ateny, zmieniło się tylko rozumienie obywatela – przestało być antonimem niewolnika i kobiety (tak btw. to Platon był prototypem (protoplastą?) feministy i dopuszczał kobiety do głosu w swoim Państwie), i pogrzebanie przy podstawach moim zdaniem mogłoby wpłynąć na późniejsze dzieje. A to pisanie po poetycku, to z takim lekceważeniem miało być, zamierzone.  Tekst o staniu też durny miał być, tak jak polityk jest durnowaty (kto by lubił gościa, który skazał na śmierć Sokratesa?). Ale nawybrzydzałeś mądrze.

 

Edytka: zapomniałam o kartce, zmieniłam na obrazek, dzięki czemu mam teraz równe 1000 słów ;D

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

<Borze, co ja znowu gadałam o opowiadaniach…>

Fun, dziękuję za lekturę, marnie ci idzie przedrzeźnianie moich wysublimowanych spolszczeń :P Ale poza tym trafne obserwacje i wnioski. Poza myślą, że coś z tych motywów znajdzie się w Openminderze. Nope, książka jest socjologiczną dystopią, akcja poza Ziemię nie wykracza (przynajmniej w pierwszej części).

 

Nimrodzie, jak zawsze miło cię było gościć, a już czytać opinię to w ogóle miodek :) Zdecydowanie dobrze, że potraktowałeś pewne rzeczy jako skróty myślowe… Dość pobłażliwie potraktowałam kilka spraw. Cóż za piękny tytuł, Niszczycielka Wszechświatów ;D Jak już dadzą mi tego mojego Nobla (umiem patrzeć poprzez czas, to wiem), to się tak będę tytułować ;)

(mam nadzieję, że wszyscy wyczają ironię)

Bardzo się cieszę, że można coś mojego skojarzyć z Lemem. To dla mnie największy komplement. Dziękuję ci niezmiernie za komentarz :)

 

zygfrydzie, przywiało cię z rubieży czasu do mnie, bardzo się cieszę. A jeszcze bardziej, że tekst wywarł wrażenie.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Bardzo ładny język, oryginalne porównania i metafory. Nienawidzę tego typu fabuł (cierpienie kobiet to dla mnie jedna z najgorszych spraw świata, a już zwłaszcza męka małych dziewczynek), a ty potrafiłaś mi ją sprzedać, przede wszystkim przez swój styl i nieustanne nawiązania do mniej przytłaczających spraw. Skoneczny w punkt napisał o kontraście. Całość wygląda na przemyślaną, zwartą, splecioną z dobrze dobranych wątków. Chętnie czytałabym więcej tak napisanych opowiadań ;) Wysłałam do Biblioteki!

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Wrzucam do Biblioteki. Bohater wydał mi się dość bliski ;) Napisane z polotem, konsekwencją i czarnym humorem = inteligentne. Do tego poprawnie i w równym rytmie.

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

No idę już, idę…

Aby uka­rać mnie za moją po­gardę dla auto­rytetów, los spra­wił, że sam stałem się autorytetem. A. Einstein

Nowa Fantastyka
Patronujemy