Profil użytkownika


komentarze: 594, w dziale opowiadań: 455, opowiadania: 212

Ostatnie sto komentarzy

Fajne. Tłusty klimacik, ładnie napisane. Dobrze wykorzystałeś motyw legendy. Jeszcze mi tu na niebie grzmi, więc tym bardziej się wczułem :) Lecę do biblioteki.

Miałem trochę czasu wolnego i w trzy dni przeczytałem trzy książki (no, jedna to raczej dłuższe opowiadanie).

Pudełko z guzikami Gwendy, Czarna kawa Agathy Christie i Życie pana Moliera Bułhakova. Wszystkie trzy pozycje całkiem przyjemne. “Pudełko…” króciutkie, ale za to magiczne i po prostu dobrze się czytało. W “Czarnej kawie” intryga dosyć słaba w porównaniu do innych kryminałów Christie, ale jedna rzecz pozostała niezmienna – Hercules Poirot. Uwielbiam tę postać i to, w jaki sposób rozwiązuje zagadki :) I na koniec chyba trochę bardziej ambitna od poprzednich pozycja, “Życie pana Moliera”. Chociaż niemal cały tekst to daty, francuskie nazwy i opisy spektaklów komedianta, to jestem bardzo zadowolony, że zabrałem się za tę powieść. Wciągnęła i już :)

Nie jestem pewien, ale chyba Prince of Persia. Ten z 2008 roku?

Zgadza się, teraz ty masz władzę :) Nie wiem, też rzuciło mi się to w oczy, kopiowane, nic nie zmieniane.

Nim dzień nastania klosza niepostrzeżenie przeszedł w dzień drugi, wszystkie blogi zgadzały się w jednym: nie chodziło o działania terrorystyczne, najeźdźców z kosmosu czy Wielki Przedwieczny Cthulhu, ale dobrze wszystkim znaną współpracę militarno-przemysłową. Teorie różniły się w szczegółach, lecz miały wspólne podstawy, które dały się uszeregować w trzy główne nurty. Pierwszy zakładał, że kopuła jest skutkiem bezwzględnego eksperymentu, w którym mieszkańcy Chester's Mill odgrywają rolę królików doświadczalnych.

Z reportaży ja ostatnio przeczytałem “Busz po polsku” Kapuścińskiego.

Poza tym kolejny kryminał Christie, “Tajemnicza Historia w Styles”. Naprawdę porządna intryga.

Do tego opisu pasuje większość książek Dickensa ;)

 

EDIT: Jeszcze “Na wschód od Edenu” Steinbecka świetne.

Zgadza się, dajesz.

Rzeczywiście, opis operacji był dosyć nieprzyjemny. A o Pszczółkę nawet nie będę pytać. Nie chcę sobie niszczyć dzieciństwa :)

Szarikow westchnął przeciągle i zaczął łowić kawałki jesiotra w gęstym sosie.

– Jeszcze wódeczki bym wypił – oznajmił pytająco.

– A może już wystarczy? – zainteresował się Bormental. – Jakoś ostatnio za bardzo cię

ciągnie do wódki.

– Żałuje mi pan? – zapytał Szarikow i popatrzył spode łba.

– Głupstwa gadasz… – wtrącił się surowo Filip Filipowicz, ale Bormental przerwał mu.

– Proszę się nie kłopotać, Filipie Filipowiczu, ja sam. Ty, Szarikow, gadasz bzdury, ale co najbardziej oburzające, wypowiadasz je bezapelacyjnie i z głębokim przekonaniem. Wódki mi oczywiście nie szkoda, tym bardziej że nie jest moja, tylko Filipa Filipowicza. Po prostu wódka szkodzi. To po pierwsze, a po drugie, i bez wódki zachowujesz się nieprzyzwoicie.

A ja dzisiaj, po trzech latach, wreszcie skończyłem ostatnią część Mrocznej Wieży. Dziwnie uczucie, kiedy po tylu milionach znaków (ktoś się orientuje, ile to dokładnie miało?) historia się kończy i w dodatku w taki sposób.

UWAGA, SPOJLERY! Zakończenie niby nic oryginalnego, przecież motyw zapętlenia historii jest dosyć popularny, ale tutaj, pewnie przez wieczne znęcanie się nad zmęczonym życiem Rolandem, poruszyło. Poza tym pozostał element zaskoczenia – do samego końca nie wiedziałem, co będzie w środku Mrocznej Wieży. Długo też zastanawiałem się, jakim zdaniem King zakończy tak długi cykl. Oj, fajnie to wymyślił ;)

Ale mamuty, w przeciwieństwie do naszej zapaśniczki, to chyba lubiły sobie pociupciać ;) Także chyba nie od abstynencji seksualnej wyginęły. Tak jak w tym przysłowiu, mamuty nie gęsi, swój extinction mają. Czy coś takiego :P

Czytałem kiedyś o tych myszach, a twój drabelek to całkiem fajna analogia historii zdegenerowanej mysiej rodzinki.

 

Finklo, no jak był wrestling, to i mięśnie musiały być. Także ostatni samiec, nawet jeśli nie miał krzty wyobraźni, powinien sobie poradzić ;) Także, ten… jest nadzieja na przetrwanie gatunku :)

Cóż, takie mieli zasady… A Christie i tak później została prezesem tego klubu. Tak czy siak, świetny kryminał.

A ja właśnie skończyłem “Zabójstwo Rogera Ackroyda” A. Christie. No, takiej intrygi to jeszcze nigdzie nie widziałem. Zdecydowanie jeden z lepszych kryminałów, jaki wpadł mi w ręce. Polecam.

Nawzajem ;) I jeszcze żeby jedzenie z koszyczka było smaczne.

Ja zrozumiałem to tak, że bohater po prostu miał jakiś pomysł i nagle zaczął mu ulatywać z głowy.

Przed publikacją warto odczekać jakiś czas, żeby tekst odleżał i żeby potem można na niego spojrzeć świeżym okiem. Polecam też opcję betowania :)

Bardzo sympatyczny szorcik. Rozwinięcie imadełkowatego żartu sprawiło, że cały czas miałem banana na twarzy :) Napisane fajnym językiem i z kopytem… tfu, imadełkiem.

Do pełnej satysfakcji brakło tylko porządnej puenty, jak w oryginale.

 

Przecinki trochę pouciekały. I ortograf: do puki.

 

Trochę nie zrozumiałem świata… W sześćset ósmym roku przed Chrystusem zbudowali park z dinozaurami?

 

Też nie znałem i się uśmiałem :) Bardzo przyjemny szorciko-dowcip.

Fajne. Czytało się dobrze, a na koniec było spore zakończenie. Ładnie prowadziłeś czytelnika i zbudowałeś małą tajemnicę wokół choroby. Zazgrzytało mi trochę nielogiczne zachowanie TS 45 wobec “służby zdrowia”. Ja co najmniej zadałbym ze sto pytań w takiej sytuacji. A on godził się na wszystko. A może było jak w tym serialu Westworld, że dało się obniżać albo podkręcać niektóre z cech robotów? Tutaj łatwowierność stałaby na 100% ;)

Sympatyczny tekst. Filozofia milicjantów zrobił mi humor :) Jak ktoś wcześniej napisał, Lebiodkin i Yenkov mają potencjał. Chętnie poczytałbym o nich jakieś dłuższe opowiadanie.

No robił, robił ;) Ale psa jeszcze nie bił.

Tak czy siak, nic dobrego z tego nie wyszło.

Dzięki za przeczytanie i obszerny komentarz :)

No tak, dłużyzny… Wywaliłem sporo tekstu ze sceny z bójką, ale czułem, że nie wystarczy. A tekst pisałem przez dosyć długi okres, stąd taka różnica między pierwszą połową a drugą. Okazało się, że przerwa w pisaniu była zbawienna ;)

Także chwała, że nie zraziłaś się po pierwszej połowie (za wytrwałość – oby Zgnilec omijał cię szerokim łukiem). 

 

Zazgrzytało mi też zachowanie Adama, najpierw to ktoś musi powiedzieć nie a potem zachowanie: o boże, co ja zrobiłem, jak to, pijak się awanturuje?

Właściwie to było bardzo ludzkie zachowanie. Dobry chłop instynktownie pobiegł pomóc, a potem zrozumiał, w co się wpakował.

 

Scena z matką i herbatą – która mama poda dzieciom herbatę w filiżankach? I zaraz w tej samej scenie, że od razu mają iść spać. Skoro dopiero co dostały kanapki, to dlaczego zagania je do łóżka?

Matki nie są logicznymi istotami :D

 

skąd jedna z dziewczynek wiedziała, że to akurat asfalt spowodował zgon a nie uderzenie butelką?

Krew leciała z tyłu głowy, a nie z czoła, czyli tam, gdzie trafiła butelka.

Dobra, zrobione.

 

Ja tam lubię niedopowiedzenia, ale twórcy o tylu rzeczach kazali myśleć, że szkoda, że nie dali więcej podpowiedzi.

 

A u mnie jeśli chodzi o Gwiezdne wojny to właściwie podobały mi się wszystkie części, ale im nowsze tym lepiej. Pierwszy raz obejrzałem starą trylogię może w wieku 16 lat i raczej nie mam tego sentymentu wychowania się na filmie. A stare GW są czymś takim, gdzie ten sentyment trzeba mieć ;)

Aż mi się przypomniało… Oglądałem kiedyś taki serial How I met your mother i był tam odcinek, w którym dwie bohaterki twierdziły, że stormtroopery to roboty :D

I muszę się zabrać za ostatnią część. Jeszcze nie oglądałem Ostatniego Jedi :/

Mnie też się Anihilacja podobała, szczególnie klimat.

(SPOJLER) Scena z bestią, która naśladuje głos jednej z uczestniczek wyprawy, była po prostu mega – wyszło im to lepiej (straszniej) niż w niektórych horrorach. Tak samo bardzo dobra scena z sobowtórem głównej bohaterki.

 

Film ładny wizualnie, poza tym zobaczyłem coś oryginalnego.

Jedna rzecz tylko zastanawia – o co chodziło w końcówce?

Oo, przeczytałem dawno temu, miałem zostawić komentarz i wyrazić kilka wątpliwości, a teraz zapomniałem, jakie to wątpliwości były.

Kilku rzeczy nie zrozumiałem, to na pewno. No ale nic. Pozostanę w niewiedzy.

Ogólnie tekst fajny, podobała mi się narracja, a tajemnica pchała do przodu. Trochę to poszatkowane było na małe kawałki, ale bardzo przez to nie cierpiałem.

Ogólnie dobre :)

 

Edit: PS. Tytuł świetny.

Dobre, klimatyczne opowiadanie. Ładnie przedstawiłaś historię opętania i wykreowałaś niezłego skurczybyka demona. Scena z zabiciem psa porządna, brutalna i najbardziej wyrazista w tekście.

No i nieźle dokopałaś temu Fazilowi. Chłop nie ma lekko w życiu.

Jestem zadowolony z lektury :)

 

A rysunek pierwsza klasa ;)

Hmm, niestety nie zrozumiałem wierszy :/ No, ale przecież chyba chodzi tylko o zabawę w łączeniu zdań. Jak ci się fajnie tworzyło, to można uznać, że efekt osiągnięty ;)

 

Co do wiersza w bibliotece, to był chyba jakiś o tytule Kap (czy coś takiego). Ogólnie to pamiętam, że każda strofa miała formę kropli wody.

Fajny pomysł i narracja. Gorzej z przecinkami, no i rzuciłaś czytelnika na głęboką wodę; ciężko zrozumieć, co i jak (i gdzie, w końcu mowa o światach równoległych :D) .

W sumie dobrze się czytało, ale brakło tej puenty. Drugiego dania, po którym człowiek w pełni zaspokoi apetyt. Wtedy mógłbym klepnąć się w czoło i powiedzieć “No tak! Wszystko jasne” ;)

 

Wstrzymując nieco konia, by zostać w tyle, rycerz Zawisza Czarny z Garbowa uniósł się w kulbace i przeciągle pierdnął. Potem westchnął mocno, wsparł oburącz na łęku i pierdnął raz jeszcze.

– To ta kapusta – wyjaśnił rzeczowo, zrównując się znowu z Reynevanem. – W moim wieku nie

można jeść tyle kapusty. Na kości świętego Stanisława! Gdy byłem młody, mogłem zjeść, że ho, ho!

Ano widzisz, NoWheremanie, w pierwszej scence najwięcej grzebałem i usunąłem z niej kupę fragmentów. Może za bardzo nakręciłem…

Cieszę się, że chociaż spodobała ci się końcówka :)

 

Dzięki za odwiedziny, Katio. Fajnie, że ci się spodobało. I dziękuję za kilka ;) 

Trzeba wymyślić nową zasadę: błąd, który nie razi po oczach, nie jest błędem ;)

Fajnie słyszeć takie słowa jak solidny i dobry horror. Chociaż z tymi jump scenes bym nie przesadzał, to nie film :D Raczej trudno sprawić samymi słowami, że człowiek podskoczy na krześle i może jeszcze krzyknie.

To prawda, fajnie byłoby zwalić całe “be” i “fe” na jakiegoś niewidzialnego demona. Stety i niestety, Zgnilec interesuje się tylko bohaterami fikcji literackiej.

Dzięki za motywujące słowa ;) 

Moją opinię już znasz. Podobało mi się, szczególnie dzięki zaskakującej puencie. Dobre :)

Przyznaję. Jako dziecko, kiedy jeszcze nie miałem słownika, siedziałem przed blokami, gapiąc się na ściany i chłonąc mądrości miejscowych. Prawdziwa historia.

Dzięki za komentarz, Finklo :)

Fajnie, że uważasz sceny za obrazowe. I bardzo miło słyszeć, że historia dobrze opowiedziana.

A bo ten… no… Finkiewicz to szmugler był i w ogóle! Nielegalnie tego poloneza… :P

 

 

Uff, rzeczywiście, ortograf. Już poprawione. Ale muszę powiedzieć, że gdybym nie sprawdził w słowniku, to bym nie uwierzył na słowo. Huligan bez półokrągłego kolegi z przodu wygląda tak, no… dobrze :D

Jak podeszło, to pozostaje mi się tylko cieszyć :)

Fajnie, że spodobało ci się prowadzenie akcji i że odczułeś ohydę scen – kadrów, jak wolisz. To chyba dobrze, ponieważ mogę uznać, że udało mi się całkiem nieźle zobrazować scenki.

Co do psów – jak można nie przepadać? Zlinczują Cię :P A tak na serio, jakoś nie miałem zamiaru wzbudzić wielkiego współczucia u czytelnika sceną z psem. To miało jedynie służyć do skonfrontowania ze sobą Czerwińskiego i Krogulaka. I oczywiście do pokazania, jakim skur… był ten drugi.

Cóż, dla staruszka od początku planowałem tylko jedną rolę – był człowiekiem, który miał co nieco wyjaśnić czytelnikowi co i jak. Niby mogłoby się bez niego obyć, ale wolałem nie zostawiać znaków zapytania. Według mnie lepsze to niż niedopowiedzenie (chociaż osobiście lubię niedopowiedzenia).

 

Fajnie słyszeć, że warsztatowo bardzo dobrze. Chyba czegoś się nauczyłem przez te pięć miesięcy na fantastyce ;)

Councie, oficjalnie i z powagą na twarzy przyjmuję twój stempel jakości :D

 

Jeśli chodzi o karetkę, to od razu przyznaję, że moja wiedza w podobnych tematach jest nikła. No, ale uznajmy, że w świecie Krogulaków, Finkiewiczów, itd. to karetki zabierają zwłoki ;)

 

Dzięki za odwiedziny!

Prosta historyjka, nic nowego, ale za to dobrze napisana. Spodziewałem się jakiegoś ogromnego twistu w stylu Ocean’s (11, 12 albo 13 :P), a tu okazało się, że bohater skacze z wysokości. Dobre, ale wiesz, czaiłem się na ten złodziejski twist, jak zombie na mózgi. Także końcówka spodobała mi się, ale nie tak, jak się na to naszykowałem.

Było ok :)

 

Dopiero po przeczytaniu komentarzy zauważyłem, że tytuł można odebrać na dwa sposoby. To jak… dodatkowa puenta ;)

A propos SOADu, świetne są też piosenki Serija Tankiana już po rozpadzie zespołu. Psychodeliczne Lie, lie, lie, fajne też Empty walls, ale moje ulubione i tak zawsze będzie Harakiri. 

Mnie się bardzo podobał. Świetnie zdjęcia, bardzo dobry klimat. Poza tym nakręcił jeden z moich ulubionych reżyserów.

Zadowolę się i połówką :) Większość moich typów nie podeszła, ale jestem zadowolony z dwóch rzeczy: Oldman i Rockwell dostali Oscary.

A propos oscarowych, dzisiaj będzie rozdanie. I właśnie obstawiam, że Trzy billboardy dostaną za najlepszy film. Aktor pewnie Oldman, a muzyka Dunkierka. Reżyser – Nolan. Jak się sprawdzi (wszystkie cztery), to oczekuję, że ulepicie mi metaforyczne ciastko ;D

Jak czytam coś o psach i rozmawianiu z nimi w myślach, to moim pierwszym skojarzeniem jest Dean Koontz. Ale nawet jeśli to on, to nie mam pojęcia, co to za książka.

Przygnębiający wiersz i dobre połączenie z rzeźbą. Smutłem.

Nie wiem czy to kwestia przeciętnego stylu

Co jak co, ale chłop styl ma oryginalny. Przynajmniej ja tak mam, że nie mam trudności z rozpoznaniem, co jest jego, a co nie.

 

Uhh, a mnie Dallas ‘63 niezbyt podeszło. Było dobre (nawet jedno z pierwszych Kingowców, jakie przeczytałem), ale w porównaniu do całej reszty (pojedynczo i ogółem) wypadło dosyć średnio.

 

Ja mogę polecić, tak na początek, żeby się przekonać, Zieloną Milę, Misery, Podpalaczkę i może jeszcze – jeśli miałbyś ochotę na bajkę – Oczy Smoka.

Spróbuję nieco rozjaśnić sytuację.

Z miłym sąsiadem nie wiadomo, co się stało, ponieważ od incydentu minął zaledwie miesiąc. Tanka jedynie usłyszała, że może pójść do więzienia. Poza tym Czerwiński nie był jakąś ważną osobą w opowiadaniu, także odpuściłem sobie opisywanie jego dalszych losów. Był jedynie narzędziem w moich rękach (i łapskach Zgnilca), które pozwoliło pozbyć się ze sceny Krogulaka, żeby Zgnilec zabrał się za następną ofiarę.

Staruszek pojawił się tylko po to, żeby na końcu wyjaśnić Tance (i tak przy okazji czytelnikowi), kim jest Zgnilec. A to, kto widzi Zgnilca, myślałem, że wyjaśniłem w taki sposób, żeby czytelnik się nie pogubił (kwestia staruszka: “– Myślę, że trzeba być gotowym, aby ujrzeć zło.”). I nie tylko on widział demona. Płonka ujrzała go na komisariacie, Tanka w domu przyjaciółki. 

Z tym przesłuchaniem mnie masz. W ogóle nie znam się na procedurach i działaniu policji. Dodałem do sceny jednego z rodziców (Hektora), żeby było bardziej wiarygodnie, ale niestety nie wiedziałem, że w przesłuchaniu dzieci musi brać udział psycholog. Jedynym wytłumaczeniem, chociaż marnym, jakim mogę się osłonić, jest to, że nie podałem, w jakim kraju dzieje się akcja. Wiadomo – w każdym kraju inne zasady i na pewno znalazłby się taki, w którym nie przykładają zbytniej uwagi do takich spraw ;)

Jak napisałem wcześniej – od momentu, w którym Zgnilec zainteresował się Płonką, minął miesiąc i niekoniecznie cała “przemiana” działa się szybko. Dziewczyna była zaprowadzana do psychologów i do tamtej pory to wystarczało. Co do szkoły – może mój błąd, że nie poinformowałem czytelnika, że po prostu władze szkoły wiedzą o problemach Płonki. Ale uznałem, że to coś oczywistego. Nikt nie ukrywał tego, co się działo z dziewczyną. Jej rodzice przecież radzili się psychologów, w jednej ze scen nawet podjęli decyzję, że zasięgną pomocy w Kościele.

Kim jest Zgnilec? Staruszek to wyjaśnił. Demonem, którego celem jest sprawianie, aby ludzie stawali się źli i w końcu umierali. Płonka była przypadkową ofiarą (akurat znalazła się tam, gdzie nie trzeba). Chociaż, tak jak mówisz, ciekawość też może być powodem. W pewnym momencie zaznaczyłem, że Zgnilec najbardziej lubi degenerować najniewinniejszych (”Skończył z jedną kreaturą, a inne już pchają mu się w łapy. Jak oni to opisują: malutkie, milutkie, niewinne i tak dalej… Dobrze. Najleeepiej”). Płonka – idealny cel dla demona – była też bardzo ciekawska. Więc… ;)

Rozumiem, że zakończenie może się nie spodobać. Rzeczywiście jest paskudne i odrażające, ale tak musiało być. Płonka miała być “zepsuta”, a metaforyczne (chociaż jeśli ktoś potraktuje scenkę dosłownie to też ok) wycięcie serca było kolejnym etapem tego “zepsucia”. 

No szkoda, że nie podeszło :/

 

Bardzo dziękuję za łapankę :)

Co tam mafia… A jak reklamówka nie wytrzyma i zakupy upadną na ziemię? To dopiero groza ;)

No tak, sprawdzałem w słowniku, ale to nie słowo horrendum sprawiło problem. Na początku byłem w 100% pewny, że coś jest nie tak z połączeniem tych dwóch wyrazów. Teraz sam już nie wiem. Zgłupiałem od zbyt długiego zastanawiania się :/

Czytałem na telefonie, siedząc na zimnych schodach, bo współlokatorzy przekręcili nie ten zamek co trzeba :P No, przynajmniej te kilkadziesiąt minut szybko zleciało ;)

Ogólnie jestem zadowolony z lektury. Był pomysł, dobrze napisane, fajnie ukazane ludzkie zachowania (i przy okazji Boże).

Bóg trochę leniuch. Trzy fotografie to niezbyt reprezentatywna grupa. Nieźle można wpaść po “wylosowaniu” nieodpowiednich zdjęć. No, ale skoro Bóg został przedstawiony jako zmęczony urzędnik to nic dziwnego ;)

 

A mężczyzna z rysunku przypomina mi jakiegoś aktora, tylko nie mogę sobie przypomnieć którego… Może Ron Perlman?

Farbowanie, centaury, ubrania… Dobra, zapamiętam. Nie będzie zaskoczeń ;)

Dzięki, tom :)

 

miałem wrażenie, że będzie to coś w stylu moralizującej bajki na Boże Narodzenie

Okazuje się, że nic nie jest takie, na jakie wygląda. Zawsze trzeba pamiętać o teorii taoistycznego snu, bo może się okazać, że karp to człowieka, a bajka na Boże Narodzenie to bloody revenge ;)

Tak sobie czytam i czytam, kończę ostatnie zdanie i mam minę jak jeleń w świetle reflektorów – o cholera, nie pamiętam :P

 

Fajne, Finklo :)

Czytało się przyjemnie, a historia dosyć ciekawa. Skojarzyła mi się trochę z filmami w stylu: budzę się pewnego ranka, przeżywam dzień, zasypiam, a potem budzę się tego samego dnia i uczestniczę ciągle i ciągle w tych samych wydarzeniach i tak dalej… Fajne jest to, w jaki sposób można rozegrać jedną sytuację na dziesiątki sposobów.

Tutaj akurat bohaterowie się nie popisali. Moralność u nich na poziomie stawonogów :P A najgorszy chyba Apollo.

 

A morał tej historii taki: jak centaur mówi ci, że masz iść porąbać drewno i pomyśleć nad swoim zachowaniem, to idziesz rąbać drewno i myślisz nad swoim zachowaniem. Będę o tym pamiętał, kiedy następnym razem spotkam centaura :D

Dlaczego piszemy?

Bo to fajne zajęcie. Relaksuje, pozwala się rozwijać, można wywalić wszystkie myśli na papier. 

Wiadomo – czasami szlag może trafić, jak słówka nie układają się w zdania, ale samo rozwiązanie problemu przynosi niemałą satysfakcję. 

…czy pisanie to ucieczka, czy powrót do rzeczywistości? 

Jaka tam ucieczka… Raczej spacerek dla przyjemności :)

 

PS. Nie, Lisie, nie pójdę na rynek ;)

Już miałem pisać, że kompletnie nie zrozumiałem opowiadania, ale potem zerknąłem na tagi. No tak, fragment… To tylko parę słów w kwestiach technicznych. W niektórych miejscach źle zapisujesz dialogi, nad przecinkami też trzeba trochę popracować, a ten ogromny blok tekstu wypadałoby rozbić na kilka akapitów.

O fabule trudno coś napisać, bo po przeczytaniu pojawia się wiele pytań, a odpowiedzi żadnych. Także czekam na całość ;)

 

Po chwili skierowała się w stronę umieszczonego obok łóżka kufra i wyciągnęła z nich ubrania.

Z niego.

Mały infodump na początku i trochę za dużo znaczków prowadzi do twistu. Gdzieś tam troszeczkę przecinki się upiły i zaszalały.

Puenta fajna :) 

Fajny pomysł ;)

 

Niezłe scenki mogłyby z tego wyniknąć.

“– Panie, a ten Stradivarius oryginalny? Słyszałem, że na świecie jest tylko kilka sztuk…”

 – Oczywiście, że oryginalny! Nie widzi pan? Jak byk HP wyryte na lakierze.” ;D 

Na początku myślałem, że chodzi o wycinkę lasu i robotnika, który przenosił jakieś zwierzątka w bezpieczne miejsce. Prawda chyba jednak ukryła się w komentarzu thargone.

Ogólnie całkiem fajny pomysł i zwięźle napisane, chociaż lekko się nie czytało. Tak jak komentujący wyżej uważam, że można by rozbić blok na kilka akapitów.

Było ok.

Doceniam, doceniam :) A jeśli mowa o piwie w Sandomierzu, to tylko w Piszczelach. Park-melina dla żuli i licealistów. Oczywiście ja się nie melanżowałem. Ten, no… kolega mi mówił :P

Wygląda to jak jakaś ekologiczna propaganda, żeby nie kupować foliowców tylko z materiału :P

Fajny miałaś pomysł, Tarnino ;)

Trochę skojarzyło mi się z serialem Opowieść podręcznej. Niby co innego, ale czytając Nożyce czasu cały czas miałem przed oczami konserwatywny świat idiotów. I chyba właśnie to łączyło te dwa dzieła – rządzący, którzy mieli tragiczne pojęcie o rządzeniu. I na tym podobieństwa się kończą, bo twoje opowiadanie było dobre, a serial, o, taki sobie. 

Fajny pomysł, klimat był, dobrze napisane, ładny obrazek :)

No i jest jeden minus. Kompletnie nie wierzę w taką wersję przyszłości, nawet na papierze. Trochę mi przeszkadzało to, że ludzie w twoim świecie pozwolili na takie rzeczy. Według mnie to nierealne. Rozumiem obowiązek posiadania dzieci, jeśli jest się w związku. Nawet płacenie za posiadanie dziecka jeszcze przełknę, ale nie oddawanie dzieci do jakiegoś ośrodka, w którym czyszczą pamięć.

No, ale to tylko taki zgrzyt, nie przeszkadzało mi to w czytaniu, bo czytało się naprawdę dobrze. Jestem zadowolony z lektury :)

Przyjemne, klimatyczne i dobrze napisane opowiadanie. Fabuła nie powaliła, ale to nie stanowiło przeszkody, żebym nie był zadowolony z odwiedzin :)

Pytanie: Sylwię spotkało to, co ją spotkało, tylko dlatego że gapiła się na zdjęcie?

A wiesz, ocho, co było jeszcze lepsze od tego filmu? Rola Sama Rockwella w tym filmie :D

 

Polecam też Mężczyzna imieniem Owe. Dziwna mieszanka: depresyjno-pozytywny.

Ani przekleństwo, ani to, że było po angielsku. W sumie to nie wiem… Kojarzyło mi się chyba z jakąś głupią amerykańską komedią (z tego, co pamiętam, z Milą Kunis), która polegała właśnie na stworzeniu związku fuck friends. Właściwie tylko to przychodzi mi do głowy…

I jeszcze tak w sprawie tytułu, to drugiego znaczenia też nie wyłapałem. Dopiero po przeczytaniu komentarzy. I mam jak kam_mod – kiedy zapaliła mi się żarówka nad głową, że tytuł ma dwie nóżki, a nie jedną, jakoś bardziej mi się spodobał :)

 

Jak odkryjesz, to podziel się tajemnicą ;) 

Przyznam, że tytuł zniechęcił mnie wielce. Tekst był w kolejce, a ja udawałem, że go tam nie ma :D No ale koniec końców przeczytałem i mi się podobało. Właściwie to nawet bardzo, bo zazwyczaj – nawet jeśli po prostu mi się podoba – to sprawdzam ile mi zostało do końca. A tu jakoś tak się zaczytałem, że słowo koniec pojawiło się szybciej niż zwykle.

I chyba nie będę się rozpisywał, bo większość została już powiedziana, a ja tę opinię większości podzielam – tekst był fajny, z dobrym pomysłem, dominacja dialogów wcale nie przeszkadzała (to nawet element na plus), a bezimienną dziewczynę można było bardzo szybko polubić przez jej charakter (chociaż nie wiem, jak go nazwać; taki zadziorno-zawadiacki, czupurny :P). No i tajemnica pchała do przodu.

Spodobało mi się też wyjaśnienie, ale – niestety – nie sam sposób jego przedstawienia. Bo przedstawiłaś je w komentarzu. Z tekstu ni hu hu nie wyczaiłbym, o co biega. No i to był chyba jedyny minus opowiadania… Ta niejasność, znak zapytania jak wół w głowie czytelnika. Tak sobie teraz przypomniałem, że przecież napisałaś pod moim szorcikiem, że lubisz niedopowiedzenia. Słownaś :PP

To fajnie, że tak to postrzegasz. Ja nie lubię pisać wierszy, bo sylaby trzeba liczyć :PP

Ja tam na wierszach się nie znam. Nie czytam (no, w szkole czytałem, bo musiałem), a w życiu napisałem tylko jeden i to pod wpływem impulsu i lenistwa ;D Także tylko melduję, że przeczytane. I że spodobała mi się lovecraftowska fabuła – schematyczna, ale dobra :)

O widzisz, Pietrku, jakie to życie podstępne. Przeczytałem dawno temu, a komentarza nie zostawiłem. Shame on me.

Na początek to, co było złe. Czyli UFO. Według mnie ostatnia część zabiła ten tekst. Klimatu nie zbudowałeś jakiegoś porządnego, ale był. Poważny, budowany na tajemnicy tego, co siedziało w głowie Patyczakównej. A potem rozwaliłeś ten klimat Xeorgiem i jego niewidzialnym statkiem.

Jak ktoś wspomniał wyżej – postać matki nieco niewiarygodna. Znaczy jej zachowanie.

Poraziła mnie ilość jedzenia, jakie dwóch mężczyzn zamierzało skonsumować. Pasztet i nutella? Szaleństwo! :P Ser i dżem? Szynka i słodkie bułki? Ja nie wiem, od tego to chyba zezgonować można :D

No i nielogiczne wydawało mi się postępowanie ojca. Serio, musiał być niezłym hu.em, że zabił własne dziecko.

A teraz dobre rzeczy. Czytało się dosyć przyjemnie, tajemnica “pchała” do przodu (a raczej w dół, bo to scrollować trzeba :P), a postać głodnego Dżentelmena jakoś tak mi przypadła do gustu.

Podobało mi się też to, że sprawa – tak po prostu – nie została dokończona. 

To jedna z nielicznych nierozwiązanych spraw w karierze Abrahama Kudomskiego. A także jedna z najstraszniejszych. Tej grozy Dżentelmen nie zapomniał do końca swoich dni. – To powinno być zakończeniem. Jest idealne.

Czyli ogólnie to było dobre opowiadanie z nietrafionym zakończeniem.

Nowa Fantastyka