Profil użytkownika


komentarze: 225, w dziale opowiadań: 222, opowiadania: 89

Ostatnie sto komentarzy

Szlajał się goły wiedźmin po Novigradzie                   

Pijany w sztok, zgubił nawet stare gacie                     

Chutliwy, bez orena ni korony                                 

Łka, żebrze: „dajcie chociaż dziwożony”                 

„Do Brokilonu, biały, tam stado driadzie!”

Pamiętnik, spadek, potwory nie z tego świata, dziwna posiadłość – Lovecraft starter pack ;) Czyli fabuła przewidywalna, wiadomo było, jak akcja zacznie się rozkręcać (a raczej nie) i jak zakończy się ta historia. Ale pomimo tego czytało się dobrze, po skończeniu lektury byłem zadowolony, że tu zajrzałem ;)

Powiem krótko. Lepsze niż Plugawe i potężne zło, gorsze od Lovecrafta. Porządne zwieńczenie trylogii. Powiedziałem.

 

Lelki rulez.

Niezłe opowiadanie. Czytając, nie wiedziałem, do czego wszystko zmierza i trochę zaczęło nudzić, ale puenta zrobiła swoje. Trochę przypomina zakończenie Interstellara, czyli, według mnie, świetne. Co do dyskusji wyżej to mnie nie wadziło zachowanie bohaterów w zakończeniu. Dla mnie oczywiste było, że będą chcieli odwiedzić potomków.

Wciągające opowiadanko z dobrym klimatem. Nie spodziewałem się, że wędrowiec okaże się Maciejem (chociaż było to do przewidzenia), dlatego końcówka zrobiła na mnie wrażenie. Ładne opisy. A, i jeszcze ta opowieść w opowieści… Fajny zabieg ;)

Agroeling, dzięki za opinię.

Nie zgodzę się z tymi emocjami. Zdanie nie miało wzbudzić emocji u czytelnika, a jedynie przekazać, że sen nieźle wystraszył bohaterkę. Dlatego uważam, że “najgorsze emocje” są całkiem na miejscu.

Gdyby każdy pisał tak, jak pisze King, to mielibyśmy całe mnóstwo geniuszy i strasznie zubożony wybór na półkach w księgarni… Ale rozumiem twoje niezadowolenie, mogło być dłużej i bardziej. Ja zamierzyłem sobie, że tekst będzie wyglądał jak wygląda teraz, i nie zamieniłbym tego na kingowską wersję, chociaż chętnie taką bym przeczytał.

Także nie zgodzę się jeśli chodzi o robaka. Według słownika PWN robak to potocznie insekt, a insekt (również z definicji PWN) to owad. Tym łańcuszkiem dochodzimy do def. chrząszcza, który… jest owadem ;) Czyli robak może być chrząszczem ;)

Ja Punishera znam, ale nie z jego własnego serialu, a z ”Daredevila”. Także muszę obejrzeć, a Daredevila polecam.

Przy Lovecrafcie nieźle się ubawiłem, ale tutaj, niestety, parodia straciła swą świeżość. Oczywiście lelki na plus (te wspomnienia! sprzed tygodnia). Tak jak jganko uważam, że powinieneś machnąć jeszcze jedną część, gdzie do absurdu i przesady oddasz styl Lovecrafta, a lelki będą wyć przed plugawym obliczem Przedwiecznego.

Najpierw taka deklaracja… Z komentarzy, na które rzuciłem okiem, dowiedziałem się, że masz wiele podobnych tekstów, to znaczy – realny, zwykły świat z jakimś magicznym elementem, wokół którego obraca się fabuła. Czyli to, co lubię. Także może deklaracja brzmi, o, tak: ja, Karol123, łasy (ale dopiero od dziś) na funthesystemowe teksty, przeczytam inne twoje opowiadania. Rzekłem.

I co tu dużo więcej mówić? Przecież to, co napisałem wyżej, mówi samo za siebie. Podobało mi się i już.

Pomysł genialny, abstrakcyjny świat zasysa. Metaforę grającą pierwsze skrzypce da się lubić. 

Parę razy się uśmiechnąłem, a szczególnie czytając, o, ten fragment (groźbę Łukasza): Oj, pożałujesz tego, pożałujesz. Słuchajcie wszyscy, kiedy Wera miała dwanaście lat… I jeszcze to (w sumie to kontynuacja tego szantażu wstydem): …wiadomo co zrobiła z bielizną, a twoja seledynowa kuleczka wyszeptała mi na moje metaforyczne uszko całkiem ciekawe rzeczy na twój temat. Choćby ten incydent z parasolem…

Jedynie zakończenie mi nie podeszło. Spodziewałem się jakiejś porządnej puenty, która wszystko rozjaśni, która wyciągnie mądrość z tego zwariowanego, metaforycznego świata. A może ta mądrość była, tylko ja nie zrozumiałem/wyłapałem? Tak czy siak, minikreacja kolejnego świata metafor, gdzie ludzie byli małymi grawitującymi obiektami, nie spodobała mi się. Ale rozumiem, że tak właśnie sobie założyłeś – abstrakcja zakończona absurdem.

Rozumiem, że autor i narrator to jedna i ta sama osoba. Także, Zalth, posprzątałeś kuwety czy piszesz o kapitanie i jego flocie? ;)

Hmm, chyba już wszystko zostało powiedziane… Podzielam zdanie wiekszości czytelników, tekst przyjemny, pomysł ciekawy, ale trochę się dłużyło. No i oczywiście dołączam się do szeregu pytań: czemu? Czemu rodzinka pojechała na polanę?

Na plus zgrabne opisy, szczególnie te na początku. Nie musiałeś nawet wstawiać zdjęcia, bo słowa oddały to, co trzeba.

A postać reżysera – bardzo ciekawa. Tego się nie spodziewałem. Komunikat dla ludzi od anioła, który przegonił z ciała reżysera jego osobowość. Tym bardziej przypadło mi to do gustu, że koleś myślał, że cierpi na schizofrenię.

 

Liz każde stworzenie, nawet muchy i chrabąszcze, nazywała zwierzaczkami. Kochała je, prawie tak wielką miłością, jak swoje lalki.

Cała czwórka w skupieniu oddawała się przyjemności jedzenia gorących kawałków wołowiny i pięknie spieczonych kiełbasek. Nawet Liz, która przerwała dłubaninę w ziemi.

Małą Liz trzeba szybciutko uświadomić, z czego robi się kiełbaski ;)

Gratuluję zwycięzcom i wszystkim nominowanym :) Nie spodziewałem się, że zdobędę aż tyle głosów! Nominacje do piórka pokazały mi, że już czegoś się tutaj nauczyłem. Dlatego dziękuję osobom, od których dostałem TAKi i którzy udzielając mi super wskazówek doprowadzili do tego, że się tutaj w ogóle znalazłem :)

Czytało się płynnie, szybko i przyjemnie. Zaciekawiła mnie historia Echo i jego pobytu na Ziemi, chociaż już na początku podejrzewałem, jak się zakończy. Obcy, który spędza czas pośród ludzi i zaczyna się z nimi utożsamiać… Niby to takie proste, a jednak wciągnęło i z ochotą doczytałem do końca.

O ile ładnie przedstawiłeś “działanie” człowieka, o tyle nie spodobał mi się sposób przedstawienia kosmitów. Z każdą kolejną linijką miałem coraz więcej pytań. Dlaczego kosmici znają tak wiele ludzkich słów, a tych prostych zwyczajnie nie rozumieją? W końcu są zaawansowaną cywilizacją. Na przykład starość. Nawet jeśli sami nie doświadczyli procesu przemijania to i tak powinni go znać. Bo przecież na własnej planecie lub innych, które poznali, były jakieś zwierzątka, które umierały ze starości, prawda? Albo inne: idea i nadzieja. Kosmici tych słów także nie rozumieli. Próbuję wyobrazić sobie historię tych istot i po prostu nie potrafię… Nie wiem, czy jestem za cienki w uszach, żeby wymalować sobie istotę, która nie ma w sobie nadziei, czy to po prostu tak we świecie jest, że nadzieja to stały czynnik w każdym żywym organizmie.

Przez chwilę przyszedł mi do głowy pomysł, że ci kosmici to nic innego jak roboty czy jakieś komputery. Chyba przez te “pozytywny” i “negatywny” tak pomyślałem. Ale przecież Echo był jednym z nich, a żył sobie na Ziemi pośród ludzi. A więc kosmici musieli być organiczni.

Ogólnie: podobał mi się sposób w jaki przeprowadziłeś analizę ludzkiej natury, postać Echo naprawdę wiarygodna, pomysł bardzo prosty, ale chwytliwy, kosmici według mnie niewiarygodni jako element wszechświata. Ale to w końcu kosmici… W końcu nie rozumiemy tego, czego nie znamy. A więc może właśnie o to chodziło?

Naz, bardzo ci dziękuję za opinię i TAKa. Nie spodziewałem się nawet, że mój tekst trafi do biblioteczki, a wcześniej o nominacjach nawet nie wiedziałem. A tu już kolejny TAK. I cieszę że według ciebie poradziłem sobie o wiele lepiej z tą tematyką niż inni. Fajnie to słyszeć ;)

Nieliczni zorientowali się, że chodzi o połączenie wyobrażenia z rzeczywistością. Jak zauważyłaś – jakby to była jedna płaszczyzna. Chociaż inne interpretacje też mi się spodobały, np. o zwykłym stadium psychozy.

Kreacja Moniki jako wiecznej dziesięciolatki raczej nie była planowana… Musiałem to po prostu czuć podczas pisania, że oddałem same jej dziecięce cechy. I cieszę się, że uznałaś to za plus.

Jeśli chodzi o Wełnianego Psa, to nie tylko chciałem podkreślić jego wściekłość wobec dawnego zła, ale też ciągły smutek, który objawiał się w każdej innej sytuacji poza atakiem na gwałciciela. Na przykład podczas ostatniego spotkania Moniki ze zwierzętami, to Zając wyrażał agresję, Żuczek pozostawał raczej bierny, a Pies od razu popędził do Moniki i ułożył łeb na jej kolanach. Zauważył to też Cień Burzy i ładnie podsumował. Fajnie, że zauważyłaś te kontrasty.

 

Jesteś kolejną osobą, która opinią i pozytywnym głosem poprawiła mi humor ;) Dziękuję. I pozdrawiam.

 

 

Przyjemna, lekka, fajnie napisana historyjka. Niestety bez porządnej puenty, która rozbawiłaby na koniec. No i pomysł nieco oklepany. Ogólnie na plus, ale mogłoby to być coś więcej.

Fajnie, Pietrku, że ci się spodobało :)

 

Issander, śmieszy tym bardziej, że żart jest rzeczywistością :)

Wiem, wiem, takie rzeczy pamiętam :) Ale o kryterium całkowym jeszcze nie słyszałem. Filmik za chwilę obejrzę.

 

Edit: Co za magia się tam odczyniła? Niby zrozumiałem, ale… W głowie się nie mieści, że to rzeczywiście taki wynik.

Takich rzeczy, Issanderze, jeszcze nie miałem, to się nie pośmiałem… 

 

Kchrobaku, na salonach można opowiadać ;)

 

Finkla, tak się popularyzuje nauki ścisłe ;) 

 

 

Z kolei mój ulubiony żarcik to ten (też nie o całce):

 

Chrystus przemawia do swoich uczniów:

– Zaprawdę, powiadam wam, moje królestwo jest jak x^2 + x +3.

Apostołowie nie rozumieli wywodu mistrza i dziwili się jego słowom. Jedynie Szymon zwany Piotrem zrozumiał, że to była parabola.

A jak!

Nie muszę, on wie wszystko. I całe szczęście, bo też nie chcę mieć z nim nic wspólnego. No… może oprócz sterty pozytywnych opinii ;)

Musiałem z internetu skopiować, bo bym sobie nie przypomniał :)

 

 

Na plaży siedzą funkcje. Nagle wszystkie wpadają w popłoch: 

– Aaa, różniczka idzie, musimy uciekać. 

Na plaży siedziało też e^x.

Funkcje popędzają ją: 

– Uciekaj, różniczka idzie. 

– Nie boję się, jestem e^x !

Tak więc wszystkie funkcje uciekły, oprócz e^x. Przyszła różniczka… 

– Czemu nie uciekłaś? – pyta. – Teraz cię zróżniczkuję! 

– Bo ja jestem e^x. 

Różniczka ripostuje:

– Ale ja różniczkuję po y.

 

 

I jeszcze taki króciutki:

 

Wchodzi całka oznaczona do pociągu… a tam nie jej przedział.

Podoba mi się ten zwyczaj zostawiania podwójnych komentarzy podczas głosowania. Podwójna radość :)

Cieszę się, że uznałaś opowiadanie za interesujące i na tyle dobre, aby zagłosować na TAK.

A Żuczek nie tylko rządzi, rules i rulez. Żuczek także dziękuje za TAKa, przyciąga czytelników, dyktuje komentarze…

 

Co do zakończenia to przyszła mi do głowy jeszcze jedna możliwa interpretacja (żeby wszyscy byli zadowoleni).

Monika przestała się trząść. → Można to uznać za zakończenie torsji i powrót do świadomości. A martwe zwierzęta oznaczałby pozbycie się złych emocji wskutek nieudanej próby samobójczej, która przywróciła dziewczynie chęć do życia.

Ale nie podpisuję się pod tym happy endem.

 

Na pewno będę dobrze spać po tak pozytywnej opinii ;) 

Gorzej, że co nieco trzeba się orientować przy takich żartach…

 

Na szczęście taki, o, jeden mi się przypomniał:

 

Rozmowa dwóch kolegów (A i B):

(A): Ejj, B, ty miałeś na studiach analizę, matematykę i takie tam, nie?

(B): Jasne, jasne, miałem.

(A): Przydały ci się do czegoś w życiu?

(B): Tak.

(A): Do czego? 

(B): Rozumiem dowcipy o całkach.

 

Uniwersalny, dla każdego ;)

W temacie całek zawsze jest coś ciekawego. Szczególnie jak wykładowcy opowiadają o nich dowcipy ;) O dziwo niektóre są naprawdę bardzo śmieszne. 

Thargone, dzięki za miłe słowa :) Ale następnego razu chyba nie będzie, raz spróbowałem się z wierszem i chyba mi wystarczy. No chyba że wena przyjdzie ;) Tylko zamiast o Hilbercie, napiszę o szalonym ciągu pewnego Włocha.

 

 

Finklo, gorzej niż umęczony Werter :D

Ciekawa rzecz z tą całką i dziewicą. Coincidence? Nie sądzę… 

 

 

Marasie, przykro to słyszeć.

 

Blackburn, dzięki za komentarz. Cieszę się, że spodobał ci się styl i klimat :)

 

O, to coś nowego, Werweno. Jeszcze nikt nie wyraził opinii o tytule ;) Fajnie, że się spodobał. Tym bardziej że nie myślałem nad nim długo. I cieszę się, że tekst przypadł ci do gustu.

Co do tabletek, to pilnowałem tego :) Sprawdziłem, kto może, a kto nie może przepisać, i zaznaczyłem, że pigułki “przepisały białe fartuchy” (bo nie wiedziałem, kto w tym wypadku ma takie możliwości). Także nie wspomniałem o psychologu, który daje recepty.

Pozdrawiam.

 

 

Kam_mod, chętnie poczytam. 

 

Dlatego użyłem słowa magowie ;)

Przy “tabelkowych” prościznach to działa, ale kiedy dużo cyferek i literek wskoczy przed całkę, to już nie tak hop-siup.

Dzięki za odwiedziny, Kam_mod. Żuczek każdego kupił ;)

 

Musiałbym doczytać, jak to z tymi tabletkami jest… Ale myślę, że pochłonięcie odpowiedniej ilości odpowiedniego leku, zakończyłoby się śmiercią. 

Dzięki za odwiedziny, Cieniu. Poprawiłeś mi dziś humor swoim komentarzem (myślałem, że to cała strona krytyki!). 

Parę osób skarżyło się na słaby początek, niektórzy twierdzili, że ta lepsza część historii zaczęła się w parku, gdzie Żuczek dał swój pierwszy hipnotyczny występ. Nie wiem, czy to dobrze, czy też nie… Może jednak warto na początku wynudzić czytelnika, żeby potem złapać go w sidełka? Tak czy siak, niczego w tym wypadku nie planowałem, a wyszło dobrze :)

Masz ten rodzaj talentu, dzięki któremu potrafisz sprawiać, że literatura naprawdę staje się sztuką piękną – zapamiętam to. To pierwsze tak miłe słowa, które przeczytałem na NF :)

A z tym Frodem to przesadziłeś. Naprawdę ;)

 

Bardzo się cieszę, że opowiadanie przypadło ci do gustu. Pozdrawiam.

 

 

Taak, tutaj dobra robota, ale co będzie na kolokwium… Chyba wierszyk na kartce napiszę, może będzie trzy :D

CountPrimagen, potwierdzę twoje przekonanie, może ktoś się nawet skusi. Kolor z przestworzy jest naprawdę dobry. Najlepsze opowiadanie Lovecrafta. Prawie tak dobre jak Lovecraft Kchrobaka :P

Issander, oczywiście, że prokrastynacja. Leniwy jestem :)

 

Spokojnie, Kchrobaku, nikt nie wie. Całka to takie coś, co trzeba policzyć, ale nadal nie wiadomo co ;)

 

Dziadku, to już nie życie. Zaledwie bezcelowa egzystencja i marnienie.

“O czym to do cholery jest?!” – idealna definicja całki ;D Cieszę się, że się spodobało :)

Ładnie ci to wyszło, Kchrobaku. Styl pisarza zgrabnie oddany, krytyka trafna i pośmiać się można. Szczególnie z lelków ;)

Nawet forma pasuje, ponieważ Lovecraft jakoś lubił przez 9/10 tekstu opisywać “pradawne siły” i “złowieszcze monstra”, a potem w paru zdaniach przejść do sedna, zakończyć opowiadanko i pozostawić czytelnika z głupim (chociaż u niego pewnie tajemniczym) wyrazem twarzy ;)

 

A gdzie “plugawy”? To jedno z ulubionych słówek Lovecrafta ;D

 

I chociaż się pośmiałem, i chociaż czasami dziwię się, że można pisać tak dziwnie jak H.P., nawet, nawet lubię jego twórczość. Jakoś tak… wkręca. 

Fajny słowotok chytrego karczmarza. Chłop wie, jak zarobić ;) Przy dłuższym tekście taka forma pewnie nieźle by umęczyła, ale przy 12k znaków czuło się jedynie przyjemność. 

Dziękuję za komentarze, Nevaz i Roger. Nie spodziewałem się więcej odwiedzin pod tą pocztówką :)

Przyjemna historyjka, czytało się dobrze. Sporo fajnych nawiązań, szczególnie John Północy. 

I perełka, przy której porządnie się uśmiałem: “Daimosie,termosie,patronusie…” :)

Pomysł na puentę bardzo pomysłowy. Jednak chociaż czytało się dobrze, czuję niedosyt. Dlaczego bohater został wybrany na przedstawiciela? Gdzie odbyła się rozmowa? Można by wyjaśnić parę kwestii… Ale nie było źle, w 100% podzielam zdanie NoWhereMana co do szorcika.

 

“Na dnie twoich oczu zamieszkał szeptulec” – ten tytuł przyciągnął mnie tutaj, tak samo jak tłusta kiełbasa przyciąga i kusi psa albo wyjątkowo łasego na mięso kota. Wiedziałem, że będzie tajemnica, że będzie coś plugawego i tajemniczego, domyślałem się, że psychika pomiesza się w wyjątkowo okrutną i Lovecraftowską prawdą – złowrogim złym złem, które jest złe. Czyli moje klimaty :)

Chociaż książki (w tym wypadku opowiadanie) nie ocenia się po okładce – i tytule też – ja oceniłem. No i dobrze. Bo się nie zawiodłem. Zassało mnie i wciągnęło :)

Na początku krwawo, z dużą dawką przemocy i tajemniczym szpetulcem, którego – wiadomo – trzeba obwiniać, ale niestety już nie wiadomo kim lub czym jest. I w ogóle, o co chodzi? Rzucony prosto w twarz czytelnika znak zapytania skutecznie wprawia w ruch szare komórki i uruchamia ciekawość.

Potem powoli się wyjaśnia co i jak. Plaga koszmarów, którą Jeremiasz musi powstrzymać. Ciekawy pomysł. Taki klimatyczny małomiasteczkowy horror, gdzie rozwiązanie zagadki jest w pobliżu, ale nie wiadomo dokładnie, w którym miejscu.

Bałem się, że pogubię się w postaciach, bo zazwyczaj wiele imion w teksach o podobnej objętości powoduje u mnie “odrzucenie”. Nie pamiętam i już! Ale tutaj wszystko zostało zgrabnie wyłożone, każdy bohater zapadał w pamięć.

Zakończenie świetne, chociaż, jak już zauważyli wcześniejsi czytelnicy, mogło być nieco jaśniejsze, bo deczko można się pogubić. Końcówkę (od momentu, kiedy Jeremiasz wrocił do domu na spotkanie z ojcem) przeczytałem dwa razy, żeby lepiej zrozumieć. Niby się udało, ale pozostał ten niesmak, że nie zatrybiło za pierwszym razem. Ale nieważne, bo zakończenie mocne, zapadło w pamięć, nieoczekiwane.

 

Wygrały klimat, pomysł i postać szpetulca. Poza tym czytało się szybko, bez przeszkód, wciągnęło. Na plus także Roman-hybryda, niewinna Aurelka, która pewnie nawet nie będzie się domyślać, co się stało; a także emocje, która wzbudza tekst. Sporo bólu, współczucie dla tych dzieci oraz nienawiść dla szpetulca, który powoduje opisane w zakończeniu zachowania dzieci. Bezoki pies przywiązany do płotu i skomlący z powodu braku jedzenia, wzgardzony przez opychającego się udkiem Eryka, poruszył najbardziej.

Założyłem konto ponad miesiąc temu, a licznik mi mówi, że przeczytałem 70 opowiadań. Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że twoje do tej pory podobało mi się najbardziej ;) Kupiłeś mnie przede wszystkim klimatem i pomysłem. Więcyyyj takich opowiadan ;)

 

Czytając, słuchałem Jack Splatter (pierwszy wynik po wpisaniu w youtube), co według mnie mocno podbudowało klimat i wpasowało się w historię. Polecam. I pozdrawiam :)

 

 

Przyjemny tekścik. Puenta nie powaliła, ale pomysłowa. Takie normalne, zwykłe rozwiązanie konfliktu pomiędzy odwiecznymi wrogami. To tak… jakby Frodo dostał zawału w drodze do Mordoru ;)

Dzięki za komentarz, Berylu. Fajnie, że ci się spodobało ;)

I pluję sobie w twarz za te niedociągnięcia, ponieważ zdaje się, że mogło być naprawdę dobrze :)

Mógłbyś być nauczycielem. Konsternacja uczniów murowana :D

A gdzie można zobaczyć, kto i jakie teksty nominował? Jest jakiś osobny temat czy coś…?

Darconie, dziękuję za opinię i cieszę się, że spodobały ci się pewne elementy tekstu.

Jeśli chodzi o ranę i plaster to służyło to ukazaniu, jak bardzo sen wpłynął na emocje dziewczyny. Takie duże bum po kilku latach nieobecnosci zwierząt. Według mnie wzmianka o tym była uzasadniona.

Wezmę pod uwagę twoje spostrzeżenia i będę o nich pamiętał w przyszłości.

Wyobraziłem sobie taką sytuację. Tak, zostawiłbym, szczególnie że dziewczyna nigdy nie zdradziła, że mogłaby sobie zrobić jakąś krzywdę. Ponadto Monika nie widziała swoich przyjaciół przez trzy lata, więc, że tak powiem, nie świrowała. Miała zaufanie ojca, dlatego nikt nie wydzielał jej pigułek.

 

Ocha, dziękuję za komentarz i cieszę się, że przypadło ci do gustu.

A postać Żuczka polubiło większość czytelników. Powinniście założyć jakiś fanclub ;)

Hmm, a o co chodzi z tymi nominacjami? Nie za bardzo jeszcze się orientuję co i jak na tym portalu…

 

Nevazie, starałem się wyważyć to wszystko, żeby osiągnąć złoty punkt – nie za dużo informacji, nie za mało. Mam nadzieję, że w przyszłości moje opowiadania zaspokoją twój głód i że nie będziesz więcej czuł niedosytu ;)

Wnioski samemu można wyciągać :) Ja przedstawiłem tylko historię, a to, co czytelnicy w niej ujrzą… 

Poza tym można śmiało pytać i czepiać się także ;)

Nevazie, dziękuję za komentarz.

 

Raczej nie rozważałem innych interpretacji niż materializacja wyobrażonych stworzeń w rzeczywistym świecie (znacznie lepiej czuję takie klimaty niż przejawy zaburzeń psychotycznych z halucynacjami w fantastycznej konwencji).

I to jest najwłaściwsza interpretacja tego tekstu.

 

Czy uśmiercając kolejne osoby związane ze sprawą gwałtu, zwierzęta liczyły, że ich stwórczyni odzyska chęć do życia, a w sytuacji, gdy tak się jednak nie stało, postanowiły zakończyć swoją egzystencję aby nie pogrążać się dalej w rozpaczy? Czy w ten sposób fantastyczne, ożywione twory wyobraźni funkcjonują na płaszczyźnie realnego świata, a zarazem na płaszczyźnie metaforycznej, jako odzwierciedlenie pogarszającego się stanu psychicznego bohaterki?

Te dwa pytania zasługują na krótką odpowiedź: tak. Gdyby ktoś poprosił mnie o wyjaśnienie tekstu, bez wątpienia skieruję taką osobę do twojego komentarza, ponieważ sam bym tego lepiej nie wyjaśnił.

Dbać o logikę i nie przejmować się – oto lekcja dnia dzisiejszego ;)

Dzięki, Zalth, za komentarz i klika. Nie spodziewałem się, że ktoś tu jeszcze zajrzy.

Tekst trochę odleżał i wziąłem sobie do serca uwagi regulatorów i Blackburna. Będę pamiętał o logice w opowiadaniach. Bo rzeczywiście pytania były słuszne, wątpliwości miały swoje podstawy, a moje odpowiedzi mogły być niezbyt satysfakcjonujące.

Jeśli chodzi o opowiadanie ze zwierzątkami, to tam chyba przecież wszystko było w porządku z logiką?

 

No właśnie! Wcześniej nie wiedziałem, że trzeba, a potem… Skleroza nie boli :)

Bardzo ładne opisy świata, ciekawy dialog o higienie.

Niestety, nie zrozumiałem zakończenia. Kim były przezroczyste istoty? I co jest Systemem Misternego Odzyskiwania Godności?

 

Bardzo mi się spodobało. Szczególnie klimat, który przypominał film Watchmen (polecam), a momentami Sin City. Jak ze starego kryminału. Deszcz, agenci w kapeluszach oparci o ściany, z papierosami i mokrymi gazetami w dłoniach. I z nutką plugastwa i fantastyki. Tak właśnie wyczułem ten tekst, chociaż nie wiem, czy ty też tak to widziałeś.

Na plus wszelkie odniesienia do filmów/książek. No, może za wyjątkiem Despacito. Wiem, że skrytykowałeś, ale mimo wszystko…

Poczułem sporą dawkę absurdu na początku, zaraz po walce. Bo oni tam walczyli, walczyli, a potem… Chodź na colę. Spoko, idziemy. :D

Pomysł ciekawy, dobre zakończenie. Fajna mała intryga z kluczem w zupie.

Postać Dżentelmena wyśmienita.

Na wykonaniu ja tam się za bardzo nie znam, ale ciągle miałem wrażenie, że brakowało przecinków. I to sporo. Ale może nie? Może to ja się mylę…

Ogólnie: super ;)  (jeszcze raz – wyśmienity klimat!!!)

 

Zaatakowany wił się i szamotał, ale na nic się to zdawało wobec krzepy o wiele potężniejszego celu.

Trochę się pogubiłem w akcji. Na końcu zdania na pewno powinien być cel?

Tylko jedno zdanie mówi o tym, że to był gwałciciel, więc oczywiście można było przeoczyć.

A o poszatkowaniu tekstu, chociaż nikt mi o tym wcześniej nie mówił, wiedziałem, ale niestety nic nie mogłem z tym zrobić. Nawet chciałem połączyć ze dwa wątki ataków, żeby wyszło mniej kawałków, jednak nie miałem na to pomysłu. Ale trudno… Tak czy siak, na szczęście większości się spodobało :)

O, rzeczywiście ;) Nie wiem, jak to się stało, Iluzjo. Nawet pozwolę sobie jeszcze raz niepoprawnie użyć pewnego słowa. Gdzieś “przekabaciłem” twój komentarz :D 

W kuchni mam słoik z dżemem na przeprosiny. I oczywiście dziękuję za odwiedziny i komentarz :)

 

SzyszkowyDziadku, niestety, chyba nie mam daru, żeby rozbawiać ludzi. Ale dziękuję za opinię.

Niestety, mnie ten tekst nie kupił. Chociaż plusy są: ładnie wykonane, czytało się szybko, a oczekiwanie na puentę było przyjemne. Jednak ta puenta mnie zawiodła. Ktoś wyżej zauważył, że tekst o niczym. Zgadzam się z tym, ale nie do końca. Bo przecież trochę tam pogawędzili o życiu i śmierci… A więc moja opinia taka, że to porządnie napisany, dobrze czytający się tekst, ale o słabym zakończeniu i niezbyt zaskakującej puencie.

Joseheim, dziękuję za komentarz.

Sukienka już wcześniej została wyłapana. Trochę z tym problemów było :) “Zakwilił” poprawię, ale włosy, które się rozlały, takie miały być. Po prostu tak to czasami wygląda.

Co do gwałciciela, to jego kwestia została rozwiązana. Przez Wełnianego Psa, który ugryzł zboczeńca w łydę. Mogło umknąć :)

A jeśli chodzi o słowa Żuczka, to nie mają one kompletnie żadnego sensu. Po prostu ten robak ma taki styl. Wymienia cudaczne czynności, często związane z zawodami i dzięki temu hipnotyzuje.

Mam nadzieję, że rozwiałem wątpliwości :)

 

Edit: Finkla, właśnie o to chodzi, dobrze mówisz.

Bajka, potem telewizyjne show, gadżety, kubeczki i koszulki z Żuczkiem… Świat będzie wyglądał inaczej ;)

 

Niestety, Beetlejuice czarną owcą w rodzinie. Żuczek nie przyznaje się do więzi krwi ;)

Hmm, ale napisałem, że pod spodem miała jedynie niebieską koszulkę. Czyli pod polarem. A spódniczka, jako że ciągnie się od pasa w dół, pod spodem nie była, a jednak nadal stanowiła element ubioru Moniki ;)

 

Edit: przyjmuję.

 

Edit2: nieźle, wpół do drugiej, a ja hasam po Google grafika i sprawdzam, czym się różni sukienka od spódnicy.

Maczali, maczali… Jak, według zwolenników teorii, we wszystkim ;)

:(

Liczne, ale dla nas, maluczkich, niepojęte.

Ee, teraz to już się pogubiłem… Kobieca moda i równanie matematyczne. Boże!

Poprawiłem na spódniczkę. Dobrze, niedobrze? Proszę o werdykt, szanowne panie.

 

Edit: ja to wdziałem tak: dziewczyna miała na sobie polar, a pod polarem niebieską koszulkę. Zaś od pasa w dół spódniczkę. Ale mogłem coś pokiełbasić z tymi strojami.

Wiedziałem, że to spisek…

Prawy przycisk myszy na avatarze i “Szukaj obrazu w Google” ;) Potem już łatwo.

To może być nowa karta do tarota. Zwiastuje CośAleNieWiadomoCo :)

Oczywiście, to dobra interpretacja. Monika nie potrafiła sama poradzić sobie z życiem, dlatego od ośmiu lat towarzyszyły jej zwierzęta.

Dlaczego tak późno? Nie zaznaczyłem tego wyraźnie, ale są trzy etapy życia dziewczyny. Dziesięcioletnia Monika wymyśla przyjaciół. Przez kolejne pięć lat musi radzić sobie z przeszłością i z tym, że wszyscy próbują jej wmówić, że zwierzęta nie istnieją. Następuje przełom, ponieważ wymyśleni przyjaciele na skutek terapii odchodzą. Dwukrotnie w tekście wspomniałem o trzyletnim okresie czasu. Wtedy Monika była samotna. Brak przyjaciół, pesymistyczne nastawienie do świata, depresja… Emocje ponownie (po ośmiu latach) wydostają się na zewnątrz, jednak tym razem to prawie same najgorsze uczucia: smutek, gorycz, złość. 

Mam nadzieję, że rozwiałem wątpliwości. Chociaż można interpretować wedle uznania… Niektóre osoby wyżej zrozumiały tekst tak, jak ja to widziałem, a niektóre na swój sposób, też dobry. Najlepiej zrozumiał opowiadanie Mr.maras. Jego interpretacja pokrywa się z tym, co sobie zamierzyłem przekazać.

 

Dziękuję za komentarz i bardzo się cieszę, że opowiadanie przypadło do gustu :)

Błędy za chwilkę poprawię.

 

A tutaj:

Monika zadrżała, chociaż miała na sobie ciepły polar i pod sukienką grube, bawełniane rajstopy.

chodziło oczywiście o spódniczkę. Nie rozróżniam ;)

Przyjemność po mojej stronie.

Zadomowię się? No tak, miło tu. A chciałem tylko wrzucić jeden tekst… Złapaliście mnie ;)

Tak, tak, wiem o jakiego malarza chodzi, przecież musiałem wyguglać, żeby zorientować się, że nie mam do czynienia z wąsatym Indianinem :D Nie jestem pewien, ale chyba jeden z obrazów tego pana był umieszczony w książce do polskiego z liceum sprzed paru lat… Niestety, sprzedana, nie sprawdzę :(

Na avatar Ochy już zerknąłem (i ptaka widzę), ale na lekturę setki komentarzy już za późno. Jutro nowy dzień, nowe spostrzeżenia.

A obwodom nic nie będzie, przeciążone tylko ;)

 

Pomysł – bomba. Bardzo zgrabnie przedstawiona scenka pogrzebu-nie-pogrzebu, szczególnie brak empatii biorców.

Ładnie ukazane emocje córki, jej sprzeciw wobec nowych zasad i utraty ojca. Według mnie zwykła, dziecięca miłość i urządzona na pogrzebie “scena” powinna wygrać z zaślepieniem Denata, który uparł się, że zostanie bohaterem i uratuje czternaście niewdzięcznych istnień. W ogóle nie wiem czemu, bo tekst prosty, ale zagrałeś mi na uczuciach. 

Gdybym miał taką możliwość, dałbym punkcika ;) 

Uff, aż mi się duszno zrobiło od tych wszystkich nazw… Mózg na pełnych obrotach ;)

 

Zacznę od postaci. Całe mnóstwo, przynajmniej połowy nie poznałem. Dlatego miałem wrażenie, że ucieka mi całe mnóstwo smaczków i żarcików. A zaczęło się dobrze, bo Metalmana od razu skojarzyłem. Dlatego myslałem, że nie będzie tak trudno. Oj, ale się zdziwiłem.

Było parę momentów, kiedy się zaciąłem. I dwa, kiedy złapałem się za głowę. Bo uświadomiłem sobie dwie rzeczy. Pierwsza to taka, że twój avatar to nie jakiś tam Indianin bądź myśliciel o bujnym wąsie jak u Nietzschego (serio tak myślałem!), tylko sterta książek tworząca ludzką postać. Czyli… Sterta ;) Drugie zaskoczenie to Ryboptaki. Nazwa ciągle się powtarza, przeglądam avatary… Może nie ma? Ale to ktoś ważny, Darcon musiał wstawić. O, i proszę, jest. Okazało się, że srebrne i czarne płytki… czy coś z mojego wyobrażenia cały czas były ptaszkami i rybkami ;D

 

Czytając, trochę się umęczyłem. Nie wiem, czy to wina nadmiaru postaci i mojego nieogarnięcia w temacie, czy zawiniło coś innego. Pogubiłem się też w fabule :(

Za to na plus mała dawka absurdu i fajny pomysł. Wielki plus za akcję, zgranie bohaterów, ich pomysłowość i główkowanie (wczułem się, kibicowałem). I wreszcie ostatni, ale za to największy, tłusty plusior za wykonanie. Niektóre zdania czytałem po dwa razy, żeby przyjemność została pomnożona :)

O, na przykład to: Zapachy wanilii, róż, świeżo upieczonego chleba, truskawek, karmelu i wielu innych utworzyły mieszankę, która każdego uszczęśliwiała, przywodząc na myśl najcudowniejsze chwile piekielnej i przedpiekielnej egzystencji.

 

Ogólnie: fajne, pomysłowe, dobrze wykonane, ale można się pogubić i spalić coś w głowie ;)

 

Ale się upisałem… Zgłodniałem od tego ;)

 

 

Google mówią, że udziraj to uciekaj. Reszty się nie dowiedziałem, ale połączenie Rosjanina z trybem rozkazującym zapowiada mordobicie.

Rosjanin, choć z bimbrem pod pachą, kradzieży gorzały nie wybaczy. Także niemiły los złodzieja… ;)

W takim razie spróbuję się z tym tekstem. Tylko najpierw pooglądam avatary i skorzystam ze ściągi ;)

Czytało się wybornie. Bardzo fajny pomysł, świetne wykonanie.

Podziwiam za wymyślenie teorii naukowej i ogromną znajomość tych wszystkich pojęć. Ja z biologii, fizyki i chemii zawsze miałem dwóje, dlatego wyrażam głębokie poważanie za wiedzę. I za zmyślne uniki, które brakującą wiedzę miały ukryć.

Właściwie to wszystkie te pomysły na przyszłe odkrycia mnie zadziwiły. Szczególnie ten z satelitą i DNA. 

Jednak zakończenie nie przypadło mi do gustu. Apokalipsa… Nie tego się spodziewałem. No chyba że coś mi umknęło? 

Ogólnie: świetne wykonanie, mimo prawie 100k znaków przeczytałem bardzo szybko, bez zgrzytów, ciekawy pomysł, fajnie wykreowana wizja przyszłości. Koniec mi się nie spodobał, mam też pewne trudności z połapaniem się, co tak naprawę wiedział Michael Perry i skąd to wiedział.

 

 

Weszliśmy pierwszy poziom gotowości bojowej

Chyba miało być wszczęliśmy.

Hmm, da się to jakoś przeczytać bez większej znajomości portalu i użytkowników? Przyznam, że czaję się i czaję, ale nie mogę się zebrać…

Mr.maras, fajnie, że doceniłeś pomysł i cieszę się, że przypadło do gustu. Tak, właściwie zinterpretowałeś tekst, a porównanie do Silent Hill bardzo trafne. A najbardziej jestem zadowolony z faktu, że spodobał ci się Żuczek. Naprawdę starałem się, żeby stworzyć ciekawą postać, w Żuczka włożyłem najwięcej wysiłku.

Jak zauważyłeś, technika nie jest najlepsza, ale cały czas się uczę i w przyszłości zamierzam korzystać z opcji betowania :) Błędy szybciutko poprawię.

 

Finkla, niestety, bez happy endu :(

 

Zalth, już dodałem, chociaż chyba teraz nic to nie zmieniło… Ale będę pamiętał w przyszłości.

 

Nemeriss, bardzo mnie cieszy kolejny zadowolony czytelnik :)

Fajnie, że zauważyłeś różnicę pomiędzy zającem a Kasztanowym Zającem. Według mnie to dodało odrobinę magii. Nie zastanawiałem się nad Lovecraftem, chociaż paręnaście jego opowiadanek przeczytałem. Bardziej zauważam u niego plugastwo niż szaleństwo. A Jakuba Małeckiego niestety nie czytałem. Polecisz coś na początek?

Nie tylko ty, bo i ja dzięki wprawnym oczętom czytelników nauczyłem się czegoś. Już rozróżniam manipulujący od manipulacyjny :) 

Hmm, zastanawiam się, czy w ogóle możliwe jest, aby dopuszczono androidy do takich stanowisk jak sędziowie… To oczywiste, że sędzia musi mieć nieskalaną opinię, porządne wykształcenie, czystą kartotekę itp., itd. I oczywiście zdolność empatii. To ważne. No, ale stało się. W twoim szorcie androidy mogą wydawać wyroki i stukać młotkiem. Nie mnie się zastanawiać, czy to możliwe, czy nie.

Pomysł ciekawy, ładnie zarysowany konflikt na sali sądowej, dobrze się czytało. Końcówka mogła być lepsza… Nie podoba mi się pozostawienie sprawy bez odpowiedzi, ponieważ na emocjach bardziej zagrałby wyrok niż sam problem. Tym bardziej można by się przejąć, gdyby została pokrótce opowiedziana historia oskarżonej. Sam czytelnik mógłby ocenić, czy androidy rzeczywiście są w stanie pełnić funkcje sędziów.

Ogólnie dobrze, ciekawa historia, ale sporo rzeczy brakowało.

Hm, właściwie to kiedy Dariusz wszedł do pokoju córki, to zastał tam martwego Zająca i Psa, a Żuczek spadł martwy na parapet parę chwil później. Czemu? Niestety, nie mam na to odpowiedzi, bez powodu…

 

Mogłaś tego nie pisać… Jeszcze sława uderzy mi do głowy ;D

Oj, umknął mi twój komentarz, Finklo.

Czekałem z niecierpliwością na twoją opinię :) Jestem bardzo zadowolony, że ci się spodobało i dziękuję za komentarz i wskazanie błędu.

Co do wpływu śmierci bohaterki na zwierzęta, to jest to wyjaśnione na samym końcu ;) Zakończenie może nie do końca jasne, ale znajdziesz tam odpowiedź :)

Nowa Fantastyka
Patronujemy