- Opowiadanie: Shizuku - Potteromania

Potteromania

Autorze! To opowiadanie ma status archiwalnego tekstu ze starej strony. Aby przywrócić go do głównego spisu, wystarczy dokonać edycji. Do tego czasu możliwość komentowania będzie wyłączona.

Oceny

Potteromania

 

Tak na prawdę nie jest aż tak ważne co piszemy, ale jak, prawda? Ja piszę to co mi przyjdzie do głowy. Dlatego weźcie poprawkę na to co przeczytacie. Jest to też jako tako nie skończone, ale mam troche tych opowiadań u siebie, i każde z nich staram się "dopieścić". Wiem, że mam problem ze stylem, staram się poprawić. Potteromania to częśc większego opowiadania, dlatego w w tekście jest tam "[później]". Jest też fragment rozmowy Snape-Voldemort przepisana z filmu (nie z książki, bo nie mam jej pod ręką), żeby było jako tako "realnie". Proszę, nie oceniajcie mnie zbyt ostro. Miłego czytania.

 

 

 

Potteromania

 

Sierpień. Mimo lata, temperatura na Pokątnej była jesienna, wiał wiatr, słońce zakrywały chmury. Do sklepu z różdżkami Olivandera szybkim krokiem weszła czarownica w szacie z kapturem. Zdenerwowana obejrzała się przez ramię w stronę okien. Zadowolona pustką na ulicy, ściągnęła kaptur, odsłaniając rude, falowane włosy i zwróciła się do starego sprzedawcy.

-Śmierciożercy się zbliżają. A mi potrzebna różdżka. – powiedziała pod nosem. – Dzień dobry, panie Olivander. Chciałabym kupić różdżkę.

– Jak się pani nazywa?

– Rebecca Rose . Mam osiemnaście lat.

– No dobrze. W takim razie poszukam panience różdżki. Hmmmm… Może ta… Dziewięć i ćwierć cala, kasztanowiec, włókno ze smoczego serca, krucha. Rzuci panienka jakiś czar.

Lumos (światło) – różdżka zajarzyła drobnym światłem i zgasła.

-Niee, ta raczej nie.

– Też tak myślę.

-Nie, nie, nie ta… O może ta? Osiemnaście cali, wiąz, włókno ze smoczego serca, sztywna.

Flipendo (przesuwanie). – Krzesło które stało pod ścianą zaczęło bardzo szybko przesuwać się po podłodze.

– Nie, ta też nie. Trudny wybór, rozumie panienka.

– Tak, rozumiem pana.

– O, a ta? Trzynaście cali, lipa, włókno ze smoczego serca, średnio elastyczna. Bardzo pięknie ozdobiona.

– Spróbujmy. Wingardium leviosa (lewitacja). – Dzwonek stojący na blacie zaczął się unosić zgodnie z ruchem różdżki. – Myślę, że jest idealna. Ile się należy?

– Siedem galeonów, panienko Rose.

– Proszę.

– Dziękuję. Do widzenia.

– Do widzenia. – wyszła. – Potrzebuję jeszcze miotły.

Ruszyła raźnym krokiem w kierunku sklepu z miotłami. Weszła do środka i przywitała kobietę.

– Ma pani Błyskawicę?

– Tak, mam ostatni egzemplarz z dostawy.

– Ile za nią?

– Dwadzieścia galeonów.

– Dobrze, poproszę. Nie, niech pani nie pakuje – powiedziała młoda czarownica widząc jak sprzedawczyni zaczyna szykować miotłę do zapakowania.

– No dobrze, kochanieńka.

– Do widzenia pani.

– Do widzenia. – pomachała na pożegnanie. – Doprawdy, dziwna ta dzisiejsza młodzież.

Dziewczyna wsiadła na miotłę i ruszyła w podróż. Gdy doleciała na miejsce było już ciemno, więc nikt nie zwracał uwagi na czarownice w pelerynie z miotłą w ręku.

 

[Później]

 

Potteromania – Ratunek Snejpa

 

– Profesorze Snape! Niech pan zaczeka! Muszę z panem porozmawiać.

-Taak ? – Odpowiedział swoim aroganckim tonem, który przyprawił dziewczynę o ciarki.

– Ale na osobności. Nie na korytarzu.

– A kim panienka jest? Nie znam pani nazwiska.

– Ponieważ się tutaj nie uczyłam. Nazywam się Rebecca Rose. Proszę, mam naprawdę ważną sprawę.

Severus otworzył drzwi najbliższej klasy, która była pusta.

– Zapraszam do środka. – Gdy drzwi się za nimi zamknęły, młoda czarownica nie czekała na nic.

– Jak już mówiłam nazywam się Rebecca. Nie uczyłam się w Hogwarcie, ale jestem czarownicą. Znam całą historię Pottera odkąd uczy się w tej szkole. I na podstawie tych informacji przewiduję pewną sytuację. W trakcie bitwy o Hogwart, która odbędzie się za kilka dni wieczorem, zostanie pan zawołany przez Czarnego Pana przed jego oblicze, ponieważ czarna różdżka nie jest mu posłuszna. Jest przekonany, że skoro to Pan zabił Profesora Dumbeldor’a, to pan jest jej prawowitym właścicielem. Ale to nie prawda. To Malfoy pokonał Dumbeldora. Czarny Pan nie da sobie wytłumaczyć i naśle na pana Nagini. Co gorsza, nie mogę aż tak ingerować w przyszłość. Ale mam ze sobą kilka eliksirów, które zapewne pan zna. Te są mocniejsze, jest ich mniej, nikt ich nie zauważy. Jeden z nich to antidotum na jad Nagini. Nie chce pan wiedzieć jak go zdobyłam. Drugi to eliksir na mniejsze krwawienie, a trzeci na zmniejszenie bólu. Jak tylko zostanie Pan przywołany do Wrzeszczącej Chaty, niech pan je szybko wypije.

– Niby… dlaczego mam ci zaufać, panno .. Rose? Skąd wiesz co się… stanie?

– Dlatego, że znam historie pana miłości do matki Pottera oraz dwojakość pańskiej roli szpiega. Gdy zostanie pan zaatakowany, Potter, Weasley i Granger po zniknięciu Czarnego Pana przyjdą do pana i wtedy pan musi dać Potterowi swoje wspomnienia. Nie mam za dużo czasu tym razem, ale musi pan mnie posłuchać. – Jej postać zaczęła się zamazywać i powoli znikać. Po chwili w pomieszczeniu stał tylko zdezorientowany Severus.

 

[później]

 

Jej postac materializje się w pustej klasie. Nieopodal usłyszała krzyki i zawodzenie.

– Bitwa już się zaczęła. Cholera ! Snape! Accio (przywołanie przedmiotu) miotła. Muszę się pośpieszyć.

Gdy Wrzeszcząca Chata pojawiła się niedaleko, młoda czarownica zwolniła. Zaczęła się unosić, próbując zaobserwować co się dzieje w środku. Z daleka zobaczyła Harrego, Rona i Hermione zbiegających w kierunku Chaty. Gdy zniknęli z widoku zrezygnowała z unoszenia się w powietrzu i wylądowała na ziemi. Usłyszała fragment rozmowy Czarnego Pana i Severusa.

– […] a ta różdżka jest oporna.

– Nie istnieje potężniejsza różdżka. Sam Olivander to potwierdził. Dziś w nocy, kiedy przyjdzie chłopak ona Cię nie zawiedzie. Jestem pewien. Posłucha Ciebie. Nikogo innego.

– Ach tak?

– Panie mój.

– Ta różdżka. Czy na pewno mnie posłucha? Jesteś taki mądry Severusie. Musisz to wiedzieć. Kto jest jej prawdziwym panem?

– Ty, oczywiście. Mój panie.

– Czarna różdżka nie służy mi jak powinna. Bo wiedz, że nie ja jestem jej prawowitym władcą. Czarna różdżka służy tylko temu kto zabił jej poprzedniego właściciela. Ty zabiłeś Dumbeldora, Severusie. Póki żyjesz czarna różdżka nie będzie mi całkiem oddana. Zawsze byłeś dobrym, wiernym i oddanym sługą, Severusie. Lecz tylko ja mogę żyć do końca świata.

– Mój panie? – W momencie machnięcia różdżką Voldemort nasłał Nagini by ta zaatakowała Snape’a. Rebecca zacisnęła zęby z nadzieją, że ten głupiec wypił eliksiry jak mu doradziła. Po kilku kolejnych uderzeniach Voldemort teleportował się. Czarownica zauważyła, że młodzi czarodzieje weszli do środka. Obserwując jak Severus oddaje łzę Harremu, w myślach zaczęła myśleć, że chociaż w tym jednym jej posłuchał.

– Spójrz na mnie. – poprosił Harry’ego Severus. – Lilli miała takie oczy. – Gdy to powiedział, głowa mu opadła.

Przerażona, że nie zdąży go uratować mówiła w głowie „Idźcie już!”

Po chwili odezwał się głos Voldemorta, mówiący o wycofaniu się jego oddziałów i z nakazem by Potter mu się oddał. Gdy tylko trójka czarodziejów opuściła mury Wrzeszczącej Chaty Becca podbiegła do ciała Severusa.

– Nie umieraj, nie umieraj, proszę Cię nie umieraj. Mam nadzieje, że wypiłeś eliksiry. Venenum remotionem (usuwanie jadu– wymyślone z łac.) Enervate. Episkey. Ferula.(leczenie ran) Anapneo.(ułatwienie oddychania) – Słychać było trzaskanie kości, schodzenie się narządów i ran. – Proszę. – Ze łzami w oczach, patrzyła błagalnie na twarz Severusa. Przycisnęła dłoń do szyi leżącego wyczekując pulsu. Po kilku dłuższych chwilach poczuła przepływ krwi.

– O cholera. Na prawdę się udało. – Zaczęła się szeroko uśmiechać. – Mobilicorpus (lewitacja osoby). Trzeba Cię przenieść w bezpieczne miejsce i przemyć rany. Accio miotła. – Wsiadła i zaczęła powoli lecieć, unosząc za sobą ciało Snape’a. Kierowała się do Gospody pod Świńskim Łbem. – Mam nadzieję, że pan Abelford nie będzie zdenerwowany, że z niej korzystam pod jego nieobecność.

Po cichu wylądowała przed wejściem i spróbowała otworzyć. Niestety tak jak myślała, drzwi były zamknięte więc użyła czaru Alohomora (otwieranie). Gdy weszła i wprowadziła Severusa, zamknęła drzwi i rzuciła czary : Cave Inimicum. Salvio hexia. Sillencio. Zabezpieczając przed nieproszonymi gośćmi. Znalazła wolny pokój z łóżkiem i tam położyła Snape’a. Rozebrała mężczyznę do bielizny. Przysunęła sobie krzesło, napełniła oraz zagotowała czarami wodę w misie i zaczęła powoli i delikatnie obmywać poplamione krwią ciało. Gdy skończyła, również czarami wyprała z krwi ubranie oraz wysuszyła. Białą koszule i spodnie spowrotem założyła właścicielowi, a czarną szatę przewiesiła przez krzesło. Śpiącego mężczyznę przykryła kocem i rozsiadła się wygodniej w krześle.

– I tak nie mogę więcej ingerować w zdarzenia, a sam Severus będzie się musiał ukryć. Mogę tylko obserwować. I współczuć śmierci.

Po kilku godzinach półdrzemki na krześle oraz czuwania, Rebecce obudziło skrzypienie łóżka. Gdy otworzyła oczy ujrzała postać powoli podnoszącą się do pozycji siedzącej.

– Hola, hola. Powoli panie „pokonam wszystko i wszystkich”. Nic panu nie jest, profesorze Snape?

– Nie, nic. Gdzie ja jestem? A pani kim jest?

– Nic pan nie pamięta? Och, jaka szkoda, musze panu wszystko wytłumaczyć. – ironicznie odpowiedziała dziewczyna. – No to tak. Jakieś kilka dni temu przyszłam pana ostrzec i dałam panu trzy fiolki, ostrzegając, że zaatakuje pana wąż Voldemorta. Nie wiem czy pan mnie posłuchał, ale skoro pan nadal żyje, to musi znaczyć, że pan wypił eliksiry.

– Coś sobie przypominam. Gdzieś powinienem mieć puste fiolki. Gdzie moja szata?

– Na krześle, ale i tak pan teraz nic nie zrobi panie profesorze. Kontynuując. Gdy wąż pana zaatakował, a Czarny Pan się deportował, dał pan Potterowi swoją łzę ze wspomnieniami, żeby biedny całe życie pana nie nienawidził. Gdy już cała trójka wróciła do murów Hogwartu, użyłam wszelkich czarów leczących, usuwających jad i tamujących krwawienie jakie mi tylko były znane. Jeśli dobrze zauważyłam to serce panu stanęło, ale mózg jeszcze żył więc udało mi się pana „ożywić”. Przeniosłam pana i teraz znajdujemy się w pokoju w gospodzie pod Świńskim Łbem u pana Abelforda Dumbeldora. Jest już ranek, więc albo trwa nadal albo skończyła się walka z Czarnym Panem. Cokolwiek by się nie działo – Severus już wstawał by założyć szatę, lecz zachwiał się – nie, nie, nie. Cokolwiek się nie dzieje, pan dla świata już nie żyje i niestety tak musi zostać.

– Nie dam się tak tu trzymać. Dlaczego mam pani posłuchać panno..?

– Rose. Nazywam się Rebecca Rose. I posłucha mnie pan ponieważ ocaliłam panu życie. Nawet jeśli musiałby pan żyć kolejne lata bez swojej miłości. – Widząc zmianę na twarzy Severusa, Rebecca zrozumiała, ze trafiła w czuły punkt. Ramiona mu opadły, twarz jakby zapadła się, w oczach zagościły cienie. – Uhh… Przepraszam. Ja… ja nie chciałam.

– Tyle lat z tym żyłem. Właściwie to dlaczego mnie pani uratowała, panno Rose?

– Bo.. Sama nie wiem. To długa historia i mimo, że żyje pan w świecie magii, to nie wiem czy pan to zrozumie.

– Z tego co mówiła pani wcześniej, mamy dużo czasu, więc proszę spróbować.

– No dobra. Żyje w świecie w którym żyją tylko mugole, tak jak wy ich nazywacie. Jestem zaczytaną w książkach fantasty dziewczyną-marzycielem. Któregoś razu odkryłam, że w nocy, kiedy tego bardzo chcę, moja szafa zamienia się w przejście między światami które znam z książek i filmów. Raz, gdy byłam bardzo znudzona i zapragnęłam przygody, szafa przeniosła mnie akurat do waszego świata. Nie wiedziałam co mam zrobić, więc po prostu szukałam miejsc które znam. I odkryłam w jakim czasie się znalazłam. Była to chwila przed atakiem dementorów na sklep Olivandera. I przyświecało mi zadanie, lecz zauważyłam, że nie mogę za dużo ingerować w historię. W końcu zrozumiałam, że mogę kogoś uratować, nie zmieniając wątku zdarzeń, ale muszę dopilnować by ta osoba nie zdradziła, że żyje. To był pan profesorze.

Koniec

Komentarze

Droga Autorko, chciałabym Ci zwrócić uwagę na błędy, które wyłapałam już w pierwszych kilkunastu zdaniach. 1. Tak na prawde  – naprawdę (razem i ogonek przy e)

2. Ja pisze to co mój umysł wymyśli – ja piszę, co mój umysł wymyśli ( w paru miejscach brakuje "ogonków": ja piszę, myślę, tnę, dziękuję, potrzebuję, żyję

3.  Mimo lata, temperatura na Pokątnej była jesienna, wieje wiatr, słońce zakrywają chmury. – nieuzasadniona zmiana czasu

4. liczby w opowiadaniach zapisujemy słownie

5. zły zapis dialogów – Zerknij do Hyde Parku i znajdź na górze wątek Seleny – Uwagi dla poczatkujących – warto przeczytać 

6. Chciała bym kupić różdżkę. – chciałbym

7.  Krzesło które stało pod ścianą zaczęło bardzo szybko przenosić się po podłodze. – krzesło się nie przenosiło, a raczej przesuwało

8.  Odpowiedział swoim zdawczym tonem – co to jest "zdawczy" ton?

9.  tak jak Wy ich nazywacie. – wy małą literką, to nie list

10. Przecinki szaleją, jak chcą

 Bo.. Sama nie wiem. – wielokropek ma trzy kropki

A poza tym masa różnych błędów. Tekścik, niestety, kiepściutki. Masz 24 godziny na edycję tekstu i poprawki.     

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

http://www.fantastyka.pl/10,4550.html – to wątek Seleny

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Spróbuj korzystać z opcji edycji błędów w edytorze tekstu. Wyłapie ortograficzne i część literówek. W której jesteś klasie? Jeśli w podstawówce lub wczesnym gimnazjum – nie jest źle. ;) Ale proponowałąbym Ci oderwanie się na razie od fan-fiction i spróbowanie sił we własnych wprawkach. Pisz dużo, wszystko jest do wyćwiczenia. ;)

And the world began when I was born/ And the world is mine to win.

Taaak! Jest! "Mam na dysku wiele lepszych tekstów, ale Wam pokażę jeden z gorszych"! :P

In the Land of Mordor where the Shadows lie. - W Mordorze, moc którego zwycięży niechciana. (J. Łoziński)

Diriad : Nie chcę publikować za dużo, z racji, że wiele konkursów nie przyjmuje publikowanych wcześniej, a na gorszych FABULARNIE tekstach można się nauczyć. Carewna : Już to robię, nie wyłapuje wszystkich niestety.To jedyne opowiadanie które zrobiłam na podstawie czegoś. bemik : Faktycznie. To jest pierwsza wersja. Pisana "na ciepło" 3. Serio, nie czuje, że zmieniam czas, robię to bezwiednie. Dzięki. 4. Z tymi liczbami to właśnie dzisiaj do tego doszłam. Ale nie zdążyłam poprawić w innych tekstach. Już poprawiam. 5. Jasne, zajrzę zaraz. 6. Tutaj nie jestem pewna. "Chciałabym" ? Ponieważ zapewne pomyliłaś się z "chciałbym". Bo to dziewczyna. 8. Byłam święcie przekonana, że jest takie słowo. Dziwne. Kropka się jedna nie dopisała. Poczułam groźbę.

Cóż, ogólnie pisanie, że tekst jest z tych gorszych, ale mam lepsze w szufladzie jest niezbyt roztropne. Czytelnik w szufladę Ci nie zajrzy, więc nie zweryfikuje, a próba takiej zachowawczości przecież nic nie da – ludzie ocenią to, co mają. 6. Tak, chciałabym, Bemik chodziło po prostu o to, że pisze się to łącznie.

 

8. Bo jest, ale raczej nie może nim być ton:

zdawczy «dotyczący przekazywania obowiązków, pracy itp.»

pewnie chodziło Ci o zdawkowy:

zdawkowy «o wypowiedziach i gestach: oszczędny, wynikający z grzeczności lub konieczności»

beryl :

Takdokładnie o ten wyraz mi chodziło. Ale tak jak pisałam, nie chcę publikować za dużo, bo to jest forma publikacji. Nie chcę by moje prace zostały skopiowane, przerobione i na przykład oddane jako czyjeś. Poza tym, własnie nie sa gotowe. Na gorszych fabularnie tekstach chcę dopracować swoje pisanie.

 

P.s. Poprawiłam. I tak pewnie coś pominełam. ;/

Ale przecież nie musisz pisać na wstępie, że to gorszy tekst, a inne zachowasz dla siebie, bo czemu to służy? Prawdopodobnie temu, żeby przekazać wiadomość "hej, potrafię lepiej!", co raczej zniechęca do czytania zamiast zachęcać.

 

A jeśli już czepiamy się języka, to pozwolę sobie na drobną złośliwość :) "Takdokładnie o ten wyraz mi chodziło" – jest jakaś dziwna tendencja do wyręczania słówka "właśnie" wyrazem "dokładnie". Nie wiem czy to jakaś kalka z angielskiego "exactly" czy coś innego, ale w takim znaczeniu nie powinnaś pisać "dokładnie o ten wyraz mi chodziło", ale "właśnie o ten wyraz mi chodziło". Dokładnie, to można płytki w łazience położyć ; )

Haha szczerze się uśmiałam. Fajne porównanie. W sumie nie wiem czemu. Pewnie dlatego, że mam tendencje do tego, że jak jakiś wyraz mi sie spodoba, to zaczynam go zbyt często używać. Tak jak wszystkim mówię zamiast cześć to dzień dobry, nawet znajomym. Moja babcia się kiedyś śmiała, że ludzie zamiast mówić "bardzo" mówią "strasznie".

 Żuci Rzuci panienka jakiś czar Błagam!

Maniacka perseweracja ambiwalencji niekongruentnych epifenomenów

Poprawione. Nie wiem dlaczego, nie robie takich błędów, a wiele poprawia mój word. Nawet nie pokazuje tego za błąd.

Gdyż to jest byk kontekstowy: Poczuli się, jakby byli żuci przez przedpotopowego gada wielkości Pałacu Kultury, który następnie wydali ich w postaci zielonkawej papki, na którą rzuci się stado prześmierdłych muchówek.

Maniacka perseweracja ambiwalencji niekongruentnych epifenomenów

A poza tym, musiałbym lecieć zdanie po zdaniu (prawie że) i pokazywać różnorakie dziwności i błędy. To by zajęło sporo miejsca i czasu. A stylu autorskiego i konstrukcji nie ulepszy. Wiele pracy przed Tobą, w szczególności czytania, czytania…, czytania tekstów napisanych z polotem i świetną polszczyzną. A takich w naszej literaturze dostatek.

Maniacka perseweracja ambiwalencji niekongruentnych epifenomenów

Być może, jest to całkiem prawdopodobne, bo skoro tego błędu word nie wykrył, to innych też mógł. A wiadomo, że jak się czyta juz po raz enty ten sam tekst, to nie widzi się wszystkich błędów. A że dużo pracy przede mna to wiem. Dlatego zdecydowałam się tutaj zajrzeć. Czytanie to jedno z moich największych hobby, chodź ilość książek na polskich półkach przekracza ilośc czasu. Całe życie by mi nie starczyło na przeczytanie wszystkich (llepszych). To czego jeszcze nie przeczytałam, na pewno przeczytam.

To jest zły nawyk – zdawanie się na korektor w edytorze. To można zrobić, gdy już się samemu opanowało tekst językowo. Tekst niech poleży, po czym wróć do niego. Nie chodzi także o przeczytanie wszystkich lepszych dzieł literatury – to nie zawody. Chodzi o czytanie i nabywanie płynności w posługiwaniu się słowem, w myśleniu opisem literackim. Napiszę szczerze – w wielu fragmentach Twojego tekstu brakuje  ogłady językowej, czasami logiki wywodu, adekwatnego odniesienia do ogólnie dostępnej wiedzy (przede wszystkim w posługiwaniu się znaczeniami). Np.  Ja piszę to co mi przyjdzie do głowy. Dlatego weźcie poprawkę na to co przeczytacie. Lecz dokładnie, na co czytelnik ma wziąć poprawkę? Na pisanie z głowy? Wspomnę, że branie poprawki na to, co się czyta jest zupełnie bezprzedmiotowe. Jak narazie, trudno nawet oceniać wartość literacką tego tekstu dla czytelnika. Jest wielopłaszczyznowo ułomny.

Maniacka perseweracja ambiwalencji niekongruentnych epifenomenów

W komentarzach pod tekstem o konwentach fanów mangi i anime napisałaś, że jesteś licealistką. Po przeczytaniu połowy zamieszczonego przez Ciebie fanfika zacząłem szukać w pamięci odpowiedzi na pytanie, w której klasie podstawówki ja tak pisałem prace domowe. Gdy już przypomniałem sobie, postanowiłem zachować to w sekrecie. Nie uwierzyłabyś…    Napisałem powyższe trochę wbrew sobie. Nie lubię komentować wyłącznie negatywnie. Ale czasami trzeba…

No cóż nie zaprzeczę, że macie racje. Tylko wciąż powtarzam, że mi zamieszczając ten fragment miałam na celu znalezienie, przy pomocy innych błędy ortograficzne, stylowe itp. Dlatego rady, które zaczerpnęłam z komentarzy zaczęłam stosować w innych moich opowiadaniach. Chcę w sobie wybudować umiejętność pisania, następnie dopiero będę ulepszać fabułę. jjerzy wiem, że nie chodzi o przeczytanie tak jak Ty to odebrałeś. Zapewne lepiej by brzmiało "Weźcie poprawkę na fabułę tego co przeczytacie. Chodzi mi głównie o błędy w pisaniu." Poza tym, jestem amatorką, nie urodziłam się niestety z umiejętnością dobrego pisania, ale lubię pisać. Tylko… wolała bym rady, cenne informacje, nie koniecznie zjadliwe komentarze. Chodź pewnie i tak powiecie, że jestem przewrażliwiona.

Shizuku, nie, nie jesteś przewrażliwiona. Masz wyważoną reakcję na krytykę. A rady zostały już napisane wyżej, poczytaj ze zrozumieniem komentarze np jjerzego. ;)

And the world began when I was born/ And the world is mine to win.

Tak, wiem, że zostały napisane i je własnie stosuje. Tylko że nie wszyscy piszą rady.

Shizuku, mój komentarz wyrażał, w podsumowaniu, ubolewanie.    Dobrze, napiszę inaczej. Nikt nie rodzi się pisarzem ani polonistą. Ale każdy może, bo ma do czego, porównać swoje produkcje z innymi tekstami – lektury szkolne, daleko nie szukając, na jednym biegunie, arcydziUŁŁa z blogasków na biegunie drugim. Porównać i próbować dorównać – do tych lepszych. Znajdź u Sienkiewicza zdanie w rodzaju:  Zadowolona pustką na ulicy,[…]. Zadowolona czym? W życiu…   Chcesz, jak twierdzisz, "wybudować w sobie" umiejętność pisania. Owszem, to jest do osiągnięcia, nie święci garnki lepią, ale bądź przygotowana na serię wstępnych niepowodzeń – nie od razu Kraków zbudowano… Poza tym porzuć, przynajmniej na jakiś czas, naśladownictwa. Pisz "od siebie", nie "pod innych". Potrzebny jest własny styl, żeby uczyć się i nauczyć naprawdę.

Rozumiem. Wiem o czym mówisz. Nie wiem tylko czy przeczytałeś poprzednie komentarze, ale to jedyny fanfic jaki napisałam (chodź też jedyny fragment który tu wstawiłam).

Jak na razie porcja rad jest wystarczająca, żeby przez długi długi czas pracować nad umiejętnością. Nigdy  nie byłam nastawiona, że od razu mi się uda.

To co napiszę wynika z czystej dobroci serca i chęci pomocy, dlatego tak to potraktuj:   Otóż nie piszesz i jeszcze długo nie będziesz pisać na poziomie, który usprawiedliwiałby zachowywanie lepszych tekstów na użytek konkursów. Twoja proza się do tego nie nadaje, włączając w to konkursy dla licealistów. Im szybciej to sobie uświadomisz, tym więcej się nauczysz. Wklej coś, z czego jesteś zadowolona, co uznajesz za dzieło na tyle dobre, że wskazanie błędów i lepszych rozwiązań przez innych będzie miało sens i przyniesie Ci faktyczną korzyść. Wskazywanie błędów w dziele przez samą autorkę uznawaną za słabe jak na jej poziom, takiej korzyści Ci nie da.

Lecą smoki pod obłoki, wiatr im kręci smocze loki

Ja z dobroci serca pokażę Ci te dwa linki: http://so.pwn.pl/  http://sjp.pwn.pl/  Przeczytałam. Czuję się zażenowana jakością tekstu.  Dawno nie czytałam nic tak niechlujnego, nieprzygotowanego,  nieprzeczytanego przed publikacją, niesprawdzonego pod kątem najbardziej podstawowych błędów.  Podanie mi czegoś takiego jest dla mnie jako czytelnika obraźliwe. Widzę, że nie bierzesz do siebie uwag – błędy tego samego rodzaju, zauważone w tekście, przez kogoś wskazane, popełniasz w komentarzach. W ogóle jestem zaskoczona łagodnością komentarzy. Wiem, że dobrzy z Was ludzie, ale uświadomcie sobie, że autorka tego tekstu już dość dawno skończyła szkołę podstawową. I gimnazjum też.   Shizuku – po prostu pokaż nam coś, z czego jesteś zadowolona. Przed publikacją przeczytaj tekst na głos – bardzo pomaga przy interpunkcji, poproś kogoś o sprawdzenie, skorzystaj ze słowników. To jest podstawowa sprawa. 

To może ja coś napiszę od siebie.   Ten tekst należy do zupełnie innego świata literackiego. To FANFIC. Nic więcej. Historyjki te są z reguły pisane przez ludzi, i dla ludzi, którzy w jakiś sposób chcą pozostać w stworzonym świecie przez innego autora, tak długo, jak to tylko możliwe.   Widywałem już teksty z fanficów gorsze i jeszcze gorsze. Ale Twój tekst jest chyba najgorszy, jaki do tej pory widziałem i – co gorsza – czytałem. Także droga Autorko – ten tekst jest Twój, ty go napisałaś, ale poszłaś IMO na łatwiznę, czerpiąc garściami ze świata wymyślonego przez J.K.Rowling. Nic nowego nie odkryłaś. Niestety, tym tekstem, pokazałaś, że nie umiesz w ogóle pisać, i ze słowem pisanym masz ogromne problemy. Nie będę Ci wytykał błędów, bo zrobili to już inni, przede mną. Ja tylko dam Ci dobrą radę. Na chwilę obecną zaprzestań pisania, a dokształć się we własnym zakresie z zasad pisowni polskiej, w której masz duże, bardzo duże braki. Poza tym napisz coś od siebie; stwórz / wymyśl coś własnego. Po prostu rusz swoją wyobraźnią. Możesz stworzyć coś na bazie Ci najbardziej znanego, lubianego, ale mimo wszystko, niech to będzie Twój świat i Twoja historia.   Przykro mi to pisać, ale ten kawałek tekstu, do niczego się nie nadaje. Jest bardzo słaby. Następnym razem wstaw tekst, lepszy niz ten, i napisany zgodnie z zasadami pisowni języka polskiego.

"Wszyscy jesteśmy zwierzętami, które chcą przejść na drugą stronę ulicy, tylko coś, czego nie zauważyliśmy, rozjeżdża nas w połowie drogi." - Philip K. Dick

Tak szczerze powiedziawszy to nie dostosuje się do twojej rady "Na chwilę obecną zaprzestań pisania". Powinieneś wiedzieć DLACZEGO. Pisałam też już, że to jest jedyny fanfic jaki napisałam, reszta jest w pełni mojego autorstwa. To w sumie tyle, bo nie chcę się tak dużo razy powtarzać.

Do sklepu z różdżkami Olivandera szybkim krokiem weszła czarownica w szacie z kapturem. – Skróciłabym: Do sklepu z różdżkami Olivandera szybkim krokiem weszła czarownica.

Zadowolona pustką na ulicy… – Zadowolona z pustki na ulicy…–  "zadowolona pustką" nie brzmi zbyt dobrze. 

(…)ściągnęła kaptur, odsłaniając rude, falowane włosy i zwróciła się do starego sprzedawcy. -Śmierciożercy się zbliżają. A mi potrzebna różdżka. – powiedziała pod nosem. – Dzień dobry, panie Olivander. Chciałabym kupić różdżkę. - Najpierw piszesz, że zwróciła się do sprzedawcy, po czym dziewczyna wypowiada kwestię "pod nosem", która pasuje na monolog wewnętrzny. Bardziej zrozumiałym byłoby:  Zadowolona z pustki na ulicy ściągnęła kaptur, odsłaniając rude, falowane włosy. Śmierciożercy się zbliżają, a mi potrzebna różdżka, pomyślała po czym zwróciła się do sprzedawcy: – Dzień dobry, panie Olivander. Chciałabym kupić różdżkę.

Lumos (światło) – Wyskandowała zaklęcie. Różdżka zajarzyła się drobnym światłem i zgasła.

– Spróbujmy. Wingardium leviosa (lewitacja). – Dzwonek stojący na blacie zaczął unosić się zgodnie z ruchem różdżki. 

– Do widzenia. – Wyszła. – Potrzebuję jeszcze miotły. – W obecnej formie wygląda, jakby o miotle mówiła do Oliwandera.

– Do widzenia. – Pomachała na pożegnanie. – Doprawdy, dziwna ta dzisiejsza młodzież – dodała, obserwując wychodzącą ze sklepu dziewczynę.

Gdy doleciała na miejsce było już ciemno, więc nikt nie zwracał uwagi na czarownicę w pelerynie z miotłą w ręku. – Zgubiłaś ogonek przy "ę". 

Sporo błędów w zapisie dialogów, czasem trzeba się domyślać czy bohater mówi do drugiej osoby, czy raczej głośno myśli. Przy tak nieskomplikowanych dialogach nie powinno być podobnych błędów. Piszesz językiem bardzo prostym, wręcz szkolnym, "poszła, weszła i powiedziała", nic się nie dzieje oprócz tego, co robi główny bohater, nudno strasznie u Ciebie w tym tekście ;)

Nowa Fantastyka