- Opowiadanie: Wilk który jest - Imię dziecka

Imię dziecka

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Imię dziecka

Ogień trzaskał wesoło. Wieczór był pogodny. Garniec z ciepłą wodą przyprawioną wonnymi ziołami przechodził z rąk do rąk. W kręgu siedziała grupka chłopców, którym towarzyszyło dwóch starców. Ci pierwsi byli zbyt młodzi, by pracować w polu, ci drudzy już zbyt niedołężni. Z dębowego lasu dolatywały odgłosy żerujących świń, które się tam pod ich strażą pasły. Włochate te stworzenia tym się różniły od dzików, że były mniej okazałej postury i nie miały szabel. Zgromadzeni w kręgu ludzie już od miesiąca czuwali nad bezpieczeństwem trzody. Palili ogniska, których blask odstraszał drapieżniki. W dzień używali do tego celu kołatek. Tęsknili już jednak młodziankowie za matkami, ojcami, dziaduniami, babciami i rodzeństwem. Zastanawiali się, ile jeszcze dni minie, nim zapłonie sobótka. Wtedy spotkają się wszyscy razem i będą się weselić. Porzucą na dzień żmudne zajęcie i przykre towarzystwo sędziwych gospodarzy, niemających zrozumienia dla ich potrzeby dokazywania, zabawy i ciekawości świata.

Nagle jeden ze starców wstał. Oparł się na sękatym kosturze i syknięciem nakazał wszystkim ciszę. Wyszedł poza krąg i spojrzał w ciemność. Jego szybko poruszające się nozdrza starały się ułowić na wpół zapomniany zapach. Serce łomotało w piersi. Dłonie pociły się ponad miarę. Dostrzegł to podniecenie drugi z najstarszych mieszkańców Jadownik. Sam też zapatrzył się w ciemność. Nie dostrzegł jednak ani nie usłyszał nic. Żadna też woń nie zmąciła jego spokoju. Nie ruszając się z miejsca, rzekł donośnie:

– Wracaj, stary! Zmarzniesz ino. Wróćże się do ognia. Dzieciaków nie strasz!

Ten pierwszy drgnął na te słowa. Postał jeszcze chwilę, po czym powoli poczłapał na swoje miejsce.

– Napij się, chłopie. Cóżeś tam takiego zobaczył? Dziwo jakie? Dym prosto ku niebu idzie. Przy takiej pogodzie nawet latawca nie upatrzysz.

– Zdawało mi się, że syn wraca… – odrzekł zagadnięty.

– Odstaw ten garniec. Mam tu coś lepszego. Posmakuj miodu i nie martw się. Jeszcze wróci!

Chłopców poruszył ten krótki dialog. To stary Kruk miał syna? Znali całą wioskę. O synu Kruka nikt im nigdy nie mówił. Skąd ma wrócić? Gdzie poszedł i kiedy poszedł? Historia ta zainteresowała ich bardzo. W końcu najodważniejszy zagadnął cicho:

– Gdzież to wasz syn, stary Kruku?

Zdawało się, że zapytany nie dosłyszał. Młodzieńcy pomyśleli, że znowu ich zbył, jak to nieraz bywało, gdy go zagadywali o różne głosy dobiegające z lasu. Wiedzieli też, że nie ma co powtarzać pytania. Starczy upór był nie do zmiękczenia. Zapatrzyli się znowu w płomienie, wtedy Kruk nagle przemówił:

– W świecie…

„No, to i rzekł” pojawiło się w dziecięcych główkach. „Jak: w świecie, gdzie: w świecie, co robi, co uprawia, czy pasie? Dlaczego nie wraca i dlaczego dotąd o nim nie słyszeli?” – Pytania gnały przez ich umysły jak szalone. Starzec w tym czasie pociągnął łyk miodu i oddał bukłak. Wstał, rozprostował zgarbione przeważnie plecy. Podniósł swój kij i rzekł:

– No, pora na mnie. No, dobranoc. – Odszedł do pasterskiego szałasu, nie powiedziawszy już słowa do nikogo.

Młodziankowie odprowadzili go wzrokiem. Gdy zniknął we wnętrzu, energia chłopców skupiła się na drugim ze staruszków. Pierwszy odezwał się ten, który zagadnął wcześniej Kurka. Po chwili dołączyli doń inni:

– A wy nam, co więcej, powiecie?

– Nie dajcie się prosić! Opowiedzcie!

– Gdzie ten jego syn? Jak mu na imię? Co robi?

Żaden łucznik tak szybko nie zdołałby naciągnąć cięciwy i wypuścić strzały, jak padały pytania. Ton był ich tak żarliwy, że starzec uśmiechnął się mimo woli. Był nieco młodszy od Kruka. Przeważnie też w jego cieniu, bo to tamten odpowiadał przed resztą wsi za opiekę nad trzódką. To nagłe zainteresowanie było mu miłe. Pociągnął zdrowo z bukłaka. Otarł usta wierzchem dłoni i zapytał:

– A nie jesteście strachliwi?

– Nie! Gdzieżby tam! Nigdy! – zapewniły go liczne głosy.

– No, to wam i opowiem, ale to nie będzie wesoła historia.

Chłopcy zamilkli wielce zaciekawieni tym, co też zaraz usłyszą.

– Miał Kruk syna. Jedenaste to jego dziecię było. Poprzednich dziesięć złe zdławiło. Mówili po wsi że kto przeklął albo, że wiedźmy zdusiły. Szukali z żoną sposobu, by mieć potomka i taki znaleźli, ale o tym potem. Gdy Krukowa urodziła zdrowego chłopca, cała wieś się cieszyła. Kiedy rok przeżył, znów zaciążyła, ale w połogu zmarła i ona, i dziecię. Tak tedy dwóch ich zostało na świecie – Kruk i syn. Ostatni dwaj z tego rodu. Szybko pacholę rosło. Ciekawy świata był, śmiały, w nogach chyży, w ciele gibki. Gdy minęło mu siedem wiosen, pomagać zaczął przy wypasie trzódki naszej, jako i wy.

Tu starzec przerwał. Usta miodem zwilżył. Potarł dłonią czoło i wrócił do przerwanej opowieści:

– Pewnego wieczoru nie mogli ognia rozpalić. Ciemność jakaś straszna zapadła, a hubka wciąż od krzesiwa nie chciała się zająć. Nagle z chłodem wielkim wiatr powiał. Strach wszystkich zdjął taki, że z krzykiem zerwali się i pognali każdy w inną stronę. Wpadali w mroku na różne przeszkody i na siebie nawzajem. Syn Kruka też uciekł. Powiadali potem, że cała ta ciemność i mróz za nim jednym ruszyły. Po chwili niebo się odsłoniło gwieździste. Gdy zdołali wreszcie ogień wzniecić, ruszyli go szukać. Jeden przy watrze został, następny po ojca chłopaka pognał. Ten pobudził wszystkich mężczyzn ze wsi. Z pochodniami, uzbrojeni, w co kto miał, szli i nawoływali. Znaleźli go dopiero rano. Leżał w jamie w dębowym lesie i drżał cały. Zdawało się jednak, że nic mu się nie stało, że uciekł jak wszyscy, wpadł do dziury i tam noc spędził. Radowali się poszukiwacze, że tak szczęśliwie się przygoda skończyła. Tylko chłopiec milczał i ojca na krok nie opuszczał. Zabrano go tedy do wsi, żeby mu otarcia opatrzyć i dać odpocząć od grozy, której niechybnie doznał.

Tu stary podrapał się w kark. Krzaczastą brew palcem potarł. Spojrzał w stronę szałasu. Upewniwszy się, że wejście jest zasłonięte, podjął opowieść, ale cichszym głosem.

– Dziadek powiadali, że następnej nocy z krzykiem się Krukowy syn obudził i uspokoić go nie mogli. W końcu historię swą opowiedział ojcu, a ten powtórzył na zebraniu starszyzny. Ujawnił, że gdy ta nagła ciemność nastała, uciekał w stronę wsi, do ojca. Wtem ziemia się pod nim otworzyła. Spadł gdzieś głęboko. Gdy spojrzał w górę, otwór się szybko zasklepił. Coś go schwyciło, spętało nogi i pociągnęło przez mroczne tunele. Nie wie, jak długo się przez nie przemieszczał. Nie pamiętał, czy krzyczał, czy nie. W końcu wylądował w głębokim dole. Ściskający go węzeł się rozluźnił. Wstał i rozejrzał się w ciemnościach. Gwiazd nie było widać. Jedynie szum drzew docierał do jego uszu. Wtem na skraju pojawiły się sylwetki czarniejsze niźli noc. Skulił się przerażony. Wówczas taki dialog usłyszał:

„– Zabić go, zabić, plemię to wreszcie wyplenić! – rzekła jedna z postaci.

– Znasz jego imię. Przez nie stał się jednym z nas – odparł drugi głos z naciskiem.

– Zabić go, zabić! Nigdy nie będzie nasz! Zawsze będzie ich! Nienawidzimy ich!

– Durnaś! Znasz jego imię przecie! Sama na się karę ściągniesz, gdy co mu się stanie!

– Ty mi pomożesz!

– Nigdy! Znasz jego imię. Będzie jednym z nas!

– Nie będzie, nie będzie! Zabić to szczenię!”

Tu ozwało się wilcze wycie. Znać wataha na łów się zbierała. Ten drugi głos, odezwał się z trwogą i naganą:

„I coś durna narobiła?! Swoich na pomoc zwołuje! Chcesz mieć z nimi sprawę?! Na ożogi i wiejemy!”. Obie powiedziały coś szeptem. Potem świsnęło i tylko z oddali usłyszał krzyk: „Nie daruję! Sama jedna to plemię wytracę! Z czartem pakt zawrę, a zniszczę do cna!” Powiadali, że dalej słyszał już tylko szum liści i cichy a szybki krok miękkich łap. Zdawało mu się też, że te na chwilę przystanęły nad dołem, ale nie był tego pewien.

Starzec wyjął z zanadrza podpłomyk. Odgryzł kawałek i żuł powoli. Chłopcy milczeli. Każdy dumał o tej nocy, podczas której Krukowy syn zło spotkał. Mieli nadzieję, że to jeszcze nie koniec opowieści. Nie śmieli jednak przerwać posiłku. Wreszcie doczekali się ciągu dalszego.

– Z początku nie chcieli młodziankowi wierzyć. Wreszcie znaleźli jamę wykopaną na ścieżce. Ktoś ją splecionym gęsto łykiem nakrył. Na dole miała otwór jakby początek tunelu. Zasypany był, ale kierunek wiódł w stronę dębowego lasu. Przeraził się Kruk i starszyznę o pomoc poprosił. Nim się znowu zebrali, bo prac w polu było wiele, złe rzeczy zaczęły się dziać. Mleko kwaśniało. Dzieciaki w nocy jakieś zmory męczyły tak srodze, że płakały wniebogłosy. Bydlętom tak kolka dokuczała, że zielarz nie dążył naparów dla nich szykować. Zebrali się wreszcie wszyscy, by uradzić, co czynić. Wielu uważało, że to Krukowego syna wina. Na czym by miała polegać, o tym nikt nie myślał. Co on niby sam do dołu wpadł, niewidzialną mocą łykiem go nakrył, przelazł przez tunel, który za sobą zasypał, noc sam jeden bez okrycia w dębowym lesie spędził, a teraz wsi całej szkodzi? Nie było w tym i krzty prawdy, ale wiedział i Kruk, i starszyzna, że chłopcu niebezpieczeństwo grozi. Jak nie od wiedźm i czartów, to od sąsiadów. Uradzili tedy, że wszyscy muszą się spotkać, żeby decyzja całej wsi była. Wielu, bardzo wielu, napadło Kruka o to, że mu to jedno dziecko przy porodzie nie umarło. Zarzucali mu, że magicznie je ocalił, że dlatego Wilk mu dali na imię. Ten odparł, że gdy jego żona obchodziła z dziecięciem ukrytym w zawiniątku sobótkę, to wszyscy się przyłączyli i każdy zapytał: „co tam masz”? A ona zgodnie z radami odpowiadała „wilczka”, żeby złe nie wiedziało, że się im zdrowy chłopak urodził. Wreszcie starsi uradzili, że młodzianek Jadowniki opuścić musi. Zamartwiał się Kruk, nie wiedząc, co czynić. Wtedy rycerz wędrowny do wsi zajechał i o gościnę poprosił. Opowiedział, że złe wiódł dotąd życie i, żeby Boga za nie przeprosić, rusza w góry, by jako eremita do końca swych dni jeno Panu służyć. Opowiedzieli mu chłopi o ostatnich wypadkach i decyzji o wygnaniu chłopięcia. Wysłuchał mąż posępny tej historii i dostrzegł w niej okazję do dobrego uczynku. Zaszedł tedy do chaty, w której siedział Kruk z syneczkiem. Przedstawił im się. Powiedział, że Więcławik ma na imię i że od samej stolicy w te strony przyjechał. Po drodze spotkał wędrowca, którego zwano Lis. Ten też przed złem uchodził, bo go z rodzinnych stron wygnano. Stary już był, ale krzepki i mądry. Gdy zaczynał opowiadać, jak kaznodzieję go traktowano. Pielgrzymował stale i modlił się dużo. Może on co poradzi? Żeby chłopcu nikt niczego złego nie zrobił, wyruszyli o świcie owego Lisa szukać. Po kilku dniach sam Kruk do wsi powrócił. Powiedział, że syn w drogę ze starym wędrowcem wyruszył, za grzechy rodziców przebłagania szukać i że nim dwie zimy miną powróci. Źli niektórzy na tę zapowiedź byli, ale starszyzna stwierdziła, że jeśli po powrocie Wilka mleko się nie będzie psuło, dzieciaków zmory nie będą dręczyć, a bydło nie będzie cierpiało, może chłopiec w Jadownikach ostać. Jakiż szczęśliwy był Kruk! Minęły jednak dwie zimy, a syn jego nie wrócił. Szeptali po domach, że go w polu samiutkiego wiedźmy dopadły i zdusiły. Nie wierzył w to ojciec. Sprzedał swą chałupę i ziemię i ruszył w świat dziecka szukać. W grodzie nikt o Lisie i Wilku nie słyszał. Drogi ich nie znał. Długo po świecie tych dwóch pielgrzymów szukał, ale choćby odcisku stopy w pyle nie znalazł. Poszedł, więc w góry Więcławika znaleźć. Tu też sprawę miał niełatwą. Gdy wreszcie do eremu dotarł, jedynie kości w zbroi znalazł. Pochował tedy rycerza. Został na jego miejscu i modlił się szczerze. Po kilku latach trwoga go zdjęła. Zdawało mu się, że syn wróci i go nie zastanie. Ruszył więc z powrotem. Na świniopasa się najął, bo drogą wzdłuż dębowego lasu jedynie do wsi dojść można, a chciał mieć na nią baczenie. Dalej już przecie tylko rozstaje i dzień cały drogi do najbliższej karczmy. No i odtąd tu gospodarzy. W najtęższe mrozy w szałasie mieszka. Co rano podchodzi do rozwidlenia i czujnie się rozgląda. Sprawdza, czy syn nie wraca.

Przykrość ogromna serca chłopców wypełniła. Myśleli o ich równolatku, który z obcym człowiekiem w daleką drogę wyruszył. Przestali na chwilę pragnąć przygód. A każdy chciał tylko tę noc w domu spędzić z matką i ojcem. Starzec też siedział zasępiony. Tylko ogień trzaskał wesoło i odstraszał złe moce.

Koniec

Komentarze

Wilku który jest, przeczytałem i śpieszę z komentarzem.

No więc po kolei, najpierw treść. Pomysł na historię – jeszcze za mało czytałem, żeby orzekać o oryginalności, ale trochę trąci nudą.

Postać Kruka jako zrozpaczonego ojca chcącego ocalić swojego jedynego syna wypadła całkiem wiarygodnie, nawet zacząłem mu współczuć i zastanawiać się, dlaczego to zło się na nie uwzięło, jakież to są ich “grzechy”, które syn musiał odkupić. Jestem żywo zainteresowany.

Kolejne sceny – nie do końca rozumiem, kim są w końcu te postaci na skraju dołu, dlaczego tak bardzo nienawidzą wilków (bo tak to odebrałem), dlaczego to w ogóle ma coś do rzeczy, dlaczego nie mogą skrzywdzić syna Kruka, jakie zasady je ograniczają… sporo pytań jak na jedną scenę, a zero odpowiedzi.

Jeżeli “zgromadzeni w kręgu ludzie już od miesiąca czuwali nad bezpieczeństwem trzody”, a Kruk “co rano podchodzi do rozwidlenia i czujnie się rozgląda”, to dlaczego nikt z tych młodzieniaszków tego wcześniej nie zauważył i nie zadawał pytań?

I naprawdę Krukowi zajęło kilka lat, żeby się zorientować, że jego syn mógł wrócić? Po co w ogóle został w tej chacie? 

 

Dalej forma.

Zarzucono to mi w moim opowiadaniu i teraz faktycznie widzę, że jest to irytujące – ostatni blok tekstu. Można się zgubić w środku czytania, lepiej jest połamać na akapity.

 

Parę razy powtarza się “i, że”. Tu nie powinno być przecinka, chyba że zdanie z “że” jest wtrąceniem, jak na przykład u Ciebie (co prawda z “żeby”, ale o to tu chodzi) : “Opowiedział, że złe wiódł dotąd życie i, żeby Boga za nie przeprosić, rusza w góry, by jako eremita do końca swych dni jeno Panu służyć”.

 

I jeszcze nie pasują mi niektóre słowa mówione przez staruszka. Z jednej strony mamy inwersje “Przeraził się Kruk” dla archaizacji, z drugiej – “dialog”, “przemieszczał się”. Nienaturalnie to wygląda.

“No, pora na mnie. No, dobranoc” też mi niespecjalnie pasuje do Kruka, brzmi zbyt… beztrosko jak na człowieka, którego tyle zła spotkało.

“Zmarzniesz ino tylko”. Ino=tylko, wybierz jedno.

“Przestali na chwilę pragnąć przygód” – to nie świadczy dobrze o tej historii. Chwila jest względna, ale zazwyczaj nie trwa więcej niż minutę, więc cała opowieść nie wywarła jakiegoś wielkiego wrażenia.

“A każdy chciał tylko tę noc w domu spędzić z matką i ojcem” – brzmi, jakby każdy chciał spędzić w domu z matką i ojcem tylko tę noc. 

Tyle z mojej łapanki, zaraz pewnie zlecą się inni.

 

A ludzie mówią, i mówią tak krocie, że nie to mchy są, ale że paprocie

Pięknie Ci dziękuję, Kordylian, za tak rozbudowany komentarz!

Cała historia ma swoje korzenie w średniowieczu. Umieralność noworodków była wysoka i starano się jej zapobiegać na różne sposoby. Jednym z nich było nadanie imienia, które miało strzec pacholę przed złymi mocami – na przykład Wilk. Z jednej strony wiązano wtedy dziecię z groźnym drapieżnikiem, z drugiej był tu element kamuflażu. Obyczaj, w którym matka obchodziła ognisko z dzieckiem ukrytym w zawiniątkach i odpowiadała na pytania zgromadzonych sąsiadów, funkcjonował jeszcze w dziewiętnastowiecznych Bałkanach.

Dlaczego chłopcy nie zwrócili uwagi na poranne wędrówki Kruka? Powody mogą być dwa (tym razem patrzę nie przez pryzmat źródeł, ale ojcostwa). Pierwszy – mieli to gdzieś. Drugi – jeszcze o tej porze spali i to jak zabici.

„Ino tylko” – może zaryzykuje i zostawię? Lubię zbitki typu: „minęło czasu mało-wiele”. ;-)

„Chwila” – :-D Wiesz, oni są w wieku, w którym ciągle chłoną nowe. Może to w nich zostać i przypominać się co czas jakiś, może wrócić po latach. Nie spodziewałbym się jednak, żeby na długo w nich to przykryło wolę przygód i poznawania świata.

„Noc” – możliwe, że mają na myśli tylko tę jedną. Wiedzą, że mają siedzieć na skraju dębowego lasu i odstraszać drapieżniki od trzody.

Raz jeszcze pięknie Ci dziękuję za przeczytanie opowieści i za uwagi!

Z pozdrowieniem,

Wilk

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Najpierw drobne uwagi.

Z dębowego lasu dolatywały odgłosy żerujących świń, które się tam pod ich strażą pasły. Włochate to były stworzenia, podobne do dzików, tylko nie miały szabel i były mniej okazałej postury.

Nie pasują mi te dwa zdania. Może te żerujące świnie? Może włochate stworzenia. I powtórzenie.

Dalej poszło już lepiej, choć przez chwilę zastanawiałem się, czy będzie więcej takich zdań. Jednak przypowieść, czy też opowieść, starca wciągnęła mnie i nie przeszkadzał mi nawet ten blok tekstu na końcu. Zgrabnie lawirujesz stylizowanym językiem. Historia Wilka ładnie gawiedzi opowiedziana. Nie jestem grupą docelową takich utworów, ale czytało się przyjemnie.

Pozdrawiam.

Ładna opowieść, jak to zazwyczaj u ciebie, tym razem tajemnicza i budząca grozę.

Dość sceptycznie podchodzę do rozmowy dwóch sylwetek czarniejszych niźli noc – czy przerażony chłopiec zapamiętałby ją tak dobrze, by potem, po kilku dniach, powtórzyć tak wiernie starszyźnie?

Szkoda, że to, dlaczego Wilk zniknął na zawsze, pozostało tajemnicą.

 

„No, to nam ład­nej od­po­wie­dzi udzie­lił” po­ja­wi­ło się w dzie­cię­cych głów­kach. –> Wydaje mi się, że mali pastuszkowie powiedzieliby raczej: „No to i odpowiedział” albo: „No to i rzekł”

 

Wie­dzie­li też, że nie ma, co po­wta­rzać py­ta­nia. –> Drugi przecinek zbędny.

 

– Nie bę­dzie, nie bę­dzie! Zabić to szcze­nię”! –> Wykrzyknik przed cudzysłowem.

 

Z czar­tem pakt zawrę, a znisz­czę do cna”! –> Jak wyżej.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ładna, baśniowa konwencja, ale chyba ta baśniowość uniemożliwiła mi zbliżenie się do Kruka i jego tragedii. Wszystko zostało za górami, za lasami.

I z pewną podejrzliwością traktuję tę rozmowę czarnych sylwetek.

To na dzień dziecka? ;-)

Ładnie opowiedziane, ale historia nie powala oryginalnością. Chętnie powitałabym więcej odpowiedzi na pytania. Te tajemnicze sylwetki (skąd właściwie wiedział, że to sylwetki, skoro siedział na dnie jakiejś jamy?) to wilkołaki, tak? Co się stało z chłopcem? Co robiło szkody we wsi?

Jak dla mnie, trochę zbyt gruba warstwa opakowania – sama opowieść zaczyna się dopiero gdzieś w połowie tekstu. Ale Ty chyba lubisz szkatułkowość.

Czuć klimat.

I napisane całkiem przyzwoicie.

Babska logika rządzi!

Podpisuję się obiema rękami pod komentarzem Finkli. Tworzysz fajny klimat opowieści. Jednak sama historia w tekście na kolana nie rzuca. Od połowy zaczęła mnie nużyć.

Tak więc jest przyzwoicie, ale bez większych fajerwerków.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Klimatyczna historia, niepokojąca, do tego napisana dojrzałym, dobrym stylem. Sęk w tym, że motyw historii w historii raz że trąca już trochę myszką, a dwa nie jest to ani forma przesadnie dynamiczna, ani przykuwająca zbytnio uwagę. Takie opowiadania trzeba chyba rozstrzygać zwięźlej, w przeciwnym wypadku powstaje ściana tekstu jak na końcu, dynamika siada, a przyjemność z lektury maleje.

@Darcon

Piękne dzięki za uwagę i polecenie do Biblioteki! Cieszę się, że historia Cię wciągnęła choć na chwilę, tak jak niewidoczna siła porwała do dołu Kruka juniora! :-)

 

@Regulatorzy

Dziękuję za dobre słowo, uwagi i za polecenie historyjki do Biblioteki (jest mi bardzo miło :-) )! „No to i rzekł” – pasuje do pastuszków, biorę! :-)

 

@Wybranietz

Bardzo się cieszę, że z podejrzliwością traktujesz rozmowę mrocznych postaci! To droga mądrości! :-)

 

@Finkla

„Szkatułkowość” – zastanawiam się, czy miałem w życiu jakąś szkatułkę? Nie przypominam sobie. Może więc w opowieściach nadrabiam ten deficyt? ;-) Lubię klimat – nie wyprę się! :-) Dzięki za dobrą ocenę! (edit) Zapomniałem odpowiedzieć na Twoje pytanie – wybacz! Tak, na Dzień Dziecka. :-)

 

@NoWhereMan

„Fajerwerki i fajerwerki! Od tych fajerwerków to już mnie głowa boli!” ;-) Sądzę, że jak na opowieść przy wypasie świń fajerwerków jest aż nadto! Dzięki za dobre słowo i uwagi – biorę sobie do serca!

 

@MrBrightside

„Klimatyczna” – cieszy mnie ta opinia! :-) Przyjemność z lektury – powinienem sobie odświeżyć „Lector in fabula” Umberto Eco. Zagadnieniu przyjemności z czytania poświęcił całą książkę. Może się trochę podciągnę? :-)

 

Pięknie Wam dziękuję za przeczytanie tej opowieści i wszystkie uwagi! :-)

Pozdrawiam serdecznie,

Wilk

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Mnie również historia przypadła do gustu. Ładnie się płynie przez tekst, choć muszę się zgodzić, że nie lubię takich bloków tekstu. Niemniej jednak lektura była przyjemna i cieszę się, że nie wyłożyłeś w sposób łopatologiczny na koniec, co się stało z synem Kruka. 

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Mnie, Wilku, też jest bardzo miło, że propozycja spotkała się z Twoją akceptacją. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Klimatyczne, ładnie napisane, trochę baśniowe, trochę budzące strach. Postać Kruka dobrze zarysowana, język tekstu dopasowany do treści. Czytałam bez zgrzytów.

Na pewno porozbijałam bym końcówkę przynajmniej na trzy części, bo teraz to nie za dobrze wygląda…

Tak czy inaczej ode mnie końcowy kliczek :)

@Morgiana89

Dziękuję za dobre słowo! :-) Cieszę się, że uznałaś, iż zamknięcie historii syna Kruka, nie jest potrzebne w tej opowieści.

 

@Regulatorzy

Propozycja była przednia! Raz jeszcze dziękuję! :-)

 

@Katia72

Dziękuję za klik! :-) Porozbijanie końcówki przynajmniej na trzy części – przemyślę! :-)

 

Pozdrawiam Was serdecznie,

Wilk

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Młodzieńcy pomyśleli[+,] że znowu ich zbył, jak to nieraz bywało, gdy go zagadywali o różne głosy dobiegające z lasu.

Kiedy rok przeżył, znów zaciążyła, ale w połogu zmarła i ona[+,] i dziecię.

Nie było w tym i krzty prawdy, ale wiedział i Kruk[+,] i starszyzna, że chłopcu niebezpieczeństwo grozi.

Ładne :)

Dziękuję za dobre słowo i za uwagi! :-)

Pozdrawiam serdecznie,

Wilk

Nie jest człowiek większy ani lepszy, gdy go chwalą, ani gorszy, gdy go ganią. (Tomasz z Kempis)

Nowa Fantastyka