- Opowiadanie: ninedin - Kamień i krew

Kamień i krew

Pierwsze z napisanych czterech szortów/ krótkich opowiadań mitologicznych, przetwarzających bardziej (jak tu) lub mniej znane mityczne opowieści z tradycji greckiej i rzymskiej. Mitologią grecką zajmuję się poniekąd zawodowo (wykładam ją od 10+ lat i jestem współautorką książki na jej temat), więc się trochę trudno dziwić, że bywam nią literacko zainspirowana.

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Kamień i krew

Nie mogę na ciebie patrzeć.

W moim więzieniu jest gorąco. Kiedy przychodzisz, zdejmujesz płaszcz i podchodzisz do kąta, w którym mnie trzymasz. Słyszę szelest materiału, kiedy płaszcz zsuwa się z twoich ramion, a potem kroki w moją stronę, szur-szur, szur-szur, szur-szur po kamiennej podłodze.

Naprawdę nie mogę na ciebie patrzeć: w twarzy, zamiast oczu, mam puste oczodoły.

Czasami podchodzisz, żeby pogładzić mnie po policzku, z westchnieniem przesunąć dłonią po moich nagich ramionach. Zwykle jednak, między szelestem tkaniny a szuraniem twoich kroków, słyszę jeszcze jeden dźwięk: stuk metalu o kamień, kiedy ze stołu podnosisz swoje narzędzia pracy, moje narzędzia tortur.

Moja boska, mówisz, wbijając we mnie małe ostrza, na które nawet nie znam nazwy. Zeskrobujesz z moich rąk niewidzialne niedoskonałości, obsypujesz mnie na wpół zrozumiałymi, pieszczotliwymi słowami. Z dumą chwalisz idealny kształt piersi, ale nie sięgasz palcami do blizn, które ostre narzędzia zostawiły na moim brzuchu. Wczoraj przyszedłeś z długim, zaostrzonym dłutem; pocałowałeś mnie w ucho, a potem powoli zagłębiłeś w nie to dłuto, obracając je wolno, z miłością.

Moja boska, kochana, szeptałeś.

Nie mogę ci odpowiedzieć, nie mogę krzyczeć: zamiast ust mam płytkie pęknięcie w twarzy, bez warg, bez zębów.

Przychodzisz codziennie, czasem więcej niż raz. Jesteś też jedynym, który tu bywa: nikt oprócz ciebie nie wie o mojej obecności. Twoi poddani pewnie nie byliby szczęśliwi, gdyby się dowiedzieli, co ich król-twórca robi w sekrecie w swojej pracowni.

Moja królowo, mówisz.

Królowo. Ten duszny warsztat, gdzie słońce nigdy nie zagląda, ten śmierdzący kąt pełen kurzu – oto moje królestwo: jestem tutaj jedyną panią, jedyną mieszkanką. Pocięta, pokaleczona, nie mogę nawet ustać prosto: pół-leżę w kącie, oparta o kamienną ścianę lepką od pajęczyn. W ciągu dnia moim jedynym sprawnym uchem słyszę cykady na drzewach dookoła i wyobrażam sobie, jak wiatr roznosi zapach morskiej piany nad łąkami Cypru.

Czekam, aż przyjdziesz: zawsze przychodzisz. Wierzysz, że mnie kochasz. Chcesz, żebym żyła. Pewnie nawet nie wiesz, że mnie boli.

Moja boska, mówisz, podchodząc do mnie z ostrym dłutem, z młotkiem, z pilnikiem, który zdrapie moją skórę do olimpijskiej, bezkrwistej gładkości. Któregoś dnia otworzysz moje niewidzące oczy, nadasz kształt palcom, wydobędziesz z bryły marmuru moje wargi, moje zęby, moje stopy.

Kształtujesz mnie na obraz i podobieństwo swojego snu, zdejmując ze mnie kolejne warstwy kamienia. Łudzisz się, że sztuka stworzy ciało, a bogowie, dawcy życia, spełnią twoje prośby. Bogowie – i tego nie chcesz wiedzieć – już je spełnili.

Dali ci ten kamień, idealny biały marmur; wiedzą, że jesteś geniuszem, że widzisz ukryty w nim kształt ciała kobiety, którą pokochałeś, zanim zaistniała. Nieśmiertelni zdecydowali: wyrzeźbisz mnie – swoją królową, Galateę z kamienia, ciała i krwi. Nie wiesz tylko, że – chociaż jestem jeszcze bardziej marmurem niż posągiem, nieokreśloną bryłą, z której wyrastają początki rysów – że tam w środku, w kamieniu, już jestem ja, żywa.

 

Koniec

Komentarze

Ładne, bo nie jest tym, czym się z początku wydaje.

Myślę, że mogłoby służyć za pomoc naukową dla zgłębiających tajniki mitologii.

Klimatyczne i ciekawe!

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm." - Arnubis

Taki był zamiar: żeby się zaczynało jak coś innego.

Bardzo dziękuję za miłe słowa!

Bardzo ładnie napisane, udany szort

Tymczasowy lakoński król

Ładnie napisane, wszystko pięknie, ale za łatwo odgadnąć tożsamość narratorki. Nie wiem, może przedmowa zbyt wiele zdradza, bez niej chyba byłoby ciekawiej.

Te wszystkie odstępy między akapitami naprawdę są Ci potrzebne? Szatkują tekst.

Babska logika rządzi!

Przejmujące i kobiece. Jestem zaczarowany. Czy to Twoja, przewrotna interpretacja legendy, czy rzeczywiście istnieje wersja, wedle której życzenie Pigmaliona spełniło się przedwcześnie?

Podoba mi się, że proces twórczy jest opisany nie z punktu widzenia artysty, i rzeźby.

Szort zajmujący i ładnie napisany. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

@Wisielec: co do spełnienia życzenia Pigmaliona – nie, nie ma takiego motywu per se – choć inspiracją była w zasadzie wersja Owidiusza, gdzie jest w pewnym sensie odwrotnie: on w niej już widzi kobietę dużo, dużo wcześniej, niż bogowie ją ożywią.

 

@Finkla: masz rację, zlikwidowałam odstępy.

 

@Wszyscy: dziękuję! 

W takim razie gratuluję pomysłu!

Będę czekał na więcej opowiadań z tej linii tematycznej. ;)

Ciekawy pomysł. Ładne napisane. Podobało mi się :) Klik i czekam na kolejne opowiadania z serii :)

Mężczyzna żyje obsesją, nie dostrzega ukochanej w zasięgu ręki. Ona kocha go mimo bólu i wierzy, że cierpliwa miłość ją uszlachetni. W kontekście tej opowieści rzeczywiście tak się stanie, więc przesłanie jest pełne nadziei :) Odnajdą się, kiedy Pigmalion skończy swoją pracę.

Pragnę też pochwalić opisy sensoryczne, bardzo przemawiają do wyobraźni.

Bardzo dziękuję za kliki i miłe słowa!

Straszna wizja. 

Ciekawe, czy Galatea powie. 

Czy Pigmalion zapyta?

 

Tylko:

wbijając we mnie małe ostrza, na które nawet nie znam nazwy.

ale jednocześnie mówi o długich, ostrych dłutach, o pilniku, o młotku?

Założyłam, że ona zna te podstawowe narzędzia (jak młotek i dłuto), ale już nie te super-fachowe, którymi będzie się posługiwał rzeźbiarz.

I bardzo dziekuję za komentarz, on trafił dokładnie w to, z czym chciałam zostawić ewentualnych czytelników :)

Świetnie napisany szort, klimatyczny i w sumie, to tylko tyle ode mnie. 

No te super fachowe rzeźbiarskie narzędzia to właśnie dłuta i młotki ;) Szczególnie w czasach, powiedzmy, antycznych; teraz dochodzą jeszcze szlifierki, tarcze do cięcia i inne takie.

wbijając we mnie małe ostrza, na które nawet nie znam nazwy.

Galatea jest zbyt niedoświadczona, by znać nazwy na te “ostrza”, lub zbyt pruderyjna, by je wymieniać.

to grecka mitologia, nie japońskie porno ==

To oczywiście może nie wynikać jasno z tekstu (i jest drobiazgiem, oczywiście), ale Grecy znali całkiem spory zestaw typów dłut, młotków, pilników itd i takich tam, i, jak to Grecy, mieli na nie szczegółowe określenia (to jest język o nieprawdopodobnym i momentami ciężko frustrującym bogactwie semantycznym, 25+ lat w nim siedzę i daleko mi do poczucia, że dobrze znam akurat słownictwo). Jak się dogrzebię w swoich zdjęciach do planszy z Muzeum Archeologicznego w Atenach z listą narzędzi i ich nazw, to wrzucę jako ciekawostkę, może akurat się komuś przyda :)

Jak się dogrzebiesz to ja bardzo proszę, bom ciekawa – sugerowałam się polskim, który ma po prostu dłuta, najwyżej z dodanym opisem kształtu ;)

Fajny, klimatyczny szort. Choć zgadzam się z Finklą – przedmowa zbyt wiele zdradza. Ale i tak ładny koncert fajerwerków :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Bardzo to ładne i bardzo smutne (choć z nadzieją na happy end), ale jakoś mocno kompatybilne z tym, co wielu rzeźbiarzy pisze o swojej sztuce (w sensie dostrzegania kształtu w bryle kamienia).

Jak wiesz, popełniłam ostatnio zupełnie, ale to zupełnie inne opowiadanie, które ma coś z tą wizją wspólnego – choć akurat tego z Twoich tekstów wcześniej nie znałam, więc ta zbieżność idei była dla mnie zaskoczeniem.

Czekam na kolejne miniaturki mitologiczne, a na razie klik do piekła czterech klików ;)

 

Aha, ponieważ tego akurat ja kiedyś uczyłam: potwierdzam, co do młotków, pilników, świdrów i mnóstwa innych narzędzi, że Grecy znali ich niewiarygodnie dużo, co więcej, na podstawie wykonania rzeźby da się określić, jakich używali oraz ustalić dość dokładną chronologię, od kiedy które z nich było w użyciu.

Historia to uzgodniony zestaw kłamstw.

Ładnie napisany, udany short. Hyc, do biblioteki :)

Bardzo wszystkim dziękuję, i za komentarze, i za kliki: czuję się bardzo zaszczycona, że mój tekst trafił do biblioteki.

Zaszczyty zaszczytami, ale gdzie pozostałe trzy szorty? Domagam się drugiego odcinka. Zajawiłaś cykl mitologiczny, a tu cisza :(

Przewrotne, interesujące :) Wydobyłaś z tego mitu wiele współczesnych myśli: poszukiwanie ideału, idealnego ciała często opłacone bólem, niezrozumienie bólu, destrukcyjną miłość… Można by grzebać i grzebać, a wciąż będzie więcej. Jedyna uwaga odnośnie tempa samego tekstu – przydałoby się go jakoś ożywić, odrobinkę przyspieszyć – może wrzucić jakieś nietypowe porównanie żeby czytelnik cały czas był zaciekawiony. Poza tym, super. Nie mogę się doczekać kolejnych części cyklu.

@Cyjan: Dziękuję – i przemyślę, jak zastosować Twoją radę, bo wydaje mi się sensowna

 

@Wisielec: Wisielcze, jam jest kobieta flegmatyczna, rzadko mi się spieszy – ale dzisiaj będzie :) A tak poważnie – dziękuję za zainteresowanie!

O, naprawdę dobre! Przejmujące i w takim tempie, jak lubię. Fajne te wstawki “Moja królowo”, “Moja boska” i gra znaczeniem “nie mogę na ciebie patrzeć”. Osobiście tylko zrezygnowałbym z przytaczania imienia narratorki.

A jest taki doroczny konkurs na opowiadanie pt. “Pigmalion fantastyki”.

Coboldzie, dziękuję, bardzo mi miło.

Ładnie napisane, ale styl nie do końca mnie przekonuje, bo mam wrażenie, że narrator zachłystuje się ochami i achami w co drugim zdaniu, trochę jak aktorzy w starych ekranizacjach Szekspira ;) Takie skojarzenie.

Właściwie nie umiem określić, dlaczego tego tekstu nie kupuję. Nie ma w nim zasadniczo historii, jest obrazek – wycinek z jakiejś większej, bardziej poruszającej historii. I mimo tego, że krótki, szort mnie zwyczajnie znudził. 

Me dicen el desaparecido /Fantasma que nunca está /Me dicen el desagradecido /Pero esa no es la verdad

@Wszyscy nieprzekonani: dziękuję za czas i za uwagi – one się przydają, bo choć oczywiście człowiek nigdy nie będzie pisał tak, żeby podobało się wszystkim, to dla mnie cenne i fajne jest też to, żeby zobaczyć, co nie trafia, dlaczego, gdzie to wynika po prostu z różnicy w gustach i temperamentach, a gdzie z czegoś, co można udoskonalić i poprawić. 

Oraz, dla zainteresowanych.

Skądinąd mitologiczna dalsza historia Galatei jest taka:

Wyszła za Pigmaliona i miała z nim córkę imieniem Metharme i dziecko imieniem Pafos, które zwykle jest córką, ale czasami synem (imię może być po grecku i męskie, i żeńskie). Pafos założył(a) następnie miasto Pafos, przyszłą stolicę Cypru, gdzie ustanowiono kult Afrodyty. Metharme z kolei, według części przekazów, wyszła za króla Kinyrasa i urodziła mu córkę Mirrę/Myrrhę (i tu mamy dość paskudną kazirodczą historię spowodowaną przez gniew Afrodyty). Innymi słowy, jeżeli chcieć się trzymać samej mitologicznej narracji, po ożywieniu Galatei następuje to, co ponoć jest najmniej wdzięcznym tematem dla sztuki: życie szczęśliwej rodziny, przez co najmniej półtora generacji – konkretnie do momentu, kiedy Myrrha tak wściekła Afrodytę swoim brakiem zainteresowania dla spraw seksu i małżeństwa, że ta zesłała na nią karę w postaci nieopanowanego pożądania rodzonego ojca. 

Nowa Fantastyka