- Opowiadanie: Marlow - Najjaśniejszy komandor

Najjaśniejszy komandor

Dawno mnie nie było, ale wracam – więcej czasu, więcej tekstów; przyjemnej lektury! 

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Najjaśniejszy komandor

 

Emerytura po pięćdziesięciu latach służby, emerytura komandora Floty Najjaśniejszej Republiki, musi być słodka. Szczególnie jeśli wygląda się, jak komandor Coffi.

Ten prosty, czerstwy starzec z idealnie siwą i gęstą brodą przyciętą w szpic, wyglądał w białym mundurze nie jak komandor, ale jak model komandora. Wyobrażałem go sobie za bogato zdobioną katedrą w Akademii, udzielającego ojcowskich rad młodym studentom; widziałem jak rozprawia o jednej z setek wygranych bitew nad filiżanką herbaty, podpisuje patenty oficerskie, odbiera honorowe doktoraty i ukłony od najwyższych urzędników państwowych.

Moje uwielbienie dla niego nie znało granic. Kupiłem nawet spinki do mankietów podobne do tych, które nosił. Uczyliśmy się o nim na lekcjach historii intersubiektywnej i od tamtej pory wiedziałem, jaki kierunek obierze moje życie.

Jeszcze bardziej dostojnie niż mogłem przypuszczać wyglądał na mostku swojego niszczyciela pierwszej klasy – "Piperponta" – największego statku bojowego floty. Kiedy pierwszy raz zobaczyłem go, otoczonego garstką najlepszych oficerów, wydawało mi się, że może zastąpić reaktor atomowy a nawet słońce.

Poza statkiem widziałem go tylko raz, kiedy dokowaliśmy w Kompleksie Centrum. Na polecenie podporucznika miałem autoryzować zakup implementów do konwektorów chaosu. Po wszystkim, wychodząc z obskurnego magazynu, dostrzegłem komandora przypatrującego się trumnom na wystawie pobliskiego zakładu pogrzebowego. Płytkie zmarszczki Coffi'ego wyginały się, jakby szukały godnego miejsca na nieskazitelnej twarzy. W końcu przybrały formę stabilną – formę pogardy. Ucieszyłem się, myśląc o tym, że człowiek takiej klasy, jak komandor, zawczasu rozmyśla o nieuchronnej śmierci, próbując przygotować godny pogrzeb. Chciałem podejść do niego i powiedzieć mu, że całe jego życie wyprawi mu najwspanialszy memoriał, ale nie odważyłem się, bojąc się niestosowności tak poufałej uwagi. Wybór trumny ma w sobie coś z intymności.

Tydzień później wyruszyliśmy do Portu Dowództwa Naczelnego Floty Najjaśniejszej Republiki (w skrócie nazywamy go Pedenfenerem), w którym to (nieoficjalna informacja) przygotowano pełną chwały ceremonię zwolnienia komandora z obowiązku czynnej służby. Zlecono mi korygowanie trasy z powodu przewidywanych aberracji związanych z pojawieniem się abominacji niecentralnych na orbitach – oszczędzając szczegółów: nie było to trudne zadanie, jednak pozwalało mi spędzać dni na mostku i cieszyć się obecnością Coffi'ego, co bardzo mnie zadowalało.

Na dwie godziny przed przybiciem do doku zostałem sam na sam z komandorem. Oficerowie przygotowywali się do ceremonii w swoich kajutach – statek miał automatyczny system dokowania, niewymagający interwencji. Poczułem nabożny szacunek przed figurą najwyższego dla mnie autorytetu, jak niegdyś w kościołach, do których zabierała mnie babcia czułem chęć poddania się żarowi witraży i ich niezrozumiałej logice.

Komandor podszedł do mnie i nakazał natychmiast zakotwiczyć statek. Posłuchałem bez wahania. Nie przeszło mi nawet przez myśl, by zakwestionować jego decyzję. Równie dobrze mógłbym rozkazywać słońcu, by zgasło.

– Proszę udać się do kajuty. Daję panu sześć godzin czasu wolnego. Sam zajmę się dokowaniem statku.

Zasalutowałem, ukłoniłem się i wróciłem do kajuty, ciesząc się wolnym czasem, który ofiarował mi sam Coffi. Wydało mi się zupełnie zrozumiałym, że komandor chce osobiście wykonać ostatnie dokowanie.

Alarmy rozległy się kwadrans po moim powrocie. Spokojny głos komandora prosił, by cała załoga statku udała się do kapsuł ratunkowych. Oficerowie oddziałów piechoty kierowali ruchem, ja miałem nadzorować ewakuację wschodniego skrzydła; ucieszyło mnie to, wiedziałem bowiem, że siedząc w kapsule wschodniego skrzydła, będę mógł zobaczyć przez chwilę mostek kapitański.

Załoga nieustannie szeptała o tajemniczym planie komandora. Zastanawiali się, co spektakularnego zamierzał uczynić, jaki cud sprawi w ostatnim dniu czynnej służby?

Kiedy tylko grodzie kapsuł się zamknęły uderzyłem przycisk i wystartowaliśmy.

Wlepiłem twarz w szybę i przez krótką chwilę widziałem komandora Coffi'ego stojącego z rozłożonymi rękoma na podeście, z którego kierował tak wieloma bitwami. Kolejne sekundy przyniosły mi oślepiające światło atomowego ognia, który pochłaniał największy okręt Floty Najjaśniejszej Republiki: "Piperponta" razem z najjaśniejszym komandorem Floty Najjaśniejszej Republiki – Cosmą Varonem Coffi'nem.

Być może ja jeden zrozumiałem, że nie było to samobójstwo, ani zabójstwo (pojawiały się różne teorie spiskowe). O nie, sprawa ta była zwyczajnie intymna: do jej zrozumienia potrzeba było widzieć wyraz pogardy na twarzy komandora, wyraz pogardy wyrażonej wobec malutkich trumien na wystawie jednego z zakładów pogrzebowych Centralnego Kompleksu. "Piperpont" był jedyną trumną, do której mógł się zmieścić komandor, w której mógł jakoś wyglądać.

Przypominam go sobie ilekroć obserwuję ze swojego mostka kapitańskiego konstelację resztek "Piperponta", które służą (choć może nikt o tym nie wie) za nagrobek najjaśniejszego komandora. Ja sam nie potrzebowałem już żadnej trumny. Problem śmierci rozwiązano ostatecznie pięć lat po incydencie z “Piperpontem”. Na swojej twarzy jednak od czasu do czasu zauważałem tę samą pogardę, którą wiele lat wcześniej widziałem na twarzy Coffi’ego, przyglądającego się lichym drewnianym skrzynkom na wystawie zakładu pogrzebowego. Wówczas przypominałem sobie go, stojącego z rozpostartymi ramionami i pogarda znikała.

Z czasem moje uwielbienie dla niego ustąpiło miejsca niepamięci. Systemy regulacji emocji, umożliwiły całkowitą stabilizację życia afektywnego – pamięć o komandorze nie była mi dłużej potrzebna. Zresztą nie tylko moje uwielbienie zatarło się w nurcie historii intersubiektywnej; przeglądałem ostatnio podręcznik szkolny i nie znalazłem najmniejszej wzmianki o Cosmie Varonie Coffi’nie.

Koniec

Komentarze

Hmmm. Jest jakiś pomysł, ciekawie wymyśliłeś koniec admirała, ale to wszystko sprawia wrażenie scenki. Coś tam z niej wynika, jednak dla mnie niewiele. Sprawdziłaby się, IMO, jako epizod w czymś większym, ale sama tekstu nie uciągnie.

Jest różnica między “zresztą” a “z resztą”.

Emerytura po pięćdziesięciu latach służby,

Uch, srogi wiek emerytalny.

i nie znalazłem najmniejszej wzmianki o Cosmie Varonie Coffi’nie.

Rozumiem chęć uzyskania gry słów, ale Coffi powinien się odmieniać inaczej.

Babska logika rządzi!

No cóż, okazuje się, że pamięć o żywej legendzie nie w każdych czasach wytrzymuje próbę czasu… ;)

 

Z resz­tą nie tylko moje uwiel­bie­nie za­tar­ło się… –> Zresz­tą nie tylko moje uwiel­bie­nie za­tar­ło się

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Finklo – tak to jest, obawiam się czasem, czy nie umrę w pracy; też mi coś zgrzytało z odmianą, ale zostawiłem z uwagi na to “nie”. Prawdopodobnie masz rację co do tego, że to tylko scenka, z drugiej strony, ja lubię takie scenki, a mam opory przed zbytnim fabularyzowaniem takich drobnych pomysłów, które mają tendencję do zabijania dłuższych tekstów – i to chyba jest mój najgłówniejszy problem.

regulatorzy – niezawodna, zaraz poprawię; mniej więcej o to chodziło. Huczny pogrzeb czasem pomaga ; D

 

Dzięki za czytanie i opinie !

"Without education, we are in a horrible and deadly danger of taking educated people seriously."

Że mogą zabić dłuższy tekst – to też prawda. Złoty środek jak zwykle poszukiwany…

Babska logika rządzi!

Z przemyśleń NoWhereMana – konia z rzędem temu, kto wymyśli siły kosmiczne nie mające aluzji do marynarki morskiej.

Fajny pomysł na historię, ale koniec końców tekst ni ziębi, ni grzeje. Do przeczytania do obiadu i krótkiej rozrywki. Ale bawiłem się przy nim na tyle dobrze, że daję klika.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Sam się zastanawiałem nad problemem sił kosmicznych – prawdę mówiąc myślałem o poruszaniu planetami (i stwierdziłem, że niczym się to nie różni od poruszaniem statku), ostatecznie że dobra klisza nie może być zła. A klisze są jak czarne dziury, przyciągają i w pewnym momencie nie da się od nich uwolnić. “Nawet nie mamy języka, którym moglibyśmy wyrazić nasze zniewolenie.” – nie pamiętam, kto to powiedział, ale wydało mi się trafne w kontekście.

Cieszę się, do tego miał służyć. Dzięki za feedback.

"Without education, we are in a horrible and deadly danger of taking educated people seriously."

Zgadzam się, że to scenka, ale na tyle dobrze napisana i interesująca, że – jak na scenkę – całkiem satysfakcjonująca.

Cieszę się i miło mi. Dzięki za czytanie i komentowanie.

"Without education, we are in a horrible and deadly danger of taking educated people seriously."

Ok, krótko, ale treściwie. Dobrze napisane i pomysł całkiem fajny. Przeczytałem z przyjemnością.

Dzięki, miód na uszy autora ; D Dzięki za wizytę.

"Without education, we are in a horrible and deadly danger of taking educated people seriously."

Tekst bardzo mi się podobał. Krótki, ale zupełnie wystarczający, zgrabnie pokazał wszystko to co chciałeś przekazać. Bardzo fajny zabieg z idealizacją, a wręcz mitologizacją postaci admirała w oczach bohatera, wszystko ładnie zgrywa się w finale. Sam jednak będę sobie wyobrażał, że twoje opowiadanie kończy się dwa akapity wcześniej, bo takie zakończenie historii bardziej mi się podoba :D

Też myślałem, żeby skończyć je wcześniej, ale poczułem iście komandorską potrzebę dopisania czegoś jeszcze. I dopisałem. Dzięki wielkie za czytanie i komentarz.

"Without education, we are in a horrible and deadly danger of taking educated people seriously."

Ciekawy pomysł z wymarzoną trumną komandora. Spodobało się.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Dzięki za klik i przeczytanie, cieszę się, że się spodobało. Porządna trumna to nie byle co. 

"Without education, we are in a horrible and deadly danger of taking educated people seriously."

Ten prosty, czerstwy starzec z idealnie siwą i gęstą brodą przyciętą w szpic…

 

Treść w sam raz na szorta, albo kosmiczno-wojacką historyjkę przy piwie. Życiowa puenta.

 

Edit: A co mi tam, kliknę sobie. ;)

 

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Już poprawione – ślepota na ogonki nie wybiera.

 

Też mi się tak wydało, że najlepszą formą dla tego pomysłu będzie szort. i myślałem nawet, czy nie kazać bohaterowi opowiedzieć tego w knajpie – ale wyszło za długie.

 

Dzięki za wizytę.

"Without education, we are in a horrible and deadly danger of taking educated people seriously."

Popieram resztę. Fajny, porządnie napisany szort. Ba, trafiają się naprawdę ładne zdania, choćby to:

Poczułem nabożny szacunek przed figurą najwyższego dla mnie autorytetu, jak niegdyś w kościołach, do których zabierała mnie babcia czułem chęć poddania się żarowi witraży i ich niezrozumiałej logice.

Ogólnie jestem zadowolony z lektury. 

Pozdrawiam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Dzięki, cieszę się, że coś się spodobało. Również pozdrawiam.

"Without education, we are in a horrible and deadly danger of taking educated people seriously."

Może zaledwie scenka, ale fajnie napisana i zabawna, więc przeczytałam z przyjemnością. Sam admirał i zakończenie też na plus. A poza tym lubię krótkie teksty… Jak dla mnie może funkcjonować jako osobny szort, jak i może być częścią czegoś większego. Idę zagłosować na bibliotekę :)

Dzięki, katiu, miło mi ; D najważniejsze, że przeczytane z przyjemnością, bo po to się pisze ; D

"Without education, we are in a horrible and deadly danger of taking educated people seriously."

Podobało mi się – i główny, w sumie klasyczny, wątek i te futurystyczne wtrącenia, prowadzące do właściwego finału.

 

Jedno zdanie mniej udane:

Ja sam nie potrzebowałem już żadnej trumny; pięć lat po śmierci Coffi’ego ostatecznie rozwiązano problem śmiertelności; na swojej twarzy jednak od czasu do czasu zauważałem tę samą pogardę, którą wiele lat wcześniej widziałem na twarzy najjaśniejszego komandora, przyglądającego się lichym drewnianym trumnom.

 

Dzięki coboldzie, nie zauważyłem tych niezręczności, zaraz poprawię !

"Without education, we are in a horrible and deadly danger of taking educated people seriously."

Odniosłem wrażenie, że zakończenie wzięte jest z zupełnie innego opowiadania niż to, które nam przedstawiono.

Marcin Robert, przepraszam za poślizg z odpowiedzią; trochę masz rację, mistyka zakończeń to coś, co jeszcze do mnie nie dociera.

"Without education, we are in a horrible and deadly danger of taking educated people seriously."

Fajne :)

Dzieki, Anet. Cóż więcej mogę powiedzieć ; D

"Without education, we are in a horrible and deadly danger of taking educated people seriously."

Nowa Fantastyka