- Opowiadanie: Daakman - Tratwa Meduzy

Tratwa Meduzy

Opowiadanie zainspirowane obrazem o tym samym tytule.

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Tratwa Meduzy

 Siedemnastu? Albo osiemnastu. Nie mam już pewności. Tamtą pannę z lokami załatwił chyba ktoś inny. A więc siedemnastu. Zabiłem siedemnaście osób. A potem zjadłem. Szesnastolatka w istocie była najsmaczniejsza, tak jak zapewniał Jean. Miała takie śliczne oczka. Szczególnie, kiedy zaszły łzami, gdy wiedziała już co ją czeka. Mógłbym przysiąc, że odbijało się w nich morze. To samo morze, które nas do tego zmusiło. Nawet teraz nie było spokojne, jakby nie zdołało się jeszcze nasycić. Zapach młodziutkiej dziewczyny uprzyjemniał posiłek. Właściwie to mógłbym się do tego przyzwyczaić – gdyby je usmażyć pewnie smakowałoby jak kurczak.

Oczywiście, że o tym myślę. Jak spojrzę sobie w lustro? Czy nadal będę odbijał się tam ja czy może już ktoś inny? W mych oczach na zawsze zapisane już będzie wszystko, co uczyniłem. Ale zrobiłem to, by przeżyć. Nie jestem potworem. Jestem tym, który przetrwał. Spoglądam naprzemiennie na pozostałych ocalałych i na tych, którym się nie udało, a których pozostawiliśmy do późniejszego spożycia. W ich bladych, bezwładnych ciałach nie ma już duszy, człowieczeństwa. To uleciało w chwili ich śmierci. W chwili, gdy chwyciliśmy za ich gardła i ściskaliśmy je tak długo, aż wypuścili swe ostatnie tchnienie. Gdy nożami przedziurawialiśmy ich wnętrzności i obserwowaliśmy jak wytryskuje z nich bezustannie szkarłatna maź. Gdy jedną ręką zatapialiśmy ostrza w ich szyjach, a drugą podtrzymywaliśmy wijące się głowy. Zostało mięso. Mięso zapewnia przetrwanie. Chcieliśmy przetrwać.

Gdyby nie ten statek na dalekim horyzoncie, moje zęby przeżuwałyby kolejną porcję. Już nie trzeba. Wołają o pomoc. Wymachują ubraniami w nadziei, że zostaną dostrzeżeni. Chcą ratunku. Czy ja również tego chcę? Siedzę bezczynnie i tylko obserwuję. Czy tyle żyć, które zostały poświęcone są warte mojego czy któregokolwiek z nich? Nawet ich nie znałem. Ledwie pamiętam ich twarze. Z wieloma nie zamieniłem jednego słowa. Nie byli mi nic winni, w żaden sposób mnie nie skrzywdzili. A ja odebrałem im największą wartość, jaką zostali obdarowani. I gdy to robiłem przepełniała mnie nienawiść. Podświadoma wściekłość, że próbują zająć moje miejsce.

To wszystko działo się tak szybko. W tamtej chwili nie bardzo nawet o tym myślałem. Robiłem to instynktownie, jakbym robił to na co dzień. Twarze pierwszych, którym to zrobiłem, przerażały mnie. Ślepia robiły się wyłupiaste za każdym razem, jakby nie istniał żaden odpowiedni moment, w którym śmierci można było się spodziewać, bądź też być na nią gotów. Zdawało mi się, że pytają „dlaczego ja?”. Do tej pory nie potrafię znaleźć odpowiedzi na to pytanie. Ale jestem już świadomy potworności, jakiej się dopuściłem. Teraz, kiedy mam już wystarczające przesłanki, by pokładać realną nadzieję w nasze powodzenie, uderza to we mnie jak taran. Czy pozostali też już to czują? To niedające się w żaden sposób ujarzmić obrzydzenie i przerażenie, nie tyle okolicznościami, co samym sobą? Nie wyglądają. Być może nie nadeszła jeszcze na nich pora. Pora na konfrontację ich uczynków z sumieniem. Ale stanie się to. Prędzej czy później.

Pierwszej nocy poszło o wino. Szacuję, że zabili dwadzieścia osób. Wtedy nie potrafiłem znaleźć w sobie jeszcze odwagi. Widok jak katują tych ludzi, jak wrzucają ich do morza, przyprawiał mnie o gęsią skórkę bardziej niż przeszywające zimno. Niektórzy przerażeni losem jaki może ich wkrótce spotkać zdecydowali, że własnoręcznie odbiorą sobie życie i skrócą cierpienie. Możliwości tej nie brałem nawet pod uwagę, choć wizja tego, co miało nadejść była jak te ciemne chmury, które towarzyszyły nam podczas dryfowania. Pamiętam swój strach. Uzmysłowiałem sobie najgorsze scenariusze, zastanawiałem się co dalej i co robić, żeby nie skończyć jak oni. Nie potrafiłem dostrzec żadnego rozsądnego rozwiązania, wyjścia z tej sytuacji. Ale nadszedł taki moment, moment którego już nigdy nie zapomnę, kiedy nie było już potrzeby się zastanawiać. W ułamku sekundy wiedziałem co czynić. Teraz już się nie boję. Nie czuję za wiele.

Co opowiem moim dzieciom, żonie? Rzeknę „wasz tatuś jest mordercą i pożera ludzi”? „Twój ojciec zajadał się dziewczynką trzy lata starszą od ciebie”. „Twój mąż uderzał kobiety takie jak ty w łono, by utrudnić im ratunek przed jego niosącymi śmierć rękoma”. Nic im nie powiem. Nie pisnę nawet słowem o tym, co wydarzyło się tutaj. Nie spróbuję nawet wrócić przy nich wspomnieniami do tych dni. Będzie to historia, która w ich świadomości nigdy się nie wydarzyła. Wiem, że wiedza ta będzie dla mnie trucizną. Będzie każdego dnia wysysać wszelką pozostałą radość z mojego wnętrza, odbierać mi siły i żywić się moim cierpieniem. Nie zmrużę już oczu, nigdy nie zaznam spokoju, a spoglądając na swe dłonie będzie potrafił dostrzec tylko spływającą po nich krew. Jestem na zawsze przeklęty. Jestem wcieleniem zła, a moje imię Diabeł.

Widzę uśmiech mojej ukochanej, cieszące się oczy na mój widok. Gdyby dowiedziała się o tym już nigdy nie spojrzałaby na mnie w ten sposób. Być może już nigdy nie uraczyłaby mnie swoim spojrzeniem. W mojej obecności czułaby się zagrożona. Zrobiłem to wszystko dla niej, dla naszych dzieci. Zrobiłem to, by móc wrócić. By móc zaopiekować się moją rodziną, stanowić oparcie i źródło utrzymania. Uczyniłem to, by moi potomkowie mogli wychowywać się przy obecności swojego ojca, by mogli żyć godnie. Zażądano ceny – siedemnastu istnień. Zrobiłem, co trzeba. Wypełniłem swą powinność. Dokonałem wymiany. I gdybym musiał zrobić to ponownie, nie zawahałbym się. Teraz rozumiem.

Pozostało piętnaście osób, w tym ja. To piętnaście osób, które zasłużyły sobie na życie. Wywinęły się w brutalnej walce z łapczywych rąk śmierci. Zwyciężyli i wyciągnęli bolesną lekcję. Przetrwali tylko dzięki swej bezwzględności. Zapomnieli o litości, łasce, o zaburzeniach naturalnego porządku takich jak równość, sprawiedliwość i empatia. Zapewnili sobie byt wykorzystując prawo siły. Góruje ono niezawiśle nad innymi. Jest fundamentalnym wyznacznikiem wszelkiego przetrwania. Nie mam już wątpliwości – moje życie jest warte kilkunastu innych. Albowiem jestem zdolny poświęcić słabszych w imię większych i silniejszych, nie tylko jednostek, ale i wartości. Życia tych, których zamordowałem nie znaczą nic wobec bytu mojej rodziny. Nie potrafili zadbać o siebie, więc ustąpili miejsca tym, którzy to potrafią.

Oto prawda zaczerpnięta z wód otchłani.

Koniec

Komentarze

Nie wiem, Daakmanie, co chciałeś osiągnąć prezentując wyznania mężczyzny, który w szczególnych okolicznościach dopuścił się wyjątkowo drastycznych czynów.

Brakło mi fantastyki.

Wykonanie pozostawia nieco do życzenia.

 

W chwi­li, gdy chwy­ci­li­śmy za ich gar­dła i ści­ska­li­śmy je tak długo, aż wy­pu­ści­li swe ostat­nie tchnie­nie. – Raczej: W chwi­li, gdy chwy­ci­li­śmy ich za gar­dła

 

drugą pod­trzy­my­wa­li­śmy wi­ją­ce się głowy. –> W jaki sposób wije się głowa?

 

Czy tyle żyć, które zo­sta­ły po­świę­co­ne… –> Życie nie ma liczby mnogiej.

Proponuję: Czy tyle żywotów, które zo­sta­ły po­świę­co­ne

 

Ro­bi­łem to in­stynk­tow­nie, jak­bym robił to na co dzień. Twa­rze pierw­szych, któ­rym to zro­bi­łem… –> Czy to celowe powtórzenie?

 

mo­ment, w któ­rym śmier­ci można było się spo­dzie­wać, bądź też być na nią gotów. –> …bądź też być na nią gotowym.

 

spo­glą­da­jąc na swe dło­nie bę­dzie po­tra­fił do­strzec tylko spły­wa­ją­cą po nich krew. –> …spo­glą­da­jąc na swe dło­nie bę­dę po­tra­fił do­strzec tylko spły­wa­ją­cą po nich krew.

 

Życia tych, któ­rych za­mor­do­wa­łem nie zna­czą nic wobec bytu mojej ro­dzi­ny. –> Życie tych, któ­rych za­mor­do­wa­łem, nie zna­czy nic wobec bytu mojej ro­dzi­ny.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Twój mąż uderzał kobiety takie jak ty w łono, by utrudnić im ratunek przed jego niosącymi śmierć rękoma – ale o co chodzi?

 

Bardzo fajne opowiadanie. Choć przez chwilę na początku mi się nie podobało, ale potem się przełamałem i było warto. No i było mocne w przekazie.

Gratuluje.

Całkiem ciekawe, ale ten obraz miał potencjał na stworzenie czegoś znacznie lepszego i dłuższego na jego podstawie. No i gdzie tu fantastyka, aż prosi się o jakieś morskie potwory, statki widmo czy cokolwiek innego, a tu nic. Ale czytało się miło. :)

Frytki.

@regulatorzy

Za gardło ofiary można chwycić równie dobrze, jak za samą ofiarę.

 

Głowa może wić się w ten sam sposób, co i wije się całe ciało – szczególnie, gdy desperacko walczy o zachowanie życia.

 

Skorośmy przy życiu – życie ma liczbę mnogą, a że brzmi wonczas dziwacznie, to już inna sprawa. Kwestia gustu.

 

Gotów, gotowy – jeden pies.

 

 

No dobra, a gdzie tu fantastyka?

Cały czas miałam nadzieję, że coś się w końcu pojawi, że bohater okaże się czymś nadnaturalnym, a tu nic.

Babska logika rządzi!

Cóż, Daakmanie, to Twoje opowiadanie i wyłącznie od Ciebie zależy, jakimi słowami będzie napisane. Ja ze swej strony mogę tylko zapewnić, że moich uwag pod swoimi kolejnymi opowiadaniami na pewno nie znajdziesz.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Mocny przekaz. Opisy skłaniają do refleksji nad tym, co my zrobiłbyśmy w sytuacji bohaterów. Świetnie oddany klimat i całkiem nieliche zakończenie. Dobry początek, czekam na więcej. A może następnym razem coś dłuższego?

Orphan

Ciekawy strumień świadomości faceta, który musiał w brutalny sposób zawalczyć o przetrwanie. I właściwie tyle, bo nic więcej nie przykuło mojej uwagi. Tekst ni ziębi, ni grzeje – ot, do przeczytania i tyle.

Parę razy coś mi zgrzytnęło przy czytaniu, toteż łap przydatne linki:

Dialogi – mini poradnik Nazgula: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/12794

Dialogi – klasyczny poradnik Mortycjana: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/2112

Podstawowe porady portalowe Selene: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

Coś o betowaniu autorstwa PsychoFisha: Betuj bliźniego swego jak siebie samego

Temat, gdzie można pytać się o problemy językowe:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/19850

Temat, gdzie można szukać specjalistów do “riserczu” na wybrany temat:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/17133 

Poradnik łowców komentarzy autorstwa Finkli, czyli co robić, by być komentowanym i przez to zbierać duży większy “feedback”: http://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842676 

Powodzenia!

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Jak na ćwiczenie w pisaniu – jak najbardziej może być. Jak na pełnoprawne opowiadanie – dla mnie jednak trochę za mało. 

Jak napisała Ocha – okej, jako ćwiczenie. Jako pełnoprawne opowiadanie już mniej, zwłaszcza, że mimo niezbyt pokaźnej objętości, tekst nieco się dłużył i męczył. Dość mocny, fakt, ale specjalnego zainteresowania nie wzbudził. 

Pozdrawiam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Ciekawy tekst, chociaż tematyka niegdyś na portalu często podejmowana.

Przypomniał mi się taki tekścik syf.a: Zarżnął i zeżarł.

:)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Nowa Fantastyka