- Opowiadanie: rybak - Podpułkownik Iwanow

Podpułkownik Iwanow

Wojna wy­wia­dów trwa. Agen­cie, za­cho­waj czuj­ność!

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Biblioteka:

NoWhereMan, Finkla, Nevaz

Oceny

Podpułkownik Iwanow

Misja pod­puł­kow­ni­ka GRU Iwana Iwa­no­wi­cza Iwa­no­wa zmie­rza­ła ku koń­co­wi. Do­ko­nał rze­czy nie­moż­li­wej. Dwa­na­ście lat był świad­kiem, ba!, nie­mal uczest­ni­czył w po­dej­mo­wa­niu naj­waż­niej­szych de­cy­zji po­li­tycz­nych i go­spo­dar­czych w Pol­sce.  Miał wgląd do naj­taj­niej­szych do­ku­men­tów. A od dwóch z górą lat do­dat­ko­wo prze­ka­zy­wał do Cen­tra­li gi­ga­baj­ty da­nych z ame­ry­kań­skie­go do­wódz­twa, prze­cho­dzą­cych przez skrom­ną willę na war­szaw­skim Żo­li­bo­rzu.

Naj­trud­niej­szy oka­zał się pierw­szy etap po­wro­tu na stę­sk­nio­ne łono Matki-Oj­czy­zny. Po widowiskowo odegranej scenie agonii, pogrzebany póź­nym wie­czo­rem pod krza­kiem pach­ną­ce­go bzu, w nocy ko­rzy­sta­ją­cy z tle­no­we­go awa­ryj­ne­go wspo­ma­ga­nia, zo­stał przed świ­tem zlo­ka­li­zo­wa­ny przez sa­te­li­tę sieci Glo­nass, dzię­ki wszy­te­mu pod skórę na­daj­ni­ko­wi GPS. I na­tych­miast eks­hu­mo­wa­ny przez agen­ta od lat uda­ją­ce­go wier­ne­go sta­re­go ogrod­ni­ka. Potem po­szło już szyb­ko: skok przez płot, trans­fer na Okę­cie za­bez­pie­cza­ny przez chłop­ców z Cho­dyn­ki, w sumie dwie trze­cie char­tów z pol­skiej re­zy­den­tu­ry, krót­ki lot do Mo­skwy w kon­te­ne­rze z pocz­tą dy­plo­ma­tycz­ną. Z Sze­re­mie­tie­wa trans­port w ko­lum­nie rzą­do­wych ZIŁ-ów. Naj­pierw do zbudowanego za prawie 10 miliardów dolarów no­we­go ma­je­sta­tycz­ne­go gma­chu Akwa­rium przy Gri­zo­du­bo­wej 3, z zewnątrz przypominającego skrzyżowanie centrum handlowego z przerośniętym multikinem, za to wkopanego dobre dwadzieścia kondygnacji pod ziemię. Z awaryjnymi podłączeniami do tajnej moskiewskiej sieci metra. Na­stęp­nie, właśnie rządową linią Metra-2 z Chodynki wprost na Kreml, przed ob­li­cze Go­spo­da­rza. Zanim pod­puł­kow­nik Iwa­now trafi na bo­le­sny kon­we­jer ro­syj­skich spec­chi­rur­gów, do­sta­nie od pre­zy­den­ta Pu­ti­na no­mi­na­cję, od razu na drugi sto­pień ge­ne­ral­ski, i rzecz jasna – Order Świę­te­go Je­rze­go, Ko­man­dor­ski z Gwiaz­dą, za za­słu­gi bo­jo­we, z dwu­ko­lo­ro­wą szar­fą na dum­nie wy­pię­tą pierś.

Na razie Iwan Iwa­no­wicz Iwa­now już tra­fił do taj­nych spe­cjal­ne­go zna­cze­nia pod­ręcz­ni­ków ro­syj­skiej ra­zwied­ki. W przy­szło­ści zaś – nie miał wąt­pli­wo­ści – będą się o nim uczy­ły ko­lej­ne rocz­ni­ki ab­sol­wen­tów Aka­de­mii Dy­plo­ma­tycz­nej przy Szta­bie Ge­ne­ral­nym ro­syj­skich sił zbroj­nych. Uczy­ły się i brały przy­kład! Już w eli­mi­na­cjach po­ko­nał kil­ku­set kon­ku­ren­tów. Nie mieli ta­kiej siły ducha, by dać się zre­du­ko­wać o ponad 90 pro­cent. Dzie­siąt­ki ope­ra­cji bo­le­snych i dłu­go­trwa­łych, potem re­ha­bi­li­ta­cja, do­pa­so­wa­nie do pie­kiel­nie nie­wy­god­ne­go i peł­ne­go czuj­ni­ków kostiumu, a w końcu udana dys­lo­ka­cja agen­tu­ral­na.

I oto dziś wraca w chwa­le. Wraca do sie­bie. Oczy­wi­ście naj­pierw bę­dzie mu­siał przejść rów­nie skom­pli­ko­wa­ny pro­ces przy­wra­ca­nia mu, prze­cho­wy­wa­nych obec­nie w cie­kłym azo­cie, usu­nię­tych tym­cza­so­wo koń­czyn i tka­nek, ale przo­du­ją­ca nauka ro­syj­ska po­ra­dzi sobie z tym drob­nym pro­ble­mem, nie miał wąt­pli­wo­ści.

***

Uro­czy­stość wła­śnie się za­czy­na­ła. Iwan Iwa­no­wicz Iwa­now stał wy­prę­żo­ny i dumny na spe­cjal­nie przy­go­to­wa­nym dla niego po­de­ście. Ner­wo­wo ma­chał koń­ców­ką ogona. Taki za­szczyt! Taki honor! Wiel­kie krem­low­skie drzwi do zło­to­-gra­na­to­wej Sali Geo­r­gi­jew­skiej, w któ­rej de­ko­ro­wa­no naj­god­niej­szych Świę­tym Je­rzym,  po­wo­li się roz­war­ły, a spoza nich…

Spoza nich, wy­prze­dza­jąc Go­spo­da­rza, wiel­kim susem wsko­czył na zdo­bio­ne par­kie­ty Wier­nyj – ulu­bio­ny pies pre­zy­den­ta Rosji. Wsko­czył i na­tych­miast, z ry­kiem wście­kło­ści, rzu­cił się na ocze­ku­ją­ce­go w re­gu­la­mi­no­wej po­sta­wie za­sad­ni­czej (łapy razem, ogon wzdłuż ciała, wąs na­stro­szo­ny) pod­puł­kow­ni­ka Iwa­no­wa!

Gwar­dzi­ści pa­ła­co­wi nie zdą­ży­li nawet za­re­ago­wać. Po­szar­pa­na sierść z ma­sku­ją­ce­go spec-kom­bi­ne­zo­nu dziel­ne­go wy­wia­dow­cy po­kry­ła in­tar­sjo­wa­ną pod­ło­gę. Krew try­snę­ła na zło­ce­nia ścian. Trwa­ło to może kilka se­kund i rów­nie nagle się skoń­czy­ło. Środ­ko­wo­azja­tyc­ki owcza­rek Wier­nyj przy­padł w prze­pra­sza­ją­cej pozie do nóg wła­ści­cie­la. 

Do zmiaż­dżo­ne­go w po­tęż­nych zę­bach ciała pod­szedł prze­ję­ty Putin.

– No cóż, pies miał prawo się zde­ner­wo­wać, młody jest, nie­ro­zum­ny, wy­bacz­my mu, po­kle­pał owczar­ka po gło­wie. – A teraz, bra­cia, po­milcz­my mi­nu­tę na cześć na­sze­go to­wa­rzy­sza broni, praw­dzi­we­go bo­ha­te­ra – wydał po­le­ce­nie. I do­koń­czył po chwi­li prze­rwy, jako wpraw­ny po­li­tyk do­pa­so­wu­jąc się płyn­nie do zu­peł­nie nowej sy­tu­acji:

– Order świę­te­go Je­rze­go Dru­giej Klasy na­da­ję po­śmiert­nie naj­lep­sze­mu na­sze­mu wy­wia­dow­cy od cza­sów Richarda Sorge, Stir­lit­za* i Mracz­kow­skie­go – ge­ne­ra­ło­wi lejt­nan­to­wi Iwa­no­wi Iwa­no­wi­czo­wi Iwa­no­wo­wi. Po­le­cam szcząt­ki bo­ha­te­ra ze­brać i skre­mo­wać a urnę z pro­cha­mi umie­ścić w murze krem­low­skim. Na ho­no­ro­wym miej­scu, bli­sko Mau­zo­leum. I po­ło­żył order na tym, co jesz­cze przed chwi­lą było ro­syj­skim agen­tem wszech­cza­sów, tuż obok po­cię­tej psimi kłami ozdob­nej ob­róż­ki z wy­ka­li­gra­fo­wa­nym na­pi­sem: ”Alik”.

Ka­pi­tan Piotr Do­bro­wol­ski (Służba Wywiadu Wojskowego RP, drugi rok w misji, trzy za­li­czo­ne wer­bun­ki) spo­glą­dał na to spo­koj­nie czuj­ny­mi piw­ny­mi ocza­mi i ła­god­nie wa­chlo­wał dłu­gim pu­szy­stym ogo­nem.

 

XXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXXX

*Stirlitz (SS Standartenfuhrer Max Otto von Stierlitz – pułkownik GRU Wsiewołod Władimirowicz Władimirow alias Maksym Maksymowicz Isajew) był w swoim czasie, w ZSRR podpułkownika KGB Władimira Putina, równie sławny jak kapitan Abwehry Hans Kloss (major LWP Stanisław Kolicki – gdyby ktoś nie wiedział – także agent GRU), i równie jak Kloss nieprawdziwy. Pozostałe nazwiska agentów Razwiedupru (poprzednika GRU) – jak najbardziej historyczne.– przyp. autora.

 

Koniec

Komentarze

Początkowo podszedłem nieufnie do utworu o lekkim zabarwieniu politycznym, ale zupełnie niepotrzebnie. Choć szort trochę się w środku dłuży, to jednak końcówka mi to wynagrodziła. Tak więc klik się należy :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Mi trochę utrudniała czytanie ‘dziwna’ budowa zdań, np.:

 

“Miał wgląd do najtajniejszych dokumentów. A od dwóch z górą lat dodatkowo przekazywał do Centrali gigabajty danych z amerykańskiego dowództwa, przechodzących przez skromną willę na warszawskim Żoliborzu.” – Z tego można było zrobić jedno zdanie, zamiast drugie zaczynać od ‘A’.

 

“Zakopany późnym wieczorem, w finale kameralnej rodzinnej ceremonii pod krzakiem pachnącego bzu, w nocy korzystający z tlenowego awaryjnego wspomagania, został przed świtem zlokalizowany z dokładnością do metra przez satelitę sieci Glonass, dzięki wszytemu pod skórę nadajnikowi GPS. I natychmiast ekshumowany przez agenta od lat udającego wiernego starego ogrodnika.” – Ten fragment jest tak zbudowany, że musiałem go przeczytać kilka razy. Dodatkowo po raz kolejny dziwny moim zdaniem zabieg dzielenia zdania, które wydaje się dalszą częścią poprzedniego.

 

Pomysł bardzo ciekawy, ale budowę zdań bym jednak trochę poprawił, żeby łatwiej się czytało :)

 

No cóż, jak dla mnie, zaledwie takie sobie. Ani pomysł mnie nie uwiódł, ani wykonanie.

 

Dwa­na­ście lat był świad­kiem, ba!, nie­mal uczestniczył… –> Zbędny wykrzyknik.

 

na stę­sk­nio­ne łono Matki – Oj­czy­zny. –> …na stę­sk­nio­ne łono Matki-Oj­czy­zny.

 

drzwi do zło­to­gra­na­to­wej Sali Geo­r­gi­jew­skiej… –> …drzwi do zło­to­-gra­na­to­wej Sali Geo­r­gi­jew­skiej

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

A mnie się pomysł spodobał. To zawsze miło, kiedy nasi agenci okazują się lepsi od obcych. ;-) Stirlitz może Klossowi buty czyścić. Na przykład ukradkiem. ;-)

Babska logika rządzi!

Finklo, i Wy, Panowie – dziękuję za lekturę.:)

Regulatorzy – nie zajmuję się uwodzeniem. Ba! :D

Rybaku, ja też nie dziękuję Ci za wyznanie. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Podobało mi się. Sprawna “zasłona dymna” przygotowująca na fajny twist. Jest trochę absurdalnie i śmiesznie, a trochę strasznie, jak się nad tym zastanowić (miałem paskudne flashbacki z wątku klingońskiego z nowego netfliksowego Star Treka).

Aprobuję słownie, bo klikać nie mogę ;)

Fajne :)

Anet, Master-of-orion – dziekuję:)

Alik, powiadasz? ;)

Jak nie lubię doraźnej publicystyki, to naprawdę mi się podobało. Spójne, dobrze wymyślone, okraszone fajnymi szczegółami. Problem rzeczywiście sprawiają niektóre zdania, zbyt rozbudowane jak na taką formę, przeładowane określeniami, niekoniecznie w intuicyjnej kolejności. Np.:

Zakopany późnym wieczorem, w finale kameralnej rodzinnej ceremonii pod krzakiem pachnącego bzu, w nocy korzystający z tlenowego awaryjnego wspomagania, został przed świtem zlokalizowany z dokładnością do metra przez satelitę sieci Glonass, dzięki wszytemu pod skórę nadajnikowi GPS.

wydaje mi się, że sens i klimat by nie straciły, a płynność czytania wzrosłaby po rezygnacji z przekreślonych fraz.

dopasowanie do kostiumu pełnego czujników i piekielnie niewygodnego

a tu zrobiłbym: “dopasowanie do piekielnie niewygodnego, pełnego czujników kostiumu”. Niby drobiazgi, ale w tekście naprawdę wdzięcznym powodują potknięcia.

Zwróć też uwagę na konsekwencję czasu narracji. W tak krótkim opowiadaniu, wykorzystanie w kolejnych akapitach trzech czasów, powoduje lekki chaos.

 

 

 

 

 

 

Coboldzie, racja jest. ;)

Dowcipne. Spodobało mi się zdanie Putina o młodym psie – wyobrażam sobie, że Władimir Władimirowicz właśnie tak mógłby to powiedzieć. Po lekturze streściłem historię żonie i też jej się pomysł spodobał ;).

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Pomysł ciekawy, choć raczej nie zostanie na dłużej w mojej pamięci. Struktura szorta wyszła taka typowo “historyjkowa”, jakbyś nie zastanowił się, w jaki sposób najlepiej ugryźć swoją koncepcję. Natomiast pod względem stylistyki jest lepiej, choć mogłoby być płynniej (krótsze akapity, krótsze lub zgrabniej złożone zdania, bez tego pomieszania czasów). 

Nowa Fantastyka