- Opowiadanie: Makaron3d - Zwyrodnialcy

Zwyrodnialcy

Jest to mój drugi tekst w życiu, pierwszy tak krótki i w tym duchu. Napisałem go wczoraj. 

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Zwyrodnialcy

 – Jaśka, idźże po tę wodę wreszcie – słabowitym głosem napomniała starowinka krusząca w zeschniętych dłoniach podobnie suche kwiecie czarnego bzu.

Dziewczyna sterczała przy legowisku z wyleniałych futer, na których spoczywał półnagi mężczyzna o rozpalonej, spoconej twarzy. Wpatrywała się z fascynacją w krwisty bąbel powietrza, pojawiający się na zranionej piersi w rytm charczących oddechów.

– Śpiesz do strumienia. – Kobiecinie przerwał suchy kaszel, po którym dodała: – Miast się gapić, jak ten ducha oddaje.

– Przecie idę! – Wstała z klepiska, strzepnęła kurz z i tak brudnej kiecy.

Chwyciła drewniany cebrzyk spod stołu i wyleciała z ciemnej izby na zewnątrz. Dłonią zasłoniła oczy przed jaskrawym światłem dnia i tak dotarła do niewielkiego, acz wartkiego potoku.

Przyklękła na kolano, lecz nim zaczerpnęła wody, usłyszała chrapnięcie. Przez zmrużone powieki dostrzegła końskie pęciny. Upuszczone wiadro natychmiast porwał nurt; potknęła się robiąc krok do tyłu i upadła.

– Spokojnie, dziewko – wybrzmiał niski, męski głos. – Z naszej ręki nic ci nie grozi.

Podnosząc się, spojrzała przed siebie – na drugim brzegu stała gromada zbrojnych wierzchem. Ten na przedzie ponownie przemówił:

– W nocy rozbiliśmy zgraję bandytów kilka staj stąd. Paru uszło z życiem, jeśliś spostrzegła kogo, gadaj.

– Nie, panie… Nikogom nie widziała – odrzekła skulona, kiwając przy tym przecząco głową.

– To może z domostwa kto co widział?

– W chacie ja jeno z babką. Ona stara, nieruchawa. Z izby ino za potrzebą wychodzi.

Jeździec, którego do tej pory nie dostrzegała, podjechał od boku i pochylając się w siodle, podał jej bez słowa pełne wiadro.

– Że też na takim odludziu… – Nie dokończył ten o niskim głosie, ale po chwili dodał: – Miejcie się na baczności. Ci ludzie to zwyrodniali mordercy. – Po czym dał sygnał ręką i cała drużyna ruszyła stępa.

Po chwili zniknęli za gęstym listowiem lasu. Nim dziewczyna wróciła do chałupy, ucichł również tętent kopyt.

 

*

 

Starannie zszyły lnianą nicią ranę mężczyzny i pokryły ją grubą warstwą maści, której głównymi składnikami były: psi łój, miód i kit pszczeli oraz krwawnik. Jego oddech ucichł, chwilami zdawało się, że ustał.

Zaczynało już zmierzchać, lecz mimo ciągłej opieki i podanego naparu, ranny wciąż trawiony był gorączką. Stara przyłożyła wątłą dłoń do czoła schorzałego i rzekła:

– Brzasku nie doczeka, kona…

Wtem z hukiem kopniaka otwarły się drzwi. Wpadł do środka drab w mokrych, ubłoconych łachmanach. W wyciągniętej dłoni dzierżył skrzący się w półmroku nóż.

– Żarcie dawać! – wyryczał.

Przerażone kobiety, uciekły w kąt chałupy.

– Jeno sadło, surowe buraki i bób się ostały – odpowiedziała starsza.

– No, to żywo! – krzyknął; schował nóż, zrzucił kapotę i siadł na zydlu. – Warzyć mi tu strawę – dodał, na co młodsza skoczyła ku palenisku. – A ty gdzie, sikoreczko? Tu… – rechocząc wskazał na podłogę u jego stóp. – Stara niechaj pichci.

Przestraszone dziewczę posłusznie podeszło do obcego. Ten schwycił ją mocno za ramię i usadził na swym udzie. Ujął ją w talii i począł wodzić wielkimi paluchami po delikatnym ciele. Blondwłosa dziewczyna drżała ze strachu, co zdawało się dodatkowo zachęcać cuchnącego lubieżnika: – Po posiłku się zabawimy – powiedział i złapał ją za krocze, aż ta jęknęła.

Dorzucony do ognia chrust zajął się jasnym płomieniem. Intruz odepchnął młódkę i wstał.

– A tam kto u licha? – Wyjął z paleniska żagiew i zbliżył się do leżącego. – Sambor – rozpoznał kompana i dotknął jego twarzy – brachu! – uchylił derę i dostrzegł ranę, z której wciąż sączyła się krew. – Jak się tutaj znalazł? – spytał wyraźnie zaskoczony.

Starucha przełknęła żute bezzębnymi ustami ziele wątrobowe, starła dłonią brunatny sok z pomarszczonej brody i wymamrotała:

– Przywlókł się o świcie, półżyw. – Wciąż mieszała polewkę.

– Wyliże się z tego?

Na te słowa baba tylko wzruszyła ramionami. Mięśniak jakby obojętny na ten gest oraz los kamrata, wrócił do stołu i na powrót zajął się obłapianiem młodego ciała. Zabawę przerwała mu micha zupy lądująca przed nim na stole. Był diabelnie głodny.

– Nalej i sobie. – Spojrzał na staruszkę.

Ta posłuchała. Napełniła drugą miskę i siadła do stołu, lecz nim zdołała unieść drewnianą łychę do umazanych brązową cieczą ust, mężczyzna podmienił naczynia. Zabrał jej też łyżkę i wręczył swoją. Zaczęła jeść, głośno siorbiąc. Ten obserwował. Odczekał chwilę i pochłonął zupę błyskawicznie, właściwie bez użycia sztućca. Po opróżnieniu całego kociołka poczuł przyjemne ciepło w członkach. Miniony dzień dał mu w kość i teraz czuł tego efekty. Wyłożył ramiona na ławę i położył na nich głowę. Docierały do niego niewyraźne dźwięki rozmowy:

– Chłopisko wielkie – kobieta zakaszlała – byleby nam nie zdechł. Taka miarka sproszkowanej trupuszki tura powali.

– Bałam się, że i mnie naleje każąc wieczerzać.

– Co do ciebie, to inne miał plany. – Po tych słowach usłyszał ni to śmiech, ni kaszel. – Wywlecz tego. Na nic się nam zda, ledwo dycha.

Jaśka ujęła umierającego za nogę i wyciągnęła z legowiska. Wytargała go nie bez trudu na zewnątrz i tam porzuciła. Teraz we dwie ze staruszką mocowały się z jego mocarnym, zamroczonym druhem.

Ułożyły go w miejscu Sambora. Rozdziały z pozostałych łachów i natarły oleistą cieczą o intensywnym zapachu piżma. Skóra lśniła w świetle świec. Młodsza zaczęła kreślić popiołem liczne runy na jego ciele, intonując jednocześnie niezrozumiałe słowa. Starucha odkryła swe wiotkie ciało i położyła się przy lewym ramieniu mężczyzny. Przylgnęła do niego, kładąc dłoń na jego szerokim torsie.

 

*

Chorąży lekko przydepnął roznegliżowane truchło. “Zdążyło zesztywnieć” – pomyślał. Wysunął miecz z pochwy i jego czubkiem ostrożnie pchnął niedomknięte, pozieleniałe drzwi. Wślizgnął się bezgłośnie do pomieszczenia, które zdawało się być puste. Wtedy z barłogu pod ścianą uniosła się biała, dygocząca dłoń wychudzonego starca. 

Koniec

Komentarze

Historia mało oryginalna, ale plus za zwrot akcji w stronę fantastyki.

IMO, warto byłoby potrenować nadawanie bohaterom i miejscom bardziej charakterystycznych cech niż standardowa nibyśredniowieczna chałupa wieśniaków/ zielarek.

Napisane przyzwoicie.

Babska logika rządzi!

Nie chodzi mi o różnicę między fantasy a SF, tylko o wyróżnienie własnej chałupy/ statku kosmicznego spośród tłumu podobnych. No, niech ma ściany porośnięte rzadkiej urody bluszczem albo okiennice przez wnuka staruszki wyrzeźbione w liście klonu…

Babska logika rządzi!

Wybacz, bo usunąłem swój poprzedni komentarz. Napisałem szorta i jeśli brakuje Ci w nim opisów, to nie zgadzam się z Twoją krytyką, bo było to zamierzone. Unikałem rozpisywania się. Dzięki za te kilka zdań. 

Kurczę, jakby to wytłumaczyć… Nie chodzi o brak opisów. Chodzi o to, że o takiej chałupie to ja już czytałam dziesiątki razy. Spraw, żeby czymś się wyróżniła, żeby można ją było zapamiętać. To nie musi być długi opis, dobrze wstawione zdanie w zupełności wystarczy.

Było w literaturze tysiące zabijaków, mniej lub bardziej szlachetnych. Ale białe włosy, pionowe źrenice i dwa miecze to znak szczególny, zapewniający rozpoznawalność.

To taka sugestia, bardziej na przyszłość, niż do tego konkretnego tekstu.

Babska logika rządzi!

Całkiem dobry start. Napisane na tyle dobrze, że czytało się przyjemnie i z zainteresowaniem. Udana stylizacja. Ba, w ogóle tekst udany. Choć historia, rzeczywiscie nie zachwyca. 

Cóż nikt nie powstydziłby sie takiego prawie debiutu :-) 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Dzięki thargone. Postaram się nie pisać już więcej bez pomysłu. Chciałem coś na szybko wrzucić i sprawdzić wasze reakcje. Dwa tygodnie temu odnalazłem przyjemność w pisaniu i mimo, ze mój pierwszy tekst uważam za “ciekawszy”, tylko “Zwyrodnialców” opublikowałem.

Rzeczywiście dobry start. Fajnie nakreśliłeś tę historyjkę. Wystarczyło kilka ruchów pióra i odnalazłem się w Twojej opowieści. Wiedźm, które odmładzały się korzystając z sił witalnych swoich ofiar, było już bardzo wiele w literaturze, ale fajny klimat i zręczne prowadzenie fabuły sprawiły, że twist zadziałał. 

Umiejętnie tworzysz sceny w swoim tekście. Podobała mi się zwłaszcza ta nad rzeką. Niby wszstsko już było, ale dobór słownictwa i odpowiednia perspektywa narracji sprawiają, że czyta się z przyjemnością i wyobraźnia ma wystarczającą pożywkę dla wizualizacji opisywanych wydarzeń.

Jeśli tylko popracujesz nad zapisem dialogów (praktycznie wszędzie brakuje kropek i wielkich liter przed didaskaliami niegębowymi) będzie ciekawie. Poza tym, rzuca się w oczy nadmiar trzykropków w tekście, zwłaszcza w wypowiedziach postaci.

Dam klika.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dziękuję mr.maras. Naniosłem poprawki po Twoich uwagach. Nie zrozumiałem tylko: “brakuje wielkich liter przed didaskaliami niegębowymi”. Gdybyś mógł wyjaśnić…

Jak na drugi tekst w życiu, to jest naprawdę nieźle. Widać, że o ile wcześniej nie pisałeś, to bez sporej ilości lektury się nie obyło. Całkiem dobry język, fabuła krótka, ale poprowadzona sprawnie. Za to niezbyt przypadła mi do gustu nadmierna archaizacja, zwłaszcza w dialogach, ale trochę zaplątało się jej też w narracji. Generalnie, wyznaję zasadę że w wypowiedziach narratora archaizacji nie powinno być praktycznie w ogóle, teoretycznie ma budować klimat, w praktyce na ogół tylko utrudnia czytanie i sprawia wrażenie, że autor starał się za bardzo, albo chciał się popisać. Jeśli chodzi o dialogi, to archaizmy jak najbardziej mogą występować, pomagają w budowie postaci, często są wręcz niezbędne, trzeba je jednak stosować z umiarem, bo i tak potrafią czytelnika zamęczyć. I o ile w tak krótkim opowiadaniu to nie jest zbytni problem, to jeśli wszystkie postacie wypowiadałyby się w ten sposób w długim tekście, to kolejne strony zaczęłyby się zmieniać w udrękę.

Wracając do samej fabuły. Prosta, ale całkiem przyjemna. Motyw odmładzających się cudzym kosztem wiedźm czy innych stworów faktycznie jak wspomniano nie jest niczym nowym, ale i nie ma co się go wstydzić, zwłaszcza w pierwszych tekstach które głównie mają służyć za ćwiczenie. Do tego początkowo nic mocno twista nie zapowiada, więc jest dobrze. Jedynie mała uwaga: gdybym ja był złym czarnoksiężnikiem wysysającym siły życiowe z innych ludzi i mogącym dzięki temu cieszyć się wieczną młodością, to raczej wolałbym się cieszyć wieczną młodością, zamiast dopuścić się do stanu wysuszonej, roztrzęsionej staruszki zanim poszukam nowej ofiary. No, ale może posucha była na odludziu :)

Hej Arnubis’ie, dziękuję za Twoje uwagi. Jeśli chodzi o archaizmy, to nie starałem się na siłę. Początkowo użyłem współczesnej narracji, ale chwilami, nawet zdawałoby się neutralne słowa, psuły kompozycję, więc wybrałem to drugie.

Do kwestii czytania książek nie będę się odnosił ;)

Co do wątku z wysuszoną staruszką – skąd wiesz, jak szybko się starzały owe panie? Każda kuracja ma swe ograniczenia. ;)

 

Proszę, żadnych apostrofów. Ani to w tym wypadku poprawne, ani też dobrze nie wygląda. Arnubis ładnie się odmienia, analogicznie do egipskiego Anubisa, nie ma co kombinować :D

Nie twierdzę też, że wrzucałeś archaizmy na siłę, to była bardziej ogólna uwaga dotycząca takiego zabiegu w narracji. Ot, we wszystkim trzeba mieć wyczucie i dojść do dobrego balansu. Zresztą, to że ja nie przepadam za nadmiarem archaizmów nie znaczy, że nie znajdą się ich fani.

I racja, odmłodzone ciała mogły się szybko eksploatować, czemu nie. Tylko wtedy to dopiero dziewczyny musiały mieć niezły przemiał :D

Może to były wędrowne wiedźmy. Coś więcej mógłby o tym powiedzieć poprzedni właściciel nieruchomości nad potokiem :)

Opowiastka jedna z wielu, nie powala oryginalnością, a choć czytało się całkiem nieźle, na długo w pamięci nie zostanie.

Wykonanie pozostawia nieco do życzenia.

Mam nadzieję, że Twoje przyszłe opowiadania będą znacznie ciekawsze i lepiej napisane. ;)

 

– Śpiesz do stru­mie­nia – ko­bie­ci­nie prze­rwał suchy ka­szel, po któ­rym do­da­ła -

 miast się gapić, jak ten ducha od­da­je. –> Zbędny enter. Didaskalia wielka literą. Zamiast dywizu powinna być półpauza.

– Śpiesz do stru­mie­nia.Ko­bie­ci­nie prze­rwał suchy ka­szel, po któ­rym do­da­ła: – Miast się gapić, jak ten ducha od­da­je.

Nie zawsze poprawnie zapisujesz dialogi. Pewnie przyda się poradnik: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

 

– W nocy roz­bi­li­śmy zgra­ję ban­dy­tów kilka stai stąd. –> – W nocy roz­bi­li­śmy zgra­ję ban­dy­tów kilka staj stąd.

 

dał sy­gnał ręką i cała dru­ży­na ru­szy­ła z tempa. –> Co to znaczy ruszyć z tempa?

A może miało być: …dał sy­gnał ręką i cała dru­ży­na ru­szy­ła stępa.

 

W wy­cią­gnię­tej dłoni dzier­żył iskrzą­cy w pół­mro­ku nóż. –> Czy to znaczy, że z noża sypały się iskry?

Pewnie miało być: W wy­cią­gnię­tej dłoni dzier­żył iskrzą­cy się/ skrzący się w pół­mro­ku nóż.

 

– Jeno sadło, su­ro­we kar­to­fle, bu­ra­ki i bób się osta­ły… –> Skąd kartofle w tym opowiadaniu?

 

Mię­śniak jakby obo­jęt­ny na ten gest oraz los kam­ra­ta… –> To określenie, jako zbyt współczesne, chyba nie pasuje do opowiadania.

 

– Chło­pi­sko wiel­kie, – ko­bie­ta za­kasz­la­ła – by­le­by nam nie zdechł. –> Przed półpauzą nie stawia się przecinka.

 

Młod­sza za­czę­ła kre­ślić po­pio­łem licz­ne runy na jego ciele… –> Nie wydaje mi się, aby popiołem, który jest proszkiem, można było kreślić. Popiołem można coś usypać.

 

Cho­rą­ży lekko przy­dep­nął roz­ne­gli­żo­wa­ne tru­chło. – Zdą­ży­ło ze­sztyw­nieć – po­my­ślał. –> Tu znajdziesz wskazówki, jak zapisywać myśli: https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/;10328

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Regulatorzy, dziękuję za pracę jaką włożyłeś w analizę i linki. W kilku miejscach nie zgadzam się z Twoimi opiniami, albo nie wiem co dokładnie miałeś na myśli:

 

– Śpiesz do strumienia – kobiecinie przerwał suchy kaszel, po którym dodała -

 miast się gapić, jak ten ducha oddaje. –> Zbędny enter. Didaskalia wielka literą. Zamiast dywizu powinna być półpauza. – TUTAJ ENTER WYKONAŁ EDYTOR STRONY, LUB NIE WIEM O CZYM PRAWISZ.

 

– Śpiesz do strumienia. – Kobiecinie przerwał suchy kaszel, po którym dodała: – Miast się gapić, jak ten ducha oddaje. – CZY W KONSTRUKCJI DIALOGÓW ZASZŁY JAKIEŚ ZMIANY W OSTATNICH LATACH? W KSIĄŻKACH, KTÓRE PRZEGLĄDAM W TEJ CHWILI, NIE MA WIELKICH LITER W DIDASKALIACH, SĄ WYŁĄCZNIE MAŁE.

 

– W nocy rozbiliśmy zgraję bandytów kilka stai stąd. –> – W nocy rozbiliśmy zgraję bandytów kilka staj stąd.

Lecz dalszą rozmowę przerwał pan Wołodyjowski, który ukazawszy na dość znaczne wzniesienie odległe na kilka STAI rzekł: – MAM PRZESTAĆ UFAĆ SIENKIEWICZOWI?

 

Młodsza zaczęła kreślić popiołem liczne runy na jego ciele… –> Nie wydaje mi się, aby popiołem, który jest proszkiem, można było kreślić. Popiołem można coś usypać. – CIAŁO JEST NATŁUSZCZONE. WŁÓŻ PALEC, LUB LEPIEJ WEŹ W TRZY PALCE SZCZYPTĘ POPIOŁU I SPRÓBUJ COŚ NAKREŚLIĆ – ZAPEWNIAM, ŻE SIĘ UDA.

Większość Twoich uwag rzeczywiście trafne. Co do dialogów jestem zdezorientowany, bo każesz mi pisać inaczej, niż widzę w literaturze.

 

 

Zajrzyj do poradnika Makaron3d. Ja też zwracałem na to właśnie uwagę, pisząc o odgłosach gębowych. Jeśli w dialogu są didaskalia typu – ​powiedział, rzekł, odparł itp., to nie ma kropki i z małej. Ale u Ciebie np. tutaj:

– Przeto idę – wstała z klepiska, strzepnęła kurz z i tak brudnej kiecy.

​To wstała z dużej i po kropce.

Po przeczytaniu spalić monitor.

TUTAJ ENTER WY­KO­NAŁ EDY­TOR STRO­NY, LUB NIE WIEM O CZYM PRA­WISZ.

Domyślam się, że to sprawka edytora, ale nic nie stoi na przeszkodzie, abyś to poprawił.

 

CZY W KON­STRUK­CJI DIA­LO­GÓW ZA­SZŁY JA­KIEŚ ZMIA­NY W OSTAT­NICH LA­TACH? W KSIĄŻ­KACH, KTÓRE PRZE­GLĄ­DAM W TEJ CHWI­LI, NIE MA WIEL­KICH LITER W DI­DA­SKA­LIACH, SĄ WY­ŁĄCZ­NIE MAŁE.

Podejrzewam, że chyba nie sprawdziłeś jak zapisane są wszystkie dialogi we wszystkich książkach. ;)

Podrzucam jeszcze dwa linki o zapisie dialogów. Mam nadzieję, że to pozwoli Ci zmienić dotychczasowe przekonanie. http://www.forum.artefakty.pl/page/zapis-dialogow

http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/zapis-partii-dialogowych;13842.html

 

Lecz dal­szą roz­mo­wę prze­rwał pan Wo­ło­dy­jow­ski, który uka­zaw­szy na dość znacz­ne wznie­sie­nie od­le­głe na kilka STAI rzekł: – MAM PRZE­STAĆ UFAĆ SIEN­KIE­WI­CZO­WI?

No cóż, mogę tylko zasugerować, abyś miał na uwadze, ile lat temu Henryk Sienkiewicz napisał Pana Wołodyjowskiego i jak staję widzi dziś Wielki słownik ortograficzny PWN: staje; staj.

 

WŁÓŻ PALEC, LUB LE­PIEJ WEŹ W TRZY PALCE SZCZYP­TĘ PO­PIO­ŁU I SPRÓ­BUJ COŚ NA­KRE­ŚLIĆ – ZA­PEW­NIAM, ŻE SIĘ UDA.

Wierzę. ;)

 

Na koniec pozwolę sobie zauważyć, że jestem kobietą. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Przepraszam Cię regulatorzy za to faux pas z płcią. Dobrze, że przynajmniej liczby pojedynczej używałem. :) 

Pójdę z Tobą na kompromis i więcej nie użyję “stai”, ale jako, że opowiadanie dotyczy zamierzchłych czasów, tym razem zostawię tak jak jest.

 

mr.maras – przejrzę linki, ale instrukcje z naszego forum są niepełne. Znalazłem inne, w których jest więcej wariantów. Nie chciałbym się ograniczać do niepełnej wykładni.

Przewertowałem dwie książki uznanego polskiego autora. Zwracałem uwagę na szczegóły w dialogach. Zgodnie z jego praktykami, większość moich dialogów jest ok. Trzecia książka, inny autor i to samo. Mogę wklejać dziesiątki przykładów nie dotyczących “odgłosów paszczą”.

 

 

Makaronie3d, ależ to jest twoje opowiadanie i wyłącznie od Ciebie zależy, jakimi słowami będzie napisane. Jeśli uważasz, że w stylistyce Zwyrodnialców sprawdza się stai, zostaw je.

 

Nie masz za co przepraszać, nic się nie stało. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Co do dialogów, taki przykład:

 

Andrzej Ziemiański – "Pomnik Cesarzowej Ahai" tom III, s. 372 (Fabryka Słów, wydanie I, Lublin 2014)

 

– Szukam Shen – odparł kurier. – Mam dla niej pilną wiadomość.

– Shen. – Nanti uśmiechnęła się kpiąco. – I w związku z tym chciałbyś (…)?

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Opowieści, w których nieporadne ofiary okazują się nemezis dla różnej maści bydlaków zawsze w cenie. Dlatego plus za pomysł i za konstrukcję

Z wykonaniem gorzej. Archaizacja faktycznie nienaturalna. “Przeto idę” skojarzyło mi się z “zali wżdy?” ;)

Blondwłosa dziewczyna drżała ze strachu, co zdawało się dodatkowo zachęcać cuchnącego lubieżnika – po posiłku się zabawimy – jak pomyślał, tak powiedział i złapał ją za krocze, aż ta jęknęła.

tej konstrukcji z myślnikami nie rozumiem

 

"Nachodźca" gwałtownie odsunął młódkę i wstał.

podobnie jak użycia cudzysłowu w tym miejscu.

 

Jeżeli nie masz zaufania do tutejszych poradników dotyczących zapisu dialogów proponuje, abyś zajrzał na stronę sjp pwn i wpisał w przeglądarkę “zapis partii dialogowych”. Możesz też skorzystać z książek poświęconych edycji tekstów np. poradnika Adama Wolańskiego.

cobold, słowo “nachodźca” nie funkcjonuje w sjp, stąd cudzysłów.

 

Lubię archaizmy, nie mam problemu z ich czytaniem. Nie męczą mnie, więc chętnie ich użyłem w tym tekście – dla mnie wyglądają naturalnie.

 

Będę wdzięczny, jeśli napiszesz coś więcej o “gorszym wykonaniu”.

Choć napisane okej, to stylem nie porywa.

Całkiem mi się podobało. Wszystko jest zrozumiałe, co zaszło, bez wykładania kawy na ławę :-) Twist też przyjemny, acz całość nie jakoś szczególnie oryginalna, ale nie trzeba być oryginalnym, by było dobrze.

Pozdrawiam!

 

edit: To, że słowo nie funkcjonuje w sjp nie kwalifikuje go do użycia cudzysłowu. Może kursywę by dać, ale neologizmów nie trzeba wydzielać od reszty tekstu, tym bardziej, że słowo jest zrozumiałe.

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Dzieki Mytrix.

Jesli chodzi o Twe przyklady dialogów…

W drugim we wtrąceniu jest imię i przez to niewiele z tego mogę wywnioskować.

Również pozdrawiam.

 

Rozumiem, że ten “nachodźca” jest Twoim neologizmem, który ma udawać archaizm. Nie rozumiem natomiast użycia w narracji słowa, które ma budować klimat i równoczesnego dystansowania się od tego zabiegu, poprzez ujęcie słowa w cudzysłów.

 

Lubię archaizmy, nie mam problemu z ich czytaniem.

Ja też. Pod warunkiem, że są użyte zgodnie ze swoim znaczeniem. “Przeto” to spójnik wyrażający związek przyczynowo-skutkowy. W tym fragmencie tego związku nie widzę.

 

 

Racja z “przeto”. Użyłem go zamiast “przecie”, jak widać błędnie. 

Nachodźca nie ma nic udawać. Skoro takie słowo nie istnieje, powinno być w cudzysłowie. Mam wrażenie, że budujesz teraz historię do tego słowa, by wyszło na Twoje.

Prosiłem o więcej uwag na temat “gorszego wykonania”.

Nie staram się budować żadnej historii, zastanawiałem się tylko, jaki może być cel użycia słowa, które nie istnieje. Nikomu z komentujących nie zależy tutaj żeby “wyszło na jego”. Po prostu staramy się pomóc, jak potrafimy.

Uwagi na temat “gorszego wykonania” zawarłem w swoim pierwszym komentarzu. Uwzględniając zapis dialogów, na który zwrócili Ci już uwagę wcześniej komentujący, jest tych uwag cztery. Więcej nie mam.

Wtrącę się jeszcze odnośnie tego cudzysłowu, o którym jakimś cudem wcześniej zapomniałem w ogóle wspomnieć. Jakiekolwiek wtrącenia tego typu i zwroty w cudzysłowie w narracji po prostu nie mają dla mnie racji bytu. Wyglądają strasznie nieprofesjonalnie, stwarzają wrażenie jakby sam autor nie traktował ich w pełni poważnie i się ich trochę wstydził. Strasznie to razi, unikaj tego jak tylko możesz. Albo zastąp słowo innym, albo śmiało używaj swojego neologizmu i niczym go nie otaczaj. O ile jeszcze w niektórych dialogach w odpowiednim kontekście cudzysłów może mieć zastosowanie, o tyle w narracji po prostu nie ma dla niego miejsca.

Szorciak udany, choć niezbyt oryginalny. W każdym razie podobało mi się.

Podobnie jak Cobold, nie rozumiem tej konstrukcji z myślnikami:

Blondwłosa dziewczyna drżała ze strachu, co zdawało się dodatkowo zachęcać cuchnącego lubieżnika – po posiłku się zabawimy – powiedział i złapał ją za krocze, aż ta jęknęła.

 po posiłku się zabawimy - wrzuciłabym w osobnej kwestii dialogowej.

Zapis dialogów do poprawy.

 

 

 

ok, dzięki cobold. Szczególnie dziękuję za info na temat materiałów dotyczących dialogów.

Arnubis – zmieniłem nim przeczytałem Twój wpis. 

Dziękuję AQQ.

 

– Śpiesz do strumienia. – Kobiecinie przerwał suchy kaszel, po którym dodała: – Miast się gapić, jak ten ducha oddaje.

– Przecie idę! – Wstała z klepiska, strzepnęła kurz z i tak brudnej kiecy.

 

W drugiej kwestii dialogowej zgubił się podmiot. 

Zapis dialogów do remontu.

 

Mnie stylizacja nieco znużyła, ale ja w ogóle nie jestem fanką stylizacji, więc może to dlatego. Musi być naprawdę dobrze zrobiona, żeby mnie nie raziła. Twoja nie jest najgorsza, ale też nie znowu taka rewelacyjna.

– Spokojnie, dziewko – wybrzmiał niski, męski głos.

Dlaczego “wybrzmiał”, a nie po prostu “zabrzmiał”?

 

Historia niespecjalnie oryginalna i dlatego zgadzam się z Finklą co do braku charakterystyczności opisów i skrótowości. Być może dałoby się tę historię obronić właśnie za pomocą opisów, stworzonej atmosfery, ciekawych bohaterów. A tak mamy spisany szybko szorcik, niemal szkic. Ani specjalnie dobry, ani specjalnie zły. Taki sobie. Jak na początki jak najbardziej może być.

 

ocha, dialogi miałem takie jak w literaturze widzę, po waszych sugestiach, zrobiłem z nich sieczkę. 

Widocznie coś się zmieniło przez ostatnie 30 lat – czytam wyłącznie klasykę.

 

W kwestii dialogowej podmiot się nie zgubił, nie chciałem go tam.

 

Czemu głos wybrzmiał? Spieszę z wyjaśnieniem – dziewczę przy potoku, było mocno zaskoczone i wystraszone. Głos wybrzmiał w jej głowie, że aż poszło echo. Miało to podkreślić wrażenie, jakie na niej ten głos wywarł. Myślę, że teraz powinno być dla Ciebie jasne.

 

Tak jest, szorcik.

Dzięki za komentarz i słowa otuchy. 

 

Nie trzeba robić sieczki. Wystarczy te gębowe lub odnoszące się do wypowiadania kwestii z małej, a pozostałe po kropce (lub innym znaku) z dużej.

Podmiot nie może się gubić. Tu nie chodzi o nie umieszczenie podmiotu w kwestii dialogowej (może być domyślny) ale o to, że czytelnik traci orientację, a kolejne zdanie odnosi się do niewłaściwego podmiotu z punktu widzenia logiki tekstu.

To, że autor sobie wyobraził, że coś wybrzmiało w głowie bohaterki nie znaczy, że tak samo sobie to wyobraża podczas lektury czytelnik. Głos wybrzmiał rzeczywiście brzmi dziwnie. Dla mnie to też nie jest nadal jasne ;)

 

Po przeczytaniu spalić monitor.

“dał mu się w kość” → powinno być “dał mu w kość”, albo “dał mu się we znaki”

 

Ogólnie tekst przyjemny. Faktycznie jeśli to dopiero drugi, który napisałeś w życiu, to zazdroszczę, bo masz ogromny potencjał. Mnie się podobała fabuła, tylko chyba nie do końca zrozumiałam zakończenie… Starucha przejęła ciało mężczyzny, czy po prostu wyssała z niego młodość i tym samym odmłodziła siebie? Też mi się podoba, to, o czym wspomniał Cobold, że prześladowane stały się prześladowcami. Dobrze Ci to wyszło. Mnie stylizacja nie drażniła i uważam, że wyszła Ci całkiem naturalnie. Ogólnie fajny debiut, jestem ciekawa kolejnych Twoich tekstów. 

Choć tło oraz opowiastka nie wybija się ponad standard, to jednak sama opowiastka niezgorsza. Postacie dwóch wiedźm wyszły ciekawe, a wydarzenia opisujesz w sposób wciągający. 

Co do stylizacji, to wyszła mi obojętnie, choć były momenty, gdy czułem, że postacie próbują brzmieć jak z przeszłości, a nie nimi są.

Ogólnie za całokształt dam klika, bo szort mimo wszystko wciągnął i napisany jest dosyć sprawnie.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

W miarę przyzwoicie, samo zakończenie wydało mi się trochę niejasne.

 

“W nocy rozbiliśmy zgraję bandytów…” – nie podoba mi się to sformułowanie, moim zdaniem jest na pograniczu błędu. Zwykle pisze się – rozbić jakiś oddział wojska, ewentualnie bandę, ale zgraję? Żeby rozbić coś, to coś musi być zorganizowane, a trudno za coś takiego uznać zgraję. Gdybyś to określił jako bandę, grupę czy szajkę, to już co innego.

Agroeling zważ, że to wypowiedź jednej z postaci:

 

“W nocy rozbiliśmy zgraję bandytów…”

A postacie nie muszą wypowiadać się w sposób poprawny :-)

 

Zakończenie zawiera niedopowiedzenie (nietrudo domyślić się co zaszło), czemu więc niejasne ;>?

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

No niby tak, ale jest przyjęte, że w literaturze postacie rozmawiają z poszanowaniem reguł gramatyki [chyba że specjalnie kaleczą język].

No właśnie, niedopowiedzenie, ale może ja jestem mało pojętny.

rosebelle, NoWhereMan, Agroeling – serdecznie dziękuję za wszystkie uwagi.

 

Mytrix ma rację w temacie zakończenia. Nie wiem, czy powinienem zdradzać w tym miejscu, co zaszło w fabule. rosebelle przeczytaj jeszcze raz końcowy akapit i będziesz wiedziała, którą z własnych wersji wybrać :)

 

 

Agroeling, nie czułem do końca Twojej sugestii ze “zgrają”, ale zmieniłem to. Wybierz jakieś fantazyjne zakończenie, które Ci się podoba :)

¡Spojler!

 

Agroelingu, zakładam, że obie kobiety to wiedźmy. Jedna "wyssała" młodość pierwszego ze zbójców, a druga tego, co wparował do ich chaty później.

 

Ot cała tajemnica :-)

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Spojler – dla Mytrixa

Pierwszy był ranny i bezużyteczny w takim stanie (brakowało mu sił witalnych). Kobiety próbowały go podleczyć i postawić na nogi, ale się nie udało.

 

Twoja interpretacja też jest ok, ale mięśniak nie poznałby Sambora, gdyby ten się postarzał. 

Podoba mi się wersja Mytrixa. No bo, po co trzymać bezużytecznego chłopa w domu?

Upss…

Podoba mi się wersja Cobolda. :)

cobold, spojler nie był dla Ciebie i nie zauważyłeś, ze to właśnie w wersji Mytrixa trzymają w łożu bezużytecznego mężczyznę.

Ale ok. Po co się prosiaki chowa w gospodarstwie? 

Bezpośrednio przed tym gdy wpadł osiłek, one zrozumiały, że Sambor umiera i byłyby go usunęły z izby, ale musiały poczekać. Później go wywaliły, więc …

Gdyby facet był już zużyty, byłby stary i zdychał pod chatą :)

Moja wersja jest po prostu logiczna, ale możesz wybrać, którą wolisz.

Podnosząc się, spojrzała przed siebie – na drugim brzegu stało kilku zbrojnych na wierzchowcach. – niby w sumie nie błąd jako taki i niby wiadomo, o co chodzi, ale brzmi śmiesznie – od razu przed oczami miałam widok wojowników stojących na grzbietach koni. Można by to zgrabniej ująć. 

 

W nocy rozbiliśmy obóz bandytów kilka stai stąd. – nie pasuje mi tu takie sformułowanie; z tego co pamiętam, to rozbić obóz pochodzi od dawnego znaczenia czasownika rozbić: rozłożyć, rozpiąć, rozpostrzec, co oznacza rozstawienie obozu, a nie jego zlikwidowanie. Dlatego wydaje mi się, że lepiej by brzmiało coś w stylu zlikwidowaliśmy obóz albo rozbiliśmy bandę

 

Starannie zszyły lnianą nicią ranę mężczyzny i pokryły ją grubą warstwą maści, której głównymi składnikami były: psi łój, miód i kit pszczeli oraz krwawnik. Jego oddech ucichł, chwilami zdawało się, że ustał. – Niby można się domyślić, o co chodzi, ale niejako automatycznie jego odnosi się do ostatniego rzeczownika rodzaju męskiego przed nim – i wychodzi, że ucichł oddech krwawnika. Osobną kwestią jest konieczność wymieniania składników maści. Do czego ta informacja jest potrzebna? Moim zdaniem do niczego, zwłaszcza w tak wylistowanej formie. 

 

Przerażone, uciekły w kąt chałupy. – aż się prosi o dodanie podmiotu: kobiety, niewiasty itp. 

 

Miałabym pewnie jeszcze kilka uwag, ale nie chcę powtarzać po poprzednikach. Jedną tylko jeszcze rzecz powiem, o którą pytałeś kilkukrotnie – tak, zasady pisowni, jak i język, zmieniają się z czasem, ewoluują, jeśli wolisz takie określenie.

 

Co do samej historyjki, to nie będę oryginalna w opinii, że to nic nowego, ani z nowej strony pokazanego. Na szorciaka w sam raz. I jako wprawka też według mnie ok. Stylizacji czepiać się nie będę, bo mnie ona akurat pasuje i nawet lubię czasem tak pisane teksty poczytać. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

śniąca spróbuje coś popoprawiać zgodnie z Twoimi uwagami. 

 

W nocy rozbiliśmy obóz bandytów kilka stai stąd. → W nocy robiliśmy zgraję bandytów… – tak było oryginalnie, ale komuś się nie podobało i zmieniłem.

Też już mi się nie chce tłumaczyć, że nie siliłem się na nic oryginalnego :) 

Chciałem napisać, krótką klimatyczną historyjkę. Fabuła powstała w czasie pisania, nie miałem w ogóle pomysłu, gdy zaczynałem.

Dziękuję za konstruktywną krytykę.

W nocy rozbiliśmy obóz bandytów kilka stai stąd. → W nocy robiliśmy zgraję bandytów… – tak było oryginalnie, ale komuś się nie podobało i zmieniłem.

Wiem, że trzeba tu chwilę pomyśleć i coś przebudować, bo i rozbicie bandy bandytów nie brzmi dobrze, ale jestem pewna, że da się to zapisać jakoś inaczej. 

 

Wracając do oryginalności – ode mnie to nie zarzut, a po prostu stwierdzenie faktu. Wspominasz w przedmowie, że to Twój drugi tekst. I dla mnie to jest ok – większość (ja z pewnością) zaczynała od wtórnych pomysłów, żeby tylko się wprawiać w pisaniu. Wprawa, także ta w znajdowaniu oryginalnych elementów i pomysłów, przychodzi z czasem. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

śniąca, słowa, że nie chce mi się już tłumaczyć, nie były wyrzutem do Ciebie.

Po prostu nie komentowałem tego wcześniej, jest to tak oczywiste dla mnie. 

Gdy wrzucałaś ostatni wpis, zdania brzmiały tak:

 

“W nocy rozbiliśmy bandycką hordę kilka stai stąd.”

 

“Podnosząc się, spojrzała przed siebie – na drugim brzegu stała gromada zbrojnych wierzchem.”

Mogę to zapisać na 100 sposobów, ale skoro miałaś uwagi, proszę o Twoje zdanie.

O, nie zauważyłam zmian w tekście. Moim zdaniem teraz jest bardzo dobrze, zwłaszcza to o rozbiciu hordy. 

Nie mam więcej uwag :) 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Cześć!

Udany początek literackiej kariery ;)

Rzeczywiście, opowiadanie wykorzystuje znane motywy i schematy, ale robi to umiejętnie. Jeśli to naprawdę Twój drugi tekst, to nie ma sensu się specjalnie przyczepiać. Napisane jest porządnie (choć archaizacja czasem zawodzi), a historia trzyma do końca. Tak trzymać.

Pozdrawiam.

Jai guru de va!

A mnie się szczerze podobało. Czuć atmosferę, choć jest jej niewiele, fakt że pozornie dobre i miłościwe kobiety udzielają pomocy bandycie, nagła zamiana misek i obrazowy koniec. Jak na takt krótki tekst to z powodzeniem przekazałeś to, co chciałeś przekazać, nie nużąc ani nie męcząc czytelnika. Pozdrawiam!

Moim zdaniem teraz jest bardzo dobrze, zwłaszcza to o rozbiciu hordy. 

Moim zdaniem teraz, po poprawkach, jest tragicznie, a pierwotne wersja była dużo lepsza :) Różnica między zgrają bandytów a hordą jest kolosalna. Zgraja to maksymalnie kilkudziesięciu obwiesi łupiących podróżnych i terroryzujących okoliczne wioski. Z kolei horda od razu narzuca nam ogromną masę zbrojnych, idących przez kraj, palących wszystko i zostawiających po sobie zgliszcza. A to już kolosalnie zmienia sytuację polityczną w świecie przedstawionym :D

Nie bardzo też rozumiem czym waszym zdaniem różni się zwrot “rozbić bandycką hordę” od “rozbić zgraję bandytów”, że ten pierwszy jest bardzo dobry, a drugi nie do przyjęcia. No ale jak widać, wszystkim nigdy nie da się dogodzić. Dlatego też wydaje mi się że nie ma sensu nic zmieniać i dłubać dalej przy tym jednym zdaniu, zwłaszcza że tekst jest typowo wprawkowym szortem.

Rokitnik i Żongler, dziękuję wam za miłe słowa.

Arnubisie – podzielam Twe wątpliwości, ale nie jest tak tragicznie ;)

Wyobraź sobie, że pan chorąży chciał zrobić wrażenie na dziewce i troszkę wyolbrzymił swe dokonania ;)

 

Nowa Fantastyka