- Opowiadanie: Shiroku - Chwała dni minionych

Chwała dni minionych

Oceny

Chwała dni minionych

Delikatne, białe światło rozjaśniło komnatę, a blask księżyca rozlał się po niewielkim, kamiennym pomieszczeniu ujawniając jego wystrój. Na posadzce leżało rozciągnięte, grube, brunatne futro, przypominające nieco niedźwiedzia. Tuż pod ścianą stało kilka drewnianych regałów z książkami, których grzbiety były iluminowane wspaniałymi złotymi i srebrnymi nićmi, a za wypisane na nich tytuły, wielu uczonych mogłoby zabić. Tuż pod dużym oknem przez którego szybę wpadała świetlna łuna, znajdowało się wyłożone aksamitnymi poduszkami i jedwabną pościelą koloru purpury, łóżko, na którym dało się dostrzec leżącą postać. Jej blada skóra była doskonale gładka i bez skazy, a czarne jak noc włosy tak długie, że niemal spadały za posłanie. Sprawiałaby wrażenie martwej gdyby nie oddychająca, powoli unosząca się klatka piersiowa. Otworzyła swoje przenikliwe, ciemne oczy. Wciąż w bezruchu, zamrugała kilka razy, a po jej policzku spłynęła łza, szybko wchłonięta przez miękką poduszkę. Leżała tak przez kilka minut z ponurym wyrazem na tak pięknej twarzy, dręczona przejmującym smutkiem, który przecież w takim miejscu wydawał się bardzo odległy. Przesunęła dłoń wzdłuż uda w górę, zatrzymując się w okolicy żeber. Syknęła, pomimo zewnętrznej nieskazitelności, ból był mocny i przenikliwy, do tego głębsze oddechy nie wchodziły w grę. Kobieta zaczęła ostrożnym ruchem podnosić się z przyciągającego łoża. Nie było to proste, zmęczenie i rana nie pozwalały jej na gwałtowne i szybkie ruchy, nie to co kiedyś, jedno jest pewne, już nigdy nie odzyska dawnej formy. Kiedy w końcu udało się jej wyprostować podeszła do ustawionego w kącie podłużnego lustra. Księżyc w pełni wyraźnie oświetlił jej nagie ciało. Dla wielu, idealne w każdym calu. Długie, prawie do kolan czarne włosy mocno kontrastowały z jej wręcz białą w tym świetle cerą. Kształtna figura, delikatne rysy twarzy, piękne spojrzenie oraz ta bijąca od niej aura kobiecości tworzyły bardzo niepowtarzalny wizerunek. Spoglądając w swoje odbicie jej miękkie, tworzące cienką linie usta wykrzywił wyraz obrzydzenia, odwróciła wzrok i jeszcze raz, tym razem z mniejszą siłą dotknęła ukrytej pod skórą rany. Bolało, jednak będąc przygotowaną, nie zważała na to masując swoje dotkliwie okaleczone wnętrze. Po chwili skierowała się w stronę umieszczonego obok łóżka kufra i wyciągnęła z nich ubrania. Wśród nich warta uwagi była długa, ciągnąca się do ziemi, czarna jak włosy właścicielki suknia. Zdobiona purpurowymi i srebrnymi elementami, haftowana w okolicach krótkich rękawów, sprawiała wrażenie bardzo dostojnej. To właśnie ją miała na sobie tego pamiętnego dnia, od którego się wszystko zaczęło, kiedy krwawy świt zwiastował, górę usypaną z trupów na której szczycie stał odkupiciel i wybawca, bohater znad rzeki Daine, Edwin Vermont.

 

Gdy tylko zeszła po murowanych schodach i przekroczyła próg, jej oczom ukazała się wielka sala balowa. Mimo późnej pory, wspaniale oświetlona przez zawieszone pod stropem, pokaźnych rozmiarów żyrandole. Wyłożone granitem ściany, magicznie błyszczały odbijanym światłem, a wypolerowana, jasna posadzka, niczym nieskazitelne zwierciadło, sprawiała wrażenie, że pomieszczenie jest jeszcze większe. Wewnątrz, wzdłuż długich, uginających się pod jadłem stołów, zasiadali bogato i bajecznie ubrani ludzie. Kobiety w długich, falujących sukniach we wszystkich możliwych kolorach, których głowy, często były zdobione przez kwiaty lub kapelusze. Mężczyźni natomiast, odziani we fraki lub pikowane kurty czasem z dodanym dostojnym płaszczem lub peleryną, prosili właśnie partnerki do tańca. Na scenie, mieszczącej się w narożniku sali, pojawiło się kilka osób z instrumentami takimi jak harfy, flety czy bębny. Gdy tylko rozbrzmiała muzyka, goście, jak prowadzeni, podążali za nią w rytm tanecznych kroków.

Ból w ukrytej pod skórą ranie znów o niej przypomniał. Czarna, koronkowa suknia, rzucała się w oczy wśród panującego tu przepychu barw, niczym czarna róża pośród kwiatów. Była jak kropla atramentu na pergaminie, przechodząc coraz bliżej, centrum pomieszczenia. Sprawnie minęła tańczące pary i kierowała się w stronę największego ze stołów.

Siedział przy nim młody mężczyzna, a jego rozbawione, niebieskie oczy osadzone na zmęczonej, pokrytej słabym zarostem twarzy, zdradzały poczucie, spokoju i bezpieczeństwa. Na jego ramionach spoczywało białe, ozdobne futro, a na głowie, odbijająca blask korona.

-Aila! Moja droga, dobrze Cię widzieć! – zawołał władca – Widzę, że szybko wracasz do zdrowia, to wspaniale!

-Panie – ukłoniła się delikatnie.

Ten człowiek to Tangrid Nodunhar. Objął władzę w królestwie po śmierci ojca w bitwie nad rzeką Daine i jak na razie wszyscy są mu wdzięczni za miesiąc zabaw i bankietów po wygranej wojnie.

-Nie ma potrzeby być tak oficjalnym – mówił Tangrid – Po za tym to Tobie powinniśmy się kłaniać – mówiąc to wstał, a gdy muzyka przestała grać, zawołał – Oto nasza bohaterka, to jej zawdzięczamy wszystko to co dzisiaj mamy! To dzięki jej odwadze i poświęceniu możemy stać w tej sali i cieszyć się zwycięstwem!- Tłum szlachty wydał z siebie okrzyk aprobaty i uznania, a król, teatralnym gestem skłonił się w stronę Ailii.

-Dziękuję, Panie – odparła niewzruszona – jednak przyszłam tu w konkretnej sprawie, chcę Cię o coś prosić

-Co tylko zapragniesz, moja droga – rzekł unosząc złoty kielich

-Proszę o pozwolenie na opuszczenie zamku, chcę wyruszyć na północ w poszukiwaniu skazy.

Po tych słowach Król oraz Ci którzy to usłyszeli, zamilkli. Władca musiał stracić właśnie dobry humor, a na jego twarz wstąpił niepokój.

-Nie mogę na to pozwolić.

-Ale…

-Żadnych sprzeciwów! – krzyknął rozeźlony – Nie możemy pozwolić by nasze poświęcenie poszło na darmo! To zbyt ryzykowne, powinnaś wiedzieć lepiej niż inni, że nawet najmniejsze zakłócenie skazy może skutkować katastrofą. – wskazał na zebranych w sali ludzi – spójrz na nich, wystarczająco już wycierpieli, nie mogę narażać moich poddanych na takie niebezpieczeństwo.

-Tak, Panie – przyznała z rezygnacją – nic nie można zrobić – wykonała lekki ukłon i skierowała się do wyjścia, gdy tylko Tangrid opadł na krzesło i stracił nią zainteresowanie.

Koniec

Komentarze

Już miałem pisać, że kompletnie nie zrozumiałem opowiadania, ale potem zerknąłem na tagi. No tak, fragment… To tylko parę słów w kwestiach technicznych. W niektórych miejscach źle zapisujesz dialogi, nad przecinkami też trzeba trochę popracować, a ten ogromny blok tekstu wypadałoby rozbić na kilka akapitów.

O fabule trudno coś napisać, bo po przeczytaniu pojawia się wiele pytań, a odpowiedzi żadnych. Także czekam na całość ;)

 

Po chwili skierowała się w stronę umieszczonego obok łóżka kufra i wyciągnęła z nich ubrania.

Z niego.

Shiroku, przedstawiłeś zaledwie dwie niewiele mówiące scenki, powiązane ze sobą postacią dziewczyny, więc trudno cokolwiek powiedzieć o Twoim przyszłym dziele.

Ponieważ zaprezentowany fragment jest napisany w sposób pozostawiający, delikatnie mówiąc, wiele do życzenia, sugerowałabym, abyś, nim podejmiesz dalsze prace nad Chwałą dni minionych, przypomniał sobie zasady rządzące językiem polskim. Dużo czytaj.

 

z książ­ka­mi, któ­rych grzbie­ty były ilu­mi­no­wa­ne wspa­nia­ły­mi zło­ty­mi i srebr­ny­mi nićmi… – Nawet najwspanialsze nici, tak złote jak i srebrne, nie służą do iluminacji.

Za SJP PWN: iluminować,  iluminacja  4. zob. winieta. 5. zob. miniatura w zn. 3

 

Otwo­rzy­ła swoje prze­ni­kli­we, ciem­ne oczy. –> Zbędny zaimek. Czy mogła otworzyć cudze oczy?

 

Le­ża­ła tak przez kilka minut z po­nu­rym wy­ra­zem na tak pięk­nej twa­rzy, drę­czo­na przej­mu­ją­cym smut­kiem, który prze­cież w takim miej­scu wy­da­wał się bar­dzo od­le­gły. –> Czy to celowe powtórzenia?

 

Ko­bie­ta za­czę­ła ostroż­nym ru­chem pod­no­sić się z przy­cią­ga­ją­ce­go łoża. –> Czy łoże miało jakiś rodzaj magnesu?

 

Spo­glą­da­jąc w swoje od­bi­cie jej mięk­kie, two­rzą­ce cien­ką linie usta wy­krzy­wił wyraz obrzy­dze­nia… –> Czy dobrze rozumiem, że gdy usta patrzyły w swoje odbicie, coś je nagle zbrzydziło?

 

Po chwi­li skie­ro­wa­ła się w stro­nę umiesz­czo­ne­go obok łóżka kufra i wy­cią­gnę­ła z nich ubra­nia. –> Miała ubrania w łóżku i w kufrze?

 

Zdo­bio­na pur­pu­ro­wy­mi i srebr­ny­mi ele­men­ta­mi, ha­fto­wa­na w oko­li­cach krót­kich rę­ka­wów, spra­wia­ła wra­że­nie bar­dzo do­stoj­nej. –> Kobieta może się dostojnie prezentować w jakiejś sukni, ale nie wydaje mi się, aby to suknia mogła być dostojna.

 

Ko­bie­ty w dłu­gich, fa­lu­ją­cych suk­niach… –> Co to znaczy, że suknie były falujące?

 

Męż­czyź­ni na­to­miast, odzia­ni we fraki lub pi­ko­wa­ne kurty cza­sem z do­da­nym do­stoj­nym płasz­czem lub pe­le­ry­ną… –> Płaszcze i peleryny także nie bywają dostojne.

 

-Aila! Moja droga, do­brze Cię wi­dzieć! – za­wo­łał wład­ca – Widzę, że szyb­ko wra­casz do zdro­wia, to wspa­nia­le! –> Brak spacji po dywizie, zamiast którego powinna być półpauza. Zaimki piszemy wielką literą, kiedy zwracamy się do kogoś listownie; ten błąd występuje w tekście wielokrotnie. Brak kropki po didaskaliach. Powtórzenie.

Źle zapisujesz dialogi, pewnie przyda się poradnik: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

Zapis powinien wyglądać tak: Aila! Moja droga, do­brze cię wi­dzieć! – za­wo­łał wład­ca. – Szyb­ko wra­casz do zdro­wia, to wspa­nia­le!

 

Po za tym to Tobie po­win­ni­śmy się kła­niać… –> – Poza tym to tobie po­win­ni­śmy się kła­niać

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka