- Opowiadanie: Bailout - Wojna Światuff

Wojna Światuff

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Wojna Światuff

Szpiker: Przez 8 ostatnich lat, Polcy i Polaki Amerycy i Amerynki, ale ja nie o tym. Pagoda w normie, troche deszczu, troche dżdżu. Temperatura minimalna nie przekroczy temperatury maksymalnej. A tera zagra orkiestra ładno nute.

 

(MUZYKA)

 

Szpiker 3: Siema. Teraz prosze suchać ładnej muzyki, miód na wasze oczy.

 

(MUZA)

 

Szpiker 2: Przerywamy muzyke taneczno, aby zaserwować specjalny serwis. Psor Farrell z Obserwatoria na Górze zgłasza piźnięcia wybuchów gazu na Marsie. Widmoskop indykuje, że wodór i popyla ku Ziemi jak zły. Profesor Piernikson z Obserwatoria na Dole potwierdza i deskrybuje jako (cytat) sieknięcie niebiańskiego flejmu z szotgana (niecytat). Powrócić nam teraz do muzyki Ramona, suchajcie z przyjemnościo.

 

(MUZA PIZGA PRZEZ PARE CHWIL, AŻ SIE W OSTATECZNOŚCI SKOŃCZY… BRAWA)

 

Szpiker 3: A teraz kawałek, że hoho, “Gwizdny Pył”, dawaj, Ramon…

 

(MUZA)

 

Szpiker 2: Przenosimy sie do Obserwum na Dole, dzie Carl Phillips wy pyta profesora Pierniksona, sławnego astrologa. Jadziem.

 

(TEGES)

 

Phillips: Dobry wieczór. To ja, Carl Phillps. Stoję w dużym, ciemnym, że szok i w suficie dziura. Co ja widzę nią? So tam gwizdy, a ja miewam tu duży, wypaśny telespock. Tykanie, co słyszycie, to tykanie. Nade mno staje psor Piernikson, na małej, popatruje przez dużo soczewicę. Apeluję o cierpliwość, wdzięczne dziewczęta i niewdzięcznicy, bo jak psor obserwywa, to czasem dzwonio, to jakby co, to tam chwile pogada i luz, tak że spoko. Psorze, ale czy ja mogie?

 

Piernikson: A nie wiem, Phillipsie, dawno nie gadałem z twojo żono.

 

Phillips: Profesorze kochany, czy możesz poedzieć naszym radiosuchaczom co w dokładności zwidujesz poprzez suj telespock, jak wypinasz go na Marsa?

 

Piernikson: Nic, co marskie, nie jest mi obce, Phillipsie. Widze czerwony dysk jak śmiga. Na nim so transwestyczne paski. Dobrze to tera wyglonda, bo Mors jes blisko koło Ziemi… w opozycji totalnej.

 

Phillips: Ale, panie dziejaszku, co w twojej IMHO te transwestyczne opaski oznaczajo?

 

Piernikson: Na pewno niek analizacje, to na bang, choć tak soe lubio wyobrażać proste ludzie. Z scjentologicznego punku widzenia, to so poprostu takie tam pierdafony, co sie robio w atmosferze, bo tak to już jes.

 

Phillips: Czyli, znaczy że nie żyjo tam żywe, myślące kumate takie te, nie egzystujo?

 

Piernikson: Panie Phillipsie mój. Otóż mogie dać na to gwarancje i dorzuce świeżaka.

 

Phillips: Bajdełej, psorze, bo ludzie nie wiedzo, jak daleko Maras jes od Ziemi, szału nie ma, co?

 

Piernikson: Aproksymatywnie jakieś około jak od tej sosny w pizdu i hoho. Tak w przybliżeniu.

 

Phillips: Wygląda, że luz, w chu daleko.

 

(Z GRUCHY PIETRUCHY) Thx, ziom.

 

(PAUZA)

 

Phillips: Psor Piernikson przytulił wiadomość. Jak czyta, to przypomnę, że zapodaję z Obserwatoria na Dole, dzie zapytowujemy światowej sławy astrologa… Momento. Psor Piernikson okazał mi nius, co czytał… Ale czy ja mogie, psorze? Bo suchacze.

 

Piernikson: Dzwoniłem do twojej żony, Phillipsie i z radością odpowiadam – wielokrotnie i o każdej porze.

 

Phillips: Zatem pozwole sobie. Przeczytam telegraf otrzymany przez psora Pierniksona od dr Graya z Niu Rojku. “9:15 Sejmograf zarejterował szok jak trzęsienie ziemi, cobył w pobliskości Princeton. Proszę obczaić. Podpisano, Lloyd Garmadon, Dział Astrologiczny”… Psorze Pierniksonie, czy ta zaistniałość w ogóle, kurna, może coś być z tym co tam bucha na Morsie, ja sie pytam?

 

Piernikson: Hardkorowo, Phillipsie. Obstawiam wypaśny meteoryt klasy kosmos-ziemia. Aza liż, zapowiadam butnie risercz, jak tylko dzienny daylight pozwoli.

 

Phillips: Podziękowania składam. Było to takie coś, co polegało na tym, że mówiłem do was z obserwatoria na Dole, co dostarczyło wam wywiadu z psorem Pierniksonem, astrolokiem. To mówie ja, Carl Phillips. Zawijamy z powrotem do studia w Niu Rojku.

 

(UMCY NA FORTEPIANIE)

 

Szpikier 2: Otóż nowy komunikant z niusami. Torino, Kanada: Psor Morse z Uniw. McGilla ujrzał 3 eksplozje na Mars na wieczór. To potwierdza co mówiły Ameryckie obserwatuaria. Ateraz, już z naszej grządki, oświadczyny z Trenton. Przed 21-ą, wielgi, żarliwy objekt, upraszany jako meteór, przyjebał w farme, w okoliczności Grovers, 22 mile od Trenton.

Flash na niebie był wizualny w przeciągu setek mil, a pierdyknięcie słyszeli nawet w Siedlcach.

Spuściliśmy specjalno, ruchawą jednostkę i komentura, Carla Phillipsa, co zada relacje jak wydoli. A natenczas zabieramy was Brooklyn, dzie Natalia oferuje muzyke dens.

 

(COŚ PYNGLA 20 SEKUND… I JEB)

 

Szpiker 2: Suchajcie z , Niu Dżersej.

 

(POGŁOSY LUCKIE… POLICYJNE SYRENY)

 

Phillips: Elo, mordy i wariaty, to jest C. Phillips, na farmie Wilmutha, Grovers. Psor Piernikson i ja sieknęliśmy 11 mil w 10 minut i o. Hmm… Nie wiem od czego napocząć, żeby ustawić wam na oczach, co my tu obczajamy, to jest epickość na wysokim levelu. Przede mno jest to co pieprzło, cześciowo zakopcone w ziemi. Musiało srogo piznąć. Naokół so dżazgi z brzozy, musi meteór ją przyhaczył skrzydłem czy cuś. W sumie to sam obdżekt nie wygląda mi na meteór, w każdym bądź razie, nie taki co bym kiedyś widział, nie żebym w ogóle jakiś widział gdzieś. Może raczej to wygląda jak czapa, klasy cylinder. Dysponuje średnico tak dzieś z … jak mówisz, psor Piernikson?

 

Piernikson (Z GRUCHY PIETRUCHY): Że co?

 

Phillips: Jak mówisz profesor… ile to może być w średnicy?

 

Piernikson: Od cholery jardów, z dokładnościo do trzech uncji, a wiem co mówie, bo znam sie całe swoje życie.

 

Phillips: Od cholery… Metal na ty pochwie jes… hym, hym, no nie widziałem takiego, jak żyje. Takie coś jakby ekri czy kość słoniowa. Czekaj, zadzwonie żony. Honey, obczaj fotę. Żona mówi – żółtawo-białe, fachowym okiem. Anyway. Ciekawskie ludziska tłoczo sie wokół cylindera, na przekór policantom, co próbują ich roztłoczyć. Zasłaniajo mi wizje. Sierżancie Coolson, czy można na boczek?

 

Policjant: Dalej, dalej, odsuńta!

 

Phillips: Natenczas jak gliny pałują tłum na bok, przejdźmy do Wilmutha, posiadacza owej tej farmy. Może sie co dowiemy. Wilmucie, łud ju pliz powiedz radiosuchaczom jak to tam względem tego co spadnęło waści na podwórzec? Ludzie, oto jest Wilmuth.

 

Wilmuth: Tego. Słuchałem żem radia.

 

Phillips: Dej no pan tu bliżej i głośniej por favor.

 

Wilmuth: Soreczka.

 

Phillips: No chyba pan śniadania nie uświadczył, głośniej.

 

Wilmuth: Tak jest – przysypiałem przy tym radiu, a psor nawijał o tym Marsie, więc przysypiałem…

 

Phillips: Dobra, już nie pitol pan. Co się wydarzyło sie?

 

Wilmuth: No mówie, że słuchałem radia tak połowowo…

 

Phillips: Azaliż. I wtedy coś obczaiłeś?

 

Wilmuth: Nie tak, że zaraz. Usłyszyłem coś.

 

Phillips: Że niby co? 

 

Wilmuth: Że ten, syk. Takie o: sy sy sy sy… kieby rakiete wyszczelili na Sylwestra.

 

Philips: I potem jakże to?

 

Wilmuth: Lukłem przez otwór okienny i bym przysiąk że zasłem i śnię.

 

Phillips: Ahaś?

 

Wilmuth: Śmigła taka zielonawa smuga i jeb w glebe! Ażem sie z krzesła wykopyrtnął.

 

Phillips: Czy zaistniała natenczas w tobie bojaźń, Wilmucie?

 

Wilmuth: Chu wi. Lekki wkurw bardziej.

 

Phillips: Dzięki składam, Wilmucie.

 

Wilmuth: Powiedzieć coś wincy?

 

Phillips: Może lepi nie.

 

Phillips: Słyszeli wy Wilmutha, posiadziciela owej farmy, co to na nio pizł ten coś. Słowa nie wypowiedzo atmosfery tego miejsca. Setki dużych fiatów zaparkowane na polu. Milicja próbuje zagrodzić dojazd sznórami, ale dzie tam, przedzierajo sie. Leflektory aut cedzą świecące światło na wpółzakopcony objekt. Niektóre ziomki zapuszczajo sie w cholere blisko.

 

(LEKUCHNY SZUM)

Jeden kolo ce posmyrać objekta… zakłóca sie z milicjantem. Milicjant wins… Fatality. Natenczas, lordowie i damy, jes coś, co ja nie mówiłem w tym podnieceniu, ale tera to musze. Może słyszeli wy to w waszych głośniakach. Słyszcie:

 

(DUUGA PAUZA)

 

Czy posiadacie tegoż słyszalność? To ciekawski dźwięk, klasy szumobzyk, co wydobywuje sie z trzewi środkowych objekta. A, pitole, zapodam mikrosoft bliżej. (PAŁZA) Jesteśmy teraz tak dzieś wiela niewiela stóp w odległości. Czy jesteście w dyspozycji słyszalności? No no, psorze Pierniksonie!

 

Piernikson: Tak, Phillisie, misiu pysiu?

 

Phillips: Co byś nawinoł o tym pobzyku ze stamtąd?

 

Piernikson: Zachodzi cooling powierzchowności obdżekta.

 

Phillips: I tu pochwytliwe pytanie, czy to wogle jes meteór, psorze?

 

Piernikson: Moja szeroka wiedza podpowiada, że cholera wie. Takiego metala na Ziemi ni chu chu. Smyranie przez atmosfere zimską usiekuje dziury w meteorach, a tu gładuchne i w kształcie czapy, klasy cylinder.

 

Phillips: Hola! Coś się wydarza! Chopy i lasencje, pierońskie dziwy! Końcuwka tego czegosia sie odtentegowywuje! On ma środek bez środka!

 

Głosy: Rucha sie! Paczajta, diabestwo sie rozwiera! Nazad! Spiepszajta na tył! Może tam kto chce wyliznąć! Ale to ciepławe, przecie sie upali na Popiel! Nazad! Trzymta te ciołki na tyłku!

 

(BRZDĄKA METALOWY HIT \m/)

 

Głosy: Odejszło! Czubek odpadnął! Ujrzyjcie! Nazad!

 

Phillips: To jest najbardziejsze co w życiu widziałem… Zara! Ktoś wypełza z czubeka. Ktoś… czy tam coś. Z czarney dziury wyglądają dwa święcące dyski… ślepia, dalibóg? Cuś jakby ryj… Abo i nie ryj…

 

(STRASZĄCY KRZYK)

 

Phillips: Aniołowie w niebiesiech, coś sie wije z Cienia, kieby szary żmij. I drugi i trzeci. Jak dla mnie to wyglądają jak tentakle. O, widze cielsko. Spore jak miś i błyszczeje jak mokra zkura. Ale morda… Ludziska, to jest nieopisywalne jak u Lovecrafta po dragach. Hardkorowo mogie sie zmusić, żeby popatrywać. Ślipia so czarniawe i błyszczą jak wąż. Morda trójkątna ze ślino kapiącą z ustnika, co podrgiwa i pulsatuje. Monster czy co tam zaledwie sie rucha. Coś jakby go ciśnie… grawitancja czy majciochy czy jak… Unies sie. Tłum zapodaje nazad. To zaprawdę ordynarne doświadczenie. Normalnie posiadam brak sów na opis tego… Biere makrofon i musze zaprzestanąć bajere, aż obczaję nową miejscówkę. Nie ruszcie sie, zara jestem.

 

(TAKIE TAM NA PIANIE)

 

Szpiker: Zapodajemy do was naoczność dziania sie z farmy Wilmutha, Grovers. (WINCY PIANA) Natenczas zawracamy was do C. Phillipsa.

 

Phillips: Ziomeczki. Otom jest na takim coś jak murze przy ogrodzie Wilmutha. Wymiatam stąd okiem cały teren. Uczynię wam wszyskie szczegóły, jak długo będę ogarniał. Jes więcej milicji. Z 30 chłopa ich otoczyło obdżekta. Już nawet nie trza zagarniać ludności nazad, sie już nie pchajo jak dzikie. Kapitan tam kogoś bajeruje. Nie widze. A, psora Pierniksona. Odejszli. Psor obczaja objekt, a glina z dwoma ma coś w rękach i podchodzi. Ahaś. Biała szmata na długim Polaku… flaga pokoja. Jeśli te stwory ździebko kumają w ogóle. Oho! Następuje dzianie!

 

(SYCZENIE I BZYKOLENIE SIE INTENSYFIKATORUJE)

 

Phillips: Coś zgarbione wznosi z jamy. Coś błysło w lusterku. Aza liż? Poszedł płomień, a srogo, najsamprzód w podchodzących onych. Siekł ich! Dobry Lordzie, hajcują się!

 

(POKRZYKI I NIELUCKIE WRZASKI)

 

Phillips: Łoj, całe pole sie jara! (EKSPLOZYWNOŚĆ) Lasy, stodoły, duże fiaty… wszystko. Idzie tu. Coś jak 20 jardów naprawo…

 

(PIEPRZNIĘCIE MIKROFORU … POTEM NIEŻYJĄCA CISZA)

 

Szpiker: Przez okoliczność poza naszo kontrolą, nie poprzestajemy na zdolności w kierunku czynienia dalszego nadania z Grovers. Musi kłopot z transfuzją. Jednakowoż, zawrócimy doń w najbliższości. Na ten natenczas mamy donosy z San Diego. Psor Koffer, zagaił na obiadku w Tow. Astrologicznym, że tam te wybuchy na Marcie, totam nie inaczej niż dysturbancje wulkanicznie, tak że luz. Jadziem fortepian.

 

(FORTEPIANUJĄ… I JEB)

 

Szpiker 2: Otrzymano wieść z Grovers przez telefon. Chwila. Nie mniej jak 40 obywateli, zaliczając 6 trupów stanowych leży nieżyciowo w polu Grovers, ich ciała upalone i wykształcone poza wszelką niemożliwą prekognicję. Następny głos na słyszalności dla was jest gen. Brygidy Montgomery Smith, władca militancji w Trenton.

 

Smith: Byłem wyproszony przez gubernatora Niu Dżersej o zamieszczenie hrabiostw Mercer i Średnisex w stan wojny. Nikt w ów rewir nie wnijdzie bez wpustki wydanej przez Stan abo Wjosko. 4 kompanie militancji w stanie wskazującym procedują z Trenton do Grovers i zasłużą pomoc w ewakuacyjności domostw, bo to nie wiadomo co to sie morze wydarzyć. Thx.

 

Szpiker 2: Posiedliście słyszalność Generalnego Smitha, co imperatorzy w Trenton. Dalsze detaliczne z katastrofy w Grovers idą. Niesforne stworzenia po uczynieniu śmierciowego ataku, wpełzły nawrót w jame i nie pogwałciły wysiłków strażackich nacelu pobrania zwłok i zkoszenia ognia. Strażactwo z Mercer walczy płomień co groźbi całej okoliczności. Nie posiadaliśmy się w zdolności kontaktu z ruchawą jednostką naszą w Grovers, ale esperanto, że nawrócimy was tam w pobliskości. Przenośmy się – ale nie, chwila.

 

(DŁUGA PŁAZA)

(POSZEPT) Namaszczono mnie w informacji, iże zaścignęliśmy komunikancję naoczności tragizmu. Psor Piernikson zlokował się był w chacie kurnej, bliskościowo Grovers, dzie poczynił awariową redutę obserwacyjną. Jako scjentolog wyda encyklikę o tym nieszczęściu. Następny głos posłyszywalny, to być on, poprzez sztywny drut. Psor Piernikson.

 

(COŚ TAM Z POWROTEM. POTEM WYKSZTAŁCONY GŁOS)

 

Piernikson: O kreatorach z cylindera rakietowego w Grovers nie zadam ja wam autorytarnej informalności – Aza liż ich niesfornego instrumentarium mogie ja być w posesji przypuszczańskiego wyjaśnienia. Z braku lepszego laku, nazywam tajemniczny oręż – promieniem ciepełka. Aż za zajebiście dobrze sie uwidacznia, że one przybłędy majo scjentologiczny wywiad daleko poza bezmiar naszego własnego. Taki ze mnie gość, że powiem podejrzenie – jakowoś uczyniają ten ciepełko przez absokurkalutnego nieprzewodziciela. Ciepełko ów projektują równoleżnikowo poprzez promień naprzeciw gdzie tam sobie żywnie zapragną, zapomogą hiperbolicznego lustereczka, wykonanego nie wiem, ale sieka to wioskę światłości jak nie przymierzając latarka morska. Tako rzecze moje przepuszczenie tego oręża…

 

Szpiker 2: Thx, psorze. Oto je biuletyn z Trentonu. Krótkie so to oświadczyny, że zwęglowe ciało Carla Phillipsa jest na identyfikancji w trentonowym szpitalu. Ateras następowny biuletyn z Waszyntongu, Marvel. Oficjum dyrektora Nacjonalistycznego Red Krzyża reportuje 10 jednostek służbistów ratunkowych na udziale HQ militancji stannej, kiele Grovers Mill, Dżersej Nowy. Oto takie o od polucji stanowej, Princeton Junction: Ogienie w Grovers i nie z dala so azaliż pod opanowaniem. Skauci donoszo cichość w jamie i ni znaku pożycia z otwornicy cylindera… A teraz, moi myly, mam jeszcze bajerę od Pana Harego Niepotera (Nietoperka?), wicemiszcza co tam zarzondza.

 

Niepoter: Odebrali my militancji Trentonu prośbę o zapodanie na jeich dyspozycję nasze takie dzindzibołki, co przekazują transmisje. W czuciu grobowości sytuacji i uwierzając, iże radio ma odpowiedniość sużyć interesu publiki – przekażmy to sprzęciwo po militancje, niech majo na zdrowie.

 

Szpiker 2: Lecim natenczas do kwatery polewej militancji stanowej w Grovers.

 

Kapitalny: Oto jest Kapitalny Lannister z korpusu sygnału, co sie wozi z militancjo, która teguje operacje przy Grovers. Sytuacyjność co nadejszła z prezencji pewnych stforów typu nie wiem, jest teraz nał pod kompletnym opanowaniem. Cylindrowy obdżekt, co poleguje w jamie dyrekcjonalnie poniżająco nas jest przetoczony ze wszech miar poprzez 8 batalionów infanterii. Bez cieżkich zabawek, ale na wypaśnej broni, klasy szczelba, kałach i maczeta. Wszelakie powody alarmowe, jeśli nawet co tam i było, tera nie so. Kosmate ziomki, co to one nie som, nawet dyńki nie wyściubiajo z jamy. A dobrze ja to widze poprzez oczy. Z tego co tam gadali, to też mi wielkie potfory to tam dużo mogą na nasze cieżkie kałachy.. Tak paczę na mundurki żołnierskich, jak śmigajo. Normarnie jak jaka wojna. W lasach sie coś dymi zleksza koło Rzeki. Pewnie rodziny z dziećmi piknikujom. Oho, coś sie pozadzieje. Na lewy flance wytacza sie jedna z kompanij. Zara siekno i wszysko. Nie no, co jes?! Na górnym cylindera coś zwiduje. A nie, to Cień, luz. Teraz trupowie są z kraja farmy Wilmutha. 7 tys. zbrojnych lezie na staro metalowo tube. Wait, to nie Cień! Coś rucha… srogi metal… cuś jakby jakieś tarczowe z cylindera… Unosi. Matko! Staje na nogach… czy czymś. Obecnie unosi wyży drzew. Światełunia powłanczane. Czekajta!

 

Szpiker: Posiadam grobowe oświadczyny. Do wody scjentologiczne, takoż z ewidencjo oczów poprowadzą do asumpcji, że te dziwadełka to Maras napada. Bitwa co była tunajt w Grovers zakończyła jedno z najzaskakującszych porażek spółczesnych armii; 7 tysi zbrojnych z maczetami, szczelbami i minigunami przeciwstawione jednej bijącej maszynie z Marsa. 120 naszych prze żyło. Reszta porozpierdzielana między Grovers a Plainsboro, potratowana śmierciowo rzez stopy metalne monstera, alibo i ujarana max poprzez promień ciepełka. Potwór kontrolowuje śródziemie Niu Dżerseja i efektownie ciacha stan centralnie. Komunikacja zdechnęła od Sylvanii do Atlantyku. Tory kolejne rozpizgane w chu od Nowego Rojka do Filadelfinii. Neostrady na pół nocy, południcy i zachodzi utkane poprzez oszalało ludzkość. Policja i rezerwaci nie ogarniają. Z rańca Filadelfinia, Camden i Trenton ma podwójną populancję poprzez uchoćców. Stan wojenny dzie nie spojrzysz. My teraz do Waszyntongu na specjalne nadanie Nacjonalnej Emergencji… Sekretarza Wnętrza…

 

Sekretarz: Obatele! Nie poukryje grobowości sytuacji co konfrontuje kraj, i nie ściemnie, że rząd ochrania rzycie i właściwość ludu. Jednakowoż, życze sobie wywrzeć wrażenie – potrza spokój i działalność. Szczęśliwościowo, zacny wróg jest na niewielu hektarach i można marzyć, ze wjosko go tam utrzymie. W śródczasie musimy nie niechać wiarygodności w Boga i tegować tak, coby konfrontancję niszczarskiemu wrogu przez naród zjednoczony, niebojący i umaszczony przez Buk do ludzkiej supremacji na ziemi, tej ziemi. Thx.

 

Szpiker: Słyszeli wy sekretarz Wnętrza mowę z Waszyntonga. Środek Niu Dżersej uwalona komunikancja przez ciepełko stwora. Z Nowego Rojka twierdzo, że Anglowie, Franki i naziści nieznanego pochodzenia oferują scjentologiczne pomoce. Astroloki informują, że nadal gaz pizga na Mars. Zważają, że popylajo posiłki w rakietach. Szukanie psora Pierniksona co miał naoczność. Ryzykownie, że usiekany w boju. Langham: samowzloty zgłosili 3 maszyny marsowe ponad drzewami, zasuwające północnie ku Somervill, a ludzie uciakajo przed niemi. Ciepełko nie w używalności; aza liż zasuwają srogo i niegupio. Jakoby poczynili ku nieniszczeniu miast i siół, ale profanują linie elektryficzne, mosty i szyny po kolei. Wyglonda, że gównie skruszyć opór, uwalić komunikancję i dezorganiczność społeczną.

Donos z Basking: Łowcy szopa natknęli 2 cylinder na bagien, koło Morris. Od cholery czołgów popyla żeby bić nim machinarium ze wnętrzności wychynie. Zajmujo pozycje koło Gór Watchung. Znowu z Langham: 3 nieprzyjazne biegno z prędkością, na celu połączenie z ziomkami koło Morris. Jakieś machiny też uwidoczne w Średnimsexie. Donos z Long Island: Bombowce polatują w pościgu wroga na szybkości. Dociągliśmy druty do linii artyrerii, żeby dać bez pośredniaka raport z bliskości wroga. Najsampierw 22 bateria polowa w Górach Watchtung.

 

Oficjer: Teges, 22 metry.

 

Kanonik: 22 m.

 

Oficjer: Projekcja, 39 stopni.

 

Kanonik: 39°

 

Oficjer: Bij, zabij! (PIERDYKNIĘCIE Z DZIAŁA… PAŁZA)

 

Obserwant: 140 jarda na prawo, serze.

 

Oficjer: Przytrzymaj na shifcie i 31 m.

 

Kanonik: 31 m

 

Oficjer: 37°

 

Kanonik: Spoko.

 

Oficjer: Siekaj! (BUM JAK CHOLERA… PAŁZA)

 

Obserwant: Nic nie powiem zabardzo.

 

Oficjer: Że jak?

 

Obserwant: Jakowaś zadyma, serze. Przybliża. Blisko ziemi. Srogo szybko.

 

Oficjer: Zawrzeć maski. (PAAUZA. GŁOSY W TŁUMIKU)

 

Kanonik: 24.

 

Oficjer: Projekcja 24°.

 

Kanonik: Na eleganckości.

 

Oficjer: Bum! (OGNIA)

 

Obserwant: Nic, serze. Dym pobliża.

 

Oficjer: Rychtujże. (KASZELEK)

 

Obserwant: Dwadzieścia trzy metry (KASZELEK)

 

Oficjer: 23 m (KASZELEK)

 

Kanonik: 23 metry (KASZELEK)

 

Obserwant: Projektancja, 22° (KASZLE ZACNIE)

 

Oficjer: 22 (CICHNIE KASZLĄCO) (CICHNIE W MOTOR SAMOLOTU)

 

Wodzu: Bombowiec V-8-43, z Bayonne, por. Voght, 8 maszyn w eskadrze. Zgłaszam dowódcę Fairfaxa… Tu Voght… Wrogie trójnogi na widzialność. Umocnione przez 3 machiny z cylindera w Morris. Razem 6. Jeden z leksza usiekany poprzez artyrerię w Watchung. Teraz bateryje nie szczelają, tyko jakaś zadymka powiewa, gęsta wielce. Ni śladu promieniowania ciepełka. Wrogu skręcywuje wschodu, wbród rzeki Passaic na bagien w Dżersej. 2 zasiadł na Neostradzie Pulaskiego. Zarówno naprzekór popylają k Nowemu Rojku. Cisną na elektrownię. Gotują się w ataku. Samoloty też ugotowane. 1000 rajdów do celu, 600, 200. Jeb! Wilkie ramiono unosi (WYDŹWIĘK PROMIENIA CIEPEŁKA) Zielony flesz! Pochłaniają nas płomiennie! 2000 stóp. Silniki słabujom. Nie w możliwości spuszczenie bomb. Jedyne to kamikadzość. Banzai! (SAMOLOT W NURKOWOŚCI)

 

Telefonista 1: Tu Bayonne, wzywam Langham… Tu Bayonne… Zapodajcie silwuple…

 

Telefonista 2: Tu Langham… Nadawaj…

 

Telefonista 1: 8 bombców w zaangażowaniu wrogie trójnogi nad równiną. Silniki niedysponowane przez promień ciepełka. Samoloty porozbite. 1 machina na wrogości poniszczona. Wróg propaguje czarny smog na kierunek –

 

Telefonista 3: Tu Newark… Achtung! Truciznowy czarny smog sunie poprzez bagien. Do ulicy Połudnej. Maski nie na pomocy. Zapylić populancję na otwarte polany… duże fiaty kierować trasy 7, 24… W uniku korkociągów. Smog kieruje Bulwar Raymond…

 

Telefonista 4: XL… wzywam XL… Sil wu ple…

 

Telefonista 5: Tu 8X3R… wchodze w XL srogo.

 

Telefonista 4: Jak znajdujesz recepcję? Upraszam (PŁAZA) Dzie ty, 8X3R? Gdzie jesteś, Sebek?

 

(NAD MNIASTEM BIJO DZWONY, STOPIENIOWO UMNIEJSZAJĄ)

 

Szpiker: Mówie na dachu Budynku Nadawania, Nowy Rojek City. Dzwony u was słyszalność ostrzeżenie by Ewa kuować Misato przed Marsowymi. Szacowne 2 ostatnich godzin by było 3 miliony luda w poprzek dróg na pół noc. W uniku mostów na Long Island… masakrycznie w korkach. Komunikancja z wybrzeżem Dżersej zamyknięta. Nic nie uchrania. Armia ubita… artyreria, siły powietrze, szysko na eliminancji. To w możliwości ostatniej audycji ever. Bedziemy do konieca… Ludzie na niskości w katedrze trzymią mszę…

 

(GŁOSY DAJĄ NUTĘ PSALMU)

Spojrzewam na port. Wszelaki nawodności przeładowano Uciekantami, wypływają.

 

(PODŹWIĘK GWIZDÓW ŁODZIOWYCH)

Ulice zakorkowe. Uwidoczniona wrogość nad Palisadą. 5 dużawych machin. 1 przelizuje rzeke. Zapodaje poprzek Hudson jako i człowek by zapodał naprzekór strumyka… Mam donos… Marasa cylindery zapadają poprzez cały kraj. Natenczas 1 machina zaciera na wybrzeże. Oblukuje. Jego stalowa, kowbojska głowa na wysokości. Zaczekuje inszych. Wznoszą jak wieżyce. Opuszczają ramienia. To kraniec. Wyłazi smog… czerniawy, sunie. Ludność zobacza. Włancza tryb ucieczki. Wskakują na rzeke. Smog przyspieszuje. Dobija Times Square. Lud próbowuje w uciekaniu, nic to. Padajo jak muchy w smole. Aktualnie smog krzyżuje 6 Aleję… Piontą… sto stóp na odległość… 50…

 

(PIŹNIĘCIE CIAŁA)

 

Telefonista 4: XL wzywa CQ… powtórka… wzywam natenczas… Nowy Rojku. Czy nikt nie w nadawaniu? Czy coś tam ten?

 

MUZYCZKA

 

Piernikson: Poczuwam się do może ostatecznego człowieka ziemi. Na ukryciu w pustym domu, blisko Grovers – moja mała wyspa jednorożców miłości, odcięta przez mroczny smog od świata. Co się wyprawiało przed natarciem potwornych teraz zdawa sie cześcią innego pożycia… niepowiązalnego z bytnością samotnego samotnika, co pisa te słowy w odwrocie astrologicznej notki. Patrzam na me poczernialne ręki, schechłane buty, utargane ciuszki i próbuję je związać z psorem, cożył w Princeton i w piździerną noc obczaił przez telespok oranżowy splesz światła. Ma żona, me księgi, muj… świat, dzie on? Czy to wogle było? Jaki dzień? Czy czas popyla bez ludzkości rąk, coby kręciły zegary?… Pomyśliwam, że zapis mojego pożycia zachowa ludzką histerię pomiedzy wkładkami książki, co miała uchować ruchanie gwiazd… Ale by pisać, mus żyć, mus pojeść… Wynajduje pleśniowy chleb w kuchciku i pomarańczę na średniości. Czy mam straż przy oknie. Smog srogo daje… ale posłyszam syk i zwiduje Marsowego na machinie. Metalowe nogi prawie pocierajo domostwo. Wypruty poprzez terror, posypiam… jes ranek…

(POCICHU) Ranek! Słonko zapodaje w okna. Gaza opadła i upalone łąki mają zacny wyglond, kieby szła zawieja black śniega. Odważam z domu. Zapylam do drogi. Bezruch. Tu i ta wrak dużego fiata, bagaż wypiepszony, czarny szkieletor. Cisne na północ. Po niewiadomu czuje bezpieczniej tropionc potwory, aza liż uciekając. I czy mam uważnie straż. Zwidywałem jak une… pożywiają. Jakoby nad dżewami wychynoł czubek machiny – rozpłaszcze na glebe. Nachodze drzewo skrzyniowo-orzechowe. Piździerne skrzyniorzechy podojrzały. Popełniam kieszonki. Mus mi pożyć. 2 dni zasuwam północy, poprzez opustostany świat. Obczajam żywotną kreaturę… ruda wiórka na drzewie bóku. Zgapiam się i dziwuje. Ona jes jak bocian. Jak ona może to i ja mogie. Cisne północ max. Wynajduję martwe krowy nieżywe, co nie miały. W pobok, upalone ruiny mlekowni.

Nachodzę miasto, zleksza znajome, ale jakby wielga łapa uciachnęła najwyższe budynie pacnięciem. Osiągam peryferia. Wychodzi, że Newark, poniższone poprzez Marsów. Coś przykuca u proga. Nacieram, ustaje i jes mężczyzną! – ma nóż.

 

Niezaznajomiony: (NA ODLEGŁOŚCI) Stop… (W POBLIŻEJ) Skąd sie znajdujesz?

 

Piernikson: Z różnąd. Dawno temu z Princetona.

 

Niezaznajomiony: Ta? To w bliskości Grovers!

 

Piernikson: Aza liż.

 

Niezaznajomiony: Grovers… (OBŚMIEWA WIELKI ŻART) Nie ma jadła. To mój kraj… cały ten rewir do rzeki. Jes posiłek tylko dla 1… Którędy ci popylać?

 

Piernikson: Lukam za ludziami.

 

Niezaznajomiony: (ZNERWICOWO) Czo to? Ty słyszał?

 

Piernikson: Tylko bocian… (ZDUMIEWAJĄCY) Pożywny ptak!

 

Niezaznajomiony: Ptoki mają cienie… Stoimy jak na talerzu. Poczołgajmy wesoło przez drzwi i pogwarzmy.

 

Piernikson: Obczaiłeś… Marsowych?

 

Niezaznajomiony: Dzie tam. Poszły do Niu Rojku. Jakby tam kto pożył. 5 dni nazad paru ciągło coś przez równiny z lotniska. Kminię, że wyczajają jak przelatywać.

 

Piernikson: Przelatywać!

 

Niezaznajomiony: Aza liż.

 

Piernikson: To my są w dupie. Niezaznajomiony, jeszcze Amerynka nie zagięła, póki my żyjemy.

 

Niezaznajomiony: Srogo poczęli; wykosili najzajebiściejszy kraj świata. Zielone gwizdy upadają każdej nocy. Stracili tylko 1 machine. Jesteśmy w dupie.

 

Piernikson: Zaiste? Masz mundura.

 

Niezaznajomiony: Ta. Byłem w militancji narodowej. I git! Taki to tam bój, jako mrów z ludziami.

 

Piernikson: My jadalne mrówki. Obczaiłem… Co nam porobią?

 

Niezaznajomiony: Umyśliwałem. Teraz my połapani. Bedą nas systemowo. Jeszcze nie napoczęli!

 

Piernikson: Nie napoczęli!

 

Niezaznajomiony: Aza liż! Wszysko poprzez to, że nie siedzielim cicho, tylko poszli do bitki. Miasta, narody, cywilacja… kaput.

 

Piernikson: I po co tu pożyć?

 

Niezaznajomiony: Koncertu Sławomira to już nie bedzie. Jak lubisz, to słabo.

 

Piernikson: Co w pozostałości?

 

Niezaznajomiony: Życie! Ja to bym pożył. A i ty czemu by nie? Nie dorwo nas. I nie zrobio ze mnie tucznika.

 

Piernikson: Znaczy, czyli że jak?

 

Niezaznajomiony: Dam se rade, posiadam plan. Tera wiemy mniej niż Jon Snow. Mus nam nawiedzieć. Mus nam pożyć, kumasz? Umyśliłem wszystko, skum to ziom.

 

Piernikson: Zaiste.

 

Niezaznajomiony: Ja CIEBIE obserwałem. Te wszyskie biurwidołki, co tam żyły – powiadam tobie. Niech spadają. Se tam popylały grzecznie do korpo w Mordorze. Najsamwiększy ich problem życiowy coby nadążyć do domeczka na dinner. Te Morsjanie to dla nich wanna z nieba. Milusie klateczki, dobre żarcie, tuczna hodowla, zero stresu. Jak tak pobrykajo tydzień czy dwa głodni po polu, to bedo onych po stopach całować za złapanie.

 

Piernikson: Umyśliłeś to ziom. Nie pogada.

 

Niezaznajomiony: A żebyś widział! Te Marianie urobią co poniektórych na kształt zwierząt domowych, pouczą czynić sztuczki. Chu wi? A inszych może potrenujom, by na nas polowali?

 

Piernikson: Bez jaj. Żaden istot ludzki…

 

Niezaznajomiony: Heelooł! So ludzie, co z chęcią się zgodzo.. Ale jak taki podejdzie mnie pod szoguna…

 

Piernikson: A w natenczas, ty i ja, dzie bedziemy mieć pożycie?

 

Niezaznajomiony: Umyśliłem szysko ziom. Zejdziem pod podziemie. Kanały. Pod Nowym Rojkiem so tego całe mile. Co gówniejsze to nawet gruby sie pociśnie. Som piwnice, tunele i co tam. Czy dysponujesz obczajeniem tego? Zbierzem bande dziarskich zuchów.

 

Piernikson: I pożądasz mnie w to przedsięwzięcie?

 

Niezaznajomiony: Aza liż.

 

Piernikson: Sie nie bede wspierał. Jadź dalej.

 

Niezaznajomiony: Obtegujemy miejsca bezpieki, gdzie uczynimy ksionszki modre. Obskoczymy muzea, oszpiegujmy Marsan. Obczaj klimat – machiny bijące po naszej stronie! O matko, podnieciłem! Cała Ziema u naszych stóp!

 

Piernikson: Aza liż?

 

Niezaznajomiony: My 2 i nasze ziomy, bedom rządzić śwatem.

 

Piernikson: Ahaś…

 

Niezaznajomiony: (CISZEJE) Jak mówisz? Gdzie chcesz ujść?

 

Piernikson: Nie do tfojego świata, bro… Pożegnaj, Niezaznajomiony…

 

Piernikson: Po wzrostaniu z onym, naszłem w Tunel pod rzeko Hudson. Ostrożniacko wyszłem i pocisnąłem Marszałkowską. Wszędy czarny proch i ciała i śmierdzioszyło. Obczaiłem Plac Czech Krzyży, Aleje Jerozolimskie i Broadway. Widziałem piesa. Chudego. Obczaiłem PKiN i Sukiennice. Wewszedłem na Kopiec Kościuszki skąd ujrzałem 19 marsowych machin śmierciowych, bezzałogowo, nieruchawo. Natenczas mój oczy przyciągnięto do kępy ptactwa nade mną. Ptaszki pocisnęły k’ziemi i co ja paczę?? Polegiwały tam Marsjańskie nieżywe w śmierci wiekuistej ciała, a ćwirki ich dziobały przy użytku dziobów w celu spożycia. Na późniejszości, kiedy ciała pobadano w rabolatoriu, wyszło, że zabiło one baterie gnilne i chorobowytwórne, co ich system nie ogarniał. Ubite, przez najmarniejsze ziomeczki, co Bógi w swej Mądrości na szybkości pomajstrował, żeby nie było, że bedzie lipa jak by kto popatrywał przez mikrospok.

Koniec

Komentarze

W porzo test! Drugi i koń kretowy. Coś w podobie już kiedyś widziałam, ali pewni to buł ten fafik co mu wiłeś na początku. I tak buli emocje, i czy oni przeszyją. Znaczy ziemniaki i Marianie.

Babska logika rządzi!

Ty, ziomuś, ale to parodia jest. :(

Dużo dobroci zawarłeś w tekście, że nawet nie wiem co cytować (profesorskie gadki!), więc powiem tylko, że śmiechłem kilka razy. :)

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Akcja tako wartko, że nie nadanżam. Tekścik spoko, bo i różne gwary i ązyki wymierdoliłeś tak, że tylko człek światowy zrozumie o co hodzi. :D

@Figla

Lubie koń kreta, bo taka moja na tura. Jak jes bocian, to zawsze przeszyją, ever!

 

@Zalth

Dużo mnóstwo dobrości, miłości i jednorożcy dla wszyskich all, bo taki jestem poczciwy, jak pomawia Nevaz.

 

@AQQ

“Wymierdoliłeś” <3 :D – wiedział ja, że coś porobiłem, ale nie wiedział co i teras posiadłem się w wiedzy! Hura.

ano rajca. Jak bocian przeszył, to bogate rowie też. Nawet jakoś film o tym oglądnęłam.

Babska logika rządzi!

Nawet górnikowie zawżdy zabierali bociana w klapce, żeby on obczajał czy jes elegancko pod ziemio na rejonie.

Ja słysz aua, że kani arka. Ale nie wim, bo w kopani nigdy nie błam.

Babska logika rządzi!

Ardasjańskiego, kanarka.

Jakiś błyskotliwy tekst z internetów.

Ale to w Arktydzie, a u nas kanary nie pożyły, to wykorzystywali bociana wielokrotnie.

Z napiętą do granic uwagą wzmożoną po wielokroć, oczy wytrzeszczając, a także wysilając do cna, przepraszam za wyrażenie, intelektualizm osobisty, udało się mi dobrnąć do samiutkiego końca, a wiem to stąd, że tak tam było napisane, a poza tym skończyły się litery. I muszę to powiedzieć, Autorze Bailout, że jak miałeś koncept na konkursowe dzieło grafomańskością wymagane, to go wziąłeś i zamordowałeś swoimi gołymi rękami i przy pomocy swojej klawiatury, a także moim monitorem, bo tam mi się to wszystko objawiło jak to zobaczyłam. Zabełkotałeś mi błękit w mojej głowie swoją opowieścią i tak spowodowałeś, że nie wiem co przeczytałam i jest mi smutno bo się od Ciebie spodziewałam, że narody będą klękać jak to zobaczą, a mnie tylko oczy wyszły aż na wierzch i na klękanie mi się nawet nie nazbierało.

I smutno mi okrutnie, że musiałam przeczytać tyle liter aż tak źle naustawianych i od wężyków migoczących w oczach.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Droga Reg,

 

Czasem zespół muzyczny o ugruntowanej pozycji postanawia nagrać awangardowy album koncepcyjny. Czasem solidny polski piłkarz, po skoku na głębszą wodę i wypluciu przez solidny europejski klub – zostaje gwiazdą ligi australijskiej. Czasem autor, żeby się rozwijać, musi zaryzykować i przetrzeć nowe szlaki. Mogłem zostać w swojej strefie komfortu i napisać typową nowofantastyczną grafomanię. Zamiast tego wybrałem karkołomne połączenie zmierzenia się z legendą Wellesa z tekstem napisanym w charakterystycznej i bardzo spójnej manierze, grafomanią, oraz elementami humorystycznymi. Efekt pozostawiam indywidualnej ocenie czytelników i po pierwszych pozytywnych, acz lakonicznych, komentarzach mam wrażenie, że recepcja jest w większości w stylu “matko bosko, nie do końca wiem co tu się odjaniepawliło, ale coś w tym jest”. Tekst jest z jednej strony bardziej niszowy niż swojski “klasyczny, wczesny Bailout”, z drugiej, jest mniej więcej taki, jaki być miał i mógł w perspektywie czasowej, którą dysponowałem.

Azaliż!

Na pocieszenie (przy takiej jestem nadziei), pragnę Ci powiedzieć, że mam na ukończeniu pierwszą część epickiego dzieła, znacznie bliższego mojej typowej estetyce, planuję uderzyć z nim na eksport i chciałbym Ci zaproponować zostanie moją pierwszą w historii Betą. Jako, że nadal nie jestem do betowania przekonany, pracy nie przewiduję tam wiele i tuszę, że krotochwilność tego utworu zrekompensuje Ci okrutny smutek zgotowany przez marsjańskich najeźdźców. Oczywiście absolutnie nie jest to propozycja z tych nie do odrzucenia. Uff!

Bailoucie, w pełni rozumiem Twoją chęć przetarcia nowych szlaków, a że przecierałeś je tym opowiadaniem…

Jednakowoż przestań się turbować, jakobym ze smutkiem ogromnym zapoznawała się z Wojną Światuff. Nie smuciłam się – po prostu tak napisane opowiadanie nie jest w stanie mnie rozśmieszyć, a masa celowo popełnionych błędów i osobliwych zwrotów, wręcz uniemożliwia skupienie się na tekście.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Z poturbowaniem sobie poradzę, dzięki za szczerość :)

Bailout, 

 

Pojechałeś po calaku nagromadzeniem faktufff i wydarzeń, ale nic mi z tej lektury nie zostało, bo za bardzo wyrafinowałeś język. Po mojemu przy takim nagromadzeniu śfiatuff łamane na faktufff należałoby uprościć język, a jeżeli upraszaczanie nie jest możliwe wyeliminować nadprogramowość śfiatuff łamane przez faktufff. Mimo pewnych niedoskonałości gratuluję artystycznego wysiłu i odporności na węże.

Spoko, w tym konkursie urocze jest to, że zawsze można powiedzieć – miała być grafomania, to jest grafomania, i co mi zrobicie :P ? Jak rzekła Reg – miałem koncept i zamordowałem go gołymi rękami, przy pomocy klawiatury. I tak miało być, madafaka :D !

Bailout, 

 

Ty mnie tu nie madefakuj, bo ja tylko wyraziłam zdanie na temat mojej niepoczytalności Twojego opowiadania. Przecież nie powiedziałam, że masz gdzieś niesymetrycznie, ani, że brak Ci mierzalnych walorów! Subiektywnie się wypowiedziałam, chyba mam prawo? ;)

 

W sprawach niepoczytalności czuję się w miarę kompetentny, ale co do praw to już musisz się zgłaszać do Beryla.

Hmm. Myślałem jeszcze nad tym tekstem po pocałunku śmierci Reg i nadal coś mi tu nie pasuje, bo wciąż uważam, że pomysł był dobry, choć może dałem nieco za dużo grafomanii w grafomanii. Wydaje mi się, że mogło zajść małe nieporozumienie. Zbyt słabo zaakcentowałem fakt, że powinno się to czytać w zestawieniu z linkowanym słuchowiskiem, począwszy od “ANNOUNCER: . . .for the next twenty-four hours not much change in temperature.” Myślę, że wtedy tekst rozwija skrzydła. Nadal liczę na jeszcze jakieś komentarze, bez względu na ich wydźwięk.

Bailoucie, to że wiekowa jestem i może nad grobem już stoję, to jeszcze wcale nie znaczy, żem już jest zdolna śmiercią pocałunkować i nie wiem, dlaczego tak myślisz. A może Cię tylko co ukąsiło niemiło, a teraz myślący jesteś, że to ja, więc wyzbądź się lepiej tej myśli.

No i to przecież Ci jak wół literami napisałam, że pomysła miałeś! Tylko tak się stało, że rzecz zagmatwałeś i wymerdałeś całościowo aż zmaksymalizowałeś tym zabiegiem moją niezdolność do wyczytywania tego, co Autor, czyli Ty, chciał/ chciałeś powiedzieć. A jak teraz jeszcze dodałeś, że się mocno zaniedbałam, bo nie czytałam tego ze słuchowiskiem zapodanym, to ja Cię muszę uświadomić, że języków obcych nie posiadam, to i chyba całkiem dobrze że nie czytałam i nie słuchałam naraz, jak nie umiem słyszeć słów wypowiadanych w języku całkiem mnie nie znającym.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Perły przed wie…dźmy normalnie :P. Na szczęście, skoro nie mogę liczyć na ilość, to przynajmniej jakość komentarzy będzie się zgadzać. Natomiast moja propozycja betowania była jak najbardziej serio, nosiłem się z nią sporo przed napisaniem powyższego arcydzieła i mam prośbę o Twoje stanowcze “raczej tak” lub “chyba nie”, bo nie wiem czy mam dalszy casting robić. Chodzi o pierwszą księgę nowej wersji epopei narodowej, którą kiedyś wykazywałaś zainteresowanie. Jeśli życzysz sobie szczegóły zapraszam na PW.

A maż komcia. Co ci bede żyłować…

Babska logika rządzi!

Milcz :D

Aja wogle nie otwieram ust! Cha!

Babska logika rządzi!

Dożucam komcia i stanowczo żądam rzebyś nie czynił tego ruhu coby naszą Reg miał phnąć ku dołowi w ziemi wykopanemu.

 

A wcale, że bo nic takiego nie mierdoliłem i mi nie amputujcie, ustami czy bez!

Toż nie amputuję, jakobyś czyny tego plugawego ustami miał dokonać.

I ja nic żem nie amb u to wała. A jeż na pewno nie ustyma.

Babska logika rządzi!

Amb u tować, to można najwyżej zębyma.

Jej, w innym watku ochrzan jam ludzi, że żrom mięcho na serowo i bez przy praw, a tu nawet bez sztucieców. O tępota! O mores!

Babska logika rządzi!

Oj tam od razu żrom. Na razie ino amp u tują. Jest szansa, że nie łykną.

stanowczo żądam rzebyś nie czynił tego ruhu coby naszą Reg miał phnąć ku dołowi w ziemi wykopanemu.

Nie zmartwiaj się, AQQ, bo ja na pewno nie dam się ruchać nad dołem wykopanym z ziemi, i to nawet jakby tam się był pojawił sam Autor Bailout, albo nawet z kim jeszcze.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ależ ty masz fantazje, Reg. xDDDDDD

O razu tam fantazje… Jedną ją tylko mam, te fontazie – ułańsko, chociażem wcale nie fuksja, czyli inaczej ułanka, jakby kto pytał.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ułańsko, powiadasz… hmmmm…

Znaczy wierzchem? ;p

bag.gif

 

No, no, Dziewczyny. Widzę tu mocną kandydaturę na medal w Halowych Mistrzostwach NF w kategorii “Najlepsze komcie pod tekstem przed 22-gą”. 

Wierzchem, AQQ, to może jechać Witia na kocie. Kot musi być z miasta Łodzi, nie jakiś poniemiecki.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Oczywiście, że z centralnej Polski. :)

Nowa Fantastyka