- Opowiadanie: Kaleda - Zagrajmy o życie

Zagrajmy o życie

Scena, która niegdyś miała być częścią innego, dłuższego opowiadania, jednak byłam zmuszona ją usunąć. Sam pomysł chodził za mną wystarczająco długo, żebym do niego wróciła i rozbudowała.

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Zagrajmy o życie

Wyszła na zaplecze, trzymając w ręce drewniane wiadro. Rozejrzała się uważnie po okolicy. Chociaż mieszkała tutaj ponad rok i znała niemal każdego w dzielnicy, nigdy nie traciła czujności. Tego ją uczono, tego wymagano od niej podczas codziennych treningów i tego miała zamiar się trzymać. Podciągnęła do góry spódnicę i ruszyła w stronę studni.

Spuściła wiadro w dół i uklękła, poprawiając fałdy tkaniny. Kątem oka wychwyciła zbliżający się z tyłu cień. Nie minęła sekunda i obróciła się nagle, z wyciągniętym przed siebie sztyletem.

– Jak zawsze czujna – powiedział chłopak, odsuwając ostrze w bok.

– Co tutaj robisz? – zapytała, chowając broń pod spódnicę.

– Całkiem przytulna okolica, kilka domów na krzyż, niewielki targ, kręcąca się w około niego biedota, a pośrodku tego wszystkiego stara gospoda. Mógłbym tutaj zamieszkać.

– Zostaw ten sarkazm dla siebie – odpowiedziała mu, wyciągając wiadro – mów lepiej, po co przyszedłeś, bo wątpię, że się za mną stęskniłeś.

– Jesteś okrutna wiesz – powiedział blondyn, siadając na brzegu studni. Jego niebieskie spojrzenie powędrowało najpierw na drogę, potem na wąską uliczkę za nim. Kiedy upewnił się, że nikt ich nie obserwuje, pochylił się w jej stronę – wilki zgłodniały.

Ostawiła wiadro. Jej brwi zwęziły się, a oczy nabrały powagi.

– Długo kazali mi czekać – odpowiedziała mu.

– Wiesz dobrze, że to Berd decyduje, kiedy każdy z nas dostanie swoją szansę. Stary piernik miał przeczucie, co do tego miasta i się sprawdziło.

– Więc zaproszenie wyszło od ludu? – zapytała, podchodząc do niego bliżej.

– Bystra dziewczynka – puścił do niej oczko – Refel wykonał dobrą robotę. Szkoda, że nie chciał przyjąć mnie pod swoje skrzydła.

Bo byłeś zbyt porywczy i zabijanie sprawia ci za dużą przyjemność – pomyślała.

– Do rzeczy Gerny – przerwała mu.

– Przygotowali dla nas same wykwintne dania – powiedział z błyskiem w oku – Lew i jagnię. 

Powaga ustąpiła niedowierzaniu. Odwróciła się od niego i podparła dłoń na belce, podtrzymującej zadaszenie. Nie tego się spodziewała. Wiedziała, że ludzie długo nie wytrzymają, ale … dlaczego też on? Nie mogła jednak odmówić. Nie uczono ich tego, mieli być zawsze posłuszni. Zdyscyplinowani, wierni i zabójczo skuteczni. Przypomniała sobie słowa mistrza. Westchnęła i wyprostowała się.

– Wyznaczyli nam czas? – zapytała, otrząsając się z szoku.

– Mamy to załatwić, przy pierwszej nadarzającej się okazji.

– Dobrze – odparła.

Podeszła z powrotem do studni i zabrała wiadro.

Z mieszaniny miejskich hałasów, wychwycili po chwili charakterystyczny odgłos, wydawany przez pędzące po ubitej ziemi konie. Obydwoje, jak na rozkaz odwrócili się w stronę drogi. Jeźdźcy… trzech, dziesięciu, nie… dwudziestu. Odgłos kopyt stał się wyraźny, po czym nagle ucichł. Stanęli gdzieś niedaleko.

– Zatrzymałem się w karczmie „Nad Stawem” – powiedział Gerny, ignorując poprzedni hałas – wpadnij do mnie po północy, zostawię otwarte okno.

– Nie będę grała jakieś rozpustnej dziewki, która wkrada się nocą do twojego pokoju. Wybij to sobie z głowy.

– A już miałem nadzieję – odpowiedział zawiedziony.

– Spotkamy się później za miastem, żeby obgadać szczegóły.

Już miała ruszyć w stronę karczmy, kiedy tylnie drzwi od gospody otworzyły się z trzaskiem i na ganek wybiegła młoda dziewczynka. Rozejrzała się nerwowo dookoła. Gdy jej wzrok uchwycił dziewczynę, podkasała spódnicę i szybko do niej podeszła.

– Gos…podyni …cię wzy…wa – powiedziała jąkając się – k… k… król!

Nie musiała mówić nic więcej. Lika upuściła wiadro, rozlewając wodę i pobiegła w stronę kuchni. Chłopak, wyjął ręce z kieszeni i powoli ruszył za nią.

– Weź ten dzban z winem i zanieś Jego Miłości – powiedziała do niej gospodyni, po czym zniknęła w spiżarni.

W głośnej zazwyczaj gospodzie, panowała cisza. Dziewczyna wzięła dzban z winem i ruszyła w stronę sali. Przecisnęła się pomiędzy pełnymi stolikami, uważnie przyglądając się stojącym dookoła strażnikom. Dwóch przy wejściu, sześciu przy oknach. Wychwyciła wzrokiem ubranego w purpurę króla. Siedział przy kominku, pogrywając w kości. Napił się ze stojącego przed nim kubka i roześmiał się na całe gardło. Jego śmiech przeszywał aż do kości. Dziewczyna poczuła, jak włosy jeża jej się na karku.

Zbliżyła się do niego szybkim krokiem. Postawiła dzban obok już pustego i zmierzyła wzrokiem stojących niedaleko ochroniarzy. Żaden z nic nie wyglądał na przyjaznego i każdy miał przy boku miecz. Mieli taki wyraz twarzy, jakby mieli pełne gacie. Ciekawa kompanija. Odsunęła się w cień, nie za daleko, aby mieć oko na króla.  

Grający w kości z władcą mężczyzna, nie był raczej zadowolony z jego towarzystwa, ale próbował to ukryć, udając uprzejmość.

– Znowu król wygrał – powiedział po raz kolejny – obawia się, że nie mam już co postawić w tej grze.

Zaczął się podnosić z krzesła, kiedy król do niego przemówił.

– Nie przypominam sobie, żebym pozwolił ci odejść od stolika – spojrzał na niego wzrokiem, który mógłby zabić.

– Ale, mówiłem, ja już nie mogę dalej grać, nie mam czym – powiedział przestraszony mężczyzna. – Jeśli Jego Miłość pozwoli…

– Jego Miłość nie pozwala! – przewał mu. – Mam dzisiaj szczęście do gry i chcę się zabawić. Siadaj! – krzyknął z taką mocą, że nogi wieśniaka, same ugięły się pod nim i opadł na siedzenie.

Dziewczyna stała nieruchomo, uważnie przyglądając się królowi. Nikt w sali nawet nie zareagował. Panowała taka cisza, że bez problemu można było usłyszeć grasujące pod podłogą szczury. Boją się go – stwierdziła.

Władca spojrzał na swoją wygraną – jeden srebrnik, kilka miedziaków i jakiś brązowy wisiorek, mógłbyś zaoferować coś więcej, za zaszczyt grania ze swoim królem – spojrzał na mężczyznę, szyderczo się do niego uśmiechając.

– Ale ja nie mam…

– Tak wiem, nie masz już nic wartościowego – powiedział znudzony. – W takim razie może zmienimy zasady?

– Słucham? – zapytał zbity z tropu.

– Tak, to będzie znakomity pomysł, wniesie do naszej gry trochę rozrywki i …adrenaliny –ciemne oczy króla, aż zaświeciły. Dziewczyna wiedziała, że przed chwilą pomyślał o czymś okrutnym i miała rację – Zagrajmy o twoje życie wieśniaku.

Z twarzy mężczyzny odpłynęła krew. Siedział przed swoim królem blady, jak ściana. Władca podał mu kubek z kośćmi, nie przestając się uśmiechać. Wieśniak chwycił go niepewnie i przechylił wyrzucając kości na blat.

– Uuuuuuu… – odezwał się król – tylko osiem.

Sam zebrał kostki i rzucił na stół. Poturlały się każda w inną stronę, po chwili się zatrzymując. Zofer pochylił się nad blatem, licząc oczka. Jego usta wygięły się, ukazując wredny uśmieszek.

– Piętnaście – powiedział krótko.

Zanim wieśniak zrozumiał, co się wydarzyło, król wyciągnął już miecz. Złote ostrze zalśniło i z szybkością atakującego sokoła, przeszyło klatkę piersiową mężczyzny. Król wyciągnął miecz i bezwładne ciało opadło na krzesło. Wytarł ostrze o koszule zmarłego i wsunął do pochwy, kładąc ją na stole.

– Nawet jako trup jesteś nudny – powiedział w stronę zabitego.

– Bracie, coś ty zrobił! – krzyknął do niego młody mężczyzna, przeciskając się przez tłum. Spojrzał z litością na zabitego mężczyznę, po czym zwrócił się do króla. Na jego czole pojawiła się żyłka. – Czemu go zabiłeś? Ludzie i tak już wystarczająco cię nienawidzą.

Król wydawał się niewzruszony jego pojawieniem się. Odchylił głowę do tyłu i powiedział – kazałem ci zostać przy koniach Lusas.

Lika spojrzała w jego stronę i przymrużyła oczy. A ty co tutaj robisz? Nikt oprócz niej nie rozpoznał młodego, dobrze ubranego młodzieńca. Nic dziwnego, kiedy tutaj przychodził, miał na sobie żebracze ubranie, a na dodatek śmierdział tak, jakby wykąpał się w miejskim rynsztoku. Każdy omijał go szerokim łukiem, nie przyglądając się zbytnio jego twarzy. Ona jednak wiedziała, że codziennie wymyka się strażnikom i spędza poranek wśród biedoty. Następny w kolejce do korony, Lusas. W jej głowie zabrzmiały słowa Gerna Same wykwintne dania … lew i jagnię.

– Opanuj się Zofer! Wracamy do zamku.

– Nie będziesz królowi mówił, co ma robić! – odpowiedział wściekły, rozbijając dzban wina o ścianę, niecały metr od Gernego. Chłopak nawet nie drgnął, kiedy resztki naczynia, przeleciały mu przed oczyma. – Straże! Zabierzcie mojego brata na zewnątrz.

– Nie wyrzucisz mnie stąd! – powiedział, odtrącając rękę strażnika.

Głupi, nie prowokuj go – chciała mu powiedzieć, jednak słowa ugrzęzły jej w gardle. Poruszyła się, zaciskając pięści. Zrób, co każe, po prostu wyjdź! Jej myśli nie dotarły jednak do Lusasa. Jego brat spojrzał na niego z miną człowieka, który nie lubi, jak mu się sprzeciwia.

– Tak myślisz? – zapytał król. Pstryknął w palce i straże siłą wywlekli księcia z gospody. Szarpał się i kopał, jednak dwóch rosłych mężczyzn było od niego silniejszych.

– Więc na czym stanęliśmy? – zapytał Zofer, jakby nic się nie stało – Och… nie ma na sali nikogo, kto mógłby zapewnić mi chociaż odrobiną rozrywki?

Rozejrzał się po sali, zatrzymując wzrok na twarzach wieśniaków. Każdy z zainteresowaniem spoglądał w zawartość swojego talerza, jakby mieli nadzieję zobaczyć tam nadchodzącą przyszłość.

– Może zagramy o twoje życie Panie? – zapytała Lika, wychodząc z cienia – Skoro gra o życie zwykłych ludzi nie jest dla ciebie ekscytująca.

Mężczyzna odwrócił się w jej kierunku i zmierzył ją od góry w dół. Jego usta wygięły się w coś, co przypominało uśmiech. Pociągnął zdrowy łyk wina i wytarł resztkę z ust.

– To może być ciekawe – odpowiedział, przeciągając słowa – dzisiaj mam złotą passę. Hiiip … jednak to byłoby jednak zbyt nudne, gdybyśmy zagrali tylko o królewskie życie.

– Masz rację Panie – powiedział Gerny, podpierając ścianę. – dziewczyna rzuciła ci wyzwanie, więc powinna również zagrać o swoje życie – uśmiechnął się do niej. – Sam powinieneś wiedzieć królu, że w naszych czasach trudno o tak piękne i czyste dziewczę.

Rzuciła chłopakowi wściekłe spojrzenie. Z tobą rozliczę się później Gerny.

– No nie wiem… – zaczął król – podejdź bliżej dziewko.

Podeszła do stołu. Kopniakiem zwaliła trupa z krzesła, zajmując jego miejsce. Usadowiła się wygodnie i spojrzała na króla. Białka miał zaczerwienione, a nos przypominał dojrzałego buraka. Jest już zdrowo podbity. Pochyliła się w jego kierunku, specjalnie prezentując dekolt. Mężczyzna skierował wzrok na jej pełne piersi.

– Może jednak się zgodzę – odpowiedział po chwili. – Jednak aż żal pozbawiać ciebie życia. – oparł się wygodnie, spoglądając prosto w jej zielone oczy, na jego twarzy pojawił się wredny uśmieszek. – Będę dziś wspaniałomyślny, w zamian za moje życie postawmy żywota wszystkich wieśniaków, którzy znajdują się w tej karczmie.

Po jego słowach zapadła grobowa cisza. Niemal namacalne stało się przerażenie ludzi zgromadzonych w gospodzie. Usłyszeli szuranie krzeseł i paru śmiałków ruszyło w kierunku wyjścia. Król pstryknął w palce i jak na rozkaz, mężczyźni zostali zatrzymani przez jego straż. Niektórych z nich trzeba było siłą posadzić na miejscu. Reszta natomiast skuliła się na ławkach. Gdzieś w kącie dochodził do nich płacz dziecka.

– Moje życie, za życie tych wieśniaków – powtórzył Zofer – plus gdy wygram, w nocy będziesz grzała moje łoże. To, jak będzie?

Nawet nie musiała się rozglądać, żeby upewnić się, że wszystkie pary oczu są zwrócone w jej kierunku. Nie mogła się jednak cofnąć. Lepsza szansa się już nigdy nie nadarzy.

– Zgoda – odpowiedziała krótko.

– Tyle żyć za jedno, to za mało oszuście! – krzyknął ktoś z tłumu.

Dziewczyna myślała, że król ponownie wybuchnie. Myliła się jednak. Dobił wino i powiedział:

– Mówiłem już wcześniej, że będę dziś wspaniałomyślny, a król nie powinien cofać swoich słów – odwrócił się w stronę z której padł zarzut – dlatego też nie każę zabić osoby, która nazwała mnie oszustem… na razie. Jednak skłamię, kiedy powiem, że to oskarżenie mnie nie dotknęło. Mało? Dobrze więc… – powiedział wyjmując za kołnierza duży, złoto-czarny medalion – to cacko powinno pokryć wartość waszego marnego życia. Grajmy już! – uderzył medalionem w stół. – Podajcie kości!

Dziewczyna spojrzała w stronę Gernego. Chłopak wyjął ręce z kieszeni i ruszył w stronę kuchni.

Karczmarz podał królowi kubek z kośćmi do gry. Ręce staruszka tak się trzęsły, że dziewczyna myślała, że zaraz dostanie jakiegoś ataku. Władca wyciągnął kości, podrzucając je na dłoni. Uśmiechnął się do nich, jakby były wygraną na loterii. Pocałował zamkniętą pięść i wyrzucił je w powietrze. Poturlały się po blacie, zatrzymując się tuż przed dziewczyną.

– Mam dzisiaj szczęście – powiedział, licząc oczka – dwadzieścia. Teraz twoja kolej.

Pozbierała kości i potarła je w dłoni, wyczuwając resztki magii. Cholerny kanciarz.  Zamknęła oczy. Mam tylko jedno podejście, nie mogę tego spieprzyć. Spojrzała na pewnego siebie mężczyznę. Miała ochotę przywalić mu w tą jego wredną gębę, ale wiedziała, że nie może tego zrobić, jeszcze nie teraz. Poruszyła karkiem, czując napięte mięśnie. Podniosła rękę i rzuciła kości na blat.

Czas dla niej zwolnił. Widziała, jak każda kość z osobna mknie w stronę króla. Słyszała, jak odbijają się o blat i kręcą, aby po chwili się zatrzymać.

Trzy z kości stanęły na piątkach. Ostatnia kręciła się długo, aż w końcu przechyliła się w bok, ukazując szóstkę. Dziewczyna kiwnęła minimalnie palcem wskazującym. Na opuszku pojawiła się magiczna nić, po czym kostka zareagowała. Przekoziołkowała jeszcze kawałek i zatrzymała się centralnie przed królem. Cała sala wstrzymała oddech, czekając na wynik.

Zerknęła na kostkę, po czym zwróciła swój wzrok na króla. Wybuchnął gromkim śmiechem, ukazując rząd pożółkłych zębów.

– Siedemnaście, wygrałem! – odwrócił się w stronę strażników. – Czas zebrać wygraną – Pstryknął w palce.

Dziewczyna spuściła głowę, zasłaniając włosami twarz. Teraz wystarczy tylko poczekać, a w nocy zapewnie ci takie doznania, których nie zapomnisz do końca życia. Uśmiechnęła się nieznacznie.

– Spójrz na tych nic nie wartych wieśniaków – powiedział, wyrywając ją z zamyślenia. – Powinni być dumni, że giną dla swojego władcy – król, spojrzał na siedzących dookoła ludzi. – Mój nędzny braciszek miłuje ich bardziej niż mnie. Może jego też powinienem zabić dla przykładu? Ciekawe, jak głowa Lusa prezentowałaby się na miejskiej bramie. Książę biedaków! – zakończył śmiejąc się.

Lika zacisnęła drżącą pięść.

***

Gerny pewnym krokiem ruszył w stronę kuchni. Omijał przerażonych wieśniaków. Dzieci tuliły się w matczynych ramionach, a mężczyźni siedzieli z zaciśniętymi pięściami, wpatrzeni w swoje stopy. Był już niemal przy wyjściu na zaplecze, kiedy jeden ze strażników stanął mu na drodze.

– Król zakazał komukolwiek opuszczać gospodę, wróć na swoje miejsce, albo cię do tego zmuszę – powiedział mu mężczyzna, rozluźniając miecz w pochwie.

Ręka chłopaka spoczęła na rękojeści krótkiego miecza, ukrytego pod płaszczem. Wtedy sala rozbrzmiała śmiechem króla, wrednym, jeżącym włosy na karku śmiechem, śmiechem, który sprawił, że chłopak odwrócił się w stronę tłumu.

Władca spojrzał na leżące przed nim kości.

– Siedemnaście – powiedział – wygrałem!

Lika spuściła głowę, udając przegraną. Dobra robota, teraz gdy zabierze cię do zamku, upieczemy dwie pieczenie na jednym ogniu. Król pstryknął w palce i żołnierze wyjęli miecze, ruszając w stronę tłumu. Strażnik stojący za nim zrobił to samo. Chłopak kątem oka spojrzał w jego stronę, uśmiechając się pod nosem. W sali zaczęła się jatka, ludzie króla zabijali każdego, kto znalazł się w ich zasięgu. Wieśniacy, w panice uciekali w stronę wyjścia i sami nadziewali się na ich ostrza. W tym chaosie nikt nawet nie zauważył, kiedy Gerny przebił strażnika i posadził go martwego na krześle. Następnie stanął oparty o drzwi, wycierając ostrze od krwi.

Spojrzał jeszcze raz w stronę kominka. Jego wzrok zatrzymał się na siedzącej przy stole Lice. Zofer coś do niej mówił. Wydawało się, że w ogóle go nie słucha, gdyby nie jeden, mały fakt – cała drżała. Każdemu mogło się wydawać, że to z powodu strachu, jednak Gerny znał ją aż za dobrze, żeby to zignorować. Opuścił miecz i zrobił parę kroków do przodu. 

– Nie rób tego – powiedział na głos, jednak z tej odległości nie mogła go usłyszeć. – Pamiętaj o misji – król się roześmiał, a ona sięgnęła dłonią pod spódnicę, jej drżenie ustało. – NIE!!! – krzyknął w tej samej chwili, kiedy zerwała się z miejsca.

Wskoczyła na stół i rzuciła się na króla. Jego przyćmiony winem umysł zareagował dopiero po chwili. Chwycił za rękojeść miecza, wysuwając go z pochwy. Lika w porę odczytała jego ruch i nadepnęła piętą na jego dłoń. Krzyknął z bólu, rozluźniając uścisk. Wtedy błysnęło ostrze. W sekundę przecięło skórę, docierając do tętnicy. Przesunęła sztylet z bok, podrzynając mu gardło. Mężczyzna dusząc się własną krwią, wyciągnął rękę w jej stronę. Jego dłoń musnęła ją w szyję, zrywając naszyjnik. Zacisnął na nim palce i skonał.

W stronę dziewczyny ruszyli strażnicy. Kurwa … Przeskakując po stołach i odpychając zdezorientowanych wieśniaków, Gern skoczył na pierwszego żołnierza. Ostrze, przeszło przez utwardzaną skórę, przebijając serce. Drugi strażnik, stanął zdezorientowany. Zrezygnował z ataku na dziewczynę i ruszył z uniesionym mieczem na Gernego. Chłopak zasłonił się trupem przed ciosem i odpowiedział potężnym pchnięciem w krtań. Krew trysnęła mu w twarz, kiedy wyjmował miecz. Starł ją z oczu i podszedł do dziewczyny.

Po śmierci króla przerażeni wieśniacy zamienili się w wygłodniałe psy żądne zemsty. Chwycili to, co mieli pod ręką i rzucili się na strażników. Niewielka grupa zaatakowała tych, co pozostali w gospodzie, reszta wybiegła na zewnątrz, rzucając się na stojących przy koniach żołnierzy.  

Lika stała wpatrzona w króla. Spokojna i opanowana, jak zawsze po wykonanej misji. Z ostrza na podłogę skapywały krople krwi zamordowanego władcy. Usłyszała kroki i spojrzała na podchodzącego do niej Gernego. Jej oczy nie ukazywały żadnych emocji. Prawdziwy zabójca – pomyślał.

– Spieprzyłaś robotę – powiedział, podchodząc do stolika.

– Przecież zabiłam Lwa – odpowiedziała, nie spuszczając z niego wzroku.

– Dzięki tej cholernej grze w kości, mogłaś dostać się do zamku i później zabić nie tylko Lwa, ale i jagnię. Po cholerę dałaś mu wygrać, aby później poderżnąć mu gardło?!

– On miał zamiar zabić …

– Nie obchodzi mnie to! Miałaś wykonać misję! – krzyknął, zabierając ze stołu medalion i podchodząc do niej. – Nawet, gdyby zapragnął wybić całe miasto, powinnaś siedzieć tam i nic nie robić.

– To niewinny…

Uderzył ją w twarz. Przyjęła cios, po czym odwróciła wzrok w jego stronę. Znowu to spojrzenie. Tak samo patrzyłaś na Netta zanim go zabiłaś.

– Zawsze trzeba kogoś poświęcić, żeby dojść do celu. Powinnaś o tym pamiętać – powiedział jej, po czym odwrócił się w stronę wyjścia. – Zwiewajmy, zanim przyjdzie tutaj reszta żołnierzy. I tak widziało nas, już za dużo osób.

Nic nie mówiąc ruszyła za nim. Biegiem pokonali salę, kierując się w stronę kuchni. Chłopak przepuścił Likę przodem. Zanim zniknął za drzwiami, jeszcze raz odwrócił się w kierunku pomieszczenia. Chaos, który spowodowali, zmienił się w rzeź. Tych strażników, których nie zabili, wykończyli wieśniacy, rzucając się na nich.

Koniec

Komentarze

Na początek kilka przykładów usterek, od których, niestety, roi się w tekście. 

 

Wyszła na zaplecze, trzymając w ręce drewniane wiadro. – zaplecze to pomieszczenie, a z kontekstu dalej wynika, że to co najmniej podwórze. 

 

Podciągnęła do góry spódnicę i ruszyła w stronę studni. – masło maślane – nie da się podciągnąć niczego w dół, czy bok

 

Spuściła wiadro w dół i uklękła, poprawiając fałdy tkaniny. – jak wyżej, tylko w drugim kierunku

 

Zostaw ten sarkazm dla siebie – odpowiedziała mu, wyciągając wiadro(+.)mMów lepiej, – ten błąd powtarza się w każdej tego typu wypowiedzi z didaskaliami. 

 

Jesteś okrutna(+,) wiesz

 

Jej brwi zwęziły się, a oczy nabrały powagi. – w jaki sposób brwi się zwęziły? 

 

Długo kazali mi czekać – odpowiedziała mu. – zbędne

 

Do rzeczy(+,) Gerny – wołacz woła o przecinki – ten błąd też się powtarza za każdym razem, gdy masz wołacz. 

 

Odwróciła się od niego i podparła dłoń na belce, podtrzymującej zadaszenie. – podparła czy jednak oparła? 

 

Mamy to załatwić, przy pierwszej nadarzającej się okazji. – zbędny przecinek

 

na ganek wybiegła młoda dziewczynka – dziewczynka z definicji jest młoda, nawet bardzo młoda, więc takie zestawienie słów nie ma sensu

 

W sumie, to nie bardzo wiadomo, o co tu chodzi. Jest jakaś karczma w wiosce, zawitał do niej król, który gra z wieśniakami w kości. Są jacyś zabójcy z jakiejś tajemniczej organizacji, którzy mają zabić króla. I robią to w zasadzie bez wysiłku, ot tak. Swoją drogą, dziwna ta karczma, że pełna mieszkańców wioski włącznie z kobietami i małymi dziećmi. Generalnie nie kupuję tej scenki. Wiele jej elementów wydaje mi się mało logiczne. 

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Faktycznie, tylko scenka. Może warto oznaczyć tekst jako fragment? Nie wiemy, co to za organizacja, co łączy dziewczynę z Gernym, kto właściwie odziedziczy tron…

Król taki zły, że aż niewiarygodny i groteskowy. A jeśli odwala takie numery, to dziwne, że ludność nie uciekła z miasta, ledwo tam wjechał.

Styl sprawia wrażenie jeszcze nie wyrobionego.

król wyciągnął już miecz. Złote ostrze zalśniło i z szybkością atakującego sokoła,

Złoto to kiepski materiał na ostrze. Za miękkie.

Jego brat spojrzał na niego z miną człowieka, który nie lubi, jak mu się sprzeciwia.

Zaimkoza, czasami trudno się połapać, do którego rzeczownika odsyłają te zaimki.

Babska logika rządzi!

Scenka, której brakuje tła. Jakaś zabójczyni chce zabić jakiegoś króla w jakiejś karczmie na zlecenie jakiegoś nieznanego kolesia. No, trochę za dużo tu niewiadomych. Gdyby urozmaicić i ubarwnić tło, tekst mógłby bardziej zapaść w pamięć.

Sama fabuła nie jest zła, ale też nie odbiega od przyjętych standardów. W zasadzie już na początku gry domyśliłem się, jak to wszystko przebiegnie. Bunt zabójczyni, która okazała serce, także nie wywołał emocji.

Od strony technicznej wymagane byłyby poprawki. Rzuć okiem na te linki, pomogą Ci w pisaniu przyszłych opowiadań:

Dialogi – mini poradnik Nazgula: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/12794

Dialogi – klasyczny poradnik Mortycjana: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/2112

Podstawowe porady portalowe Selene: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

Coś o betowaniu autorstwa PsychoFisha: Betuj bliźniego swego jak siebie samego

Temat, gdzie można pytać się o problemy językowe:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/19850

Temat, gdzie można szukać specjalistów do “riserczu” na wybrany temat:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/17133 

Poradnik łowców komentarzy autorstwa Finkli, czyli co robić, by być komentowanym i przez to zbierać duży większy “feedback”: http://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842676 

Powodzenia!

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Muszę się zgodzić z wcześniej komentującymi, że to tylko dość krwawa, niewiele mówiąca scena, nie opowiadanie. Powinnaś, Kaledo, zmienić oznaczenie na FRAGMENT.

Wykonanie, co stwierdzam z przykrością, pozostawia bardzo wiele do życzenia.

Mam nadzieję, że Twoje przyszłe opowiadania będą zdecydowanie ciekawsze i o wiele lepiej napisane.

 

nie­wiel­ki targ, krę­cą­ca się w około niego bie­do­ta… – …nie­wiel­ki targ, krę­cą­ca się wokoło niego bie­do­ta

 

Wie­dzia­ła, że lu­dzie długo nie wy­trzy­ma­ją, ale … dla­cze­go też on? –> Zbędna spacja przed wielokropkiem. Dlaczego koniec zdania kursywą?

Zdania piane kursywą pojawiają się w tekście dość często, dlaczego?

 

Już miała ru­szyć w stro­nę karcz­my, kiedy tyl­nie drzwi od go­spo­dy… –> …kiedy tyl­ne drzwi od go­spo­dy

 

– Gos…po­dy­ni …cię wzy…wa – po­wie­dzia­ła ją­ka­jąc się – k… k… król! –> Raczej: – Gos-po­dy­ni cię wzy-wa – po­wie­dzia­ła, ją­ka­jąc się. – K-k-król! 

 

Prze­ci­snę­ła się po­mię­dzy peł­ny­mi sto­li­ka­mi… –> W karczmach ustawiano stoły, nie stoliki.

 

Żaden z nic nie wy­glą­dał na przy­ja­zne­go… –> Literówka.

 

każdy miał przy boku miecz. Mieli taki wyraz twa­rzy, jakby mieli pełne gacie. Cie­ka­wa kom­pa­ni­ja. Od­su­nę­ła się w cień, nie za da­le­ko, aby mieć oko na króla. –> Objaw miałozy.

 

oba­wia się, że nie mam już co po­sta­wić w tej grze. –> Literówka.

 

Za­czął się pod­no­sić z krze­sła, kiedy król do niego prze­mó­wił. –> W karczmach siadano raczej na ławach, nie na krzesłach.

 

wnie­sie do na­szej gry tro­chę roz­ryw­ki i …ad­re­na­li­ny –ciem­ne oczy króla… –> Zbędna spacja przed wielokropkiem, brak spacji po wielokropku, brak spacji po półpauzie.

Skąd ów król ma pojęcie o adrenalinie?

 

Same wy­kwint­ne dania … lew i ja­gnię. –> Zbędna spacja przed wielokropkiem. Ten błąd pojawia się w tekście wielokrotnie.

 

Pstryk­nął w palce i stra­że siłą wy­wle­kli księ­cia z go­spo­dy. –> Pstryk­nął palcami i stra­że siłą wy­wle­kły księ­cia z go­spo­dy.

Pstryka się palcami, nie w palce. Ten błąd pojawia się kilkakrotnie.

 

Hiiip … jed­nak to by­ło­by jed­nak zbyt nudne… –> Zbędna spacja przed wielokropkiem. Dwa grzybki w barszczyku.

 

po­wie­dział Gerny, pod­pie­ra­jąc ścia­nę. – dziew­czy­na rzu­ci­ła ci wy­zwa­nie… –> Postawiwszy kropkę, nowe zdanie rozpoczynamy wielka literą.

 

Jest już zdro­wo pod­bi­ty. –> Kto i kiedy podbił króla?

 

za moje życie po­staw­my ży­wo­ta wszyst­kich wie­śnia­ków… –> …za moje życie po­staw­my ży­wo­ty wszyst­kich wie­śnia­ków

 

Gdzieś w kącie do­cho­dził do nich płacz dziec­ka. –> Gdzieś z kąta do­cho­dził do nich płacz dziec­ka.

 

Dobił wino i po­wie­dział: –> Domyślam się, że wino musiało być półżywe.

 

Miała ocho­tę przy­wa­lić mu w  jego wred­ną gębę… –> Miała ocho­tę przy­wa­lić mu w jego wred­ną gębę

 

Dziew­czy­na kiw­nę­ła mi­ni­mal­nie pal­cem wska­zu­ją­cym. Na opusz­ku po­ja­wi­ła się ma­gicz­na nić… –> Opuszka jest rodzaju żeńskiego, więc: Na opusz­ce po­ja­wi­ła się ma­gicz­na nić

 

a w nocy za­pew­nie ci takie do­zna­nia–> Literówka.

 

po­wie­dział mu męż­czy­zna, roz­luź­nia­jąc miecz w po­chwie. –> Jak się rozluźnia miecz w pochwie?

 

Jego dłoń mu­snę­ła ją w szyję… –> Jego dłoń mu­snę­ła jej szyję

Musnąć można coś, nie w coś.

 

Prze­ska­ku­jąc po sto­łach i od­py­cha­jąc zdez­o­rien­to­wa­nych wie­śnia­ków, Gern sko­czył… –> Nie brzmi to najlepiej.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nowa Fantastyka