- Opowiadanie: Gucio21 - W drodze nie zaznasz spokoju...

W drodze nie zaznasz spokoju...

Będąc w drodze, nie można liczyć na spokojną podróż. Zawsze przeszkodzi nam w niej grupa bandytów, czy stado dzikich zwierząt... Trakt od dawna przestał być bezpiecznym miejscem dla wędrowców...

 

Jest to jeden z moich pierwszych tekstów. Mam nadziej, że się wam spodoba.

Oceny

W drodze nie zaznasz spokoju...

Ciszę na trakcie przerwał stukot kopyt i chlupot wody w kałużach. Zza pagórka wyłonili się jeźdźcy. Dziewczyna i mężczyzna. Nosili identyczne stroje: ciemne, płócienne spodnie, lniane koszule i wełniane płaszcze. Do pasów przypasali miecze.

 Była jesień. Zimny deszcz oblewał ich strugami. Sytuacji nie poprawiał wiatr, wiejący z wielką siłą. Bardzo często wdzierał się pod poły ich płaszczy, zmuszając jeźdźców do ciągłego układania ich na nowo. Co kilka minut ciemne niebo było rozświetlane oślepiającą błyskawicą. Odgłosy szumu drzew, grzmotów, deszczu, stukotu kopyt i rozpryskiwanej w kałużach wody, stanowiły jedyne źródło dźwięku

 – Nie mogliśmy zostać w karczmie? – zapytała kompana znudzonym głosem jasnowłosa dziewczyna. Nie miała więcej niż piętnaście lat. Spojrzała na pytanego niebieskimi oczami pełnymi wyrzutu i zmarszczyła delikatne brwi.

 – Wiesz, że nie, Kevino – odburknął mężczyzna. Spod jego kaptura wystawały jasne włosy. Również zerknął na dziewczynę. Jego oczy miały jednak zieloną barwę. – Musimy jechać. Musimy dotrzeć do Dunnotar. Dobrze o tym wiesz, prawda?

Kevina skinęła głową i uśmiechnęła się smutno.

– Niestety. Nie mogliśmy jednak wybrać lepszej pory na podróż.

– To nie moja wina, że mam obowiązki i muszę jechać na pogrzeb mojego wuja, który z wielkim poświęceniem zajmował się Szkołą Rycerską, należącą w do mojej rodziny od wielu wieków, a ty jesteś moją uczennicą. Zresztą sama chciałaś nią zostać – uśmiechnął się. Dziewczyna również.

– Musiałam uciekać z miasta. Zostanie twoją uczennicą było jedynym wyjściem.

– Czyli chciałaś się uczyć, bo tylko dzięki temu mogłaś uciec? – Kevina zarumieniła się i spuściła oczy.

– Skądże – zapewniła go – zawsze chciałam nauczyć się bronić i władać mieczem.

– Teraz tak mówisz… – Mężczyzna spojrzał ku niebu. W tej samej chwili usłyszeli niepokojący dźwięk. Gdzieś w ciemności pękła gałąź. Z każdą sekundą coraz wyraźniej słyszeli trzaski i przekleństwa. – Cicho – wyszeptał jeździec i sięgnął po miecz i wyciągnął go z pochwy. Towarzyszył temu metaliczny pogłos. Zeskoczył z konia i zaczął powoli zagłębiać się w las. Gdy zniknął całkowicie, Kevinę dobiegł krzyk.

– Ty… – resztę zdania zagłuszył szczęk metalu. Podczas gdy dziewczyna próbowała zsiąść z konia, jej wierzchowiec zastrzygł uszami. Po chwili dobiegło ją wycie wilków.

A niech to – pomyślała, zeskoczyła z siodła i szybko wspięła się na drzewo. Jej koń uwolniony od dodatkowego ciężaru, pognał w las, jak najdalej od źródła dźwięku.

Odgłosy walki dochodziły z lasu jeszcze przez krótki okres czasu wzbogacane od czasem długim skowytem.  W końcu dźwięki potyczki ucichły, zakończone cichym jękiem. Zaraz potem z ciemności wyłonił się mężczyzna. Nie zauważył towarzyszki tam, gdzie ją zostawił. Zaczął się rozglądać i dostrzegł ja na drzewie. Rzucił na nią okiem i mruknął:

– Po co tam wlazłaś?

– W-w-wil… wilki – zdołała z siebie wydusić Kevina. Głos dziewczyny był ledwo słyszalny z powodu strachu, który ścisnął jej gardło.  W tej samej chwili ciszę przerwał wilczy skowyt. Dobiegał on ze zdecydowanie bliższego miejsca niż kilka minut wcześniej.

Mężczyzna obrócił się na pięcie i dobył miecza. Stal błysnęła w świetle księżyca. Rycerz stanął w pozycji gotowej do walki, oczekując spotkania z dzikimi zwierzętami.

Wycie było słychać coraz wyraźniej. Do strasznej symfonii dołączył odgłos łamanych gałęzi. Zaraz potem z ciemności lasu wyłoniło się stado wilków.

Czekał…

Gdy zwierzęta zbliżyły się na odległość pięciu metrów, rycerz wyciągnął rękę w kierunku nadciągającej watahy. Ku drapieżnikom poleciała fala energii. Wilki wytrącone z równowagi wywracały się i wpadały na inne. Niektóre na skutek siły odrzutu zostały popchnięte w tył.

Wojownik miał na celu tylko oszołomienie wilków. Nie liczył, że uciekną.

Tereny, na które wjechali nie były gęsto zaludnione. Kiedyś w tych okolicach stało olbrzymie miasto. Nazywało się Fidem. Utrzymywało się głównie z handlu i dostarczało do skarbca królestwa Animo wielkie ilości złota. Jego bogactwo było przyczyną przybycia na te ziemie wędrownych ludów, wojowniczych i dążących do zdobycia łupów. Zawiązały one ze sobą sojusz i zaatakowały miasto. Obrońcy położyli trupem wielu najeźdźców, ale i tak musieli skapitulować. Wrogów było więcej, niż się spodziewali, ze stolicy nie nadciągnęły wojska króla Xanthosa. Z Arone wywieziono wszystkie kosztowności, mieszkańców powieszono, budynki zrównano z ziemią i w ich miejsce posadzono drzewa. Miasta nie odbudowano. Władca był zajęty prowadzeniem wojny ze zdobywcami Arone. Przeznaczono na nią wszystkie pieniądze znajdujące się w skarbcu, zaciągnięto pożyczki. Najeźdźcy zostali pokonani, ale zadali dotkliwe straty dawnemu imperium. Od tamtego czasu potomkowie Xanthosa powoli odbudowują dawną potęgę państwa Fidem.

Od tamtego czasu, a miasto zburzono ponad trzy wieki temu, nie było tu żadnych myśliwych, którzy chcieliby polować na tutejszą zwierzynę. Na skutek braku ingerencji człowieka w życie zwierząt, fauna występująca na tym obszarze osiągnęła większe rozmiary i stała się dziksza niż ich odpowiedniki występujące na ziemiach bardziej zaludnionych.

Gdy otępienie opuściło zwierzęta, ruszyły ponownie do ataku. Nie spodziewały się, że napotkają przeszkodę w postaci fali ognia, stworzonej przez rycerza.

Nie zdążyły zatrzymać się przed nią i wbiegły w ogień, paląc swoje futra i ciała. Naprzeciw jęczących i wijących się z bólu wilków stał mężczyzna z obnażonym mieczem. Klinga odbijała światło wytwarzane przez ogień.

Wojownik nie lubił cierpienia innych, nigdy nie przedłużał czyichś cierpień. Jego miecz zamienił się w szarą smugę. Ciął ciała zwierząt bez problemu, od razu je uśmiercając. Kroczył wśród wilków poważny i smutny, gdyż nie lubił zabijać. Robił to tylko, gdy musiał. Poruszał się więc bezgłośnie po ściółce i skracał cierpienia zwierząt, które wybrały złą ofiarę.

Gdy w pobliżu nie było już żadnego wilka, Arthur podszedł do drzewa, na które wdrapała się dziewczyna.

– Już możesz zejść. Jest bezpiecznie.

Kevina ostrożnie zeszła z drzewa, spojrzała na rycerza, a jej oczy rozszerzyły się z przerażenia.

– Jesteś ranny – krzyknęła i wskazała na jego płaszcz umazany we krwi.

– Co, to? – spytał – to nie moja krew – mruknął i mimowolnie dotknął lewego ramienia.

– Nie kłam – mruknęła. – Wiesz, że potrafię poznać, gdy kłamiesz. Nigdy ci to nie wychodziło. A teraz daj opatrzyć ranę.

– Nie, sam się tym zajmę – wymamrotał i próbował owinąć ranę kawałkiem tkaniny. – Ach… – z jego ust wydobył się głośny syk, gdy tylko jej dotknął.

– Mówiłam ci, że nie dasz sobie rady – wyrzuciła mu i wyciągnęła bandaż z juków wskazanych przez mężczyznę.

– Poddaję się – powiedział i pozwolił zdjąć sobie płaszcz. Cała koszula była czerwona od krwi i powoli zaczynała przywierać do skóry.

– W coś ty się wpakował, wujciu… – mruknęła dziewczyna i odsłoniła zranienie. Gdy przemyła je wodą, tylko westchnęła. Ostrze miecza weszło głęboko w ciało, bez trudu przecinając skórę i mięśnie. Cały czas z rany wypływała ciepła krew. 

– Będzie trzeba to zszyć – powiedziała i zaczęła szykować opaskę uciskową. Po pewnym czasie krew przestała wypływać i barwić wszystko na szkarłatny kolor. Widząc, że jej działania przynoszą skutek, Kevina podwinęła rękawy płaszcza i zaczęła zszywać rozciętą skórę.

Mężczyzna znosił wszystkie zabiegi bez słowa sprzeciwu. Gdy spojrzał na ranę, ujrzał tylko równy rządek szwów.

– A teraz ani mi się waż wykonywać gwałtownych ruchów. Jeśli zerwiesz założone przeze mnie szwy, to się wykrwawisz –  zagroziła i uśmiechnęła się szczerze, ciesząc się z udanego zabiegu.

– Oczywiście, i co jeszcze, pani medyk? – droczył się z dziewczyną rycerz. – Czy mam może leżeć w łóżku przez cały dzień? Zrzucić wszystkie obowiązki na uczennicę? – rzekł i odwzajemnił uśmiech.

– Tego bym nie przeżyła – zaśmiała się.

– Właśnie, a teraz zawołaj swojego konia – mruknął, wyciągnął z juków zapasową koszulę i założył ją. Narzucił na nią płaszcz, wsiadł na konia, odczekał, aż wierzchowiec Keviny do niej dotrze, a następnie zachęcił towarzyszkę do jazdy.

Chwilę później las wypełniły jedynie odgłosy wiatru, deszczu i grzmotów…

Koniec

Komentarze

Stal błysnęła na świetle księżyca – w świetle księżyca

 

…dasz sobie rany – rady literówka

 

…powoli zaczynała tworzyć przywierać do skóry. – nie bardzo wiem o co tutaj chodzi. Powoli zaczynała przywierać do skóry?

 

Z łapanki to chyba tyle co mi się rzuciło w oczy.

 

Powiedziałbym bardziej że to short. Ogólnie nie jest źle, ale ta walka rycerza, który jak się okazuje jest magiem była trochę słaba. Wataha powinna go otoczyć, a nie napierać od przodu, wtedy większa szansa, że odniósłby większe rany. Sam opis bohaterów daje wiele do rzeczenia.

Wiemy, że dziewczyna ma na imię Kevina, bo mężczyzna zwrócił się do niej po imieniu, ale skąd nagle w tekście Arthur? 

Kevina skinęła głową i uśmiechnęła się smutno. – W ogóle jak można się uśmiechnąć smutno?

 

Opisów tutaj prawie niema.

 

Moja rada popracuj nad wyobraźnią tego co widzą bohaterowie. 

Jeśli chodzi o dialogi to odsyłam do poradników, bo niektóre rzeczy są błędnie zapisane: http://www.fantastyka.pl/loza/14

 

Pracuj dalej nad tekstem a będzie lepiej.

Czas i przypływ nie czekają na nikogo, nawet na ciebie.

Kim są bohaterowie scenki? Dlaczego są w drodze? Co wydarzyło się w lesie? Z kim walczył Arthur? O co tu chodzi?

Moim zdaniem to nie jest opowiadanie. Wygląda raczej na wstęp, zaledwie dwie sceny być może jakiejś większej historii. Przeczytałam bez większej przykrości, ale w pamięci raczej nie zachowam.

Wykonanie pozostawia sporo do życzenia.

 

Do pasa przy­pa­sa­li mie­cze. –> Nie brzmi to najlepiej.

Czy przypasali miecze do jednego pasa?

 

Zimny, ulew­ny deszcz ob­le­wał ich stru­ga­mi. –> Powtórzenie.

 

Sy­tu­acji nie po­pra­wiał wiatr, wie­ją­cy z wiel­ką siłą. Bar­dzo czę­sto pod­wie­wał poły ich płasz­czy, zmu­sza­jąc jeźdź­ców do cią­głe­go po­pra­wia­nia ich. –> Powtórzenia.

 

– Teraz tak mó­wisz… – męż­czy­zna spoj­rzał ku niebu.–> – Teraz tak mó­wisz… – Męż­czy­zna spoj­rzał ku niebu.

Nie zawsze poprawnie zapisujesz dialogi. Pewnie przyda się poradnik: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

 

“A niech to” – po­my­śla­ła… –>  “A niech to” – po­my­śla­ła

Myśli zapisujemy inaczej niż dialogi. Poradnik: https://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/;10328

 

Jej koń uwol­nio­ny do­dat­ko­we­go cię­ża­ru… –> Jej koń uwol­nio­ny od do­dat­ko­we­go cię­ża­ru

 

Od­gło­sy walki do­cho­dzi­ły z lasu jesz­cze przez krót­ki okres czasu… –> Masło maślane. Okres to czas.

Wystarczy: Od­gło­sy walki do­cho­dzi­ły z lasu jesz­cze przez krót­ki czas/ jakiś czas

 

Zaraz potem z ciem­no­ści wy­ło­nił się męż­czy­zna. Rzu­cił okiem na Ke­vi­nę i mruk­nął:

– Co ty ro­bisz na tym drze­wie? –> Skąd mężczyzna wiedział, że dziewczyna jest na drzewie?

 

Zaraz potem z ciem­no­ści lasu wy­ło­ni­ło się stado wil­ków. Ar­thur cze­kał… Gdy stado zbli­ży­ło się… –> Powtórzenie.

 

fauna wy­stę­pu­ją­ca na tym ob­sza­rze osią­gnę­ła więk­sze roz­mia­ry 

i stała się dzik­sza… –> Zbędny enter.

 

wbie­gły w ogień, paląc swoje futro i ciało. –> Jedno futro i jedno ciało?

 

Ta chwi­la była jedną z ta­kich chwil. –> Brzmi to nie najlepiej.

 

pró­bo­wał owi­nąć ranę ka­wał­kiem tka­ni­ny. – Ach… – z jego ust wy­do­był się gło­śny syk, gdy tylko go do­tknął. –> Piszesz o ranie, a ta jest rodzaju żeńskiego, więc: …gdy tylko jej do­tknął.

 

– Mó­wi­łam ci, że nie dasz sobie rany… –> Literówka.

 

Pod­da­je się – po­wie­dział i po­zwo­lił zdjąć sobie płaszcz. –> Literówka.

 

Cała ko­szu­la była czer­wo­na od krwi i po­wo­li za­czy­na­ła two­rzyć przy­wie­rać do skóry. –> Pewnie miało być: Cała ko­szu­la była czer­wo­na od krwi i po­wo­li za­czy­na­ła przy­wie­rać do skóry.

 

mruk­nę­ła dziew­czy­na i za­czę­ła prze­my­wać ranę.

Gdy w końcu od­sło­ni­ła zra­nie­nie, tylko wes­tchnę­ła. –> Nie brzmi to najlepiej.

W jaki sposób przemywała ranę, skoro ta była zasłonięta. Czy nie powinna najpierw ją odsłonić, a potem przemyć?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Scenka i właściwie tyle. Żadnych odczuć nie wzbudziła.

Do pasa przypasali miecze.

Źle to brzmi. Poluj nie tylko na powtórzenia, ale także niechciane rymy czy stojące obok siebie słowa ze wspólnym członem jak w powyższym przykładzie.

– Wiesz, że nie, Kevino – odburknął mężczyzna. Spod jego kaptura wystawały jasne włosy. Również zerknął na dziewczynę. Jego oczy miały jednak zieloną barwę. – Musimy jechać. Musimy dotrzeć do Dunnotar. Dobrze o tym wiesz, prawda?

– Ja tak, ale czytelnik nie widział. Dlatego spytałam – odparła Kevina.

Unikaj tego typu wypowiedzi, jak ta przytoczona. Brzmią nienaturalnie, bo mało kto nagle pytania o potwierdzenie wiedzy, którą ma.

Oprócz tego brak tła fabularnego, kim są ci bohaterowie, dlaczego mam się przejąć ich walką. Szort nie jest zwolniony z takiego narysowania tła, by było to dla czytelnika wiadome (choćby przez domysł).

Technicznie też są rzeczy do poprawy. Literówki, niewłaściwy zapis dialogów itp.

Trochę jeszcze pracy przed Tobą, Autorze. Chwytaj przydatne linki:

Dialogi – mini poradnik Nazgula: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/12794

Dialogi – klasyczny poradnik Mortycjana: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/2112

Podstawowe porady portalowe Selene: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

Coś o betowaniu autorstwa PsychoFisha: Betuj bliźniego swego jak siebie samego

Temat, gdzie można pytać się o problemy językowe:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/19850

Temat, gdzie można szukać specjalistów do “riserczu” na wybrany temat:

http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/17133 

Poradnik łowców komentarzy autorstwa Finkli, czyli co robić, by być komentowanym i przez to zbierać duży większy “feedback”: http://www.fantastyka.pl/publicystyka/pokaz/66842676 

Powodzenia!

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Zgadzam się, że to tylko scenka. Zaledwie drobny epizodzik w podróży.

Mam wrażenie, że nad światem warto jeszcze popracować, żeby się nie pogubić w szczegółach. Na przykład powierzchnia traktu. Są kałuże, ale kopyta koni stukają, czyli nie ma błota. Znaczy, trakt brukowany. A potem się okazuje, że to dzicz, ludzi tam prawie nie ma, zwierzęta wyrosły… No to po co komu taki solidny, utwardzony trakt?

Podobno wilki nie atakują ludzi tak chętnie. No, zimą, kiedy są głodne. Ale teraz pada, więc to nie zima.

Z zarzutami na temat wykonania też się zgadzam. I z nienaturalnością dialogów. Ludzie zazwyczaj nie powtarzają sobie rzeczy, które obie strony już wiedzą.

– Mówiłam ci, że nie dasz sobie rany – wyrzuciła mu i sięgnęła po bandaż w jukach.

Literówka. Hmm. Jej koń przed chwilą uciekł. Tak dobrze wiedziała, gdzie co leży w bagażu mentora?

Babska logika rządzi!

Bardzo dziękuję wszystkim za porady. Na pewno się przydadzą.

Łojeje. Słabo napisane. Wady i niedociągnięcia wymienili koledzy i koleżanki nade mną, więc tylko zostawiam tu ślad, że byłem i przeczytałem.

Zaufaj Allahowi, ale przywiąż swojego wielbłąda.

Mówiąc delikatnie widać, że to jeden z pierwszych Twoich tekstów. Oczywiście zaczynasz z poziomu o niebo lepszego niż niejeden początkujący, ale jest dosyć słabo. 

Początek szorta to już pierwszy zgrzyt. Idziesz na łatwiznę. Co tam mamy? Jadą. Mężczyzna i dziewczyna.(takie zdanie to nie literatura). Potem walisz dosłowny opis zewnętrzny. W sumie poświęcasz uwagę i akapit na kwestie odzieżowe ;)

Dalej: Odgłosy szumu drzew, grzmotów, deszczu, stukotu kopyt i rozpryskiwanej w kałużach wody, stanowiły jedyne źródło dźwięku

​Masa tych dźwięków, które stanowiły JEDYNE ŻRÓDŁO dźwięku. Brak kropki na końcu.

Potem mamy dialog, który mówi nam o losach bohaterki. A że jest to szort, to bez sensu podawać te jej losy skoro i tak zaraz ją pożegnamy na wieki. Chwilę potem on lezie gdzieś w las walczyć z kimś, a ona włazi na drzewo. On wraca ranny, potem walczy z wilkami. W międzyczasie podajesz historię krainy (obowiązkowo z nazwami typowymi dla fantasy, które nic nam nie mówią i nie są potrzebne w tej historyjce), co znowu jest bez sensu w takim krótkim szorcie. Po co nam takie detale na temat jakiegoś kraju, skoro nie ma to żadnego wpływu na losy postaci i akcję? Dowiadujemy sie o jakimś Xanthosie, a nic nie wiemy o przeciwniku z którym polazł walczyć jeden z głównych bohaterów. Dosłownie stoczył tę walkę gdzieś za krzakami z jakimś anonimem. Następnie gadają, zszywają się i… jadą dalej. Nie ma puenty, twista, zaskoczenia, morału. Nie ma finału. Ot, byliśmy świadkami jakby fragmentu, kilku scenek słabo skomponowanych i napisanych dosyć prostym językiem. 

Starasz się pisać literacko ale to póki co zaledwie starania. Jednak jeśli to naprawdę Twój pierwszy tekst (wygląda na młodzieńczy) to przy odpowiedniej praktyce i rozwijaniu warsztatu mogą być z Ciebie w przyszłości ludzie (pióra).

Po przeczytaniu spalić monitor.

W założeniu miał to być pierwszy rozdział dłuższej historii

IMO, lepiej potrenować warsztat na krótkich formach, a potem brać się za powieść. Żeby się nie okazało, że masz sto stron do przepisania…

Babska logika rządzi!

No tak, Gucio21. Ale my oceniamy to jako szort, bo tak oznaczyłeś ten tekst. Gdybyś oznaczył jako fragment inaczej bym no to spojrzał.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Nowa Fantastyka