- Opowiadanie: Pietrek Lecter - Sprawa Patyczaków

Sprawa Patyczaków

Dziękuję betom – Anet i Vargowi, a także wszystkim innym, którzy w swoim czasie przeczytali opowiadanie i podzielili się ze mną cennymi wskazówkami. Bez Was wszystkich nie byłoby tego.

Zapraszam do lektury!

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Sprawa Patyczaków

– Jeszcze się nie spotkałem z tak beznadziejnym przypadkiem, dlatego do ciebie przychodzę, Abrahamie. – Ksiądz Jerzy Popielnik wyglądał na zrezygnowanego. – Proszę cię o pomoc bardziej jak przyjaciela, a nie członka Stowarzyszenia Dżentelmenów Walczących. Reprezentuję Kościół i wiesz… Nie powinienem zwracać się do ciebie z tą sprawą. Wy trochę inaczej do tego podchodzicie. Wiecie, że Bóg jest, ale nie przeszkadza wam to korzystać z najróżniejszych metod… Nie zawsze tolerowanych przez Watykan. – Trochę się jąkał. Sytuacja go przerastała. – Rozumiesz, że musi to pozostać tajemnicą?

– Rozumiem. – Dżentelmen pozostawał opanowany. Upił espresso i słuchał z rosnącym zainteresowaniem.

– Oni nie są z Podziemia, ale wiesz… Plotki… Jakby to wyglądało, gdyby Kościół prosił o pomoc świeckiego egzorcystę?

– Źle.

– Będziesz musiał… wejść w sutannę.

– Przebieranki?

– No, tak. Zrobisz to dla mnie? Chodzi o mój honor. Nie znam drugiego tak utalentowanego egzorcysty, jak ty. Czemu w ogóle nie zostaniesz księdzem? W imię Pana walczyłbyś ze sługami Szatana.

– Ponieważ jestem Dżentelmenem. Lepiej wyglądam w garniturze niż w sutannie.

Zaśmiali się, ale śmiech Jerzego był dość nerwowy. Abraham zjadł kawałek szarlotki, jednak jego towarzysz swojej nie ruszył.

– Opowiesz mi o tym wszystkim? – zapytał Kudomski.

– Spróbuję, ale takiej grozy nie da oddać się słowami. Szczerze mówiąc, to nie wiedziałem, że Szatan może mieć na nas wszystkich tak silny wpływ. – Popielnik spróbował napić się ze swojej filiżanki, ale ręce trzęsły mu się tak bardzo, że wylał kawę na spodek. Odstawił ją na stolik i serwetką wytarł dłonie. – Tydzień temu wezwał mnie Jakub Patyczak, szef jakiejś wielkiej korporacji. Nie chciał w to wierzyć, ale nie mógł zaprzeczyć, że jego córka została opętana. Wzywał wcześniej lekarza, ale ten się załamał i wyszedł bez zapłaty. Obiecał mi, że zapłaci każdą cenę za jej uratowanie.

Wszedłem do pokoju. Sandra bez ruchu leżała na łóżku. Podszedłem do niej. Wyjątkowo ładna dziewczyna. Typowa szkolna piękność. Taka, co wywołuje u kolegów grzeszne marzenia, a u koleżanek zazdrość. Jej ojciec podwinął kołdrę. Leżała pod nią w samej bieliźnie. To, co zobaczyłem, było przerażające. Miała zaokrąglony brzuch, pokryty bąblami. Takie jej się pagórki na brzuchu zrobiły, napęczniałe i obrzydliwe. Nie wiedziałem, co o tym myśleć. Jedno tylko podejrzewałem. Dotknąłem jednego z tych bąbli. Sandra od razu się obudziła. Jej oczy… Nie umiem tego nazwać. Były czarne jak u owada. Jej zęby… Zmieniły się w zwierzęce kły… Rzuciła się na mnie, ale zdołałem odskoczyć. Powarkiwała cicho i zdawała się nie zauważać wyciągniętego w jej stronę krucyfiksu. Wróciła na łóżko i uspokoiła się. Zaczęła się kołysać, leżąc. Nuciła coś cicho, ale bynajmniej nie był to numer jeden z listy przebojów. Ta melodia budzi we mnie niepokój, ilekroć ją sobie przypomnę. Wyszedłem z pokoju przerażony. Gdy wróciłem następnego dnia, lewitowała nad łóżkiem i za nic miała skierowany w jej stronę różaniec. Znowu mruczała tę swoją przyśpiewkę. Trzeciego dnia zniknęła, zostawiając otwarte okno. Warto wspomnieć, że jej pokój znajduje się na piętrze, a posesja otoczona jest wysokim na ponad dwa metry ogrodzeniem. Jak w jej stanie zdołała uciec? Patyczak powiadomił policję, ale sama wróciła czwartego dnia. Zauważyłem tylko na jej ustach coś biało-niebieskiego. Tylko domyślam się, co to było. Dla bezpieczeństwa otoczyłem jej łóżko solą, ale kiedy spadła, to przetoczyła się przez nią bez problemu. Co to może być za demon? Spotkałeś się kiedyś z czymś takim, Abrahamie?

Dżentelmen wyraźnie spochmurniał. Szykowała się wyjątkowa sprawa. Nie uważał się za tak wspaniałego egzorcystę, za jakiego miał go Jerzy. Wyrzucił kilka demonów, ale nic wielkiego. A może po prostu był skromny.

Już miał odpowiedzieć, gdy podszedł do nich kelner.

– Życzą sobie panowie jeszcze kawy? A może ciasta? Czy może macie ochotę na coś jeszcze innego?

Popielnik w normalnej sytuacji zwróciłby mu uwagę, że nie jest panem, ale w tamtej chwili nie przejął się tym.

– Poproszę jeszcze raz taką samą kawę – odrzekł Dżentelmen.

– Ja podziękuję – powiedział ksiądz.

Kiedy kelner odszedł, Kudomski wrócił do rozmowy.

– Nigdy nie spotkałem się z czymś takim, dlatego z chęcią podejmę się zadania.

– Z chęcią?

– Mam specyficzne podejście do swojej pracy.

Egzorcysta potrzebował pomocy, więc się nie kłócił.

 

– Ile ksiądz weźmie? – zapytał zrozpaczony ojciec. Kudomski zastanawiał się czy bardziej martwi go córka, czy wydatki.

– Dogadamy się po wszystkim – odparł Dżentelmen w sutannie.

– Zaprowadzę was do Sandry.

– Nie trzeba, znam już drogę – uprzedził go Jerzy. – Nie może pana być przy egzorcyzmie. Niech pan da klucz, aby nikt nie mógł nam przeszkodzić. Dzisiaj złapiemy byka za rogi.

Jakub opuścił ich na chwilę, aby wrócić z tym, o co został poproszony. Opętana córka to wstyd, dlatego musiał zrobić, co konieczne, aby zażegnać kryzys. Poza tym, latorośl we władzy demona nie wzbudzała zaufania inwestorów. Niektórzy wierzyli w Boga i nie chcieliby prowadzić interesów z kimś, kogo Szatan ma w garści. Jak mawiał jego ojciec: „Nie słuchaj frajerów. To, co myślą inni, jest ważne. Grunt to nieposzlakowana opinia”.

Gdy już zamknęli się w pokoju, Abraham odłożył walizkę na biurko i zdjął niewygodną dla niego sutannę. Został w samej koszuli z koloratką, więc kabura z rewolwerem stała się widoczna. Od razu zabrał się do pracy, a Popielnik tylko obserwował poczynania towarzysza.

Dżentelmen odwinął kołdrę ze wzorkiem w pandy i ukazał całe młodzieńcze ciało. Niektóre bąble pękły i wypłynęła z nich czarna maź.

– Brzuch jej urósł – zauważył egzorcysta.

Członek SDW chwilę się namyślił i rzekł:

– Może być w ciąży?

– Nie wykluczajmy tego. 

– Chciałbym z nią porozmawiać.

– To niemożliwe. Jej ojciec mówił, że od niedzieli nic nie powiedziała. Wezwał mnie we wtorek. Dziś mamy środę. Nie odezwała się od tygodnia i trzech dni – podliczył Jerzy.

Dżentelmen uniósł jej powiekę z delikatnością płatka róży i ujrzał głęboką ciemność. „Czarne jak noc, czarne jak węgiel”, cytując piosenkę The Rolling Stones. Sandra obudziła się i spróbowała go ugryźć, ale refleks rewolwerowca i tym razem go nie zawiódł. Kłapnęła tylko powietrze. Zrobiła to z dzikością wygłodniałego psa. Rzuciła się na niego i popchnęła na podłogę. Jej kły znajdowały się niepokojąco blisko twarzy Abrahama. Powstrzymywał ją jednak bez większego wysiłku, ponieważ nie była zbyt silna. Czuł cuchnący oddech dziewczyny, który bynajmniej nie śmierdział jedzeniem. Co to mogło być? Nasunęła mu się pewna myśl.

Odrzucił Patyczakównę, a ta uderzyła plecami w ramę łóżka. Ksiądz podbiegł z krucyfiksem. Blondynka splunęła na krzyż, prosto w twarz Jezusowi. Klecha szybko starł ślinę rękawem i przeżegnał się, przerażony tą karygodną profanacją. Zbladł i oblał się potem. Dziwił się Kudomskiemu, który utrzymywał względny spokój. W tamtym momencie pomyślał o nim jak o psychopacie.

– Zostawcie mnie w spokoju! – Jej głos był nienaturalny. A raczej nienaturalny w swojej naturalności. Mówiła dziewczyna, a nie demon. Zadziwiło to egzorcystów. Miała tylko lekką chrypkę, normalną po dłuższym okresie milczenia.

– Chcemy ci pomóc – wyjaśnił ksiądz.

– Nie możecie mi pomóc. Już na to za późno.

– Wiesz, co ci jest? – zapytał Dżentelmen.

Z jej mrocznych oczu wypłynęły dwie łzy. Opuściła powieki i zamknęła usta, dzięki czemu znów wyglądała jak zwyczajna nastolatka, śniąca o przystojnym koledze. Tylko ten brzuch psuł obrazek. Straciła przytomność.

Położyli ją na łóżku i przykryli.

– Wspominałeś już, że jej usta pokrywał lepki płyn – rzekł Abraham, gdy usiedli – on na krześle, a ksiądz na fotelu.

– Tak.

– Przypominał ci spermę?

– Może trochę, ale nikt nie ma nasienia zabarwionego na niebiesko!

– Ciszej, bo może nas podsłuchiwać jakaś sprzątaczka lub pani domu, której jeszcze nie widziałem.

– Ja też nie. Czy sugerujesz, że robiła fellatio demonowi?

Kiwnął głową.

– Ale po co wychodziła w tym celu? Demon sam mógł ją odwiedzić – zastanawiał się Jerzy. Obaj odczuwali grozę tych rozmyślań. – Zresztą demony z reguły są bezcielesne i tylko wchodzą w ofiary.

– Więc jak widać, mamy wyjątkowo paskudny przypadek.

Żaden z nich nie spotkał się wcześniej z czymś takim.

Chyba w piekle dali się porwać duchowi awangardy. Sztuka dręczenia i wykorzystywania seksualnie ludzi.

– Co zrobimy? – spytał Popielnik.

– Spróbuję wejść do jej umysłu. – Agent był zdecydowany.

– Ale to niebezpieczne! Nie wiemy, z czym mamy do czynienia. Czy ty rozumiesz, że możesz stracić rozum? Możesz stamtąd nie wyjść, a nawet jeśli, to już nigdy nie będziesz taki sam!

– Wiem, ale czy masz lepszy pomysł? Poza tym, sam mówiłeś, że potrzebujesz moich metod, na które nie pozwala ci Watykan. – Kudomski posiadał charakter silny i nieustępliwy.

Klecha załamał się jeszcze bardziej.

– Czy ty nigdy nie odpuszczasz?

– Nigdy.

– Dlaczego?  

– Taka moja praca i życie. Lubię to.

– Jesteś chyba nienormalny.

Na ustach Dżentelmena po raz pierwszy od momentu wejścia do pokoju zagościł uśmiech.

– Chyba tak.

 

 Zapadł zmrok. Zapalili wzięte od gospodyni świece. Powiedzieli, że są niezbędne do egzorcyzmu. Tak naprawdę, tworzyły tylko klimat i dreszczyk emocji rodem z taniego horroru. Może Abraham rzeczywiście był lekko obłąkany? Nie ma się czemu dziwić. Tyle lat w takim zawodzie robiły swoje z głową. Uroczy wariat.

Ogień oświetlał twarze idoli nastolatki, którzy zdobili ścianę na plakatach.

Kudomski najpierw napoił Sandrę silnym środkiem nasennym – musiał mieć pewność, że Morfeusz nie wypuści jej ze swoich objęć. Następnie oboje zażyli żędawki przez zastrzyk. Środek uwolnił ich umysły. Dżentelmen otworzył swoją starą walizkę i wyjął Niezbędnik egzorcysty.

Jerzy przyglądał się temu ze zgrozą. Nie sądził, że sprawy zajdą tak daleko.  

Abraham szybko nauczył się sentencji w ismirin – języku magii – i wszedł pod kołdrę, obok dziewczyny. Mimo iż leżała przykryta, nie była ciepła. Poczuł bijący od niej chłód. Złapał ją za rękę. Usłyszał bulgotanie, brzmiące jak rewolucja żołądkowa.

– Czy zjadła coś przez te dziesięć dni? – zapytał.

Ksiądz chwilę się zastanowił i odparł:

– Nic mi o tym nie wiadomo. Nie przypominam sobie jednak, aby ktoś przynosił jej jedzenie.

– Nie wygląda na niedożywioną ani odwodnioną.

– Kurwa, o co tu chodzi?

– Jesteś księdzem, nie wypada ci bluźnić. – Nie udało mu się rozbawić Popielnika. Egzorcysta nie wytrzymywał nerwowo. – Pokładaj wiarę w Bogu. Pamiętaj: „Chociażbym szedł ciemną doliną, zła się nie ulęknę, bo Pan jest ze mną. Twój kij i Twoja laska są tym, co mnie pociesza”. Pokonamy tego demona, jak Dawid pokonał Goliata.

Kolega nie wydawał się pocieszony.

Zaczęło się.

Pokój wypełniły słowa zaklęcia intonowanego przez Abrahama. Jego głos dochodził w każdy zakamarek i stał się bardziej niski. Brzmiał jak Jim Morrison. Sposób mówienia zmieniał się podczas czarowania. Dźwięk niosła magia, która wypełniała przestrzeń. Powietrze prawie iskrzyło wyładowaniami. Płomyki świec kołysały się niczym na wietrze. Gdy zgasły, wszystko się uspokoiło. Już nie było odwrotu.

Abraham znalazł się w umyśle Sandry Patyczak. Jerzy mógł tylko czekać na jego powrót, czuwając w nieprzeniknionej ciemności. Nawet księżyc nie miał wglądu na te wydarzenia, ponieważ opuścili rolety.

Panie, miej nas w opiece, pomyślał Popielnik.

 

Znalazł się w cudzym umyśle. Panowało tam swego rodzaju przygaszenie. Nie była to świadomość zwykłego człowieka. Myśli nie krążyły tu jak fajerwerki w Nowy Rok, ani nie zbierały się sny.

Sandra nie myślała. Nie śniła.

Nie znalazł tam żadnego zbędnego lokatora.

I to też go zadziwiło. Szukał jakiegoś demona, czy choćby śladu opętania, ale nic nie wyczuwał. Zagadka zamiast się wyjaśnić, coraz bardziej się gmatwała. Chciał rozwiązać za bardzo poplątaną sznurówkę.

W środku tej martwej przestrzeni znajdowała się kula, mieniąca się wieloma wyblakłymi kolorami. Myśli zebrane w uszkodzoną świadomość. Wszedł w nią, znaczy głębiej.

 

Rozległo się pukanie do drzwi. Zaniepokoiło Jerzego, który wiedział, jak groźne może być przeszkodzenie w transie.

– Kto tam? – zapytał.

– Izabela Patyczak. Matka Sandry.

– Czego pani chce?

– Zobaczyć córkę.

– W tej chwili to niemożliwe.

– Nie ma ksiądz prawa mnie nie wpuścić! – Podniosła głos.

– Zostało mi ono udzielone przez pani męża. Pani obecność mogłaby zagrozić życiu córki. Przykro mi.

Ta wymiana zdań przez drzwi zaczynała denerwować egzorcystę. Transcendencja to nie zabawa.

– Co ksiądz wygaduje?!

– Znam się na tym, proszę mi zaufać.

– Kiedy wyjdziecie?

– Pewnie jutro, a do tego czasu proszę nam nie przeszkadzać. Tu chodzi o duszę panny Sandry!

Kobieta odeszła bez słowa. Popielnik pociągnął jeszcze dwa łyki z piersiówki. Skoro woda święcona nie pomagała opętanej, to sam wspierał się wodą z procentami.

 

Abraham grzebał w chaotycznie porozrzucanych wspomnieniach. Szukał takiego, które naprowadzi go na trop. Innymi słowy, igły w stogu siana.

Sandra otaczała go ze wszystkich stron, a on ją oglądał.

Pierwszy raz, bolesny i cudowny. Pierwsze pójście do szkoły, jak wędrówka w nieznane. Pierwszy pocałunek, szybki i pozbawiony oczekiwanego romantyzmu. Pierwsze piwo z koleżankami, gdy udawała, że to dla niej nic takiego, a tak naprawdę się bała. Pierwszy okres, wypełniony szokiem i zastanawianiem się, kiedy straci dziewictwo. Pierwszy papieros, zatruwający śmiercionośnym dymem jeszcze zdrowe płuca. Pierwsze palenie marihuany, po którym nastąpiło błogie uniesienie.

Dżentelmen nie wiedział, co dzieje się na zewnątrz.

 

Izabela Patyczak niepokoiła się o swoją córkę. Może i nie zawsze ją zauważała, gdy zajmowała się sprawami pokroju marnowania pieniędzy męża czy spotkań z jakże licznymi „przyjaciółkami”. Ale kochała Sandrę. Nie tak silnie, jak powinna matka, ale ta miłość nie zginęła. Krew z krwi, były jednością przez dziewięć miesięcy.

Jej głowę wypełniały przerażające myśli. A co jeśli oni się tam nią zabawiają lub wyrządzają krzywdę w inny sposób? Może przetrzymają dziecko i zażądają okupu? Czy wiedzą, co robią? Istnieje przecież ryzyko, że zabili ją swoimi praktykami i teraz kombinują, jak się z tego wywinąć.

Czemu ten idiota dał im klucz? Zawsze lubił się rządzić, ale sprowadzenie tych typków to już przesada!

Łyknęła tabletki nasenne i spokojnie zasnęła. Nie śniła koszmarów.

 

To może być ciekawe.

Chatka w lesie, należąca do rodziców Krystiana. Noc okrywająca swoim płaszczem knieję i jej mieszkańców. Księżyc w pełni, którego słabe światło pozwala grzesznikom ukrywać ich niecne występki.

Jestem już nieźle wstawiona. Niepotrzebnie zadałam się ze starą, dobrą Mary Jane. Dobrze mi w towarzystwie tych ludzi, wolę ich od zrzędzących rodziców, którzy mają mnie w dupie. Tylko ten nawet przystojny typek w kącie trochę przeszkadza. Nie jest z naszej paczki. Co on tu robi? Skup swój zaćpany umysł, narkomanko. Hmm… Mam! Kumpel Krystiana. Z wyglądu to fajniejszy od niego samego.

Ale on się na mnie patrzy! Podobam mu się. Nic dziwnego, w końcu jestem taka ładna i to nie pierwszy chłopak, któremu się podobam. Zobaczymy, co z tego wyniknie.

(Przez długi czas rozmawiają, wygłupiają się i grają w butelkę. Sandra podczas zabawy musiała pocałować zagadkowego chłopaka w policzek. Okazało się, że ma na imię Adrian).

Wciągamy kokainę. W zasadzie to już nie bardzo mam ochotę, ale nie chcę wyjść na frajerkę. Śmierć frajerom! Sandra Patyczak jest znana z tego, że lubi się dobrze bawić. I nie zamierzam tego zmieniać.

Za dużo tego. Przesadziłam.

(Sandra odpływa i we wspomnieniach powstała luka).

Czuję kogoś w sobie. Definitywnie ktoś mnie pieprzy.

To fajnie.

Obudź się! Ktoś cię przelatuje, ćpunko!

Próbuję wrócić do świata z odmętów odlotu. Nie udało mi się. Widzę humanoidalnego (znam to słowo!) stwora. Jest pokryty suchymi, czerwonawymi łuskami. Jego oczy są bezdennie czarne, a w ustach lśnią kły. Pomiędzy nimi wije się rozdwojony język.

Wchodzi we mnie z dziką gwałtownością. Nuci nieznaną mi melodię.

Zamykam oczy i próbuję wrócić, aby  zobaczyć gwałciciela niezasłoniętego maską mojej fazy.

Ten seks jest dla mnie taki odległy. Czuję ból i zniekształcone przyrodzenie, a jednocześnie jakby mnie przy tym nie było.

Wróć, Sandro, i zrób coś z tym!

Mój umysł przykrywa mgła.

Unoszę powieki i widzę pociągającą twarz Adriana. Może to nie jest gwałt? Może nie pamiętam po prostu jak do tego doszło i zgodziłam się na to? Nie jest tak źle, zna się na rzeczy.

Chłopak szczytuje i czuję, jak moje uda pokrywa coś lepkiego. Nie chcę wiedzieć co.

Sperma! Nie założył gumki. Cholera, nie chcę ciąży. W co ja się wpakowałam? Nie chcę bachora! Nie jestem puszczalska!

Zrzucam go z siebie. Coś tam mówi, ale nie dociera to do mnie. Podnoszę się i patrzę w niebo. W spojrzeniu księżyca dostrzegam wyrzut. Co się gapisz? Nie patrz tak na mnie. Nie kontrolowałam się.

Podciągam majtki i spodnie. Czuję coraz większe otępienie. Jakby narkotyk zamiast tracić swoją moc, wzmagał działanie.

Seks na trawie, na łonie natury. A myślałam, że takie rzeczy przeżywają tylko bohaterowie filmów i książek.

Adrian odprowadza mnie do łazienki. Ględzi, ale nie słucham go. Przestaję odbierać bodźce zewnętrzne.

Wszyscy śpią. Idę się wykąpać. Woda zmywa ze mnie ślad skosztowania zakazanego owocu, stosunku z mężczyzną.

Kładę się spać. Sama. Chyba.

Ciemność.

 

Dalej były już tylko niewyraźne przebłyski z powrotu do domu.

Abraham nie mógł znaleźć wspomnień z napadów agresji. Nic. Ciemność. Postanowił jeszcze chwilę poświęcić na tę penetrację. Nawet chwila, gdy do nich przemówiła, zaginęła.

Szmer lub ukłucie, trudno to oddać słowami. Niepasujący element układanki chaosu. Obecność trzeciego umysłu. To odczucie było niczym błysk pioruna. Szybko przyszło, szybko poszło.

Intruz wyczuł Kudomskiego, dlatego uciekł. Dżentelmen próbował go odszukać, ale nie udało się.

Jego teoria się sprawdzała.

Musiał wzbić się na wyższy poziom transcendencji. Stać się duchem jeszcze bardziej. Chciał dostać się do łona.

Bardzo duże ryzyko. Po przekroczeniu pewnej granicy, droga powrotna do jego ciała zostałaby odcięta. Sztuka, którą uprawiał, posiadała niewielu artystów.

Skupił się. Oczyścił umysł. Opuścił na chwilę Sandrę i znalazł się na wyższym poziomie. W świecie, który znajduje się poza światem materialnym. Niewielu stamtąd wróciło. Tam każdy zmysł stawał się bezużyteczny. Rozumienie tego wymiaru wykraczało poza granice percepcji. W Neterze wszystkie drzwi stały otworem. Umysł tracił granice.

Poczuł szarpnięcie i jego percepcja poszerzyła się. Czysta magia zaczęła wypełniać Kudomskiego ponad jego wytrzymałość. Wrażenia niemożliwe do opisania żadnym ludzkim językiem, wręcz boskie dla śmiertelnika. Nic nie odda rzeczywistości, która wykracza poza nasze pojmowanie.

Uciekł w umysł opętanej. Jeszcze chwila i zwariowałby, albo nawet obróciłby się w nicość. Jego jaźń wybuchłaby milionami myśli i rozniosłaby się na wszystkie strony, których nie było.

W tamtym momencie Abraham osiągnął poziom ponadczłowieka. „Ponad” było niebezpieczne.

Zszedł do łona i odczuł tam niewysłowiony chaos, który z niczym mu się nie kojarzył. Odniósł wrażenie, że nie ma do czynienia z w pełni rozwiniętą świadomością. Umysł włączał się i wyłączał, błąkał i był zagubiony. A jednocześnie kontrolował dziewczynę. Dżentelmen podejrzewał, że wspomagał się mózgiem matki, ponieważ jego własny na razie mu nie wystarczał, nie rozwinął się do końca. Zapewne utrzymywał ją również w jakiś sposób przy życiu, dlatego nie musiała zaspokajać podstawowych potrzeb. Ale czy dało się już nawiązać z nim kontakt na wyższym poziomie ponad werbalnym?

Płód nie chciał porozumienia.

Kudomski będąc w Neterze, nie mógł obejrzeć stwora od zewnątrz. Człowiek przestał należeć do świata materialnego. Poruszał się w sferze umysłów, która istniała ponad mózgami i nie ograniczała jej ułomna cielesność. Dzięki temu wyobraźnia nie rozsadza nam głów. Wszystko, co wymyślimy, pozostaje tylko w marzeniach i tylko od nas zależy, czy to urzeczywistnimy. Załóżmy, że ktoś wizualizuje sobie samolot, a ten wylatuje mu z głowy. Wyższy wymiar służy między innymi bezpieczeństwu.

Abraham uznał, że musi już wrócić. Zaczął wycofywać się z Neteru. Chciał schodzić powoli, niczym staruszek z artretyzmem, ale przy jego ograniczonych umiejętnościach było to niemożliwe. Uczucie zmniejszania się granic można przyrównać do zjeżdżania windą, z rodzaju tych używanych w kopalniach. I teraz to uczucie spotęgować tysiąckrotnie i dodać wrażenie rozrywania jaźni na strzępki. To tak mniej więcej.

Powrót do ciała wydawał mu się jak upadek z niebotycznej wysokości. Wskutek szoku  aż spadł z łóżka, ciągnąc ze sobą kołdrę i tym samym odkrywając opętaną. Pech chciał, że przy upadku uderzył głową w szafkę nocną, strącając z niej szklankę. Naczynie się potłukło, rozlewając resztkę wody. Wylądowało blisko głowy Abrahama.

Rozglądał się po pokoju, próbując opanować jego kołysanie. Źle się czuł. Miał przygnębiające wrażenie granic własnej cielesności. To normalne po tak gwałtownym zmniejszeniu percepcji. Używając tylko pięciu zmysłów, wydawał się sobie niepełnosprawnym.

Leżąc na podłodze, sporadycznie obracał się z boku na bok i pojękiwał z bólu. Wytrącony z nadwątlonej równowagi ksiądz podbiegł i wlał mu do ust dużą ilość jakiejś substancji. Trochę pomogło. Abraham po smaku rozpoznał wódkę. Ból głowy zastąpiło przyjemne szumienie. Kudomski był słaby w piciu. Ale na razie o tym nie myślał. Zastanawiał się nad poważniejszymi problemami.

– Dzię-kuję – wykrztusił. Musiał z powrotem „zainstalować się” we własnym organizmie. Pierwsze ruchy wykonywał sztywno, a słowa wypowiadał mało płynnie.

Przysiadł na materacu. Jerzy nie mógł wytrzymać napięcia i wybuchnął:

– I co?

– Zjadłbym coś.

Nie takiej odpowiedzi oczekiwał Popielnik, ale Dżentelmen o obecnych siłach nie potrafił wydukać innej.

– Jest czwarta nad ranem, ale możemy sami znaleźć kuchnię. Z tych nerwów nawet mi się spać nie chciało. Jak chcesz, to mogę ci coś przynieść.

– Nie ma potrzeby. Poradzę sobie. – Jego wygląd temu przeczył. Skóra zmieniła kolor na kredowy, oczy nabiegły krwią, a fryzura godna hollywoodzkiej supergwiazdy roztargała się.

Przykryli dziewczynę. Jej stan się nie zmienił. Wyszli z pokoju, cicho stąpając, aby nie obudzić domowników.

Nie wszyscy spali.

Wzięli jedzenie i picie z lodówki (dwa chleby, szynkę, ser, dżem, masło, nutellę, pasztet, kurczaka na zimno i cztery słodkie bułki; do tego dzban kompotu, dwie butelki soku jabłkowego i pepsi). Nie pożywiali się od dłuższego czasu, a egzorcyzm i transcendencja były wyjątkowo męczące.

W sali jadalnej spotkali posępnego ojca Sandry, który upijał się do nieprzytomności. Opróżnił już jedną butelkę jacka danielsa i znalazł się w połowie drugiej. Pił „z gwinta”, a co tam. Nie wiedzieli, jak się zachować. W końcu sam ich zauważył. Podniósł głowę. Mówił nieskładnie i za głośno, jak na taką porę.

– Witam. Siadajcie.

Usiedli przy stole i przywitali się. Jedli i pili w milczeniu.

– Napijcie się z mną.

Jakub podał Abrahamowi flaszkę. Ten pociągnął kilka solidnych łyków i przekazał egzorcyście. W atmosferze rezygnacji dali sobie spokój z pozorami i ksiądz też skosztował alkoholu. Oddał trunek właścicielowi, który go dokończył.

Trzech facetów, którzy nie potrafią poradzić sobie z problemem. Aura porażki przytłaczała ich wszystkich.  

Gdy chleb już się skończył, Patyczak zapytał:

– Co z nią? – Smutny wyraz twarzy przywoływał na myśl deszczowy pierwszy listopada oglądany na cmentarzu, a zaczerwieniony nos sugerował alkoholika.

Dżentelmen westchnął i przypomniał sobie, że nie włożył sutanny. Jakub balansujący na granicy delirium, zdawał się nie przywiązywać do tego wagi. Ani do rewolweru w kaburze przy pasie. Czyżby koloratka mu wystarczała do uwierzenia?

– Jest źle. Jeśli mam być szczery, to nie wiemy, co mamy robić. Zaszła z czymś niewyobrażalnie potwornym w ciążę i nosi demona w swoim łonie.

W ciszy prawie dało się słyszeć pracę zasnutego wysokoprocentową mgiełką umysłu Jakuba, który z trudem próbował znaleźć rozwiązanie. Jego przeszklone oczy zalśniły, gdy wpadł na pewien pomysł.

– A aborcja?

– Nie wchodzi w grę – zaprzeczył Jerzy. – Demona nie da się zabić w taki sposób. Poza tym, mógłby wyczuć zagrożenie i zabić nosicielkę. – Zauważył minę biznesmena. – Znaczy pańską córkę.

– To co zrobimy? – Rozpacz bogacza sięgnęła dna. Dlatego założono Stowarzyszenie Dżentelmenów Walczących. Zwykli ludzie nie radzą sobie z takimi sprawami i potrzebują pomocy. Ojciec Sandry rozpłakał się szczerymi łzami, jakich nie ronił od dzieciństwa. Zawsze był twardym i rzeczowym człowiekiem sukcesu, ale i on posiadał uczucia. Dawno zakopane, teraz znalazły ujście.

Popielnik znacząco spojrzał na Kudomskiego. Nie chciał tego powiedzieć, brakowało mu na to odwagi. Agent SDW przyjął odpowiedzialność.

– Nic. Musi urodzić.

– Potwora?! – Jakub nie potrafił w to uwierzyć.

Również załamany Kudomski skinął głową.

– Niestety.

– Mam zostać dziadkiem demona? Jakimś, kurwa, teściem Szatana?

– Nie krzycz, bo obudzisz innych – zasugerował mu ksiądz.

– Nie chcę tego. To okryje hańbą całą rodzinę. Ludzie się od nas odwrócą.

Takie podejście rozsierdziło Jerzego, który nie umiał kontrolować się tak jak Abraham.

– Czy ciebie tylko to obchodzi, głupcze? Czy nie widzisz, że gra toczy się o życie i duszę twojej jedynej córki?

Adresat tych uwag zdawał się ich nie usłyszeć.

– Jak do tego doszło?

Na to pytanie odpowiedź znał tylko Dżentelmen.

– Demon pod ludzką postacią zgwałcił ją, gdy naćpała się na imprezie z przyjaciółmi.

Dlatego Abraham stronił od alkoholu. Wypił za dużo i powiedział to, czego nie powinien.

Patyczak zamyślił się na dłuższy moment, po czym powiedział:

– Skąd wiesz?

– Ktoś mi mówił, że była na imprezie. Domyśliłem się. To tylko hipoteza. Zapomniałem o tym wspomnieć.

Szef wielkiej korporacji na szczęście uwierzył.

 

Następnego dnia wyjechali, wcześniej opowiadając o wszystkim Izabeli Patyczak. Rozpłakała się i nic z siebie nie wydusiła. Zapłaty nie otrzymali, choć i tak by jej nie wzięli.

 

Jakub Patyczak wieczór spędzał na libacji z samym sobą. Myśli napędzane wódką ponuro biły się w jego głowie. Miał zostać dziadkiem potwora i teściem Szatana. Przypominał mu się jakiś stary film. Chyba nakręcił go Polak. Jak on się nazywał? A, Dziecko Rosemary. Sprawy nie uda się utrzymać w tajemnicy. To będzie koniec kariery, której poświęcił całe życie. Patyczakowie zostaną społecznie napiętnowani.

Trzeba temu zaradzić.

W jego głowie zrodził się niebezpieczny pomysł. Jedyne wyjście z tej parszywej sytuacji. Podjął decyzję. Nie dano mu wyboru. Jako głowa rodziny został zmuszony do zażegnania kryzysu.

Gorzała myślała za niego.

Chwiejnym krokiem dotarł do garażu. Gdzie on to schował? Szafka!

Wyciągnął glocka, którego dostał od kumpla na czterdzieste urodziny. Przeładował.

Zmierzał w stronę pokoju. Wszyscy spali i wariata nikt nie powstrzymał.

Wtoczył się do pomieszczenia i dotarł do łóżka swojej córki. Wyglądała tak niewinnie. Słodka, mała Sandra. Odkrył kołdrę i spojrzał na bąble.

Obrzydliwa. Nieczysta. Już nie można jej pomóc. To jego obowiązek. Podziękuje mu po drugiej stronie. Na Jakubie spoczywała odpowiedzialność uchronienia świata przed tym, co nosiła pod sercem.

Monstrum. Wynaturzenie. Owoc piekielnego gwałtu.

Cel uświęca środki. Wiesz, że tak trzeba.

Wymierzył w brzuch dziewczyny, a jego ręka drżała pod wpływem niezdecydowania, wątpliwości natury moralnej i nadmiaru spożytego alkoholu.

Pociągnął za spust. Trafił. Na moment przed odejściem do wieczności, Sandra szeroko wytrzeszczyła oczy. Normalne, ludzkie oczy.

Potem już opuściła powieki na zawsze.

Zrozumiał, co zrobił. Zabił swoją spadkobierczynię i największy skarb.

Morderstwo. Morderca.

Społeczne napiętnowanie. Wszyscy się odwrócą, bo ich zawiódł.

Wszystko wina wódki. Po co tyle pił? Przeklęty pijak.

Dalsze życie nie będzie miało sensu. Przekreślił wszystko jednym ruchem. Jedną decyzją. Jednym błędem. Jedną zbrodnią.

Przyłożył jeszcze ciepłą lufę do skroni. Tym razem posiadał pewność, co powinien zrobić.

Jakub Patyczak strzelił sobie prosto w mózg. Skonał w męczarniach.

 

Następnego dnia Jerzy zadzwonił do Abrahama z wieściami – sprawa została zamknięta. Matka nie zgodziła się na sekcję zwłok córki i nigdy już mieli nie poznać prawdy. Izabela nie chciała dopuścić do profanacji ciała swojej latorośli. Poprosiła jednak Popielnika, aby odprawił ceremonię pogrzebową.

Na pogrzeb przyszło wiele osób. Lwia część z nich nie znała żegnanych w tamtym dniu, ale w telewizji o tym mówili, a ksiądz na ambonie kazał iść. Jerzemu głos się łamał.

Wychodząc z cmentarza Kudomski wyłowił wzrokiem pewną osobę. Jednak zanim przypomniał sobie, kto to, mężczyzna zdążył zejść mu z pola widzenia.

Był to Adrian.

 

To jedna z nielicznych nierozwiązanych spraw w karierze Abrahama Kudomskiego. A także jedna z najstraszniejszych. Tej grozy Dżentelmen nie zapomniał do końca swoich dni. Zagadka gnębiła go już zawsze. Obaj egzorcyści udzielili wywiadu jakiemuś kardynałowi, który w tym celu specjalnie przybył do Polski. Historia trafiła ze szczegółami do tajnych akt Watykanu.

Niestety, wydarzenia te nie umknęły uwadze mediów, a w wielu kościołach ostrzegano przed atakami rosnącego w siłę Szatana.

Niedługo później Jerzy Popielnik przeszedł w stan świecki. Zaczął miewać lekkie problemy psychiczne. Abraham był twardszym człowiekiem i przetrwał to wszystko. W następnych latach stawał się świadkiem sytuacji przerażających, ale rzadko która dorównywała makabrą sprawie Patyczaków. Natomiast Izabeli serce wysiadło rok później.

 

Xeorg postanowił udać się w dalszą podróż. Ziemia była miejscem ciekawym, ale miał już jej dosyć. To nie wyrzuty sumienia. Ludzkość to słaba rasa, a jakaś tam samica nie wzbudzała jego współczucia. Raczej gniew, ponieważ zmarnowała jego nasienie. Ale to ten głupi samiec zawinił najbardziej.

Jedno musiał przyznać. Ziemskie samice zaspokajały jego potrzeby seksualne. Z łatwością podleciał statkiem pod okno nałożnicy, mając włączony prosty tryb niewidzialności. Rzadko już spotykał tak zacofane planety. Wtopienie się w środowisko mieszkańców tego świata nie sprawiło mu żadnego problemu.

Jedno go zadziwiło. Pomimo dość niskiego poziomu rozwoju, są Ziemianie, którzy potrafią poruszać się po Poziomie X. Nie na każdej planecie to potrafili. Tu należy się szacunek tym istotom.

Włączył napęd nadświetlny i wyruszył w kosmos. Może gdzieś tam znajdzie wreszcie godną siebie partnerkę?

Po drodze system statku się zepsuł i maszyna rozbiła się o rosyjskiego satelitę.

W tym miejscu sprawa skończyła się naprawdę.

Koniec

Komentarze

Pietrku, piszesz na tyle długo i dobrze, że część poprawek zostawię bez uzasadnienia. Sam je wyłapiesz, zgodzisz się albo nie.

Wy trochę inaczej do tego podchodzicie.

– Rozumiem. – Dżentelmen pozostawał opanowany.

Nie widzę wskazań, dlaczego miały stracić opanowanie.

– Będziesz musiał… wejść w sutannę.

Popielnik spróbował się napić się ze swojej filiżanki, ale ręce trzęsły mu się tak bardzo, że wylał kawę na spodek.

Dalej czytało się płynnie, wygląda na to, że się rozpędziłeś. ;)

 

Samo opowiadanie, cóż, napisane całkiem dobrze i egzorcyzmy mają w sobie coś nowego, ale ja nie jestem targetem dla takich historii. Popijawa mnie nie przekonała, wyszła trochę nienaturalnie, może dlatego, że nie poczułem dramatycznej sytuacji? Rola matki tak wiesz, na doczepkę. Nic nie wnosi, jest gdzieś obok. Finał (chyba) mnie rozczarował, może wolę utarte schematy i oczekiwałem “standardowego” zakończenia fantasy-horror, a nie prób SF?

Najbardziej jednak nie mogę oswoić się ze schematem opowiadania, wydaje się być utworem “na poważnie”, a jednak nie mogłem się wyzbyć uczucia pewnej farsy, komedii. Takiego “piętna”, gdzieś na granicy.

Za to napisane obrazowo, nie miałem problemu z wyobrażeniem sobie wszystkich sytuacji. Czyli umiesz przekazać , to co chcesz, tylko to co przekazujesz, nie do końca idzie w mój deseń, ale tylko czasami. ;)

Pozdrawiam.

 

Może gdzieś rzeczywiście jest tu ta aura farsy. Lekka, ale zachowania bohaterów rzeczywiście bywalcy groteskowe.

Cieszę się, że znalazłeś tyle pozytywów :)

Pozdrawiam!

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

Pietrkowy Dżentelmen znowu w akcji :)

 

Tekst napisany sprawnie i plastycznie, mimo, że całkiem długi bardzo płynnie mi się czytało. A odnośnie treści? Też mi się spodobała. Niby egzorcyzmy w sztuce to nic nowego, ale u Ciebie pokazane w inny sposób, czuć tu, jak sam piszesz trochę farsy i ironii.

A i zaskoczyło mnie zakończenie :), a że lubię horrory i ogólnie tekst mi się podoba, idę oddać klika :)

Cieszę się, że się podobało i dziękuję za klika :)

 

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

Następnie oboje zażyli żędawki przez zastrzyk. – zażyli przez zastrzyk? Jakoś brzmi to dziwnie. Może lepiej by było coś w stylu: Następnie obojgu egzorcysta zaaplikował zastrzyk z żędawką.

 

Sztuka, którą uprawiał, posiadała niewielu artystów. – sztuka posiadała artystów, czy jednak artyści posiadali sztukę? 

 

Jednak za nim przypomniał sobie, kto to, mężczyzna zdążył zejść mu z pola widzenia. – zanim 

 

Hmm, tekst czytało mi się nawet płynnie, chociaż szału nie robił. Scenę z kelnerem bym wycięła, bo moim zdaniem nic nie wnosi, a niepotrzebnie rozciąga. Forma egzorcyzmów ciekawa. Zakończenie i wyjaśnienie “opętania” fajnie wpisuje się w groteskę i nawet uśmiechnęło. Summa summarum opowiadanie uważam za niezłe. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Dziękuję za wizytę!

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

Demonicznych ciąży już trochę było, ale ta historia ciekawie się kończy. Jednak ten finał SF mi nie podszedł. Jakoś IMO nie pasuje, spłyca całość, zamienia w komedyjkę. No i horror jest straszniejszy, jeśli odbiorca kończy z przekonaniem, że niebezpieczeństwo ciągle istnieje. A i sequel można potem dopisać. ;-)

Tekst długi, ale czytało się ciekawie, dobrze prowadzisz akcję.

Obaj egzorcyści udzielili wywiadu jakiemuś kardynałowi, który w tym celu specjalnie przybył do Polski.

IMO, wywiadu się udziela dziennikarzowi, nie kardynałowi. Ujęłabym to jakoś inaczej.

Babska logika rządzi!

Dziękuję za wizytę i klika!

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

Ciekawe podejście, najpierw ciągniesz historię rodem z filmu Egzorcysta, a na końcu wykonujesz woltę, że rozwiązanie jest jednak bardziej kosmiczne niż, rzekłbym, duchowe. Takie zwroty bywają niebezpieczne – nie każdy lubi, gdy go oszukują z prezentowanym gatunkiem.

Mam wrażenie, że tag “groteska” uratował tekst parę razy. Scena z kelnerem, popijawa w domku – słabo wyszły w moich oczach. Reszta fabuły zaprezentowana nieźle, choć mi spodobała się ostatnia rozmowa z Jakubem i morderstwo.

Przypadło mi do gustu to, że ostatecznie bohaterom się nie udało. W historiach, jak w życiu, nie zawsze herosi wygrywają ;)

Podsumowując: ciekawy koncert fajerwerków. Dam klika szczególnie za zakończenie i porządne wykonanie.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Miło, że zakończenie się spodobało, a koncert fajerwerków w miarę udał (w Sandry głowie go zabrakło :(). Nie wiem,  czy to dobrze, że cieszysz się, że bohaterom się nie udało. Życzysz im źle ;)? Nie każdy lubi groteskę, ale tag nie wziął się bez powodu. 

Pozdrawiam, dziękuję za wizytę i klika!

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

Połączenie EgzorcystyDziecka Rosemary z Kudomskim, niestety, niespecjalnie przypadło mi do gustu. I choć opowiadanie czytało się w miarę dobrze, nie opuszczało mnie wrażenie, że rzecz jest opisana nieco naiwnie. Najbardziej niewiarygodna wydała mi się Izabela – w pokoju córki rozgrywa się dramat, a matka, jakby nigdy nic, idzie spać.

Nie wydaje mi się też, aby w przypadku zabójstwa odstąpiono od sekcji zwłok, ale mogę się mylić.

Kosmiczny finał zdał mi się doczepiony na siłę – niczego nie wyjaśnia i mocno rozczarowuje.

 

Jakby to wy­glą­da­ło, gdyby Ko­ściół pro­sił o pomoc świec­kie­go eg­zor­cy­stę? –> Jak by to wy­glą­da­ło

 

wy­szedł bez za­pła­ty. Obie­cał mi, że za­pła­ci każdą cenę… –> Powtórzenie.

 

Dżen­tel­men uniósł jej po­wie­kę z de­li­kat­no­ścią płat­ka róży… –> A jak delikatnie podnoszą powieki płatki róż?

 

Za­gad­ka za­miast się roz­wią­zy­wać, coraz bar­dziej się gma­twa­ła. Chciał roz­wią­zać… –> Czy to celowe powtórzenie?

 

Szmer lub ukłu­cie, cięż­ko to oddać sło­wa­mi. –> Szmer lub ukłu­cie, trudno to oddać sło­wa­mi.

 

Czy­sta magia za­czę­ła wy­peł­niać Ku­dom­skie­go ponad jego moż­li­wo­ści. Wra­że­nia nie­moż­li­we do opi­sa­nia… –> Nie brzmi to najlepiej.

 

Za­łóż­my, że ktoś wi­zu­ali­zu­je sobie le­cą­cy sa­mo­lot, a ten wy­la­tu­je mu z głowy. –> Nie brzmi to najlepiej.

 

ojca San­dry, który upi­jał sięd o nie­przy­tom­no­ści. –> Spacja jest tam gdzie nie trzeba.

 

Opróż­nił już jedną bu­tel­kę Jacka Da­niel­sa… –> Opróż­nił już jedną bu­tel­kę jacka da­niel­sa

 

Jakub podał Abra­ha­mo­wi flasz­kę. Ten po­cią­gnął kilka so­lid­nych łyków i podał eg­zor­cy­ście. –> Powtórzenie.

 

W at­mos­fe­rze re­zy­gna­cji zre­zy­gno­wa­li z po­zo­rów… –> Brzmi to fatalnie.

 

Jego prze­szklo­ne oczy za­lśni­ły… –> Jego zaszklo­ne oczy za­lśni­ły

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Szkoda, że opowiadanie Ci się nie podobało. Kwestia gustu. Dziękuję za wizytę i wychwycenie błędów!

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

Pietrku,

<Tu ostrzegę innych czytelników, którzy nie są Pietrkiem: uwaga spojler! :) >

 

Otóż tak, rachu ciachu brzytwą Lema, znaczy może raczej w tym wypadku, Freuda, zostaje na nam to:

Zaniepokojony stanem nastoletniej córeczki tatuś, sprowadza księdza-egzorcystę, by zespół w zespół zajrzeć jej pod kołdrę i o zgrozo ujrzeć coś, czego nie widzieli… Przerażony kapelan zwraca się po pomoc do Dżentelmena Walczącego, który nie zawsze korzysta z metod popieranych przez Watykan… ;)

Po czym obaj księża, jeden prawdziwy, drugi przebieraniec, ponownie zaglądają nieszczęsnemu dziewczęciu pod kołdrę. Pikanterii sprawie przydaje mamusia bezskutecznie dobijająca się do pokoju, gdy obaj dżentelmeni przecież, pomagają jej latorośli…

Stan jest poważny, tym bardziej, że dziewczę w międzyczasie być może zrobiło “fellatio” demonowi. Walczący Dżentelmen, nie zważając na ryzyko, dziarsko, wskakuje po kołdrę, by nawiązać z nieszczęśniczką kontakt… :) W tym celu, schodzi do jej łona…

A wszystko przez demona– jehulakę… ;D

 

Cóż właściciel brzytwy pogroziłby Ci paluszkiem i to nie jestem pewien czy wskazicielem ;D Kto jest bez winny jednak niech pierwszy kamień rzuci ;)

 

 

Na minus raczej dość typowa egzorcystyczna otoczka, nic tylko te lewitacje, pęcherze, “czarne jak węgle” oczy.

Na plus, zdecydowany, czytało się dość płynnie. 

 

Masz rację jednak, że wszystko de gustibus i jestem pewien a posteriori zresztą, że podobna stylistyka, znajdzie zawsze swoich zwolenników. Tak to już jest, że zarówno “Intestellar” jak “Hostel X” znajdą amatorów. "Solaris" jak i "Conan barbarzynca". I to chyba dobrze.

Pozdrawiam :)

 

P.S. Unikaj raczej seminarium  ;)

Poprawiłeś mi humor tym komentarzem :) Otoczka typowa dla egzorcyzmów miała wyprowadzić Czytelnika w maliny, aby na koniec go zaskoczyć ;) A co do brzytwy… Przyjrzyjmy się kultowemu “Wiedźminowi” Sapkowskiego, który podobno jest strasznym brzydalem, a każda panna wskakuje mu pod wspomnianą już kilkakrotnie kołdrę…

Pozdrawiam i dziękuję za wizytę!

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

Cieszę się, że humor poprawiłem. :) 

W takim razie, ja dałem się wyprowadzić jak dziecko :) Ehhh, nie pierwszy nie ostatni raz. 

 

To ciekawe pytanie, znaczy to o Wiedźmina. Choć raczej nie wydaje mi się, by gdziekolwiek stało, że jest "strasznym brzydalem", poza tym nie jestem specjalistą od męskiej urodziwosci. Tak czy siak, pytanie skąd wzięło się powodzenie Wiedźmina jest ciekawe, choć już trochę mniej, gdy na przykład wziąć pod uwagę, że wcieleniem męskości w czasach, gdy powstawał był Błąd, James Błąd. :) 

 

Przeczytałem i mam bardzo ambiwalentne odczucia.

Z jednej strony pomimo dosyć licznych niezgrabności językowych i chropowatości stylu, potrafiłeś, Autorze, wzbudzić moje zainteresowanie i kontynuowałem lekturę. Z drugiej, opisana historia zaskoczyła mnie dopiero pod koniec. I to dwukrotnie. Na plus i na minus. Po dosyć ogranym motywie z "opętaniem" i egzorcyzmami młodej dziewczyny, opisanym raz lepiej, raz gorzej (miewasz poważne wahania formy, zdania bardzo zgrabne przeplatasz niezręcznymi), po średnio udanym opisie wspomnień bohaterki pisanym kursywą (brzmiały te wynurzenia często sztucznie), dotarłem do momentu, w którym egzorcyzmy kończą się niepowodzeniem. I za to miałeś u mnie wielkiego plusa, bo dzięki takiemu zabiegowi wszyło to naturalnie i powiedzmy "realistycznie" (jak historia niby naprawdę wzięta z archiwum Watykanu). Sprawa niewyjaśniona, zrozpaczony ojciec popełnia morderstwo, a potem samobójstwo (piszesz, że ksiądz namawiał na uczestnictwo w pogrzebie. Samobójstwo to bardzo ciężki grzech, który wyklucza katolicki pochówek). Ksiądz rzuca kapłaństwo itd. Jest dobrze. Już miałem napisać, że po pewnych szlifach językowych można było zrobić z tego mocne opowiadanie w niepokojącym klimacie grozy.

Ale wtedy walnąłeś groteskowo wyglądające zakończenie i całość zamieniła się w komedię. Niestety.

 

Jak rozumiem, jest to część Twojego cyklu opowiadań o SDW?

 

A teraz dla zobrazowania kilka wybranych niekonsekwencji fabularnych i zgrzytów językowych:

 

Jej oczy… Nie umiem tego nazwać. Były czarne jak u owada. Jej zęby… Zmieniły się w zwierzęce kły…

Zwierzęce kły jako konsekwencja zapłodnienia przez obcego? Hmm. To raczej zagrywka z horrorów o demonach i dziwnie wygląda w połączeniu z fantastyką wychodzącą w finale.

W atmosferze rezygnacji zrezygnowali

No sam chyba widzisz, że to nieudana zbitka.

 

Niech pan da klucz, aby nikt nie mógł nam przeszkodzić. Dzisiaj złapiemy byka za rogi.

Jakub opuścił ich na chwilę, aby wrócić z tym, o co został poproszony.

 

Chciałeś uniknąć powtórzenia słowa klucz, a wyszło niezręcznie. Czytelnik wie przecież, że Jakub ma przynieść klucz, więc gdybyś napisał, że wyszedł, a po chwili wrócił w zupełności by wystarczyło. Trzeba zaufać inteligencji czytelnika.

 

postanowił jeszcze chwilę poświęcić na tę penetrację.

Używasz słowa penetracja (Abrahama) za raz po opisie gwałtu. To nieco niefortunne sąsiedztwo.

 

Tym razem posiadał pewność, co powinien zrobić.

Zwyczajne miał wyglądałoby tutaj o wiele lepiej.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Fantastyczny Pan Lis – Jego twarz szpeciła blizna i z reguły miał ponurą minę :)

 

Mr. Maras – Tak, to cześć z cyklu opowiadań o SDW, ale są one powiązane tylko i wyłącznie postacią głównego bohatera. Miło, że udało mi się wzbudzić zainteresowanie :) A co do zakończenia, to nie podobało się wielu osobom. Trudno, tak wyszło. Mnie osobiście się to podoba, ale co kto lubi.

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

– Jego twarz szpeciła blizna i z reguły miał ponurą minę :)

To według Ciebie definicja męskiej brzydoty? xd

Nie do końca, ale z tego, co pamiętam, Sapkowski nie opisywał go jako przystojniaczka. To Jaskier był tym rycerzem pucharów, a Wiedźmin miał chyba po prostu szczęście…

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

Z Wiedźminem nie było tak źle. Na imprezie czarowników, jeśli dobrze pamiętam, “grożono mu gwałtem na kamieniu, a nawet na jeżu”. ;-)

Babska logika rządzi!

Zależy to może od tego, kto miał tego gwałtu dokonywać. Na Yennefer Geralt nie obraziłby się. Chyba wiem, o którą imprezę chodzi, ale nie pamiętam sceny :(

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

Jak go Yen zostawiła samego na trochę, to wiedźmińskimi zmysłami podsłuchał jej dwie koleżanki, jak go obgadują:

– Dałabym mu choćby na kamieniu.

– A ja na jeżu!

A potem streścił rozmowę Yen, właśnie używając słów, że grożono mu gwałtem. Chyba.

Babska logika rządzi!

Teraz pamiętam :) 

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

Nie martw się, Pietrek, niepamiecią. 

Chyba najważniejsze, że trafiłeś w gust Finkli :) 

Toć sobie przypomniał, nie ma powodu do zmartwień. ;-)

Babska logika rządzi!

Może jeszcze nie tak źle ze mną :)

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

Ładnie Ci to opowiadanie wyszło.

Czytało się bardzo sprawnie i, jak już padło w komentarzach wcześniej, opisy są na tyle plastyczne, że z łatwością wyobraziłam sobie kolejne wydarzenia. To plus. 

Na minus, trochę brakowało mi czegoś nowego. Z drugiej strony, czytałam to opowiadanie chyba trzy dni temu i wciąż je pamiętam. 

Pozdrawiam. :) 

 

Najważniejsze, że zapadło w pamięć :) Dziękuję za wizytę!

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

Podobało mi się i optuję za kolejnym klikiem do biblioteki.

 

Dobry warsztat, fajny pomysł, był nawet klimat grozy – kto nie lubi potworów, chociaż w ludzkiej skórze?

 

Muszę jednak zgodzić się z Finklą – demon być może zasługiwał na dłuższy żywot. Gdyby Abraham poznał jego tożsamość, mógłby go ścigać dalej, poprzez np. kolejne opowiadania. Chyba groźniej by było, gdybyś nie dopowiedział, co zaszło.

 

No i długość tekstu całkiem, całkiem, nie ma spadków formy. Podoba mi się fragment w kursywie, ten o narkomanii i gwałcie. Od razu wyobrażałem sobie rozmytą reminiscencję.

 

W ogóle wejście do umysłu – porozrzucane tu i tam wspomnienia - a potem łona kobiety – spoko.

Stań się, kim jesteś.

Abraham już nigdy nie poznał prawdy :( Miło, że znalazłeś tyle plusów. Dziękuję za klika i pozdrawiam!

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

Pozdro!

Stań się, kim jesteś.

Mimo że początek mnie zainteresował, to później jakoś trochę siadło. Niestety nie przekonała mnie historia o Ufo. Chyba po prostu za dużo tych nadzwyczajnych elementów w postaci egzorcyzmów, wchodzenia do umysłu i właśnie obcej cywilizacji łasej na darmową łóżkową rozrywkę. ;) Gdyby może nie było tak zagmatwane czytałoby się lepiej i sądzę, że warto też popracować nad budowaniem napięcia skoro to horror. Do momentu wejścia do umysłu dziewczyny było nawet nieźle, później siadło.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Mam tendencję do upychania w opowiadaniach jak największej liczby elementów groteskowych, abstrakcyjnych czy po prostu dziwnych. Wiem, że to jazda bez trzymanki i można się w tym nieodnaleźć. Niemniej jednak dziękuję za wizytę i pozdrawiam!

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

Gratuluję biblioteki!

Stań się, kim jesteś.

Dziękuję :) Po tygodniu już straciłem nadzieję, ale portalowicze jak zwykle zaskoczyli mnie pozytywnie.

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

O widzisz, Pietrku, jakie to życie podstępne. Przeczytałem dawno temu, a komentarza nie zostawiłem. Shame on me.

Na początek to, co było złe. Czyli UFO. Według mnie ostatnia część zabiła ten tekst. Klimatu nie zbudowałeś jakiegoś porządnego, ale był. Poważny, budowany na tajemnicy tego, co siedziało w głowie Patyczakównej. A potem rozwaliłeś ten klimat Xeorgiem i jego niewidzialnym statkiem.

Jak ktoś wspomniał wyżej – postać matki nieco niewiarygodna. Znaczy jej zachowanie.

Poraziła mnie ilość jedzenia, jakie dwóch mężczyzn zamierzało skonsumować. Pasztet i nutella? Szaleństwo! :P Ser i dżem? Szynka i słodkie bułki? Ja nie wiem, od tego to chyba zezgonować można :D

No i nielogiczne wydawało mi się postępowanie ojca. Serio, musiał być niezłym hu.em, że zabił własne dziecko.

A teraz dobre rzeczy. Czytało się dosyć przyjemnie, tajemnica “pchała” do przodu (a raczej w dół, bo to scrollować trzeba :P), a postać głodnego Dżentelmena jakoś tak mi przypadła do gustu.

Podobało mi się też to, że sprawa – tak po prostu – nie została dokończona. 

To jedna z nielicznych nierozwiązanych spraw w karierze Abrahama Kudomskiego. A także jedna z najstraszniejszych. Tej grozy Dżentelmen nie zapomniał do końca swoich dni. – To powinno być zakończeniem. Jest idealne.

Czyli ogólnie to było dobre opowiadanie z nietrafionym zakończeniem.

Cześć!

Przeczytałem Twoje opowiadanie Pietrku. Opisy były obrazowe, trafiały do czytelnika. Historia całkiem zgrabna, choć rzeczywiście końcowy wątek Sci-Fi nieco zbyt zaskakujący. Masz jeszcze nieco do poprawy w warsztacie, ale nie mam zamiaru wszystkiego wymieniać. Głównie dlatego, że udało Ci się stworzyć kawał porządnego opowiadania. Tak trzymaj! :) 

Nie chciał w to wierzyć, ale nie mógł zaprzeczyć, że jego córka została opętana. Wzywał wcześniej lekarza, ale ten się załamał i wyszedł bez zapłaty. Obiecał mi, że zapłaci każdą cenę za jej uratowanie.

Trafia Ci się trochę podobnych konstrukcji. Dzięki umiejętnie poprowadzonej narracji nie przeszkadzają tak bardzo (a to świetna prognoza na przyszłość), jednak miejscami musiałem przystopować i zastanowić się nad danym fragmentem.

 

Pozdrawiam i powodzenia w dalszej twórczości! ;)

 

Edyp:

Przyznam, że przyciągnąłeś mnie tutaj tytułem. Dwuznaczność (nawet jeśli niezamierzona) bardzo udana ;)

Jai guru de va!

Bardzo cieszę się, że znalazłeś tyle pozytywów. Zawsze poświęcam dużo uwagi tytułowi. Dziękuję za wizytę!

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

Nowa Fantastyka