- Opowiadanie: MPJ 78 - Wstrząsające przygody jakie miał w Europejskiej Unii kosmicznej zabijaka Starkiler Brzęczyszczykiewicz

Wstrząsające przygody jakie miał w Europejskiej Unii kosmicznej zabijaka Starkiler Brzęczyszczykiewicz

Jako prawdziwy grafoman z ambicją bycia narodowym wieszczem i neo Wernyhorą co najmniej nie mogłem pominąć tego konkursu. ;)  

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Wstrząsające przygody jakie miał w Europejskiej Unii kosmicznej zabijaka Starkiler Brzęczyszczykiewicz

 W gospodzie na stacji kosmicznej Aflabeta, gęstniał mrok, tak gęsty i mroczny, że było ciemno. Pobliska czarna dziura niewiele dawał światła, głównie przez brudne szyby. Karczmarz z zainteresowaniem ziewał. Piękna jak zwinna jaszczurka kelnerka, blondynka o włosach czarnych jak skrzydło kruka, zgrabnie roznosiła zamówienia, ale nie mówiła za wiele. Wysokie standardy obsługi zapewniała też cyfryzacja, więc kucharz krzyczał, jedynkę ugotowałem. I dobrze bo dwója była tłusta i by goście utyli. Na szczęście trójki nie gotował bo umiał liczyć jedynie do dwóch. Wówczas to Przes słomiane drzwi do środka wszedł trubadur z czerwoną gitarą, na której grał. To znaczy akurat nie teraz, ale potem. Zatrzasnął drzwi, bo to w kosmosie jest i do środka wiała by próżnia. Usiadł na zydelku z anielinium, położył przed sobą czapkę z piórkiem. To znaczy piórkiem do dołu a tym co kapelusz ma w środku do góry, żeby ludzie, zwierzęta i ufoki mogli wrzucać tam przelewy bankowe. Zaczął grać na luteńce co ją miał i zaczął jeszcze śpiewać.

 

Kochane ludziska słuchajcie wyniosłej ballady

co mi ją przekazały przed wielu laty dziady.

Pisałem ją dziś w nocy na elfki umytym kolanie,

kiedy to Mikołaj zaprzęgał swe renifery w saunie.

Będzie o kosmicznym zabijace Starkilerem zwanym

co on zabijał kulami kosmiczne kosmiczne bałwany.

Brzeczyszczykiewicz miał on na rodowe nazwisko

i powiem wam więcej, bo to jeszcze nie wszystko.

 

Ludziowie słuchali w zachwycie, bo bardzo im się to podobało, bo podobało im się zachwycająco. Czarna dziura świeciła za oknem, wesoła trzaskał w kominku smoczy ogień, próżnia zawiewała przez szczeliny w drzwiach niosąc liście kasztanów. To znaczy nie takich zwykłych ale takich kosmicznie kosmicznych. Ruda kelnerka zamiatała je cyber odkurzaczem pod chodnik. Trubadur potrząsnął znów tamburynkiem, na którym grał i jak nie ryknie delikatnie piękną pieśnią.

 

Cicho skrada się Star Killer przez opłotki kute z meteora

robi tak dużo chwile dłuższą niż z krzaków do jeziora.

W ręku miotacz plazmy trzyma, a nad nim leci baranek

Znaczy się potwór morski zaatakował Kasjopeji zamek

Bohatersko bije mieczem wnet Starkileer go usieczuje

jak ubije, ugotuje, udusi itd to w pizzerii zaserwuje.

Ciżmy skrzypią przerażliwie co pozawala mu szczęśliwie

Podejść do bestii strachliwie, żeby ubić ją wnikliwie.

 

Tu zdarzenie przerwało grę trubadura na cymbałkach. Zdarzyło się bowiem że rozdziawiający paszczę z zachwytu nad przygodami Brzęczyszczykiewicza karczmarz połknął muchę. Nie była to zwykła mucha, tylko hiszpańska, co zaowocowało wzrostem napięcia. Napięcie to zaowocowało na karczmarce, co zaowocowało owocnie, bo już w przyszłym roku karczmarz miał trojaczki, każde w innym wieku. To znaczy nie tak od razu tylko jak podrosły i wzrost im się zmienił. I nikt nie wiedział, że ta mucha była cyberagentem syndykatu zbrodni. Jak sama nazwa wskazuje ten syndykat był hiszpański, ale to nie była prawda, tylko maskowanie. Tak naprawdę to on był zbrodniczy. Trubadur mógł to podejżewać, bo niejedno widział latając w te i na zad po kosmosie, ale skoro to nie on połknął muchę, to o tym nie wiedział i grał dalej na cydrze.

 

Jak Starkilerr podszedł smoka i to z bliska, i wysoka

Strzelił z działa, huknął basem i polała się posoka.

Bestia metalowa padła, tak do przodu i powoli

będzie z niej jak się wysuszy ze dwa pudy soli.

Będzie czym posolić zupę, kompot, kotlet, filet

za oszczędności z tego tytułu kupi do kina bilet.

Tam ukochaną swoją zabierze na film przecudny

Może się do niej dobierze, gdy film będzie nudny.

 

Wszystkich zaskoczyło tak szczęśliwe zaskoczenie, a szczególnie karczmarza, co był pod wpływem muchy. To znaczy tej hiszpańskiej, co była cyberszpiegiem złego syndykatu zbrodni. Krasnoludy co siedziały w koncie, to znaczy nie w banku, ale, takim co się normalnie siedzi za karę, przy czym one były tam nie za karę, ale, tylko, dla, tego, że, tam, był, stół, wzmocniony i ławy kute z najlepszej pancernej brzozy, płakały jak bobry. To znaczy nie tak jak bobry, bo one płaczą podwodą i płaczu nie widać, ale tak jak się mówi, że jak bobry. Ale oni nie wiedzieli, że to nie jest jeszcze koniec, bo to miała być niespodzianka. Trubadur, któremu przez zapomnienie kelnerka dała. Zrobił sobie przerwę liryczną by skonsumować, to co mu dano. Było to całkiem przyjemne, bo jadłopodawaczka się starała. Toteż z nowym zapałem szarpnął się do przodu oraz struny liry i głosowe.

 

W kinie zmrok zapadł co by było cudnie.

Choć przecież dopiero zapadło południe.

Niestety Godzilla straszna z ekranu uciekła

niektórzy mówili że to była bestia zza piekła

Strach spadł na kinomanów, słomę rozsypał

z tego to powodu niejeden klient ledwo zipał

Musiał Starkilller kochaną na chwilę zostawić

złapać miecz stylowy i portki swe poprawić.

 

Muzykant śpiewał to akurat z autopsji, bo jak wstawał do konsumpcji, to mu spodnie o sęk dębowy w zydlu zawadziły i musiał je poprawić. Elfy co weszły do gospody nie wiedziały co on robi, więc stały się mroczne. A że mrocznych elfów w Mrocznej izbie nie widać, co zaowocowało konfliktem z tymi, co ich nie widzieli. Zaowocowała z tego epicka bitwa, latały rakiety, kotlety, butelki, miecz się ścinał z szablą, a było ich weile, to znaczy tych mieczów i szablów. Katany kantowały, kałasze grzały, ale nie tak jak piecyki na prond ale tak z lufy. Nawet Sauron łypał okiem, a niziołki śmigały pod stołami jak torpedy fotonowe. Supermen mu zazdrościł, nie niziołkom tylko Sauronowi i też świecił oczami i przykładem odwagi, a to zawsze lepiej niż miałby świecić gołym zadkiem. Co innego taka supermenka, wróć superłomenka. Jak obrazują obrazkami pisma dla panów, panie świecą lepiej, co potwierdzają pisma dla pań bo tam też panie świecą lepiej. W końcu karczmarka co miała romans z kelnerką, ale o tym nie wiedziała, choć miała pudelka z zeberką, zakończyła wielką wojnę wojów mężnych miotłą. Wykorzystał to kapelmistrz i zaharczał na harfie

 

Godzilla se biegnie, doły robi, domy rozdeptuje

Starkulerr, jom, goni, więc, z wolna, sobie, maszeruje.

Dogonił ją w końcu przed Tokio bohater szczęśliwy

bo wlazła jak to sierota klementynśka w pokrzywy.

Na tej to zaporze jak się zatrzymała, to łomot dostała

Bił ją Srattartkiller gołymi pięściami a ona krzyczała

głównie ała ała ała ała ała ała ała ała ała ała ała ała ała

nie dziwić się jej krzykom boleści bo mieczem dostała.

 

Na to wezwanie szlachta wyciągnęła miecze z…. I tu jest problem, bo przypomniałem sobie, iże algorytm jutuba azaliż fejsbuka słowo związane z tym, w czym się miecz trzyma, w stanie spoczynku, interpretuje zupełnie inaczej niż się wydaje. Wobec w/w poprzestańmy na tym, iże miecze wyciągnęła. Problem w tym, że z rozmachem, co niektórzy mylnie zinterpretowali. I nie tylko w karczmie na skraju komosy, ale i tu. Albowiem program do pisania scenariuszy seriali, reaguje z opóźnieniem i dopiero wyłapał słowo ubrania dla miecza, które wykasowałem i proponuje użycie słów: seks, orgazm, stosunek. To zaś naocznie wskazuje jak ciężka jest praca wieszcza, bo kto by myślał o orgazmie na widok stylowego miecza. Może jakiś rycerz albo mieczokójca? Z seksem już łatwiej, bo jak piszą stare księgi, można mieczem przekonać do niego białogłowę. Choć współcześnie fora internetowe polecają pigułki, co nie jest prawdą, bo kolega je połknął, to seksu z żoną nie miał, za to przez noc cały dom wysprzątał, śnieg odwalił i u siebie i u sąsiadów i na całej ulicy, a dobry kilometr miała, i potem spał do wieczora i zmęczony byłem po tym jak koń po łesternie. Także stosunek do podpowiedzi miałem ambiwalentny, bo to nie „Miasto skarbów”, „Belle epoque” czy inna „Korona królów”. I tu program świeci, że wszystko jest ok, więc można wrócić do trubadura w karczmie, a ten grał na kobzie i śpiewał.

 

Ubiwszy potwora, Startkiller do swej dziewicy leci

a spieszyć się musi bo ma z nią dobry tuzin dzieci

Trzeba się z nimi pobawić na śniegu póki jest zima,

a że było lato, to on ten śnieg w lodówce trzymał.

Ucałował ukochaną Kasjopeę bohater szczęśliwy

bo jego nie powstrzymały nawet zielone pokrzywy

Kochanka dla niego gotował, a on mówił nie zasnę

kima jeno chwilę, i już z żoną na dziecko trzynaste.

 

Prorocze to były słowa, o czym jeszcze karczmarz, co był pod wpływem A. Muchy nie wiedział. Kucharz może i coś wiedział ale, że umiał liczyć tylko do pięciu, to nic nie mówił. Karczmarka wiedziała, ale mu nie powiedziała żeby się nie stresował.. Bo i tak miał inne źródło stresu, albowiem karczmę zaatakowali obcy, i to nie tacy, co nie są znajomi, ale zupełnie obcy kosmici. Oni, choć byli nietutejsi umieli liczyć do trzynastu, więc wiedzieli ile ma karczmarz dzieci, ale już nie ile ma ich trubadur, bo było ich więcej. Królowa alienów wydała rozporządzenie na drodze decyzji administracyjnej, przeniesienia trubadura z miejsca aktualnego pobytu i zaimplementowania mu aliena kompatybilnego z jego kwasem deoksyrybonukleinowym, co rozerwie mu klatkę. Starkiller, co udawał trubadura dużo walczył w klatkach na gołe klaty, więc żaden obcy klatki mu nie rozerwał, tylko został przez niego sklepany. Pozostali obcy zresztą też zostali pobici ze szczętem, a szczątków tych było dwa kosze na śmieci i jeden kontener. To znaczy zanim się nie rozpuścił od kwasu co go obcy mieli w żyłach, bo był on zupełnie inny od tego co ludzie mają w komórkach, ale nie tych na węgiel tylko tych co każdy człowiek je ma, choć niektórym akurat szarych brakuje. StartKiller z kronikarskiego obowiązku chwycił trąbkę i grając zaśpiewał.

 

Poluje na StarkKillera alienów szpetna królowa

Niech się jej nie wydaje, ze jest na niego gotowa.

Utłukłem jej sługów również brzydkich setkę i dwa

teraz więc ta krzywa paskuda znów ich mniej ma.

Jak chce rozrywać klatki, to niech je sobie wyspawa

mnie taka koncepcja cnym obrzydzeniem napawa.

Wracam do mej ukochanej Kasi co za płotem stoi

będę dzieci karmił bom tu nabył zupy pełen słoik

 

Trubadur skończył i sobie poszedł, i dobrze się stało, albowiem jest już dwudziesta 2 i karczmarka kazała wszystkim wyjść bo już zamyka zamek. Tak naprawdę robiła to z dobroci serca, bo wiedziała, że karczmarz pod wpływem, może trafić pomiędzy pierwszą a drugą, a to byłaby Poligamia, a ona nie ubiła kobiet z dziwnymi imionami. Poparła ją kelnerka, która chciała nastawić zmywarkę zanim ufoki zabiorą spodki. Wszyscy sobie poszli, ale mroczne elfy zostały, bo ich nie było widać, bo izbie było mroczno. Zarobiły to ponieważ jedna tak mroczna elfka, co jej włosy świeciły niczym promień słońca, chciała uprawiać seks w miejscu publicznym, ale się wstydziła. Zupełnie niepotrzebnie, bo program do pisania scenariuszy bezselerowych seriali wskazuje mi, że taką scenkę, tekst może liczyć na dotacje z Instytutu Sztuki Filmowej i Ministerstwa Kultury. Elfka spełniała swoje radośnie mroczne homorasowe fantazje erotyczne, a grupa, w skład której wchodzili: karczmarz, kucharz, i karczmarka i kelnerka przez dziurki z tyłu izby oglądali całe zdarzenie, które było dobrze widać. Kiwali głowami z zadowoleniem, bo wiedzieli, że dzięki temu opisowi i użyciu kilku słów kluczowych tekst może liczyć na dofinansowanie, z funduszu unijnego 8.3 Kapitał Ludzki – przeciwdziałanie wykluczeniu. Słusznie, albowiem elfka podczas spełniania swoich erotycznych fantazji nikogo nie pominęła ani nie wykluczyła, na co świadkiem mroczne elfy, kucharz, karczmarz, karczmarka, zielonowłosa kelnerka, trubadur, krasnoludy i tak się pisze bezselery co zostaną serialami.

 

Koniec

Komentarze

Witam serdecznie!

Mam wrażenie, że bardzo dawno temu mogłem przeczytać twoje opowiadanie w którymś z czasopism publikującym opowiadania. Jest to dość “elastyczna” historia i świetnie się czyta. Jeśli w tekście były jakieś błędy to ja przynajmniej nie odnalazłem żadnych. Wystawiłem swoją ocenę chociaż z reguły jestem sceptyczny, co do oceniania innych autorów, zwłaszcza przy konkursach.

Jest bardzo dobrze i mam nadzieję, że wygrasz ten konkurs :)

 

Koniec życia, ale nie miłość

Wybitne dzieuo portalowego wieszcza! Ale, że ufoki kradną spodki z lokali gastro, to nie wiedziałem!

Żeby nie było, dałem jedynkę bo jesteś wieszcz numer jeden, ale nie że po kolei nr. 1 i nr. 2, tylko że jeden że najlepszy, i nie że koleji że PKP, tylko kolei od kolejki, ale noe że górskiej w Tatrach, tylko że takiej w monopolowym po ocet

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

“Zatrzasnął drzwi, bo to w kosmosie jest i do środka wiała by próżnia”. ;)

MPJ 78, mów mi Mistrzu! To znaczy, sorry, chciałem powiedzieć: czy ja mogę do Ciebie mówić Mistrzu. Mogę? 

maciekzolnowski

Fajne :)

Za wszystkie komentarze dziękuje :) Możecie mi mówić mistrzu ale nie mistrzu jak w narzędziowni tylko mistrzu jak w pracownie Leonarda :D

 

“(…) mistrzu jak w pracownie Leonarda”. Chodzi Ci o pana Leona, tego, z “Labiryntu”? Nie wiem, nie pamiętam, jakimi on tam narzędziami wymiatał (i co wymiatał). No, ale to nie istotne zresztą… Czy też może chodzi o Leonardo di ser Piero da Vinci, który “po prostu wielkim poetą był”. Nie wiem, czy akurat poetą, ale pisarzem m.in. był na pewno. Nie wiem, czy dobrym. Od Ciebie na pewno nie był lepszy (podobno strasznie wagarował na polskim). :)

maciekzolnowski

Zachwyciło mnie to wszystko, ale jakby nie do końca, bo taką ciżbę postaci ulokowałeś na planie tego przedstawienia, że scena zdawała się pękać we szwach od tych osób i od grania barda-trubadura na instrumentarium obszernym, w dodatku nie na każde uszy dobrym, bo te musiały być dzielne i wytrzymałe. Moje wytrzymały, ale utrudziły się srodze.

A i opowieść swoją Autorze zapętliłeś w supeł Gorgonowej i już nijak nie mogłam się połapać ani rozsupłać co mogę czytać, ani co oglądać, ani posłuchać co kto mówi, bo to się działo jednym ciurkiem i było nie do opanowania w tym zbiorze masywnym pełnym postaci pierwszoplanowych, tych w dalszych szeregach i zwykłych statystów, co w innych okolicznościach statystująco są halabardnikami.

I jeszcze nie podoba mi się Autorze, że nie poprosiłeś o pomoc Pana Edytora, co jest zawsze chętny na usługi i szybko odziera słowa z czerwonego podwężykowania, a tak to mnie ono raziło przez oczy do głębi.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

maćku – oczywistym, że chodzi o Leona zawodowca :D

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Aż mi się zakręciło w oczach od Twej cudnej urody opowieści przeplatanej Poezją z dużej litery “Pe”. Ponieważ ja miłuję wszczególnie te wiersze, które mój rozum jest w stanie ogarnąć to te mnie zachwyciły, bo przynajmniej były o czymś.

Jak chce rozrywać klatki, to niech je sobie wyspawa

O! Jasno, krótko i na temat wręcz asertywnie. 

Brawisimo!

Ragulatorzy spójrz na mój tekst łaskawszym okiem,

konkurs oferował ortotolerancje w znaczeniu szerokiem.

Skorzystałem nie przeczę, acz edytor czerwienią krwawą

kreślił mi wyrazy mnogo, gęsto, często na lewo i prawo.

Wiem przecinki znów poległy, lecz ja znając swą słabość

wstawiałem to tu, to tam ich płoty, by średnia zgodność

z poprawną posiadła. Jakże w tym tekście było zamieścić

dialogi, gdy wszyscy, mnodzy, co ich karczma mieści

byli zasłuchani byli w balladę trubadura. Znać ją bogi

jakieś mu podszeptywał, aby lud fantastyczny mnogi

mógł kultury wysokiej, zakosztować.

wink

Och, chyba siebie pomyliłeś, Empejocie, i świadomie dozwoliłeś rzeczoną or­to­to­le­ran­cje w zna­cze­niu sze­ro­kiem. No ale ode mnie słowem się nie przejmuj, bo ja nie jestem jura, tylko Beryl, to On Ci to potem powie, czy tak jest dobrze, czy raczej nie za bardzo.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Właściwie to nie ortografy świadczą o grafomanii chyba, że te ze słów dwuznacznych jak stróżka, szlak/szlag, wierzę/wieże, smok/smog.

Płynność poczytności tekstu mimo wszystko, dobrze mu robi (choć czasem ((nie za często)), specjalnie można ją zaburzyć). Chodzi o dobrą zabawę, humor, humor wygląfający na niezamierzony, niezręczności, pohubione podmioty, fragmenty z byłozą, zaimkozą czy czymś tam innym, sztampę, nutę absurdu. Grafomania nie oznacza, że tekst ma koniecznie wyglądać na napisany przez ośmiolatka.

Nie zapominajmy o grafomanach seniorach!

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Nie była to zwykła mucha, tylko hiszpańska, co zaowocowało wzrostem napięcia. Napięcie to zaowocowało na karczmarce, co zaowocowało owocnie, bo już w przyszłym roku karczmarz miał trojaczki, każde w innym wieku

Mistrzu, to było mistrzostwo :D

A czy aby ów trubadur, to nie był przypadkiem Mike Oldfield? (taki, kurde, multiinstrumentalista;) )

Mytrix wiesz ja po paru głębszych mam pomysły na miarę dziesięciolatka i to takiego z ADHD ;) 

AQQ Trubadur to był zamaskowany maskowaniem Starkiler wielu imion i instrumentów ;) 

 

Za prawdę wielkim jesteś wiesz czem. Tak wielkim jak tfu j bard muzyki em co na różowych instru mętach pogrywał.

Mycha z dalekiej Italii zacnie ubrwiła tekst, czynią c go bardziej Kosma tym.

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka