- Opowiadanie: Dinos - Ślady na śniegu

Ślady na śniegu

Przerywam ciszę i swoją nieobecność, bo konkurs jest do tego świetną okazją.

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Ślady na śniegu

Nudziłem się siedząc sam w Starym Schronisku. Od dwóch dni wiał huraganowy wiatr. Gdy dorzucałem węgla do pieca, do pomieszczenia wszedł mężczyzna w kurtce ratownika TOPR z naklejką z danymi Izydora Bułeczki. Od razu skierował się do mnie.

– Dzień dobry. Co pan robi tutaj przy takiej pogodzie?

– Czekam.

– Na co? Aż się Zakopianka odkorkuje?

– Nie. Na lepszy czas, chcę wejść na Rysy.

– Rysy. A jest pan gotów?

– Tak. Jestem w formie, mam raki…

– A nie boi się pan tak sam wyruszyć na wspinaczkę?

– Nie.

– Odważny z pana człowiek, ale góry to nie przelewki. Opowiem panu historię pewnych dziewcząt, tak w okolicach dwudziestki, które chciały pochodzić sobie po górach zimą. Trasa na Halę Ornak jest łatwa i to ją właśnie wybrały na swój debiut w Tatrach, ale zimą wszystko się może zdarzyć i tak, jak pan utknęły na stancji przez pogodę podobną do tej dziś. Zamiast zawrócić do Zakopanego, poczekały trzy dni i wyruszyły z samego rana na wędrówkę.

– A gdzie pan w tej historii?

– Pełniłem dyżur ratowniczy w Kirze wspólnie z dwoma kolegami. Nagle zadzwonił telefon koło czternastej, podniosłem słuchawkę i usłyszałem zdenerwowaną dziewczynę, nie potrafiącą się składnie wypowiedzieć. Kazałem się jej uspokoić. Zaczęła bez pośpiechu mówić, że stoi sama na szlaku i nie może znaleźć przyjaciółki. Spytałem, gdzie jest. Powiedziała, że jest na wysokości Mroźnej Jaskini. Kazałem jej tam zostać, bo idziemy po nią. Jeden z nas został na miejscu, by koordynować akcję z kolegami z Hali Ornak. Jednocześnie helikopter przeczesywał ścieżkę z powietrza. Kobiety były jedynymi turystami na trakcie i pozostawiły po sobie widoczne tropy w głębokim śniegu. Szybko szliśmy, bo do zmroku została może góra godzina. Gdzieś w połowie drogi między skrzyżowaniami Wyżnej Kira Miętusia, a szlakami na Mroźną Jaskinię i Halę Stołową, znaleźliśmy plecak oraz ubrania. Także tu kończyły się ślady dwóch osób i dalej pozostały pojedyncze, nie rozdeptane kroki. W tym samym momencie odezwało się radio.

– I co?

– Koledzy od północy dotarli do dziewczyny. Okazało się, że razem z koleżanką gdzieś tu gdzie staliśmy weszły w mgłę i aż do skrętu na Mroźną w niej szły.

– Dziwne.

– Ja też byłem zdziwiony. Powiadomiliśmy, ich że znaleźliśmy jej rzeczy i urwany trop. Jednocześnie z helikoptera poinformowano nas, że od nas do drugiej grupy nie ma żadnych śladów osób trzecich. Przez kilka dni szukaliśmy jej, ale zapadła się, jak kamień w wodę. Jeszcze przez kilka lat hobbistycznie z kolegami jej poszukiwaliśmy. Tak kończy się ta historia.

W tym momencie wstał.

– Naprawdę chce pan się wspinać?

Zanim odpowiedziałem ubrał się i wyszedł. Znów nastała cisza. Włączyłem radio, by ją zabić. Akurat trafiłem na wiadomości. Pierwszy news dotyczył śmierci ratownika Izydora Bułeczki, który zginął ratując pijanego turystę w dresie, który utknął na szlaku na Rysy. Z wrażenia usiadłem na krześle i pomyślałem, że wrócę do Zakopanego, jak się poprawi pogoda i wejdę na Rysy latem. Góry poczekają.

Koniec

Komentarze

Ludzie! Czy ja się w końcu zabiorę do pracy? Co mi się wydaje, że już tu skończyłam, to coś nowego wpada… 

 

A tekst swoje odleżał i przeszedł autokorektę? 

 

Od razu skierował się moim kierunku. – nie brzmi to dobrze; nie lepiej po prostu skierował się do mnie?

 

Aż się Zakopianka odkorkuje. – to jest pytanie – tak wynika z kontekstu, więc na końcu pytajnik, nie kropka

 

Na lepszy czas, chce wejść na Rysy. – literówka

 

A przygotowany jest pan. – to jest pytanie – tak wynika z kontekstu, więc na końcu pytajnik, nie kropka; dziwność szyku pomijam – może on tam mówił. 

 

Jestem w formie, mam raki … – zbędna spacja przed wielokropkiem 

 

– A nie boi się pan tak sam wyruszyć na wspinaczkę. – to jest pytanie – tak wynika z kontekstu, więc na końcu pytajnik, nie kropka

 

Opowiem panu historie pewnych młodych dziewcząt, tak w okolicach dwudziestki, które chciały pochodzić sobie po górach zimą. – literówka; dziewczęta z definicji są młode, więc to dookreślenie wydaje mi się zbędne

 

A, gdzie pan w tej historii? – zbędny przecinek 

 

Naprawdę chcę pan się wspinać? – literówka

 

jak się poprawi pogoda i wejdę na Rysy latem(+.) Góry poczekają.

 

Mam też zastrzeżenia do opowieści ratownika, ale nie wiem, czy poprawiać, czy zwalić na karb takiego sposobu mówienia. 

Nie wiem, czy to wpływ wykonania, ale mimo realnej tajemniczej historii i całkiem całkiem końcówki, grozy nie poczułam.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Gdy dorzucałem węgla do pieca, do środka wszedł mężczyzna – wygląda na to, że facet wszedł do pieca

Ja z kolei odebrałam pomysł jako dość sztampowy. Niestety, miałam już okazję parę razy przeczytać opowieści o duchach rozmawiających i udzielających dobrych rad ludziom.

I nad wykonaniem mogłeś trochę bardziej popracować.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Błędy wykazane poprawione. Wykonanie to suma cięć, by zmieścić się w limicie.

Historia trochę sztywna. To znaczy napisana dosyć oficjalnym językiem. Pal licho wypowiedź Bułeczki, mógł gadać jakby czytał raport służbowy. Ale podobnie jest napisana reszta opowiadania. Historia ma twist, ale mimo że niespodziewany, nie zaskakuje specjalnie. Jest tak jakby z innej beczki dodany. Gdyby Bułeczka opowiadał o akcji, podczas której sam zginął ratując dziewczyny to byłbym bardziej wkręcony. Gdyby z helikoptera wołali, że ślad ratowników się urwał czy zniknął itd. Że zginął ratownik przez głupotę turystek. A na końcu Bach! Gdy już wyszedł, radio podaje, że to Bułeczka właśnie.

Ale nagle jakiś dres biegający po Tatrach się napatoczył. I brak nawiązania. 

Cóż. To jednak Twoje opowiadanie i napisałeś je tak, jak sobie zaplanowałeś.

Oczywiście przydałaby się też korekta. Na przykład brak kropki przed ostatnim zdaniem (edit. już poprawione jak widzę).

Całość napisana poprawnie, nawet odważyłbym się stwierdzić, że pisał ktoś, kto zna góry. Doszlifowałbym jednak styl, nieco go zluzował, podkręcił literacko.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dzięki za odpowiedź. W górach byłem tylko na Śnieżce. Wyczucie Tatr to magia książek i internetu. Co do stylu, przeczytam kilka razy i może uda mi się jakoś literacko go podkręcić.

Obawiam się, że wyszło trochę nijako i za sztywno, żeby końcowy twist zrobił na mnie wrażenie. Reakcja głównego bohatera też niezbyt przekonująca. Ale pomysł na szorta bardzo fajny, podoba mi się także forma dialogu. Tylko po co wzmianka, że tamten pijak był w dresie? :)

Jest jakiś pomysł, niezbyt nowy, niestety.

Do zarzutów wyżej dołożę jeszcze, że interpunkcja mocno kuleje.

Ten pijak w dresie nieco mnie zdziwił. Do tej pory narrator nie sprawiał wrażenia kretyna.

Babska logika rządzi!

Żongler chciałem pokazać niekompetencje ludzi. Oglądałem filmik, w ramach zbierania informacji o Tatrach, na którym pewien turysta w dresie i adidasach w środku zimy próbował zdobyć Rysy i utknął na jakiejś półce skalnej, bo nie miał raków, a może i sił. Gdyby nie narciarze zjeżdżający z góry, pewnie by tam zamarzł.

 

Finkla nie rozumiem, o co chodzi z tym wrażeniem kretyna.

Bo wydaje mi się, że żeby wybrać się w wysokie, niebezpieczne góry, i to jeszcze zimą, po pijaku, trzeba być kretynem.

Babska logika rządzi!

Ale wiesz, że narrator – główny bohater przez cały czas siedział na tyłku w schronisku.

No właśnie wiem. I to było rozsądne z jego strony. A tu nagle albo zmiana zachowania, albo wprowadzenie jakiejś nowej postaci do tekstu. Tak czy siak – bierze się to znikąd.

Babska logika rządzi!

A no właśnie, Dinos, mnie zdecydowanie bardziej odpowiada czytanie historii, którą mogę przeżyć z autorem, a nie słuchanie opowiadań postaci w niej zawartej, zwłaszcza, że opowieść bohatera jest głównym elementem tekstu. A gdyby ją rozpisać jako historię, akcję, z rozmysłem….?

Ale dziękuję za lekturę!

Pozdrawiam! ;)

Jest pomysł, ale opowiadanie jakiś mocnych uczuć nie wznieca. Prawdę powiedziawszy, spodziewałem się zakończenia od momentu rozpoczęcia “kazania” przez ratownika. Technicznie trochę kuleje, ale przeczytałem bez większych problemów ;)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Opowieść taka sobie, nie uwiodła. Brakło mi Morskiego Oka.

 

Spy­ta­łem się, gdzie jest. –> Spy­ta­łem, gdzie jest.

 

Szyb­ko szli­śmy, bo do zmro­ku zo­sta­ło może góra go­dzi­na. –> Literówka.

 

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ech, co mają dwie dwudziestki, pierwszy raz w górach, do chłopaka w chłopaka w schronisku? Nie wiem dlaczego martwy Izydor opowiedział mu akurat tę historię, słaby widzę związek.

“Proszę pana, pan nie jedzie dalej samochodem, bo jest ślisko. Kiedyś tu dwie dwudziestki się rozbiły kombi…” Wzruszam ramionami i jadę dalej.

Pozdrawiam.

Cóż, skoro faktycznie w górach nie byłeś, a czytając odnosiłem wrażenie, że jesteś w tym obeznany, to może faktycznie wypadałoby zacząć jakiś solidny risercz? Co do samego tekstu, niezbyt przypadł mi do gustu. Nie wzbudził we mnie większych uczuć, a opowieść trochę schematyczna i sztampowa. Nic specjalnego. Technicznie też można było to lepiej zrobić. 

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Tekst dosyć sztywny, dialogi sprawiają wrażenie nienaturalnych. Za to pomysł fajny, ale zapaliła mi się czerwona lampka, gdy wszedł ratownik “z naklejką z danymi Izydora Bułeczki”. Na moje jest to zbyt łopatologiczna sugestia i trochę psuje efekt końcowy. Spodobał mi się natomiast powód motywacji bohatera, nie groźna zima a… zagrożenie ze strony człowieka. Prawdą jest, że największym wrogiem mrówki jest inna mrówka. :)

 

http://wachlarzemoaloes.blogspot.in - mój blog o fantasy i science-fiction. :D

Nie porwało, na plus twist na końcu, ale trochę niezręczności w stylu wciąż wisi. :-)

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Historia oparta na dość ogranym twiście. Czytałem chyba wczesną wersję tekstu (skopiowaną wcześniej), bo jak teraz rzuciłem okiem, to wygląda to poprawniej, tzn. nie znalazłem błędów, o które chciałem się czepić :)

Pomysł jest. Może niezbyt odkrywczy, ale zupełnie strawny. Tylko wykonanie niestety nie jest najlepsze. 

Podobnie jak Majkubar – wolę, kiedy akcja jest przedstawiona z perspektywy głównego bohatera, chociaż tutaj opowieść ratownika tworzy główną oś opowiadania i, biorąc pod uwagę końcowy twist, ma to sens.

Nie jest źle, choć technicznie mogłoby być lepiej :)

Pierwszy news dotyczył śmierci ratownika Izydora Bułeczki, który zginął ratując pijanego turystę w dresie

Przerywamy audycję aby nadać kluczową wiadomość: turysta miał na sobie dres.

 

Za prosty pomysł, wykonanie takie ok. Narracja na zasadzie takiego monologu zazwyczaj wypada dosyć miałko i słabo, tutaj właśnie tak jest moim zdaniem. Tekst nie wywołał u mnie absolutnie żadnych emocji.

No nieźle.

Nowa Fantastyka