- Opowiadanie: DW_R - Smocza Stajnia

Smocza Stajnia

Dzięki bardzo Issander za rady, dzięki którym tekst wygląda, jak wygląda i dzięki wilk-zimowy za doprowadzenie bety do końca.

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Oceny

Smocza Stajnia

„Imperialna Smocza Stajnia”.

Każdy mógł przeczytać ogromny znak z odległości kilkunastu metrów. Znajdujący się przed wejściem do dużego, dziwnego budynku. Pod nim widniała tabliczka z dopiskiem:

„Miejsce hodowli i tresury smoków dla elitarnych oddziałów podniebnej kawalerii, wielkiego i trwającego po wsze czasy Imperium. Wstęp tylko dla wykwalifikowanego personelu”.

Tuż obok niego, w porannych promieniach słońca, wygrzewał się młody smok.

Nagle drzwi otworzyły się z impetem. Do pomieszczenia wtargnął starszy mężczyzna krzycząc wniebogłosy.

– Młody, młody! Gdzie on jest? Do jasnej ciasnej! – Biegnąc przed siebie jak oszalały, rozglądał się na boki. – Jak go dorwę, to mu nogi z dupy powyrywam!

W końcu zatrzymał się na chwilę przy jednym z boksów. Poranne promienie słońca dobrze oświetlały korytarz, mimo to legowiska smoków tonęły w półmroku. Gdy jego oczy dostrzegły coś w jednym z pomieszczeń, ruszył w jego kierunku. Przypatrując się uważnie, w końcu zawołał:

– Doktorze, to ty?

Postać w środku kiwnęła twierdząco głową.

– Nie widziałeś młodego?

– Chyba jest na placyku treningowym – odezwał się niepewnie mężczyzna.

Dowódca tylko na to czekał, ruszył w dobrze znanym sobie kierunku.

– Szefie, mamy mały problem. – Próbował zatrzymać go doktor.

– Pogadamy potem – zawołał odchodzący mężczyzna i zniknął za kolejnymi drzwiami.

– Później to nie będzie o czym. – Westchnął ciężko i wrócił do pracy.

 

* * * *

 

Po pewnym czasie, dowódca dotarł w okolice placyku treningowego.

Było to ogromne pomieszczenie przykryte kopułą i przypominające starodawne budowle; gdzie wielcy wojownicy walczyli na śmierć i życie. To tu młodziusieńkie smoki trenowały swój pierwszy lot pod czujnym okiem opiekunów.

– Młody, młody! – grzmiał wciąż zły dowódca.

Bawiący się na środku mały smok nic nie robił sobie z jego krzyków.

– Wyłaź! Wiem, że tu jesteś, swojego podopiecznego samego byś nie zostawił. Wyjdź pókim dobry, bo jak się jeszcze bardziej wścieknę, to jak cię wtedy dorwę, to nawet rodzona matka cię nie pozna.

– Mamusia zawsze w takiej chwili powtarzała tatusiowi, że po tych rudych włosach to zawsze mnie pozna – odezwał się niepewny głos rozbrzmiewając cichym echem.

Słysząc to mężczyzna z trudem powstrzymał wybuch śmiechu.

Młody chłopak, wciąż niepewny swojej sytuacji, wyszedł zza jednego z filarów.

– No chodź tu Jędruś, musimy pogadać o twoim raporcie.

Chłopak odetchnął z ulgą, wiedział dobrze, że gdy dowódca mówi mu po imieniu, to już nie jest na niego taki wściekły.

– No przecież napisałem raport. – Próbował się jakoś tłumaczyć.

– Tak, to prawda, ale nie wiem, czy jestem bardziej wściekły za to, jak jest napisany, czy za to, co jest w nim. Nie było mnie jeden dzień. Załatwiałem sprawy w wyższym dowództwie, a wy odwalacie taki cyrk.

– No… Zna pan Grzesia. – Wyksztusił chłopak.

– Znam dobrze, więc powtarzałem wam wielokrotnie, żebyście nie robili niczego, co nie należy do waszych obowiązków.

– Teoretycznie karmienie należy do naszych obowiązków.

– Tak? To jak to się stało, że Grzesiu wylądował w szpitalu?

– Szef zna te jego powiedzonka, „mężczyzna ma zawsze rację” czy „jak się popieści, to wszystko, się zmieści” i wiele innych.

– Znam, no i co?

– Więc wziął jedno ze swoich powiedzonek dosłownie i wtedy… no on…

– Dobra, dojść młody. Lepiej to sobie jeszcze raz przejrzę. Wyjął zza pasa, złożony dokument i zaczął czytać:

„W dniu wczorajszym…”

– Dobrze, że nie dzisiejszym.

„W dniu wczorajszym zdarzył się wy kapek”.

– Ja się ciebie pytam, jaki wy kapek? I co to w ogóle jest?

Chłopak spuścił tylko wzrok.

– Czytam dalej: „Mój wspólnik”. Widzę, że na wstępie już się do współudziału przyznałeś, ale co tam, jak to szło. „Mój wspólnik, podczas karmienia, doniósł ranę”

– Co on? Gdzie tę ranę doniósł? Do lekarza, grabarza? A zresztą, pewnie tylko licho to wie.

– Ale tam pisze „odniósł”. – Bronił się młody.

Dowódca przez chwilę przyglądał się uważnie. – A może jednak? Cholera to tak niewyraźnie napisane, że nie mogę odczytać. Niech ci będzie.

„(…) odniósł ranę” – czytał dalej mężczyzna. – „Która wymagała dziesięciu wszy”.

– Młody, ty mi takich głupot w raportach nie pisz, bo jak ktoś to przeczyta, to znowu nałożą na nas kwarantannę i będzie trzeba codziennie kąpać smoki, a sam dobrze wiesz, jak one tego nie lubią.

„Bo dokładnym przepadaniu i zaszczepieniu, ranny odpoczywa”.

– O dziwo w końcu coś poprawnie, jednak nauka nie poszła w las.

– Aż mnie, do teraz ręka boli, po tej nauce. – Żalił się młody.

Dowódca uważnie popatrzył na chłopaka. – Jędruś i co ja mam z tobą zrobić?

– Daj spokój! – Palnął młody, zaczepiany przez znudzonego smoka – To było do Mordki. – Dodał pośpiesznie.

– No ja myślę.

– Jaka kara tym razem mnie czeka? – W bezceremonialny sposób zapytał chłopak.

Dowódca aż z wściekłości zazgrzytał zębami.

– Tylko spokojnie, jesteś oazą spokoju, wdech, wydech. – Przez chwilę, szeptał do siebie mężczyzna. – Jędruś czy ty kiedykolwiek widziałeś, żebym ja cię karał?!

– Eee? – Zdziwił się młody. Gdy miał już zacząć wyliczać, dowódca machnął ręką.

– Nawet nie zaczynaj, zanim wymienisz wszystkie przewinienia z ostatniego miesiąca, zabraknie nam dnia, a mamy inne obowiązki. Wbij sobie do głowy, że tak naprawdę, ani razu cię nie ukarałem, nie jesteś małym dzieckiem, żeby ktoś po tobie sprzątał.

Chłopak aż pobladł, na samą myśl, jak mogłaby wyglądać prawdziwa kara.

– No dobra, przestań robić te głupie miny i bierz smoka, bo zaraz nam dziurę w drzwiach wydrapie.

Gdy tylko skończył mówić, otworzyły się drzwi, a uradowany smoczek natychmiast przez nie wyskoczył.

– Gdzie? – zawołał donośny głos, a silna ręka wepchnęła zwierzaka z powrotem. Zanim maleństwo zrozumiało, co się dzieje, do pomieszczenia wszedł ubrany na biało mężczyzna, pozbawiony brwi, z wciąż tlącymi się włosami.

– Co się stało ? – spytał zatroskany dowódca.

– Doktorku, trochę ci się wyłysiało! – Dorzucił chłopak, zanim tamten zdążył odpowiedzieć.

– Młody, nie denerwuj mnie, bo w torbie mam pełno zastrzyków własnej roboty, chętnie je przetestuje na ochotniku.

– Proszę, tylko żadnych igieł – odpowiedział wystraszony chłopak.

– Jędruś, ty tego się bardziej boisz niż mnie, musimy to zmienić – powiedział stanowczo dowódca, próbując ukryć uśmiech.

Blady jak płótno chłopak powoli się wycofywał, rozglądając się za drogą ucieczki.

– No to odpowiadaj, czy wczoraj był tu Józio? – zapytał doktorek.

– Wydaje mi się, że w stajni nie, ale wiem, że coś załatwiał w administracji.

– A prosiłem go tyle razy, żeby nie zbliżał się do stajni na co najmniej kilometr, bo Kula Ognia znowu złapie uczulenie na te jego blond włosy.

– Oj, to nie dobrze. – Zmartwił się dowódca. – Ostatnim razem nasz zapas siana prawie się spalił. Gdyby nie to, że znajduje się w kilku pomieszczeniach, byłaby ogromna katastrofa. Doktorku, zajmij się wyleczeniem uczulenia. – Popatrzył na mężczyznę, który chciał coś jeszcze powiedzieć, ale machnął tylko ręką i odszedł. – Młody, a my zajmiemy się smokami, dzisiaj jest tylko jeden patrol, więc chyba sobie poradzimy. Ale najpierw napiszesz porządnie ten raport.

– Muszę?

– Jak nie chcesz, to znajdę ci ciekawsze zajęcie.

– Ja już znam te „ciekawsze zajęcia”, panie dowódco. A mogę chociaż o coś zapytać?

– No dobra znaj moje dobre serce i pytaj.

– Kto nazywa smoki?

– Przeważnie właściciel, a co?

– Bo ciągle w naszej stajni spotykam się z dziwnymi imionami?

Dowódca się roześmiał, po chwili jednak zapytał.

– Przy okazji imion, gdy ktoś woła Pimpuś, czego się spodziewasz?

– Eee… – Zająknął się młody.– To podchwytliwe pytanie?

– Nie. A czemu miałoby być?

– Bo z panem dowódcą to nigdy nie wiadomo. A co do pytania, kot, mały pies, ewentualnie smocza jaszczurka. Tak mi się wydaje.

– No właśnie, znajomy opowiadał mi kiedyś, że ich dowódca nazwał tak czerwonego smoka! Rozumiesz, czerwonego smoka, przecież to bydlę jak dorośnie, to jednym kłapnięciem pyska będzie potrafiło zjeść całą krowę. Ale, jaki zamęt sieje w oddziałach wroga. – Oczy dowódcy zajaśniały blaskiem.

Jędruś patrzył na szefa, gdy ten stał rozmarzony. Jednak po dłuższej chwili zaczął szukać drogi ucieczki.

– Dobra, koniec tych pogaduszek. – Ocknął się dowódca. – Wszystko musi być tip-top, więc cię dzisiaj przypilnuję. Jesteśmy przecież zawodowcami. Przed obowiązkami nie ma ucieczki.

Nie czekał na odpowiedz, złapał chłopaka za ramię i ruszył w stronę wyjścia.

– A opowiadałem ci już, jak próbowaliśmy połączyć ze sobą dwóch samców czerwonego smoka? Ale się wtedy działo.

– No, chyba z milion razy.

– To pewnie posłuchasz z ochotą kolejny raz… 

Koniec

Komentarze

Ogólnie mówiąc, nie zachwycił mnie Twój tekst, chociaż tytuł i sam pomysł zachęca. W zasadzie to nie tyle opowiadanie, co dłuższa scena prezentująca pomysły autora (zabawne, że sam bardzo niedawno usłyszałem podobną opinię o własnym tekście :D)

Tekst pomimo betowania jest nadal w bardzo surowym stanie. Wydrukowałem go sobie i przez pierwsze pół strony notowałem błędy, a potem już mi się odechciało (za dużo ich było). Wypisałbym je tutaj, ale… widzę ikonkę “2 komentarze”, mimo że żadnych komentarzy nie widzę. To jakiś błąd strony, czy może zostały usunięte albo ukryte? Bo nie wiem, czy jest sens wypisywać potknięcia, na które ktoś już zwrócił Twoją uwagę.

 

(Wie ktoś, czemu nie widać tych komentarzy? Próbowałem odświeżyć stronę.)

Tak chyba wyglądaja komentarze z bety, widzi je tylko autor i betujący. Co do tekstu, też zwróciłem uwagę na kilka błędów i literówek. Wydaje mi się, że z tej historii można było wycisnąć trochę więcej, może autorowi zabrakło czasu lub pomysłu?

Tak, niewidoczne dla maluczkich komentarze pochodzą z bety.

Fantastyka pełni funkcję dekoracji. Tak naprawdę szef ochrzania podwładnego. A czy dzieje się to w stajni smoków, kuźni, komendzie policji, korpo… To już nie ma większego znaczenia.

No i dzieje się w zasadzie niewiele. Jako epizodzik w czymś większym – mogłoby być ciekawie. Ale tak samodzielnie to tekst słabo się broni.

Zgodzę się z przedpiścami, że zostało sporo usterek. Multum literówek, często błędy w zapisie dialogów, czasem interpunkcja kwiknie.

Babska logika rządzi!

regas – bardziej pomysłu, początkowo miał być to tylko ciekawy dialog, lecz za namową pierwszego betującego Issandera, przyjął taką form, kontakt się urwał i tekst długo leżał, aż po usilnych namowach wilk wyszukał chociaż, kilkanaście usterek.

 

master-of-orion – jeśli wilk zwrócił uwagi na jakieś błędy, od razu je poprawiałem i jeśli ktoś miałby ochotę na wypisanie chociaż części, bo wszystkich pewnie byłoby za dużo, będę wdzięczny.

 

Finkla – z założenia miał być to shorcik i chyba źle zrobiłem, że podpiąłem tekst pod kategorie opowiadanie. Może gdybym bardziej rozpisał tematy zawarte w tekście, raport, uczulenie i ciekawe imiona, miałoby tekst większy sens?

 

Dzięki za komentarze.

Epizod pracowniczy w niezwykłym zakładzie pracy. Właściwie ciężko coś więcej powiedzieć, bo jesteśmy świadkami tylko jednego OPR-a i niczego więcej. Jeśli miał być to szort, to puenta jest mocno niewyraźna, a droga do niej – nudnawa.

Myślę, że zamiast przedłużać, należałoby całość raczej skrócić i uwypuklić jakąś myśl przewodnią, która uderzyłaby w puencie.

Technicznie jest co najwyżej średnio. Sporo błędów jak na tak długi tekst.

Podsumowując: nie mój typ tekstu. Bywa.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

OK, DW_R, skoro chcesz, do porannej kawki wypiszę błędy z pierwszej 1/5 tekstu.

 

Najpierw takie ewidentne błędy:

 

Głosił ogromny znak, przed wejściem… (niepotrzebny przecinek)

 

Jak go dorwę, do to mu nogi z dopy dupy powyrywam!

 

przy jednym z boksów, przez chwile chwilę

 

Gdy jednak jego oczy dostrzegły, w jednym (znowu niepotrzebny przecinek)

 

Było to ogromna ogromne pomieszczenie przykryte kopułą i przypominające starodawne budowle;, gdzie wielcy wojownicy (powinien być przecinek zamiast średnika)

 

A teraz inne, bardziej subiektywne rzeczy, które imho można by (i warto by) poprawić:

 

„Imperialna Smocza Stajnia”.

Głosił ogromny znak….

Jakoś mi nie leży “przecięcie” zdania kropką i enterem. Zdanie w nowym akapicie byłoby lepsze jako samodzielny byt np. “Taki napis wisiał…” albo “X przeczytał napis wymalowany wielkimi jak woły literami…” albo coś w tym stylu.

 

„To miejsce, gdzie pracuje wykwalifikowany personel, zajmujący się opieką i hodowlą smoków, dla naszego elitarnego, podniebnego oddziału”.

Nie wyobrażam sobie, żeby naprawdę gdzieś miał wisieć taki napis… Jakiś taki bardzo opisowy, a za mało humorystycznie biurokratyczny :P (Bo domyślam się, że chciałeś skontrastować “profesjonalny personel” z tym, co się dzieje w środku). Spodziewałbym się raczej czegoś w stylu:

“Miejsce hodowli i tresury smoków dla elitarnych oddziałów kawalerii podniebnej miłościwie nam panującego cesarza Ottona IV, władcy [tego], [tamtego] i [siamtego]. Wstęp tylko dla wykwalifikowanego personelu.”

Nie lepiej?

 

Poranne promienie słońca dobrze oświetlały korytarz, lecz niewystarczająco legowiska smoków.

Wiadomo, o co chodzi, niby masz rację, niby okej, ale moim skromnym zdaniem jakoś niezręcznie. Albo zmieniłbym szyk zdania na “lecz legowiska smoków – niewystarczająco”, albo jeszcze lepiej po prostu “ale legowiska smoków tonęły w półmroku” czy coś.

 

Przypatrując się uważnie, w końcu zawołał.

Ja bym na końcu dał dwukropek, bo w następnej linijce piszesz, co takiego zawołał.

 

Postać w środku kiwnęła potwierdzająco głową.

Twierdząco? Przytakująco?

 

…ruszył w dobrze znanym kierunku.

Komu znanym? Mi nie. Może “dobrze znanym sobie”?

Powiem tak, pomysł mi się spodobał. :) Fajnie, że jest dużo dialogu, lubię taką gadkę, choć dialogi trzeba dopracować, tak samo, jak cały tekst. Gdyby warsztat był lepszy, dałbym punkt, na tyle spodobała mi się ta opowiastka. :)

Masz jeszcze przywary wczesnego pisarstwa, nadmiernie rozpisujesz się nad czynnościami, tak, aby czytelnik poznał każdy gest i ruch, jaki wymyśliłeś, a to zupełnie niepotrzebne.

Zatrzymał się w końcu przy jednym z boksów, przez chwile nasłuchując i przyglądając się. Poranne promienie słońca dobrze oświetlały korytarz, lecz niewystarczająco legowiska smoków. Gdy jednak jego oczy dostrzegły, w jednym z pomieszczeń ludzki kształt, ruszył powoli w jego kierunku. Przypatrując się uważnie, w końcu zawołał.

Zobacz, ile tego jest w tak krótkim fragmencie, przynajmniej połowa jest zbędna. Zostaw część do domysłu dla czytelnika. Zbyt dużo tych zatrzymań, nasłuchiwań i ruszania powoli.

Spójrz też na dialogi, staraj się nie powtarzać w didaskaliach tego samego, co wypowiada bohater.

– No przecież napisałem raport. – Niepewnie tłumaczył się po chwili.

– Tak, to prawda, ale nie wiem, czy jestem bardziej wściekły za to, jak jest napisany, czy za to, co jest w nim. Nie było mnie jeden dzień. Załatwiałem sprawy w wyższym dowództwie, a wy odwalacie taki cyrk.

– No… Zna pan Grzesia. – Próbował tłumaczyć się chłopak.

“Niepewnie” wynika z kontekstu wypowiedzi, nie trzeba tego dopowiadać, tym bardziej, że zaraz dalej znowu powtarzasz “tłumaczenie się” chłopaka. Dialog jest bardzo ważny, to nie tak, że po słowach werbalnych można sobie coś tam dopisać. Dobrym dialogiem buduje się dobre opowiadanie.

Jest jeszcze trochę pracy przed Tobą, ale życzę powodzenia. :)

Pozdrawiam.

 

Nie ma znaczenia, czy nazwiesz tekst opowiadaniem czy szortem – scenka pozostanie scenką. Fabularnie niewiele się dzieje.

Babska logika rządzi!

Finkla – ok, rozumie.

 

master-of-orion – dziękuje bardzo, kawy nie pijam, ale akurat raczę się herbatą z miodem, więc z ochotą zabieram się za poprawki.

 

Dracon – dziękuje za ciepłe słowa i tak dużą pomoc oraz bardzo pouczającą sugestię, pewnie minie trochę czasu i napiszę kilka tekstów, zanim dobrze ją wdrożę.

Nawiasem mówiąc, DW_R, mam wrażenie, że kierujesz się w dwie strony: albo coś mrocznego (jak “Artysta”) albo lekkiego (jak Stajnia czy końcówka opowiadania z Morskiego Oka). IMHO mroczny klimat wychodzi Ci straszniej, a problemy z nastrojem zaczynają się przy wchodzeniu w coś “codziennego”.

 

Z przyczyn, które wskazali wcześniej komentujący, ani to opowiadanie, ani specjalnie fantastyczne. Od siebie dodam, że w obecnej formie niezbyt zajmujące.  

Wykonanie, co też zostało powiedziane, pozostawia bardzo wiele do życzenia.

 

przed wej­ściem do du­że­go, dziw­ne­go bu­dyn­ku z od­le­gło­ści kil­ku­na­stu me­trów. –> Co to jest budynek z odległości kilkunastu metrów?

 

– Młody, młody! – Grzmiał wciąż zły do­wód­ca. –> – Młody, młody! – grzmiał wciąż zły do­wód­ca.

Nadal źle zapisujesz dialogi. Przypominam o poradniku: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

 

Le­piej to sobie jesz­cze raz przej­rze. –> Literówka.

 

„ W dniu wczo­raj­szym…” –> Zbędna spacja po otwarciu cudzysłowu.

 

„ W dniu wczo­raj­szym zda­rzył się wy kapek” –> Jak wyżej. Brak kropki na końcu zdania.

 

Cho­le­ra to tak nie wy­raź­nie na­pi­sa­ne… –> Cho­le­ra to tak niewy­raź­nie na­pi­sa­ne

 

bę­dzie trze­ba dzien­nie kąpać smoki… –> Co to znaczy?

 

nie je­steś małym dziec­kiem, żeby ktoś za tobą sprzą­tał. –> …żeby ktoś po tobie sprzą­tał.

 

Zanim ma­leń­stwo zo­rien­to­wa­ło, co się dzie­je… –> Raczej: Zanim ma­leń­stwo pojęło/ zrozumiało, co się dzie­je

 

Gdyby nie to, że znaj­du­je się w kilku po­miesz­cze­niach, by­ło­by ogrom­na ka­ta­stro­fę. –> …by­ła­by ogrom­na ka­ta­stro­fa.

 

Ję­druś pa­trzył się na szefa… –> Ję­druś pa­trzył na szefa

 

więc cię dzi­siaj przy­pil­nu­je. –> Literówka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

wilk-zimowy w mroczny klimat umiem się lepiej wczuć, bo miałem z nim więcej kontakty (życie), ale niezbyt mnie kręci. Natomiast lekkie shorty sprawiają mi więcej przyjemności i dobrze mi się je pisze, mimo to mam mniej doświadczenia dlatego są mniej klimatyczne. Jak zabiorę się za fantastykę, nie umie pisać krótkich tekstów a z moimi umiejętnościami i samo kontrolą, wychodzi to fatalnie, przekonali się o tym Śniaca i Karol123 betując moje teksty.

 

regulatorzy – grzmiał jest „odgłosem paszczą” ? Ok, zapamiętam sobie i od razu poprawiam błędy, dziękuje najmocniej jak potrafię. Dziennie – każdego dnia.

DW_R, pojęcie dziennie określa m.in. czas, kiedy trwa dzień, czyli od wschodu do zachodu słońca. A smoki, skoro trzeba było je kąpać każdego dnia, powinny być kąpane codziennie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

No ja z kolei skupiam się głównie przy pierwszym przeglądzie tekstu, a potem działa u mnie mechanizm pomijania kolejnych fragmentów – co widać na przykładzie powyższym – po pierwszym odsianiu błędów przegapiłem sporo kolejnych. Niemniej: pisać, pisać, pisać,w końcu odruchy wezmą górę i błędów będzie mniej. No i poprawki przepisywać, a nie przeklejać (znów chodzi o odruchy).

Poprawek nigdy nie przeklejam, otwieram drugą kartę, szukam fragmentu i poprawiam.

Sam tekst jest nawet przyjemny, szkoda, że to w sumie jedna scena, która za dużo nie wyjaśnia. Taki zabawny styl można by wypróbować na czymś dłuższym z większą ilością treści. Tu jej niestety mało. Liczę niebawem na coś większego i z lepszym zakończeniem. Powodzenia.

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

Dobrze, że się podobało. Na razie pisze shorty, aby poprawić swoje umiejętności, nie mam również pomysłu na całe opowiadanie w tym klimacie, ale może wykorzystam podobny humor w jednym z moich planowanych tekstów.

Nowa Fantastyka