- Opowiadanie: El Lobo Muymalo - Głodomory

Głodomory

Zorganizowany przez wilka-zimowego konkurs zmotywował mnie do udania się nad Morskie Oko i zbadania sprawy niewyjaśnionego przerażenia, jakie opanowało w ostatnim czasie przebywających tam turystów. Poniżej przedstawiam relację z mojej wyprawy.

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Głodomory

– Nie widzi mi się za ćmy tu ostawać.

Biała plandeka przykrywająca wóz wydęła się na wietrze. Góral zwinnie wskoczył na kozioł, poprawił kapelusz, wziął w garść skórzane lejce. Gniadosz zarżał cicho, podrzucając łeb. Siwek przestąpił z nogi na nogę.

– Bądźcie człowiekiem, baco. Jestem głodny wiedzy. Muszę wiedzieć, co ich tak przeraziło. – Złożyłem ręce jak do modlitwy. – Jeszcze dziesięć minut. Jak nie zdążę, odjeżdżajcie.

– Dziesięć minut, panocku. I ani ździebko dłużej. Tyz zek jes głodny, ino kwaśnicy. A w chałpie baba ceka.

Ruszyłem po kamiennej ścieżce wzdłuż drewnianej barierki. Mięguszowiecki Szczyt, czarny i poszarpany, odcinał się ponuro na tle granatowego nieba.

Kopnąłem coś nogą. Snop światła z mojej komórki wyłonił z mroku kość, zapewne wieprzową, otoczoną resztkami różowego mięsa. Jednak leżący dwa kroki dalej biały, obły kształt nie należał do żadnego zwierzęcia. Była to ludzka czaszka. Mimowolnie wrzasnąłem, włosy zjeżyły mi się na głowie.

Na kamiennej dróżce, wszędzie, gdzie sięgało światło z telefonu, walały się ludzkie szczątki.

A gdy mój wzrok padł na Morskie Oko, zobaczyłem mrowie lśniących, bladożółtych punkcików. Zdawały się być ułożone w pary i unosić nad czarną taflą jeziora. Obejrzałem się. Całe, calusieńkie, porośnięte sosną i kosodrzewiną zbocza gór mieniły się tysiącem światełek. Zacząłem biec, ale byłem głupi myśląc, że tak łatwo ucieknę.

Żółte oczy zalśniły w ciemnościach tuż przede mną.

Światło latarki wyłoniło z mroku tłum białych postaci. Sięgały mi do pasa, a ich głowy były łyse, kuliste, przeraźliwie blade. Cienkie kreski, które przecinały dolne połowy ich twarzy musiały być wargami, obrzydliwie umazanymi zaschłą krwią. Jeden ze stworów poruszał szczękami, a z jego ust zwisał cienki pasek mięsa.

Spojrzałem za siebie. Bladożółte ogniki kołysały się i drżały, kiedy te dziwaczne istoty wychodziły na brzeg Morskiego Oka i schodziły ze zboczy, zamykając mnie w potrzasku. Nieraz zastanawiałem się, w jaki sposób umrę, ale w najstraszniejszych koszmarach nie śniło mi się, że…

…zostanę zjedzony.

Wtedy usłyszałem głośne rżenie oraz stukot podków na kamiennym podłożu. Gniady i siwek wpadły w tłum bladych stworów roztrącając je, przewracając, bez pardonu tratując kopytami. Ciągnięty przez konie wóz okryty białą plandeką podskakiwał na leżących ciałach, miażdżąc je okutymi kołami. Dobiegł mnie chrzęst kruszonych kości. Na koźle stał baca, wywijając ciupagą.

Wóz przetoczył się obok mnie i zatrzymał. Widziałem, jak baca wziął zamach, żeleźce ciupagi błysnęło w świetle latarki, a jeden z ludożerców zaskrzeczał. Posoka tryskająca z jego rozłupanej czaszki obryzgała mi twarz.

Złapałem oburącz wyciągnięte z wozu drzewce toporka. Baca chwycił mnie za kurtkę i wciągnął na kozioł.

– Dzięki wam – wyrzęziłem – za ratunek.

– Ratunek-srunek. – Baca smagnął konie batem, a wóz zatrząsł się, zaterkotał i ruszył, podrygując na ciałach stworów. – Pedziołem, dziesięć minut, sietnioku! Baba ceka z kwaśnicą!

Koniec

Komentarze

Mocne :). Aczkolwiek zakończenie pozostawia trochę niedosytu. Oraz kilka pytań, na które brak odpowiedzi. Skąd ci ludożercy znienacka? Kości wcześniej nikt nie zauważył? Baca o nich wiedział, bo jakoś tak olimpijsko spokojny? Trochę nielogiczności w tym szorciaku (pewnie limit przytrzymał rozwinięcie skrzydeł?). Za to klimat mi się podobał.

I, wznosząc modły do bogini Reg, zapytam w jej stylu – “Kopnąłem coś nogą”; czy można w coś kopnąć ręką ;)?.

"Z wiekiem romantyzm wypierany jest przez reumatyzm." - Arnubis

Morskie Oko jest? – jest. Po zmroku jest? – jest. Nawet baca jest. Nie doszukuję się nielogiczności, bo szorciak uśmiechnął. :)

Mnie też się spodobało. Limit 3000 znaków mocno ogranicza, a tu wszystko jest jak trzeba. Dla mnie to nawet trochę było niepokojące. Fajnie opisałeś ludożerców i walkę bacy (ten błysk ciupagi w świetle latarki mnie ujął). Ogólnie sympatyczny tekst, napisany wprawnie i przyzwoicie. Moim zdaniem, nie ma się czego czepiać, idę oddać na Ciebie głos do biblioteki! :)

Staruch a czemu nie można kopać ręką? Ja czasami, jak nikt nie patrzy, cofam się do przodu i nic się z tego powodu nie dzieje :D

 

Co do tekstu to ciężko mi go ocenić. Niby jest o czymś, ale jednocześnie o niczym. Nastawiłem się na zgrozę, a końcówka wyszła śmieszna i trochę mi się już pomieszało :)

Kiedyś dostanę Nobla, zobaczycie.

Hm, na upartego widząc ludożerców można kopnąć w kalendarz zupełnie bez udziału nóg ;)

Dziekuję za wszystkie komentarze!

 

Staruch:

Skąd ci ludożercy znienacka? Kości wcześniej nikt nie zauważył? Baca o nich wiedział, bo jakoś tak olimpijsko spokojny?

Nie wiem, bo baca dał mi tylko 10 minut. ;) A poważnie, to właśnie z uwagi na limit, o którym wspominasz, skupiłem się na historyjce, pomijając wyjaśnianie wszystkiego.

Cieszę się, że mocne i że klimat się podobał. :)

“Kopnięcie nogą” zostawiłem świadomie, bo chciałem podkreślić odczucie bohatera (że właśnie nogą coś poczuł), poza tym samo “kopnąłem coś” psułoby rytm, według mnie. Ale może zmienię, jeśli kłuje w oczy.

 

AQQ – miło mi, cieszę się, że uśmiechnął. :)

 

Rosebelle – cieszę się, że tak się podobało, tym bardziej, że wyjątkowo zależało mi na klimacie i obrazowych opisach. :) I dzięki za klika!

 

Borowik – taki był zamysł, połączenie jakiejś tam grozy z humorem. Widać nie każdemu odpowiada. :)

Wilk-zimowy – więc jednak dobrze, że to dookreśliłem. ;)

 

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Naprawdę niezłe. Udał Ci się klimat, Autorze. Tylko ta końcówka taka trochę… Bo ja wiem, na siłę humorystyczne z tą kwaśnicą. Ale nazwijmy to łyżką dziegciu w słoiku miodu ;) Masz mego klika :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

A mnie akurat ta kwaśnica na końcu bardzo się podobała :) Większy problem mam z brakiem jakiegokolwiek wyjaśnienia czegokolwiek. Zbyt tajemnicza ta tajemnica jak dla mnie i uwiera jak kamyk w bucie. 

Poza tym fajnie napisane i klimatyczne. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Klimatyczny, zgrabnie napisany short. Spodobali mi się i ludożercy i kwaśnica :) I baca z ciupagą. Tajemniczy, sympatyczny i w dodatku humorystyczny tekst. Powodzenia w konkursie, a na razie dreptam nominować do biblioteki :)

Ano fajne to! Głodomory rzeczywiście jakieś serio paskudne i straszne. Pewnie to jakaś zabłąkana trzy sezony wcześniej kolonia dzieciaków znad morza albo porzucone w parku zuchy szukają druha drużynowego i prowiantu.

To, że baca wraca, ale na głodomory uwagi nie zwraca, zupełnie mi nie przeszkadzało. Wiadomo, kwaśnica czeka! Na widok takiego ustrojstwa prawdziwemu bacy nawet brew nie drgnie.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Super. Kolejny zarąbiście klimatyczny tekst jaki czytam. Piąteczka ode mnie zasłużona jak najbardziej.

Zaufaj Allahowi, ale przywiąż swojego wielbłąda.

 Nie lubię horrorów, bo nie lubię się bać, ale tu – przekornie – kwaśnica osłodziła koniec.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

 

Dziękuję serdecznie za komentarze, pochwały, nagany, kliki i ocenkę, kłaniam się nisko!

 

Cieszę się, że klimat wyszedł klimatyczny. :) Miał być horror, ale jakoś ręka drgnęła i bęc – kwaśnica. :)

 

Większy problem mam z brakiem jakiegokolwiek wyjaśnienia czegokolwiek. Zbyt tajemnicza ta tajemnica jak dla mnie i uwiera jak kamyk w bucie. 

Biorę do serca, chyba mam tendencję do niewyjaśniania.

 

To, że baca wraca, ale na głodomory uwagi nie zwraca, zupełnie mi nie przeszkadzało. Wiadomo, kwaśnica czeka! Na widok takiego ustrojstwa prawdziwemu bacy nawet brew nie drgnie.

Ano, co prawda, to prawda. Góral człek twardy, pierdołami się nie przejmuje. ;)

 

 

Pewnie to jakaś zabłąkana trzy sezony wcześniej kolonia dzieciaków znad morza albo porzucone w parku zuchy szukają druha drużynowego i prowiantu.

XD

 

A kwaśnica, cóż, stała się symbolem zróżnicowania gustów Czytelników, bo, jak widać – dla jednych słodka, dla innych gorzka. ;)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Bardzo klimatyczny i bez przesady. Czytając, oglądałem ciekawe kadry filmowe, wiedzione ciekawością bohatera. A Baca cudny, taki mocno osadzony i konkretnie w swoim codziennym życiu. Wjechał i rozkminił “wielką i niecodzienną tajemnicę”, tak zwyczajnie. Kontrast dla fascynacji i bezradności bohatera wyśmienity. A jeszcze tego Bacę dobrze podkreślił prosty motywator w postaci Baby i kwaśnicy.

Dzięki za lekturę, El!

Pozdrawiam!

Też pozostałam z pewnym niedosytem. Zabrakło mi wyjaśnień na temat ludożerców. Dobrze, że bohatera baca uratował, ale co z resztą ceprów? Niebezpieczeństwo zostało?

Dobra kwaśnica nie jest zła.

Babska logika rządzi!

Majkubarze, cieszę się, że się podobało oraz że tak odebrałeś postać i rolę bacy, bo właśnie taki był mój zamysł. Ja też dziękuję za lekturę i komentarz.

 

Finklo, więc jednak coś więcej przydałoby się rozjaśnić. Dzięki za uwagi. Niebezpieczeństwo zostało, więc proponuję na razie odpuścić wycieczki nad Morskie Oko, do odwołania. :)

 

Dobra kwaśnica nie jest zła.

Otóż to. :)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Ale w schronisku nad Morskim Okiem mają całkiem dobrą kwaśnicę. ;-)

Babska logika rządzi!

No to pozostaje kwestia jakie ryzyko jest się w stanie zaakceptować dla doznań kulinarnych. :)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Ale o co tu chodzi? Co to za ludki wylazły z Morskiego?

 

Góral zwin­nie wsko­czył na kozła, po­pra­wił ka­pe­lusz…–> Góral zwin­nie wsko­czył na kozioł, po­pra­wił ka­pe­lusz

Za SJP PWN: kozioł (siedzenie dla woźnicy; podpórka) kozła, B.= M., koźle; kozły, kozłów

Podkreślenie moje.

 

Na koźle stał baca, wy­wi­jąc ciu­pa­gą. –> Na koźle stał baca, wy­wi­jając ciu­pa­gą.

 

Baca chwy­cił mnie za kurt­kę i wcią­gnął na kozła. –> Baca chwy­cił mnie za kurt­kę i wcią­gnął na kozioł.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Fajne :)

Reg, niestety nie zdążyłem dowiedzieć się więcej. ;)

Dziękuję za poprawki, już wprowadzam.

 

Anet, cieszę się, że tak uważasz. :)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Przyzwoite, coś trochę nie gra mi logika. Ten baca, który spokojnie czeka, a gość po kilku krokach wchodzi w setki czaszek. I później te setki stworów… Wiesz, skala mi się nie zgadza. Jak setki to i wydźwięk większy, na całą okolicę albo i kraj, a nie na kilka metrów. Szkoda, że nie ograniczyłeś się do kilku sztuk. I czaszek i stworów. Pozdrawiam.

Dzięki za komentarz.

Moje założenie było takie, że baca jest z tym “zjawiskiem” już tak obyty, że nie robi na nim wrażenia, tym bardziej, że to twardy góral. Zostawiłem to jednak niejako w domyśle no i dlatego tak to wyszło. 

Co do skali – racja, z tym że ten szort miał być nie do końca poważny, a więc i niekoniecznie realistyczny. :)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Sympatyczne i klimatyczne. Tekst od początku do końca trzyma poziom, chociaż gdyby nie limit, pewnie dałoby się wykrzesać z tego nieco więcej. Ale i tak jest bardzo dobrze :)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Dzięki, Soku. :)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Hola Amigo! :)

Wybaczże, że tak późno, ale mnie ostatnio obowiązki (szkolne) przygwoździły. Jestem już jednak z powrotem i jako pierwsze do odrabiania zaległości obrałem sobie Twoje opowiadanko.

Uwielbiam górskie klimaty, więc już sam temat konkursu dobrze się dla mnie zapowiadał. Wybrnąłeś z niego solidnie, prezentując ciekawą i klimatyczną opowiastkę. Z dreszczykiem, a jakże, ale i też z humorem.

Winszuję i powodzenia życzę! :)

Jai guru de va!

Buenas noches Amigo! :)

Nada się nie dzieje, wiadomo, że escuela czasem potrafi przycisnąć i jest un problemo. Ale importante, że jesteś. A ja jestem muy honrado, że ode mnie zacząłeś. :)

Cieszę się, że tak oceniasz opowiastkę. Właśnie miało być z dreszczykiem, ale koniec końców nie zdzierżyłem i trochę humoru też wpadło.

A powiedz, czy na Twój tekst na Morskie Oko są jakieś widoki?

Dzięki!

 

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Widoki są, ino ciemno i niewiele widać… :P

Jai guru de va!

Jeszcze może powiesz, ze nie dość, ze ciemno, to zimno?

Ale przynajmniej woda przejrzysta! ;)

Jai guru de va!

No to się idealnie składa, bo temat i ciemny i zimny, i woda w Morskim przejrzysta. ;)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

"– Ratunek-srunek. – Baca(…)" – Tu uśmiechnęło mi się najbardziej :D Do straszności szorciakowi daleko (ale zbudować klimatu w 3k znaków to zwyczajnie nie idzie). Nie mam się czego bardziej czepić, a małych rzeczy czepiać się nie chcę, dobre.

"Jak się ktoś utopił to nie znaczy, że się utopił tylko, że się nie utopił i popełni samobójstwo." - Borowik

Miło mi, Mytrix.

Cieszę się, że ratunek-srunek wywarł odpowiedni efekt. :)

Miało być tak ciutkę straszno, a wyszło też ciutkę śmieszno. Choć rzeczywiście nie liczyłem, że ktoś się naprawdę przestraszy. ;)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Fajnie dwuznaczny tytuł. Scenka bardzo malownicza, a i góral daje radę :)

Dzięki, fajne, że zwróciłeś uwagę na to, co szczególnie chciałem oddać. :)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

A ja się zastanawiam czy bacy bardziej o tę kwaśnicę chodziło, czy o babę i “deser” :D Tak sobie dopowiedziałam, a co!

 

Świetny szort. W trzech tysiącach znaków udało Ci się mnie zaintrygować, przestraszyć (tak, wyobraźnia robi swoje) i rozbawić. Jestem bardzo zadowolona :)

Dobra robota.

 

Swoją drogą ciekawe, jak by wyglądał taki Wiedźmin w góralskim wydaniu :D

W Morskim Oku są potwory. ← TO zdanie podsumowuje cały tekst. Myślę, że szort musi mieć coś bardziej godnego zapamiętania, żeby się obronić. Dobrze napisane ale nie wywołało emocji.

No nieźle.

Dzięki za odwiedziny. 

Iluzjo – cieszę się, że się podobało i że tekst wywołał emocje takie, jakie miałem nadzieję wywołać. Zdecydowanie chodziło o deser, ale przecież nieletni też czytają, więc mogłem tylko tak mrugać okiem. W końcu pojęcie głodu też można na różne sposoby interpretować. ;) A wiedźmin góralski zapewne miałby dwie ciupagi, jedną na potwory, a drugą na ceprów. :)

Skoneczny – do faktu, że szort można podsumować jednym zdaniem podchodzę ostrożnie, bo na upartego i Władcę Pierścieni można podsumować jednym zdaniem. Ktoś nawet już to zrobił całkiem trafnie, choć fakt, że tam były chyba dwa zdania. ;) Ale skoro emocji nie wywołał, to nie wywołał i nie ma co dyskutować. Cieszę się, że choć napisany dobrze. :)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories; /Nightwish/

Nowa Fantastyka