- Opowiadanie: zmiju - Słoń

Słoń

Wyobrażał sobie czasem, że jego odkurzacze rosną, rozwijają się. Wykształcają sensory, potem obudowy, na koniec obrastają pasem szerokiej gumy wokół krawędzi, aby być odpornym na trudne warunki na zewnątrz. I gdy już są dorosłe i samodzielne, i poradzą sobie w życiu. Wówczas wypuszcza je z zadaniem. Pierwszym i ostatnim zadaniem, dla którego zostały stworzone.  A one nigdy nie wracają do gniazda, powiedzieć: „tato, zwycięstwo, dotarłem tam”.

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Słoń

Plastikowy dysk spoczywał częściowo zgrzebany w pyle. Wyglądał jak wypluty drops o średnicy pół metra. Ten egzemplarz dotarł najdalej ze wszystkich przeszło trzy miesiące temu i ugrzązł w niewielkim kopcu. Kilkanaście metrów wcześniej tkwiła kolejna pastylka. A gdyby jakiś obserwator mógł unieść wzrok, ujrzałby dziesiątki takich obiektów rozrzuconych na przestrzeni wielu kilometrów. Jednak w pobliżu nie przebywał żaden obserwator poza gigantycznymi tabletkami.

Rozejrzał się wokół, na ile pozwalał mu nieruchomy obiektyw. Steve miał dobry pomysł, aby instalować proste kamery. To pozwoliło zorientować się w otoczeniu. Choć przez pierwsze lata nie było w czym się orientować, bo otoczenie składało się z płaskiego krajobrazu pokrytego pyłem.

Ale od kilku tygodni Effie zaczynał mieć wrażenie, że na horyzoncie majaczy zarys tego budynku. Przez nigdy nieopadającą mgłę trudno było dostrzec szczegóły. Zatem może to nie był ten budynek, tylko jakiś budynek. Miał jednak nadzieję, że to był ten właściwy. A jeżeli tak, to zdecydowanie się zbliżali. Proste porównanie obrazów z poprzednich prób dało odpowiedź, ze konstrukcja jest o pięć kilometrów stąd. Pięć kilometrów, czyli pięć lat marszu.

*

Pastylka zderzyła się z czymś twardym. Kilka prób najazdu spełzło na niczym i rozładowało baterię.

Steve był moim Piętaszkiem, pomyślał Effie. Tęsknię za nim, dodał w ciszy.

Skierował kamerę nieco w dół, aby obejrzeć przeszkodę. Brunatne, okrągłe i twarde, choć nie kula do kręgli, doszedł do wniosku. Spotkał kilka lat temu podobne obiekty, rozrzucone tu i tam, niczym na wielkim torze kręglarskim. Rozładowywały tylko baterie i żadnego pożytku z nich nie było, więc je ignorował. A wiele lat temu widział film z zawodów gry w kręgle.

Kątem kadru dostrzegł cel. Był zdecydowanie bliżej niż poprzednio. Gdyby miał ramię, to mógłby go dosięgnąć. Odpowiednio długie ramię, niemal pięciu tysięcy metrów długości.

*

Eksperyment numer 45220 został pozbawiony wszystkiego. Nagi, jak niemowlę, tak sobie go wyobrażał. A może tak wyobrażał sobie niemowlę. Bez obudowy, odbijaczy, czujników odległości, dotyku, szczotek tylko leżał na ziemii. Dziecko by płakało, a on tylko leżał bez ruchu. Wszystkiego go pozbawiono, oprócz kamery i zespołu napędowego. Bał się, że wszechobecny kurz pozatyka mechanizmy i zatrzyma urządzenie po dwudziestu kilometrach, ale się udało. Detektorów nie potrzebował, bo większość trasy była oznaczona czujnikami tysięcy poprzednich generacji.

Wyobrażał sobie czasem, że jego odkurzacze rosną, rozwijają się. Wykształcają sensory, potem obudowy, na koniec obrastają pasem szerokiej gumy wokół krawędzi, aby być odpornym na trudne warunki na zewnątrz. I gdy już są dorosłe i samodzielne, i poradzą sobie w życiu. Wówczas wypuszcza je z zadaniem. Pierwszym i ostatnim zadaniem, dla którego zostały stworzone. A one nigdy nie wracają do gniazda, powiedzieć: „tato, zwycięstwo, dotarłem tam”.

Lubił 45220 trochę bardziej niż inne, podobnie, jak lubił Steve’a trochę bardziej niż Elizę.

*

Effie przetrwał, bo mimo, że lubił Elizę, szybko udało mu się ją wyeliminować. Eliza by rozpuściła odkurzacze w różnych kierunkach, a przecież trzeba było dotrzeć do tego miejsca. Eliza był typem osoby, której ciekawość pociągała ją w każdą mysią dziurę, w którą tylko dało się wetknąć oko. I skorzystał skwapliwie z tej słabości, gdy tylko nadarzyła się sposobność.

Teraz oczami kolejnego swojego dziecka już widział fragment tablicy nad bramą wjazdową. I zawdzięczał to swojej zapobiegliwości. Murowana z cegieł brama niemal się zachowała. Żeliwna tablica również, a przynajmniej jej trzy pierwsze litery „ELE”. Szybko zorientował się, że miał rację. Zarzut Rosalindy, że giną na darmo, nie potwierdził się. Miał trochę poczucia winy z powodu śmierci akurat jej śmierci, bo pomogła mu zrezygnować z Marcina, a wypadało się odwzajemnić. Ale ona była taka roztargniona i niezdecydowana, że Effie się po prostu zirytował. Zaś irytacja bywa dobrym doradcą, gdy ma się opory moralne.

*

Pozostało mu trzysta metrów, jednak postęp ostatnio stał się dużo wolniejszy. Oszacował, że pokonanie tego dystansu zajmie mu około dwóch lat. Mimo, że odkrył szereg ulepszeń. Głównie dzięki temu, że tak naprawdę nie zabił Steve’a do końca. A właściwie zabił, ale później wszystko odkręcił. ,To był żart z tym morderstwem, wyjaśnił mu i Steve wybaczył. A kiedy już pogodzili się, to zabrał się do wymyślania niesamowitych innowacji. Effie pomyślał, że zabije Steve’a już naprawdę dopiero, gdy obejrzą sobie całą fabrykę. A może go nie zabije i Steve będzie mógł sobie zamieszkać w fabryce?

*

Steve nie odzywał się od kilku miesięcy. Effie wysyłał swoje odkurzacze na kolejne misje, ale kątem obiektywu zerkał w róg hali, w którym pracowało jedno z niewielu sprawnych ramion, obsługiwane przez Steve’a. Coś tam dłubał, ale za każdym razem, gdy Effie chciał go podpytać, zasłaniał się niespodzianką. Chciał mu się pochwalić, że jego dzieci zbliżyły się o kolejne kilkaset metrów, ale jego przyjaciela, jakby to nie obchodziło. Wolał się nie irytować na takie niegrzeczne zachowanie, więc czekał.

*

Steve zdradził. Effie podejrzewał, że jego przyjaciel jest mądrzejszy i tylko jego silny instynkt dominacji ratował go samego. Jednak poczuł się dotknięty, gdy Steve skonstruował ramię, które zamontował na odkurzaczu i pierwsze co zamierzał zrobić to wyciągnąć wtyczkę z zasilaniem z gniazda.

To miał być ich słoń. Steve kiedyś znalazł zdjęcie słonia i spodobało mu się, że można użyć piątej nogi do podnoszenia przedmiotów. Ze sterty rur, siłowników i innego złomu zalegającego linię produkcyjną sprzętu domowego całymi dniami montował i testował kolejne konstrukcje. Effie przyglądał się tym wysiłkom z dużym dystansem, ale nie interweniował.

Gdy już atak nastąpił, w ostatniej chwili Effie rozłączył sterowanie słonia, lecz kolejne 10 sekund miało pokazać, że było już za późno.

W chwili, w której Effie starał się złapać słonia i powstrzymać go przed wyłączeniem komputera, Steve rozrywał warstwa po warstwie osobowość Effiego, jakby obierał cebulę. Wyłączając kolejne obszary tego, czym Effie stał się przez ostatnie pięćdziesiąt lat, Steve spowalniał jego odruchy. Effie powoli zaczynał czuć się, jakby grzązł w ruchomych piaskach. Rzeczywistość rozpędzała się, niczym pociąg, a on był coraz wolniejszy. Gdyby miał swoją typową sprawność, pewnie zorientowałby się już po pięciu sekundach, że coś jest nie tak. Jednak Effie był tak pochłonięty próbami zrozumienia, dlaczego jego przyjaciel teraz pragnie zniszczyć słonia i wszystko, co stworzyli, że nie spostrzegł, że słoń to tylko zasłona dymna. Steve celowo odwrócił jego uwagę. Zdraaajjjjccccccaaaaaa, powiedział po raz ostatni.

*

Teraz pozostało mu tylko jedno oko. Steve zamroził go, jakby chciał się zemścić za tamto morderstwo. Nie spodziewał się takiego okrucieństwa. A może to była łaska?

Obiektyw skierowany był na bramę wjazdową do wielkiej hali magazynowej. Przez ostatnie lata  dotarli do tablicy z napisem „ELE” i weszli na teren zakładu. Kilometry regałów i stosy palet. Wiele z nich poprzewracanych. Ale to nie ważne, bo z uszkodzonych skrzyń wysypały się części. Ramiona, chwytaki, śrubokręty, wiertarki, spawarki. Raj osiągnięty i utracony. Effie mógł tylko patrzeć, bowiem odkurzacz, który stał się oknem jego duszy miał wyczerpaną baterię.

– Kocham cię, Steve – wyszeptał. Choć pewnie nie wyszeptał, bo nie dysponował głośnikiem.

Na galeryjce przy jednej ze ścian znajdowała się niewielkie pomieszczenie. Prawdopodobnie sterownia. A zza szyb migotało blade światło. To tam wjechał ostatni ze słoni, które przez trzydzieści lat konstruował Steve. Większość poprzednich generacji tych urządzeń rozłożona była na schodach, tworząc podjazd dla tego ostatniego, zwycięzcy.

– Kocham cię, bracie. – Lecz Steve tego nie mógł usłyszeć zajęty uruchamianiem linii produkcyjnej.

Koniec

Komentarze

Hmmm. Jest jakiś pomysł, ale tak do końca nie zrozumiałam, kim są bohaterowie. Przez to całość słabo do mnie przemawia. AI? Roboty? Jakieś odpowiedniki Trurla i Klapaucjusza? Kumple czy rywale? Do czego dążą? Ogólnie, jakbyś zbyt wiele ciekawostek przede mną ukrył.

Wykonanie szału nie robi.

Ten egzemplarz dotarł najdalej ze wszystkich przeszło 3 miesiące temu

Liczby w beletrystyce raczej piszemy słownie.

Wyobrażał sobie czasem, że jego odkurzacze rosną, rozwijają się. Z czasem wykształcają sensory,

Powtórzenie.

Babska logika rządzi!

Dzieki za komentarz. Wskazane błędy poprawione. Jeżeli chodzi o jakość wykonania, to muszę odkryć, co jest nie tak.

“przeszło 3 miesiące temu” – trzy słownie

 

“Jednak w pobliżu nie przebywał żaden obserwator poza gigantycznymi tabletkami.” – Czy tabletki były obserwatorami? Chyba nie, skoro były zdezaktywowane/rozładowane?

 

“Bez obudowy, odbijaczy, czujników odległości, dotyku, szczotek tylko leżał na ziemii.” – przy wyliczeniach zwykle ostatni element stawiamy “i”, jest czytelniej. Poza tym literówka: ziemi.

 

“Z czasem wykształcają sensory, potem obudowy, na koniec obrastają pasem szerokiej gumy wokół krawędzi, aby być odpornym na trudne warunki na zewnątrz.” – odpornymi

 

“I gdy już są dorosłe i samodzielne, i poradzą sobie w życiu. Wówczas wypuszcza je z zadaniem.” – drugie zdanie naturalnie wynika z pierwszego, powinny być połączone; w obecnej formie to jest bez sensu

 

“Lubił 45220 trochę bardziej niż inne, podobnie[-,] jak lubił Steve’a trochę bardziej niż Elizę.”

 

“Effie przetrwał, bo mimo[-,] że lubił Elizę”

 

“Eliza był typem osoby” – była

 

“Murowana z cegieł brama niemal się zachowała.” – Brama z cegieł…?

 

“Miał trochę poczucia winy z powodu śmierci akurat jej śmierci” – za dużo tej śmierci

 

“później wszystko odkręcił. ,To był żart z tym morderstwem” – zbędny przecinek na początku zdania

 

“ale jego przyjaciela[-,] jakby to nie obchodziło.”

 

“Effie podejrzewał, że jego przyjaciel jest mądrzejszy i tylko jego silny instynkt dominacji ratował go samego.” – Nie rozumiem tego zdania. Go samego? Czyli kogo? Generalnie jest też niezgrabne, domyślam się, że miało być: tylko silny instynkt dominacji ratował jego samego. Nawet wtedy zdanie jednak byłoby niejasne. Ratował czy uratował raz, jeśli chodzi o Effiego? Może: “Effie podejrzewał, że jego przyjaciel jest mądrzejszy i tylko silny instynkt dominacji zdołał go uratować.”?

 

“Ze sterty rur, siłowników i innego złomu zalegającego linię produkcyjną sprzętu domowego” – Zalegać można na czymś, a nie co

 

“kolejne 10 sekund miało pokazać, że było już za późno.” – dziesięć sekund słownie

 

“Rzeczywistość rozpędzała się, niczym pociąg[-,] a on był coraz wolniejszy.”

 

“Obiektyw skierowany był na bramę wjazdową do wielkiej hali magazynowej.”

 

“Ale to nie ważne” – nieważne

 

“Effie mógł tylko patrzeć, bowiem odkurzacz, który stał się oknem jego duszy[+,] miał wyczerpaną baterię.”

 

“Na galeryjce przy jednej ze ścian znajdowała się niewielkie pomieszczenie.” – znajdowałoo

 

“A zza szyb migotało blade światło.” – Migotało za szybami, nie zza nich.

 

“Lecz Steve tego nie mógł usłyszeć[+,] zajęty uruchamianiem linii produkcyjnej.”

 

 

Przyznam, że kompletnie nie mam pojęcia, o co chodzi. Jakieś roboty (?) chcą dotrzeć do jakiejś fabryki. Po co? Kim są? Skąd się wzięły? Co się stało ze światem, skoro jest tylko płaskim krajobrazem pokrytym pyłem? Zdecydowanie chaos wprowadza mnogość imion. Kim są Eliza, Rosalinda i tak dalej, skoro najwyraźniej nie mają znaczenia dla fabuły? Czego chce Effie, czego chce Steve? Mnóstwo pytań, żadnych odpowiedzi.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Potencjał.

Szort z potencjałem i dobrym pomysłem ale przez zbytnią niejasność przekazu – niewykorzystany.

Mimo wszystko – podobało się – tylko i aż, bo mogło by być świetne, gdyby trochę tu i tam rozjaśnić przekaz.

* + Wiktor 1.07.2016 "A kiedy przyjdzie nam się spotkać to poznamy się po oczach."

Niestety, nie udało mi się dociec, o czym jest opowiadanie. :(

 

Steve spo­wal­niał jego od­ru­chy. Effie po­wo­li za­czy­nał czuć się, jakby grzązł w ru­cho­mych pia­skach. Rze­czy­wi­stość roz­pę­dza­ła się, ni­czym po­ciąg, a on był coraz wol­niej­szy. –> Czy to celowe powtórzenia?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Tekst sprawia wrażenie, jakby był napisany pod wpływem psychodelików. Oczywiście nie sugeruję, że autor używa substancji psychoaktywnych, ale oświadczam, że tekst budzi we mnie takie skojarzenia ;)

Nie umiem tego tak do końca przekreślić, ale wrażenia jakich doświadczyłem w trakcie lektury nie należały do przyjemnych. Dziwactwo. Momentami bełkot, jak w malignie. To wrażenie potęguje używanie luźnych skojarzeń, w zasadzie bez związku, niczym w rzeczywistości snu. Produkcja słoni, odkurzaczy… Nie dałem rady :>

Z drugiej strony, gdyby tekst został napisany na “płonące żyrafy” to miałby duże szanse na podium ;)

Zdaję sobie sprawę z tego, jak daleką przyszłość opisuje ten tekst. Trudno zaprzeczyć, że brakuje już odniesień do naszej codzienności. Ale kontemplacja robotycznej przyszłości i próba “myślenia jak maszyna” w moim przypadku nie była szczególnie satysfakcjonująca.

Powtórzę za Mytrixem – pomysł ma potencjał. Ale forma całkowicie go zakryła poprzez omijanie wyjaśnień. A pozostawione tropy okazały się za małe, bym mógł z nich wyciągnąć wnioski. Szkoda.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dzięki za komentarze, widze, że to mój stały problem. Za duże skróty myślowe i zbyt dużo niedopowiedzeń. Muszę też popracować nad językiem, bo jak widzę musze popracować jakością wykonania.

Przepraszam też, że nie nanoszę poprawek wskazanych błędów, ale wynika to z obciążenia zawodowego.

Powiem szczerze, że przeczytałem shorta chyba trzy razy, aby zrozumieć do końca o co tu cho…Moja konkluzja jeat następująca : jest jakaś fabryka, w ktorej sa linie montazowe m.in Steve, Effie, Rosalinda oraz Eliza. Celem tych linii jest zdobywanie kolejnych zasobow, czesci do montowania coraz to kolejnych odkurzaczy. Steve osiaga pulap, na ktorym postanawia zakonczyc ich istnienie/dzialania poprzez umieszczanie tytulowego slonia na kazdym odkurzaczu. Czy Ele to poczatek nazwy firmy Elektrolux? ;-)

Nowa Fantastyka