- Opowiadanie: AQQ - Dla dobra kraju

Dla dobra kraju

Termin konkursu dość odległy, ale obawiam się, że gdybym dłużej czekała, to po przeczytaniu Waszych świetnych prac, w ogóle nie zdecydowałabym się na publikację. No to, raz kozie śmierć.

Edit: poprawiłam kilka błędów wskazanych przez Regulatorzy w komentarzu.

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Dla dobra kraju

Armir bał się otworzyć oczy. Mózg pulsował nieprzyjemnie i mężczyzna obawiał się, że zaraz eksploduje, rozsadzając mu czaszkę. Odczuwał suchość w ustach i przełyku, a do tego jeszcze bolesne skurcze żołądka. Nie mógł się poruszyć, chociaż usilnie próbował. Jak przez mgłę zaczął przypominać sobie wydarzenia poprzedniego dnia…

***

Przybyli do zamku późnym popołudniem. Jak na królewskie wesele, świta towarzysząca panu młodemu, była dość skromna. Nie licząc jego samego, królowej, króla, nadwornego maga i garstki dworzan, nikt nie kwapił się, aby być świadkiem tego doniosłego wydarzenia. Sam Armir najchętniej nie brałby w nim udziału; problem jednak polegał na tym, że to właśnie on miał poślubić córkę króla ościennego państwa.

Panna młoda była brzydka, choć określenie „brzydka” można by uznać za eufemizm. Była tak paskudna, że Armir nigdy wcześniej nikogo takiego nie widział. Podobno jej nieboszczka matka pochodziła z jakiegoś dziwnego, odległego kraju, i również nie grzeszyła urodą. Co prawda zawsze uważał, że wygląd zewnętrzny jest sprawą drugorzędną, a liczy się osobowość, inteligencja, poczucie humoru i takie tam inne. Teraz chodziło jednak o jego przyszłą żonę, osobę z którą miał spędzić resztę życia, a ona powinna być, jeśli nie piękna, to przynajmniej trochę ładna. Marra taka nie była.

Małżeństwo zaaranżowano bez jego wiedzy i zgody. Dla dobra królestwa, oczywiście. Król-ojciec nie przyjmował sprzeciwu Armira, argumentując konieczność zawarcia tego związku kwestiami politycznymi. Później bredził coś o poświęceniu dla kraju, kwestiach bezpieczeństwa, sojuszach, zapobieżeniu wojnie, nieśmiało wspomniał też o tym, że posiadanie kochanki, to nie grzech. Królewski syn postanowił skrupulatnie wykorzystać ostatnią radę ojca i tydzień poprzedzający ślub spędził w gospodzie Pod Lipkami, słynącej ze znajdującego się na pięterku zamtuza. Wolał wyszumieć się, zanim jeszcze się poświęci, bo później mogło być różnie.

Stał teraz przed świątynnym ołtarzem, gapiąc się na łysawego kapłana w powłóczystych szatach, i próbował omijać wzrokiem kobietę, która już za chwilę miała zostać jego żoną. Obawiał się, że gdyby na nią spojrzał, wziąłby nogi za pas i uciekł w popłochu, mając gdzieś interes państwa. Kapłan mamrotał niezrozumiałe formułki, wznosił ręce ku niebiosom, wymachiwał jakimiś magicznymi artefaktami, aż nadszedł wreszcie ten moment, gdy zapytał Armira, czy pragnie pojąć za żonę tę oto kobietę? Chłopak miał już zaprotestować, gdy nagle poczuł lekkie ukłucie w skroni i, całkowicie wbrew sobie, głośno i wyraźnie wyartykułował słowo tak. Domyślił się, że ojciec nie był do końca pewien, czy ślub przebiegnie bez żadnych zakłóceń, i słono zapłacił nadwornemu magowi Wizyrowi, aby ten, w odpowiednim momencie zrobił, co trzeba. W przypadku Marry magia była zbędna. Ta z ochotą i niekrytym podnieceniem wyraziła chęć poślubienia przystojnego młodzieńca, a dla przypieczętowania właśnie zawartego małżeństwa, obdarowała go soczystym buziakiem, po którym pan młody długo nie mógł dojść do siebie.

Później było dużo zamieszania; wszyscy wokół wiwatowali na cześć młodej pary, życzyli zdrowia, szczęścia i rychłego pojawienia się potomka, przy czym na myśl o tym ostatnim, i o tym, co musiałby zrobić, żeby spłodzić dziecko, Armir poczuł, że musi się napić. Na szczęście część oficjalna się skończyła i orszak weselny ruszył do zamku, gdzie przy suto zastawionych stołach rozpoczęła się biesiada. Kiedy zajął swoje miejsce obok małżonki, sięgnął po dzban z winem i napełnił swój puchar po brzegi, po czym wychylił go do dna.

– A mnie nie nalejesz, kochanie? – zapytała Marra zalotnie, i Armir mógłby przysiąc, że gdyby miała rzęsy, to zatrzepotałaby nimi.

– Bardzo proszę. – Siląc się na uprzejmość, nalał wina do jej pucharu, nie zapominając jednocześnie o swoim.

Marra w rewanżu odkroiła spory kawał ociekającego tłuszczem pieczonego prosiaka i położyła mu na talerz. Łakomie rzucił się na mięso, by uniknąć ewentualnej konwersacji z małżonką. Nie omieszkał też znów dolać sobie wina. Jej puchar wciąż był pełny. Na szczęście.

Jadł w milczeniu, starając się nie zwracać uwagi na zapatrzoną w niego Marrę. Ona tymczasem, jak na dobrą żonę przystało, dokładała mu co chwila na talerz jakieś smakowite kąski, i z lubością spoglądała na pałaszującego męża. Goście bawili się przednio, królewscy rodzice omawiali ważne dla obu królestw sprawy, ale jakoś nikt nie spieszył, by przysiąść się do młodej pary. Nawet ojciec Marry zdawał się nie przyznawać do córki. Patrząc z ukosa na swoją żonę, Armir nie miał wątpliwości, dlaczego tak było. Pił więc i jadł na przemian, i po jakimś czasie poczuł się nieco lepiej. Rozpiął nawet kilka guzików kaftana i poluźnił pas.

– Dużo jesz – zauważyła Marra. – Mówią, że jaki kto do jedzenia, taki do… roboty. – Mrugnęła znacząco.

Armir po raz pierwszy zatrzymał na żonie dłużej wzrok, starając się oswoić z jej widokiem. Było ciężko, ale wytrzymał. Zszokowała go jej bezpośredniość.

– A ty w to wierzysz? – wydusił z siebie w końcu, nie bardzo wiedząc, co powiedzieć.

– To się już niedługo okaże. – Posłała mu paskudny uśmiech, na którego widok Armir o mało się nie udławił.

– No tak… – chrząknął.

– Powinniśmy się bliżej poznać.

Tym razem Marra sięgnęła po dzban z winem, a widząc, że jest pusty, wskazała gestem dziewce służebnej, by ta przyniosła następny. Dziewczyna po chwili postawiła pełen dzban na stole, a Armir rozmarzonym wzrokiem wpatrywał się w jej krągłe piersi uniesione gorsetem, mając nadzieję, że za chwilę z niego wyskoczą. Och, co ja bym z nimi robił… – rozmarzył się. Marra była jednak czujna.

– Zapomnij o tym – warknęła ostrzegawczym tonem. – Nie przywykłam dzielić się z innymi tym, co należy do mnie.

– Nie mam pojęcia, o czym mówisz. – Zbagatelizował sprawę Armir, ciesząc się jednocześnie, że nie zmarnował ostatnich chwil wolności w gospodzie Pod Lipkami. – Mówiłaś coś o poznawaniu się? – Szybko zmienił temat.

– No właśnie. Muszę wszystko o tobie wiedzieć. Powiedz mi, co lubisz?

Lubię cycate dziewki, co to mają na czym usiąść, lubię je miętosić w sianie, lubię je chędożyć nad stawem, gdy są mokre po kąpieli, lubię gospodę Pod Lipkami, lubię wino, piwo i gorzałkę… – Armir znów się rozmarzył, ale zaraz otrząsnął.

– Lubię polowania. Wiesz, te emocje, kiedy jesteś sam na sam z dzikim zwierzem – wydusił w końcu z siebie. – Poza tym sama zauważyłaś, że lubię dobrze zjeść. W wolnych chwilach przesiaduję w bibliotece. Dużo czytam. – Próbował zrobić dobre wrażenie.

– Czytasz? – Zainteresowała się Marra. – Co czytasz?

– Eeee… poezję. Tak, tak, głównie poezję. I kroniki królestwa.

– Tańczysz?

– Nie – zaprotestował stanowczo. Nie miał zamiaru robić z siebie błazna.

– Szkoda. A może jednak? – zachęcała. – No chodź!

– Nie! – powtórzył z naciskiem.

Tymczasem muzykanci przygrywali skoczne melodie, w rytm których goście podrygiwali wesoło. Armir też chętnie by potańczył, ale jakoś nie mógł sobie wyobrazić, że robi to ze swoją żoną. Wydawało mu się, że wszyscy świetnie się bawili; oprócz niego. Nie, akurat to wcale mu się nie wydawało. Z żalu postanowił pić dalej.

– A chcesz wiedzieć, co ja lubię? – zagadnęła Marra, ale nie doczekała się odpowiedzi. – Lubię pływać. Pływać, a potem wygrzewać się nago na słońcu. I wiesz co? Ja też uwielbiam poezję. Mam chyba romantyczną duszę.

Tego również Armir nie potrafił sobie wyobrazić. Poczuł za to silną potrzebę opróżnienia pęcherza. Przeprosił grzecznie małżonkę i chwiejnym krokiem opuścił salę. Rześkie wieczorne powietrze podziałało na niego kojąco. Ulżył sobie pod murem obok bramy i był o krok od decyzji, aby tę bramę jednak przekroczyć i ruszyć gdzie oczy poniosą. Szybko jednak przypomniał sobie o obowiązku wobec kraju i z żalem porzucił plan ucieczki. Nie miał ochoty zbyt szybko wracać, przechadzał się więc po dziedzińcu, gdzie zaczepiali go różni dostojnicy, pragnąc poznać królewskiego zięcia. Uśmiechał się do nich głupkowato, przytakiwał i udawał, że również jest zachwycony, mogąc ich poznać. Kiedy dostrzegł zbliżającego się Wizyra, ucieszył się całkiem szczerze. Czarodziej odciągnął go na bok i wcisnął do kieszeni małe zawiniątko.

– To na wszelki wypadek – wyjaśnił konspiracyjnym szeptem – gdybyś przypadkiem nie był w stanie wypełnić obowiązków małżeńskich. A nie wątpię, że możesz mieć z tym problem – dodał. – Wystarczy rozpuścić trochę tego proszku w wodzie i wypić. Wcześniej możesz też trochę wypalić. Działa niezawodnie.

– Więc jednak nie da się tego uniknąć? No wiesz… żebym ja… z nią… tego… – wybełkotał Armir.

– Niestety nie. Zapewnienie progenitury to twój królewski obowiązek. Wracaj więc do żony – powiedział Wizyr z nutką współczucia w głosie i chciał się już oddalić, ale Armir zagadnął go jeszcze:

– Nie masz przypadkiem fajki? W czymś to muszę wypalić.

Chwilę później pan młody zaciągnął się mocno i gryzący dym wypełnił mu płuca. Oczy przez moment mocno szczypały i zaczęły łzawić, ale za to świat wydał się piękniejszy.

Marra siedziała nadal na swoim miejscu. Dziewczyna promieniała, jej oczy nabrały nagle blasku, a uśmiech wydawał się niezwykle czarujący.

– Jesteś wreszcie. Już zaczynałam się martwić – wyszeptała.

Armirowi wydawało się, że głos Marry nabrał aksamitnej barwy, a rysy twarzy złagodniały. Już nie budziła w nim takiego obrzydzenia.

– Nie lubisz mnie. Zauważyłam to. Nie podobam ci się – westchnęła.

– Nie przesadzaj – stwierdził Armir, pociągając kolejny łyk wina. – Musimy się po prostu do siebie przyzwyczaić.

– Czyli jest jakaś szansa, że… no wiesz?

Promienna twarz dziewczyny połączona z nadzieją w jej oczach, sprawiły, że na twarzy Armira, po raz pierwszy tego wieczoru, pojawił się uśmiech.

– Oczywiście.

Młodzieniec poczuł nagle nieprzepartą ochotę, aby z nią rozmawiać, żartować, patrzeć głęboko w oczy i wymieniać drobne czułości, a z każdym wypitym dzbanem wina Marra wydawała się Armirowi coraz ładniejsza. Kiedy wreszcie był gotowy zaryzykować stwierdzenie, że jego żona jest piękna i pociągająca, na sali rozległy się głośne okrzyki:

– Pokładziny! Pokładziny! Pokładziny!

Armir nie dał się długo prosić. Porwał w ramiona podekscytowaną Marrę, zachwiał się na nogach, zatoczył, i lekko odbijając się od kamiennych murów, ruszył w kierunku małżeńskiej komnaty. Goście weselni podążyli za nimi ochoczo, ale głośnym rykiem WON! powstrzymał ich przed wtargnięciem do sypialni, po czym kopniakiem zamknął od wewnątrz drzwi. Położył Marrę na łożu i przez chwilę patrzył, jaka jest piękna, i jak bardzo go pragnie. Zdecydowanym ruchem cisnął w kąt zawiniątko, które podarował mu Wizyr, i lubieżnie rzucił się na swoją żonę.

***

Armir bał się otworzyć oczy. Mózg pulsował nieprzyjemnie i mężczyzna obawiał się, że zaraz eksploduje, rozsadzając mu czaszkę. Odczuwał suchość w ustach i przełyku, a do tego jeszcze bolesne skurcze żołądka. Nie mógł się poruszyć, chociaż usilnie próbował.

– Obudziłeś się już, kochanie? To przytul się do mnie. – Usłyszał skrzeczący tuż przy uchu głos Marry. W końcu udało mu się unieść nieco powieki i niepewnie spojrzał na nią.

To dla dobra kraju… – pomyślał Armir i zacisnął zęby, czując jak długie oślizgłe macki powoli oplatają jego nagie ciało, penetrując bezwstydnie najintymniejsze jego zakamarki…

Koniec

Komentarze

Melduję, że przeczytałam. 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Jest taka anegdota historyczna, że Stefan Batory odwiedził sypialnię Anny Jagiellonki tylko raz. Potem nigdy więcej już tam nie wizytował ;)

Podobało mi się strasznie. To pokazanie, że nie tylko dla kobiety małżeństwo dynastyczne mogłoby być koszmarem, wyszło całkiem przekonująco. Nutki humoru w postaci przemyśleń księcia także nadają zgrabności.

Trochę się zastanawiam jednak, czy w niektórych momentach tekst nie jest zbyt rozciągnięty, ale patrząc na limit widzę, że nie dałabyś rady zrobić nic krótszego.

Chyba największa wada to fakt, że magia nie oparłaby się brzytwie Lema. Ten mag to tutaj doczepiony jest z deczka na siłę i mógłby być bez problemu zastąpiony przez realne rzeczy.

Podsumowując: ciekawie przedstawione spojrzenie na zaaranżowane małżeństwo. Dużego koncertu nie ma, ale mi się podobało. Masz mojego klika :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Zgrabny, dobrze napisany i zabawny tekst. Podobało się. 

magia nie oparła by się brzytwie Lema 

Bo ja wiem… Ten mag, pilnujący, by wszystko poszło zgodnie z planem, to poprzez zielarstwo (ani chybi magiczne) to stosując telepatyczną sugestię, jest jak najbardziej integralnym elementem historii. No i ostatnie zdanie, jak by nie było dające tekstowi solidnego kopniaka, bez magii i fantastyki ani rusz. 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Chyba największa wada to fakt, że magia nie oparłaby się brzytwie Lema.

 

No a panna młoda z mackami? :) Chyba że to metafora, ale ja to wyobraziłam sobie dosłownie :P

No i ostatnie zdanie, jak by nie było dające tekstowi solidnego kopniaka, bez magii i fantastyki ani rusz. 

Powiem szczerze, że ostatnie zdanie odebrałem niedosłownie. A teraz… O moja biedna wyobraźnia… Co wyście zrobili…

Znalezione obrazy dla zapytania censored

to poprzez zielarstwo (ani chybi magiczne) to stosując telepatyczną sugestię

Zielarstwo nic w sobie z magii nie miało w moim mniemaniu. Telepatyczna sugestia jeszcze, jeszcze, ale historia mogłaby się bez niej obyć. Takie mam odczucia, nic nie poradzę :P

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Muszę przyznać, że mnie niezbyt się podobało. Taka rozwleczona wariacja na temat głupkowatego dowcipu, że nie ma brzydkich kobiet, tylko za mało wina (czy jakoś tak). Czytałam, cały czas mając nadzieję na jakąś przewrotność, ale się nie doczekałam. Dowcip uważam za mało śmieszny, trudno więc, by rozbudowana jego wariacja mnie usatysfakcjonowała. Ale ja jestem ponura jak gradowa chmura.

Ale napisane przyzwoicie. Tylko te przecinki gdzieś tam coś nie do końca…

@śniąca – dziękuję. :)

@NoWhereMan, @thargone – Biedny Stefan, a przecież Anna nie miała macek. Mag musiał być! Koniecznie! Dostał drugie życie po przygodzie ze Spytkami i poza ty go lubię! Ziele było jak najbardziej magiczne – jak słusznie zauważył Thargone. Poza tym cieszę się z efektu, jakie wywarło ostatnie zdanie. :D Należy je traktować jak najbardziej dosłownie. Przykro mi. :)))

A tak w ogóle, to cieszę się, że się spodobało. Dziękuję za klika.

@kam_mod – nie, to nie metafora. :P

@ocha – cieszę się, że według Ciebie przynajmniej napisane przyzwoicie. Przecinki szaleją, jak zwykle u mnie. Może kiedyś ogarnę, o co z nimi chodzi. Nie próbowałam tutaj robić na siłę nic śmiesznego, ot po prostu tak wyszło. Myślę, że raczej nawet tragicznie. Dziękuję za odwiedziny i za Twoją opinię. :)

edit: Rozchmurz się, gradowa chmuro. :)

Poranki na kacu bywają straszne, a jeśli do tego dodać oślizgłe mackanie szpetnej małżonki, to nasuwa się jeden wniosek – mag Wizyr będzie miał pełne ręce roboty, aby, dla dobra kraju, nastarczyć z dostawami ziela.

Opowiadanie przeczytałam bez przykrości, ale czy zapamiętam na dłużej…

 

miał po­ślu­bić córkę króla ościen­ne­go kró­le­stwa. –> Nie brzmi to najlepiej.

Może: …miał po­ślu­bić córkę króla ościen­ne­go państwa. Lub: …miał poślubić córkę władcy ościennego królestwa.

 

Dla dobra kró­le­stwa; oczy­wi­ście. –> Dlaczego tu jest średnik?

 

Król – oj­ciec nie przyj­mo­wał sprze­ci­wu Ar­mi­ra… –> Król-oj­ciec nie przyj­mo­wał sprze­ci­wu Ar­mi­ra

 

Wiesz, ten dresz­czyk ad­re­na­li­ny… –> Obawiam się, że adrenalina nie powinna znaleźć się w tym opowiadaniu.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Sympatyczny tekścik, ale na kolana nie rzuca. Ostatnie zdanie bardzo dużo wnosi. No i jest mój ulubiony proszek mag. ;-)

Aż strach się zastanawiać, z kim oni zawarli przymierze…

Będzie sequel o potomkach? ;-)

Babska logika rządzi!

@regulatorzy – ważne, że “bez przykrości”, bardzo się cieszę. :) Przyznam, że miałam problem z końcówką, bo w pierwszej wersji, Armir pomyślał dokładnie to, co napisałaś o ilości potrzebnego ziela. Błędy poprawiłam, a teraz zastanawiam się, czy były to na tyle duże zmiany, żeby je zgłaszać? Dziękuję za Twój komentarz.

@Finkla – Z kim zawarli przymierze? To już kwestia wyobraźni czytelnika. ;P

Sequel? No nie wiem? Być może się pokuszę o napisanie czegoś o ich dzieciach: Persilu, Arielu i Bonuxie. ;) Dziękuję bardzo za komentarz i klikanko!

Mnie ogólnie nie podobał się dosyć łopatologicznie podany początek. Miałam odczucie, że szybko, szybko, żeby dojść do głównej akcji, a myślę, że te kilka tyś znaków więcej na pewno by nie zaszkodziło. Ogólnie ja nie mam nic przeciwko tekstom samym dla śmiechu, bez głębokiego dna i z całej reszty, gdy tylko zaczęły się pojawiać jakieś dialogi, to podobało mi się coraz bardziej. ;)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

AQQ, wydaje mi się, że wystarczy, jeśli pod notką odautorską umieścisz zdanie, że poprawiłaś wskazane usterki. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

regulatorzy – Dziękuję, już dodałam. :)

Morgiana89 – Oczywiście, limit znaków był na tyle duży, że można było bardziej rozwinąć początek, ale bałam się, żeby nie przedobrzyć. Cieszę się, że w końcu jednak zaczęło ci się podobać na tyle, że zgłosiłaś to opowiadanie do Biblioteki. Dziękuję bardzo. :)

Rzeczywiście, dopiero Ocha mi uświadomiła, że fabułę można sprowadzić do rozwiniętego (bardzo szowinistycznego) żartu o kobietach i alkoholu. Ale skoro autorką jest kobieta, to posądzenie o męski szowinizm odpada. Tekst napisany sprawnie i z wprawą. Już po „Spytkach” widać było, że masz dosyć lekkie pióro. Może jeszcze nie wyrobione jak u profesjonalisty, ale zadatki są. Miło, że wkręciłaś znanego z tamtego tekstu czarodzieja Chajzera, wróć, Wizira. To czego mógłbym się przyczepić to rzeczywiście jakby doklejony i zbędny element fantastyczny (magia Wizira). No właśnie, mógłbym, gdyby nie zakończenie. Te macki, szczerze mówiąc, zmieniają wszystko. Bo panna młoda przestaje być tylko brzydka, a okazuje się jakimś realnym potworem. Jeśli rozumieć je dosłownie. Tylko jak wtedy z tymi mackami tańczyła i robiła inne rzeczy na weselu? Czemu reszta weselników tak spokojnie reagowała na coś z mackami w roli panny młodej? A może te macki wyłaziły u niej z ukrycia jakiegoś? Ta wzmianka wcześniejsza o tym, że Marra lubi łowić ryby, sugeruje jakieś jej podwodne pochodzenie. Czyżby alians z królestwem ludzi z dna morza?

Kliknę. A co mi tam.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Mnie się skojarzyło z popularnym ostatnio na portalu Cthulhu. No i fajnie ;)!

Resztę – napisali przedpiścy. Od siebie dodam, że lekko znużył przydługi wstęp.

rocktime.pl - zapraszam na moją audycję we wtorek o 19.

skoro autorką jest kobieta, to posądzenie o męski szowinizm odpada.

 

Nie podejrzewam Autorki, więc tylko tak na marginesie. Niekoniecznie. Męski szowinizm jest cholernie zaraźliwy. ;)

mr.maras – Marra lubiła pływać. Pewnie ryby też lubiła łowić, bo w sumie tu woda i tu woda.

 

“Tylko jak wtedy z tymi mackami tańczyła i robiła inne rzeczy na weselu? Czemu reszta weselników tak spokojnie reagowała na coś z mackami w roli panny młodej?” 

No właśnie NIE TAŃCZYŁA, chociaż miała wielką ochotę. Armir też nie potrafił sobie tego wyobrazić, więc wolał nie ryzykować. Poza tym, na początku było powiedziane, że jej matka pochodziła z jakiegoś dziwnego kraju i też nie grzeszyła urodą, (pewnie ojciec Marry miał z nią taki sam problem jak Armir z Marrą) Wszyscy w królestwie zdążyli się więc przyzwyczaić do jej widoku. Ja osobiście widziałam ją, jako takie coś o humanoidalnych kształtach, z mackami zamiast rąk. 

 

“Ocha mi uświadomiła, że fabułę można sprowadzić do rozwiniętego (bardzo szowinistycznego) żartu o kobietach i alkoholu. Ale skoro autorką jest kobieta, to posądzenie o męski szowinizm odpada”.

Ważne żeby mieć dystans do pewnych rzeczy i nie traktuje ich zbyt dosłownie. Wtedy można pisać o wszystkim. :)

Dziękuję za klika i komentarz. Teraz czekam niecierpliwie na Twój tekst na ten konkurs. :)

 

Staruch – Cholera wie, co wylazło z tych głębin? ;P

Dzięki za opinię!

 

 

Zamknij oczy i myśl o Anglii…” a rebours.

 

Odczucia mam mieszane. Początek wydał mi się zbyt rubaszny, w ogóle nie lubię jak tekst się zaczyna od kaca, strasznie to sztampowe. Potem, i to chyba zasługa dobrej narracji, zaczęło mnie wciągać, zaintrygowała rozmowa o zainteresowaniach, spodobało mi się, kiedy Marra pokazała pazur – zacząłem przeczuwać jakiś fajny zwrot. No i przyszła końcówka – w sumie jednak rozczarowująca, bo macki to znowu droga na skróty i szablon. Jest niby fajne zahaczenie we wcześniejszym tekście – ta wzmianka o pływaniu nago, ale nie wiem, czy Marra te macki miała cały czas na wierzchu, czy przeistoczyła się dopiero w finale. Chciałbym też wiedzieć, czy pieszczoty, których doświadcza księciunio są, czy nie są ostatnimi w jego życiu.

Witaj, cobold! 

Nie wiem, czy zauważyłeś, że w całym tekście nie ma wzmianki na temat tego, jak dokładnie Marra wyglądała (może poza tym brakiem rzęs), to się wyjaśnia dopiero na końcu. Owszem, była paskudna, ale nic więcej. Te macki na końcu (widoczne dla wszystkich, poza czytelnikiem) to miał być taki element zaskoczenia, ale najwyraźniej nie wyszło. 

“czy pieszczoty, których doświadcza księciunio są, czy nie są ostatnimi w jego życiu.”

Oczywiście, że nie. Żona była nim zachwycona, więc po co miałaby się pozbywać potencjalnego źródła przyjemności?

Cieszę się, że udało mi się u Ciebie wywołać chociaż mieszane odczucia; lepsze to niż obojętność. :)

Dziękuję bardzo za komentarz.

Oczywiście AQQ pływała nie łowiła. Nie wiem skąd, jak i dlaczego zrobiłem z niej wędkarza. 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Nie wiem, czy zauważyłeś, że w całym tekście nie ma wzmianki na temat tego, jak dokładnie Marra wyglądała

– zauważyłem, ale to zauważenie nie dało mi efektu “łał”. Innymi słowy – po przeczytaniu tekstu sprawdziłem go i przekonałem się, że autorka nie popełniła wcześniej błędu. A wolałbym, żeby w finale wszystkie klocuszki wskoczyły na swoje miejsce i żebym z podziwem powiedział “nieźle to sobie AQQ wykombinowała”.

Wiem, że to szalenie subiektywne odczucie, pewnie zależne od mojego chwilowego stanu umysłu, ale takiego doświadczyłem i szczerze się nim dzielę. Co do mojego pytania o dalsze losy księcia, to wynika ono także z pierwszego skojarzenia przy lekturze – najpierw przyszło mi do głowy, że panna młoda jest taką zabójczą modliszką, a dopiero potem skojarzyłem z tą wzmianką o pływaniu.

Gdybyś mnie pytała o radę (nie musisz, ale skoro coś komentuję, to nie chcę na czczej krytyce poprzestać), dorzuciłbym jeszcze gdzieś w tekście delikatną wzmiankę sugerującą odmienność anatomii Marry (jest o tych rzęsach, ale przydałoby się coś bardziej głowonożnego). I, choć może kieruje mną męska solidarność, sprawiłbym, żeby w końcówce Armir po chwili zluzował te zęby i uświadomił sobie, że są rzeczy w dziedzinie ars amandi, o których pensjonariuszki Domu pod Lipkami nie wiedziały ;)

Cobold, dzięki za dobrą radę, ale już za późno. Nie będę zmieniać niczego w tekście. :(

Twój komentarz rozbawił mnie do łez; zwłaszcza ostatnie zdanie. Teraz ta opowieść nabiera zupełnie innego wymiaru. Marra dostarczyła Armirowi tak nowych i ekstremalnych doznań, że proszek może okazać się zbędny. :))))))

Powiem ci jeszcze, że jedyna osoba, która czytała ten tekst przed publikacją zasugerowała, żeby Marra złożyła jajeczka w tym najintymniejszym miejscu Armira i z uśmiechem powiedziała: A teraz ty urodzisz nasze dzieci! Może wtedy tekst byłby mniej szowinistyczny. :)

Jeszcze raz dzięki!

AQQ, spokojnie możesz zmieniać tekst, dopóki trwa konkurs.

Babska logika rządzi!

Finkla, wolę już nie kombinować. :)

Ale jakieś pikantne zdanko o seksie z ośmiorniczką naprawdę może nieźle brzmieć. ;-)

Babska logika rządzi!

Finkla, oj kusisz, kusisz. :D

Pomyślę!

Tu jakaś konspiracja zygot się szykuje?

My, plemniki, mówimy stanowcze NIE ;)!

Acz te poboczne wątki tak ewoluują, że nie zdziwię się, jak AQQ stworzy jeszcze opko o pożyciu pomackowym :).

rocktime.pl - zapraszam na moją audycję we wtorek o 19.

Staruchu, żadna konspiracja! Ot, takie tam fantazje. :P

A poboczne wątki w komentarzach rzeczywiście rozwijają się w dość ciekawym kierunku. Jest materiał i pomysł na następne opko. :)

Postanowiłam jednak, że w tym tekście nic już nie zmieniam, bo gdybym chciała zadowolić każdego komentującego, pewnie zabrakłoby limitu znaków. :)

MrBrightside, przeczytane, że przeczytane. Dziękuję.

Jako że przyszło mi jurkować w tym konkursie, szerszy komentarz wrzucę po ogłoszeniu wyników. :)

Wiem. :)

Co prawda zawsze uważał, że wygląd zewnętrzny jest sprawą drugorzędną, a liczy się osobowość, inteligencja, poczucie humoru i takie tam inne. Teraz chodziło jednak o jego przyszłą żonę,

Spodobało mi się zderzenie przekonań z rzeczywistością :) Obnażanie hipokryzji zawsze jest na plus.

I w sumie brak twistu na koniec – w sensie, że kobieta jak była paskudna, tak nic się w tej materii nie zmieniło – też wywarł na mnie pozytywne wrażenie. Środki odurzającego swoją drogą a rzeczywistość i tak zaczeka ;-).

Czytało się raczej dobrze, choć miejscami zgrzytały jakieś powtórzenia czy inne drobiazgi.

"Punctuation is used to indicate delivery, not to conform to the rules of grammar". Sarah Kane

Melduję, że przeczytałam. Szerszy komentarz po rozstrzygnięciu konkursu ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

dogsdumpling – bardzo Ci dziękuję. Tak sobie myślę, że takie przekonania (które my wszyscy też pewnie mamy) są wzniosłe, o ile pozostają w sferze deklaracji. Jeśli jednak dochodzi do konfrontacji z rzeczywistością, to bywa już różnie. Dobrze jeżeli można mieć wybór. ;) Postaram się wytropić te powtórzenia.

joseheim – czekamy więc na rozstrzygnięcie. Dziękuję. :)

Ja mam podobne wrażenia jak Ocha. Cierpienia pana młodego w związku z brzydotą panny młodej jakoś mnie nie rozbawiły. Ale przyznam, że końcowy twist całkiem zaskakujący.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Mam mieszane odczucia, z jednej strony utwór niczym specjalnym mnie nie ujął. Pomysł i postacie mało oryginalne i sama narracja też, ale z drugiej strony… czytałem płynnie, miałem dodać do kolejki, a przeczytałem od razu. Znaczy umiesz pisać i zaciekawić czytelnika. Czekał więc będę na coś (dla mnie) ciekawszego. Pozdrawiam.

SzyszkowyDziadek – Cieszę się, że przynajmniej udało się nieco zaskoczyć na końcu. Dziękuję. :)

Darcon – Jednym słowem, umiem pisać, tylko pomysły do bani. :(

Może wymyślę coś ciekawszego. Weno, przybywaj! Również pozdrawiam i dziękuję.

Podobało mi się. Całkiem nieźle oddany główny bohater i jego zmagania z nieuniknionym. Choć trudno powiedzieć, jak z tego wybrnął. W każdym razie dużo szczęścia młodej parze :)

Kawał dobrego, humorystycznego tekstu. Kilka razy szczerze się uśmiałem, puenta również niczego sobie. Do tego porządne wykonanie.

Powodzenia w konkursie :)

 

Edit: Coś czuję, że Armir szybko uzależni się od specyfiku Wizyra :)

Zygfryd89 – Miło czytać, że komuś się spodobało. :) Jak wybrnął? No cóż… już we wcześniejszych komentarzach padła sugestia, że te macki wyprawiały takie cuda, że Armirowi jednak się podobało i był szczęśliwy w tym małżeństwie. ;P Dzięki za odwiedziny.

Belhaj – Cieszę się, że dostarczyłam Ci rozrywki. Bardzo dziękuję. :D

Zakończenie fajne, mocne. Ale (zawsze musi być jakieś “ale”;)): przydałyby się wcześniej jakieś subtelne wskazówki, mówiące, że coś jest na rzeczy. A tu było tak, że najpierw przez całe opowiadanie nic specjalnego się nie dzieje, a na koniec łup! Wolałbym zakończyć lekturę z myślą: “Aaa, no tak!” niż “WTF?” ;)

 Poza tym na plus wyróżnił się motyw ze specyfikiem maga i rozmowa przy stole z pytaniem o upodobania. xD

 

Powiem ci jeszcze, że jedyna osoba, która czytała ten tekst przed publikacją zasugerowała, żeby Marra złożyła jajeczka w tym najintymniejszym miejscu Armira i z uśmiechem powiedziała: A teraz ty urodzisz nasze dzieci! Może wtedy tekst byłby mniej szowinistyczny. :)

Jak mogłaś tego nie dołączyć?! ;)

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories;

El Lobo Muymalo – No tak, zakończenie mocne. :) Może gdybym dodała ten tekst o jajeczkach, to byłoby za mocne. Nie, to byłoby przegięcie. ;P Moim zdaniem zakończenie lektury z myślą “WTF?” jest ok. Dziękuję i pozdrawiam. :)

Królewicz zrobił swoje, także trzeba się zastanawiać, jakie to dzieciątka na świat przyjdą :D

 

Czytało mi się płynnie, dosyć szybko. Tekścik przyjemny, zaowocował w mały uśmiech. O taki :)

Jak na mój gust zbyt wiele razy było powtórzone, że panna młoda nie grzeszyła urodą. Musiała być wyjątkowo brzydka, że wszyscy, nawet narrator!, ciągle o tym rozprawiali ;)

Pomysł nie robi furory; myślałem, że wszystko zmierza do jakiegoś zaskakującego rozwiązania sprawy. Jednak postawiłaś na prostą fabułę, z której udało się zrobić coś sympatycznego.

Zakończenie, niezależnie od moich wyobrażeń o nim, i tak na plus. Macek, serio, się nie spodziewałem.

Przyznam, że czytając ostatnie zdania, zacząłem podejrzewałem, że ona to tak naprawdę on :D

 

Nowa Fantastyka