- Opowiadanie: jradzyminski - Vacatio legis

Vacatio legis

Krótkie opowiadanie opierające się na założeniu, że jeżeli w przyszłości coś będzie hamować szczęście ludzkości, to stan służby zdrowia. 

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Vacatio legis

 – Boże Święty, jak ta dziewczyna histeryzuje! – rzuciła z niesmakiem kobieta o potężnej tuszy do swojego sąsiada, chorowicie wyglądającego mężczyzny. Ten pokiwał głową.

– Dzicz – mruknął.

Nastolatka siedziała w pierwszym rzędzie, tam gdzie najbliższa rodzina i urządzała prawdziwy spektakl. Pogrzeb trwał już od pół godziny. Na specjalne życzenie zmarłego zamiast tradycyjnych marszów pogrzebowych, uroczystość uświetniały wybrane kompozycje Ennio Morricone. Nawet zdjęcie zmarłego zostało graficznie obrobione tak, że wyglądał na bohatera spaghetti westernów sprzed ponad stu lat. Pogrzeb w stylu retro, ostatni hit sezonu. Oczywiście, wszystko w granicach dobrego smaku. Ani trumny, ani urny. Zbędne rekwizyty, budzące negatywne emocje.

Matka dziewczyny, a żona zmarłego starała się uspokoić córkę. Była wyraźnie zażenowana jej zachowaniem i świadoma potępieńczych spojrzeń innych uczestników. Tak się zachowywać! Przecież to obrażało wszystkich obecnych. „Muzyka zegarowa” z zapomnianego prawie już klasyka została zupełnie zagłuszona przez niepotrzebne histerie.

Sąsiadowi otyłej kobiety potężnie zaburczało w brzuchu, tak głośno, że wszyscy siedzący najbliżej spojrzeli na niego.

– Przepraszam – wybąkał. – Do operacji na czczo, rozumiecie państwo…

– Ludzka rzecz – zawyrokowała kategorycznie kobieta, a inni żałobnicy pokiwali głowami. Nastolatka znowu zaczęła głośno szlochać.

– No niech ona ją uspokoi! – warknęła pod adresem matki dziewczyny dwudziestoparoletnia blondynka w ciemnych okularach. Zapewne po zmarłym miała dostać siatkówki. – Co to ma być?

– A to na pewno córka? Może jakaś podstawiona? – zastanawiał się na głos mężczyzna z lekkimi tikami na twarzy. I takie rzeczy się zdarzały.

– Nie, no, jest w księdze kondolencyjnej – powiedział ten od burczącego brzucha. – Ale jak jechałem, to mnie dwa razy zatrzymywali… Ulotki jakieś wciskali, apelowali… Zapytałem ich, czy chcą, żebym umarł! Tak ich właśnie zapytałem!

– Ciemnota – stwierdziła z niesmakiem otyła kobieta. – Pan od wątroby, tak? – domyśliła się. – To pan mu się tak pięknie wpisał do księgi, prawda? Ręczna dedykacja! – W jej głosie brzmiał podziw. – Wie pan, ja starej daty jestem, mnie jeszcze w szkole uczyli pisać… Ale w tych czasach… Taki gest…

– Zasłużył – szepnął z prawdziwym wzruszeniem. – Zrobił ze mnie człowieka, a nie numer na liście… Wie pani, mnie wybrał, a ja na liście do przeszczepu gdzieś tam za dwa, trzy lata…

– Dwudziesty pierwszy wiek, ludzie na Marsa lecą, a pacjent dalej jak bydło… I tak będzie – pokiwała gwałtownie głową otyła kobieta. – Tak będzie!

Kolejny głośny szloch nastolatki przerwał tę rozmowę. Żałobnicy patrzyli na siebie wściekli. Atrakcyjna blondynka w okularach nie wytrzymała. Szybkim krokiem podeszła do pierwszego rzędu i złapała dziewczynę za ramiona.

– Weź się ogarnij, gówniaro! – warknęła. – Ile ty masz lat?!

– No, właśnie, skarbie – mówiła zażenowana matka. – Naprawdę, no, tak nie można…

Muzyka przestała grać, mistrz ceremonii postanowił przerwać uroczystość. Do dziewczyny zaczęli podchodzić kolejni żałobnicy.

– Co to za cyrki urządzasz?! Ile ci zapłacili, co?!

– Nie wstyd ci? Tak cię matka z ojcem wychowali?!

– Chcesz mnie zabić, tak?!

– Wypierdalaj stąd! Niech ją ktoś stąd zabierze!

Zaczęli ją popychać. Mistrz ceremonii prosił o spokój, ale nadaremnie. Emocje, które odczuwali wszyscy, wzięły górę. Dopiero kiedy rozległ się brzęk elektrycznego dzwonka, wszyscy spojrzeli w kierunku weneckiego lustra, które oddzielało kaplicę od mniejszego pomieszczenia za zdjęciem zmarłego.

W drzwiach stanęła zażywna kobieta w średnim wieku, pielęgniarka. Podeszła do zbiegowiska w pierwszym rzędzie. Miała mocny, żołnierski chód.

– Proszę państwa – powiedziała z naganą w głosie. – Zakłócacie spokój zmarłego.

Wskazała w kierunku lustra weneckiego. Podrażnieni ludzie zmitygowali się od razu, mężczyzna do wątroby nawet skinął głową w kierunku szyby. Dziewczyna dostała jednak nowego ataku histerii. Zerwała się i pobiegła do lustra.

– Tato! Tatusiu! Nie rób tego! Nie zostawiaj nas! Proszę… Proszę!

Na nic zdały się łagodne wymówki chorej ze wstydu matki. Pielęgniarka musiała wezwać ochronę. Wyrywającą się dziewczynę bezceremonialnie wyprowadzono z kaplicy.

 

***

Pielęgniarka wróciła za lustro weneckie. Mężczyzna, którego pogrzeb kontynuowano po drugiej stronie szyby, uśmiechnął się przepraszająco.

– Moja córka zawsze była bardzo wrażliwa – powiedział trochę zawstydzony.

– Nie powinna tak się zachowywać – odpowiedziała pielęgniarka stanowczo. – Jest córką bohatera. Powinna to docenić.

Denat uśmiechnął się skromnie, trochę zażenowany. Wrócił do wertowania księgi kondolencyjnej. Pierwszą stronę zajmowało zdjęcie komisarza, promujące kampanię w której wziął udział. Krzykliwy napis „Uzdrów miliony” trochę zakłamywał rzeczywistość, ale mężczyzna rozumiał, że takie prawo reklamy. Czternaście osób podziękowało mu za przekazanie organów, w tym jeden nawet wykosztował się na odręczną dedykację na wszystkich pięćdziesięciu kopiach księgi. Taki pieniądz! To był gest.

Rozpoznał wszystkich, każde przecież z dwóch milionów ludzi oczekujących na tę formę oddania organów pisało swoje portfolio spod których mógł wybrać, komu przekaże organy. Już im kibicował. Ta od siatkówek zrobi tę karierę modelki, był tego pewien. Ten od wątroby zdobędzie górskie szczyty Antarktydy. Z jego pomocą!

– Czternaście osób… – wyszeptał. – Uratuję czternaście osób… Czy ja kiedykolwiek w życiu osiągnąłem coś porównywanie dobrego? Jakbym ich z pożaru wyciągnął…

Pielęgniarka nie odpowiedziała. Doświadczenie zawodowe ją nauczyło, że podnieceni podniosłym nastrojem pogrzebu pacjenci często wygłaszali różne monologi. A sponsorzy się starali, żeby te pogrzeby rzeczywiście chwytały za serce.

– A czy z policji ktoś dzwonił? – zainteresował się Denat. Telefon musiał oddać zaraz po podpisaniu dokumentów o akcesie w programie. Przedtem zawiadomił organy ścigania o wszystkich machlojkach, które zrobił w biznesie razem ze swoimi wspólnikami. Chciał tak się oczyścić przed zejściem z tego świata. – Może niewystarczająco to opisałem…

– To już nie twoje zmartwienie. Nie żyjesz. Poradzą sobie, spokojnie.

Rzeczywiście uspokojony, mężczyzna wrócił do oglądania własnego pogrzebu, który był bardzo ładnym widowiskiem. Zapłakał ze wzruszenia po pięknych mowach pożegnalnych.

Jako, że pogrzeb miał opóźnienie, bardzo szybko wyproszono wszystkich żałobników. Biorców organów poprowadzono do przygotowanych karetek. Podnieceni chorzy obrzucili nieprzychylnym spojrzeniem córkę Denata, która w końcu dała się matce zaprowadzić do taksówki. Z ciekawością spoglądali także na policjanta w mundurze. Młody inspektor ruszył szybko w kierunku kaplicy, gdy tylko zobaczył Denata i pielęgniarkę.

– Ja tylko zajmę chwilę… – zaczął policjant.

– Przykro mi, inspektorze – przerwał mu Denat trochę egzaltowanym tonem. Zamaszyście sprawdził godzinę na ręcznym zegarku, prawdziwym zabytku. – Nie mogę panu pomóc. Nie żyję od dwunastu minut. Żegnam.

W tej chwili czuł się jak bohater w filmie. Wszystko się już skończyło, jego życie, jego stresy. Odczuwał to jak ogromną ulgę.

Pewność siebie opuściła go jednak, kiedy podszedł do zniecierpliwionych sanitariuszy.

– No, nareszcie – warknął jeden z ratowników. Pokręcił głową z niesmakiem i wyrzucił w trawę niedopałek papierosa.

– Panowie wybaczą… Pogrzeb się przedłużył… – wybąkał Denat.

– Dobra, dobra. Wsiadaj pan, szkoda czasu. Za dziesięć minut mamy być w szpitalu. A kto wie, może jakieś kurwy się gdzieś przykują, żeby nas nie puścić…

Poganiany zniecierpliwionymi spojrzeniami pracowników służby zdrowia, Denat pożegnał się z pielęgniarką. Miał oczy pełne łez.

– Jesteś bohaterem – szepnęła mu do ucha. Uśmiechnięty, wszedł do karetki i położył się na noszach. Sanitariusz unieruchomił go taśmami.

„Bohater”, pomyślał Denat. Rzucił jeszcze ostatnie spojrzenie na wielkie zdjęcie komisarza, który z plakatu przyklejonego do drzwi karetek dziękował mu za jego poświęcenie. Zgodnie z ostatnim życzeniem, odtworzono mu raz jeszcze „Zegarową muzykę”.

Potem poczuł lekkie ukłucie i wszystko zgasło.

Lekarz w przygotowanym akcie zgonu dostukał w uwagach: „vacatio legis +0:14”. Karetki ruszyły.

Koniec

Komentarze

Dobrze się czyta, a pomysł bardzo do mnie przemawia. Poza tym idealne na dzisiejszy dzień.

Czyta się fajnie, ale temat nie za bardzo mnie przekonał. Patrząc na naszą rzeczywistość, w której nawet nie widać szans na dopuszczenie eutanazji w najbliższych dekadach, opisana przez ciebie sytuacja wydaje się być zupełnie nieprawdopodobna.

 

“rzuciła z niesmakiem potężnej tuszy kobieta do swojego sąsiada” – To brzmi, jakby niesmak był potężnej tuszy, a nie kobieta.

 

“Ręczna dedykacja! – w jej głosie brzmiał podziw.” – Wielka litera.

@Brewe

Dzięki. 

 

@Issander

W tekście nie jest nigdzie zaznaczone, że rzecz dzieje się w Polsce. ;) Ale nawet to zakładając, to pewne zmiany nie są niemożliwe. Dwadzieścia lat temu zakładano, że ze względu na ogólny konserwatyzm społeczeństwa, sprzeciw Kościoła i skojarzenia z Holocaustem kremacja zupełnie się nie przyjmie. A wyszło, że w statystykach gonimy Zachód dość mocno, zwłaszcza w dużych miastach. Z transplantologią i eutanazją może być podobnie. Tu jest dużo czynników, które mogą zagrać jeszcze za naszego życia. ;) A rzecz dzieje się przynajmniej po 2065 roku, skoro minęło 100 lat od “For a few dollars more”. Jest pole do zmian cywilizacyjnych.

Za uwagi dziękuję, poprawiam. ;)

Podobało mi się. 

Dobre, przekonujące, mocno osadzone. Zarówno denat, córka oraz biorcy – wiarygodni. Realia zresztą też. Zarówno marketingowe jak i techniczne. A na dodatek dobrze, sprawnie napisane.

Czy to jest sygnaturka?

Zgodnie z ostatnim życzeniem, po raz ostatni odtworzono „Zegarową muzykę”. – powtórzenie.

 

Nieźle się czytało. Jako alternatywna rzeczywistość lepiej się spisuje niż potencjalna przyszłość. Tak jak w tej rzeczywistości rozumiem zachowanie żałobników, tak zachowanie córki nie ma sensu – bo jeśli jest wychowana w tym świecie, to dlaczego histeryzuje, zamiast być dumna z taty-bohatera. To mnie nie przekonało, bo wartości w tym świecie są odwrócone – dobro społeczne ponad dobro jednostki.

Ogolnie niezłe, napisane całkiem, choć wątek córki mnie nie przekonał. 

Pomysł – bomba. Bardzo zgrabnie przedstawiona scenka pogrzebu-nie-pogrzebu, szczególnie brak empatii biorców.

Ładnie ukazane emocje córki, jej sprzeciw wobec nowych zasad i utraty ojca. Według mnie zwykła, dziecięca miłość i urządzona na pogrzebie “scena” powinna wygrać z zaślepieniem Denata, który uparł się, że zostanie bohaterem i uratuje czternaście niewdzięcznych istnień. W ogóle nie wiem czemu, bo tekst prosty, ale zagrałeś mi na uczuciach. 

Gdybym miał taką możliwość, dałbym punkcika ;) 

@ Blackburn

Nie zgodzę się, że to alternatywa. Właśnie jako przyszłość działa doskonale. Autor to już zauważył. Za kolejne lat dziesiątki, zmiany społeczne mogą doprowadzić do czegoś takiego. Nawet w naszej rzeczywistości. Zwykłe oddawanie narządów staje się codziennością, a jeszcze 20, 30 lat temu było nie do pomyślenia. Nie tylko z przyczyn technicznych.

Czemu córka tak się zachowuje, wyjaśnił Karol123. Jeśli chodzi o ojca – myślę, że nie bez znaczenia jest jego “mroczna” przeszłość.

Przyszło mi tylko do głowy, że fajnie można by to rozwinąć, gdyby coś się nie udało z “gaśnięciem”. Ciekawa byłaby sprawa formalne zmarłego. Śledztwo w sprawie machlojek z denatem jako oskarżonym. Pozwy od biorców o utracone korzyści. Spektrum możliwości jest spore.

Też dałbym punkt do biblioteki.

Czy to jest sygnaturka?

Interesujący pomysł, lekko makabryczny, ale pokazujesz ciekawe skutki społeczne.

Fajnie wprowadzasz w tajniki tego pogrzebu.

Nie rozumiem tylko, dlaczego “vacatio legis”. Mnie się to bardziej kojarzy z prawem niż z medycyną. Coś mi umknęło?

 

Edytka: Kchrobaku, a Ty akurat punkt do Biblioteki możesz dać. Wprawdzie pośrednio, ale zawsze.

Babska logika rządzi!

Hmm, rzeczywiście – mogę :) No, to dam.

Czy to jest sygnaturka?

@kchrobak

Ale mogę mieć własne zdanie? ;)

Odnoszę wrażenie, że Ty piszesz o prekognicji, a ja się odnoszę do opowiadania. Czyli, jako dla czytelnika, zabrakło mi umotywowania zachowania córki, przez co odbieram jej histerię jako mało wiarygodną w tym świecie i tekście. Wyjaśnienia w komentarzach to już coś innego. Dodatkowo w szorcie świat wygląda trochę papierowo – czytaj: to jest pomysł na dłuższą formę, jak sam zauważyłeś, albo jakieś inne rozwiązanie w szorcie. Teraz wygląda na scenę ze świata alternatywnego. Nie twierdzę, że taki świat jest niemożliwy – to sprawa na oddzielną dyskusję.

 

Ty też możesz nominować w wątku bibliotecznym.

 

Jako, że trochę głupio wygląda, jak autor zaczyna bronić swojej wizji tekstu przed czytelnikami, to bardzo się nie odniosę do tego, czy to bardziej alternatywna rzeczywistość, czy wizja przyszłości. ;) Powiem tylko, że ja mam bardzo często wrażenie, jakbym żył w kilku rzeczywistościach, a rzeczywistość kolejek w przychodni i spychologii w kwestiach narażenia życia to właśnie taka codzienna dystopia. ;) Zatem, czemu nie jedno i drugie ;) W tekście pada informacja, że w programie “Uzdrów miliony” jest zapisanych 2 miliony biorców – taka liczba wskazuje, że nie jest to jakiś ogromny program. Skoro są też sponsorzy (to oni organizują bohaterski pogrzeb) i jakieś plakaty, to wskazuje, że nie jest to też część rzeczywistości zupełnie dla wszystkich oczywistej. Są wspomniani agitatorzy przeciwko tej praktyce. Różne środowiska mają różne podejście do rzeczywistości. ;) 

 

@Finkla

Jak pisałem ten tekst, to tytuł przede wszystkim miał oznaczać to, że facet teoretycznie żywy jest już prawnie martwy, a opowiadanie dzieje się w tym dziwnym okresie pomiędzy – już ma ograniczony kontakt z ludźmi (właściwie tylko pilnująca go pielęgniarka, musiał oddać telefon), siedzi za szybą. Natomiast dwójka czytelników, którym ten tekst pokazałem kuluarowo przedstawiła interpretacje, że:

1. pokazałem świat w którym “prawo” nie obowiązuje, jest jakimś dziwnym etapem między przestaniem obowiązywania “normalnych praw” (cokolwiek to jest “normalne prawo” :P), a powrotem do nich;

  1. chodzi o to, że biorcy żyją w takim vacatio legis, skoro mają teoretycznie prawo do organów, ale nie mają w praktyce dostępu do tego prawa (w tym ujęciu “vacatio legis” to raczej bezpośrednie tłumaczenie łacińskich słów, a nie terminologia prawna).

Użycie terminu przez lekarza może sugerować o chęci podkreślenia legalności tego, co się wydarzyło.

 

Dzięki za punkty do Biblioteki. ;)

@ Blackburn

W tej, wyjątkowej sytuacji zezwalam na posiadanie własnego zdania ;)

A poważnie – tylko dlatego że je posiadasz, dyskusja jest ciekawa i wartościowa. Dodatkową zaletą jest to, że jeszcze raz przeczytałem tekst i… dalej mi się podoba, mimo że rozumiem zarzuty. Co do jednego jesteśmy zgodni – dałoby się z tego zrobić większą i bardziej “tłustą” opowieść.

Czy to jest sygnaturka?

Z czymś mi się to kojarzy, w sensie stylu, nie treści – ale nie wiem jeszcze z czym. Cóż, może coś mi się przypomni. Może z Dickiem? Za mało imion jak na dickowszczyznę, ale jednak taki dość suchy, nieefekciarski styl, to może być to. W każdym razie ja sobie słabo radzę z opowiadaniami, zwłaszcza krótkimi, w których mikrofabuła jest pretekstem do pokazania pomysłu. Wiem, że dla fantastyki taka hierarchia jest dość charakterystyczna, ale to dla mnie argument przeciw gatunkowi, a nie za nim. No ale dobra, w tej kategorii jest to dobre opowiadanie, dobrze wysycone szczegółami, bez inwazji, ale też bez niepotrzebnych niedopowiedzeń, z ciekawym tłem. Więc w ramach gatunku – w porządku, choć na pewno nie ma tu prób przekraczania granic rzeczonego gatunku. Ja myślę, że rzecz dzieje się w Polsce, wnioskuję po konstrukcji, składni i stylu wypowiedzi bohaterów – są bardzo nadwiślańskie jednak.

Aha, tytuł mnie nie przekonuje nawet po wyjaśnieniach.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Podrażnieni ludzie zmitygowali się od razu, mężczyzna do wątroby

“od”

 

***

Pielęgniarka wróciła za lustro weneckie. Mężczyzna, którego pogrzeb kontynuowano po drugiej stronie szyby, uśmiechnął się przepraszająco.

Wyśrodkuj gwiazdki, wstaw po nich enter, będzie ładniej wyglądać.

 

Ta od siatkówek zrobi karierę modelki, był tego pewien.

Nadmiar zaimków.

 

Matka dziewczyny, a żona zmarłego[+,] starała się uspokoić córkę.

Jak dla mnie tu też powinien być przecinek.

 

Cóż, wizja przyszłości niewątpliwie intrygująca i dosyć przerażająca, aczkolwiek ze względu na postępy w dziedzinie kombinowania zwierzęcego genomu z ludzkim i hodowania narządów do transplantacji w laboratorium raczej mało prawdopodobna.

 

No rest for the Wicked

Bardzo dobry pomysł i sprawnie napisane.

Doceniam naprawdę dobry pomysł. Wszystko co opisałeś wygląda wiarygodnie. Nic już nie jest mnie w stanie zaskoczyć na tym świecie i nawet takie absurdy mogą stać się rzeczywistością w całkiem niedalekiej przyszłości.

Napisane sprawnie, dobre warsztatowo. Nieco suchy język ale ja bym go nazwał odpowiednio powściągliwym wobec obranej tematyk ;)

Zachowanie córki wydaje mi się naturalne. Ludzie bardzo różnie reagują w obliczu śmierci (lub nadchodzącej śmierci) najbliższych.

 

Co wyłapałem?

 

potępieńczych spojrzeń -​ chyba raczej potępiających. ​Potępieńczo to wyją dusze w piekle.

 

każde przecież z dwóch milionów ludzi oczekujących na tę formę oddania organów pisało swoje portfolio spod których mógł wybrać, komu przekaże organy. – Moim zdaniem powinno być:

Każdy przecież z dwóch miliona ludzi oczekujących na tę formę oddania organów pisał

 

po podpisaniu dokumentów o akcesie w programie – ​akces to przystąpienie do czegoś. Czyli o akcesie do programu.

 

Ogólnie na plus. Głównie za dobry pomysł i dobre oko do obserwacji zachowań i kierunków w jakich zmierzają pewne zjawiska społeczne.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Także pochwalę pomysł i wykonanie. Dialog dwójki pacjentów, moim zdaniem perełka tego tekstu, nieodzownie kojarzy mi się z naszym krajem – wręcz nie widziałem ludzi, a “nosaczy”. Zachowanie córki przypadło mi do gustu, także uważam je za naturalne albo przynajmniej wynikłe z kontaktu z grupami, które nie popierają takiego porządku społecznego. Buntownicy zawsze się znajdą.

Technicznie dobrze, nic nie przeszkadzało cieszyć się tekstem.

Podsumowując: bardzo dobry szort, który własnie krótko i rzeczowo przekazuje wymyśloną treść oraz daje do myślenia. Ładny koncert, wart klika ;)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dość makabryczna wizja, ale wydaje mi się też, że realna. 

Bardzo dobrze pokazałeś reakcje ludzi: i córki, i tych czekających na swój ochłap z pańskiego stołu. I wydaje mi się, że dyskretnie pokazałeś, że znowu bogaci będą się mieli lepiej – tak wynika z fragmentu, gdzie informujesz o odręcznym wpisie do księgi kondolencyjnej, który sporo kosztuje.

Mam nadzieję, że nie dożyję takich czasów. Dałabym klika do biblioteki przede wszystkim za pomysł, ale już zebrałeś wszystkie.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Pomysłowe i dające do myślenia.

W swojej groteskowej logice, bardziej niż z Dickiem, kojarzy mi się z Mrożkiem, czy nawet z Toporem.

Niezłe wykonanie, czepiałbym się tylko “tików na twarzy” i “akcesu w“. Nie jestem pewien, kim jest “komisarz” promujący akcję. Czy chodzi o to, że policyjny dowódca, badający machlojki “denata” sam jest jednym z beneficjentów akcji i zaproponował udział w niej, w zamian za umorzenie postępowania?

Tytuł nie przekonuje.

Witam na portalu i klikam.

Upiornie zabawne.

Pomyślałem, że z pomysłu dałoby się więcej wyciągnąć, gdyby Denat nagle zwątpił i zrobiłaby się afera.

Osobliwe i ponure, choć nie pozbawione szczypty specyficznego humoru. Czytało się nieźle, a lektura okazała się całkiem satysfakcjonująca.

 

Czy ja kie­dy­kol­wiek w życiu osią­gną­łem coś po­rów­ny­wa­nie do­bre­go? –> Literówka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Niezłe. Temat cały czas świeży, bo to palący problem. Ciekawie wykreowana scenka. Motyw retro pogrzebu przypadł mi do gustu.

Z jakiego filmu jest ta “Zegarowa Muzyka”? Mnie kojarzy się z “Incepcją”, ale do “Incepcji” muzykę skomponował Hans Zimmer.

 

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

Większość została już napisana w poprzednich komentarzach, więc tylko takie moje trzy grosze:

 

Podobało mi się pokazanie chorych norm społecznych – dziewczynie nie wolno płakać, bo choć jest to naturalna reakcja, to społeczeństwo uważa, że tak "nie można". Co gorsza, jej emocje mogą urazić innych. Domyślam się, że czują się urażeni, bo rozpacz dziewczyny konfrontuje ich z prawdą – zaspokajają swoje egoistyczne zachcianki kosztem życia czyjegoś ojca i męża. Dodatkowo efekt wzmacnia pokazany kontrast – obecni przy pogrzebie są pełni zrozumienia, kiedy mężczyźnie od wątroby burczy w brzuchu, ale nie mają go dla dziewczyny, która właśnie traci ojca.

 

Tytuł mi nie pasuje. Może to mój ograniczony umysł, ale widząc vacatio legis od razu myślę o terminie prawniczym i trudno mi się przestawić na jakieś inne znaczenie.

 

Nie rozumiem argumentu, że to nie jest realne w Polsce. Po pierwsze, nigdzie nie jest napisane, że to Polska, a po drugie to w końcu fantastyka, czyż nie? :)

 

 

Paper is dead without words; Ink idle without a poem; All the world dead without stories;

Tego westernu akurat nie oglądałem, dlatego nie poznałem. Fajne nawiązanie, lubię takie rzeczy. Ładnie to wkomponowałeś.

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

Przeczytane. Bardzo przyjemny tekścik. Podobało się :)

Tekst przeczytałem bez bólu, komentarze przejrzałem pobieżnie i właściwie mógłbym się podpisać pod Cerlegiem: fabuła “Vacatio legis” jest pretekstem do przedstawienia pomysłu. A ja wolałbym opowieść, zamiast jakiejś koncepcji ubranej w kilka wydarzeń.

Napisane poprawne, ale nic ponadto, jakby treść była dla Ciebie znacznie ważniejsza od formy. 

Fajnie ubarwiłeś szorta szczegółami. Spodobało mi też się, jak stopniowo odsłaniałeś karty.

Dialogi też niezłe. I tutaj także mam jak Cerleg: wypowiedzi bohaterów wydały mi się typowo polskie. 

Fajnie i szybko się czytało, 

motyw jak z filmu 21 gramów + motyw obserwacji własnego pogrzebu.

 

Zupełnie nie zrozumiałem tego vacatio legis na końcu.

– A to na pewno córka? Może jakaś podstawiona? – zastanawiał się na głos mężczyzna z lekkimi tikami na twarzy. I takie rzeczy się zdarzały.

Tiki się zdarzały? :)

 

Po co im pięćdziesiąt egzemplarzy księgi i dlaczego odręczna dedykacja jest droga? Jest jeszcze wiele starszych osób które umieją pisac :)

 

Co to za cyrki urządzasz?! Ile ci zapłacili, co?!

– Nie wstyd ci? Tak cię matka z ojcem wychowali?!

– Chcesz mnie zabić, tak?!

– Wypierdalaj stąd! Niech ją ktoś stąd zabierze!

IMVHO za dużo wykrzyknikow i pytajników.

 

I najważniejsze – jaka jest motywacja bohatera? Bycie “bohaterem” i ratowanie ludzi? A co z żoną i córką, nic dla niego nie znaczą? Przez chwilę mysłałem że to taki układ z policją żeby odpokutować machlojki, może nawet kara taka – toi byłby fajny motyw :)

 

Zgadzam się z przedmówcami, że dialogi fajne, jak w kolejce w przychodni :)

 

 

 

Na plus przyszłościowy pomysł, przedstawienie niezmieniającego się funkcjonowania służby zdrowia i ludzi narzekających w zetknięciu z nią (podwójny plus za pogodną obsługę ambulansu). Spodobał mi się też facet pragnący umrzeć jako bohater.

Obawiam się za to, że dołączę do grona nieukontentowanych tytułem. Wyobraź sobie, że piszesz opowiadanie o robocie, który wygląda jak człowiek i sam chodzi, w związku z czym nazywasz go “Android Samochód”. Ludzie będą wertować opowiadanie kartka po kartce szukając opisu opon i rury wydechowej, a Ty po prostu bezpośrednio przetłumaczyłeś sobie z polskiego ;).

Mogło być gorzej, ale mogło być i znacznie lepiej - Gandalf Szary, Hobbit, czyli tam i z powrotem, Rdz IV, Górą i dołem

Okej, ja też się wypowiem, bo w końcu przeczytałam. Szczerze mówiąc, do mnie też opowiadanie raczej nie trafiło. Ot, po prostu, nie w moim guście. Nie żeby coś mu szczególnie dolegało, ale po prostu… Ta rzeczywistość nie wydaje mi się wiarygodna. Nie kupuję tego, że matka pozwoliła obcym ludziom czepiać się własnego dziecka, nawet jeśli robiło coś niestosownego. Wyobrażam sobie taką sytuację, że dziecko odstawia jakąś nieprzyzwoitą akcję i rodzice nie mogą się z nim uporać w restauracji, czy w poczekalni, czy gdziekolwiek i ktoś obcy próbuje interweniować, jestem niemal w stu procentach pewna, że rodzice rzuciliby się na tego “pomocnego” nieznajomego z zajadłością – po prostu moje dziecko, mój problem, nawet jeśli sobie z nim nie radzę, tym bardziej nie poradzi sobie ktoś obcy. Reszta po prostu nie zrobiła na mnie żadnego wrażenia. Może pomysł oryginalnie wykorzystuje znany motyw, ale mimo wszystko cała sytuacja mnie nie zainteresowała, ani specjalnie nie zaskoczyła, ani nie zszokowała. Napisane, z tego co widziałam, poprawnie, więc tutaj nie ma się czego czepiać. Gratuluję zasłużonego miejsca w bibliotece, bo choć tekst niespecjalnie mną poruszył, to napewno jest niczego sobie :) 

Za krótko, za krótko!

Pomysł miałeś dobry, wciągnęłam się. Płacząca bohaterka fajnie kontrastuje z obojętnym tłumem, ale brakuje mi bardzo zarysowania relacji między nią i ojcem. Czemu zdecydował się na taki krok? Czemu był tak spokojny, widząc zrozpaczoną córkę? Czemu żona/matka tak spokojnie przyjęła decyzję męża, mało tego, była zawstydzona emocjonalnością córki?

Myślę, że lekkie rozbudowanie tej historii pozwoliłoby zrobić z tego niezłe opowiadanie, natomiast w chwili obecnej to jeszcze jest raczej short, pokazujący niezły pomysł i posiadający potencjał, ale jednak tylko short. Jakbyś kiedyś pisał coś więcej, to wpadnę :)

Bardzo ciekawy pomysł i smakowite nawiązania filmowe. Podobnie jak przedmówcy, chętnie przeczytałbym wersję “extended” albo przynajmniej więcej historii osadzonych w tym uniwersum.

I am surrendering to gravity and the unknown.

Podobało mi się :)

Oryginalny pomysł i sprawnie napisana scena, tak w sam raz na szort. Przyznam, że to właśnie pomysł najbardziej mnie ujął, fabuła i dialogi niestety nie.

Nie wiem, czy czytałeś Futu.re Dmitrija Glukhovskiego. To dobry przykład do porównania z Twoim szortem. Akcja dzieje się w 2399 po apokalipsie na Ziemi. Świat całkiem porządny i pomysł równie zacny. Cóż z tego, skoro główny bohater (policjant) ma mentalność człowieka końca XX wieku? To znaczy jego sposób wypowiadania się, zachowania itp. On trąca myszką już do obecnych czasów, dlaczego? Dlatego, że autor jest Rosjaninem, a ci z rosyjskich jajogłowych, którzy nie boją się wypowiadać głośno, mówią otwarcie o Rosji jako o kraju mentalnie i cywilizacyjne zacofanym do zachodniej Europy o jakieś 30 lat. Czytając Futu.re miałem wrażenie, że bohaterem jest nasz, poczciwy porucznik Borewicz z 07 zgłoś się.

I takie są Twoje dialogi, te wulgarne wyrażenia, te zwroty, w ogóle całe wypowiedzi plasują się gdzieś na początek XXI wieku, nawet nie na teraz. Brak im angielskich spolszczeń, które już wyraźnie wpisują się w naszą mowę, brak panujących zwrotów i powiedzonek, nie mówiąc już w ogóle o przyszłości…

Podsumowując, świetny pomysł, zabity trącającą już myszką fabułą.

Ja Darconie odniosłem wrażenie że szort to fantastyka bardzo bliskiego zasięgu.

Po przeczytaniu spalić monitor.

“każde przecież z dwóch milionów ludzi oczekujących na tę formę oddania organów pisało swoje portfolio spod których mógł wybrać, komu przekaże organy.” – portfolio spod których?…

 

“po podpisaniu dokumentów o akcesie w programie.” – powiedziałabym raczej: o akcesie do programu

 

Interesujący, lekko przerażający pomysł, choć traktuję go jako czysto fantastyczny.

Zastanawia mnie, czemu żona była taka spokojna, a tylko córka naprawdę się przejęła. Dorośli, którzy mieli dostać organy nie mieli powodu rozpaczać, rzecz jasna, ale czy nie było tam nikogo więcej z rodziny?

Ciekawi mnie też, co to za Komisarz ;)

Koniec końców jednak nie kupuję za bardzo zachowania głównego bohatera. Czy serio człowiek, który zaraz umrze (a chyba jest kompletnie zdrowy, skoro może przekazać aż czternaście organów i prowadził dobrze prosperującą firmę, ma rodzinę itp.), jest taki spokojny? Co spowodowało, że ma aż tak wyprany mózg? Dziwne.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Ciekawy pomysł. Skojarzył mi się trochę z Podzielonymi Shustermana, ale chyba w formie krótkiego tekstu lepiej to wszystko wypada, bo sama idea lepiej wybrzmiewa ;)

 

Ja uważam, że zachowanie córki całkiem realne, w końcu większość antyutopii, dystopii itp. opiera się na przedstawieniu jakiejś jednostki (ewentualnie jednostek) myślących w odmienny sposób. A ten szort chyba wpisuje się w taki klimat :P

 

Tak poza tym to sprawnie napisane. Zdaje się, że wszystko co chciałeś zawarłeś w tych 8k :)

Nie wiem sam, co mi się marzy, jaka z gwiazd nade mną świeci - J.Kaczmarski

Ogólnie podobało mi się. Ciekawy pomysł na medycynę przyszłości i jeszcze ciekawszy na śmierć prawną przed śmiercią fizyczną. Wydaje mi się, że tekst zrobiłby lepsze wrażenie, gdyby go trochę wydłużyć.

„Często słyszymy, że matematyka sprowadza się głównie do «dowodzenia twierdzeń». Czy praca pisarza sprowadza się głównie do «pisania zdań»?” Gian-Carlo Rota

Ciekawy pomysł, choć nie rewolucyjny. Mimo wszystko ładnie oddałeś cały ten pogrzeb i pragmatyzm uczestniczących w nim ludzi, nad tekstem unosi się intensywny zapaszek ironii – to mi przypadło do gustu.

I pomyśleć, że tylko tęskniąca córka została uznana za nienormalną…

Warsztat średni.

 

Tyle ode mnie.

Podrażnieni ludzie zmitygowali się od razu, mężczyzna do wątroby nawet skinął głową w kierunku szyby.

“od”

Rozpoznał wszystkich, każde przecież z dwóch milionów ludzi oczekujących na tę formę oddania organów pisało swoje portfolio[+,] spod których mógł wybrać

“spośród”

Ta od siatkówek zrobi karierę modelki, był tego pewien.

Jako[-,] że pogrzeb miał opóźnienie,

Przy zestawieniach “że” przecinek co najwyżej przed całym zwrotem.

"Piwo usypia pamięć, brandy budzi ją z drętwoty, najlepsze jest wino na serca tęsknoty!"

Fajne i pomysłowe, wykonanie również niczego sobie :)

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Fajne toto.

Pomysł mi się w sumie uznał, choć to taka jednak trochę zżynka – czy może raczej mutacja – z “seven pounds”. Tak więc tutaj plusik, i owszem owszem, nie przeczę, ale znacznie bardziej niż koncepcja medycyny przyszłości, zainteresowała mnie sama scenka rodzajowa ze wszystkimi szczegółami. Choć, niestety, nie mogę powiedzieć, że mi się podobała. Ale po kolei.

Na plus plastyczność całego obrazka i umiejętnie przerysowanie żałobników, dozowanie informacji i zgrabne budowanie świata przedstawionego; mimo niewielkiej objętości zamknąłeś w opowiadaniu chyba wszystko, co faktycznie istotne, unikając przy tym jednocześnie rażących infodumpów. Mówiąc krótko, czytało się bardzo przyjemnie.

Gorzej, że ten świat zupełnie mi się nie podoba. Fakt faktem, taki trochę do pouśmiechania – doceniam wydźwięk humorystyczny – lecz dojmującą dla mnie mieszanką emocji podczas czytania był gniew i irytacja na tych wszystkich “żałobników” i ich zachowanie. A po lekturze – na Ciebie, Autorze.^^ Kreacja takich postaci jak ci obdarowani jest satyryczna w sposób oczywisty, i w równie oczywisty sposób ma we mnie wywołać tę właśnie irytację, oburzenie i antypatię. I to Ci się udało rewelacyjnie, naprawdę. Gorzej jednak, że takie postaci kreuje się zasadniczo tylko po to, by czytelnika wpieniały, wpieniały i wpieniały, aż zacznie im z całego serca życzyć, by szlag jasny je trafił. Więcej – czeka się na to niecierpliwie (w moim przypadku bywa i tak, że nawet z większą atencją niż na rozwój historii głównych bohaterów), a kiedy w końcu Bóg-Autor wymierza im srogą acz sprawiedliwą karę, czytelnicza satysfakcja jest zazwyczaj ogromna.

Ale tutaj tego nie ma: źli i głupi zostają nagrodzeni, smutni stają się jeszcze bardziej smutni, a czytelnik – rozczarowany. Generalnie wszystko się we mnie buntuje przeciwko takiej wizji świata, takiej kulturze i takim ludziom. Nawet jeśli przyjąć, że to po prostu satyra (może z gdzieś tam zawoalowanym ostrzeżeniem przed tym, co nas czeka, jeśli ludzkość nie obierze innej drogi), to.. No nie, ni chu chu, ja nie chcę!

 

Peace!

 

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Sorry, Winnetou, ale jestem na nie.

Pomysł na tekst ciekawy, ale zbyt ubogi na piórko. Wszystko sprowadza się do jednej prostej koncepcji i pokazania, jak Twój świat działa, jakie jednostki w nim występują i jak są traktowane.

Ani jakiejś rozbudowanej fabuły, ani przesłania, ani zapadających w pamięć bohaterów… Może szczypta refleksji.

Rozumiem, że to tylko szort, ale zbyt spartański tekst wyszedł. Biblioteka – jak najbardziej; pióro – może następnym razem.

Babska logika rządzi!

Napisane tak sobie, kilka powtórzeń i niezgrabności, a zdania proste jak budowa cepa. Już przy pierwszym mi zgrzytały zęby – przez natłoczenie epitetów na postać.

Sam pomysł mógł prowadzić do czegoś ciekawego, nawet szokować, ale wyszło sztucznie i bez polotu. Ot, scenka rodzajowa, trochę groteskowa, trochę straszna. A postaci negatywne w taki strasznie nachalny sposób – trochę jak z gazet typu Fakt ;)

Ponoć, wchodząc między wrony, musisz krakać jak i one. Smutne to, bo przecież wiadomo, że większość wron wysławia się nader fatalnie...

Nowa Fantastyka