- Opowiadanie: Issander - Wiem

Wiem

Krótki, raczej smutny tekst. Czy to jeszcze długi szort, czy już krótkie opowiadanie? Kto wie...

Dyżurni:

joseheim, beryl, vyzart

Oceny

Wiem

Jest głośno, klub wiruje dookoła. Przede mną stoi człowiek, a twarz ma czerwoną od alkoholu oraz gniewu. Macha dłonią tuż przed moimi oczami i wydziera się, próbując przekrzyczeć muzykę.

Musiałem coś mu powiedzieć, ale zupełnie tego nie pamiętam. Niezbyt dobrze się czuję. Wiem, że po coś tu przyszedłem, ale tego też nie potrafię sobie przypomnieć.

Mężczyzna widzi, że go ignoruję, więc próbuje mnie uderzyć. Orientuję się w ostatniej chwili i staram się wykonać unik. Całe szczęście, pięść tylko lekko zahacza o cel, więc nie obrywam zbyt mocno. Dwóch kolegów przytrzymuje agresora, chcąc zapobiec dalszej eskalacji. Wykorzystuję tę szansę, by się wycofać, zniknąć w tłumie.

Nie wytrzymuję długo na parkiecie. Za dużo kolorów i świateł. Robię krok, by odejść na ubocze i niemal upadam.

 

***

 

Udało mi się znaleźć miejsce do siedzenia. Wciąż jest głośno, ale to nie muzyka, tylko dźwięk mojego oddechu. Brzmi przyjemnie i sprawia, że moja twarz wibruje, więc siedzę i sapię.

– Wszystko w porządku? Nie wyglądasz najlepiej… – pyta dziewczyna. Wiem, co powiedziała, mimo że jej nie słyszę.

– Mhm – mamroczę.

– Okej… – Wyraz twarzy zdradza, że nie zrobiłem najlepszego wrażenia. – Wzięłam ci wodę. Powinna pomóc.

Ciężko jej krzyczeć, więc odchodzi. Wiem jednak, że nadal będzie raz na jakiś czas przerywać zabawę, by rzucić mi badawcze spojrzenie i upewnić się, że nie dzieje się nic złego.

Napój pomaga, choć i bez niego nie jest mi już wcale tak źle. Nadal jednak nie wstaję, bo gdy się zjawiła, zdałem sobie sprawę, w jakim celu przyszedłem w to miejce.

Odkładam wybór na później. Szukam sobie jakiegoś zajęcia, bo mój oddech nie jest już taki ciekawy. Za to twarz stała się super interesująca. Gładzę się po policzkach, pocieram nos i drapię po brodzie. Upływa czas.

 

***

 

Kieruję się do przedsionka. Mijam toaletę i szatnię, po czym skręcam do drzwi.

– Joanna? – zagaduję dziewczynę z wcześniej, która czeka przed wejściem na ubera.

Jest zdziwiona. Z początku wydaje jej się, że chcę oddać pieniądze za wodę. Opowiada, jak tylko wzięła od barmana kranówkę, mówiąc, że koleżanka źle się czuje. Śmieje się, że największym wyzwaniem było nieoblanie się podczas przeciskania przez tłum.

Odpowiadam, że wcale nie, że zrobiła na mnie wrażenie, że niewiele osób tak bezinteresownie pomaga innym. Nawet zwykłą kranówką. Proponuję spacer.

– Czemu nie? – stwierdza. – Lubię miasto nocą.

 

***

 

– Więc skąd wiedziałeś, jak mam na imię?

Noc jest piękna, bezchmurna. W mieście nie uświadczysz ładniejszej – zanieczyszczenie świetlne i te sprawy… Ciepły blask żółtych latarni czyni zwykły plac zabaw magicznym miejscem. Joanna leży na poziomych drabinkach, ja zaś zwisam do góry nogami.

– Wiem różne rzeczy. – Podnoszę się, bo krew napłynęła mi do głowy i żeby mieć lepszy widok na dziewczynę. – Wiem, kiedy postawiono te huśtawki, kto to zrobił i że tuż obok twojej głowy, w farbie wydrapane są inicjały pary nastolatków, którzy parę dni temu zaczęli ze sobą chodzić.

Z początku zbywa śmiechem to, co powiedziałem, ale ostatecznie nie potrafi powstrzymać ciekawości.

– Rzeczywiście! Jest nawet serce i data! Myślałam, że dzisiaj ludzie już nie robią takich rzeczy.

– Na zakochaną młodzież zawsze można liczyć.

Lubię, jak się śmieje, nawet jeśli wiem, że ukrywa tym lekkie zaniepokojenie.

– Więc jesteś jakimś superbohaterem? – zagaduje.

– Próbowałem być – odpowiadam. – Kiedyś, gdy byłem młodszy i też miałem w sobie sporo romantyzmu… Nie wyszło zbyt dobrze.

– Powiedz chociaż, że wygrałeś kiedyś szóstkę w totka!

– Nie potrafiłbym. To tylko działa na rzeczy, które są blisko mnie lub te w jakiś sposób ważne. Wiem, jak wyglądają twoje oczy, choć ani razu w nie nie zajrzałem. Wiem, jaki jest naturalny kolor twoich włosów. Oraz, że jeśli będę dalej tak mówić, to zupełnie cię odstraszę.

– Uwierz mi – odpiera – mam doświadczenie z gorszymi stalkerami. Ale myślałam, że przynajmniej jesteś bogaty – zaśmiewa się. – To czym w takim razie się zajmujesz?

– Nie pracuję – przyznaję. Nie muszę się martwić, w końcu doskonale wiem, że wbrew temu, co mówi, wcale nie zależy jej jakoś bardzo na pieniądzach. – Loteria to za dużo, ale w zdrapki, coś, co mogę chwycić w rękę, idzie mi o niebo lepiej. Jeśli chcesz, mogę ci jutro pokazać.

– W porządku – odpowiada żartobliwie – z chęcią przekonam się, że nie kłamiesz, żeby zaciągnąć mnie do łóżka.

 

***

 

Internetowa mądrość głosi, że jeśli rozbierasz kobietę i ma na sobie bieliznę do kompletu, to wcale nie ty zdecydowałeś, że będziecie ze sobą spać. Co w takim razie powiedzieć, kiedy w ogóle jej nie założyła?

To nasza czwarta randka i przezornie nie mówię zupełnie nic.

Szybko znajduję ustom lepsze zajęcie.

 

***

 

Zgrzyt zamka w drzwiach wyrywa mnie ze skupienia. Joanna wchodzi do salonu, po czym stawia zakupy na stole.

– A to co? – pyta, wskazując na papiery zajmujące większą jego część.

– To jest rozwiązanie naszych problemów. – Śpieszę z wyjaśnieniami. – Już nie musimy latać po mieście w poszukiwaniu kiosków z wygranymi losami. Znam numery.

– Ale mówiłeś, że tego nie potrafisz. – Słyszę zaniepokojenie w jej głosie.

– Tak było. Ale to… To coś cały czas staje się silniejsze. Wiem rzeczy, które jeszcze niedawno były poza moim zasięgiem. No i są dni, gdy po prostu idzie mi gorzej lub lepiej. Dziś jest jeden z tych drugich.

– Poczekaj – mówi po chwili – zdejmę kurtkę i ci pomogę. Więc jak to działa? Skoro wiesz, jaki będzie wynik, nie wystarczy skreślić odpowiednich liczb?

– Dałoby radę, owszem. Ale żeby nie wzbudzić podejrzeń, możemy wygrać tylko raz, więc lepiej zrobić to porządnie.

– Nie rozumiem. – Dobiega z korytarza.

– Ludzie mają pewne systemy. Mnóstwo tego w internecie. Nie to, żeby działały, ale wygrana będzie bardziej prawdopodobna, jeśli wyślemy mnóstwo kuponów naraz. No i zawsze wpadnie trochę ekstra kasy z piątek.

– Więc co zamierzasz robić, jak już wygramy? – pyta Joanna, wracając do salonu.

– Co przez to rozumiesz?

– Bo widzisz… Ostatnio nie zajmujesz się niczym innym. Jedyny powód, dla którego wychodzisz z domu, to pieniądze.

Wiem, co chce przez to powiedzieć.

– Myślisz, że za dużo biorę?

– Wiesz dobrze, że też czasem coś wezmę i narkotyki same w sobie wcale mi nie przeszkadzają. Ale jeśli to twoja jedyna rozrywka, jeśli nic poza nimi w życiu nie masz, to uważam, że nie są dla ciebie dobre.

– Mam ciebie – uśmiecham się. – Chodź, pojedziemy na jakąś wycieczkę, jak już odbierzemy pieniądze z wygranej. Co ty na to?

 

***

 

– Nie wierzę, że mi to zrobiłeś!

Joanna wparowuje do mieszkania, podnosi rolety, krzyczy. Staram się myśleć trzeźwo i jakoś się zaprezentować, ale nie potrzeba specjalnego talentu, by wiedzieć, że w moim stanie to po prostu niemożliwe.

– No, musiałaś zjeść tę kolację sama – wybąkuję. – Nic takiego się nie stało. Przecież masz dość pieniędzy, by zapłacić za cokolwiek.

Podchodzi blisko. Za bardzo, bym czuł się komfortowo. Nagle jestem świadomy swojego zapachu i wszystko mnie swędzi.

– Przecież wiesz, że nie o tym mówię. A twoje słowo nic już nie znaczy? Cokolwiek robię, jest tylko gorzej. Nie wychodzisz z domu, nie jesz, nie spotykasz się z ludźmi… – Powoli się uspokaja, przychodzi pora na wielkie, straszne pytanie. – Czasami się zastanawiam… Wiedziałeś, że to się wszystko tak potoczy? Zanim ze sobą zaczęliśmy?

– Sądzisz, że to takie łatwe? – Nie chcę odpowiedzieć, więc ją atakuję. – Wiedzieć wszystko z góry? Kiedy z kimś rozmawiasz, mieć pewność, co dokładnie powie i dlaczego? Czy to wydaje ci się interesujące? Żyć ze świadomością, że nic cię ani trochę nie zaskoczy? Wyobraź sobie, że każdego ranka dostajesz gotowy scenariusz na cały dzień. To nie jest życie, to odgrywanie scenek! – Przedramiona zaczynają boleć mnie od drapania się. – Czy naprawdę tak ciężko ci zrozumieć, że próbuję się tego pozbyć?

– Jeśli tak ci źle, to czemu nie pójdziesz do lekarza?

– Bo wiem, że żaden mi nie pomoże! Po prostu wiem! Chyba nie muszę ci tego tłumaczyć?

 

***

 

– Wiesz, co jest w tym wszystkim najgorsze? – pyta łamiącym się głosem. – Kiedy bierzesz… Jeszcze zanim zaczniesz, musisz doskonale wiedzieć, jak się to skończy. W normalnym związku mogłabym się chociaż łudzić, że zwyczajnie nie zdajesz sobie sprawy z konsekwencji, z tego, jak się czuję… Ale ty przecież masz pełną świadomość wszystkiego. – Chowa twarz w dłonie. – Nie mogę dłużej tak żyć, nie mogę na ciebie patrzeć… Chyba wolałabym nigdy cię nie poznać!

Nie odpowiadam. Po tym, jak wyjdzie, będę mógł wreszcie wprowadzić się w silniejsze odrętwienie. W ten czy inny sposób, życie potoczy się jednym torem.

 

***

 

Jest dzisiaj wyjątkowo silne. Próbowałem je zagłuszyć, ale nie dałem rady. Pomimo starań wciąż pamiętam powód, dla którego znalazłem się w klubie.

Kieruję się do przedsionka. Mijam szatnię, po czym skręcam do toalety. Dopiero potem idę do wyjścia.

– Joanna? – Słyszę jeszcze, jak kierowca zagaduje dziewczynę czekającą pod drzwiami. – Jesteś Joanna? Wsiadaj!

Koniec

Komentarze

Dosyć oklepany motyw zmiany czasu w imię szczęścia dla drugiej osoby, którą kocha. Podany jednak w dobrze upieczonej formie, którą połknąłem za jednym przysiadem. Spodobało mi się pokazanie niszczenia związku przez wszechwiedzę bohatera, choć po wszystkim miałem wrażenie, że dobrze by zrobiło dorzucenie kilku scenek rozbudowujących emocjonalnie samego bohatera.

Technicznie czytało mi się dobrze.

Podsumowując: ograny koncert fajerwerków, ale podany w dobrej formie. Do biblioteki w sam raz :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Fajnie, że ci się spodobało. Dzięki za komentarz.

(…) staram się wykonać unik. Całe szczęście, cios tylko lekko zahacza o cel, więc nie odnoszę większych obrażeń.

Co to, mistrz gry na sesji warhammera? Strasznie nienaturalny fragment. Z zastrzeżeń do stylu to jeszcze nadużywanie wielokropków, poza tym jest dość ok. Jeśli chodzi o konstrukcję, to rozwinięcie jest krótsze od wstępu (czyli historii w klubie), zawsze w takich sytuacjach podejrzewam, że autor albo autorka nagle postanowił jak najszybciej dowiosłować do mety i zawsze jakoś mi wtedy szkoda tekstu, bo mam wrażenie, że zasługuje na więcej uwagi i cierpliwości. Trochę inaczej niż kolega NWM zrozumiałem zakończenie (myślałem, że chodzi o to, że bohater to wszystko przewidział, więc w ogóle nie wszedł w relację), to niby fajne, że tak można sobie interpretować, ale trochę mnie zawsze niepokoi, jeśli ten efekt odbywa się na poziomie faktów – bo to już nie oznacza, że różnie interpretujemy, tylko, że ktoś z nas nie zrozumiał. A że obaj należymy do uważnych czytelników, to winą za brak precyzji obarczam autora.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

tylko, że ktoś z nas nie zrozumiał.

Podejrzewam, że raczej ja się pomyliłem ze względu na fakt, że przedstawiono moc patrzenia w przyszłość, a nie zmieniania wymiarów czy skoków czasoprzestrzennych. Ale powiem Ci szczerze, Cerlegu, że do momentu Twego posta nie przyszła mi ta opcja nawet do głowy ;)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dzięki za uwagi.

myślałem, że chodzi o to, że bohater to wszystko przewidział, więc w ogóle nie wszedł w relację

Dobrze myślałeś.

winą za brak precyzji obarczam autora

Tak jak napisał NoWhereMan, w tekście nie ma niczego, co sugerowałoby manipulację czasem, za to wprost i do bólu opisana jest prekognicja i retrokognicja, więc ciężko mi wziąć winę na siebie :)

Jest jednak pośpieszne zakończenie, które utrudnia zabranie czytenika na pokład historii do samego końca. W podstawówce uczyli mnie, że tak konstruuje się nowele, ale to jednak nowela nie jest, tylko opowiadanie, choć krótkie. W opowiadaniu taki pośpiech ja uważam za odpowiedzialność autora. Ale też autor nie musi się z tym zgadzać ;)

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Długość utworu i jego struktura to inna kwestia. O tym napisałeś już wcześniej i nie odpowiedziałem, to znaczy, że choć niekoniecznie się zgadzam, to też nie uważam tego za bezzasadne :)

To ta sama kwestia.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Rzeczywiście opowiadanie lekko przyspiesza pod koniec i czytelnik to odczuwa. Jeszcze kilka akapitów o pogarszających się relacjach bohatera z Joanną by się przydało przed finałem. Język sprawny i raczej lapidarny. Zawsze zazdrościłem autorom, którzy potrafią pisać krótkimi zdaniami, korzystać z tego jako jeszcze jednego narzędzia w swoim warsztacie (jak np. w październikowym “Upadku” Stefana Wu) i środek do budowania klimatu. Muszę kiedyś spróbować się zmierzyć z takim stylem.

W opowiadaniu ciut za dużo opisów stanów odurzenia narkotykami. A za mało o stanach, które wywołane są zdolnościami bohatera. Te zdolności opisane są dokładniej raz, gdy o nich opowiada Joannie. A ja bym wolał je zobaczyć w akcji.

Faktycznie ten opis walki na wstępie taki sobie i w stylu RPG. Rozumiem, że naćpany bohater widzi to jakby inaczej, w zwolniony tempie albo z boku. Ale wyszło tak sobie. Zaraz potem jest zdanie: 

Dwóch kolegów przytrzymuje agresora, chcąc zapobiec dalszej eskalacji​. 

​Agresor, eskalacja – nienaturalnie to brzmi w ustach narratora jak cholera.

Za całokształt jednak, za sprawne pióro, pomysł i ciekawa realizację masz u mnie murowaną bibliotekę.  

 

 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Mocno skojarzyło mi się z Paulem Muad’Dibem. Podobnie pokazane, że prekognicja może stanowić problem, że scenariusz życia, że utrudnia życie prywatne, że jest w to zamieszany jakiś narkotyk… Ale Herbert zrobił to dużo lepiej.

Końcówka wypchnęła mnie z szyn. Zastanawiałam się, że może zmienił się narrator, że Joanna stanowi jakiś czynnik wyzwalający, że po zerwaniu z pierwszym wróciła do klubu i teraz następny facet się w to wplątał.

Interpretacja odautorska mnie nie przekonała – jeśli bohater nie podszedł do dziewczyny, to nic się nie stało. Więc o czym był tekst? Jakby delikatniejsza wersja paradoksu dziadka.

Babska logika rządzi!

Podobało mi się. Chyba nawet bardzo.

Najbardziej: 

Szukam sobie jakiegoś zajęcia, bo mój oddech nie jest już taki ciekawy. Za to twarz stała się super interesująca. Gładzę się po policzkach, pocieram nos i drapię po brodzie. Upływa czas.

Ten fragment to jakby zaklęcie, biorące cały dalszy ciąg, aż do ostatnich gwiazdek, w duży nawias.

 

Proporcji bym się nie czepiał, nie przeszkadzały. Ale tak w ogóle, bardzo ciekawa dyskusja powyżej.

@mr.maras:

Dzięki za pozytywną opinię mimo wskazanych wad. 

Za mało o stanach, które wywołane są zdolnościami bohatera. A ja bym wolał je zobaczyć w akcji.

Wiadomo, tekst można interpretować na różne sposoby, ale w takim zamyśle, jak ja to pisałem, wszystko po drugim fragmencie (bez ostatniego) jest przykładem tego, jak działa dar głównego bohatera… Choć akurat w tamtej chwili ta moc była o wiele silniejsza, niż zwykle :)

No i kilka osób podczas betowania oraz cobold poniżej podkreśliło właśnie opisy działania narkotyków jako zaletę tekstu, więc nie boję się ich bronić :)

 

@Finka:

Szkoda, że nie bardzo ci cię spodobało.

Co do końcówki, to specjalnie praktycznie skopiowałem ją wprost z trzeciego fragmentu, żeby czytelnik skojarzył, że jest to ta sama scena w alternatywnych wydaniach. Jeśli i tak nie do końca się udało, to pewnie byłoby jeszcze gorzej, gdyby pomiędzy nimi znalazło się więcej tekstu, jak zostało zasugerowane.

Co do interpretacji, wiadomo, każdy ma swoją. Podczas betowania pojawiła się solidna myśl, że główny bohater może być zwykłym stalkerem, jego wizja spowodowana narkotykami i megalomanią, a na koniec wraca do jedynego, co potrafi, czyli dalszego stalkowania…

jeśli bohater nie podszedł do dziewczyny, to nic się nie stało. Więc o czym był tekst?

Czasem musi dużo się stać, żeby nic się nie stało :)

 

@cobold:

Bardzo się cieszę :)

Nie no, nie było źle. Ale lepsze jest wrogiem dobrego.

I końcówka, przy Twojej interpretacji, mówi, że opowiadałeś nam o czymś, co wcale nie miało miejsca. Rozwiązanie prawie równie słabe jak “a potem się obudził”. ;-)

Babska logika rządzi!

Masz rację, ale według mnie ten zabieg jest do obronienia. W przeciwieństie do pobudki ze snu, alternatywna wersja wydarzeń jest głęboko wpleciona w fabułę i cały czas wszystko prowadzi do takiego, a nie innego zakończenia. Myślę, że kwestia kluczowa jest w tym, że dla ciebie opowiadanie nie było tak dobre, jak mogłoby być.

 

Żeby nie być gołosłownym, podam na przykład “Clannad” i “Clannad: Afterstory”, które opowiadają o wydarzeniach, które nigdy nie miały miejsca (lub miały miejsce w alternatywnej rzeczywistości), a mimo to są jednymi z najbardziej lubianych i najwyżej ocenianych anime. Dlaczego? Po prostu są tak dobre. I raczej nikt w fandomie nie narzekał na zakończenie.

Albo Steins;Gate – kolejne świetne anime, w którym główny bohater ma na celu sprawić, by żadne wydarzenia z anime tak naprawdę nie miały miejsca i na końcu oczywiście mu się udaje.

 

Postaram się następnym razem napisać cos lepszego. Jak zawsze :)

Nie wiem czy widziałeś film Next ​z Nicholasem Cage, który rzekomo oparty jest na opowiadaniu “Złoty człowiek” Philipa K. Dicka . Główny bohater to facet, który widzi wszystko na kilka minut do przodu. Zakochuje się w dziewczynie, a pod koniec, mogąc wybierać spośród wielu przyszłości, z których wszystkie kończą się źle, postanawia w pewnym momencie nie poznawać się z dziewczyną, która pokochał. Tam też wszystko co wydarza się pomiędzy, w rzeczywistościach/przyszłościach, które ostatecznie się nie wydarzają, okazuje się nie mieć miejsca. Powiem szczerze, że to w niczym nie przeszkadza w śledzeniu tego co pomiędzy, i w niczym nie przeszkadza w docenieniu Twojej, podobnej w zamierzeniu, puenty.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Nie widziałem, ale już na etapie betowania został wspomniany film z Cagem :) Także wiem, o co chodzi.

Często korzystam z tvtropes jako pomocy, tam to się nazywa reset button ending i jest podanych kilkadziesiąt podobnych przykładów.

Nie rozumiem narzekania na zakończenie. Według mnie jest to najlepsza część opowiadania i gdyby było inne to tekst zdecydowanie rozczarowałby.

W związku z powyższym stwierdzam, że bardzo mi się podobało i dołączam się, że warto byłoby rozwinąć opowieść do około 20k znaków. Choć rozumiem, że im tekst dłuższym tym trudniej nad nim zapanować.

 

mr. maras – trop dobry, ale ogólnie pomieszałeś dwa filmy. Historia z wieloma wersjami i niepoznawaniem dziewczyny była w “Efekcie motyla” natomiast we wspomnianym “Next” chodzi o dobrowolną pomoc federalnym po tym jak wszystko kończy się źle.

Moją opinię znasz, ale powtórzę publicznie. :)

Zgrabnie i prosto ujęta historia bazująca na szybkim “flashbacku” i nie ma co jej rozwijać. Nie ma też co wnikać w zachowanie i decyzje bohaterów, bo nikt nie jest idealny. I na koniec banał, bo każdy odpowiada za swoje decyzje, nawet jak zna konsekwencje.

Klik.

 

Edit. Podobnie jak u Cobolda, to mój ulubiony fragment.

Szukam sobie jakiegoś zajęcia, bo mój oddech nie jest już taki ciekawy. Za to twarz stała się super interesująca. Gładzę się po policzkach, pocieram nos i drapię po brodzie. Upływa czas.

Sith Happens!

Możesz dać wiarę temu lub nie, ale w myślach prosiłem, żeby tylko koleś nie zrobił tego, co bohater filmu “Efekt motyla”. No i zrobił ;)

 

Jeden paradoks. Skoro tak bardzo kochał (o ile w ogóle robi to z miłości, a może z samolubnej potrzeby samoluba, którym jest), że nie chciał jej krzywdzić, to dlaczego zamiast się zmienić/poświęcić wybiera ucieczkę? To jest chyba największy mankament tego opowiadania (poza sztampą ogólną, rzecz jasna) – bohater/postawa bohatera, której nie można zaakceptować, która nie przekonuje. Wydaje mi się, że za słabo rozwinąłeś słabości bohatera, jego beznadziejność i wewnętrzną niemoc zmiany tego, co jest osiągalne przy takim ułatwieniu jakim jest prekognicja.

Na szczęście w tym aspekcie, to nie zarzut dla autora, a raczej problem czytającego. Po prostu nie cierpi “życiowych niemot” ;)

 

Pozdrawiam Czwartkowy Dyżurny

Zawsze z trudem przychodziło mi usiłowanie zrozumienia manipulowania czasem, wszelkich pułapek i pętli czasowych. Jeśli do tego dochodzą jeszcze szczególne możliwości chłopaka – nie wnikam czy prawdziwe, czy urojone – a w tle mamy narkotyki, to przestaję się orientować w tym wszystkim.

Przeczytałam z pewnym zaciekawieniem, ale obawiam się, że niewiele z tego pojęłam.

Lektura komentarzy rozjaśniła sprawę, więc teraz żałuję, że nie wyczytałam tego wszystkiego sama. :(

 

Cięż­ko jej krzy­czeć, więc od­cho­dzi. –> Trudno jej krzy­czeć, więc od­cho­dzi.

 

w jakim celu przy­sze­dłem w to miej­ce. –> Literówka.

 

– Jo­an­na? – za­ga­du­ję dziew­czy­nę z wcze­śniej… –> Co to znaczy dziewczyna z wcześniej?

 

Skoro wiesz, jaki bę­dzie wynik, nie wy­star­czy skre­ślić od­po­wied­nich liczb? –> …nie wy­star­czy skre­ślić od­po­wied­nie liczby?

 

Mnó­stwo tego w in­ter­ne­cie. –> Mnó­stwo tego w In­ter­ne­cie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Regulatorzy, jak widać nawet siedmioro betujących nie uchroniło mnie przed twoim czujnym okiem. Choć przyjemnie dla odmiany zobaczyć tylko pięć punktów. W życiu bym nie pomyślał, że Internet pisze się wielką literą :)

Ano, nie da się ukryć, że pisze się wielką. ;D Dołączam stosowny link na poparcie tego faktu: http://sjp.pwn.pl/poradnia/haslo/b-b-Internet-b-b-czy-b-b-internet-b-b;228.html

 

Nie da się też ukryć, Issandrze, że piszesz coraz lepiej, choć zupełnie inaczej niż kiedyś. I nie ukrywam, że żałuję, iż nie poznałam wszystkich części Inanisa.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jak się uda, to w swoim czasie na pewno je poznasz. Na razie kończę rozmaite mniejsze projekty, które zacząłem albo obmyśliłem w długim okresie niskiej aktywności. Wolę najpierw odzyskać wprawę na tych mniej istotnych i dopiero potem zabrać się za duży.

W takim razie uzbrajam się w cierpliwość i życzę Ci już zawsze znakomitej formy, świetnych pomysłów i mnóstwa czasu na ich realizację. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bardzo mnie ten Internet gryzł, bo zwrócił moją uwagę już wcześniej, dokonałam więc małego śledztwa.

Regulatorko, link, który podałaś, jest z 2001 roku. Już w 2009 roku Bańko mówił, że akceptuje obie formy, gdyż słowniki coraz częściej traktują je jak równorzędne. Także w internetowych słownikach (PWN, wikisłownik) można już znaleźć odpowiednie hasła.

Istotnie, Kam_mod. Okazuje się, że muszę zwracać uwagę nie tylko na to, co zostało napisane, ale także KIEDY.

Dziękuję. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

:) :)

Fajne :)

Jak to jest z tym bohaterem – on może tylko "odgrywać scenki", czy jednak również bawić się w scenarzystę?

Interesujące. Podoba mi się umiejętność bohatera, nawet jeśli nie podoba się ona jemu. Trochę dziwię się dziewczynie (w życiu nie poszłabym w środku nocy na spacer z chłopakiem, który tak naćpał się na imprezie, że nie może ustać, a już kiedy zaczął opowiadac co “wie”, to w ogóle), ale ogólnie fajnie wyszło z tym, jak ona znosi tę jego umiejętność, a potem przestaje znosić, a także jak on (nie) radzi sobie sam ze sobą. Końcowy twist odkrywczy nie jest, ale nieźle komponuje się zresztą (przecież nie mógłbyś zakończyć tym, że ona po prostu odchodzi). Także ogólnie rzecz biorąc – udany szort.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

@tfurca: Możliwość wyboru pomiędzy kilkoma scenkami nie czyni z niego scenarzysty. Wyobraź sobie, że możesz obejrzeć różne filmy, ale tylko takie, które już widziałeś.

@joseheim: Jestem bardzo szczęśliwy po przeczytaniu twojego komentarza, bo zwróciłaś uwagę właśnie na to, co miałem w zamyśle pisząc opowiadanie i spodobało ci się. Masz zresztą rację, że podejście Joanny jest mało prawdopodobne – ale nie jest zupełnie nieprawdopodobne, co jest istotnym rozróżnieniem. I to też się wpisuje w fabułę tekstu, bądź co bądź bohater obdarzony prekognicją związał(-by) się właśnie z taką dziewczyną, która najbardziejby mu odpowiadała – dlatego jest pokazana jako wyjątkowa osoba z jego punktu widzenia. Bohater wie, że Joanna podchodzi do innych ludzi z dużym luzem i nie wydaje szybko osądów, oraz na ile może sobie pozwolić w rozmowie z nią.

Jak to miło jest kogoś uszczęśliwić przy sobocie ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Wyobraź sobie, że każdego ranka dostajesz gotowy scenariusz na cały dzień. To nie jest życie, to odgrywanie scenek!

Dostać gotowy scenariusz, a móc przebierać w scenariuszach to dwie różne sytuacje. Cały wywód bohatera prowadzi do wniosków odmiennych, niż to, co sugerujesz. Przepraszam, że się czepiam, ale w efekcie zakończenie wydaje mi się nielogiczne. I mimo, że sprawnie napisany, tekst przez to mnie nie przekonuje.

Zgadzam się z Tfurcą. Sugerujesz, że bohater nie ma wyboru, a końcówka pokazuje, że jednak ma, skoro pozwala dziewczynie wsiąść. Sądzę, że gdybyś po prostu nie wstawił tego zdania w dialog, kwestia nie zostałaby w ogóle podniesiona ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Wyobraź sobie, że każdego ranka dostajesz parę gotowych scenariuszów do wyboru na dany dzień. To nie jest życie, to odgrywanie scenek!

 

Moim zdaniem nie brzmi to dobrze, bo trzeba wziąć pod uwagę, że w chwili, kiedy padają te słowa:

  1. Bohater jest pod wpływem emocji
  2. Jest zaznaczone, że stara się odwrócić uwagę od problemu
  3. Jest głęboko wyczerpany swoją mocą
  4. Zwraca się do osoby, która wie, jak ta moc funkcjonuje

Tak więc logiczne jest, że być może upraszcza wypowiedź, zamiast wchodzić w szczegóły i zwiększa skalę problemu.

 

Tym niemniej, jeśli powoduje to niejasności w odbiorze tekstu, zastanowię się nad jakąś delikatną zmianą.

Obiektywnie opowiadanie mógłbym określić nawet jako błyskotliwe. Jednak nie w moim guście. Ale to nie jest wina Autora, ani opowiadania, tylko moja.

Zaskoczyło mnie na końcu. Pod wpływem ostatnich lektur, także na tym portalu, w trakcie czytania opowiadania spodziewałem się raczej, że narrator w końcu zamorduje Joannęsmiley

Fajnie, że opowiadanie stwarza różne możliwości interpretacji. Z chwilą gdy autor opublikuje opowiadanie, wystarczy, że je wrzuci, traci na tą interpretację wyłączność. Możliwa jest taka:

Jest taka koncepcja z dziedziny fizyki teoretycznej, że sama możliwość zdarzenia się czegoś sprawia, że powstają różne możliwe światy, które są tak samo prawdziwe. Najprościej zrozumieć to na przykładzie. Jeżeli mam w danej chwili możliwość skręcić w lewo lub prawo, powstają dwa światy, tak samo realne, identyczne z tą tylko różnicą, że w jednym skręciłem w lewo, a w drugim w prawo. Przenosząc to na grunt portalu, istnieją realne światy, w których Autor postąpił stosownie do wskazówek komentatorów, oraz inne, w których pozostał niewzruszony. A na gruncie opowiadania prawdziwe jest to, że narrator poderwał Joannę i związał się z nią, jak również prawdziwe jest i to, że jej nie poderwał, bo poszedł do toalety. Narkotyk, który narrator zażywał, mógł mu pozwolić na widzenie jednego z tych możliwych światów, z których wszystkie się i tak zdarzą. 

Jeżeli przeczyta to jakiś prawdziwy fizyk, albo fizyk amator, zapewne zmiesza mnie z błotem np za zwulgaryzowanie jednej z koncepcji wieloświatów. Dlatego asekuracyjnie powiem, że zwracam się do laików, sam będąc jednym z nich.

Na koniec taka drobna uwaga techniczna. Ktoś już przede mną zwrócił na to uwagę (chyba dziewczyna o ksywie regulatorzy). Powiedzieć “dziewczyna z wcześniej” jest trochę niezgrabnie. A nie można by np zamiast tego powiedzieć “dziewczyna, która podała mi wcześniej wodę”?

Pozdrawiam Autora i każdego komu chciało się przeczytać ten komentarzsmiley

 

Nowa Fantastyka
Patronujemy