- Opowiadanie: Mariner79 - Spotkanie na księżycu Bastion-Cztery

Spotkanie na księżycu Bastion-Cztery

Zachęcam do przeczytanie mojego krótkiego opowiadania science fiction, które przenosi czytelnika w otchłań nieustających wyborów. Nagle wszystko przybiera inny wymiar możliwości.

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Spotkanie na księżycu Bastion-Cztery

Dotychczas spędzałem z Kate sporo wolnego czasu. Gdy przychodziłem ze spaceru do naszego domu, odnosiłem wrażenie, że przestawała całkowicie reagować na moje prośby. Dawniej często wychodziliśmy na różne imprezy towarzyskie. Mogliśmy tam realizować własne hobby czy gromadzić o nich ciekawe wiadomości ale mimo tego, nie mieliśmy wielu znajomych. Kiedy pewnego razu, przyszedłem z instytutu badającego wpływ biotechnologii w konglomeracie nowych kolonii, zobaczyłem jak uprawia miłość ze swoim przełożonym. Nagle jej zainteresowanie moją osobą, opadło do poziomu zero koma zero. Popełniłem wobec niej wiele błędów. Podświadomie wiedziałem, że musiało kiedyś do tego dojść, z drugiej strony ona zawsze mogła na mnie liczyć, a ja miałem zaufanie w stosunku do jej wariacji. Musiałem jak najszybciej opuścić to miejsce, prosto w objęcia pierwszej lepszej restauracji, serwującej tanią whisky.

Zachowywała się dziwnie, od pierwszej chwili, patrzyła na mnie szklistymi oczami, próbując przeniknąć moje ciało, jakby z kapiącymi łzami; mrugając intensywnie, co dziesięć sekund, milczała zaklęta jak kamień.

– Do widzenia, Kate. Już nigdy mnie nie zobaczysz. – powiedziałem spokojnym głosem.

Mężczyzna leżący w sypialnianym łóżku, popatrzył na stojącą nago zdobycz, która z trudem próbowała rozpocząć rozmowę. Pomachałem mu na pożegnanie, biorąc ze sobą przeciwdeszczową pelerynę.

– Chcę porozmawiać o rozwodzie… Przecież połowa majątku jest twoja, wiesz że cię kocham.

– Zawsze byłaś bardziej cwana ode mnie. 

Sytuacja w jednej chwili, zmieniła się diametralnie na moją niekorzyść. Prawdę mówiąc z niewiadomych powodów nie mogłem w tym momencie odczytać jej myśli. Coś niechybnie starała się ukrywać, chociaż stała przede mną, całkiem naga. Nie słuchałem już siebie samego, niemniej jednak jej myśli, fruwały po moim czole, z prędkością gwiezdnego liniowca.

– Skoro musisz odejść, to idź. – pokiwała głową, wracając do swojego nowego partnera.

Zbiegając po schodkach, wyszedłem z domu idąc do centrum miasta, prosząc aby jak najszybciej zostać samemu. Bardzo dawno temu, byłem właśnie taki, jak teraz. Światło zawsze pozostanie światłem i codziennie wyprowadza ślepców z ciemności. Miałem z tym problem od dziecka, tak jak głupiec tworzący własny alfabet. Nie wiedziałem, skąd bierze się to wszechobecne światło. 

Gdy dorosłem, od razu starałem się wziąć sprawy we własne ręce. Zostałem dobrym biotechnologiem, ze specjalizacją obcych organizmów żywych. Często przesiadywałem z kolegami, rozważając wpływ tychże organizmów, na produkcje implantów neuronowych. Nawet dzisiaj ciężko było określić, czy ich kod DNA pozwala na przechowywanie cyfrowych danych, w połączeniu z ludzką pamięcią. Nie był to mój jedyny zawód. Przechodząc obok stojącej taksówki, zaklepałem kurs i namówiłem kierowcę, aby zawiózł mnie prosto do najdalej stojącego baru w okolicy. Po cichu, będzie wydobywał ze mnie najlepsze wspomnienia, które przeżywałem z Kate. Oczywiście nigdy za darmo.

 

* * *

Mężczyzna ubrany w granatowy szlafrok, usilnie próbował uspokoić swoją pracownicę. Lekko dotykając jej ramienia, głaskał krótko przycięte blond włosy. Kate zwykle lubiła wojskowy typ uczesania, kochała oglądać filmy o Federacyjnych Oddziałach Specjalnych. Nie wiedział, dlaczego tak bardzo myślała o tym "zeroidzie", sarkastycznie nazywanym i puszczonym w trąbę idiocie, takim jak jej mąż Larry Brown.

– O co chodzi kochanie? Przecież rozmawialiśmy na ten temat wiele razy. 

– Muszę go mieć z powrotem. – powiedziała po cichu do siebie samej.

– Czy możesz mówić trochę głośniej? Jesteś poddenerwowana.

– Znam go. Jeśli raz coś sobie ubzdura, to nigdy nie wróci na odpowiednie tory. Przepraszam ale musisz stąd wyjść.

– A twoja praca? Chcesz go szukać po całym mieście, pokazując każdemu człowiekowi jego zdjęcie? Zupełnie oszalałaś.

– Popełniłam błąd. Teraz muszę go naprawić.

– Zwalniam cię z pracy, Kate. Zachowujesz się jak rozpieszczone dziecko, a ja nie mam czasu na twoje zabawy. Mieliśmy projektować struktury obronne na planetach układu Gwiazdy Bernarda. Planety zamieszkiwane przez obce organizmy roślinne – technologia kontra biologia. Znowu będę musiał polecieć tam samemu.

– Bon voyage, kochany.

 

* * * 

Wchodząc do prawie pustego baru, zauważyłem kilka miejsc posiadających własne projektory holo wizyjne. Siadając w pobliskim rogu sali, obserwowałem płaski ekran, na którym co parę sekund pojawiały się twarze celebrytów. Byłem w szoku, gdy podeszła do mnie ładnie ubrana kelnerka i zapytała czego sobie życzę – widać takie odludzie też posiadało własną i miłą obsługę.

– Pij do dna, przyjacielu! – powiedział mężczyzna, który pojawił się znikąd obok mojego stolika.

– Na pewno nikt mnie tutaj nie odnajdzie? – wzniosłem toast, wychylając kolejny kieliszek Johnny Walkera.

– W tym barze, diabeł ożenił się z własnymi widłami. Podobasz mi się, przyjacielu więc zaproponuję ci pewien interes.

– Nie handluję z brudasami.

– Puszczę tę aluzję w niepamięć. Miałem "kiedyś" żonę oraz sporą gromadkę, prawie dorosłych dzieci. Oczywiście nie wszystkie były moje – uśmiechnął się nieznajomy. – Nie mogłem już znieść swojego widoku. Z roku na rok, stawałem się coraz bardziej zamknięty w sobie. Pomyślałem, żeby polecieć na jakiś czas do innego systemu. Nowa i ładna kolonia w układzie Wolf-Trzysta pięćdziesiąt siedem, posiadała zasymilowane ze środowiskiem organizmy roślinne, sprowadzane prosto z Ziemi. Nie byłem żadnym magistrem ale wiedziałem, co nieco o mikrobiologii, chemii a nawet nauczyłem się podstaw ekonomii. Podobno naukowcom pracującym w tamtejszym centrum o nazwie Smocze Oceanarium, udało się przystosować oraz wdrożyć w życie kilka wątków z faz terraformacji. Mieszkania dla nowych kolonistów, posiadały w dwudziestu procentach wyjątkowy design, oparty o ekologiczne materiały budowlane – w środku wiele rzeczy, przypominało obrośnięty zielenią las. Pomieszczenia były duże i eleganckie. 

– Przestań, mówisz jakbyś oglądał serial "Star Trek – Pokolenia", z przed przełomowego odkrycia turbin atomowo-ablacyjnych.

– To nie Nexus-Sześć ale prawdziwy układ i planety. W oceanach wybudowano wielkie metropolie, zawierające podwodne hotele, parki i wewnętrzne akweny. Jedno w jedności – natomiast w całości nie umieli rozmnożyć organizmów pochodzenia zwierzęcego.

– Czy jest w tym układzie, więcej podobnych planet?

– Niestety nie wiem. Podobno skanery szukające odpowiednich podłoży skalnych na planetach, uległy całkowitemu zniszczeniu, a federacja ma wiele problemów na głowie. Poprawili kilkanaście procesów hodowli upraw, zwiększając ich wydajność do maksimum.

– Dlaczego nigdy nie usłyszałem o twoim Wolfie-Trzysta pięćdziesiąt siedem? Opowiadasz bzdury i chyba nie chcę już z tobą dłużej rozmawiać.

– Nie słyszałeś dlatego, bo bilet kupiłem dwanaście godzin temu. Postanowiłem oddać go, właśnie tobie. Będzie lepiej jak wrócę do swoich dzieci i żony. 

– Mów dalej.

– Nie mam nic do dodania, przyjacielu. Acz oglądałem przed chwilą wywiad z osobą, która powróciła do układu Słonecznego i wspominała o różnych anomaliach nawiedzających jej organizm. Należała do grupy zwiadowczej, utworzonej przez nadzorcę tamtejszej kolonii. Uzbroili ich w podstawowy sprzęt, używany przez komandosów. Po miesiącu jej wyniki wydolnościowe były lepsze, niż zaprawionych twardzieli z legionów federacji. Podobno wzrosła jej energia życiowa, wytrzymałość i siła.

– Czy ta osoba powiedziała coś więcej?

– Niestety nie. Pięć godzin wcześniej, zmarła na rozwijający się sześćset razy szybciej nowotwór mózgu. Mimo wszystko ludzie kochają niebezpieczeństwo. Nieprawdaż?

– Zwłaszcza takie suki, jak moja wspaniała żona.

Kiedy odwróciłem na chwilę głowę w stronę ekranu, mężczyzna siedzący przy moim stoliku zniknął. Blisko butelki, leżał zapakowany w kopertę bilet, przeznaczony dla turysty, podróżującego drugą klasą gwiezdnego liniowca. Czułem się jak człowiek, który sprzeniewierzył się własnej nieprzymuszonej woli i w kilka chwil stracił majątek. Musiałem wybierać pomiędzy Nexus-Sześć… Znaczy Wolf-Trzysta pięćdziesiąt siedem albo spotkaniem w sądzie.

W dobie turbin atomowo – ablacyjnych, podróż do średnio oddalonego systemu nie trwała dłużej, niż kilka godzin. Dawniej ludzkość spędzała całe dni, na korzystaniu z kolei parowej, dziś komunikacja poduszkowa przewoziła do celu nie dłużej, jak w kilkanaście minut. Moje przybycie do nowego miejsca zamieszkania było nadzwyczaj proste i wygodne. Po dotarciu na miejsce, zostałem poproszony o kontakt z osobą uprzywilejowaną i kompetentną. Siedziałem w ciekawie umeblowanym biurze, czekając na zabranie głosu przez widmo holo projektora.

– Witamy w układzie Wolf-Trzysta pięćdziesiąt siedem. Jesteś podróżującym kolonistą o numerze dwa tysiące czterdzieści trzy, który po raz pierwszy, przeprowadza rozmowę z robotem wyposażonym w sztuczny mózg. Od dwóch miesięcy, dochody naszej kolonii, wzrosły o ponad trzysta procent. Produkcja opiera się głównie na eksporcie żywności oraz części zamiennych. Proszę o podanie swoich danych osobowych?

– Larry Brown, wiek trzydzieści osiem lat, specjalizacja biotechnologia.

– Potrzebujemy trzydziestu wykształconych fizyków, najbardziej astronomów oraz ludzi korzystających ze skanerów. Czy jest pan zdolny do reorganizacji swojego przydziału?

– Niestety nie.

– Przydział oddalony. Będzie pan przewieziony na orbitę planety, międzyplanetarną taksówką, skąd zostanie wyznaczony do pracy przy wydobywaniu surowców. Czy podejmuje pan ryzyko?

– Nigdy tego nie robiłem. Właściwie chciałem tylko zwiedzić powierzchnię planety. Czy na pewno nie potrzeba specjalnego pozwolenia na drążenie skał i sterowanie dronami?

– Drogi panie, Brown. Korporacja Atylla Bastion-Cztery, należąca do federacji, wykorzystuje większość konglomeratów bez jakichkolwiek dodatkowych pozwoleń. W pana przypadku, będzie to zupełnie nowe doświadczenie. W innym razie, zostanie pan pozbawiony jakichkolwiek praw – zatrudniony kolonista, ma prawo do wielu udogodnień, takich jak płatny dwutygodniowy urlop czy bezpłatna pomoc medyczna. Ten kazus należy do ciebie… przepraszam, oczywiście do pana!

– Nie jestem jeszcze gotowy do podjęcia pracy ale przyda się trochę kredytów. Okiełznanie dronu, będzie dość ciekawym zajęciem…

– Wysyłam dane do satelity komunikacyjnego. Pana przylot jest oczekiwany przez brygadzistę Danny`ego Alroya.

 

* * *

Stojąc i rozmawiając z osobą powołaną do organizacji pracy na księżycu, zauważyłem podchodzącą do nas osobę. Jej twarz była całkowicie zasłonięta ale chód był miarowy i delikatny. Wokół nas ciągle przechodzili ludzie odpowiedzialni za transport, wydobycie i kalkulację ceny surowców. Wielu z nich było zupełnie nieprzystosowanych, do wyjścia na powierzchnię księżyca, z kolei inni wyglądali jak rasowi astronauci. Kilku górników, kłóciło się o wielkość otrzymywanych od Atylli wynagrodzeń.

– Niech się pan zapozna z planami lotu oblatywaczy. – powiedział Danny. – Ich zadania polegają wyłącznie na analizie danych. Sporo z nich, znika w głębokich kraterach księżyca z powodu braku zasięgu.

– Dobrze. Postaram się zapamiętać.

– Lepiej tak zrób, bo korporacja obciąży cię płatnościami. W ogóle nazywam się Danny. Możesz mówić do mnie Dan.

Osoba z zakrytą twarzą, łagodnie potrząsnęła mnie za rękaw. Po chwili moim oczom, ukazała się mocno zmęczona ale szczęśliwa Kate. 

– Witaj, kochanie! Nie mogłam zostawić naszych spraw samym sobie… Chciałam cię tylko przeprosić i powiedzieć, że każdy popełnia błędy, sama zwykle pozostaje bierna w stosunku do nich samych.

– Co ty nie powiesz, moja droga? Pieprzysz się w naszym domu z własnym przełożonym i do tego straszysz mnie rozwodem… Brakuje jeszcze ostrych narkotyków i plejady butelek po alkoholu. Tym razem nie mamy sobie nic do powiedzenia.

– Uwolnij mnie od tej komedii, Larry. Od kilkunastu miesięcy sypiałam z tym kretynem, jednak kiedy nagle wyszedłeś z domu, uświadomiłam sobie, że nigdy nie miałam lepszego mężczyzny od ciebie. Na studiach pomagałeś mi rozwiązywać różne bilansy, wariantów działań chemicznych… Później, gdy mieszkaliśmy w domu, obsypywałeś moje życie, świetnymi pomysłami. Nasze wspólne zainteresowania, stanowiły tarczę dla naszego ogniska domowego. Nadal nie wiem, dlaczego stacje orbitalne nie ulegają zniszczeniu w trakcie "burzy" meteorytów. Wszystko przez braki w wykształceniu.

– Jesteś szalona…

– Zapomnijmy o dawnym życiu. Sprzedamy stare mieszkanie i jeśli chcesz zostaniemy w tym układzie na stałe.

– … to wieżyczki obronne i tytanowe osłony, chronią stacje orbitalne. – odpowiedziałem na jej poprzednie pytanie.

– Co takiego?

– Posiadają laserowe naprowadzanie celu, jak również wyrzutnie rakiet typu rój. Powinnaś to wiedzieć, Kate.

– Wszystkiego nauczysz mnie w swoim czasie ale najpierw wylądujmy na tej cholernej planecie. Podobno pełno tam elektroniki, sieci lokalnych i usprawnionych łączy, powiązanych z wielkimi magazynami danych. Wybudowali wiele skanerów pozaukładowych, dzięki czemu mogą dostosowywać ceny swoich towarów, podczas handlu ze statkami kupców. Widzą kto i skąd przylatuje do ich centrum systemu. Dowiedziałam się tego, od mojego sąsiada w trakcie lotu gwiezdnym liniowcem.

– Z nim też się przespałaś?

– Nie bądź wulgarny. Ten lot był dla mnie prawdziwym dramatem, panie Brown.

– Ciekawe czy podwodne metropolie posiadają najnowsze stabilizatory ciśnień. Panują tam zupełnie inne warunki, są to miejsca przygotowane wyłącznie dla bogatych ludzi. Chciałbym tam kiedyś popłynąć. Czy wiesz, jak trudno tam zamieszkać?

– Nie rozumiem, Larry.

– Jeśli chcemy tam pozostać, będziemy musieli nauczyć się unifikacji naszych dochodów. Nadzorca tej kolonii, zatrudnia lepszych menadżerów, a im mają większe dochody, tym bardziej zwiększa się zakres gospodarowania. Minimalizują wydatki, zatrudniając tanią siłę roboczą.

– Czy to nie zmniejsza morale, najbogatszych i średnich warstw społecznych?

– Owszem. Jednak dzięki temu, mogą spokojnie dofinansowywać handel z przylatującymi statkami transportowymi, co zwiększa przychody kredytów, co najmniej o dwa procent.

– Skąd tyle wiesz o ekonomii?

– To wyłącznie dywagacje i przypuszczenia. Po prostu próbuję kierować się przy tobie prostymi zasadami logiki. Muszę przyznać, że zaczyna to w końcu wychodzić.

– Nie myśl sobie, że jestem taka głupia. Na studiach miałam wysokie oceny z kalkulacji kosztów produkcji żywności oraz części zamiennych. Wiem, że ich aktualizowanie może ustabilizować cenę wytworzenia innego materiału oraz ustalić wartość nieujawnioną dla materiałów eksportowych. W ogóle byłam dobra w te klocki.

– To cud, spójrz na mnie "ślepiec" ozdrowiał. – powiedziałem sarkastycznie.

– Nie martw się, nagroda cię nie ominie.

 

 * * *

Postanowiliśmy zatrzymać się w tanim hoteliku, blisko aqua-parków oraz wysokich zielonych palm. Było tu co najmniej trzydzieści stopni Celsjusza, co zmuszało nas do częstych wypadów po butelki z wodą. Wieczorami dzięki silnym opadom deszczu, temperatura zmniejszała się o połowę, a sama noc przynosiła wyjątkowo wahliwy i niekorzystny biomet. Dzięki agencji nieruchomości na Ziemi, sprzedaliśmy całą naszą własność prywatną w kilka godzin, wobec czego mogliśmy wreszcie stanąć na nogi.

Kate wyciągnęła nieco przestarzały zestaw włamywacza i położyła się obok mnie na łóżku.

– Jutro będziemy w samym środku, tej cholernej wodnej metropolii… Jeśli mówiłeś prawdę, zyskamy całkiem sporą sumę, obrabiając ich cholerne skarbce.

– Tym razem, może być dużo trudniej. Konsorcjum przekazało, że posiadają niezłe modyfikacje tajnych kont rejestru, blokują neuralgiczne informacje o klientach w przypadku braku zakodowanych chipów swojego DNA. Ci ludzie to prawdziwi wariaci, jeśli chodzi o bezpieczeństwo.

– Zawsze możemy użyć naszych małych robotów, z hakowanym mikrokodem. Te małe potworki, sprzedawane są prawie w każdej kolonii, należącej do federacji. Pomódlmy się do Lewiatana, aby zesłał nam wyjście z tego labiryntu.

– Nie wiedziałem, że jesteś wierząca. Ilekroć przekraczamy granicę, ty zawsze stajesz się milcząca. Prześpij się, bo jutro czeka nas ciężki dzień.

Kate zarzuciła na siebie dodatkowy koc i wesołym tonem, zaczęła opowiadać mi do ucha o swoich latach młodości. O tym, jak była zwykłą sekretarką, jak należała do sekty wyznaniowej i całkowicie na nowo, musiała zmieniać swoje życie. W końcu naprawdę cicho zwierzała się, w jaki sposób okradła swojego pierwszego klienta. Wszystko mówiła tylko do mnie, a potem znowu zasnęliśmy razem, marząc o podwodnych bogactwach, tej cholernej planety.

Koniec

Komentarze

Ech, nie mogę się polubić z Twoim stylem.

Nie rozumiem bohaterów. Żona faceta zdradza, więc on postanawia oddać jej cały wspólny majątek. Ona, wzruszona (?) upiera się, żeby do niego wrócić. Studiowali razem, ale ona kiedyś tam była sekretarką i należała do sekty, o czym facet (po kilku latach małżeństwa) nie ma pojęcia. Facet daje się jak dziecko przekonać pierwszemu lepszemu naganiaczowi. Przy werbowaniu marynarzy przynajmniej trzeba się było wykosztować i spić delikwenta.

Zapis dialogów do remontu, przecinki włóczą się, gdzie chcą. Czasami jakieś zamieszanie z pisownią rozdzielną/ łączną. Niekiedy sens zdania do mnie nie dociera. Powtórzenia.

popatrzył na stojącą po nagu zdobycz,

Coś się posypało.

Podobno naukowcom pracującym w tamtejszym centrum o nazwie Smocze Oceanarium, udało się przystosować oraz wdrożyć w życie kilka wątków z faz terraformacji.

Wdrożyć w życie wątek? Co to znaczy?

– To nie Nexus-6 ale prawdziwy układ i planety.

Liczby w beletrystyce raczej słownie, a w dialogach obowiązkowo.

Było tu co najmniej trzydzieści stopni Celsjusza, co zmuszało nas do częstych wypadów po butelki z wodą. Wieczorami dzięki silnym opadom deszczu, temperatura opadała o połowę, a sama noc przynosiła wyjątkowo wahliwy i niekorzystny biometr.

Powtórzenie. Biomet.

Babska logika rządzi!

Dziękuję, że dałaś radę przeczytać do końca. 

Być może zostanę dłużej przy swoim, poprawiając moje opowiadania albo najlepiej odłożę na jakiś czas swój styl na półkę.

Raz jeszcze dziękuję i pozdrawiam.

PS.

popatrzył na stojącą po nagu zdobycz,

Coś się posypało.

 

Nie rozumiem powyższej uwagi, Finkla. 

Koniec życia, ale nie miłość

Nie istnieje słowo “nagu”. Pewnie miało być “nago” albo “na golasa”, ewentualnie “na nagusa” (ale to już słabo).

Babska logika rządzi!

W języku potocznym ”chodzenie czy też stanie po nagu” jest jak najbardziej zapisywane. Wystarczy uruchomić wujka google ;)

Pozdrawiam

Koniec życia, ale nie miłość

Ty się uczysz języka od Google? Wpisałam sobie “bżóh”. Ta dam – prawie 2000 trafień. To nie jest autorytet językowy.

A zresztą, Twój narrator zazwyczaj nie używa mowy potocznej.

Babska logika rządzi!

Aż mnie to zaintrygowało. W życiu nie spotkałem się z formą “po nagu”​. Nawet w języku potocznym. Według tego co pokazuje mi internet, nie jest to nawet forma potoczna tylko zdaje się gwara śląska. Czyli bohater to Ślązak po prostu…

 

edit. Ale to narrator powiedział, tak?

Po przeczytaniu spalić monitor.

Owszem, a jego ojciec to ktoś z powiatu czy województwa Warmińsko– Mazurskiego… Proszę bez hejtu ;)

Przyda się więcej komentarzy, mr.maras.

 

Koniec życia, ale nie miłość

Ja mówię całkiem poważnie i bez hejtu. Ta forma pochodzi najpewniej z gwary śląskiej (tak wynika z tego, co pokazuje mi przytoczony przez Autora wujek google), zatem nie jest to raczej forma poprawna, jeśli została użyta w wypowiedzi narratora. O samym opowiadaniu nie mogę się wypowiedzieć. Nie przeczytałem jeszcze całości.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dziękuję za szybką reakcję. Teraz będę wiedział, co wypisuję w opowiadaniu. 

Pozdrawiam!

Koniec życia, ale nie miłość

Zapis dialogów leży, przecinków brak albo powstawiane w niewłaściwych miejscach.

Nie rozumiem, dlaczego rozdzielasz myślnikiem słowa “aqua-park” lub “holo-wizja”?

O relacjach damsko-męskich, to już Finkla wspomniała.

Fabuła mocno rwana. Niby coś się dzieje, a za chwilę następuje potężny zrzut informacji o jakiś projektach naukowych. Ciężko to się czyta.

 

 

Sith Happens!

UWAGA SPOJLER

 

 

Niestety, nie podeszło, w zasadzie na całej linii.

Nie rozumiem zachowań bohaterów, ani ich motywacji. Okej, to świat przyszłości i może nie powinienem do końca rozumieć postaci i próbować odczuwać jakąś empatię, bo są z założenia inni. Jeśli to celowy zabieg. Jeśli motywem przewodnim jest to, że para bohaterów orientuje się, że dotychczasowe życie było do bani i postanawiają to zmienić, to rzecz jest nieco mętna i niejasna. Opisujesz dramaty – zdrady, rozstania, powroty, życie zmieniające się o sto osiemdziesiąt stopni praktycznie z dnia na dzień, ale ja kompletnie nie czuje i nie dostrzegam emocji, jakie powinny się z czymś takim wiązać. Po pierwsze, przez beznamietną relację narratora. Po drugie – dialogi. Suche i sztuczne. Dodanie didaskaliów, wtrąceń, określających stan emocjonalny rozmówcy, jego zachowanie w czasie rozmowy, spowodowałoby, że postać przestanie sprawiać wrażenie androida, grającego w telenoweli. Wrzucanie informacji o zasadach, rządzących wymyslonym światem do dialogów, wydaje się oczywiście niezłym pomysłem, ale wszystko zależy od tego, jak gdzie i kiedy. Gdy niewierna żona przychodzi do męża z przeprosinami, bo uświadomiła sobie błąd i zaczynają rozmawiać o ekonomii planety, na której mają wylądować… To brzmi nienaturalnie i drętwo. Zdarza się też niezamierzona śmieszność (chyba, że zamierzona):

Jutro będziemy w samym środku, tej cholernej  wodnej metropolii… Jeśli mówiłeś prawdę, zyskamy całkiem sporą sumę, obrabiając ich cholerne skarbce. 

Brzmi to zupełnie, jak słynny tekst Samuela L. Jacksona z filmu "Węże w samolocie". 

Przecinki w nieprawdopodobnych miejscach też nieco utrudniają czytanie. 

Sam pomysł jak najbardziej w porządku. Choć tak naprawdę ciekawie to mogłoby dopiero być – tacy Bonnie i Clyde w realiach SF. 

Podsumowując – nie podobało się. Może inni znajdą w Twoim tekście więcej pozytywów. 

Pozdrawiam! 

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

“Po nagu” też mnie uderzyło. Słyszałam kiedyś to wyrażenie (ale 19 lat mieszkałam na Śląsku, może dlatego). Ale to w najlepszym razie kolokwializm.

Musiałam bardzo się skupić, by zrozumieć chociaż w zarysach, co tu się stało. Relacja bohatera z żoną jest przedziwna. Przyłapuje ją z kochankiem, ona wtedy od razu o rozwodzie, on jej daje majątek, a ledwo on wychodzi, ona stwierdza, że jednak kochanek głupi a mąż najlepszy. Brak wiarygodności, niestety. Wydarzenia lecą na łeb, na szyję, oprócz zawirowań z żoną inni bogowie z maszyny. Wszystko zmienia się błyskawicznie i kompletnie bez przygotowania. Jakbyś miał jakieś luźne pomysły i postanowił je połączyć bez używania związków przyczynowo-skutkowych.

Za dużo przecinków, w najmniej spodziewanych miejscach. 

Nie podeszło, niestety,

Zakładam, że czytelnik domyślnie zdaje sobie sprawę, co takiego nie jest w porządku. Bohaterowie są złodziejami, stąd takie huzia na Józia. Pomysł z biletem pojawił się po projekcji filmu z Arnoldem S. “Bohater ostatniej akcji”.

Mimo negatywnych opinii, powinienem napisać coś pozytywnego, więc z całą stanowczościom stwierdzę, że dialogi są w miarę świeże i dobre. Nie sądzę, aby czytanie nudnych dialogów w opowiadaniach sci-fi o wielkości 35K było szczególnie przyjemne. Moja forma i mój wybór.

Widocznie nie zrozumiałem, jak bardzo fantastyka jest obecna dzisiaj w naszym życiu. Bardzo dziękuję za przeczytanie, ja również czytam wszystkie Wasze komentarze i jestem mimo wszystko usatysfakcjonowany opiniami.

Koniec życia, ale nie miłość

 

(Obiecuję, że przeczytam później i się ustosunkuję, bo głupio by było tak wejść wyłącznie po to, żeby wkleić pikno graficzke)

Nie znam się, więc się wypowiem (a potem założę sobie fanklub)

Nie rozumiem postaci. Ich zachowania i odczuć. Ot, weźmy ten fragment:

Zbiegając po schodkach, wyszedłem z domu i kierowałem się do centrum miasta, prosząc aby jak najszybciej zostać samemu. Bardzo dawno temu, byłem właśnie taki, jak teraz. Światło zawsze pozostanie światłem. Miałem z tym problem od dziecka, tak jak głupiec tworzący własny alfabet. Nie wiedziałem, skąd bierze się to wszechobecne światło.

Co tu robi światło? Czemu bohater, który właśnie odkrył, że żona przyprawia mu rogi, ma tak dziwną myśl? Niestety następny akapit tego nie ujawnia. Potem nagle kobiecie się odwiduje, traci pracę (ot, tak, bo coś odpaliła kochankowi-szefowi), potem jeszcze próbują coś sklecić. Ale ja nie czuję postaci. Moje zawieszenie niewiary zostało znokautowane i za Chiny Ludowe nie chce znów wrócić na ring.

Podsumowując: jest tekst z jakąś ideą, ale wykonanie w zakresie bohaterów i ich zachowań mnie przerosło. Bez fajerwerków.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Hej!

Przeczytałem do końca, ale z trudem. Może to wina mojego zmęczenia po całym dniu i niższego poziomu koncentracji przy czytaniu, ale tekst zgubił mnie już na początku. Treść niezbyt wciągająca, a do tego są błędy, które nie budzą(niezbędnego) zaufania czytelnika do autora.  

Dużo jest takich wstawek ,,technologicznych” ala ,,naszych małych robotów, z hakowanym mikrokodem.” Może inni to lubią, mi to przeszkadza – nic w sumie nie mówi, a tylko zachwaszcza tekst. 

No, ale cóż.. nie ma co się poddawać. Z każdym następnym tekstem z pewnością będzie lepiej!:)

 

Pozdr! 

,,Czasem Ty zjadasz niedźwiedzia, a czasem... niedźwiedź zjada Ciebie"

Wiem, że w życiu osoby całkowicie samotnej, jak również typowego macho, bywają chwile kiedy wszystko wali się jak domek z kart. Istnieje wiele dróg do odnalezienia, a każda z nich prowadzi do celu, który najczęściej dodaje lub odejmuje tzw. punkty. Współżycie ze swoją partnerką wcale nie musi być usłaną różami “mleczną drogą”. Starałem się, aby główny bohater korzystał z punktów oraz odkryć, które ogólnie zbudowały jego świat – niestety tenże, piękny świat posiada wiele tylnych drzwi, dających odczuć swój wybór na własnej skórze. Koniec i kropka :)

@NoWhereMan – Nie trzeba od razu być Brucem Lee, żeby poznać zasady Kung-fu. Wystarczy okraść miejsce, które potencjalnie jest niedostępne dla biedoty czy nieudaczników ale także zwyczajnych ludzi.

 

@TheDude – Przepraszam ze błędy ale ten samochód więcej nie wyciąga ;). Trzeba będzie iść do wujka google, po pomoc.

 

Koniec życia, ale nie miłość

Przy okazji – nadużywasz czasownika “posiadać” on powinien odnosić się głównie do ludzi.

Babska logika rządzi!

Przeprosiłem za błędy ale powiem, że z posiadaniem można pokombinować. Ani mniej, ani więcej ;)

Pozdrawiam!

Koniec życia, ale nie miłość

Zachowywała się dziwnie, od pierwszej chwili, patrzyła na mnie szklistymi oczami, próbując przeniknąć moje ciało, jakby z kapiącymi łzami; mrugając intensywnie, co dziesięć sekund, milczała zaklęta jak kamień.

Przecietny człowiek mruga 10-15 razy na minutę, czyli co 4-6 sekund, więc mruganie co 10 sekund trudno określić jako intensywne, chyba że intensywność nie odnosi się do częstotliwości a charakteru czynności, ale wtedy lądujesz z bardzo niezgranym i niejasnym sformułowaniem. Piszę o tym nie tyle z czepialstwa (chociaz czepianie się tego, że nie chciało ci się wpisać w google pytania “jak często mruga człowiek” byłoby dość uzasadnione) ale żeby pokazać Ci, że nadmierna szczegółowość opisu (do której masz ewidentną skłonność) potrafi być bardzo niefajna.

Zbiegając po schodkach, wyszedłem z domu i kierowałem się do centrum miasta, prosząc aby jak najszybciej zostać samemu. Bardzo dawno temu, byłem właśnie taki, jak teraz. Światło zawsze pozostanie światłem. Miałem z tym problem od dziecka, tak jak głupiec tworzący własny alfabet. Nie wiedziałem, skąd bierze się to wszechobecne światło.

Za dużo myśli na raz. Nawet taki wybitny specjalista od myśli, jak ja, miał problemy, żeby zrozumieć sens akapitu.

Kate zwykle lubiła wojskowy typ uczesania, kochała oglądać filmy o federacyjnych oddziałach specjalnych, w skrócie FOS

Jeżeli FOS to Federacyjne Oddziały Specjalne, a nie federacyjne odziały specjalne. I po co, na boga, informować czytelnika o tym, jak się coś skraca? Równie dobrze mógłbyś napisać coś takiego: “Lubiła siadać na drewanianym stołku, stojącym przy balkonowym oknie, w skrócie DSSpBO”.

Moje przybycie do nowego miejsca zamieszkania było nadzwyczaj proste i wygodne. Po dotarciu na miejsce, zostałem poproszony o kontakt z osobą uprzywilejowaną i kompetentną. Siedziałem w ciekawie umeblowanym biurze, czekając na zabranie głosu przez widmo holo-projektora.

Używasz zbyt wielu ogólników i w ogóle zbyt wielu słów, nie przekazując przy tym wystarczającej ilości treści, żeby takie ekscesy uzasadnić. Przykładem niech będzie “ciekawie umeblowane biuro”. Takie sformułowanie tylko drażni, bo co to znaczy, że ciekawie umeblowane? W posąg nagiego karła i sofę z palet transportowych, powleczonych futrem alpaki?

Witamy w układzie Wolf-Trzysta pięćdziesiąt siedem. Jesteś podróżującym kolonistą o numerze dwa tysiące czterdzieści trzy, który po raz pierwszy, przeprowadza rozmowę z robotem wyposażonym w sztuczny mózg.

Abstrachując już od tego, że większość ludzi nie potrzebuje robotów, żeby mówiły im co właśnie robią, to bohater jest w końcu turystą (bilet miał turystyczny) czy kolonistą?

 

Więcej czepialstwa wkrótce, bo muszę trochę popracować. W piątek po szesnastej. Widziałby kto!

Nie znam się, więc się wypowiem (a potem założę sobie fanklub)

Zanim też się poprzyczepiam do tekstu. AbstraCHując Gary_Joiner? No nie wypada tutaj.

Po przeczytaniu spalić monitor.

Jestem nikim bez moich wiernych autokorektorów.

Nie znam się, więc się wypowiem (a potem założę sobie fanklub)

@gary_joiner – Dziękuję za komentarz.

 

“Przecietny człowiek mruga 10-15 razy na minutę, czyli co 4-6 sekund, więc mruganie co 10 sekund trudno określić jako intensywne, chyba że intensywność nie odnosi się do częstotliwości a charakteru czynności, ale wtedy lądujesz z bardzo niezgranym i niejasnym sformułowaniem.”

 

Mrugając intensywnie, co dziesięć sekund oznacza, że intensywność jest nieokreślona i nagła tak jak z jąkaniem się podczas przemówienia – dziesięć sekund to nie jest tak wcale dużo…

 

“Za dużo myśli na raz.”

 

Człowiek poddenerwowany ma zwykle swoje obsesje. Jeśli nie panuje nad tym, ma problem :). Światło to po prostu drogowskaz, który prowadzi go do pewnego miejsca w mieście – tudzież PUB-u.

 

“Jeżeli FOS to Federacyjne Oddziały Specjalne, a nie federacyjne odziały specjalne.”

 

Żartobliwe wtrącenie, tak żeby nie zasnąc przy czytaniu ;)

 

“Abstrachując już od tego, że większość ludzi nie potrzebuje robotów, żeby mówiły im co właśnie robią, to bohater jest w końcu”

 

Nie rozumiem twoich myśli, czyli Japończycy nie używają robotów we własnych korporacjach? Na targu można kupić zwykłego robota sprzątającego śmieci z dywanu – jak hakujesz mikrokod to tracisz gwarancję itd…

Koniec życia, ale nie miłość

Powiem tak. Nie ma sensu wytykać wszystkich potknięć językowych, stylistycznych czy gramatycznych. O interpunkcji nawet nie wspomnę (sam nie jestem żadnym mistrzem). Odniosę się do opowiadania jako całości, do Twojego Mariner79 warsztatu pisarskiego i stylu.

Otóż moim zdaniem piszesz bez żadnego planu. Pomysły i idee, które kotłują się w Twojej głowie przelewasz po prostu na papier. Piszesz przy tym językiem nie literackim, ale własnym. Nie wiem czy czytasz dużo książek ale mam wrażenie, że jednak nie bardzo. Gdybyś czytał dużo, w Twojej głowie zostałoby mnóstwo zwrotów, wyrażeń, gotowych konstrukcji, które mógłbyś wykorzystać w swojej twórczości. Jednak ty piszesz bardzo prostym i często niezgrabnym językiem. Identycznego języka używasz w komentarzach. Czasami błyśniesz w miarę fajnie sformułowanym fragmentem ale zaraz psujesz efekt czymś niezgrabnym.

Twoje pomysły są może i ciekawe ale nieszczególnie odkrywcze. Lubisz stara dobrą s-f, space operę, ale przez braki warsztatowe te fabuły leżą i kwiczą, i nie są w stanie zainteresować czytelnika. Akcja gna do przodu, bez ładu i składu, bohaterowie zachowują się nielogicznie i niewiarygodnie. Brak kompozycji tekstu, brak wyczucia w akcentach, które są też zwyczajnie źle rozłożone. Rzucasz bohaterami po planie wydarzeń chaotycznie i bez głębszego sensu. Teksty (zerknąłem też do innych) nie mają żadnego przesłania, tajemnicy, wolty, puenty. Są o niczym. A jako rozrywka nie spełniają swojej funkcji ponieważ są źle napisane i zupełnie nie wciągają czytelnika.

Rzucasz w tekście jakimiś pseudonaukowymi określeniami, nazwami, skrótami, łączysz je w jakieś potworki słowne nieprzystające do sytuacji (wyobrażasz sobie, że kobieta wyznaje uczucia i ich powód swojemu facetowi w taki sposób? :”(…) uświadomiłam sobie, że nigdy nie miałam lepszego mężczyzny od ciebie. Na studiach pomagałeś mi rozwiązywać różne bilansy, wariantów działań chemicznych… Później, gdy mieszkaliśmy w domu, obsypywałeś moje życie, świetnymi pomysłami.​”. 

Co to są bilansy tak przy okazji?

Co jeszcze? Dialogi. Dialogi są sztuczne (nikt tak nie rozmawia) do bólu, trzeszczą i zgrzytają. W każdy niemal wstawiasz jakieś dziwne nazwy, które mają udawać fantastyczny sztafaż. Brzmią tak jakbym prosząc o kawę mówił do sprzedawcy:

– Proszę o kawę. Musze się napić bo pragnę jonizować fraktale dziś w domu na kulturach bakterii z kosmosu.

​– Mówi pan jak dowódca Gwiezdnej Eskadry, którym pan niewątpliwie jest. Widzę kombinezon fluorescencyjny.

Tak dziwnie to brzmi Autorze. Nie jestem złośliwy tylko staram się to jakoś zobrazować.

Co jeszcze? Hmm. Wydaje mi się, że bardzo podoba Ci się to co piszesz Marinerze79. Tzn. jesteś ze swojej pracy zadowolony. Nie dostrzegasz tak naprawdę jak bardzo różnią się Twoje działa od dzieł prawdziwych pisarzy. Ja dostrzegam tę różnicę w swoich pracach i mam wiele pokory. Tylko praca, praca i nauka od najlepszych może przynieść efekty. Ty zaś wszelkie uwagi krytyczne odbierasz osobiście, odpierasz jak nieuzasadnione ataki na swoje dzieło. Bagatelizujesz i lekceważysz zapominając, że wszyscy na tym portalu uczą się od siebie nawzajem i chcą sobie pomóc w realizowaniu pasji jaką jest pisanie. Jeśli inni publikują, a Ty nie, jeśli innych teksty są chwalone, a Twoje nie, to znaczy, że póki co piszesz gorzej od komentujących i powinieneś wsłuchać się w ich głosy i opinie. Podejrzewam jednak, że tego nie potrafisz.

Ps. Na koniec coś miłego. Przez ulotną chwilę, czytając Twój tekst, poczułem klimat opowiadania “Zabójca światów” Ellisona. Serio. Nie wiem jak i dlaczego. Gdybyś tylko potrafił podtrzymać to wrażenie przez dłużej niż sekundę z nadzieją sięgnąłbym po Twój następny tekst. 

 

Po przeczytaniu spalić monitor.

Dziękuję za komentarz.

Pozdrawiam

 

EDIT:

Napisałem o wiele więcej, niż możesz przypuszczać ;)

Koniec życia, ale nie miłość

Przeczytałam z dużym trudem, a jedyne odczucie wyniesione z lektury, to wrażenie chaosu.

Opowiadanie, mimo że napisane fatalnie, pozostawiłam bez łapanki, albowiem zauważyłam, że błędy wskazane przez wcześniej komentujących nie zostały poprawione.

Pozwalam sobie tylko zadać trzy pytania, choć nie mam zbyt wielkiej nadziei na odpowiedź.

 

ob­ser­wo­wa­łem pła­ski ekran, na któ­rym co parę se­kund po­ja­wia­ły się twa­rze zna­nych ce­le­bry­tów. –> Czy bywają też celebryci nieznani?

 

Myślę, że mo­że­my razem wypić wstrze­mien­ne­go… –> Co wypić???

 

Daw­niej ludz­kość spę­dza­ła bite dni, na ko­rzy­sta­niu z kolei pa­ro­wej… –> Co to są bite dni?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Drogi Marinerze79, zanim przejdę do ogólnej opinii o tekście, najpierw trochę o błędach. Stosujesz przedziwną konstrukcję zdań. To znaczy domyślam się, przynajmniej częściowo, co chcesz w nich przekazać, ale kuleją one stylistycznie. Niestety podejrzewam braki językowe.

Dawniej często wychodziliśmy na różne imprezy towarzyskie. Mogliśmy tam realizować własne hobby czy gromadzić o nich ciekawe wiadomości

Realizować hobby na imprezach towarzyskich? Pewnie jakieś można. Własne? To znaczy każdy swoje? O nich? To znaczy gromadzić o hobby ciekawe wiadomości?

Nagle jej zainteresowanie moją osobą, opadło do poziomu zero koma zero.

Nagle, to znaczy w chwili bzykanka? Prawdopodobnie tak.

Popełniłem wobec niej wiele błędów. Podświadomie wiedziałem, że musiało kiedyś do tego dojść, z drugiej strony ona zawsze mogła na mnie liczyć, a ja miałem zaufanie w stosunku do jej wariacji.

Wobec niej? Zaufanie w stosunku do wariacji? Pomijam już szybką samoocenę, analizę związku i wyciągnięte wnioski podczas kilku sekund przyglądania się bzykanku.

 

To tylko pierwszy akapit, a można tak poprawić prawie każdy. Dużo pracy przed Tobą, jeśli chodzi o warsztat.

Sama historia mało wiarygodna, dziwna rozmowa żony z szefem, gość w knajpie, który od razu się ze wszystkiego zwierza, sześćset razy szybciej rozwijający się nowotwór mózgu, come on!

Cóż, Mr.Maras napisał Ci brutalny, ale szczery i bardzo trafny komentarz. Jeśli wnikliwie go przeanalizujesz i wyciągniesz wnioski, kolejne opowiadanie powinno być lepsze. Pozdrawiam.

 

Daj spokój Dracon, jeśli nie dajesz szans kobiecie na wypowiedzenie własnego zdania to wiadomo, że będzie przeciągać spotkanie lub związek z aktualnym partnerem. Nagle pozostawię bez komentarza. Doskonale zdajesz sobie sprawę, że nie trzeba od razu wkraczać w tzw. profesjonalny i fantastyczny wymiar, aby dać cokolwiek od siebie. Ja przynajmniej spróbowałem coś napisać.

Jestem zwykłym amatorem. A ty napisałeś raptem cztery opowiadania i próbujesz zgrywać się na Jacka Komudę? 

Więcej optymizmu we własnym ogrodzie, a mniej cwaniactwa, bo każdy chce zyskać coś, co będzie dawało mu satysfakcję.

Proszę nie bierz do siebie powyższych słów, aż zanadto.

PS.

mr.maras wiedział, co chce napisać i właśnie za to podziękowałem.

Koniec życia, ale nie miłość

Tu zaszło chyba jakieś nieporozumienie, ale mam przeczucie, że się nie porozumiemy. Chciałbym życzyć powodzenia, ale już je masz :)

Zachęcam do przeczytania innych moich opowiadań science fiction, które przenoszą czytelnika w otchłań nieustających i nagłych wyborów. Bardzo chciałbym, aby któreś z nich spodobało się i mogło trochę odciągnąć od szarej rzeczywistości.

 

Pozdrawiam

Koniec życia, ale nie miłość

Nowa Fantastyka
Patronujemy