- Opowiadanie: katia72 - Piątek trzynastego

Piątek trzynastego

Dyżurni:

ocha, domek, syf.

Oceny

Piątek trzynastego

 

Piątek trzynastego. Bibikoni zwykle lubił piątki, a nienawidził poniedziałków. A najbardziej kochał piątkowe wieczory – początek słodkiego, leniwego weekendu, spania do jedenastej, picia zimnego piwa i grania w komputerowe bijatyki. Nic oryginalnego. Inaczej, gdy akurat wypadał piątek trzynastego. Wierzył, że wtedy zawsze stanie się coś złego. Bibikoni należał do wyjątkowo przesądnych osób, ale przecież nie mogło być inaczej. Pracował jako pełnoetatowy dżin, a raczej dżinopodobny stwór, bo nikt nie uwięził go w butelce i nikomu nie służył.

Zagłębiony w skórzanym fotelu palił fajkę. Każdego dnia, oczywiście oprócz weekendu, musiał spełnić życzenia trzech osób. Problem w tym, że sam sobie ich nie wybierał. Rozpiska narzucana była przez szefa. Zegar na ścianie wybił dziewiątą. Na parapecie usiadł gołąb, najpierw jeden, a potem kolejny, zmora Krakowa. Bibikoni pomyślał, że chyba będzie musiał zdecydować się na instalację odstraszających kolców, które nawet nie wiedział, jak się nazywają. Okna potwory. Ptaki zaczęły się rozmywać, falować, a po nich pokój, kanapa, perski dywan i ogromna reprodukcja obrazu Klimta „Pocałunek”. Złote, czarne i niebieskie kwadraty wirowały. Mężczyzna z kobietą połączyli się w jedno, a dżin wylądował przed obdrapanym wieżowcem.

 

I

 

Z kieszeni przeciwdeszczowego płaszcza wyciągnął kartkę. Mieszkanie numer siedemdziesiąt cztery. Powolnym krokiem wszedł do śmierdzącej klatki. Drugie piętro, chyba nie było sensu korzystać z windy. Zastukał do białych, umalowanych farbą olejną drzwi. Brak odpowiedzi. Cisza, dziwna cisza, przecież wieżowce zwykle są bardzo głośne. Nacisnął dzwonek, wiedział, że tam ktoś musi być. Szef nie wysyłał go do pustych lokali. Po chwili usłyszał jakiś rumor, zgrzyt klamki i stanął przed nim stary, bardzo chudy mężczyzna.

– Czego? – wycharczał.

Bibikoni znieruchomiał, jego oczy zabłysnęły fioletowym światłem. Chudzielec zachwiał się, przetarł twarz i powiedział:

– A tak, pan dżin, proszę, oczywiście bardzo miło pana widzieć. – Wykonał trzęsącą się ręką zapraszający gest.

Dwupokojowe mieszkanie cuchnęło spirytusem, jakby samo, przed chwilą, wypiło przynajmniej dwie butelki wyborowej.

– Kieliszeczek? Władzio jestem.

– Nie, dziękuję, nie piję wódki – odpowiedział Bibikoni, bez skrępowania rozglądając się wokół.

Średniej wielkości telewizor, brudne firanki, parapet z kolcami, dywan z wypaloną żelazkiem dziurą.

– To, jak ty dajesz radę żyć? – zapytał mężczyzna o pomarszczonej, zmęczonej twarzy.

– Jakoś daję. – Dżin uśmiechnął się, bardziej sam do siebie, niż do Władzia. – Wiesz, po co tu przyszedłem?

– Jak nie po to, żeby się ze mną szkłem stuknąć, to nie wiem.

– Chcę spełnić jedno z twoich życzeń.

– Co? – Mężczyzna zachłysnął się własną śliną. Wypił łyk ognistej wody i wykrzywiwszy twarz upodobnił się do rozdeptanej ropuchy.

– Jestem dżinem, więc spełniam życzenia, ale nie trzy, tylko jedno.

– Naprawdę? Ja się nie znam na takich historiach. Moja córka, chyba kiedyś taką bajkę o Aladynie oglądała, ale to wieki temu było. Teraz, to nawet nie chce ze mną rozmawiać. Mówi, że się stoczyłem po śmierci matki. Ta… Smutno mi bez niej, to znaczy bez żony. Ta… ale wiesz czarnoksiężniku, że jak żyła, to dla niej niemiły byłem. Czasem przyłożyłem w pysk. No, tylko jak zasłużyła, ale teraz mi smutno, tak jakoś pusto bez niej. – Ponownie zamoczył usta i gorzko spojrzał na rozmówcę.

Bibikoni podrapał się w podbródek.

– To chcesz, żeby ożyła?

– A możesz coś takiego zrobić? Nie wierzę.

– Tak, mogę cofnąć dla ciebie czas i będziesz w stanie naprawić swoje błędy.

– Naprawić błędy. – Władzio wybuchnął śmiechem. – Ty się lepiej napij przystojniaczku, bo straszne głupoty wygadujesz.

– To jakie jest twoje życzenie?

– Chcę się zachlać na śmierć. To znaczy, chcę umrzeć zupełnie pijany i szczęśliwy, ale nie cierpieć.

Dżin zmarszczył brwi.

– Co takiego? To niedorzeczne.

– Dlaczego? I tak niedługo zdechnę, mam marskość wątroby i cholera wie jeszcze co. Zabiorą mnie do szpitala i wykituję w męczarniach.

– Mogę cię wyleczyć i sprawić, że przestaniesz być uzależniony od alkoholu.

– Ee, kochasiu. Ja nic innego w życiu nie mam. – Mężczyzna pocałował w połowie już pustą butelkę.

Bibikoni westchnął.

– Czy to twoja ostateczna decyzja?

– Ta… – Władzio podszedł do szyby i narysował na niej palcem duży uśmiech. – Dzięki. Kiedy to się spełni?

– Jeszcze dzisiaj. Mam czas do dwunastej w nocy. – Bibikoni powoli się podniósł. – Pójdę już sobie. Ostatnia szansa na zmianę zdania.

– Nie.

 

II

 

Na kolejnej kartce widniał numer dziesięć, pierwsza klatka. Na zewnątrz lało. Dwójka małych dzieci chlapała się w kałuży.

– Idźcie lepiej do domu, bo się rozchorujecie! – krzyknął do nich dżin.

Dziewczynka zaczęła się śmiać, a chłopiec pokazał mu język z białym nalotem.

Trzecie piętro. Tym razem pojechał windą. Delikatnie zastukał w drewniane drzwi. Po chwili na korytarzu pojawiła się dziewczyna. Spojrzała pytająco na Bibikoniego, który zamarł i zaświecił się od środka fioletowym blaskiem. Lokatorka spod numeru dziesięć o włosach upiętych w koński ogon, zbladła, dziwnie się zatrzęsła i powiedziała cicho, jakby się bała, że ktoś ją usłyszy:

– A, pan dżin, zapraszam. Chodź do mojego pokoju. Na szczęście nikogo teraz nie ma w domu. Mnie też nie powinno tu być. Nie poszłam do szkoły.

– Jak masz na imię?

– Ela. – Dziewczyna spuściła wzrok.

– Elżbieta, bardzo ładnie. Dlaczego nie jesteś w szkole?

– Bo… bo…

W pokoju Eli wszystko było dokładnie uporządkowane. Książki na półce uszeregowano od najmniejszej do największej. Nad biurkiem wisiało zdjęcie albatrosa. Naprzeciwko stała sosnowa szafa.

– Bo źle się czujesz?

– Nie, to znaczy, fizycznie wszystko ze mną dobrze. Tylko jest mi smutno. I nie miałam siły dzisiaj słuchać nauczycieli, ani rozmawiać z koleżankami, ani… Ja… ja muszę się położyć. Po co właściwie pan przyszedł?

– Żeby spełnić jedno twoje życzenie.

– Ja nie mam życzeń. – Ela usiadła na obrotowym krześle i zaczęła machać nogami.

– Każdy jakieś ma. – Bibikoni zbliżył się do okna i wyjrzał na zewnątrz. W oddali widać było dwie koparki i dźwig, podnoszący właśnie ogromny, betonowy blok. – Dlaczego jesteś smutna? I na nic nie masz ochoty? Życie jest piękne. Ile masz lat?

– Za dwa miesiące skończę osiemnaście.

– Powinnaś chodzić na imprezy, śmiać się, tańczyć. Może chcesz, żebym uczynił cię znowu radosną? – Dżin uśmiechnął się przyjaźnie.

– Znowu? Ja się nigdy nie cieszyłam. Jak byłam dzieckiem płakałam każdego dnia. Chcesz się napić herbaty albo kawy?

– Jeśli to nie problem, poproszę szklankę wody.

Ela zniknęła na parę minut, a dżin zaczął czytać tytuły książek: "Anatomia człowieka", "Budowa mózgu", "Biochemia zaburzeń depresyjnych". Gdy dziewczyna wróciła z kubkiem i szklanką, zapytał:

– Interesujesz się medycyną?

– Trochę. Głównie psychiatrią.

– Wybierasz się na studia medyczne? – Bibikoni zanurzył usta w zimnej wodzie.

– Nie. Nie sądzę, że mam jakiekolwiek szanse się na nie dostać.

– Więc może…

– Nie, to nie jest moje życzenie. – Ela zmarszczyła czoło. – Wiesz, co chcę?

– Co?

– Chcę zamienić się w ptaka, w tego albatrosa ze zdjęcia i być wolna, uciec w chmury. – Dziewczyna zamknęła oczy.

Dżin przez chwilę milczał, po czym bardzo poważnym tonem powiedział:

– Ptaki nie są wolne, a na pewno dużo mniej niż ludzie.

– Nieważne, pragnę unieść się nad ziemią, poczuć wiatr we włosach i zatrzepotać skrzydłami. A teraz już sobie idź. Nic nie rozumiesz, jak wszyscy wokół.

 

III

 

Bibikoni spojrzał na zegarek. Wskazówki pokazywały dziesięć po trzynastej. Ostatnie zlecenie – mieszkanie numer dwadzieścia sześć. Ta sama klatka, dziewiąte piętro. Czekał na windę, przestępując z nogi na nogę. Gdy już przyjechała, wysiadła z niej gruba kobieta.

– Przepraszam, to dopiero trzecie. – Dżin przytrzymał drzwi.

– Trzecie? Dobrze, że pan mówi, bo mieszkam na piątym. – Niewiasta zlustrowała go od stóp do głowy. – A pan na które?

– Dziewiąte.

– Do tej anorektyczki, co z psem się po osiedlu włóczy? Czy do pary wariatów, co się wiecznie kłócą? Policja już nie raz tam była. Trzeci lokal jest pusty od pół roku i mówią, że tam straszy.

Winda zatrzymała się.

– Do widzenia. – Kobieta powoli przetoczyła się na korytarz.

Bibikoni zmarszczył brwi. Piątek trzynastego, w sumie powinien spodziewać się problemów. Nacisnął dzwonek. Otworzyła mu blondynka w średnim wieku, ubrana w różowy szlafrok.

– Pan hydraulik? Myślałam, że ma pan przyjść jutro. Proszę wejść. Rura w toalecie przecieka. Zaraz pokażę.

Dżin naprężył ciało i przeszył kobietę swoim magicznym, fioletowym spojrzeniem, a ona szeroko się uśmiechnęła i zakomunikowała:

– Ooo, to się pomyliłam, panie dżinie. Nie to, że wygląda pan jak hydraulik. Nie, ja po prostu, głupia jestem. Proszę, proszę. Męża akurat nie ma. – Chrząknęła i wyciągnęła dłoń w geście powitania. – Monika.

W salonie, do którego weszli, centralny punkt stanowił ogromny, plazmowy telewizor. Naprzeciwko ustawione zostały dwa fotele, a między nimi szklany stolik. Pilot, filiżanka z kawą, popielniczka z niedopałkami i magazyn z twarzą Brada Pitta na okładce, walczyły ze sobą o odrobinę miejsca.

Kobieta wyjęła paczkę papierosów.

– Chcesz jednego?

– Dziękuję, nie palę. To znaczy, czasem fajkę. – Bibikoni podrapał się po szyi.

Monika włączyła telewizor.

– Fajkę, żartujesz? Właśnie oglądam „Modę na sukces”. Chyba ci nie przeszkadza? A po co właściwie przyszedłeś?

Dżin ledwo słyszał, co mówiła. Na ekranie dwóch mężczyzn kłóciło się o jakąś kobietę.

– Przyszedłem spełnić jedno z twoich życzeń. Możesz trochę ściszyć?

– Jedno. Ee, dżin to spełnia trzy. Ty to chyba jakaś podróbka jesteś. Patrz, on się teraz będzie z nią bzykał, a to jest żona ojca. Już trzecia z kolei. Myślisz, że się rozwiodą?

– Nie wiem. Nie śledzę tego serialu. Masz rację, że nie jestem typowym dżinem, ale uprzedzając twoje pytanie, to sam nie wiem, dlaczego. Więc czego sobie życzysz?

– Hmm… Poważna sprawa. – Monika wzięła do ręki pilota i po chwili bohaterowie mydlanej opery rozpuścili się w powietrzu. – Muszę się dobrze zastanowić.

– Oczywiście. Przemyśl to sobie. – Bibikoni wstał i odwrócił się w kierunku półki ze zdjęciami. Ślubny pocałunek, kobieta z mężczyzną na nartach, para w objęciach i na parkiecie – chwile z przeszłości, te dobre, przynajmniej na obrazku.

– Chciałabym, żeby mój mąż umarł.

Dżin zachłysnął się i zaczął kaszleć. Monika poklepała go po plecach.

– Wszystko w porządku? Przynieść ci wody?

– Tak, poproszę.

Bibikoni wypił duszkiem całą szklankę i spojrzał smutno na Monikę.

– Dlaczego? – zapytał cicho.

– Bo on mnie nienawidzi, a ja jego. I tak, w końcu, któreś z nas zginie, więc wolę, żeby to był on.

– Mhm… Dlaczego się nie rozwiedziecie?

– Michał nie chce rozwodu. Uważa, że jestem jego własnością. Dupek.

– A ty? Naprawdę już go nie kochasz?

– A co ciebie to obchodzi? Jesteś pieprzonym psychologiem, czy dżinem? – Monika zrobiła się czerwona na twarzy i sięgnęła po kolejnego papierosa.

– Spokojnie, nie denerwuj się.

– Ty się lepiej uspokój smarkaczu. Co ty wiesz o życiu? Myślisz, że wszystko w nim takie różowe? A jakbym chciała, żebyś rozpierdolił ten świat, to byś też moje życzenie spełnił?

– Tak. – Bibikoni zacisnął pięści. Miał ochotę jej przyłożyć.

– A ja chcę tylko, żeby zdechł ten kutas.

 

IV

 

Gdy Bibikoni wrócił do swojego fotela, zegar wybił godzinę czwartą po popołudniu. Władzio, Ela i Monika wyparli z pamięci jego wizytę, jakby nigdy nie miała miejsca. Staruszek podreptał do monopolowego, nastolatka zasnęła, a nerwowa blondynka wstawiła pieczeń do piekarnika i poszła oglądać nowy serial produkcji brazylijskiej.

Zachodzące słońce oświetlało salon dżina ciepłą czerwienią. Mężczyzna sięgnął po fajkę i popatrzył w okno. Po chwili na kanapie naprzeciwko pojawił się szef. Mały, gadopodobny stwór o męskiej twarzy zaczął się śmiać. Na jego dużym nosie zabawnie podskakiwały okulary.

– I co, jak tam piątek trzynastego, chyba nie najlepiej? Nie rób takiej smutnej miny, jedno życzenie możesz anulować.

Zasady były takie, że z trzech życzeń, które usłyszał dżin, jednego, przez niego wybranego, nie musiał spełniać. Oczywiście, w ten sposób oszukiwał swoich życzeniodawców, ale zawsze robił to dla czyjegoś dobra, a nie bez przyczyny. Ludzie zwykle pragnęli być bogaci, szczęśliwie zakochani, piękni. Niektórzy mieli trudne do realizacji zachcianki, takie jak na przykład nieśmiertelność. Taki osobnik musiał bez końca powtarzać swoje życie, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Inni, wyjątkowo proste, jak taki mały chłopiec, który po prostu chciał, żeby rodzice kupili mu rower. Czasem ich pomysły były totalnie świrnięte, jak wybuch wojny światowej, trzęsienie ziemi, najazd kosmitów. Na szczęście te życzenia były w większości anulowane, ale dzisiaj? Dzisiaj, w piątek trzynastego, Bibikoni nie chciał spełniać pragnień nikogo z feralnej trójki.

Szef rozciągnął się na kanapie, zamknął oczy i po paru sekundach zaczął chrapać.

– Bonifacy, zasnąłeś? – Dżin wstał i dotknął pokrytego łuską ramienia.

– Taa… Odleciałeś gdzieś w swoje światy, więc co miałem robić? Nie mam dużo czasu w życiu na spanie. Dla mnie to prawdziwy luksus.

– Nie moja wina, że jesteś pracoholikiem. I jeszcze mnie do tego wszystkiego wciągasz, myślę, że moglibyśmy się ograniczyć do trzech życzeń tygodniowo. Tak jak to było za czasów Alojzego.

– Alojzy to Alojzy, a Bonifacy to Bonifacy i już nie marudź więcej.

– Kogo mam uratować? – zapytał Bibikoni, jednocześnie groźnie spoglądając na swojego rozmówcę.

– Mnie jest wszystko jedno, ludzie powinni płacić za własną głupotę. – Szef ziewnął i zaczął gwizdać. – Ty to taki za miękki jesteś. Chcą czegoś, to to dostają.

– Nie miękki, tylko empatyczny. – Bibikoni znowu zrobił obrażoną minę.

– Empatia, mój drogi, to nam bardziej szkodzi niż pomaga. Wszystko by było prostsze, gdybyśmy przestali udawać przed innymi, a co ważniejsze, przed samymi sobą, lepszych niż jesteśmy.

– Chyba ocalę Elę. Ją najbardziej polubiłem. I jest najmłodsza. Ma przed sobą całe życie. – Dżin odłożył fajkę, założył nogę na nogę i spojrzał na swoją zachlapaną, lewą nogawkę. Drogie spodnie Hugo Boss, kupione zaledwie dwa dni temu, już zostały zniszczone.

Bonifacy chrząknął. Zdjął okulary.

– Masz jakąś szmatkę? Szkła mi zaparowały.

– Proszę. I co myślisz o moim planie?

– Nie wiem. To twoja decyzja, ale moim zdaniem życzenie Moniki jest najgorsze. Dwóch pierwszych chce popełnić samobójstwo, a ona morderstwo.

– Hmm… więc muszę wybrać między kobietami. Władzio i tak jest już chyba na przegranej pozycji. Am… i Ela nie chce się zabijać, tylko zamienić w ptaka. – Bibikoni podrapał się za uchem.

– Ee… i według ciebie, to jakaś różnica? – Stwór uśmiechnął się, a raczej wykrzywił twarz w ironicznym grymasie.

– Boni, ja też nie wiem. Jestem zmęczony. Czeka na mnie nowa gra. Ja chyba wylosuję. To najprostsze rozwiązanie. – Dżin wstał, przyniósł kartkę, długopis i nożyczki. Szybko nabazgrał trzy imiona i zwinięte losy podał szefowi. – I co?

– Władzio.

Bibikoni spuścił wzrok i cicho powiedział, bardziej do siebie niż do Bonifacego:

– Cholera.

– Widzisz, z losowaniem, to tak jak z demokracją, niby najlepszy system, a… Wiesz, kto teraz wygrywa w sondażach?

– Nie, nie interesuję się polityką.

Stwór skrzywił się i czteropalczastą dłonią dotknął grdyki.

– Nie interesujesz się polityką, ani piłką nożną. Co z ciebie za facet? Na głosowania też nie chodzisz? Nieładnie. Nieładnie. I co? Ocalisz Władzia? Który i tak pewnie za parę miesięcy wyzionie ducha? Czy… A może spełnisz wszystkie życzenia? Czas na decyzję, bo za pół godziny muszę zajrzeć do czyśćca.

Bibikoni podszedł do kanapy i położył dłoń na głowie Bonifacego. Na chwilę obydwaj zaświecili fioletowym, intensywnym blaskiem. Wskazówki starego zegara przytuliły się do siebie przy pozłacanej siódemce.

 

V

 

Władzio stał w kolejce w monopolowym. Nucił starą piosenkę o Lwowie. Patrzył na sklepowe półki, które lekko się rozmazywały. Spojrzał na ekspedientkę – miała czworo oczu i dwa nosy.

– Wyborową, proszę – wycharczał.

– Panie Władzio, panu już chyba dzisiaj wystarczy.

Mężczyzna uśmiechnął się szeroko i wydukał:

– Kochanie, ty taka śliczna jesteś. Taki cukiereczek. Ostatnia na dzisiaj. Tą poprzednią, to z sąsiadem obaliłem.

– Nie mogę sprzedawać alkoholu nietrzeźwym.

– Ej, słoneczko, ja trzeźwiuteńki jestem, a poza tym nikt nie widzi.

Władzio długo szamotał się z zamkiem, dziurka od klucza, nie dość, że była podwójna, to jeszcze cały czas się gdzieś przesuwała, to w prawo, to lewo, a czasem w górę. W końcu nacisnął klamkę i okazało się, że w ogóle przed wyjściem nie zamknął drzwi. Chwiejnym krokiem poczłapał do kuchni. Nalał sobie szklaneczkę wódki i usiadł na krześle. Z szuflady wyjął zdjęcie żony.

– Twoje zdrowie, stara. Czuję, że niedługo się spotkamy, to dla mnie jakiś ładny pokoik przygotuj i wygodne łóżko. Hmm… Ciekawe, czy po śmierci można seks uprawiać. Pewnie nie, przecież tam się dzieci nie rodzą, ale z drugiej strony, skądś się muszą brać te barokowe aniołki, co w kościele fruwają. Zdrowie! – Wypił duszkiem zawartość szklanego naczynia z wygrawerowanym napisem: „Inwestuj w alkohol, to ci się zwróci”. Świat zawirował, kuchenny stół owinął się wokół własnymi nogami, zrolował i przez okno wypełznął na ulicę. Władzio chciał za nim wybiec, zobaczyć dokąd zmierza, ale zabrakło mu sił. Zsunął się na podłogę i zapadł w słodki sen, z którego obudził się już nie u siebie w mieszkaniu, nie w szpitalu, tylko w innej rzeczywistości, gdzie na powitanie podał mu rękę gadopodobny stwór o ludzkiej twarzy.

W tym samym czasie pod klatkę, mieszczącą się w tym samym wieżowcu, przyjechało na sygnale pogotowie. Pod numerem dziesięć, matka po powrocie z pracy, znalazła w wannie córkę z podciętymi żyłami. Na podłodze leżała kartka, a niej czarnym tuszem napisane były słowa: „Przepraszam, nie gniewajcie się na mnie, to nie Wasza wina, tylko moja. Życie mnie przerosło”.

Pielęgniarz, jak tylko wysiadł z auta, zobaczył siedzącego na ławce ogromnego albatrosa. Zmarszczył brwi i powiedział do kolegi:

– Co ten ptaszor tutaj robi? Jakby nam gołębi było za mało.

Ptak spojrzał na niego przenikliwie czarnymi oczami, kłapnął dziobem i poszybował w chmury. Na tle szarego nieba wyglądał niczym biały żaglowiec płynący do niewidzialnego portu.

Na dziewiątym piętrze z windy wysiadł gruby, łysy mężczyzna koło pięćdziesiątki. Pewnym krokiem wszedł do mieszkania numer dwadzieścia sześć. Już na progu usłyszał głos żony:

– Znowu się spóźniłeś. Pieczeń stygnie. Trzeba było zadzwonić, to bym później obiad wstawiła. Wiesz do kogo karetka przyjechała?

– Widziałem ich na trzecim. Chyba do Koluszowskich. Może Zbysio miał zawał, ostatnio się na serce skarżył.

– Albo ta mała coś wykombinowała. Tak dziwnie jej z oczu patrzyło. Siadaj, bo zaraz ci całkiem ostygnie. – Monika zacisnęła usta.

– Co ty taka nerwowa? Mogłaś to jeszcze w piekarniku potrzymać, zanim się pojawię. Teraz to się tego jeść nie da. – Mężczyzna ze złością odłożył widelec. – Lepiej mi to jeszcze podgrzej.

– Ciekawe jak? Sam sobie podgrzej, trzeba się było nie spóźniać…

 

***

 

Bibikoni sięgnął do lodówki po zimnego żywca. Usiadł przed komputerem, odpalił „Mortal Kombat X” i sam do siebie się uśmiechnął. Zanim jeszcze wypił pierwszy łyk, usłyszał dziwny szelest, obrócił się i ujrzał człapiącego w jego kierunku Bonifacego.

– Hej, szefie. Co tu robisz?

– A jeszcze na chwilę wpadłem. Taki miałeś ciężki dzień, więc postanowiłem dla ciebie też coś zrobić. Jakie masz życzenie? Tylko wiesz, takie proste do realizacji. Nic skomplikowanego.

Dżin zmarszczył czoło, po czym wesołym tonem powiedział:

– Chcę mieć zawsze wolne w piątek trzynastego.

Bonifacy roześmiał się i powiedział:

– Zrobione. I jeszcze jedno, w poniedziałek przenosimy się do Kolonii.

– Super. Z chęcią odwiedzę katedrę. Ostatni raz, chyba, ją ze sto lat temu widziałem. Auf wiedersehen!

Koniec

Komentarze

Bardzo dobre opowiadanie z wyrazistym dylematem moralnym. Nie zamierzam dyskutować, czy dżin zrobił dobrze czy źle. To Twoja decyzja jako Autorki. Interesuje mnie tylko jak świetnie go wymyśliłaś i wplotłeś w ciekawą fabułę i rzeczywistość. To wszystko było takie przekonujące, nie ma tu zbędnego heroizmu ani przerośniętego kręgosłupa moralnego. Udało Ci się.

Technicznie jest dobrze. Tekst jest fajnie napisany i dobrze się go czyta. Niewiele błędów.

Pozdrawiam!

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

Pietrek, bardzo się cieszę, że Ci się tekst spodobał :) Napisałam cztery dni temu (w pracy…) i nie byłam pewna, czy dodawać :) Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego dnia :)

Katia72, jak zwykle z wielką przyjemnością przeczytałam opowiedzianą przez Ciebie historię. Ciekawy pomysł, dobrze zrealizowany. Nie mam właściwie do czego się przyczepić, bo wszystko jest jasne i dobrze wykonane. Może jedynie od siebie dodam, że jak sąsiadka wspomniała o nawiedzonym mieszkaniu to bardzo byłam ciekawa, czy tam rzeczywiście straszy i podejrzewałam nawet, że może to duch będzie miał ostatnie życzenie? Tak, czy owak, podobało mi się chyba szczególnie to, że wszyscy ci ludzie tak bardzo chcieli się zniszczyć, że nawet nie korciły ich lepsze propozycje dżina; było w tym coś smutnego, a zarazem bardzo realistycznego. 

Super!

Mnie się również podobało, to jest opowiadanie, które przyciąga uwagę od początku do końca. No i właśnie – koniec mnie jednak rozczarował. Ładnie poprowadziłaś te trzy historie, wprowadziłaś dylemat, a potem, mam wrażenie, wszystko kończy się jakimś rozmyciem, brakiem wyrazistej puenty. Chwilę posiedziałam przed ekranem z myślą: “ale jak, to już, tyle?”. ;)

Podoba mi się Bibikoni i jego niejednoznaczne podejście do życzeń, czy też może “klientów”. To wahanie… 

Bardzo ładnie napisany tekst z dającą do myślenia treścią. Bardzo naturalnie wplotłaś dżina w codzienność tej trójki. Muszę też przyznać, że Władzio najbardziej przypadł mi do gustu, mimo że pijaczyna.

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

rosebelle – ciesze sie, ze Ci teskt spodobal I z przyjemnoscia go przeczytalas. A o duchu nie pomyslama, a w sumie to moglo by byc intersujace… Moze nastepnym razem. Pozdrawiam serdecznie.

 

ocha – dziekuje bardzo za komenatrz I klika. Hmm… koncowka chyba, rzeczywiscie jest najslabszym punktem. Zamiast na koniec podskoczyc, to wszystko sie zsunelo… :) Moze nastepnym razem bedzie lepiej. :)

 

sniaca – ciesze sie, ze Twoim zdaniem tekst jest ladnie napisany. Pracuje nad tym, zeby moje teskty sie latwiej czytalo. Dziekuje za przeczytanie I klika.

 

Zycze wszystkim dobrej nocy :)

Jest tu naprawdę wiele ciekawych ujęć niby ogranych tematów. Dżiny, życzenia, no i ludzkie problemy, które także stają się udziałem istot nadnaturalnych. Sama postać bohatera interesująca, trochę skojarzyła mi się z głównym bohaterem Nieba nad Berlinem

W całej treści widać emocjonalne przesłanie. Jedyne czego bym się czepił – taki drobny detal – to może zapowiedzenie możliwości anulowania życzenia jakoś w treści. Nie chodzi mi o bezpośrednie stwierdzenie “tak, to skasuję”, ale takie delikatne zaznaczenie (jak “życzenie spełni się do doprowadzeniu formalności do końca” – choć to też może być zbyt mocne). To jednak bardzo mała myśl, która niekoniecznie musiałaby zwiększyć i tak spore walory tego tekstu ;)

Podsumowując: interesujące ujęcia niby znanych tematów w miejskiej scenerii. Coś grzmotnęło na niebie :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Muszę przyznać, że opowiadanie nie trafiło do mnie, może w przeciwieństwie do dżina, za mało jestem empatyczny :)

A jednak czytało się dobrze, językowo też sprawnie (poza pewnymi potknięciami z interpunkcją), a do tego coś w tym tekście jest poza samą tylko historią. Mam mieszane odczucia co do braku wytłumaczenia po co i dlaczego dżin spełnia życzenia przypadkowych osób – z jednej strony rozumiem, że nie jest to istotą opowiadania, ale z drugiej strony wydaje mi się, że przy dobrym wyjaśnieniu które łączyłoby przedstawione sytuacje, opowiadanie mogłoby tylko zyskać.

Ogółem, choć tak jak napisałem na początku, tekst mi nie podszedł, obiektywnie wydaje mi się dobry, więc klikam bibliotekę i już nie marudzę ;)

Bibikoni, dżin nieco inny od dotychczas mi znanych, ale może dlatego łatwiej weń uwierzyć. Bo taki ludzki jest i targają nim wątpliwości, i przejmuje się losem tych, których życzenia ma spełnić. Tylko ci ludzie jacyś dziwni, pokiereszowani wewnętrznie.

Nie wiem tylko dlaczego dżin ma być przeniesiony do Kolonii.

Jest jeszcze parę usterek, ale piszesz, Katio, coraz lepiej. Klik.

Bardzo podoba mi się ilustracja. :)

 

przy­naj­mniej dwie bu­tel­ki Wy­bo­ro­wej. –> …przy­naj­mniej dwie bu­tel­ki wy­bo­ro­wej.

Nazwy trunków i innych napojów zapisujemy małą literą.

 

Wypił łyk ogni­stej wody i wy­krzy­wił twarz, wy­glą­da­jąc jak roz­dep­ta­na ro­pu­cha. –> Raczej: Wypił łyk ogni­stej wody i wy­krzy­wiwszy twarz upodobnił się do rozdeptanej ropuchy.

 

po­ja­wi­ła się młoda dziew­czy­na. –> Dziewczyna jest młoda z definicji.

 

Wła­śnie oglą­dam „Modę na suc­kes”. –> Literówka.

 

Nie­któ­rzy mieli cięż­kie do re­ali­za­cji za­chcian­ki… –> Nie­któ­rzy mieli trudne do re­ali­za­cji za­chcian­ki

 

Mi jest wszyst­ko jedno… –> Mnie jest wszyst­ko jedno

 

Szkła mi się za­pa­ro­wa­ły. –> Szkła mi za­pa­ro­wa­ły.

 

zna­la­zła córkę w wan­nie z pod­cię­ty­mi ży­ła­mi. –> Czy aby na pewno wanna miała podcięte żyły?

Proponuję: …zna­la­zła w wannie córkę z pod­cię­ty­mi ży­ła­mi.

 

Bi­bi­ko­ni się­gnął do lo­dów­ki po zim­ne­go Żywca. –> Bi­bi­ko­ni się­gnął do lo­dów­ki po zim­ne­go żywca.

 

Zanim jesz­cze wypił pierw­sze­go łyka… –> Zanim jesz­cze wypił pierw­szy łyk

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Fajny tekst. Interesujący dżin, samo to, że gdzieś pracuje, ma szefa, już jest niezłe. A dżin z rozterkami to już w ogóle ewenement. Bardzo mi się spodobali ludzie, ich paskudne życzenia. Trochę gorzej z końcówką – zgodzę się z Ochą, że finał jakiś taki letni, bez mocnego akcentu.

Jako zwolennik wyjaśniania wspomnę jeszcze, że chętnie bym się dowiedziała więcej o motywacjach szefa.

Babska logika rządzi!

A dżin z rosterkami to już w ogóle ewenement.

Istotnie, Finklo, ewenement nad ewenementy! ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Oj! Już poprawiam.

:-)

Babska logika rządzi!

Finklo, NMSP ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jakby ktoś pytał, rosterki (częściej pisane przez dwa o) to takie wojowniczo sfeminizowane kury, które nie chcą znosić jaj i depczą inne kury. ;-)

Babska logika rządzi!

NoWhereMan – przede wszystkim jak zawsze dziekuje za komentarz I klika. Tez myslalam, ze wczesniej powinna pojawic sie jakas informacja, ze zyczenie moze byc anulowane, ale zabraklo mi koncepcji…

 

Nighter – dziekuje bardzo za wizyte I opinie I klika :) Rozmumiem, ze tekst mogl Ci sie nie spodobac. W sumie przyjemnie mi sie go pisalo, ale tak troche rozrywkowo, bez glebszych przemyslen… Moze nastepnym razem bedzie lepiej. Teraz pisze cos zupelnie innego, ale zobaczymy, co z tego wyjdzie :) A interpunkcja to dla mnie wyjatkowo trudny temat.

 

Reg – niezmiernie sie ciesze, ze jest lepiej z moim wykonaniem. Ostatnio czytalam wszystkie komentarze, ktore byly od Ciebie I staralam sie zapamietac bledy, by ich nie powtarzac. Chociaz i tak widze, ze niektore znowu sie pojawily… jak ciezko – trudno. Jeszcze raz dziekuje za Twoja pomoc.

A przeniesie do Kolonii… Dzin od czasu do czasu zmienial miejsce pracy, by spelnial zyczenia innych, ale rzeczywiscie nie wyjasnilam tego w tekscie…

 

Finkla – bardzo mi milo, ze teskt Ci sie spodobal. Jak juz pisalam wczesniej, koncowka rzeczywiscie wypadla najslabiej. Postaram sie miec to na uwadze piszac kolejne teksty. A motywacje szefa? Hmm… Chyba chcialam, zeby udowodnil dzinowi, ze z piatkiem trzynastego nie ma zartow…

 

Jeszcze raz wszystkim dziekuje za komenatrze I zycze milego dnia, bo na dobra noc to juz chyba za pozno… :)

Jest lepiej, Katio. Naprawdę. Masz coraz fajniejsze pomysły i coraz dzielniej radzisz sobie z nimi. Jestem przekonana, że niebawem będę czerpać z Twoich opowiadań wyłącznie przyjemność, bo łapanki już nie będą potrzebne. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dzieki Reg. I zapomnialam wspomniec, ze ten rysunek to jeden z moich ulubionych, wiec ciesze sie, ze Tobie tez sie spodobal :)

Mam nadzieje, ze bledow bedzie mniej, bo ostatnio duzo pisze I bede sie lepiej czula, jak przynajmnej technicznie tekst nie bedzie odstraszal… :)

Katio, masz zawsze niezwykle trafnie dobrane rysunki. Zastanawiałam się, czy do każdego opowiadania tworzysz specjalne ilustracje, czy czerpiesz odpowiednie z bogatych, jak kiedyś wspomniałaś, zasobów?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg, ja ostatnio nie moge rysowac. Cos mi sie stalo I nie moge. Chyba, ze dla kogos. 

Ale przez ostatnie piec lat stworzylam setki obrazkow, a moze nawet tysiące. I teraz zwykle jak cos napisze, to mi jakas ilustracja pasuje… Chociaz Ugupugu musialam narysowac. Niektore z nich sa moim zdaniem troche uniwersalne, jak ten przy tym opowiadaniu.

 

Milego dnia :)

 

 

Hej! Dobry tekst ze świetną ilustracją!;)

 

Napisany sprawnie, prawie bez błędów – prawie tyczy się poniższego zdania:

 

Nie rozumiesz nic, z tego mówię i czuję, jak wszyscy wokół.

 

Fajnie potrafisz chwycić się szczegółów: kolce za oknem, które wracają przed oczy Dżina w mieszkaniu Władzia, czy zdanie ,,Wskazówki starego zegara przytuliły się do siebie przy pozłacanej siódemce” to niby nic takiego, ale mnie jakoś tak nad wyraz umiejętnie wprowadziły do opisywanego świata.

Z kolei tematyka raczej nie dla mnie, więc sama fabuła mnie jakoś nie porwała. Liczyłem też na jakieś mocne zakończenie, no ale nie tym razem;) Na pewno na plus wykreowane postacie. Od Władzia po prostu czuć alkohol…:D A i duet B&B mnie przekonał…

 

A i jeszcze jedno… Czemu ta Kolonia? Niech wpadną do Warszawy, mam kilka spraw do załatwienia…:D

 

Pzdr!;)

,,Czasem Ty zjadasz niedźwiedzia, a czasem... niedźwiedź zjada Ciebie"

Dziekuje za odwiedziny :) Zdanie zaraz poprawie… Ciesze sie, ze rysunek sie spodobal. A tematyka, tez chyba nie do konca w moim stylu, a przynajmniej na dzien dzisiejszy :) Teraz pisze bardzo powazny tekst, tak powazny, ze sie obawiam, ze moze byc nudny… ale zobaczymy :)

To po Kolonii do Warszawy… Kolonia mi sie bardzo podoba, ale do Warszawy mam duzy sentyment :)

Pozdrawiam serdecznie I zycze milej nocy :)

Lubię opowiadania zbudowane z niezależnych scenek, w tym przypadku połączone osobą dżina. Trzy krótkie historie, które dobrze przestawiają pewien przekrój społeczeństwa. Blokowisko, jakich wiele w Polsce, ludzie dosyć charakterystyczni, ale jednocześnie typowi. Podobało mi się.

Przyczepiłbym się jedynie do osiemnastolatki, która jest zbyt niedojrzała. Po dialogu myślałem, że to góra trzynasto, czternastolatka. Powiesz, że młodzież teraz taka jest. To prawda, ale osoby, które targają się na życie dużo o tym życiu myślą. Szukają przyczyn, wyciągają wnioski, analizują. Nikt nie wstaje pewnego dnia z myślą, dzisiaj popełnię samobójstwo ot tak. Dlatego samobójcy jawią mi się bardzo dojrzali psychicznie, niekoniecznie zdrowi psychicznie, ale to już inna sprawa. Nie wyobrażam ich sobie bardziej dziecinnych niż rówieśnicy, tylko odwrotnie, bardziej od nich dojrzałych.

Trochę szkoda Katio, że produkujesz tak hurtowo te opowiadania, choć większość mi się podoba :) Podtrzymuję opinię, którą dał ci cobold, żeby trochę zwolnić, a postawić bardziej na jakość. Mam na myśli dopracowanie pomysłów. Spokojnie stać się na piórkowe opowiadanie, tylko trzeba się troszkę zdyscyplinować.

Darcon, wiesz, zgadzam się że ta osiemnastolatka to się zachowuje jak czternastolatka :)

 

Jak zwykle dziękuję bardzo za przeczytanie i cieszę się, że się ogólnie podobało. A, że pisze hurtowo. Ach… Chyba inaczej nie umiem, ale chyba powoli jest jakiś postęp :)

Pomysł do mnie przychodzi, a najczęściej ze cztery na raz. Zaczynam pisać, za parę dni gotowe i piszę kolejny tekst, a nawet jak wracam do poprzedniego, to nie wiem, jak go doskonalić…

A do ewentualnego piórka to myślę, że jeszcze długa droga przede mną :)

 

Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego dnia :)

Świetny tekst, łączy ze sobą szarą rzeczywistość z fantastyką. Do tego jeszcze dylemat dżina, fajne dialogi i piękna ilustracja. Czytało się błyskawicznie, opowiadanie mnie wciągnęło. Gratuluję umiejętności :)

Annn, bardzo się cieszę, że tekst i rysunek Ci się spodobały :) Dziękuję i życzę miłego dnia :)

Nowa Fantastyka
Patronujemy