- Opowiadanie: katia72 - Chłopak w masce

Chłopak w masce

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Chłopak w masce

 

I

 

Lipcowe popołudnie w restauracyjnym ogródku. Magda siedziała przy drewnianym stole, na ławce bez oparcia. Zamówiła kawę z mlekiem i wpatrywała się w cień rzucany przez popielniczkę. Czekała na koleżankę, która właśnie przesłała wiadomość, że utknęła w korku i niezmiernie przeprasza, ale przynajmniej godzinę się spóźni. Naprzeciwko para z dwójką dzieci zajadała się rybą w cieście. Chłopiec zrzucał frytki i rozgniatał je zniszczonym adidasem. Jego młodsza siostra brudnymi palcami wpychała do ust gotowaną marchewkę, krzywiła buzię i wypluwała na talerz pomarańczową papkę. Rodzice nie zwracali uwagi na nic, poza kończącym się piwem.

Do ogródka weszła młoda kobieta, a za nią dwójka upośledzonych dorosłych. Obydwoje mieli wyraz twarzy taki, jakby jedynie ich ciała znajdowały się na ziemi, a umysły podróżowały po magicznych krainach, niedostępnych dla zwykłych śmiertelników. Poruszali się wolno, powłócząc nogami.

– Gosia, Jerzy, usiądźcie tutaj. – Dziewczyna wskazała stół pod wielkim parasolem. – I poczekajcie na mnie. Chcecie pizzę? Super. Nigdzie nie odchodźcie.

Gosia i Jerzy wyglądali na mocno rozbawionych. Mężczyzna około sześćdziesiątki wstał i wpatrywał się w chmury.

– Co robisz? – zapytała jego współtowarzyszka, której pomarszczona dłoń próbowała bezskutecznie chwytać nieistniejące motyle.

– Czekam na samolot. Patrz, chyba leci. Tam! Tam! – Jerzy zaczął skakać w miejscu i klaskać.

Chłopiec, miażdżący kolejny kawałek przesiąkniętego tłuszczem kartofla, wybuchnął śmiechem. Magda odwróciła wzrok i zanurzyła usta w kawie. Sięgnęła po kolejną porcję cukru. Nie czuła się głodna i nie miała ochoty na spotkanie z Sylwią. Chciała zagrzebać się w kołdrze i odpocząć. Pragnęła samotności i izolacji. Poza tym musiała przygotowywać się do sesji poprawkowej w wrześniu. Przeklęta statystyka. Zaczęła obgryzać paznokcie.

Po chwili podniosła wzrok i naprzeciwko zobaczyła mężczyznę w masce. Opierał się o ogrodzenie i głośno gwizdał. Nie miała pojęcia, skąd się tam wziął. Była pewna, że po dziewczynie z dwójką upośledzonych, nikt więcej nie wchodził do ogródka. Furtka, ze względu na bezpieczeństwo dzieci, była tylko jedna. Może przeskoczył przez płot? Raczej wspiął się po nim jak niewidzialny ninja.

– Patrz, klaun! – Jerzy uderzał otwartą dłonią po grubych udach.

Nieznajomy wcale nie przypominał klauna, tylko potwora, krzyżówkę diabła ze smokiem. Miał wyłupiaste oczy, rogi i wydłużony pysk, a jego skórę pokrywała czerwona łuska.

Dziewczynka upaćkana marchewką zaczęła przeraźliwie płakać. Jej brat wstał i powoli ruszył w kierunku tajemniczego mężczyzny.

– Natychmiast tu wracaj! – krzyknęła za nim matka, dopijając resztę piwa. Odwróciła się do męża i cicho powiedziała:

– Chodźmy już, może to jakiś pedofil…

Magda po prostu się bezczelnie gapiła. Kształt maski wydawał się dziwnie znajomy. Może ktoś był tak przebrany na ostatniej imprezie z okazji Halloween? Była wtedy bardzo pijana, więc nie pamiętała wszystkiego dokładnie. Albo widziała taki sam kostium w sklepie ze śmiesznymi gadżetami w centrum miasta? Zawsze panował tam nieprzyjemny zaduch, a sprzedawczyni śmierdziała czosnkiem. Mężczyzna uśmiechnął się, a obserwatorka stwierdziła, że chyba ma halucynacje, bo przecież maski się nie ruszają. Przestał gwizdać i dziarskim krokiem podszedł do stołu, przy którym siedziała.

– Idziemy? – zapytał. Miał niski, wyjątkowo męski głos.

– Dokąd? – Magda nie była zaskoczona pytaniem. W pewnym sensie właśnie tego oczekiwała.

– Na spacer.

Podniosła się i wyszła z nieznajomym, zostawiając na stole pieniądze za niedopitą kawę.

 

II

 

Niespiesznie przemierzali tonące w słonecznym blasku ulice. Mijali stragany z owocami, drzewa śniące o kropli deszczu, nieopróżnione kosze na śmieci. Dotarli do umalowanej na żółto kamienicy. Nieznajomy powoli otworzył ciężkie, żelazne drzwi i przyjemny chłód otulił ich ciała. Wspięli się na drugie piętro i weszli do tonącego w mroku mieszkania.

– Mam na imię Krystian. – Mężczyzna w masce wyciągnął dłoń w geście powitania.

– Magda.

– Wiem.

– Skąd? I dlaczego mam wrażenie, że znamy się od bardzo dawna?

– Przecież mnie wymyśliłaś.

– Co? – Magda wyglądała na zdenerwowaną. Wzięła głęboki oddech i kontynuowała: – Czemu wygadujesz takie głupoty? I czy mógłbyś w końcu zdjąć tę maskę?

– Nie mogę.

– Dlaczego? Jesteś taki brzydki, że się siebie wstydzisz?

– Nie. Ta maska to nie maska, tylko moja prawdziwa twarz.

Dziewczyna usiadła na podłodze i oparła czoło o kościste kolana. Po około dziesięciu minutach odezwała się niepewnie:

– Przecież to niemożliwe, że istniejesz w mojej głowie, bo inni w restauracji też cię widzieli. – Magda przeniosła się na obite zielonym welurem krzesło. Założyła nogę na nogę i westchnęła. Krystian dotknął grdyki, po czym wysapał:

– Hmm… Też nie wiem do końca, jak to działa. Ty stworzyłaś mnie, a ciebie może wykreował Jerzy. A może istniejesz jedynie w wyobraźni małej dziewczynki z marchewką. Nie wiem.

Młoda kobieta nic nie odpowiedziała. Zaczęła intensywnie obgryzać paznokieć kciuka, aż poczuła w ustach krew.

– To wszystko mi się śni.

– Tego też nie wiem. Może.

Magda wstała i bez słowa ruszyła ku drzwiom. Po ich otworzeniu już zupełnie zbaraniała. Nie zobaczyła ani schodów, ani podłogi, ani kolejnego piętra. Nic nie było. Pustka. Odwróciła się na pięcie i wróciła do Krystiana, po czym zaczęła przeraźliwie krzyczeć:

– Chcę się obudzić! Chcę się obudzić! Chcę się obudzić!

Mężczyzna wyszedł. Pojawił się po chwili ze szklanką wody i spokojnie powiedział:

– Proszę. To dla ciebie. Uspokój się. Jeśli chcesz, będziesz w stanie wyjść z kamienicy i pojechać do domu. Tylko wraz z zatrzaśnięciem bramy o mnie zapomnisz i już nigdy więcej nie zobaczysz. Chcesz tego?

– Skąd możesz cokolwiek wiedzieć, jeśli jesteś jedynie wytworem mojej wyobraźni?! Pewnie, że chcę wracać.

– Sama mi to powiedziałaś. A może jestem wytworem twojej wyobraźni i czyjejś jeszcze? Na przykład twojego brata albo matki? Taka wyobraźnia zbiorowa.

– Przestań. – Magda zrobiła minę, jakby miała ochotę z całej siły przyłożyć swojemu rozmówcy.

– To idź sobie. – Krystian wyglądał na obrażonego.

Dziewczyna zignorowała jego fochy i wybiegła na klatkę schodową, która tym razem, tak jak na początku, straszyła brudnymi ścianami. Chwyciła za klamkę i zamarła. Jeśli to tylko sen, to czy rzeczywiście chce się obudzić? A jeśli to wszystko prawda? Może nie powinna wychodzić, a jedynie spokojnie poczekać na dalszy rozwój wypadków. Podreptała z powrotem na górę.

Krystian w kuchni przygotowywał kolację. Dwa pstrągi skwierczały na patelni, a w garnku obok radośnie podskakiwały ziemniaki w mundurkach. Magda nie pamiętała, kiedy ktoś ostatnio przyrządzał dla niej posiłek. Mieszkała ze schorowaną matką, której ręce wykręcał reumatyzm, a ojciec zmarł jak miała dziesięć lat. Czasem odwiedzał ich brat, ale jego zdaniem gotowanie i sprzątanie to zajęcia, które nie przystoją prawdziwemu mężczyźnie.

Zjedli, prawie się do siebie nie odzywając, po czym Magda poszła do sypialni i położyła się w ogromnym, wyjątkowo wygodnym łóżku, a Krystian spoczął na kanapie w salonie. Zasnęli.

 

III

 

Parę kolejnych dni spędzili na oglądaniu filmów, rozmowach filozoficznych, gotowaniu i odpoczynku. Magda wcale nie miała ochoty wracać do domu, gdzie musiałaby uczyć się statystki, opiekować matką i dorabiać do renty po ojcu, pracując w znienawidzonym telemarketingu. Kiedy lodówka zaczęła zionąć pustką, Krystian w środku nocy zdecydował się wybrać na zakupy. Pieniądze nie wiadomo skąd znalazły się w kieszeni szarego płaszcza. Szybko przemykał między oszklonymi budynkami, starając się nie rzucać w oczy. W samoobsługowym markecie nabył jedzenie i lokalną gazetę.

Magda nie mogła zasnąć. Wstała i zbliżyła się do okna zasłoniętego grubymi kotarami. Powoli je odsunęła i wyjrzała na zewnątrz. Nie zobaczyła tam ani ulicy, ani gwiazd, ani drzew. Przezroczysta nicość. Trochę się wystraszyła. Chciała, żeby nowy znajomy jak najszybciej przyszedł z powrotem. Ku swojej radości usłyszała zgrzyt klucza w zamku i po chwili ujrzała Krystiana. Niestety, wyglądał na mocno zmartwionego. Położył na stole gazetę.

– Szukają cię. Masz status osoby zaginionej. Prawdopodobnie porwanej, a człowiek w masce to główny podejrzany.

– Więc to wszystko naprawdę się dzieje? – Dziewczyna usiadła w fotelu i zaatakowała zębami paznokcie.

Krystian wyjął z torby pęk marchewek, urwał największą i zabrał się do konsumpcji.

– Powinieneś ją najpierw umyć…

– Po co? Mnie chyba nic zaszkodzi. Jeszcze kilka dni temu nie istniałem i nie wiem, jak długo jeszcze będzie trwała moja egzystencja. Ty chyba powinnaś wracać. I coś wymyślić, że uciekłaś, że nie pamiętasz, co się stało. Am… Przecież i tak wszystko zapomnisz. – Zanim pierwsze warzywo zniknęło w jego ustach, sięgnął po kolejne.

– Co cię tak napadło na te marchewki? Królik jesteś?

– Lepsze niż paznokcie – odgryzł się mężczyzna.

– Nie chcę wychodzić, dobrze mi tu. – W oczach Magdy zakręciły się łzy.

– Im wcześniej się na to zdecydujesz tym lepiej. A nie możesz tu przecież zostać na zawsze.

– Ty naprawdę nie wiesz, co się z tobą działo, zanim pojawiłeś przy płocie?

– Nie. To znaczy… Jak już tam byłem, wiedziałem, że mam do ciebie podejść i że tylko dzięki tobie istnieję.

– Chodźmy spać, jutro się zastanowię, co robić dalej. Chciałabym cię jeszcze o coś zapytać.

– Tak?

– Czy możesz się ze mną położyć?

– Oczywiście. Z przyjemnością.

Człowiek o diabelsko-smoczej twarzy mocno objął szczuplutką dziewczynę, pocałował w czoło i zanucił kołysankę z jej dzieciństwa. Po paru minutach trzymając się za ręce, zapadli w głęboki sen.

 

IV

 

Magda nie chciała opuścić kamienicy dnia kolejnego, i kolejnego, i kolejnego… Krystian, niby ją do tego nakłaniał, ale odnosiła wrażenie, że w głębi serca bardzo tego nie chce. Jedzenie znowu się skończyło, a człowiek w masce dodatkowo zmarnował ziemniaki. Podczas przygotowywania posiłku ugotował wszystkie na raz, po czym wyrzucił na podłogę i obrzydliwie rozsmarował po kremowych kafelkach. Chwilę później szorował klejącą się powierzchnię, a zapytany, dlaczego tak zrobił, odpowiedział smutno, że czuł taką potrzebę. Tak, jak z jedzeniem marchewek. Po prostu musiał to zrobić.

Bali się wysyłać Krystiana do sklepu. Policja z pewnością podała wszędzie jego rysopis. Był to wszakże w ich opinii rysopis maski, ale tak, czy owak, lepiej samemu nie prosić się o kłopoty. Magda nie mogła wyjść poza kamienicę, ale nic nie stało na przeszkodzie, by odwiedzić sąsiadów.

Najpierw zapukała do drzwi z naprzeciwka. Niestety, odpowiedziała jej jedynie cisza. Zeszła na dół.

Drewniane schody skrzypiały pod naciskiem drobnych stóp obutych w ciężkie trapery. Zadzwoniła do mieszkania po lewej stronie i po chwili usłyszała cieniutki głos:

– Kto tam?

– Sąsiadka z góry.

– Nie znam cię, więc nie powinienem cię wpuszczać.

– Nic ci nie zrobię. Zajrzyj przez judasza. Jestem tylko wychudzoną, bezbronną dziewczyną.

– Ech, nie dosięgnę. I nawet drobne istoty mogą być niebezpieczne. Nic to, w sumie, co mi szkodzi?

Do uszu Magdy dobiegł odgłos szamotaniny. Klucz chrobotał w zamku, ale drzwi ciągle pozostawały zamknięte. W końcu się udało i na korytarzu pojawił się dziwny stwór. Trochę podobny do Golluma z "Władcy Pierścieni", ale miał długie, czerwone włosy i strasznie mały nos. Trudno mu było oddychać.

– Zapraszam.

Mieszkanie miało taki sam układ jak to, do którego zaprowadził ją Krystian.

– Co cię do mnie sprowadza?

– Chciałam pożyczyć coś do jedzenia, albo gdybyś się zgodził, wysłać cię na zakupy. Oczywiście dam ci pieniądze.

– Nie mam nic, co mógłbym ci dać, ale tutaj przecież nie musicie nic jeść. Jak jesteście naprawdę głodni, to jakieś żarcie samo się pojawi. Ten świat przecież nie do końca istnieje.

Magda złapała stworzenie za rękę i niemalże krzyknęła:

– Proszę, powiedz mi coś więcej. Gdzie my jesteśmy?

– W kamienicy. Ja też do końca nie wiem, ty powinnaś być bardziej zorientowana, wyglądasz jakbyś przyszła z zewnątrz. W pewnym sensie jesteś poziom wyżej. Mnie stworzyli bracia bliźniacy, przyszli tu ze mną i po dziesięciu minutach uciekli, a ja zostałem.

– I co teraz robisz?

– Nic, nudzę się. Czekam na przeniesienie do równoległej rzeczywistości, ale ta do której mam należeć, chyba nie została jeszcze w pełni ukształtowana. A jestem tu już ponad sześćdziesiąt lat. – Stwór westchnął i podrapał się po brodzie.

Dziewczyna wzruszyła ramionami i powiedziała:

– Już sobie pójdę, dobrze, że możemy egzystować bez jedzenia. Ja bym w ogóle pozbawiła się fizjologii.

Odwróciła się na pięcie i wyszła.

 

V

 

Oczom Magdy, jak tylko weszła do salonu, ukazał się widok Krystiana w fotelu z piwem w ręku. Wyglądał na rozluźnionego i bardzo zadowolonego z jej powrotu.

– Och, dobrze, że jesteś. Już się zacząłem bać, że wyszłaś na ulicę. Przerażająca myśl. Patrz, co znalazłem. – Wskazał pod okno, gdzie stały dwie skrzynie butelkowanego piwa. Wypił łyka i kontynuował: – Częstuj się. Zrobimy imprezę.

– Nie lubię piwa. Wolę wino. Czerwone.

– Marudzisz. Ach, pychota.

Dziewczyna skrzywiła się, po czym sięgnęła po butelkę. Usiadła na kanapie. Krystian powoli się podniósł i spoczął obok niej.

– Na zdrowie. I za naszą przyszłość!

– Jaką przyszłość?

Chłopak nic nie odpowiedział, tylko położył dłoń na szczupłym udzie dziewczyny. Ta wzdrygnęła się, po czym duszkiem wypiła piwo. Świat zawirował. Tęcza jaskrawych kolorów migotała na suficie.

– Zatańczmy. – Jej głos drżał. W pokoju nie było ani magnetofonu, ani komputera, ani głośników, a telewizor był wyłączony. Muzyka rozbrzmiała ze szpary w parkiecie, jakby niewidzialna, mikroskopijna kapela urządziła tam koncert.

Magda nigdy nie była dobrą tancerką, ale tym razem, wyjątkowo miękko i płynnie stawiała kroki. Krystian również nie zawodził. Kręcili się w takt spokojnych tonów, przytuleni do siebie.

– Kocham cię. – Mężczyzna wyszeptał do ucha partnerki.

– Ja ciebie też.

– Chodźmy do łóżka.

Chłopak delikatnie rozpinał koszulę Magdy. Guzik, za guzikiem. Dotykał jej idealnie płaskiego brzucha. Językiem wodził między małymi, kształtnymi piersiami. W końcu zbliżył czarne wargi do różowych ust i wtedy dziewczyna gwałtownie go odepchnęła.

– Nie mogę. Przepraszam.

– Dlaczego?

– Bo… bo…

– Bo jestem brzydki? Bo mam twarz potwora? Bo napawam cię obrzydzeniem? Przecież to ty mnie takiego stworzyłaś! – Krystian wstał i cały się trzęsąc chodził tam i z powrotem.

Po policzkach kobiety ciekły łzy.

– Nie wiem, czy to tylko ja cię wykreowałam. Nie jesteś taki do końca mój. Czasem dziwnie się zachowujesz. I wątpię, że mój wymarzony kochanek powinien mieć skórę pokrytą łuską. Przepraszam.

Chłopak poszedł do salonu, sięgnął po kolejne piwo, zatrzasnął drzwi, a w pokoju rozległa się ciężka, metalowa muzyka.

 

VI

 

Kolejne dni para spędziła w milczeniu. Dziewczyna znowu zaczęła się zastawiać, czy nie powinna wyjść na ulicę. Wtedy Krystian, jakby wyczuwał coś niedobrego, przyszedł do niej ze skruszoną miną i powiedział, że bardzo przeprasza i że ją rozumie. Obejrzeli tandetną komedię romantyczną i mocno się do siebie przytulili. Magdzie znowu zrobiło się miło i przyjemnie.

W nocy przyśnił się jej Jerzy. Ten z restauracyjnego ogródka. Przeglądał album ze smokami. Skrzydlate stwory szybowały po błękitnym niebie, ziały ogniem, złowrogo szczerzyły zębiska. W pewnym momencie starzec przestał przewracać kartki i wbił wzrok w czerwonego, prehistorycznego gada o błyszczących, żółtych ślepiach. Gapił się na niego jak zahipnotyzowany przez następne pięć minut, po czym jego głowa opadła i przestał oddychać.

Rano w kuchni Magda nie mogła uwierzyć własnym oczom. Krystian zupełnie się zmienił. Z jego twarzy zniknęły łuski i twarz stała się bardziej ludzka. Jednakże ciągle przypominał diabła, szczególnie, że rogi wciąż tkwiły na jego głowie, a krzaczaste brwi i czarne wargi nadawały mu upiornego wyglądu.

– Co się stało? – Dziewczyna podeszła do niego i bardzo uważnie zaczęła mu się przyglądać.

– Nie wiem. W nocy coś się ze mną działo. Nie było to przyjemne. Jakby ktoś grzebał ręką pod moją czaszką. To bolało.

– Zniknęła twoja smocza natura… Teraz jesteś taki bardziej… – Magdzie przypomniał się sen. Zacisnęła pięści i krzyknęła:

– Poczekaj! Muszę zapytać o coś naszego sąsiada.

Zbiegła na bosaka na pierwsze piętro i wcisnęła dzwonek. Zza drzwi dobiegł głos:

– Wchodź. Otwarte.

Nacisnęła mosiężną klamkę i stanęła jak wryta. Zamiast Golluma zobaczyła tylko jego głowę.

– Gdzie… gdzie… gdzie jest two… two… twoje ciało? Czy ja ciągle śnię? Co się dzieje?

– Spokojnie. Wszystko w porządku. – Blade usta spokojnie i wyraźnie artykułowały każde słowo. – Jeden z bliźniaków, którzy mnie wymyślili zmarł tej nocy. Miał siedemdziesiąt dwa lata. Był niedorozwinięty. To on chyba wykreował w swojej głowie mój tułów, nogi i ręce. Ach, nie wiem, czy doczekam się powstania świata, do którego będę mógł się przenieść zanim umrze jego brat.

Magda schyliła się i pogłaskała czerwoną głowę.

– Cóż, ja też nie wiem. Ja tak naprawdę zupełnie nic nie wiem. Nawet nie wiem, czy żyję.

Wyszła na korytarz, gdzie natknęła się na matkę dwójki dzieci z restauracyjnego ogródka, w którym zaczęła się jej dziwna przygoda. Szła pod rękę z dobrze zbudowanym, czarnoskórym mężczyzną o uszach nietoperza. W ogóle nie zwracali uwagi, na to, co się wokół nich dzieje. Skoncentrowani jedynie na sobie, po chwili zniknęli w mieszkaniu po prawej.

 

VII

 

– Jesteś szczęśliwa? – Krystian spojrzał głęboko w szare oczy Magdy. Gdy się uśmiechał, wyglądał trochę mniej diabelsko.

– Co masz na myśli?

– Dokładnie to, co powiedziałem.

– Czuję się dobrze. Nie do końca wiem, co znaczy być szczęśliwą. Nic mnie nie boli. Lubię, gdy jesteś obok. Nie odczuwam głodu.

– Ale, czy…

– Krystian, ja nie chcę wracać. Dobrze mi tu.

– Tylko dlatego, że nie cierpisz statystyki? Że twoja matka ciągle na coś narzeka? Że nienawidzisz dźwięku budzika? – powiedział chłopak podniesionym głosem, po czym zamilkł i zaczął dotykać dłonią smukłej szyi dziewczyny. Gładził jej włosy, owijał wokół palców, wąchał. Zbliżył do niej wargi, a ona zesztywniała.

– Widzisz, lubisz, gdy jestem, ale mnie nie pożądasz. To nie ma sensu. Może tam na zewnątrz poznasz kogoś, kogo naprawdę pokochasz.

– Kocham cię, tylko ja zwyczajnie nie potrzebuję seksu. – Dziewczyna zaczęła znęcać się nad paznokciami lewej dłoni.

Krystian odsunął się i siląc się na wesoły ton zapytał:

– Obejrzymy film?

– Tak.

Na stoliku pojawiły się dwa kieliszki i butelka czerwonego wina.

– Magda, ty nigdy nie masz ochoty na coś do jedzenia?

– Hmm, chyba nie.

Tego dnia wyjątkowo wcześnie położyli się spać. Dziewczyna szybko zasnęła, a Krystian leżał obok, próbując zapamiętać rysy jej twarzy. Wpatrywał się w nią aż do północy, po czym westchnął głęboko i przerzucił kobietę przez ramię.

– Co robisz?! Przestań! – Magda szamotała się, bezskutecznie starając się uwolnić. Dużo większy od niej mężczyzna, bez większego trudu, zniósł ją po schodach, otworzył bramę i wypchnął na ulicę.

 

Dziewczyna nie miała pojęcia, jak w środku nocy, znalazła się na ulicy Miodowej. Wolnym krokiem skierowała się do domu, gdzie matka po dwóch miesiącach poszukiwań, uznała, że pewnie nigdy więcej nie zobaczy zaginionej córki.

Koniec

Komentarze

upośledzonych dorosłych.

No, to jest zbyt ogólne – tyle jest upośledzeń. Samo słowo nic mi nie mówi. Poza tym to jest dobry moment, żeby opisać, jak wyglądali, jakie miny stroili, co z ich wzrokiem, co robili, jak się zachowywali, a nie po prostu “upośledzonych dorosłych”. Skoro to na pierwszy rzut oka widać, to na pierwszy rzut pióra mogłoby być opisane. Więcej o nich chcę wiedzieć, niż o frytkach i zniszczonych adidasach. Są ciekawsi.

Musiałem sobie zgooglować fugę dysocjacyjną i to było jakieś strasznie rozczarowujące. Bo tekst mi się bardzo podoba. Do tego stopnia, że chciałbym, żeby był dłuższy – niech się w nim dzieje to samo, co się dzieje, ale wolniej, precyzyjniej. Jak w tym przykładzie z upośledzonymi. Chciałbym więcej zobaczyć. Tekst jest o nieśpieszeniu się, a sam strasznie się śpieszy. No i ta fuga na końcu – jakbyś mnie oszukała całym tekstem. To jest oczywiście normalny pomysł na opowiadanie – zaburzenie tak silne, że staje się rzeczywistością. Ale ten pomysł chciałbym, żeby był lepiej rozegrany, rozpięty na całej fabule, a nie w jednym krótkim zdaniu na koniec. O, już wiem – czuję się jak dziecko, któremu rodzić czytał bajkę, ale chce mu się już robić dorosłe rzeczy, więc kończy “przyszedł wilk i wszystkich zjadł, gasimy światło, dobranoc, jutro szkoła”.

Bibliotekowałbym, gdybym mógł bibliotekować.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

Cerleg, dziękuję bardzo za przeczytanie i uwagi. Cieszę się, że sam pomysł Ci się spodobał. Hmmm… dopiszę coś o dwójce upośledzonych i usunę informację o fudze, bo to chyba rzeczywiście tak trochę bez sensu na koniec wrzucone… Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego dnia :)

A to muszę doprecyzować: pomysł jak pomysł, mi podobało mi się wykonanie.

Dla podkreślenia wagi moich słów siłacz palnie pięścią w stół

:) To też dobrze :) W sumie się nad tym teraz bardziej koncentruję :)

Zgadzam się z Cerlegiem i po jego komentarzu nic mądrzejszego nie napiszę.

Ja również czytałam mocno zainteresowana, a ostatnie zdania sprawiły, że siedzę teraz z otwartą gębą i nie wierzę, że to już koniec…

 

Była pewna, że po dziew­czy­nie z dwój­ką upo­śle­dzo­nych, nikt wię­cej nie wcho­dził do ogór­ka. –> Ech, fantastyka pełną gębą! ;-)

Pewnie miało być: …nikt wię­cej nie wcho­dził do ogród­ka.  

 

– Idzie­my? – za­py­tał. Miał niski, wy­jąt­ko­wo męski głos.

Gdzie? –> Raczej: Dokąd?

 

– Co? – Magda brzmia­ła na zde­ner­wo­wa­ną. –> Można brzmieć jak coś, ale nie można brzmieć na coś.

Proponuję: – Co? – Magda wyglądała na zde­ner­wo­wa­ną.

 

Magda wsta­ła i bez słowa skie­ro­wa­ła się w kie­run­ku drzwi. –> Brzmi to fatalnie.

Proponuje: Magda wsta­ła i bez słowa ruszyła ku drzwiom.

 

Od­wró­ci­ła się na pię­trze i wró­ci­ła do Kry­stia­na… –> Wiemy, że nie było parteru. ;-)

Pewnie miało być: Od­wró­ci­ła się na pię­cie i wró­ci­ła do Kry­stia­na

 

Ku jej ra­do­ści usły­sza­ła zgrzyt zamka i po chwi­li uj­rza­ła Kry­stia­na. –> Ku swojej ra­do­ści usły­sza­ła zgrzyt klucza w zamku i po chwi­li uj­rza­ła Kry­stia­na.

Zamek nie zgrzyta, zgrzytać może obracający się w nim klucz.

 

Kry­stian wyjął z torby pęk mar­che­wek, urwał naj­więk­szą i za­brał się za kon­sump­cję. –> …i za­brał się do konsumpcji.

 

– Po co? Mi chyba nic za­szko­dzi. –> Raczej: – Po co? Mnie chyba nic za­szko­dzi.

 

Naj­pierw za­płu­ka­ła do drzwi z na­prze­ciw­ka. –> Lanie wody, moim zdaniem. ;-)

Śliczna literówka! ;D

 

Wziął łyka i kon­ty­nu­ował: –> Wypił/ Upił łyk i kon­ty­nu­ował:

 

Muszę za­py­tać się o coś na­sze­go są­sia­da. –> Muszę za­py­tać o coś na­sze­go są­sia­da.

 

Że nie­na­wi­dzisz po­ran­ne­go dźwię­ku bu­dzi­ka? –> Dźwięk budzika, niezależnie od pory doby, jest chyba zawsze taki sam.

Proponuję: Że rano nie­na­wi­dzisz dźwię­ku bu­dzi­ka?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Reg, błędy poprawiałam i jak zwykle jestem bardzo wdzięczna za ich korektę. A opowiadanie miało być o wyobraźni zbiorowej z zakończeniem otwartym i chyba niestety wyszło za otwarte… Może je usunę i rozwinę?

 

Dobre, mocne opowiadanie. Związek Krystiana i Magdy ładnie zarysowany i mnie kupił. Nie odczułem też jego nagłego końca – jak dla mnie wszystko toczyło się naturalnym, choć szybkim, rytmem. Otwartości zakończenia zupełnie mi nie przeszkadzała.

Ja sam natomiast interpretowałem zdarzenia jako chorobę psychiczna bohaterki, zamiast wyobraźni zbiorowej ;)

Podsumowując: dobrze przedstawiona niezwykła relacja bohaterów z ciekawym podtekstem na temat wyobraźni. Coś grzmotnęło, mocno.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

NoWhereMan, wszystko super rozgryzłeś, miało być o fudze dysocjacyjnej, a wyobraźnia zbiorowa była próbą tłumaczenia zaburzeń psychicznych, trochę magią, a trochę zjawiskiem świadomości zbiorowej.

Oczywiście, cieszę się bardzo, że Ci się spodobało i dziękuję za klika.

A opowiadanie miało być o wyobraźni zbiorowej z zakończeniem otwartym i chyba niestety wyszło za otwarte… Może je usunę i rozwinę?

Katio, obecne zakończenie niczego, poza moją gębą, chyba nie otwiera, ale jeśli masz pomysł na lepsze… Mam nadzieje, że decyzja, którą podejmiesz, będzie najlepsza z możliwych. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Teraz, to już chyba za późno usuwać :)

 

Lepsze zakończenie wiąże się z napisaniem przynajmniej dziesięciu, albo dwudziestu tysięcy znaków więcej, więc chyba po prostu napiszę inne opowiadanie w tej tematyce, bo i tak już jest rozpoczęte, które nie będzie zostawiać tyle niedosytu… :)

 

I dzięki za klika, mimo końcówki…

 

 

Poczekam na nowe opowiadanie. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

To już pewnie niedługo… Ostatnio mam ogromną potrzebę pisania, tylko się trochę stopuję przed dodawaniem wszystkiego :)

Zmieniłaś zakończenie? Bo mnie się podobało.

Dla mnie trochę za szybko. Nie dużo za szybko, ale tak trochę. ;) Generalnie tekst mi się podobał, miejscami bardzo, miejscami zdecydowanie mniej. Mniej – tam gdzie się najbardziej śpieszyłaś, albo tam, gdzie chciałaś uniknąć powtórzeń i wyszło trochę niezgrabnie (”udać się do krainy Morfeusza”, czy jakoś tak – to brzmi strasznie banalnie, ten “jasnożółty płyn” też mi w tym miejscu jakoś zgrzytnął, “studentka pierwszego roku ekonomii” podobnie, a dodatkowo chwilę nie mogłam połączyć jej z Magdą). Ale to drobiazgi. Aha, mam wrażenie, że postawiłaś za dużo przecinków, jednak sama nie czuję się interpunkcyjną ekspertką, więc nie będę się szczegółowo mądrzyć.

Pomysł fajny, wykonanie niezłe, chociaż mogło być jeszcze lepsze. ;)

Klikam, oczywiście.

W Twoich tekstach najbardziej podoba mi się to, że się je zapamiętuje. Chociaż wiele obrazów jest wyjątkowo mrocznych i smutnych, nie sposób się od nich oderwać. Podoba mi się sposób, w który opisujesz relacje międzyludzkie, jest niesamowicie sugestywny. No i element rysunkowy – to dopiero działa na wyobraźnię. :)

 

 

 

Wsiąkłem w tekst dosyć mocno, głównie przez klimat – ciężki i niepokojący. Miejscami psuły mi go tylko dialogi, zwłaszcza w pierwszej połowie tekstu wydawały się czasem nienaturalne, a przynajmniej bardzo oderwane od nastroju, który wypracował początek. Potem znów wszystko wydało mi się spójne i pozostało takim do końca. Podobało mi się, klik.

Hmmm. Sama nie wiem, co sądzić o tym tekście. Pomysł zbiorowej wyobraźni fajny, ale za słabo go widać w opowiadaniu. Trochę mi się kojarzyło z Ugu-Pugu, a trochę z opowiadaniem Funa.

Jakoś tak mam wrażenie nie wykorzystanego potencjału.

Babska logika rządzi!

Ocha, nie zmieniałam zakończenia, usunęłam tylko informacje o fudze. Dziękuję za uwagi. Myślę, że rzeczywiście tekst jest za szybki, ale teraz już trudno to skorygować. Na pewno będę na to uważać pisząc kolejne opowiadania. Niezgrabności, które wskazałaś poprawiłam i będę się starać lepiej dobierać synonimy…

Interpunkcja jest na pewno niedobra – ​nad tym mi najtrudniej zapanować. W jednym tekście brakuje mi przecinków, w kolejnym jest ich za dużo :(

Dziękuję bardzo za przeczytanie i klika i cieszę się, że spodobał Ci się pomysł :)

 

Rossa, miło mi to czytać, że moje teksty zapadają Ci w pamięć, a że są trochę mroczne… To chyba przez to, że w życiu codziennym jestem bardzo pogodną osobą i dużo się śmieję, wiec w pisaniu i rysunkach muszę trochę odreagować…

 

Reinee – ​cieszę się, że tekst Ci spodobał, dziękuję za komentarz i klika. I przyznaję, że nad dialogami też muszę popracować, żeby były mniej sztuczne… A klimat miałam nadzieje, że będzie tym razem trochę lżejszy :)

 

Finkla – ​chyba się muszę zgodzić, że pomysł za mało uwidoczniony w tekście. Może go jeszcze w przyszłości wykorzystam i lepiej rozwinę :)

 

Życzę wszystkim miłego dnia :)

Kolejne świetne opowiadanie. Trochę się obawiałam, że będzie tak ciężkie (jeśli chodzi o kaliber) jak poprzednie, ale miło się zaskoczyłam. Może nie zakwalifikowałabym go do kategorii lekkiej literatury, ale przeczytałam je z łatwością i przyjemnością. Ciekawy pomysł i znów fajny, obrazowy język. Nie będę wchodzić w szczegóły bo widzę, że przedmówcy już zajęli się analizą i pod tym względem nie mam chyba nic do dodania, poza tym, że podoba mi się motyw wyobraźni, która kreuje rzeczywistość, sama kiedyś chciałam napisać coś z tego zagadnienia, może jeszcze to zrobię. Podsumowując: lubię Twoją wyobraźnię i będę wyczekiwać kolejnych historii, które wyjdą spod Twojego pióra. 

rosebelle, po pierwsze bardzo Ci dziękuję, że czytasz moje teksty, wiesz to mi sprawia radość, gdy się dzielę sobą, swoimi lękami i czasem może trochę za czarnymi myślami…

I dodałaś taki wymowny avatar :) Trochę smutny, ale…

Życzę miłej nocy :)

 

Staram się czytać jak najwięcej dodawanych tutaj tekstów, nie musisz mi za to dziękować, bo robię to dla własnej przyjemności i po to by uczyć się od lepszych ode mnie :) Rozumiem, że posiadanie czytelników to dla autora największa radość, dlatego też chętnie angażuję się w czytanie i komentowanie, wiem jak to motywuje do dalszej pracy. 

Dla mnie avatar nie jest smutny, nawiązuje do japońskiej filozofii, w której jeśli jakiś przedmiot się stłucze, skleja się go i pęknięcia wypełnia złotem, by podkreślić, że zranienie, złamanie, nadaje mu historię, wartość i piękno. Zdjęcie na moim avatarze, przypomina mi o tym, że to samo dotyczy ludzi, nasze przykre doświadczenia czynią nas piękniejszymi i bogatszymi, ta myśl podnosi mnie na duchu :) 

Również miłej nocy i dziękuję za komentarz pod moim opowiadaniem, mam nadzieję, że Cię nie rozczaruje!

Na stoliku pojawiły się dwie lampki i butelka czerwonego wina. – jak dla mnie to tu powinny być kieliszki, bo lampki na stoliku kojarzą mi się ze świeceniem.

Podobał mi się ten tekst. Taki rozchwiany emocjonalnie, z niedopowiedzeniami, z ogromnym polem dla wyobraźni czytelnika. Zakończenie jak dla mnie całkiem ok – nagle i niespodziewanie się wszystko zaczyna i tak samo kończy.

Dokładam brakującego klika.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

bemik, dziękuję bardzo za wizytę i klika. Lampki– kieliszki poprawiałam. Tak, dobrze to ujęłaś, opowiadanie jest takie rozchwiane… :) Chyba to między innymi chciałam w nim wyrazić :) Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego dnia :)

Tym razem tego nie kupuję Katio, mam na myśli pomysł. Zupełnie do mnie nie trafił, ale doceniam kreację, postacie i sam warsztat. Trzeba przyznać, że pomysły masz oryginalne. Pozdrawiam.

Darcon, dziekuje za komentarz :) A to opowiadanie. Mhm… ja tez go do konca nie kupuje… Pisze troche w zaleznosci od nastroju, a tu mialam jakis jak to Bemik okreslila rozchwiany stan… I staram sie glownie koncentrowac na warsztacie o zeby sie w miare dobrze czytalo…

Dobrej nocy :)

Podobało mi się :)

Dziękuję Anet :)

Raczej chyba wspiął się po nim jak niewidzialny ninja.

“Raczej chyba” – niezbyt to brzmi.

– Mam na imię Krystian – Mężczyzna w masce wyciągnął dłoń w geście powitania.

Kropka po Krystian.

Trochę podobny do Golluma z "Władcy Pierścienia"

Z “Władcy Pierścieni”, pierścienie w liczbie mnogiej.

 

Ale to drobiazgi. Potrafisz już poprawnie pisać i przez “poprawnie” nie mam na myśli “bezbłędnie”, tylko tak jakby na krok przed tym, jak zaczniesz pisać własnym, zachwycającym stylem. Ale czegoś jeszcze brakuje. Potrafisz zgrabnie opisywać, wiesz, że warto operować szczegółami (choć czasem mogłoby być lepiej), ale na przykład dialogi, jak pisał Reinee, trochę zgrzytają. O tyle dziwne, że narracja płynie bardzo naturalnie. Nie wiem, w jaki sposób piszesz, albo mogę tylko podsunąć coś do spróbowania: pisząc dialog, napisz same kwestie bohaterów, jak najszybciej, a dopiero potem z namysłem dobuduj didaskalia i resztę. To żadna uniwersalna rada, ale skoro dużo piszesz, warto poeksperymentować. 

Powtórzę też za poprzednikami, że zbyt szybko się to potoczyło. Trafnie pisał o tym Cerleg, więc się podpiszę pod jego komentarzami. Także pod tym, że się podobało, bo ta informacji jeszcze nie zawarłem, głowiąc się, czego zabrakło temu opowiadaniu. 

Bo czyta się bardzo dobrze. Jest też ciekawe, jest nastrój, są jakieś zwroty akcji, są fajne dziwaczne motywy, jak na przykład to rozgniatanie marchewki na podłodze. A skoro już o marchewce mowa, to dużo skojarzeń wywołał u mnie ten tekst. Po pierwsze Donnie Darko – tam też była postać w masce (królika, do tego nawiązywałaś marchewkami?). Po drugie klasyka. Kafka, Poe, niesamowite opowieści w takim stylu. Tutaj dygresja: nie wiedziałem, czym ten tekst jest i będzie. Groteską? Realizmem magicznym? Podświadomie szukałem szufladki, ale trudno było mi to dopasować. Może to znak, że nie zawsze jesteś konsekwentna w pisaniu. Ale nie wiem. 

No i po trzecie Ugupugu. Samotność, szukanie przyjaciół, takie motywy. Nie wiem, z jakim moim opowiadaniem skojarzyło się Finkli. 

Ogólnie dobra robota, ale mogłoby być jeszcze lepiej i wierzę, że tak będzie :)

Fun, dziękuję bardzo za wnikliwy komentarz. Spróbuję zastosować się do rady z zapisem dialogów. Samo często czuję, że wychodzą one sztucznie, ale jeszcze nie tyle dobrze sobie z tym radze, że nawet nie wiem, jak to poprawić… :) Ale jestem optymistką i daję sobie dużo czasu :)

A to konkretne opowiadanie, chyba takie troche chaotyczne i odrobinę za spontanicznie napisane :)

Pozdrawiam serdecznie

Kurczę, sama już nie pamiętam. Próbowałam sobie przypomnieć, ale nie idzie. Może motyw faceta namawiającego dziewczynę do dojrzałej decyzji/ dorośnięcia?

Babska logika rządzi!

:) Ja nie wiem, ale się cieszę, że zobaczyłaś jakieś cechy wspólne ;)

Nowa Fantastyka
Patronujemy