- Opowiadanie: PiotrSkowronek - Wszystkie twarze Lilith. Zapiski intymne

Wszystkie twarze Lilith. Zapiski intymne

Witaj drogi Czytelniku/droga Czytelniczko :)

W procesie powstawania tekstu pomogli:

Anet, Cień Burzy, Finkla, funthesystem, joseheim, Mały Słowik, RogerRedeye.

Dziękuję :)

Za ilustracje posłużyły obrazy autorstwa Zdzisława Beksińskiego.

A do posłuchania:

https://www.youtube.com/watch?v=x2rQzv8OWEY

Życzę miłej lektury!

 

 

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Wszystkie twarze Lilith. Zapiski intymne

 

 

I

 

Rzeczywistość wibrowała bardzo cicho. Mógł niemal usłyszeć złowrogi szept szarych ścian. 

– Marzenia mają urok cegłówek, ale przynajmniej można z nich zbudować dom… albo zatłuc kogoś na śmierć – skonstatował Paweł, łysy, dobrze zbudowany mężczyzna o ospowatej twarzy, ubrany w czarną skórę, spoglądając na obraz olejny Zdzisława Beksińskiego. Malowidło przedstawiało gnijącą kobietę z gnijącym dzieckiem na gnijącym koniu podczas wichury… wiatr odsłaniał kości. A wszystko utrzymane w ponurych barwach: brąz, czerwień, czerń i delikatna, kremowo-trupia poświata na postaciach. W tle niesione wiatrem liście, niemal jesienne.

– Co poeta miał na myśli? – dywagował wewnętrznie Paweł. – Przemijanie? Ulotność wspomnień? Fascynację śmiercią, padliną? A może chorobę psychiczną?

Sanocka, umiejscowiona na zamku wystawa znanego twórcy,  przypominała  labirynt.

Przywiedziony pragnieniem surrealizmu Paweł szukał głównie olejnych, dużych dzieł mistrza. Poczuł rozczarowanie wizytą i jednocześnie zaskoczenie, na szczęście zaskoczenie nie było wszechogarniające: mężczyźnie pozostał plan B, wersja awaryjna – mały kwadracik z bibułki z namalowanym żółtym uśmieszkiem. Chciał wypróbować dwie opcje ostateczne jednocześnie: kwas i starą prostytutkę. Opuścił muzeum, a zmierzając w kierunku rynku włożył bibułkę pod język, stwierdzając w myślach, że czasami nie trzeba szukać daleko.

 

* * *

 

– Wszystko w życiu początek bierze z penetracji – wpadł na genialną myśl. – Wszystko… miłość, dzieci, syfilis a czasami także surrealizm!

Kochał przyrodę i sztukę, dlatego chciał spróbować seksu na łonie natury. Nie robił tego nigdy wcześniej w ten sposób. W Internecie odnalazł chętną panią i umówił spotkanie tego samego dnia, po południu.

– Im szybciej, tym lepiej! Życie jest krótkie, więc po co czekać?

Postanowił wypić cappuccino i posiedzieć godzinę w kawiarni. Zaczął flirtować z kelnerką. Na papierowej serwetce naskrobał długopisem kilka zdań:

 

„Piekła i piekiełka

Gusta i guściki

Gusła i gusełka

Krzyże i krzyżyki”

 

Zmarszczył brwi i pomyślał, że może na końcu powinno być „kurwy i kurwiki”.

W knajpie naprzeciw zjadł obiad.

Gdy nastała umówiona godzina, wyrzucił wiersz do kosza i ruszył w stronę przyzamkowego parkingu. Kobieta w żółtej sukience już czekała. W internecie nosiła wdzięczny nick “harpia”.

– Amalgamat mroku niesie kozła w oku – podśpiewywał Paweł.

Czarnym, rozklekotanym dodgem o pordzewiałych nadprożach, z niedokręconym  symbolem głowy kozła, wjechali z damulką do miejsca, gdzie las tworzył coś w rodzaju katedry, zamykając gęstym, zielonym sklepieniem buków świadomość mężczyzny i wprowadzając go w stan mistycznej zadumy: pomyślał o Bogu… albo bogu. Bo wtedy stwórca stracił boskość i został tylko konstruktem myśli, protezą mającą chronić człowieka przed i tak nieuniknionym. Przed kresem.

– Dlaczego mężczyźni zdradzają?

– Bo boją się śmierci? – Kobieta zdawała się czytać w myślach klienta.

 

* * *

 

Starszawa blondynka o krótkich włosach i figurze kluski śląskiej zdjęła żółte majtki. Przez chwilę na widok dojrzałej, a może przejrzałej cipki Paweł poczuł obrzydzenie.

Filary-drzewa tańcowały złowieszczo dookoła jak poganie. LSD zaczynało działać. Światło atakowało mocno niczym harpuny wbijane w ciało tuńczyka przy połowie.  Kolory wirowały. Dopiero wtedy mężczyzna dostrzegł, że kobieta posiadała jedną tęczówkę niebieską, drugą zieloną. Albo tylko roił, że dostrzega? Ot, względność percepcji.

– Jesteś prawdziwą świątynią, Bożeno. Przyjmij komunię.

Kobieta uklękła, założyła fioletową prezerwatywę o jagodowym smaku i popieściła członek ustami, potem włożyła między obwisłe żyłkowate wymiona z dużymi brodawkami.

Gdy wreszcie nadeszła pełna erekcja, mężczyzna ułożył się na kocu, na plecach. Bożena zaczęła ujeżdżać klienta.

 

* * *

 

Gdy było już po wszystkim, przeszli do rozmowy: przecież zapłacił za osiem godzin z góry.

– Piękny las.

– Urodziłam się niedaleko.

– W Sanoku?

– Mhm. W pobliżu jest bardzo malownicza skała, a na górę prowadzą tajemne schodki. Chodziłam tam w dzieciństwie.

– Pójdziemy się tam kochać.

– Chcesz?

– Mhm.

 

* * *

 

Idąc w górę wąskich i krętych schodów, czuli dziwną aurę tajemniczości. Żar spływał z nieba, a pot z twarzy dwojga podróżników czasu i przestrzeni.

– Całe życie miałem nadzieję, że kobieta z krwi i kości da mi miłość, a nie… prostytutka.

– Kurwa kurwie łba nie urwie. Gdzie pracujesz?

– Jestem spawaczem metodą acetylen-tlen i odziedziczyłem sporo pieniędzy razem z firmą ojca, ale… Niestety, jestem nieszczęśliwy. Jedno jest pewne: nie można zespoić złamanego serca.

– Nie można mieć wszystkiego… Ja nie jestem ani zbyt bogata, ani szczęśliwa – skonstatowała kobieta ochrypłym głosem.

– I tak jest wspaniale, bo zerżnę cię na skale – Paweł dokonał melorecytacji.

– Żebym ja ciebie nie zerżnęła! – odpowiedziała internetowa znajoma i wybuchnęła ochrypłym śmiechem starej alkoholiczki albo wiedźmy.

Dotarli na wapienną półkę pośród koron drzew. W oddali, przez szczelinę między gałęziami widać było zamek na skraju urwiska, górujący nad miastem. W dole migotała wstęga Sanu.

– Przyjechałem oglądać olejne obrazy mistrza, a skończyłem w twoich ramionach, kochanie.

– Masz żonę? Dzieci?

– Żonę. Dzieci.

– Na szczyt można jedynie dofrunąć, wiec zrobimy to tutaj.

Kobieta wypięła wielkie, niemal końskie pośladki. Na plecach miała wytatuowane dwa czarne skrzydełka. 

Mężczyzna wszedł i energicznie przystąpił do dzieła. Bożena oparła ręce o skalną ścianę i wygięła usta w nikłym uśmiechu, bowiem sporych rozmiarów penis zacnie drażnił. W pewnym momencie, gdzieś w połowie drogi do orgazmu, który pewnie nastąpiłby jednocześnie u kochanków – i byłby boski – pomiędzy rozkoszą a bólem, jawą i snem, dniem a nocą, Sanokiem a Bieszczadami, surrealizmem a rzeczywistością, skrzydełka do tej pory jedynie wytatuowane na plecach dziwki zaczęły zmieniać kształt i rosnąć. Smuklały, aż wielkie, czarne skrzydła załopotały.

Mężczyzna odskoczył i zaczął balansować na krawędzi. Kobieta zrobiła obrót i złapała kochanka-ofiarę za głowę, przyciągnęła ku sobie i zaczęła szarpać. Paweł uderzył pięścią w ogromny cyc, który pokryły białe pióra: pierś była niezwykle twarda.

Znowu nastąpiło mocne targnięcie. Przy kolejnym pociągnięciu opierzonych, szponiastych rąk zabrzmiał chrzęst kości i wrzask umilkł.

Potężnie zbudowane ciało z jeszcze naprężonym penisem padło u stóp w pełni rozwiniętej harpii. Bestia dobyła pisk zwycięstwa, po czym złapała dolnymi kończynami zwłoki i poczęła uderzać skrzydłami. Pofrunęła w górę, wzdłuż wapiennej skały.

Ponad koronami drzew widok zapierał dech. Istota dotarła wreszcie na szczyt, gdzie tkwił wielki, metalowy krzyż mający kilka metrów od podstawy duże gniazdo. Przebywające wewnątrz legowiska małe, demoniczne niemowlaki skoczyły na podrzucone zwłoki i poczęły rozrywać ciało na kawałki. Krzyż rzucał długi cień dzielący gniazdo na cztery sektory.

Bożena podniosła okrwawiony czerep Pawła.

– Być albo nie być, oto jest pytanie.

Sfrunęła na dno lasu i z powrotem przybrała formę kobiety w średnim wieku. Założyła ubranie, zwinęła koc i odjechała czarnym, rozklekotanym dodgem.

Nuciła cicho pod nosem:

– Amalgamat mroku niesie kozła w oku. Taki gruby, taki chudy, może mrocznym być! Taki ja i taki ty, możesz kozę czcić!

Jej serce rozpierała niewyobrażalnie wielka radość: dzieci nie były już głodne.

 

 

 

 

II

 

Przeciągle huknął grzmot.

Bożena podniosła płonącą zapalniczkę do papierosa i wciągnęła dym w płuca. Czerwony blask rozjaśnił twarz kobiety, a potem błękitny od bijącego za oknem pioruna. Kobieta włożyła zapalniczkę z powrotem do paczki „Męskich”, leżącej na parapecie, odsunęła firankę i zaczęła kontemplować widok skąpanej w deszczu i mroku skały górującej nad lasem. Elektryczna, rozedrgana i skrząca moc uderzyła w szczyt krzyża. Potem długo nic. I znowu uderzenie. O znowu kolejne dudnienie. 

Pierwsze gniazdo kobieta stworzyła zbyt blisko wielkiego, metalowego krucyfiksu. Spłonęło od uderzenia pioruna, ale to było za mało, żeby zabić pisklaki. Bestyjki chłonęły energię elektryczną zawartą w błyskawicach. Po każdej burzy robiły wrażenie znacznie większych.

Bożena odchowała już kilka pokoleń. I wiek kobiety, a przynajmniej wiek ludzkiej powłoki, nie miał żadnego znaczenia. Posiadała mniej więcej pięćdziesięcioletnie ciało, lecz tak naprawdę była o wiele starsza. O wiele setek lat starsza…

 

* * *

 

Drogi czytelniku, właśnie poznałeś jednego z nielicznych mężczyzn, którzy przeżyli spotkanie z harpią. Wszystko, cała afera seksualno-magiczna, wzięła początek z wywiadu, który miałem przeprowadzić.

Chciałem napisać książkę o życiu prostytutek. Umówiłem spotkanie w hotelu i zaczęliśmy rozmawiać. Wyznałem cel mityngu i zaskoczyłem trochę panią Bożenę. Potem spytała, czy wierzę w przyjaźń damsko-męską. Odparłem, że nie ma znaczenia, w co wierzę, bo nie o mnie rozmawiamy. Trochę zafrapowałem kobietę. Wyraźnie chciała wiedzieć. A może nie jestem na tyle dobry w odczytywaniu ludzkich emocji?

W końcu, po długiej chwili milczenia, odparła:

– Dobrze. Opowiem ci. Ale pojedziemy do mnie.

Nie miałem wyjścia. Pojechaliśmy moim autem, bo nie prowadziła i… zamknęła mnie w pokoju. Usiadłem na wygodnym, brązowym tapczanie. Powiodłem wzrokiem dookoła, po żółtych ścianach.

Wreszcie wróciła. Przyniosła na tacy dwie kawy z mlekiem, chociaż wyraźnie powiedziałem, że piję tylko wodę, bo ostatnio przesadziłem z kofeiną i poszczę. Wolałem nie mówić prawdy, że z kokainą. Zresztą, tak naprawdę nie cierpię kawy. O wiele bardziej wolę herbatę. Dokładnie tak, jak Stephen King. Facet zresztą również kochał koks, alkohol i pewnie kilka innych używek. Mniejsza o to.

Postawiła kawy na blacie stolika i usiadła obok mnie.

Zmusiłem się do skosztowania napoju smakującego jak wywar z brudnych skarpet albo spalenizna z dna patelni i rozpocząłem wywiad, nie zważając na fakt, że przed momentem przekręciła klucz w zamku.

Gdy powiedziała, że przybiera formę harpii, nie uwierzyłem.

– Proszę zademonstrować.

– To jest możliwe tylko podczas stosunku.

Nie miałem wyjścia. Zaczęliśmy zdejmować ubrania. Nie wiedziałem wtedy jeszcze, że w tym stanie zabijała niejednokrotnie. Miałem chyba więcej szczęścia niż rozumu. Zdołała, choć nie bez trudu – wyznała później – powstrzymać żądzę krwi i matczyne poczucie obowiązku.

Cudem ocalałem…

 

 

* * *

 

Potem ponownie przybrała postać kobiety i niespodziewanie zaczęła płakać. Uspokajałem, pocieszałem. Westchnęła, uśmiechnęła się lekko – i tak oto zacząłem przyjaźń z harpią. Zrobiła kolejne kawy i muszę przyznać, że teraz napój smakował o wiele lepiej. Zaczęła opowiadać, że miała ciężko w życiu i nigdy nie mogła być sobą: musiała udawać. Odparłem grzecznie, że to częsty przypadek, na co Bożena, że nikt nie ma w życiu tak ciężko jak harpia. Nie mogłem w tej sprawie polemizować.

– Mam na imię Amytis.

– Aneta?

– Nie, drogi chłopcze, nie inaczej, tylko Amytis.

– Nieładnie pytać kobiety o wiek, ale w twoim przypadku… I chyba nie urodziłaś się tutaj?

– Nie, pochodzę z Persji. Byłam wtedy księżniczką. Dwa i pół tysiąca lat temu. Nie będziesz miał nic przeciwko, jeśli zapalę?

– Skądże – odparłem. – Czy tym, czego teraz potrzebujesz, jest mroczny eskapizm?

Wybuchnęła śmiechem, co mile mnie połechtało. Papierosem chciała zatuszować prawdziwy wiek, bo od razu pojąłem, że została księżniczką, ponieważ była demonem, a nie na odwrót. Znowu straciliśmy kontakt, ale tylko na chwilę. Szybko dodała, że tak naprawdę pochodzi z piekła, jest demonem żeńskim, bynajmniej nie upadłym aniołem. Wyznała, że odkąd zaczęła opowiadać prawdę, czuje utratę mocy, wypełniający ciało chłód. A więc ogień piekielny zaczął gasnąć?

– A jak wydostałaś się z piekła? Wygnali cię, czy… sama wybrałaś banicję?

– Nie pamiętam – odparła. – To było tak dawno… Chyba jeszcze w czasach, kiedy nie istniała ludzkość. Albo później? Kiedy Adam i Ewa chodzili po świecie. Naprawdę nie pamiętam. Musiałbyś zapytać Lucyfera, on wie wszystko. Jest dużo bardziej pamiętliwy…

– Jasne – przytaknąłem nie bardzo wiedząc, gdzie mieszka Lucyfer. Nie chciałem pokazać swojej ignorancji, zrobiłem więc dobrą minę do złej gry i się uśmiechnąłem. Wtedy opowiedziała o Pawle, ostatniej ofierze. Wyznała, że nie chce już zabijać, ale muszę jej pomóc. Nie miałem za bardzo ochoty, jednak zapytałem:

– Co mam zrobić?

Wyjaśniła, że musimy zostać kochankami, żeby mogła odwiedzać swoje dzieci, bo mieszkają na skale, a tylko porządna penetracja aktywizuje magiczną przemianę. Obiecałem, że pomogę. W sumie propozycja zniesienia jeszcze kilku forsownych stosunków z demonem nie należała do najgorszych.

Potem się ulotnię – pomyślałem.

Nie mogłem przewidzieć, że – najzwyczajniej w świecie – zakocham się.

Wiedziałem jednak, że jej pisklętom będzie musiała wystarczyć mięso z supermarketu.

 

* * *

 

Pewnego dnia znajomości uraczyła mnie opowieścią z przeszłości: brała udział w rzezi Wołyńskiej i nie tylko. Nasycona krwią i mięsem poległych, odzyskiwała siły witalne i młodszą powłokę. Nie trzymała żadnej ze stron. Najpierw ucztowała na zwłokach Ukraińców, potem Polaków. Demonowi czy też istocie nadanturalnej innego rodzaju – do dziś nie potrafię rozróżnić – obojętne jest, kogo zabija, niszczy, pali, bo każda krew ma podobny smak. W tym sensie długo była ślepa.

 

* * *

 

Przy mnie, jak w czasach perskich, podczas drugiej wojny światowej i w jeszcze kilku momentach historycznych, Amytis zaczęła młodnieć, a seks przybierał na intensywności doznań.  Długie, nocne maratony erotyczne trwały nieraz do samego rana, gdy spoceni, wycieńczeni i złączeni w romantycznym uścisku, zasypialiśmy.

Rozpocząłem pracę w lokalnej firmie kurierskiej, Bożena została sprzątaczką.

Dzieci rosły i w niczym nie przypominały matki: odleciały z gniazda jako gromadka ptaków drapieżnych.

Lata mijały i zacząłem zauważać w lustrze coraz więcej siwych włosów. Kobieta natomiast traciła demoniczną moc i pewnej nocy po prostu wyszła z domu i nie wróciła. Nic dziwnego, jestem już bardzo leciwy i zupełnie nie pasuję do młodej seks-bomby. Długo pewnie znowu nie będzie mogła odnaleźć odpowiedniego partnera i pocznie staczanie na dno demonicznego padołu łez i cierpienia. A potem wszystko wróci do normy. A może już nigdy nie zazna spokoju i wybierze zwykłe życie w samotności, aż dopadnie ją starość i śmierć? Może klątwa zniknęła zupełnie?

Któż to wie?

Tak oto kończy się ta dziwna historia miłosna. Choć pewnie, drogi przyjacielu, czytający tę opowieść, i tak w nią nie uwierzysz.

 

Koniec

Komentarze

Znany powszechnie autor “Dymu i luster” byłby dumny, ja za to jestem zadowolonym czytelnikiem. Lubię takie klimaty, zwłaszcza że podszedłeś do nich w raczej dojrzały i naturalny, niewymuszony sposób. 

O, już wstawiłeś?

W tekście zabrakło mi “jedności akcji”. Najpierw przedstawiasz bohatera, którzy szybko znika ze sceny, a później jest tylko wzmiankowany. Przez to trudno określić, o czym tekst mówi. No, niby o Lilith, ale też niewiele – raptem dwa epizodziki z długiego żywota. IMO, fajnie byłoby mocniej rozwinąć te demoniczne wątki. Kto był ojcem dzieci? I tym podobne.

Bohaterowie może nie są nadmiernie głębocy, ale płascy też nie.

Babska logika rządzi!

Opisałeś schadzkę prostytutki Bożeny z amatorem seksu na łonie przyrody, która to schadzka zakończyła się niespodziewaną przemianą kobiety, po czym nagle przeszedłeś do kolejnego spotkania tejże Bożeny, tym razem z panem mającym zamiar napisać książkę o życiu prostytutek.

W tle pojawiają się dzieci Bożeny.

Piotrze, choć chyba pojmuję, co przeczytałam, to nie bardzo rozumiem, co chciałeś opowiedzieć.

 

umó­wił spo­tka­nie tego sa­me­go dnia, po­po­łu­dniu. –> …umó­wił spo­tka­nie tego sa­me­go dnia, po po­łu­dniu/ popołudniem.

 

W in­ter­ne­cie no­si­ła wdzięcz­ny nick “har­pia”. –> W In­ter­ne­cie no­si­ła wdzięcz­ny nick “har­pia”.

 

Isto­ta do­tar­ła wresz­cie na szczyt, gdzie tkwił wiel­ki, me­ta­lo­wy krzyż ma­ją­cy kilka me­trów od pod­sta­wy duże gniaz­do. –> Czy dobrze rozumiem, że metalowy krzyż miał gniazdo?

 

sko­czy­ły na pod­rzu­co­ne zwło­ki i po­czę­ły roz­ry­wać ciało na ka­wał­ki. Krzyż rzu­cał długi cień… –> Nie brzmi to najlepiej.

 

Za­ło­ży­ła ubra­nia, zwi­nę­ła koc… –> Za­ło­ży­ła ubra­nie, zwi­nę­ła koc

Ubrania wiszą w szafie, leżą na półkach i w szufladach. Odzież, którą zakładamy i mamy na sobie, to ubranie.

 

Wy­zna­łem cel me­etin­gu… –> Raczej: Wy­zna­łem cel mityn­gu

Używamy pisowni spolszczonej. Czy spotkanie dwóch osób w hotelu można nazwać mityngiem?

 

Zro­bi­ła ko­lej­ne kawy i muszę przy­znać, że teraz sma­ko­wa­ły o wiele le­piej. –> Wypił więcej niż jedną kawę?

 

zu­peł­nie nie pa­su­ję do mło­dej seks-bom­by. –> …zu­peł­nie nie pa­su­ję do mło­dej seksbom­by.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

TheLastAxeman – porównanie do Gaimana to dla mnie zaszczyt :)

 

Dziękuję Finklo :)

 

Dziękuję Regulatorzy :)

Czy można wierzyć w jakość w świecie zdominowanym przez ilość?

Miło mi, Piotrze, że mogłam się przydać. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Czy to nie Ty napisałeś tekścik o harpii jakiś czas temu? Pamiętam o wiele krótszą wersję.

 

W każdym razie, podobało mi się. Świetny klimat, wykorzystanie wątków komediowych, ale… no znowu, mogłoby być więcej. Chciałabym wiedzieć coś więcej o harpii. I po drugie – jednego bohatera mordujesz, a potem pojawia się kolejny. Niezgrabne było to przejście.

Deirdriu – jeśli Tobie się podobało, no to jestem kontend rad :) Już Finkla napisała, że trochę za krótkie. Cholera – w takim razie naprawdę musi się Wam podobać :) Aż mi się łezka w oku kręci :)

 

Tak naprawdę opowieść o demonicznej kobiecie z opowiadania może stanowić kanwę powieści, a chciałem napisać opowiadanie. Kto wie, może kiedyś pokuszę się o napisanie książki o nieśmiertelnej, czy też warunkowo nieśmiertelnej istocie wędrującej przez czas i przestrzeń. Ale jeszcze nie dzisiaj :)

 

Pozdrawiam!

Czy można wierzyć w jakość w świecie zdominowanym przez ilość?

Deirdriu – tak, napisałem wcześniej krótszą wersję, miała iść nawet na Płonàce Żyrafy ☺

Czy można wierzyć w jakość w świecie zdominowanym przez ilość?

Mam podobnie jak Reg. Treściowo rozumiem, ale jakoś emocjonalnie to tekst przeszedł bokiem. Nic mnie raczej nie ruszało. Ale nie przejmuj się, najpewniej nie byłem grupą docelową.

Ujął mnie pierwszy bohater i rozmowa, gdy Bożena szła z onym klientem-spawaczem. Ta rozmowa miała w sobie taką swojskość, klimat, niestety zakończony surrealistycznym morderstwem.

Podsumowując: jest okej, ale bez fajerwerków.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Miło, że wpadłeś, Nowhere.

Czy można wierzyć w jakość w świecie zdominowanym przez ilość?

Szkoda, że nie miałem czasu na betę. A to właśnie ze względu na wzmiankowane Bieszczady :) Mam nadzieję, że następnym razem będę mógł pomóc. 

Bardzo fajny tekst. Niezła historyjka. Najbardziej podobała mi się hitchcockowska zmiana bohatera w środku historii. Dwie historie w jednej – powiedzmy, że się udało. 

Opowiadanie jest zdolnie napisane. Umiejętnie i bez zauważalnych błędów. 

Na Twoim miejscu przejrzałbym tagi – gdzie tu jest anarchia?

Krótko mówiąc – dobre opowiadanie.

Pozdrawiam!

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

 – bardzo dziękuję devil

Czy można wierzyć w jakość w świecie zdominowanym przez ilość?

Mnie nie ruszyło, przeczytałem bez bólu, ale ,,ahów” i ,,ohów” niestety nie było. Obraz Beksińskiego podoba mi się jednak bardziej;) Też mam wrażenie, że jakieś rozjechane te wątki, tak jakby za daleko siebie, przez co tekst traci na spójności. Treść nie do końca w moim klimacie, ale to już nie problem autora;) Na plus… piszesz lekko i strawnie, nie ,,zakopywałem się”podczas czytania jak to mi się czasami zdarza;) Trójka.

Pozdro! 

,,Czasem Ty zjadasz niedźwiedzia, a czasem... niedźwiedź zjada Ciebie"

 – danke schon!

Czy można wierzyć w jakość w świecie zdominowanym przez ilość?

Jest zdecydowanie za duży odstęp pomiędzy  ostatnim zdaniem opowiadania a podaniem nazwiska twórcy obrazu i dalej linku. Jednak trzeba byłoby ten odstęp zmniejszyć, bo źle to wygląda.  

Tekst lekko i sprawnie napisany, jak zauważył ostatni komentator? Bardzo dobrze.

Pozdrówka.

Dziękuję Rogerze, bez Ciebie tekst nie byłby taki sam smiley

Czy można wierzyć w jakość w świecie zdominowanym przez ilość?

Wszyscy dołożyli swoją część, i dzięki temu tekst jest taki, jaki jest, czyli co najmniej niezły. 

Pozdrówka.

Zapraszam do komentowania i oceniania :)

 

Bądźcie okrutni na ile tylko chcecie :)

Czy można wierzyć w jakość w świecie zdominowanym przez ilość?

Piotrze, nie będę okrutna, taka jestem tylko, gdy betuję :)

 

Tekst jest interesujący, momentami absurdalny (dla mnie czasami za bardzo, zwłaszcza w pierwszych akapitach), a na pewno nietypowy :) Wydaje mi się, że początek jest nieco przydługi w stosunku do reszty opowiadania, mam wrażenie, że balans jest nie taki jak trzeba. Przeskok między rozszarpaniem Pawła, a pojawieniem się kolejnego bohatera jest też trochę spory, przez co chwileczkę zajęło, zanim się odnalazłam.

Duży plus za postać Bożeny – fajnie, że nie od razu była seksbombą, bardzo podobało mi się, jak ją opisałeś:

Starszawa blondynka o krótkich włosach i figurze kluski śląskiej zdjęła żółte majtki.

Super :)

Trochę mi nie gra motyw z dziećmi – nie wierzę, że w tak długiej historii nie próbowała zaniechać mordów i nie wiedziała, że przez to jej potomstwo zostanie ptactwem. A jeśli wiedziała, to chyba by poczekała z “rzuceniem” zabijania, aż niemowlęta dorosną…

Warsztatowo sprawnie, gdzieś mi mignęło powtórzenie “kobieta”, ale ogólnie w porządku.

yes

Dziękuję Iluzjo, miło mi :) 

Czy można wierzyć w jakość w świecie zdominowanym przez ilość?

kwadracik z bibułki z namalowanym żółtym uśmieszkiem

Bibułki? Cholernie niepraktyczne, zgniecie się, podrze.

Postanowił wypić cappuccino i posiedzieć godzinę w kawiarni.

Cappucino na kwasie? Hmmm… co najmniej ciekawy pomysł, ale też powiedziałbym, że niebezpieczny. Co kto lubi, I guess…

Dopiero wtedy mężczyzna dostrzegł, że kobieta posiadała jedną tęczówkę niebieską, drugą zieloną. Albo tylko roił, że dostrzega? Ot, względność percepcji.

 Ot, trochę pretensjonalny fragment.

 

Bestia dobyła pisk zwycięstwa

Można dobyć pisk? Pierwszy raz spotykam się z taką formą, pytam.

 

wielki, metalowy krzyż mający kilka metrów od podstawy duże gniazdo

Tu jest coś mocno nie tak.

Bożena podniosła płonącą zapalniczkę do papierosa

Co? Nie poparzyła się? Zapalniczki podpalone wybuchają, nie płoną. ;]

Dokładnie tak, jak Stephen King. Facet zresztą również kochał koks, alkohol i pewnie kilka innych używek. Mniejsza o to.

 Dobrze, że bohater sam zreflektował się, że czytelnika w ogóle to nie obchodzi :|

bo od razu pojąłem, że została księżniczką, ponieważ była demonem, a nie na odwrót.

Co na to wskazywało?

 

Teksty wszystkich postaci są napisane w ten sam sposób. Pierwszy fragment nieprzekonujący, nie rozumiem po co, dlaczego i w jaki sposób ktoś miałby zmuszać się do seksu na psychodelikach, poza tym jeśli koleś był pod wpływem, to dialogi z tego fragmentu są nieprzekonujące.

Fabuła zmierza donikąd, dzieje się niewiele, w sumie nic z niczego nie wynika, mam wrażenie, że tekst trochę za mocno stara się być fajnym [erotyzacja, używki nie wnoszące zupełnie nic]. Styl momentami kuleje [szczególnie pod koniec pierwszego fragmentu dużo powtórzeń].

No niestety, drogi autorze, nie podeszło mi :/

No nieźle.

Skoneczny – dziękuję bardzo :) Cieszę się, że ten tekst bez “biblioteki” jeszcze kogoś zainteresował :) Chyba nie ma sensu pisać go od nowa, bo jednak kilku osobom podobał się :)

Czy można wierzyć w jakość w świecie zdominowanym przez ilość?

Bardzo wyrazisty tekst. Początek mocno pokręcony, jak dla mnie trochę za mocno, ale później zrobiło się ciekawiej, spokojniej (ale nie spokojnie) i całkiem klimatycznie, więc muszę napisać, że mi się podobało. 

 

O, Zygfrydzie, mile mnie zaskoczyłeś i połechtałeś z wieczora kliknięciem “ku bibliotece”. Bardzo Ci dziękuję, że poświęciłeś czas i uwagę na przeczytanie mojego tekstu.

 

Widzę, że mieszkasz w Żorach. Przejeżdżam tamtędy do narzeczonej, która mieszka też na Śląsku :)

 

Pozdrawiam mocno!

 

Czy można wierzyć w jakość w świecie zdominowanym przez ilość?

Hmmm… Ponieważ tekst do mnie wraca czasem, zwłaszcza kiedy karmię me dziecię :P, to po zastanowieniu dam klik. Merytoryczny komentarz wyżej.

Dziękuję Iluzjo i życzę miłego dnia smiley

Czy można wierzyć w jakość w świecie zdominowanym przez ilość?

Zapomniałem o tym tekście, a według mnie jest biblioteczny, więc kliknąłem bibliotekę.

Pozdrowka.

Dziękuję i pozdrawiam smiley

Czy można wierzyć w jakość w świecie zdominowanym przez ilość?

Dziękuję wszystkim tajemniczym zjawom za awansowanie tekstu do biblioteki smiley

Czy można wierzyć w jakość w świecie zdominowanym przez ilość?

Podoba mi się swojski klimat opowiadania. Osadzenie akcji w Bieszczadach (tak świetnie pasujących na siedlisko starożytnego demona) oraz te naturalistycznie-humorystyczne opisy to jest to :)

Nie podoba mi się sposób prowadzenia historii. Jak to zresztą zauważyli inni, istnieje wyczuwalna dysproporcja między pierwszą częścią (stanowiącą wstęp, przedstawienie postaci), a drugą, która stanowi główną oś historii tego opowiadania. Gdy przechodzisz na narrację pierwszoosobową nagle wszystko co się dzieje staje się strasznie pobieżne, powierzchowne. Bach, jestem bezimiennym facetem, który spotkał harpię. Bach, zostaliśmy kochankami. Bach, minęły lata, ja się zestarzałem, a ona zniknęła. To było jak ślizganie się po powierzchni głębokiego jeziora. Najciekawsze pozostało ukryte.

I doceniam filozoficzną poetyckość niektórych fragmentów. Poniższy paragraf to prawdziwa perełka:

Czarnym, rozklekotanym dodgem o pordzewiałych nadprożach, z niedokręconym  symbolem głowy kozła, wjechali z damulką do miejsca, gdzie las tworzył coś w rodzaju katedry, zamykając gęstym, zielonym sklepieniem buków świadomość mężczyzny i wprowadzając go w stan mistycznej zadumy: pomyślał o Bogu… albo bogu. Bo wtedy stwórca stracił boskość i został tylko konstruktem myśli, protezą mającą chronić człowieka przed i tak nieuniknionym. Przed kresem.

 

Nessekantos – serce me raduje się czytając Twoją opinię :)

 

Hm… skoro tak wiele osób twierdzi, że druga część jest zbyt pobieżna, po prostu ją uzupełnię. Cholera, po głowie już od dłuższego czasu chodził mi pewien motyw i w wersji beta nawet go włączyłem, ale potem zmieniłem trochę tekst i ten fragment po prostu przeoczyłem.

 

Chodzi o to, że w czasie rzezi Wołyńskiej i w ogóle tych wszystkich krwawych starć w Bieszczadach, harpia żerowała na ciałach poległych, Polaków i Ukraińców, bo dla demona czy też w ogóle istoty nadnaturalnej tego typu nie ma znaczenia czyją krwią i mięsem się żywi. Wprowadzę ten fragment :)

 

To zadziwiające dla mnie, że ktoś jeszcze ten tekst w ogóle czyta, ale mam małe doświadczenie na portalu.

 

Mocne pozdro!

Czy można wierzyć w jakość w świecie zdominowanym przez ilość?

PS: kocham Bieszczady. I choć wiem, że chyba lekko teraz offtopuję, pozdrawiam wszystkich już prawie jesiennie. Prawdziwki :)

Czy można wierzyć w jakość w świecie zdominowanym przez ilość?

Przekonwertowałem nieco tekst i ostatni fragment części pierwszej przesunąłem do części drugiej. Myślę, że teraz opowiadanie jest lepiej wyważone. Dodałem też nowy, krótki fragment przed ostatnim.

Czy można wierzyć w jakość w świecie zdominowanym przez ilość?

Tekst rzeczywiście dziwny, ale podobał mi się. Masz niesamowitą wyobraźnię, a napisane też wprawnie. Podoba mi się ukazanie człowieczej strony demona, który nie ma wpływu na własny los. Jedyne co mnie zastanowiło to, czy dobrze karmić dzieci mięskiem z kwasem? Kwas odkłada się w tkance tłuszczowej i to na bardzo dużo więc, czy się biedactwa nie pochorują od tego? Jeśli zaś chodzi o samo zachowanie pana na kwasie to brakło mi trochę żywszych opisów tego, co mu się dzieje z rzeczywistością pod wpływem narkotyku. 

Jeszcze raz bardzo ciekawa historia i postać. Fajne :)

Dziękuję bardzo za miły komentarz, Rosebelle. Z tym mięskiem na kwasie jest ciekawa sprawa, bo tego akurat szczegółu główny bohater i narrator akurat nie mógł dowiedzieć się od partnerki-harpii, więc po prostu pewnie sobie to wymyślił :)

 

Howgh!

Czy można wierzyć w jakość w świecie zdominowanym przez ilość?

To wyjaśnienie ma sens. Dzięki :) 

Ciekawe, że wybrałaś ten tekst jako pierwszy do przeczytania spośród trzech. Pewnie tytuł Ci się spodobał najbardziej smiley A może uderzałaś na chybił trafił?

Czy można wierzyć w jakość w świecie zdominowanym przez ilość?

Nowa Fantastyka
Patronujemy