- Opowiadanie: Sarial - Łowcy - początek

Łowcy - początek

   Witam, jestem Sarial, młody fantastyk amator, którego największym pragnieniem jest w przyszłości zostać profesjonalistą. Poniższe opowiadanie jest początkiem dłuższego cyklu krótkich opowiadań ( do 20 stron) z niewielkimi wyjątkami, opierającego się na parodii, gagach, nawiązaniach i wysokim tempie akcji. Za wszelkie błędy stylistyczne, losowe przecinki, bardzo przepraszam. Dużym natchnieniem był dla mnie styl japońskich light novel lekki i prosty przemawiający do młodych osób. Równolegle, zamierzam publikować na blogu, więc zapraszam wszystkich zainteresowanych. Uwagi i komentarze mile widziane 

Oceny

Łowcy - początek

Świat wyszedł z orbit, i mnież to los srogi każe prostować jego błędne drogi?” William Shakespeare

– Stillgestananden! – Rozległ się rozkaz, w demonicznej mowie i cała klasa udała, że wykonuję komendę, a dowódca kontynuowała sprawozdanie. – Rech schauen! – Obrót do nauczyciela, salut i część właściwa. – Her profesorin, die klassefuhrerin meldet die klasse zweite „B” – przez chwilę się wyłączyłem. Niemiecki nigdy nie był mi bliski – Rech um! In die Klasse marsch!

Od razu, zanim przejdziemy do wydarzeń, które nastąpiły później, pragnę ciebie czytelniku, przeprosić. Za to, że już na starcie straszę cię tym przerażającym językiem, do tego spisanym w mało poprawnej formie. Jestem Sarial Pendragon. W tej historii pełnię rolę narratora i osoby odpowiedzialnej za pewne wydarzenia. Ogólnie, jest to bardzo skomplikowane, gdyż mam nad sobą również siłę wyższą, ale o tym przekonasz się wkrótce. W większości przypadków będę jednak tylko opowiadał i opisywał. Czasami jednak nawet mnie, zapewne, wyrwie się jakiś komentarz, niekoniecznie związany z tym co się dzieje, czy taki powiązany ze zwykłym narratorskim rzemiosłem. Z osobami, które poznacie za chwile, innej opcji po prostu nie widzę. A teraz, przechodzimy do akcji właściwej.

Mimo, że rozkaz był jasny, cała kolumna posypała się. Mundurowe towarzystwo, a będąc dokładniejszym, cała klasa wręcz wsypała się do wnętrza nie dbając o pozory wojskowego ładu. Rozmowy nie cichły nawet na chwilę. Jak zwykle nasza germanizator musiała zabrać podniesiony głos. Wszyscy zamilkli prawie w jednej chwili. Nikomu nie chciało się wyrwać kolejnej pały z odpowiedzi. Nasza klasa raczej niczym się nie wyróżniała. Nawet specjalność mundurowa nie czyniła tutaj różnicy. Wszyscy wyglądali raczej przeciętnie, do tego zachowywali się jak typowi licealiści. Jednak w całej tej grupie, dwudziestu czterech osób, była piątka, która delikatnie się wyróżniała. Zachowywali się odrobinę inaczej, mieli inną postawę, tyle dodam, że sam do tej piątki należałem.

Siedzący obok mnie Drozdek, całkowicie ignorował lekcję. Niemiecki nie należał do jego priorytetów, byle trzy było, reszta była nieważna. Mimo wszystko, zawsze kiedy pytanie padało na niego, potrafił z niego wybrnąć. Nawet jeżeli spadło niezapowiedzianie. Duża była w tym zasługa naszej klasowej „współpracy”. Ktoś z tyłu się zaśmiał. Odwróciłem się, będąc pewnym kto to zrobił. Smile, człowiek uśmiech, chichotał, a siedzący obok niego Ahmed, osoba wyróżniająca się ciemniejszą karnacją od reszty klasy oraz naczelny sucharmistrz, szeptał mu do ucha kolejne żarty. Dla sprawiedliwości dodać muszę, że był to czarny humor, a gdyby ktoś chciał to opisać, to zabrakłoby mu na to tuszu. Wzdychając odwróciłem się i spojrzałem na odpowiadającą przy tablicy Heńka. Tak dobrze zapisałem. Heniek, najlepsza uczennica w klasie, mimo że blondynka.

Ku naszemu ogólnemu zdziwieniu lekcja przeleciała bezboleśnie. Żadnej kartkówki z kosmosu, żadnych nadprogramowych odpytanek, chyba ktoś miał wyjątkowo dobry humor, albo upadł na głowę. Kto by tam ogarniał tych heroldów piekieł, bo inaczej ludzi decydujących się na nauczanie niemieckiego nazwać nie mogę.  

W tych burzliwych czasach całą czwórkę naszych bohaterów, i moich dobrych kolegów, łączyły dość napięte relacje. Wiecie, takie typowe niesnaski klasowe. Mimo to potrafili czasami, nawet współpracować, ale to były pojedyncze przypadki. Nawet teraz podczas lekcji angielskiego wszyscy mieli wyrąbane, gdyż umiejętności przekazywanie wiedzy naszej nauczycielki, nie były na zbyt wysokim poziomie. Jednak był pewien wyjątek, Drozdek. On wręcz koniecznie chciał się czegoś nauczyć. To dopiero był romantyczny indywidualista. Stał przy nauczycielce i radował się z indywidualnego toku nauczania. Ja w tym czasie pisałem wiersze. Nie pytajcie, to był dziwny okres.

Pozostałe lekcje mijały mniej lub bardziej spokojnie. Atmosfera rozleniwiała się i raczej nic nie wskazywało, żeby cokolwiek miało się wydarzyć, a z tym różnie bywało. Niestety nasza szkoła do normalnych nie należała, i nigdy nie wiadomo było, kiedy ktoś nie wymyśli sobie przeprowadzić apelu, co również w tamtym okresie stanowiło pewną powszechność. Na szczęście dla nas była to lekcja ostatnia, tak więc nawet jeżeli coś wymyślili, prawnie zatrzymać nas nie mogli. 

Tak więc, gdy tylko wszyscy usłyszeli zza drzwi, jakże piękne tony ręcznego dzwonka, wszystko się skończyło. Szybciej czy wolniej, opuszczaliśmy klasę, by pełnoprawnie wyjść sobie na miasto i „konstruktywnie” spędzić czas, czy ewentualnie, po prostu, wrócić do domów. Drozdek, Heniek, Ahmed i Smile wyszli razem i zamarli. Niecały metr przed nimi emanowała i błyskała fioletowo-różowa strefa, o całkiem sporej wielkości. Uznaliby to pewnie za sztuczkę, złudzenie optyczne, gdyby nie jeden, tyci szczegół. Nikt inny zdawał się jej nie zauważać.

Osobiście udałem, że również nic nie widzę i przeszedłem bokiem, starając się ukryć uśmiech. I gdy tylko znalazłem się za rogiem budynku, zniknąłem. Tak po prostu przeniosłem się między wymiarami. Oni dalej patrzyli raz na strefę, raz na siebie. Stali niezdecydowani, a za nimi zaczął rosnąć mały korek. Ci którzy skończyli pragnęli udać się do domów, a ci którzy jeszcze musieli się męczyć, chcieli skoczyć po coś na ząb. Póki nie przyjdzie dyżurny, i taka opcja nie zniknie.  

Nim odezwały się pierwsze głosy zniecierpliwienia, wszystko w jednej chwili zniknęło. Sekundy grobowej ciszy przerwały zaniepokojone głosy oraz piski, co niektórych panienek. Byli jakby w ciemnej próżni. Widzieli tylko siebie, nie byli w stanie zrobić więcej niż krok w przód i to wszystko pośród absolutnej czerni.

– Co tu się… – zaczął Drozdek i urwał gwałtownie, gdy zaczęli spadać. W jednej chwili cała sytuacja się zmieniła. Wszyscy upadli na trawę, która gęsto porastała rozległą polanę, otoczoną szczelnym pierścieniem drzew.

Zaczęli powoli wstawać i rozglądać się wokoło. Nad nimi jaśniało słońce, zalewające wszystko złocistym blaskiem, drzewa szumiały, ptaszki śpiewały, ogółem wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że…

– Gdzie my, kurwa, jesteśmy?! – wykrzyknął Smile. Stali całą czwórką i spoglądali na siebie. Sytuacja nie była ciekawa. Co niektórzy zgromadzeni zaczęli się trząść i wyraźnie panikować.

Heniek rozejrzała się baczniej wkoło i usiadła.

– Nie możemy teraz panikować – stwierdziła. – Musimy się zastanowić i obmyśleć plan działania, nie możemy się też… – skrzywiła się na widok niektórych, co pobiegli w las na złamanie karku. – Rozdzielać – dokończyła, wstając i pogardliwie kręcąc głową.

Jedna z dziewczyn, która postanowiła szukać szczęścia w lesie, bardzo szybko wróciła na polanę, wrzeszcząc wniebogłosy. Tuż za nią wpadła banda małych potworów. Wszyscy zamarli gwałtownie, szeroko wytrzeszczając oczy. Stwory były dość niewielkie, ale całkiem krępe i posiadały pokaźny zestaw pazurów. Do tego były takie dziwnie czerwonawe, miały brzydkie mordki, pełne ostrych kłów paszcze oraz niewielkie różki. Tak. Na pewno nie były przyjazne. Ich oczy wyrażały znacznie więcej. Najchętniej widziałyby ich w formie obiadu. Smile popatrzył na resztę swoich towarzyszy, a Ahmed przeżegnał się i wymamrotał tylko:

– Matko boska bezlitosna… SPIERDALAMY! – Ostatniego słowa, mamrotem nazwać nie można było. To był już krzyk, a wręcz pisk.

W jednej chwili, całą czwórką, rzucili się do ucieczki. Nikt nie chciał obracać się za siebie. Nie spoglądali na tych co zostali. Dobrnęli do teoretycznie bezpiecznej bariery drzew i zagłębili się w las. Za sobą słyszeli jedynie krzyki i skowyty tych którzy mieli mniej szczęścia. Serca podchodziły do gardeł, gdy ich uszu dobiegały okrzyki dotychczasowych kompanów z klasy. Nie zatrzymywali się jednak. W razie takich sytuacji, uczono ich, że bezpieczeństwo własne, zawsze na pierwszym miejscu. Dopiero wtedy można martwić się o innych. Biegli zatem długo, nawet się nie zatrzymując. Zaiste, gdyby teraz ktoś mierzył im czas, to na pewno pobiliby wszelkie rekordy szkoły, jak i nie państwa w swoich kategoriach. Gdy jednak w końcu zatrzymali się by odsapnąć, musieli zastanowić się nad jedną, BARDZO ważną kwestią.

– Gdzie my do jasnej cholery, wylądowaliśmy!? – Zawołał oburzony Drozdek wpatrujący się w jaśniejące pomarańczem słońce, wznoszące się nad ich głowami.

– Nie mam pojęcia – wysapała pochylona Heniek. – Las wygląda na europejski, ale te dziwadła już nie bardzo.

 – Spełnił się nieprawdopodobny scenariusz – stwierdził Ahmed, a przez jego twarz przeleciał cień uśmiechu.

– Jesteśmy w świecie Fantasy – dokończył Drozdek. Jego twarz nie wyrażała już oburzenia. Tylko radość. Spojrzał na nich, a w oczach płonął mu ogień.

– Mamy teraz niesamowite możliwości! Nie musimy użerać się z polskim systemem oraz innymi dziadowymi historiami. Tu możemy zacząć nowe wspaniałe życie! Szansa jes…

Przerwał mu chichot zza drzew. Towarzysze natychmiast przywarli do siebie plecami, obserwując otoczenie. Zza ogromnego dębopodobnego drzewa, wyszedł, a raczej wypełzł, paskudny stwór. Na wężowym ciele był osadzony zdeformowany ludzki korpus, do którego przylegała znów wężopodobna głowa. Jakby tego było mało, każdy skrawek tego cielska zdawał się być pokryty kolcami. Potwór zaczął syczeć i coś mówić, ale niezrozumiale. Mimo to oni to słyszeli, bardzo wyraźnie i to po polsku. Tylko, że we własnych umysłach. Spoglądali teraz na potwora jak zahipnotyzowani.

–  Nowe życie? – wysyczał straszliwie. – Raczej słodka śśśśśmie…

Nie dokończył nawet. Jego głowa spadła z ramion. I potoczyła się po podłożu. Widząc to całą czwórka zadrżała i padła na ziemie. Żadne z nich nie widziało, co się stało. Rozglądali się nerwowo. Coś lekko, uderzyło o powierzchnie za ich plecami. Jak na komendę, w dalszym ciągu na ziemi, obrócili się. Dość wolno.

Za nimi stała wysoka postać w długim, brązowym płaszczu z kapturem, który całkowicie zasłaniał twarz, oraz ciało. W prawej ręce dzierżyła kunsztownie wykonany miecz z którego skapywały krople krwi. Odezwała się do nich ochrypniętym głosem. Zaniemówili. Język był bardzo podobny, jeśli nie identyczny z łaciną, tylko nie ta podwórkowa, a raczej klasyczna mowa cezarów. W związku z powyższym za bardzo nie kapowali, co ich domniemana wybawicielka mówi, był to bowiem niewątpliwie głos kobiecy.

– Przepraszam my cie… – Zaczęła Heniek, ale właśnie postać zdjęła kaptur. Ich oczom ukazała się szkarłatnowłosa elfka. Długie, szpiczaste uszy nie pozostawiały wątpliwości. Do tego wyglądałaby idealnie, gdyby nie paskudna blizna ciągnąca się od nasady lewej brwi, przez policzek, aż do szczęki. Chłopakom to już dosłownie oczy z orbit wychodziły.

– Akslop – stwierdziła z westchnięciem elfka. – Wszystko z wami w porządku?

Jej pytanie w pięknej mowie Słowian, wielce uradowało towarzyszy. Tutaj można się dogadać!

– Tak, tak tylko my nie z tego… cyklopa – ochoczo zaczął nawijać Drozdek. „Trzeba zyskać informacje, a na innych nie ma co liczyć, a do tego ta babka jest epicka”! – My jesteśmy z innego świata i…

– Znowu się jakiś portal otworzył? – Twarz elfki wykrzywiła się w dziwnym grymasie. – Purpurowy Szturm znowu będzie miał pełno roboty. Dobra, czyli rozumiem, że ten świat jest wam zupełnie obcy.

Równie ochoczo jak Drozdek nawijał, teraz wszyscy kiwali głowami. Ich wybawczyni przytrzymywała dłonią podbródek i myślała. W jednej chwili uśmiechnęła się szeroko i spojrzała na nich, dokładnie lustrując ich wzrokiem.

– A może chcielibyście zostać łowcami demonów? Niewielu nas teraz, a każdy nowy rekrut jest na wagę srebra.

Wszyscy momentalnie, i do tego całkowicie, zapomnieli o tych z którymi wylądowali w tym świecie.

– Tak!

– Nie…

Chłopaki spojrzeli na Heńka ze zdziwieniem. TAKA SZANSZA! Ona jednak popatrzyła na elfkę z uśmiechem i minką niewiniątka.

– Chciałabym być czarodziejką.

Kobieta nie wytrzymała. Przez chwilę patrzyła na nią zdziwiona, tylko po to by zgiąć się w pół i wybuchnąć śmiechem. Patrzyli na nią jak kuli się na ziemi i się śmieje. „Co to za dziwny świat”. Chłopaki z konsternacją się temu przyglądali, czekając, aż łaskawie skończy.

– Dobra jesteś – stwierdziła w końcu elfka, wstając. – Dobra. Mam znajomego czarodzieja. Wyszkoli cię dobrze, ale szkoła będzie dłuuuuga i mozolna. Was też to dotyczy – tu jej wzrok powędrował na chłopaków.

– Sadystyczni łowcy gotowi do poświęceń! – Zameldował Ahmed. Pozostali potwierdzili salutem. Polskie mundury, aż się napięły, gdy dumne serca przyszłych łowców próbowały wyrwać się na wolność.

– Chyba pora się przedstawić – usiadła na powalonym drzewku. – Jestem Skylia, łowczyni demonów zwana Tygrysicą z Północy. A wy kim jesteście?

Każde z nich wymieniło swoją ksywkę, oraz pokrótce przedstawili kim byli. Prawdziwe imiona zostawi dla siebie, i ustawie o ochronie danych osobowych. Usłyszawszy jednak co chciała, łowczyni wstała i ruszyła przed siebie. Odwróciła jeszcze do nich głowę i spytała:

– To jak? Gotowi na walkę w nowym świecie? Ostrzegam tu o zgon łatwo, i to nie tylko ze szponów demonów.

– Mnie zachęcać nie trzeba – stwierdził Drozdek i ruszył za łowczynią. Mimo to ręce mu się trzęsły. Heniek i Smile, z wymuszonym śmiechem, ruszyli w jego ślady. Smile wymruczał jeszcze tylko:

– Martwi tylko brak save`ów…

– Ja w to wchodzę! – Zawołała natomiast przyszła mistrzyni sztuk „tajemnych”.

Jako jedyny został Ahmed. Chwilę stał w miejscu, po czym spojrzał za nimi i orientując się ze odchodzą, zaczął biec.

– EJ! Poczekajcie na mnie!

Koniec

Komentarze

Sarialu, czy Łowcy stanowią zamknięte opowiadanie? Jeśli nie, jeśli jest to tylko początek cyklu, bądź uprzejmy zmienić oznaczenie na FRAGMENT.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Przykro mi to pisać, Sarialu, ale Łowców czyta się źle – już to z powodu chaosu cechującego fabułę, już to za sprawą wykonania pozostawiającego wiele do życzenia.

Nie pierwsza to historia, w której współczesna młodzież zostaje przeniesiona do innego świata, a Twój wstęp nie zapowiada jakichś szczególnych rewelacji – ot, chłopcy będą walczyć z demonami, dziewczyna nauczy się magii. Nie brzmi to zbyt zachęcająco. No, chyba że rewelacje będą później.

Sarialu, jeśli masz zamiar zostać profesjonalistą, zapewne zdajesz sobie sprawę, że czeka Cię mnóstwo pracy. Sugeruję, abyś na początek przypomniał sobie podstawowe zasady rządzące językiem polskim, staraj się poprawnie konstruować zdania, eliminując przy tym wszelkie błędy, zważaj na literówki i powtórzenia, pracuj nad interpunkcją i naucz się poprawnie zapisywać dialogi. No i dużo, naprawdę dużo czytaj.

Mam wrażenie, że mógłby zainteresować Cię ten poradnik: http://www.fantastyka.pl/loza/17

 

W tej hi­sto­rii peł­nie rolę nar­ra­to­ra… – Literówka.

 

Cza­sa­mi jed­nak nawet mi, za­pew­ne… – Cza­sa­mi jed­nak nawet mnie, za­pew­ne

 

nasza ger­ma­ni­za­tor mu­sia­ła za­brać pod­nie­sio­ny głos. – Może wystarczy: …nasza ger­ma­ni­za­tor mu­sia­ła pod­nie­ść głos.

 

Nasza klasa ra­czej ni­czym się nie wy­róż­nia­ła. Nawet spe­cjal­ność mun­du­ro­wa nie czy­ni­ła róż­ni­cy. – Nie brzmi to najlepiej.

 

gdyby ktoś chciał­by to opi­sać… – …a gdyby ktoś chciał­ to opi­sać

 

Wie­cie, takie ty­po­wo nie­sna­ski kla­so­we. – Literówka.

 

ale to były po­je­dyn­ce przy­pad­ki. – Literówki.

 

To do­pie­ro był ro­man­tycz­ny in­dy­wi­du­ali­sta. Stał przy na­uczy­ciel­ce i ra­do­wał się z in­dy­wi­du­al­ne­go toku na­ucza­nia. – Czy to celowe powtórzenie.

 

Nie­ca­ły metr przed­ni­mi ema­no­wa­ła… – Nie­ca­ły metr przed­ ni­mi ema­no­wa­ła

 

Póty nie przyj­dzie dy­żur­ny… – Pewnie miało być: Póki nie przyj­dzie dy­żur­ny

 

Wszy­scy upa­dli na trawę, która gęsto po­ra­sta­ła roz­le­głą po­la­nę, oto­czo­ną ze­wsząd drze­wa­mi. – Zbędna informacja. Drzewa otaczają polanę z definicji.

 

– Gdzie my, kurwa je­ste­śmy?! – Wy­krzyk­nął Smile. – Gdzie my, kurwa, je­ste­śmy?! – wy­krzyk­nął Smile.

Nie zawsze poprawnie zapisujesz dialogi. Pewnie przyda się poradnik: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

 

nie mo­że­my się też…. – …nie mo­że­my się też

Wielokropek ma zawsze trzy kropki. Po wielokropku nie stawiamy kropki.

 

wsta­jąc i krę­cąc głową w po­gar­dzie. – Raczej: …wsta­jąc i z pogardą kręcąc głową.

 

bar­dzo szyb­ko wró­ci­ła na po­la­ne… – Literówka.

 

rzu­ci­li się do uciecz­ki. Nikt nie chciał ob­ra­cać się za sie­bie. – Przypuszczam, że miało być: Nikt nie chciał patrzeć za sie­bie. Lub: Nikt nie chciał się odwracać.

 

Zza ogrom­ne­go dę­bo-po­dob­ne­go drze­wa… – Zza ogrom­ne­go dę­bopo­dob­ne­go drze­wa

 

bar­dzo wy­raź­nie i to po Pol­sku. – …bar­dzo wy­raź­nie i to po pol­sku.

 

Rów­nież w dal­szym ciągu trzy­ma­ła w pra­wej ręce… – Co to znaczy, że trzymała w dalszym ciągu, skoro pojawiła się przed chwilą?

 

Język był bar­dzo po­dob­ny, jak nie iden­tycz­ny jak ła­ci­na… – Raczej: Język był bar­dzo po­dob­ny, jeśli nie iden­tycz­ny z ła­ci­ną

 

a ra­czej kla­sycz­na mowa Ce­za­rów. – …a ra­czej kla­sycz­na mowa ce­za­rów.

 

Ich wy­baw­czy­ni trzy­ma­ła się pod brodą i my­śla­ła. – Czy to znaczy, że trzymała się za szyję?

 

łow­czy­ni wsta­ła i ru­szy­ła w bli­żej nie­okre­ślo­nym kie­run­ku. – Kierunek był z pewnością określony, nieokreślony mógł być cel wędrówki.

 

Chwi­le stał w miej­scu… – Literówka.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję za wypunktowanie błędów, niezwłocznie poprawię. Wstęp to jedynie początek, tak jak zaznaczyłem w przedmowie, główną cechą historii będzie parodia, i nawiązania. Nawet taki wstęp już jest parodią. Zginęli ich przyjaciele, koledzy z klasy. Co z tego, kiedy oni mogą przeżyć przygodę życia i zostać łowcami :) Akslop – Polska. Walka z demonami będzie, to fakt, ale i tutaj nie będzie to zwykłe polowanie na demony. Już pojawiły się nawiązania do “Ja, inkwizytor” , Diablo III,a klasycznym przeniesieniu już nie wspomnę,a to naprawdę dopiero początek. Z literówkami powiem szczerzę mam problem. Przez wadę wymowy nie słyszę często ą, ę itd. Do tego pisze szybko i po nocach, ale zdaję sobie z tego sprawę i staram się wyłapywać wszystko najlepiej jak potrafię, ale i tak jeszcze raz dziękuję, za wypunktowanie. 

"Drżyjcie śmiertelni, bowiem jestem cieniem samego Imperatora"

Sarialu, bardzo się cieszę, że mogłam pomóc. :)

Twoje deklaracje, co do przyszłości piątki bohaterów, jeśli nie poprawisz warsztatu, raczej czarno widzę. Komu będzie chciało się przedzierać przez nie najlepiej napisany tekst, pełen błędów i usterek? Twierdzisz, że stawiasz na parodię, ale czy masz pewność, że ewentualny czytelnik będzie wiedział, co parodiujesz, z czego się naśmiewasz. Wyobraź sobie, że nigdy nie grałam w żadną grę i nie mam o nich najmniejszego pojęcia. Tekst opierający się na grach będzie dla mnie niezrozumiały. Pocieszające jest to, że prawdopodobnie jestem wyjątkiem, ale nie zakładaj, że odosobnionym. Z pewnością znajdą się i tacy, którzy nie czytali Twoich lektur. Oni też mogą poczuć się zdezorientowani.

Czy, nim opublikowałeś Łowców na stronie NF, tekst swoje odleżał, czy ktoś go czytał?

Sarialu, jeśli uznasz, że kolejny fragment opowieści jest gotowy do wrzucenia na stronę, nie zamieszczaj go. Odłóż tekst na jakieś dwa do trzech tygodni, a potem przeczytaj. Prawdopodobnie dostrzeżesz usterki, które wkradły się podczas pisania. Po tym zabiegu znowu pozwól opowiadaniu odpocząć przez kolejna dwa lub trzy tygodnie i powtórz operację.

Wskazane jest także, aby Twoje dzieło ktoś przeczytał, może rodzice, rodzeństwo, dziewczyna, znajomi, polonistka… Mam wrażenie, że to, jak je odbiorą, będzie dla Ciebie wskazówką, co można poprawić, co zmienić, z czego zrezygnować, może coś dopisać.

Życzę powodzenia. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

 Właśnie dużo osób już to czytało. Głównie w moim wieku. Im wszystko bardzo się podobało, bawiły ich nawiązania i teksty i za nie chwalili, zwracali uwagi jedynie na literówki. Tekst też czytała moja polonistka z liceum, osoba z tytułem doktora, i również chwaliła za humor, nawiązania, za zabawę słowem i styl narracji, zwracała uwagę na błędy stylistyczne, które nawet narracją nie mogły być przykryte, ale tak to była bardzo zadowolona i chwaliła. I nie tylko gry, ale również pewne kanony literackie, pewne teksty, jak i animacje. Tekst ten powstał już dawno, nie publikowany leżał naprawdę długo, do tego był wielokrotnie zmieniany, z racji, że to był pierwszy tekst i mocno odstawał od nowych

Ogólnie mam “gotowych” ponad 200 stron w word.  Zdaję sobie sprawę, że całość jest wycelowana w specyficznego odbiorcę, ale czy to źle? Problem jest taki, że ilekroć czytam, tym bardziej jestem zadowolony z efektu. Ja jestem człowiekiem, dla którego liczy się głównie fabuła, akcja, w tym wypadku humor. Bardzo lubię czytać luźną literaturę, napisaną w prosty sposób, czy jak kto woli grafomański. 

 Mimo wszystko, za rady dziękuję.

"Drżyjcie śmiertelni, bowiem jestem cieniem samego Imperatora"

całość jest wycelowana w specyficznego odbiorcę, ale czy to źle?

Ależ nie, oczywiście, że nie! Pytanie tylko, czy Twoje opowiadania trafią do właściwego odbiorcy…

No i pamiętaj, że grafomania pisana świadomie, to wyjątkowo trudna sprawa. Skoro jednak czujesz się na siłach i uważasz, ze podołasz temu zadaniu, mogę tylko ponownie życzyć Ci powodzenia. :)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Sarialu, przeczytałam raz jeszcze Twoje posty i doszłam do wniosku, że Twoja polonistka z tytułem doktora, chyba jednak nie przeczytała Łowców. Gdyby to zrobiła, nie byłoby w tekście tylu błędów. :(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Sarialu, przeczytałam raz jeszcze Twoje posty i doszłam do wniosku, że Twoja polonistka z tytułem doktora, chyba jednak nie przeczytała Łowców. Gdyby to zrobiła, nie byłoby w tekście tylu błędów. :

 Cóż możesz nie wierzyć, ale to prawda. Tylko ona nie czytała by sprawdzać by wyłapywać błędy, a by ocenić jak to się ogólnie prezentuję. Nawet sam poprosiłem ją by przymknęła oko na drobne pomyłki, a musisz wierzyć, że było tego znacznie więcej. I tak połowa tekstu po opinii poszła do kosza. Jej się to podobało, nawet patrząc na błędy jej zdaniem tekst, jak i sam koncept fabularny ma potencjał. Inna sprawa, że ona przeczytała praktycznie wszystko, a nie tylko ten wstęp. Mimo, że jest doktorem, jest z popkulturą, grami itd. na ty.  

"Drżyjcie śmiertelni, bowiem jestem cieniem samego Imperatora"

 Cóż możesz nie wierzyć, ale to prawda. Tylko ona nie czytała by sprawdzać by wyłapywać błędy, a by ocenić jak to się ogólnie prezentuję.

Ależ wierzę Ci, Sarialu, wierzę, tylko nie mieści mi się w głowie, że polonistka może czytać tekst zawierający błędy i usterki, i nie wskazać ich. Po prostu nie rozumiem tego!

Ciebie też nie rozumiem, no bo przecież każdemu autorowi winno chyba zależeć, aby jego dzieło prezentowało się jak najlepiej i to pod każdym względem. Jakąż przyjemność z lektury może mieć czytelnik, jeśli co rusz potyka się na różnych byczkach, usterkach i niedoskonałościach? No, ale nie ukrywam, że mam dość specyficzne podejście do tego, co czytam.  

Mam nadzieję, że Łowców przeczytają także inni użytkownicy i podzielą się wrażeniami, choć muszę Cię uprzedzić, że na tej stronie fragmenty nie cieszą się zbytnim zainteresowaniem. Zdecydowanie chętniej czytane są opowiadania. Dyżurni nie mają obowiązku czytać fragmentów, fragmenty nie mogą być nominowane do piórek, nie trafiają też do Biblioteki.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Ogólnie ja całość traktuję jako zbiór opowiadań, luźno powiązanych, ale jako, że jestem tu nowy, to na sugestie, że powinienem zmienić to zmieniłem. Ja osobiście, też mam problem, że czytam bardzo szybko. Nawet jeżeli tekst zawiera literówki i lekkie potknięcia ja tego nie widzę, nie tylko w moich tekstach. Osobiście jak czytam nie nie zwracam uwagi jak coś jest napisane, i to tutaj się mści, ja oczekuję, że coś mnie zainteresuję i da się z przyjemnością przeczytać. Tak apropo tej polany otoczonej drzewami. Tutaj jeden z moich kolegów, który czytał ma problem. Dla niego akcja dzieję się w próżni. On bez starannego opisu nie potrafi sobie wyobrazić co się dzieję. Podczas, gdy inni takich problemów nie mieli. 

 Ale rozumiem cię. Sam wiem, że wiele muszę się nauczyć, dlatego też chciałem wstawiać fragmenty/opowiadania tutaj, i założyłem bloga, by więcej osób mogło to ocenić, punktować i zwracać uwagę na pomyłki i co można zrobić/opisać lepiej.

 

"Drżyjcie śmiertelni, bowiem jestem cieniem samego Imperatora"

Pozostaje mi tylko ponownie życzyć Ci powodzenia i wytrwałości. Bo pomysły pewnie przychodzą same. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Jakąż przyjemność z lektury może mieć czytelnik, jeśli co rusz potyka się na różnych byczkach, usterkach i niedoskonałościach? No, ale nie ukrywam, że mam dość specyficzne podejście do tego, co czytam.

Sęk w tym, że większość czytelników byczków, usterek i niedoskonałości nawet nie zauważy. I nie tylko ze względu na przynależność do takiej, a nie innej grupy odbiorców.

Nawet jeżeli tekst zawiera literówki i lekkie potknięcia ja tego nie widzę, nie tylko w moich tekstach. Osobiście jak czytam nie nie zwracam uwagi jak coś jest napisane, i to tutaj się mści, ja oczekuję, że coś mnie zainteresuję i da się z przyjemnością przeczytać.

Brawo!

 

Aż wezmę i przeczytam, taki jestem zauroczony twoją opinią.

 

@edit

 

Wziąłem i przeczytałem. Takie to sobie, w mojej marudnej opinii starego zgreda. Za dużo postaci, za mało wydarzeń, marnie rozłożyłeś opisy (nikogo nie interesuje opis lekcji języka Niemieckiego, za to opis Innego Świata mógłby być ciekawy, gdyby Inny Świat miał jakieś ciekawe cechy [ a powinien mieć]) i nie zachowałeś pełnej konsekwencji w stylu narracji ( zdarzają się wstawki zbyt przekombinowane jak na mowę potoczną, plus archaizmy).

Dam Ci głos do biblioteki, żeby zwabić innych czytających.

 

@edit@edit

 

A jednak nie dam głosu, bo najwyraźniej na fragmenty głosować nie można. Ubolewam i cierpię.

 

@edit@edit@edit

 

Bardzo nie chce mi się dzisiaj pracować, wiecie? Chyba wypalenie zawodowe. Mniejsza z tym, mam sugestię: jeżeli sądzisz, że zaprezentowany przez Ciebie utwór jest opowiadaniem to zmień klasyfikację z fragmentu na opowiadanie, ewentualnie szort.

na emeryturze

@Gary_joiner 

 Wielkie dzięki za opinie! Już postaram się trochę siebie wytłumaczyć. To jest tylko bardzo szybki start. Na przestrzeni kolejnych opowiadań , będą się pojawiać kolejne cechy świata, do tego bohaterowie rzadko będą występować razem, najczęściej będą pojawiać się 2 osoby na opowiadanie.

Opis lekcji niemieckiego jest specjalnie przerysowany, zgaduję że dużo osób ma złe wspomnienia z tym językiem, do tego służy lekkiemu przedstawienie bohaterów, kim mniej więcej będą. 

 Styl narracji, motyw jest taki, że sam stosuję archaizmy bardzo często i z lubością, i też jak napisałem na wstępie, ja jedynie staram się by brzmiało to “fachowo” a tak to jest moja własna relacja, często ubarwiana. Osoby w moim wieku, które to czytały były tym lekko mówiąc zachwycone, i taki “Szalony” jak to jedna z nich ujęła styl narracji pasuję do całości. Tu przepraszam że bronię się opiniami innych, ale mam sprzeczne opinie.

"Drżyjcie śmiertelni, bowiem jestem cieniem samego Imperatora"

Tekst ocieka schematycznymi pomysłami, do tego musisz jeszcze popracować nad warsztatem.

W moim odczuciu pierwsze akapity nie zachęcają do dalszego czytania.

Powiem tak: nawet ja nie jestem zachwycona, więc dobrze nie jest.

Nie wystarczy sama ciekawa historia (tu jej nie widzę), żeby tekst był dobry. Jeśli chcesz pisać po polsku, musisz znać ten język. Interpunkcja, literówki, stylistyka, to wszystko się liczy. 

Kiedy czytam, nie interesuje mnie, czy autor dobrze słyszy i co powiedzieli jego znajomi i polonistka. Po namyśle – jestem w stanie uwierzyć, że nie wskazała konkretnych błędów, bo jest ich naprawdę dużo. Z tego względu ja też tego nie zrobię. I dlatego, że usterek wskazanych przez Reg również nie poprawiłeś.

Tekst wygląda na w ogóle niesprawdzony przed publikacją.

Przykro mi.

I dlatego, że usterek wskazanych przez Reg również nie poprawiłeś. 

To polecam przyjrzeć się -_– Albo ja już do końca oślepłem, przy naklejaniu wersji z poprawkami 

 

Tekst ocieka schematycznymi pomysłami

Bogowie… Powiem raz jeszcze, o to tu chodzi

 

Przykro mi.

A mi zupełnie nie. Po to zamieściłem tekst tutaj by więcej osób mogło go ocenić, wskazać błędy czy zasugerować poprawki. Ciągle się uczę, poprawiam warsztat, staram się na bieżąco wszystko usprawniać, ale nie mogę tego robić dobrze, gdy mam bardzo ograniczoną pule opinii. Szczególnie, że nie licząc mojej polonistki, to czytelnicy byli ludźmi w moim wieku, których takich rzeczy jak błędy składniowe, stylistyczne, interpunkcyjne po prostu nie widzą, nie czują, A poza tym nie każdy jest językowym nazistą ;) 

"Drżyjcie śmiertelni, bowiem jestem cieniem samego Imperatora"

Ja również polecam przyjrzeć się: 

W tej historii pełnie role narratora i osoby odpowiedzialnej za pewne wydarzenia.

Zamiast jednego błędu mamy dwa.

Ile potrzebujesz opinii, żeby postawić przecinek tam, gdzie powinien być? Albo odpowiednio deklinować i koniugować (że tak subtelnie podpowiem problem w cytowanym zdaniu)?

Słuchaj, to jest Twoje opowiadanie. Twoja sprawa, co z nim zrobisz.

Ale nie dziw się, że mnie jest przykro.

 Bogowie miejcie litość 

W tej historii pełnie rolę narratora… – Literówka.

 Ja tu widzę zwrócenie uwagi na literówkę, a nie na przecinek, więc zupełnie nwm o co chodzi…  Przyznaję się, interpunkcja nie jest moją mocną stroną, przecinki stawiam intuicyjnie. Do końcówki wypowiedzi się nie odniosę, bo wole nie używać ciężkich słów publicznie.

 Edit, nową literówkę poprawiłem, tutaj przepraszam

"Drżyjcie śmiertelni, bowiem jestem cieniem samego Imperatora"

Sarialu, sprawdziłam. Poza zdaniem wskazanym przez Anet, pozostało jeszcze kilka innych.

Sądziłam, że swoje marzenie zostania profesjonalistą traktujesz poważnie, że to nie jest czcza deklaracja. :(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Uwaga o przecinku odnosi się do całości.

Tak, Reg wskazała jedno słowo, być może taka była wcześniejsza wersja. W tej chwili masz w tym zdaniu dwa błędy i to Ci wskazałam.

Nie wiem, jakich “ciężkich słów” miałbyś używać w odniesieniu do tego, że jest mi przykro.

Sarialu, sprawdziłam. Poza zdaniem wskazanym przez Anet, pozostało jeszcze kilka innych.

Sądziłam, że swoje marzenie zostania profesjonalistą traktujesz poważnie, że to nie jest czcza deklaracja. :(

 Jeszcze długa droga przed moją osobą :) po prostu, jak ktoś zwraca mgliście na coś uwagę, i nie chcę sprecyzować, to się denerwuję ( za dużo się chyba udzielam w dyskusjach na portalach politycznych, gdzie ludzie bardzo oszczędnie serwują argumentami ) nie wspominając o czymś w stylu 

mnie 

Tu chyba wyjaśniać nie muszę 

"Drżyjcie śmiertelni, bowiem jestem cieniem samego Imperatora"

…jak ktoś zwraca mgliście na coś uwagę, i nie chcę sprecyzować, to się denerwuję…

Saroalu, byłam przekonana, że moje łapanki są wyjątkowo czytelne. Która z uwag była tak mglista, że aż się zdenerwowałeś?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie,  twoje tak! Tylko uwagi Anet już niekoniecznie. Poszedł taki pół atak, to ja też tak ofensywnie odpowiedziałem, choć miała dużo racji 

"Drżyjcie śmiertelni, bowiem jestem cieniem samego Imperatora"

Przepraszam, jeżeli tak to odebrałeś.

Chcę tylko, żebyś wiedział, że jeżeli tekst jest źle napisany, źle się go czyta, niezależnie od tego, czego dotyczy. Prędzej odłożę dobrą książkę, w której co chwila muszę się zatrzymywać, żeby zrozumieć, co autor miał na myśli (bo na przykład jest dziwna konstrukcja zdań), niż mniej interesującą, ale dobrze napisaną.

W tamtym zdaniu powinno być: “pełnię rolę”.

Anet, przyjęłam, że Sarial Pendragon pełni role, albowiem będzie relacjonował poczynania kilkorga bohaterów.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Hmmm…

W tej historii pełnie rolę narratora… – Literówka.

Zrozumiałam, że miałaś na myśli literówkę w słowie “pełnię”.

Dla mnie to jest jedna rola. Narrator może przecież opowiadać o różnych rzeczach/ludziach.

 

O matko, chyba zaczęłam dorabiać ideologię! Cholera na mnie, jak mawiał pewien ptak w mojej ulubionej książce.

Zdanie brzmiało: W tej historii pełnie rolę narratora… i wskazałam w nim literówkę.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

W wersji, którą przeczytałam, było “pełnie role”, stąd mój komentarz.

Ale widzę, że już jest ok :)

 

Nie jestem w grupie docelowej takich utworów, ale lubię wartką akcję. Jednak u ciebie jest ona zbyt chaotyczna, trzeba popracować nad nad lepszą spójnością i prowadzeniem akcji przyczynowo-skutkowym. Najbardziej podobała mi się akcja z elfką, mimo że bardzo typowa. Z dialogami to już trochę gorzej, chociaż brzmią młodzieżowo. Czytało się dosyć płynnie i za to plus.

Nowa Fantastyka