- Opowiadanie: podstuwak - Zdjęcie rodzinne

Zdjęcie rodzinne

Przysłowie: Z rodziną najlepiej wychodzi się na zdjęciu

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Zdjęcie rodzinne

 

 

 

– Mamo, to jest Nina – mówi Janek, wskazując kobietę, z którą przyszedł. Ta pochyla się, by ucałować staruszkę. Zapach moczu i niemytego ciała pewnie gryzie ją w gardło. Musi czuć jego smak na języku. Zaciskać zęby, by na jej twarzy nie pojawił się wyraz obrzydzenia.

– Pamiętasz ją, prawda? – dopytuje Janek.

Kobieta muska policzek starej. Nie ustami. Cofa się zaraz, jakby zobaczyła na jej twarzy pająka. Ale na twarzy Łucji jest tylko pajęczyna. Zmarszczek, popękanych naczyń krwionośnych i żył. Niebieskich, jak gdyby Łucja miała w sobie błękitną krew, a nie juchę chłopki z Kresów.

Łucja podnosi głowę, ale patrzy w niewidoczną dal. Zamiast na Janka i Ninę, gdzieś poprzez nich.

– I czegoś tu chciała? – odzywa się słabym głosem. – Wszystkich chłopów ze wsi popsowała, wstyd taką do domu wpuszczać!

– Przepraszam cię – mówi szybko Janek. – Wcześniej czuła się lepiej. Myślałem, że cię pozna.

– Nic się nie stało – odpowiada Nina, ale nie udaje jej się ukryć zawodu i zmęczenia. Wygląda jak żona alkoholika, która wraca do domu i widzi, że mąż znów zaczął pić po roku abstynencji.

– Mamo, może się położysz? – Janek ujmuje staruszkę pod ramię i podnosi. Ta wstaje bez sprzeciwu, przez co ten chwieje się trochę. Jest zaskoczony, że poszło tak łatwo. – Dobrze – chwali ją. – Zaprowadzę mamę do siebie, weźmiemy lekarstwa i pójdziemy spać, tak?

Obserwuję ich z sąsiedniego pokoju. Mieszkanie jest na czwartym piętrze, pokoje mamy cztery. W telewizji właśnie zaczyna się blok reklamowy, przez co przestaję słyszeć, o czym mówią. Janek znika z matką w jej sypialni, po chwili wychodzi jeszcze po szklankę wody i drzwi znów się zamykają. Do mnie oczywiście nawet nie zajrzy. Kochany syn.

Chłopak jest drażliwy, więc pewnie wciąż ma żal. Nie pamiętam już, o co poszło. Ale w tej rodzinie starszy nie będzie pierwszy wyciągał ręki na zgodę. Musi być jakaś hierarchia.

Nina zostawia torebkę w salonie i idzie do kuchni. Słyszę, że nastawia wodę. Po chwili wraca z dwoma szklankami. Nie czekam na trzecią dla mnie. Wiem, że jej nie będzie.

Kiedy Janek wychodzi od matki, od razu kieruje się do mnie i bez słowa gasi telewizor. Gówniarz. Jednak nie robię nic. Nie mam siły się kłócić. Przekonywać, że po tych jego pigułach, nawet gdyby bombardowali miasto, matka by się nie obudziła. Wieczór jest wystarczająco zły, nie trzeba psuć go bardziej.

Gdy siadają z Niną w salonie, widzę tylko jej nogi. Są ładne. Nie wyglądają, jak nogi czterdziestopięcioletniej kobiety. Spódnica z lekkiego materiału, w kolorze butelkowej zieleni, podniosła się i odsłania kawałek uda.

Janek zawsze miał oko do kobiet. Sam nie był zbyt urodziwy, ale też niczego mu nie brakowało. Dopiero po trzydziestce pojawił się brzuszek. Po czterdziestce zakola. Piąty krzyżyk siadł mu na ramiona, które opadły, a on zaczął się garbić. Ale wciąż musiał mieć w sobie coś, bo kobiety, które przyprowadzał, zawsze były ładne. Nie potrafił ich tylko przy sobie utrzymać. Mówił, że przez nas. Ale to przez to, że był za miękki. Strachliwy i wycofany. To dlatego zostawiła go Klara, niedługo po ślubie, zanim zdążył dać nam wnuki. I dlatego zostawiały go inne, które przyprowadzał tutaj, gdy zamieszkał z nami po rozwodzie. Z tą pewnie będzie podobnie.

– To moja matka! – słyszę nagle jego podniesiony głos. Nie krzyczy, ale powiedział to wyraźnie głośniej. Tym piskliwym tonem, jaki zawsze przyjmuje, kiedy się denerwuje. Tonem, który musi zrażać każdą kobietę. – Zresztą, nawet, jeśli chciałbym ją gdzieś oddać, nie mam za co. Rozmawialiśmy o tym.

– A mieszkanie? Jej emerytura? Chcę, żebyś mnie dobrze zrozumiał. Mamy już swoje lata. Nie marnujmy czasu. Twoja matka musi mieć profesjonalną opiekę, ty musisz normalnie żyć.

– Nie wracajmy do…

Janek przerywa, bo drzwi sypialni Łucji otwierają się. W mroku widać jej postać. W nocnej koszuli, wiszącej na kościstym ciele, wygląda jak duch. Tak bardzo nie przypomina kobiety, którą poślubiłem.

– Mamo!

Janek wstaje i idzie w jej kierunku, jednak ta napiera na niego i wpycha do salonu, jakby była zawodnikiem rugby, nie wątłą staruszką na skraju życia.

– Mamo, proszę.

Łucja pluje w niego tabletką. Nie widzę tego. Słyszę tylko. Toczący się po podłodze środek nasenny dostrzegam dopiero po chwili, kiedy wpada w wycinek salonu, który mogę objąć wzrokiem.

– Przepraszam cię – tłumaczy Janek – czasami ich nie połyka. Chowa pod językiem. Nie sprawdziłem.

– O boże, czy ona…

Nina zrywa się. Nie kończy zdania.

– Mamo, co ty robisz!

Nina odwraca głowę. Zgina się w pół, jak uderzona w brzuch. Zasłania dłonią usta.

– Mamo, poczekaj, pójdziemy do ubikacji!

– Taką kurwę tylko na gnoju wozić, nie do domu spraszać – krzyczy Łucja. – Poszła mi stąd, ale już!

Nina obraca głowę i wtedy coś ciemnego ląduje na jej twarzy. Coś lepkiego. Przykleja się do skóry. Kobieta znów łamie się jak scyzoryk i wymiotuje na podłogę. Sięga do torebki i wyciąga z niej chusteczkę. Wyciera usta. Ściera maź. Torsje wracają. Potem łapie torebkę i kieruje się w stronę wyjścia.

– Przepraszam – rzuca z płaczem, nim zamkną się za nią drzwi.

Janek siada na jej miejscu, opiera łokcie na kolanach i chowa głowę w dłoniach. Oplata ją nimi, jakby były okładem na ból. Na mijający czas. Ciążące nad nim fatum.

Odwracam się i włączam telewizor.

 

*

 

– Syna nie potrafiłeś wychować, życie mi-jemu zmarnowałeś. – Łucja siedzi w moim pokoju i próbuje przekrzyczeć bohaterów serialu. Na ekranie Lucjan z „M jak Miłość” ściska dłoń Teresy i uśmiecha się do niej. Są w kuchni. Kobieta wstaje i zaczyna przygotowywać posiłek. Gówno się ci od tych seriali na życiu znają. Ale zostawiam je czasami. Łucja lubi.

– Żadnego szczęścia z tobą nie miałam, Janek żadnego dzieciństwa. Pasa brać i lać to byłeś pierwszy, ale żeby w piłkę pograć, majsterkowania nauczyć to nic. Sam zresztą dupa jesteś nie gospodarz, szafka w kuchni do dziś się nie domyka, listwy przy panelach latają, miałeś zrobić, obiecałeś.

Daję głośniej. Telewizor trzeszczy. Łucja jeszcze bardziej podnosi głos.

– Żadnego szczęścia, żadnego życia rodzinnego. Tylko w swoich sprawach zamknięty. Tylko sobą zajęty. W domu zjeść, wyspać się i na działkę. Albo do telewizora. Do kolegów. Bez żadnego zainteresowania żoną. Rodziną. Gdybym przed tobą zmarła, w niczym byś sobie nie poradził. Janek by cię od razu z domu wyrzucił. Sam byś został, jak ten palec.

Dom jest mój i ruszyć się z niego nie dam. Nie mówię tego głośno. Zresztą nie przekrzyczałbym serialu.

Słyszę walenie w podłogę. To z dołu. Nie pamiętam już, jak nazywa się ta stara rura, co mieszka pod nami. Odkręcam odbiornik do końca. Niech ma.

– Żadnego pożytku, żadnego wsparcia. Tylko troski, krzyż pański – ciągnie Łucja. – Dziecko też na odwal się zrobiłeś! Bo chciałam! I tyle twojego udziału.

– Pani Kozłowa nie przesadza! Głośniej mama dała, bo słuch słaby.

To Janek. Wchodzi do mieszkania i krzyczy coś na korytarz. Przypominam sobie. Rura z dołu to Kozłowa. Potem Janek od razu sunie do telewizora, wyłączyć. Bohaterowie tasiemca milkną i słychać tylko krzykliwą litanię Łucji:

– Całe życie, jakby się pies na nie wysrał! Nic od ciebie nie miałam, nic nie dostałam, słowa dobrego, troski mężowskiej. Lepiej mi było starą panną zostać, niż za takiego iść.

– Mamo – Janek pochyla się nad Łucją i potrząsa, tak, by patrzyła na niego. – Mamo, przestań, proszę. Rozmawialiśmy o tym. Tłumaczyłem.

– Nie przestanę! Niech wie cholera, co mi zrobił!

– Mamo, chodź, pójdziemy do salonu, weźmiemy lekarstwa, położysz się trochę.

Ujmuje ją pod ramię, ale Łucja nie wstaje. Wyszarpuje się.

– Zostaw! – krzyczy. – Takiś sam jak on jest. Niedojda, niedorajda najgorszy. Do domu mnie odwieź, a nie więzisz tutaj. Mogłam męża nie brać, dzieci nie mieć, święty spokój by był.

– Mamo, jesteś w domu. Chodź.

Janek ściska jej przedramię. Pociąga. Stanowczo. Tak, że na starej skórze zostaną siniaki. Na takiej skórze o siniaki bardzo łatwo. Łucja jeszcze mocniej się szarpie.

– Zostaw, bo policję wezwę! Opowiem im, co tutaj robisz.

– Mamo, proszę, ja nie mam już do tego siły – mówi on, jakby ta miała go zrozumieć. – Wstań i chodź.

Nie zwracam już na nich uwagi. Włączam telewizor. Pokój trzęsie się od reklamy polisy dla seniorów. Janek wzdryga się, jakby go ktoś zaszedł od tyłu i krzyknął „bu!”. Łapie za serce. Chwilę potem sięga po pilota, wyłącza odbiornik i roztrzaskuje pilota o podłogę. Później przydeptuje kilka razy, stopą w adidasach, których jeszcze nie zdjął.

 

*

 

– Proszę, oto karta zgonu – stary lekarz, z siwiejącą już brodą, podaje Jankowi papier. – Z tym proszę zgłosić się do Urzędu Stanu Cywilnego po akt zgonu. Proszę pamiętać, by wziąć dowód mamy, będzie potrzebny.

Zaraz potem zabierają Łucję. Czterech facetów o zmęczonych twarzach. Z domu pogrzebowego „Hades”. Kiedy wychodzą, mam jeszcze irracjonalną nadzieję, że ona wróci. Że za chwilę znów ujęta w ramę framugi zacznie swoją tyradę. Że przysiądzie koło mnie, by wylać całą żółć swojego życia.

Czuję się jak stolik, z którego zabrano telewizor. To pierwsze skojarzenie, jakie przyszło mi do głowy, kiedy wynieśli jej ciało. Wiem dlaczego. To było jeszcze za szczenięcych lat Janka. W salonie mieliśmy wtedy Rubina 714. Któregoś dnia odbiornik spalił się i trzeba było wyrzucić go na śmietnik. Został po nim tylko pusty stolik, który długo musiał czekać, by znów, za sprawą nowego telewizora, stać się najważniejszą częścią domu. Obraz tego mebla stoi mi teraz przed oczami, choć dawno już zamieniliśmy go na gównianą szafkę ze sklejki.

Gdy lekarz wychodzi, Janek długo lustruje pozostawiony przez niego dokument. Chodzi z nim po mieszkaniu. Czyta wciąż na nowo. Później siedzi bez ruchu, w salonie, wpatrzony w zegar na ścianie. Każdy odgłos na klatce schodowej sprawia, że wzdryga się, jak bite przez ojca dziecko na dźwięk kroków, oznajmiających powrót taty do domu. Czy Janek tak samo reagował na moje kroki?

Wieczór zastaje go wciąż w tej samej pozycji. Nie pił niczego. Nie jadł. Widzę, jak zaciska dłonie, by nie drżały. Widzę pot na jego skroniach. Napięcie na twarzy.

Po dwunastej jeszcze raz czyta kartę zgonu i dopiero potem wstaje. Idzie do swojego pokoju. Nie zamyka drzwi. Ściąga spodnie, skarpetki i koszulkę, po czym kładzie się do łóżka, zwijając w kłębek. Wygląda marnie. Jak przepędzony kundel w zimowy wieczór. Powinno mi być przykro. Ale nie czuję do niego już niczego.

Gdy zasypia, staję przy jego łóżku. Oddycha ciężko. Zmienił pozycję. Przewala się na posłaniu, niczym zmożony febrą. Mamrocze coś niezrozumiale. I nagle otwiera oczy. Właśnie wtedy, kiedy pochylam się nad nim. Jego źrenice przysłaniają białka niemal w całości. Mięśnie twarzy napinają się. Bierze głęboki wdech, jakby miał zaraz nurkować i zaczyna wbijać się w materac, jak gdyby rzeczywiście chciał się w nim zanurzyć. Wśród tłumionego szumu samochodów zza okna słyszę bicie jego serca.

Zbliżam się jeszcze bardziej i mówię:

– Wiem, co zrobiłeś matce.

Nie porusza się. Nie odzywa. Kołdra w okolicach krocza robi się mokra.

 

*

 

– Szczęśliwa rodzina, nie? – Policjant odkłada zdjęcie, które właśnie oglądał. Jesteśmy na nim wszyscy. Ja, Łucja, Janek, nawet Klara. Na fotografii widać altankę postawioną pod drzewem orzecha. Wtedy miałem jeszcze działkę. Wtedy jeszcze jeździliśmy na tę działkę razem. – A tu taki dramat – dodaje.

Jest ich dwójka. On i ona. On jest wysoki. Ma na sobie dżinsy, adidasy i polo. Ona ubrana jest podobnie, tylko polówkę zastępuje obcisła koszulka z krótkim rękawem. Jakby im rozdawali te szmaty zamiast munduru. To niewiarygodne, że policja mogła tak zejść na psy.

Kobieta jest niższa od tamtego o głowę i młodsza o kilkanaście lat. Nawet biorąc poprawkę na to, że policjant wygląda raczej na starszego niż w rzeczywistości. Z ciemnym zarostem, obrzękłą twarzą i rozszerzonymi naczyniami krwionośnymi nosa i policzków to nietrudne. Pod lewym okiem ma trzy brodawki, w jednej linii. Najpierw większą, później dwie mniejsze. Wyglądają jak wagony przyczepione do lokomotywy. Jak sanie w kuligu.

– Dobra, Młoda – mówi do kobiety. – Możesz się wykazać na starcie. Sprawa jest taka: dwa trupy w ciągu dwudziestu czterech godzin. Starucha, której siadły płuca. Jak się okazało, przez leki nasenne nasączone chlorkiem suksametonium. Nie na tyle, by zeszła od razu, ale wystarczająco, by po którejś dawce wyciągnęła nogi. Stara miała demencję. W sumie żadnego kontaktu. Myliła osoby, lata, miejsca. Mówiła do siebie. Opiekował się nią syn. I to jest nasz drugi sztywny. Jak stwierdził lekarz: „zmarł ze strachu”.

– To w ogóle możliwe?

– Nie ja tu mam dyplom z medycyny.

Kobieta podchodzi do zdjęcia i przygląda się.

– Jeśli weźmiemy pod uwagę statystykę – odzywa się – i to, jak trudno jest zajmować się kimś takim, sprawcą zgonu matki będzie syn.

– A czy statystyka mówi coś o jego śmierci?

– Może wyrzuty sumienia?

– To nie samobójstwo.

– W porządku. Więc co jeszcze wiemy?

Policjant zaczyna relacjonować, chodząc przy tym po pokoju i zaglądając w każdy kąt, jakby szukał kogoś, kto ukrył się tutaj, by ich podsłuchać.

– Wiemy, że facet nie miał się najlepiej – mówi. – Parę tygodni temu rozstał się z kobietą. Jak ta zeznała, z powodu jego matki i jego niechęci, by oddać ją do domu opieki. Sąsiedzi skarżyli się na hałasy. Podobno matka bardzo głośno oglądała telewizję. Wiemy, że syn zgłaszał się do producenta telewizora, sądząc, że odbiornik włącza się samoistnie. Podobno widział to parę razy osobiście. Sprzęt zabrano raz do serwisu, ale wszystko było w porządku. Dlatego później zaczęli olewać sprawę. A była faceta dodaje, że to nie jedyne niewyjaśnione rzeczy, o jakich ten jej opowiadał.

Na komodzie w salonie leżą resztki pilota. Policjant przystaje przy nich i ogląda bacznie.

– Wiemy też – kontynuuje po chwili – że gdyby nie śmierć syna, nie wiedzielibyśmy, że ktoś pomógł starej przetransportować się na tamten świat. Lekarz stwierdził niewydolność oddechową. Przybił na to kwit. Stara była już stara. Takie rzeczy się zdarzają.

– Kto dziedziczy mieszkanie? – pyta policjantka.

Jej zwierzchnik wymownie kiwa palcem.

– Dobry trop – mówi przy tym. – Ale okazuje się, że gmina. Po synu nie ma żadnej bliższej rodziny. Ojciec faceta, a mąż starej, zawinął się na Cmentarną już siedem lat temu. Słabo im się układało.

– Przyczyna zgonu?

– Serce. Wywalił kitę w tamtym fotelu – wskazuje na mnie głową. – Papiery mówią, że zapomniał się i wziął jeszcze raz leki na hipotonię.

– Biorąc pod uwagę to, co stało się tutaj ostatnio, nie brzmi to przekonująco.

– Masz coś jeszcze równie odkrywczego?

Kobieta przewraca oczami, podchodzi do drzwi mojego pokoju i zagląda do środka.

– To może to? – pyta. – Żona zabija męża, syn zabija matkę, duch jej lub jego zabija syna.

– Tak – odpowiada tamten, ponownie sięgając po zdjęcie. – A w tej altance mieszka Święty Mikołaj.

Kobieta śmieje się. Nie słucham już ich. Niech robią swoją robotę, mnie nic do tego. Wychylam się z fotela i włączam telewizor.

– O kurwa! – słyszę głos policjanta. Zaraz potem pewnie zdjęcie wypada mu z rąk, bo rozlega się odgłos tłuczonego szkła.

– Co jest, Kulig, boisz się duchów? – pyta kobieta, z udawaną radością, która nie brzmi szczerze.

– Nie szarżuj, Młoda – odcina się tamten. – I lepiej powiedz mi, że to twoja sprawka.

 

 

 

Koniec

Komentarze

OK, jest jakiś pomysł, ale ze względu na obowiązkowość elementu fantastycznego, nietrudno odgadnąć, kto jest narratorem, więc na puentę już dużo nie zostaje.

Fabuła całkiem zacna.

Babska logika rządzi!

Miałam podobnie, że przedwcześnie odgadłam tożsamość narratora. I nie załapałam końcówki, o co chodziło z tym zdjęciem? Za to stosunki panujące w rodzinie oddane bardzo sprawnie. Staruszka z demencją, synuś który z jednej strony chce żyć swoim życiem, z drugiej musi się opiekować matką… straszno-smutne, ale opisane wiarygodnie.

Miałam problem, aby wczuć się w treść. Puenta była przewidywalna, ale mimo tego, mogła wzbudzić trochę więcej uczuć na koniec. Oddałeś jednak bardzo sprawnie nastrój beznadziei. Chyba aż za bardzo. Za to duży plus.

Bardzo zacne opowiadanie. Niezwykle realistyczne, ze świetnie opisaną sytuacją rodzinną, a element fantastyczny, jak na mój gust, wystarczający, całkiem wiarygodnie tłumaczy ostatnie wydarzenia.

Tytułowe zdjęcie świetnie wpisuje się w opisane okoliczności i bez zdziwienia przyjmuję fakt, że zdziwiona jest pani policjant, widząc na fotografii taką szczęśliwą rodzinę.

 

wy­glą­da ra­czej na star­sze­go niż w rze­czy­wi­sto­ści. Z ciem­nym za­ro­stem, obrzę­kłą twa­rzą i roz­sze­rzo­ny­mi na­czy­nia­mi krwio­no­śny­mi nosa i po­licz­ków to nie trud­ne. – …i po­licz­ków to nietrud­ne.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Wielkie dzięki za przeczytanie i opinie. Cieszę się, że w tekście znaleźliście coś, co, w mniejszym lub większym stopniu, Wam się spodobało.

Co do samej puenty – początkowo miało to być klasyczne „ta dam! Tak to się miało naprawdę”, ale gdy przysiadłem do tekstu bardziej atrakcyjna wydała mi się pewna naturalność całej tej sytuacji w opisywanym domu i na zaskoczeniu przestałem się skupiać. Co oczywiście nie znaczy, że gdybym przywiązywał do tego większą wagę, zrobiłbym to umiejętniej. Warto będzie sprawdzić to przy innym tekście w przyszłości.

@regulatorzy – dzięki! Babol poprawiony.

 

pzdr,

p. 

OK. I ja dziękuję, Podstuwaku, za bardzo porządne opowiadanie. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Chętnie dam klika, ale jak mi ktoś wyjaśni końcówkę, może być na prv :)

Bella, ale o co chodzi? Możesz zadać konkretne pytania?

Babska logika rządzi!

Aaaa już mi Reg napisała :D Myślałam, że policjanci coś na zdjęciu zobaczyli a oni się tv wystraszyli ;) Już klikam!

;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

– Mamo, to jest Nina – mówi Janek, wskazując kobietę, z którą przyszedł.

Gdy siadają z Niną w salonie, widzę tylko jej nogi

Mam wrażenie, że gdzieś widziałam też nadprogramowy przecinek, ale nie skopiowałam.

Hmmm… Czyli wychodzi na to (nie po raz pierwszy, jestem przyzwyczajona), że tylko ja nie domyśliłam się zakończenia. Kompletnie mi to nie przeszkadza, oczywiście.

W sumie ojciec nie musiałby być duchem, żeby przestraszyć syna na śmierć. Nie rozmawiają ze sobą od lat, “nie zauważają” się, a tu nagle w środku nocy jeden przychodzi do drugiego z tekstem “wiem, co zrobiłeś matce”.  

W zasadzie odbieram ten tekst jako obyczajowy.

Podobał mi się :)

 

Podobało mi się. Dobry pomysł na wykorzystanie przysłowia, a przede wszystkim opowiadanie jest o czymś. Doceniam to, że postaci są złożone a ich rzeczywiste relacje i działania ostatecznie jedynie zasugerowane. Zwróciłem np. uwagę na wzruszającą wypowiedź narratora “Mam jeszcze irracjonalną nadzieję, że ona wróci. (…) Że przysiądzie koło mnie, by wylać całą żółć swojego życia.”

Zabrakło mi gdzieś na początku informacji, że to się dzieje w bloku. Zmyliła mnie wzmianka o chłopskim pochodzeniu Łucji i wyobrażałem sobie całość w scenerii wiejskiego, rodzinnego domu. Stąd pojawiające się w pewnym momencie odgłosy spod podłogi odebrałem jako kolejne zjawisko metafizyczne ;)

Z formalnego obowiązku przyczepię się do szczegółów medycznych (nieistotnych jednak dla odbioru całości):

– nie ma czegoś takiego jak “niewydolność płuc”. Jest “niewydolność oddechowa”, choć myślę, że w podobnej sytuacji lekarz wpisałby do karty zgonu raczej “niewydolność serca”.

– pracownicy zakładu pogrzebowego nie powinni zabierać ciała, zanim lekarz nie zakończył wypisywać kartę zgonu. Najczęściej zresztą zabierają tę kartę i sami pośredniczą w uzyskaniu urzędowego aktu zgonu.

– nie spotkałem się w praktyce z określeniem “leki na niskie ciśnienie”. Nie bardzo zresztą domyślam się, czy tak określone leki to te, które ciśnienie mają obniżać, czy zwiększać (a to u ludzi w wieku podeszłym ogromna rzadkość).

 

Warsztatowo zwróciłem uwagę jedynie na “nie czuję do niego już niczego”.

Przeczytałam, komentarz po zakończeniu konkursu.

Ciekawe wykorzystane przysłowie i sprawnie napisany tekst. Podsumowując jestem zadowolona z lektury i życzę powodzenia w konkursie.

Wielkie dzięki za przeczytanie i uwagi. Cieszę się, że tekst odbieracie raczej pozytywnie.

@cobold – bardzo słuszne uwagi, dzięki! Trochę pozmieniałem w paru punktach, mam nadzieję, że teraz wszystko bardziej będzie się trzymać kupy.

 

pzdr,

p.

Ciekawe opowiadanie, chyba pierwsze w tym konkursie utrzymane w poważanym, a nawet bardzo poważnym tonie. Bardzo dobrze oddałeś klimat i problemy wymyślonej przez siebie rodziny. Historia jest z tych ponurych i bardzo przekonywujących. Rzeczywiście wyszło to realistycznie. Tyle tylko, że nic mnie w tym opowiadaniu nie zaskoczyło, nie zmusiło do refleksji, nie miałem też moralnych wątpliwości. Może dlatego, że żaden z bohaterów ich nie ma, nikt z nich nie stoi na rozdrożu, oni (każde z nich osobno) kroczą już swoją wybraną drogą. Widzę, że masz w dorobku kilka piórek. Z pewnością zajrzę.

Cieszę się, że tekst Cię zaciekawił. Dzięki za cenne uwagi. Będę musiał przy następnym opowiadaniu pamiętać o tym, co piszecie o zaskakiwaniu.

 

pzdr,

p.

Klimat to największy plus tego opowiadania jak dla mnie. Jest ponuro, ciężko, nieprzyjemnie. Tekst zawsze wciąga mnie najmocniej, gdy wiem już, że za chwilę wydarzy się coś złego, a tu podobne wrażenie miałem przez cały czas. 

“Nie wyglądają[-,] jak nogi czterdziestopięcioletniej kobiety.”

 

“– Taką kurwę tylko na gnoju wozić, nie do domu spraszać[+!] – krzyczy Łucja.”

 

“Przypominam sobie. Rura z dołu to Kozłowa.” – Trudno powiedzieć, że sobie przypomina sam, skoro właśnie to usłyszał.

 

“– Mamo[+,] – Janek pochyla się nad nią i potrząsa, tak, by patrzyła na niego.”

 

“Proszę pamiętać[+,] by wziąć dowód mamy, będzie potrzebny.”

 

“Jego źrenice przysłaniają białka niemal w całości.” – To brzmi tak, jakby źrenice wypełniały całe oczy…

 

“– Co jest, Kulig, boisz się duchów? – pyta kobieta[-,] z udawaną radością, która nie brzmi szczerze.”

 

Melduję, że przeczytałam ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Bardzo mi się podobało. Jak do tej pory najlepsze opowiadanie konkursowe jakie przeczytałem. Wciągająca historia, wartka akcja i dodatkowo nie jest o niczym. Warte przeczytania!

@Reinee, @Natan – dzięki za przeczytanie, cieszę się, że tekst się Wam podobał.

@joseheim – wielkie dzięki za przeczytanie i wyłapanie baboli. Poprawię je po zakończeniu konkursu. Chętnie też poznam wtedy Twoją opinię o tekście.

 

pzdr,

p.

Porządnie napisany tekst z dawką grozy i obrzydliwości. Mamusia była okropna i nikomu takiej nie życzę, nawet synka jestem prawie w stanie zrozumieć. Zakończenia się spodziewałam, ale podobało mi się. Idę klepnąć bibliotekę. ;)

"Myślę, że jak człowiek ma w sobie tyle niesamowitych pomysłów, to musi zostać pisarzem, nie ma rady. Albo do czubków." - Jonathan Carroll

@Morgiana89 – bardzo się cieszę, że tekst przypadł Ci do gustu. Dzięki za przeczytanie i klepnięcie biblioteki.

 

pzdr,

p.

Opowiadanie ni to ziębi, ni grzeje. Element fantastyczny jest, ale jakoś mnie nie ruszył. Gdyby go wykroić, byłaby pełna obyczajówka – te zaś to raczej nie moja para kaloszy, więc nic dziwnego, że i tekst mnie nie kupił. Ale czytało się w porządku, choć czasem jakieś grudy pojawiły się na drodze i literówki. Sama sprawa kryminalna też niezgorsza :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Dzięki za przeczytanie i opinię. Doskonale rozumiem Twoją ocenę, bo ja przy tego typu tekstach z reguły mam tak samo, jednak ta historia zaczęła mi się układać w taki sposób i postanowiłem zobaczyć, co się stanie.

Cieszę się, że czas na lekturę, jak się zdaje, nie był zupełnie stracony.

 

pzdr,

p. 

.

 

Peace!

 

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Ja to mam jakiegoś pecha ostatnio. Albo na FB podsyłają mi info, że jakiś kretyn przejechał własnego psa, bo mu się zsikał w samochodzie albo proszą o pomoc dla trzydziestu kotów, które ginęły z głodu i chorób w jakieś porąbanej baby, albo AnimalPlanet serwuje mi kolejną opowieść o zagłodzonych psach.

A teraz to.  Podstuwaku, pokazałeś koszmar, ale tak strasznie prawdziwy, że łzy utknęły mi w krtani. Chyba z wiekiem zrobiłam się bardziej wrażliwa na krzywdę. I nie chcę tu mówić, kto jest bardziej pokrzywdzony w Twojej opowieści. Ten tekst po prostu boli.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Wielkie dzięki za przeczytanie i opinię.

“Ten tekst po prostu boli” – to chyba najlepsza recenzja, jaką dostałem.

 

pzdr,

p.

Mam słabość do konkursów i tekstów konkursowych, więc musiałem przyjść i się rozejrzeć.

Kilka uwag na szybko:

 

– Mamo, to jest Nina – mówi Janek, wskazując kobietę, z którą przyszedł / Przecinek

 

– Pamiętasz ją, prawda? – dopytuje matki Janek / Pamiętasz Ninę, prawda? – dopytuje Janek

 

 

Kobieta muska policzek starej / Nina muska policzek staruszki. Ewentualnie: Kobieta muska policzek staruszki

 

Zamiast na stojącą przed nią parę, gdzieś poprzez nią / Powt.

 

Ta wstaje bez sprzeciwu, przez co ten chwieje się trochę / Ta wstaje bez sprzeciwu, przez co mężczyzna chwieje się trochę

 

Jest zaskoczony tym, że poszło tak łatwo / Zbędne

 

Nie pamiętam już, o co poszło / Przecinek

 

 

Przekonywać, że po tych jego pigułach, nawet gdyby bombardowali miasto, matka by się nie obudziła / Przecinek

 

Gdy siadają z Niną w salonie, widzę tylko jej nogi / Przecinek

 

Ale wciąż musiał mieć w sobie coś, bo kobiety zawsze miał ładne / Powt.

 

Nie potrafił ich tylko przy sobie utrzymać / Zbędne

 

Tym piskliwym tonem, jaki zawsze wybrzmiewa / Tym piskliwym tonem, jaki zawsze przyjmuje

 

Janek siada na jej miejscu, opiera łokcie na kolanach i chowa głowę w dłoniach. Oplata ją nimi, jakby były okładem na ból głowy / Powt.

 

Janek pochyla się nad nią i potrząsa, tak, by patrzyła na niego / Janek pochyla się nad Łucją i potrząsa tak, by patrzyła na niego

 

 

Takiś sam jak on jest / Zbędne

 

Mamo, proszę, ja nie mam już do tego siły / Zbędne

 

Proszę pamiętać, by wziąć dowód mamy, będzie potrzebny / Przecinek

 

Że za chwilę znów ujęta w ramę framugi zacznie swoją tyradę. Że przysiądzie koło mnie, by wylać całą żółć swojego życia / Zbędne

 

Każdy odgłos na klatce schodowej sprawia, że wzdryga się, jak bite przez ojca dziecko na dźwięk kroków, oznajmiających powrót taty do domu / Wynika z kontekstu, zbędne

 

Bierze głęboki wdech, jakby miał zaraz nurkować i zaczyna wbijać się w materac, jak gdyby rzeczywiście chciał się w nim zanurzyć / Powt.

 

Zbliżam się do niego jeszcze bardziej i mówię / Zbędne

 

Ma na sobie dżinsy, adidasy i polo. Ona ubrana jest podobnie, tylko zamiast polówki ma obcisłą koszulkę z krótkim rękawem / Ma na sobie dżinsy, adidasy i polo. Ona ubrana jest podobnie, tylko zamiast polówki nosi obcisłą koszulkę z krótkim rękawem

 

Jakby im rozdawali te szmaty zamiast munduru / Mnoga: mundurów

 

Kobieta jest niższa od tamtego o głowę i młodsza o kilkanaście lat / od partnera

 

Sąsiedzi skarżą się na hałasy / Czas przeszły: skarżyli

 

Zaraz potem pewnie zdjęcie wypada mu z rąk, bo rozlega się odgłos tłuczonego szkła / Zbędne

 

Dobry tekst. Fabularnie nie ma tu dużego zaskoczenia, ale też wg mnie zaskoczenie nie zawsze jest konieczne i nie zawsze musi być najważniejszym czynnikiem – ta opowieść bazuje na emocjach i pod tym względem się sprawdza, umiejętnie odmalowujesz obraz poszczególnych członków rodziny, zależności, powinności i pretensji, jakie ich łączą. Niezbyt to miłe, ale prawdziwe. Język masz swój, charakterystyczny, to też na plus, szczególnie rytm (powtarzanie, dopowiadanie, dynamika) i porównania (np. to z pustym stolikiem czy to z brodawkami), choć nie obyło się bez zgrzytów. Koniecznie zwróć uwagę na podmioty i ich precyzyjne określanie – bez nadmiaru “ta”, “tamten” czy innych ogólnych określeń, naprawdę lepiej jest powtórzyć “główny” i najważniejszy podmiot (np. Nina, Janek, Łucja itp.) niż szukać dla niego jakichś odległych zamienników (”ta”, “stara” itp.). Przyjrzyj się też zaimkom i powtórzeniom.

Czołem!

Nadrabiam:

 

Jest nieprzyjemnie, duszno i przykro. Zdecydowanie udało Ci się wykreować ciężki klimat. Jest parę mocnych, dobrych scen. Wszystko jest takie… ponuro wiarygodne, aż żal czytać, jeśli można to tak określić. To jest tym większy szok, że prawie wszyscy pozostali uczestnicy konkursu poszli w opowieści lekkie i humorystyczne. Dostałam normalnie jak młotem. Fakt, że w pewnym momencie czytelnik zaczyna pojmować, że narrator jest niewidzialny, ale to nie szkodzi. Jedno z najlepszych opowiadań w konkursie.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Świetnie naszkicowane relacje między bohaterami. Myślę, że opowiadanie dużo zyskuje tym, że nie ma w nim jednego czarnego charakteru, a każdy z bohaterów ma swojego. Podobało mi się.

@Rorschach – wielkie dzięki za przeczytanie, opinię i korektę. Kiedy tylko będę miał warunki, pochylę się nad nią. Twoje uwagi będę musiał dokładnie przemyśleć i wielkie dzięki za ich wypisanie.

 

@joseheim – dzięki za przeczytanie! Cieszę się, że tekst Ci się spodobał. Założeniem tekstu był klimat, który opisałaś w komentarzu i to przyjemne, że udało się go osiągnąć.

 

@kam_mod – dzięki za przeczytanie i za opinię. Cieszę się, że tekst Ci się podobał.

 

pzdr,

p.

Siłą opowiadania są dobrze ukazane, przekonujące, a przez to przygnębiające relacje syna z matką i przemyślenia ojca o synu oraz żony o mężu. Słabością łatwy do odgadnięcia “stan” ojca. I trochę tego szkoda. Niemniej, tekst jest udany. I porządnie napisany.

Wielkie dzięki za przeczytanie i opinię. Cieszę się, że ostatecznie wyszło na plus.

 

pzdr,

p.

Trochę błędów interpunkcyjnych Ci się wkradło, ale ogólnie czytało się sprawnie. Pomysł ciekawy, chyba najmocniejszą stroną tekstu są relacje rodzinne. I mimo że domyśliłem się, w jakim stanie jest narrator, to lekturę uważam za udaną.

Przede mną ugnie się każdy smok, bo w moich żyłach pomarańczowy sok!

Wielkie dzięki za przeczytanie! Bardzo cieszy mnie Twoja opinia.

 

Pzdr,

p.

Parę tygodni temu rozstał się z kobietę.

W tym konkursie opowiadanie wyróżnia się ciężkością tematu, za który się wziąłeś. To duży plus. Relacje rodzinne pokazałeś wiarygodnie i do bólu realistycznie – ponownie się nie zawiodłem. Czytając, miałem skojarzenia z filmem “Ostatnia rodzina” o rodzinie Beksińskich.

Świetny tekst. Nie zaskoczyłeś mnie postacią ducha, ale nic nie szkodzi. Na początku podejrzewałam co prawda, że ojciec “mieszka” w zdjęciu (bardziej by to pasowało do przysłowia), ale fotel też wyszedł fajnie. Bardzo realistycznie ująłeś relacje rodzinne, konstrukcja psychologiczna postaci jest bez zarzutu, co nie było łatwe do osiągnięcia, biorąc pod uwagę powagę tematu. Udało Ci się nie przedobrzyć. Mi szczególnie przypadła do gustu ta scenka: 

Gówno się ci od tych seriali na życiu znają. Ale zostawiam je czasami. Łucja lubi.

Takie proste, a takie wzruszające.

Kawał dobrej roboty, nic dziwnego, że opowiadanie trafiło na podium :)

@MrBrightside – dzięki za przeczytanie, opinię i wyłapanie literówki – już poprawiona.

Cieszę się, że Ci się podobało. Również porównanie mi schlebia – film, co prawda, muszę jeszcze nadrobić, ale po trailerze i recenzjach oczekuję od niego dużo, również właśnie pod względem kunsztu budowania relacji wewnątrzrodzinnych.

 

@Iluzja – dzięki za przeczytanie i komentarz. Cieszę się, że tekst spełnił Twoje oczekiwania. Wielkie dzięki za organizację konkursu – świetnie było wziąć w nim udział.

 

pzdr,

p. 

Kawał dobrego, mocnego gówna. Gówna, bo tak właśnie trochę kojarzy mi się klimat tego opowiadania – jest smród, jest duchota, jest jakiś taki niezdrowy ciężar, jest lepko i nieprzyjemnie. A do tego – pomijając oczywiście kwestię narratora – bardzo, cholernie, wstrętnie prawdziwie.

Okrutnie mi się podoba, jak rozegrałeś ten tekst. Praktycznie w całości jest to obyczajówka z niepokojącą nutką (kurna, jaką nutką? Symfonią) patologii i odrazy, niespieszna, klimatyczna, obleśnie szczegółowa i cholernie mocna, szczególnie, że opowiedziana beznamiętnie, co pięknie konrapunktuje treści. No i finał. Z jednej strony nie było wielkiej niespodzianki niby, ale ja i tak dałem się podejść w sumie. Finkla napisała, że domyśliła się narratora przez wzgląd na obowiązkową obecność fantastyki. I jest to poniekąd racja, ale osobiście uważam, że nie można tego traktować jako zarzutu, bo w każdym innym wypadku zdołałbyś zaskoczyć czytelnika nielicho. Poszlaki wskazujące na aktualny adres zamieszkania ojca są czytelne, ale na tyle subtelne, że dopiero w chwili, gdy ten adres faktycznie pojawia się w tekście, wszystko wskakuje na swoje miejsce. Czyli rozegrałeś to dokładnie tak, jak rozegrane być powinno. Albo niemal dokładnie, bo najlepszy efekt, moim zdaniem, byłby, gdybyś twist zostawił na sam koniec – ostatnie zdanie albo chociaż akapit. No, ale tak jak jest, też jest dobrze.

Jeśli chodzi o wywiązanie się z założeń konkursu, to jestem kontent w sumie. Tekst pod tym względem trochę trąci dosłownością, ale wybrałeś sobie przysłowie, które raczej trudno interpretować metaforycznie (choć dałoby się, jestem o tym przekonany), a przy tym efekt jest świetny, więc się nie czepiam.

Co mi zatem zostaje, to pogratulować podium i zrobić Ci pamiątkowe zdjęcie.^^

 

Peace!

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Wielkie dzięki za przeczytanie i obszerny komentarz. Tym bardziej, że tak pozytywny. Cieszy mnie, że tekst przypadł Ci do gustu i że tak go postrzegasz, bo pokrywa się to w całości z moimi założeniami względem niego. To bardzo satysfakcjonujące.

Co do dosłowności w podejściu do wykorzystania przysłowia – z pewnością by było można, ale nawet mi nie przyszło to do głowy…

 

A, i dzięki za konkurs! Wziąłem udział z przyjemnością.

 

pzdr,

p.

Opowiadanie spodobało mi się, mimo smutnego nastroju, w który potrafiłem wczuć się bardzo dobrze, tym bardziej w okresie, gdy czytałem tekst. Klimat był nieco “ciemny” (nie mroczny), gęsty… Ale zakończenie przewidywalne, jednak, jak sądzę, nie ono było głównym celem tekstu.

Mee!

Dzięki za przeczytanie i opinię. Cieszę się, że tekst przypadł Ci do gustu.

 

pzdr,

p.

Nowa Fantastyka