- Opowiadanie: mstepniewski - Narodziny oceanu

Narodziny oceanu

Dyżurni:

ocha, bohdan, domek

Oceny

Narodziny oceanu

Młody, dobrze zbudowany mężczyzna opiera się o kuchenny blat, przyciska czoło do wiszących przed nim białych szafek. Zalewa kawę wrzątkiem, odstawia mleko do lodówki. Wychodzi na taras, siada na obitym miękkim syntetykiem krześle i obejmuje kubek dłońmi. Zakryty jasnymi panelami basen uparcie drażni jego uwagę. Spogląda długo na leżące w dolinie miasto i ledwie widoczną za nim linię wody. Mruży oczy, gdy na wschodzie pojawia się kula słońca. Pokrywający wzgórza las szumi cicho, a jego mieszkańcy rozpoczynają swój codzienny, wieczny jazgot.

To nie będzie dobry dzień.

 

Dwie elegancko ubrane osoby żwawo przechodzą przez należący do ośrodka park, wchodzą do jednego z nowoczesnych budynków i zjeżdżają windą pod ziemię. Kobieta tłumaczy coś mężczyźnie.

– To uproszczenie, ale przyjmijmy, że tak jak tutaj się jest, tam się nie jest. W pewnym sensie istnieje się, ale nie żyje. Tylko, że nie kiedy się tam jest.

– A więc nie postrzega się.

– Nie. Nie kiedy się tam jest. Ale kiedy jest się tutaj, pamięta się wrażenie.

– Nie będę udawał, że rozumiem. Kto to będzie?

– Jedyny, którego zdołaliśmy zaangażować w tak nagłej sytuacji. Przejawia pewne problemy, ale jest bardzo skuteczny.

– Ale tak naprawdę, to nie on będzie działać.

– Nie, my będziemy. Poprzez kombinezon. Uprzedzając pytanie, nie, nie można wysłać robota. Oni nie robią niczego, ale nie robią bardzo intensywnie. Robot nawet nie dotarłby tam, gdzie jest pańska córka.

Oboje wysiadają z windy i wchodzą do pokoju obserwacyjnego. Przez dużą szybę widać przestronną, sterylną salę. W jej centrum przezroczysta kopuła, której ciemne wnętrze kontrastuje z rozświetlonym pomieszczeniem.

Kobieta zauważa, że jej towarzysz zwrócił uwagę na uzbrojonych ochroniarzy stojących na dole, obok sanitariuszy. Wzdycha i niechętnie przyznaje:

My również wciąż rozumiemy niewiele.

 

Numer szesnaście wchodzi do sali. Sprężystym krokiem wielkiego kota zmierza ku studni. Jego obecność sprawia, że sanitariusze i ochroniarze milkną, napinają mięśnie, kurczą się odrobinę w sobie, choć nie dają tego po sobie poznać. Mężczyzna przystaje w lekkim rozkroku, z dłońmi nieco nienaturalnie odsuniętymi od ciała. Zwraca się ku obserwatorium, jego spojrzenie jest nieeleganckie, wyniosłe, pogardliwe. Za otępiałym wyrazem twarzy zdaje się kryć jednak coś innego, bardzo rozedrganego. Zaciska zęby i ponownie przenosi wzrok na znajdujący się przed nim właz. Nie słucha rozchodzących się komunikatów, czeka na cichy syk i stuknięcie otwierającego się przejścia.

Powoli, przezwyciężając opór materii, wkracza w ciemną, ciepłą wodę, aż znika zupełnie, a malutkie fale, które wzburzył, uspokajają się.

 

Obok dryfującego ciała przepływa coś ogromnego. Mijają wieki, giną i rodzą się światy, pustka nie zmienia się w ogóle.

Ciało napina się w próbie wyrwania z korzeni światła. Choć dół i góra nie istnieją, unosi wzrok, by ujrzeć jasnowłosą, ubraną na czarno kobietę wyciągającą ku niemu dłoń. Za nią pojawiają się kolejni. Mówiłem gardzę, ludzie. Teraz mówię, kocham, ludzie.

Dom, najdroższy dom, staje w płomieniach.

 

Po kilkudziesięciu sekundach właz studni otwiera się ponownie, wylatuje przez niego mężczyzna, własnym ciałem chroniący trzymaną w ramionach drobną kobietę. Z hukiem uderzają o podłogę, jego pancerz rysuje gładką powierzchnię. Na chwilę zapada cisza, a potem oboje zaczynają krzyczeć, wrzeszczeć opętańczo, jakby doświadczali bólu wymykającego się jakimkolwiek określeniom.

Ona, naga, z pięknymi, jasnymi włosami, o oczach niemalże pozbawionych już barwy. Wciąż pokryta dziwną, ciemną wodą, jakby grawitacja była nowym zjawiskiem dla tej cieczy. Po chwili milknie, omdlewa, zwija się w kłębek pod ścianą i nie stawia oporu badającym ją pośpiesznie sanitariuszom.

Ale on nie przestaje krzyczeć, pełźnie w stronę studni. Nie daje rady wstać, ale wybija kolano jednemu z próbujących uspokoić go ochroniarzy. Opiera się o szklaną kopułę, resztką sił tłucze pięściami we właz, próbuje szarpać za jego krawędź, ale bezskutecznie.

Dopiero tam upada prawdziwie, jego oczy stają się białe i przestaje krzyczeć.

Koniec

Komentarze

Nie mam pojęcia, co właśnie przeczytałem. Wygląda na zbiór kilku scenek, chyba dotyczą tego samego mężczyzny, który ma jakieś moce. Czy powiesz mi, Autorze, co one symbolizują? Bo ja nie kum-kum :(

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Podobnie jak NWM, co przeczytałam?

To i ja dołączę do chóru niekumatych.

Zakryty jasnymi panelami basen uparcie drażni jego uwagę. Spogląda długo na leżące w dolinie miasto i ledwie widoczną za nim linię wody.

A to ciekawski basen! Uważaj na uciekające podmioty.

Babska logika rządzi!

Ja skumałam, że facet poszedł ratować babkę (czyjąśtam córkę) no i w pewnym sensie uratował, tyle, że ani nie wiem z czego, ani co tam się właściwie stało.

Wykorzystam zdanie z tego opowiadania: – Nie będę uda­wać, że ro­zu­miem.

 

żwawo prze­cho­dzą przez na­le­żą­cy do ośrod­ka park, wcho­dzą do… – Nie brzmi to najlepiej.

 

Tylko, że nie kiedy się tam jest.Tylko, że niekiedy się tam jest.

 

kur­czą się odro­bi­nę w sobie, choć nie dają tego po sobie po­znać. – Powtórzenie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

To absolutnie urocze, że tak piszecie o tym nierozumieniu.

Nie sądzę, żeby bohater miał super moce jak w komiksach, chyba po prostu posiada pewne pożądane predyspozycje, jednocześnie nie radząc sobie z innym, raczej fundamentalnym aspektem. W ogóle pewnie wygląda jak jakiś aktor z amerykańskiego filmu akcji, śmieszny taki.

 

@Finkla

 

Signifié et signifiant, jest 2017 rok, Lacan nawet już zdążył umrzeć.

Coś tam można się domyślić,  ja się nawet zaciekawiłam :D Ale generalnie to za mało powiedziane o akcji, świecie, o bohaterze też niewiele :( Kilka słów więcej na pewno by nie zaszkodziło:P

Nie wiem sam, co mi się marzy, jaka z gwiazd nade mną świeci - J.Kaczmarski

No cóż… Misja teoretycznie się powiodła, czyż nie? ;)

 

Pozdrawiam :)

Hmmm… lubię historie, które muszę sam poskładać, ale tutaj mam mieszane uczucia. Zbyt dużo niedopowiedzeń. Rozumiem, że szort ma być swego rodzaju wyzwaniem intelektualnym, ale niestety nie udało mi się mu podołać.

@Michau

 

No spoko, nie przejmuj się.

Scenka. Skojarzyła mi się ze “Świętym Wrocławiem” i spodobała w podobnym stopniu co dzieło Orbitowskiego – tak sobie z lekkim wszkazaniem na nie bardzo.

Trochę przesadziłeś z opisami, co samo w sobie nie jest wadą, bo niektórzy to lubią, ale przy wysokiej szczegółowości trzeba się cholernie starać, żeby nie zawiesić czytelnika. Mnie zawiesiłeś w dwóch miejscach: przy przyciskaniu czoła do szafek kuchennych powieszonych nad blatem ( zacząłem to sobie wyobrażać i roztrząsać czy facet ma bardzo długą i pokrzywioną szyję czy wyjątkowo kiepsko zaaranżowaną kuchnię) i przy nieeleganckim, wyniosłym, pogardliwym spojrzeniu oczu osadzonych w twarzy o otępiałym wyrazie ( wszystko, co sobie wyobrazilem w zwiazku z tym było dosć komiczne, ale koniec końców fantazyjnie obdarowałem głównego bohatera facjatą naburmuszonego Jasia Fasoli).

Nie znam się, więc się wypowiem (a potem założę sobie fanklub)

@gary_joiner

 

Symptomatyczny jest ten podpis pod Twoim postem, co?

Skąd się bierze to przekonanie, że tworząc cokolwiek myśli się, lub powinno myśleć, o odbiorcy – nie wiem.

Skąd się bierze to przekonanie, że tworząc cokolwiek myśli się, lub powinno myśleć, o odbiorcy – nie wiem.

Ja wiem, ale nie chce mi się tłumaczyć. Podobnie jak tajników prawidłowego wykorzystania słowa “symptomatyczny”.

Nie znam się, więc się wypowiem (a potem założę sobie fanklub)

Nowa Fantastyka
Patronujemy