- Opowiadanie: Antyradek - Bitwa na klawiatury

Bitwa na klawiatury

To tym razem coś nietypowego.

Co się stanie, jeśli do maszyny do nadpisywania zasad wszechświata dorwie się ktoś niepożądany?

 

Dramat (skecz?) z podziałem na role. Dość absurdalny i czarny. Nie należy traktować go poważnie. Należy do świata, który wcześniej opisałem w anonimowym opowiadaniu „Kontakt bezpośredni”, ale inne miejsce i postaci. Były problemy z formatowaniem, piszę w LaTeXu który słabo eksportuje nie-PDFy.

Jednak ze względu na wierszowanie, mogą być małe błędy językowe, bo tak trzeba było dopasować końcówki wersów. Nie udało mi się jednak wprowadzić rytmiki, Mickiewiczem nie jestem.

Przysłowie: Kto mieczem wojuje, od miecza ginie.

Nigdy nie pisałem wcześniej wierszy, zawsze musi być ten pierwszy raz.

Pozostałe opowiadania z tego uniwersum w ładnym pliku PDF:

(http://antyradek.eu5.net/projects/quadreversum).

Wersja 1.0.0 – Pierwsze podejście.

Wersja 1.0.1 – Wydłużone zdania za namową Śniącej.

Dyżurni:

brak

Biblioteka:

Użytkownicy II, Użytkownicy

Oceny

Bitwa na klawiatury

Ta komedia została znaleziona w Głównej Bibliotece w czasie jej digitalizacji z sześciokątnych płytek pamięci do komputera. Nie jest dokładnie wiadome, kto ją napisał, a i nikt się do tego nie przyznaje. Może to i lepiej.

 

Postaci:

• Doktor Evilion – człowiek.

• Przydupas – dziwna hybryda człowieka z czymśtam, stworzona przez Eviliona.

• Mikołaj – potwór.

• Nadar – człowiek.

• Ferro – potwór.

Wymagania:

• Puste miejsce w pierwszym rzędzie, dla Eviliona.

• Kilka osób o imieniu Mikołaj na widowni.

• Podstawiona osoba z telefonem i bombą pod siedzeniem.

 

Poniższy scenariusz powinien być zagrany w naszym jedynym teatrze na Księżycu Radości. Dla realizmu, powinno się zamiast aktorów użyć rzeczywistych postaci przedstawionych w skrypcie (z wyjątkiem Ferra, gdyż jest beznadziejnym aktorem i nie zagrałby dobrze nawet samego siebie).

Akcja rozgrywa się na Potworanie, w najbardziej strzeżonej części zbrojowni, przy naszej maszynie do nadpisywania zasad wszechświata (znanej też jako Maszyna Życzeń). Na scenie znajdują się dwie konsole do sterowania maszyną, po bokach, na podwyższeniach, zwrócone przodem do siebie. Na scenę wychodzi wpierw Nadar. Doktor Evilion siedzi w pierwszym rzędzie widowni.

 

NADAR

A oto najciekawszy punkt naszego zwiedzania.

Wielka maszyna, do życzeń spełniania.

Tutaj widać tylko dwie konsole.

Większość maszyny znajduje się pod ziemią, na dole.

Modyfikuje zasady wszechświata, wedle życzenia.

Czy to wartość π, czy kolor nieba, to bez znaczenia.

Jest tak potężna, że nikt jej nigdy nie dotyka.

Jednak nie zniszczymy jej, na wypadek nietypowego ryzyka.

Nie ma bardziej strzeżonej rzeczy na tej planecie.

A my oprowadzamy wycieczki. Humor autora czujecie?

Myślę, że nasz świat za długo by się nie ostał,

gdyby teraz jakiś wróg do konsoli się dostał.

 

Z widowni na scenę wbiega Doktor Evilion i jego pomocnik Przydupas. Zaraz potem z boku wbiega Mikołaj.

 

DOKTOR EVILION

W końcu się udało! Dostałem się!

Maszyna Życzeń, teraz należy do mnie!

A tu konsola, zaraz zacznę nią sterować.

I problemy niespotykane będę generować.

 

MIKOŁAJ

Już po nas. To koniec wszystkiego.

Evilion zrobi z nami, cokolwiek chce jego ego.

 

DOKTOR EVILION

Przetestujmy ją, najpierw coś małego.

Coś bez zbytnich problemów, zbędnego.

W klawiaturę te słowa wpisywać bez liku.

Otóż – chcę loda na patyku.

 

PRZYDUPAS

Nic się nie stało, mój panie,

czy na pewno poprawnie podłączone sterowanie?

 

MIKOŁAJ

Wszystko poprawnie, wszystko tak ma być.

Inaczej moglibyśmy już wszyscy nie żyć.

Nikt z was nie wie, jak to wszystko działa.

Jak nadać maszynie poprawne sterowania.

 

PRZYDUPAS

Chyba Maszyna Życzeń to nazwa nieodpowiednia.

To nie tak jest, że ona cokolwiek spełnia.

Jeśli pozwolisz, przejmę sterowanie…

 

DOKTOR EVILION

…panie. Dla ciebie – „panie przejmę sterowanie”.

 

Mikołaj swoimi lodowymi mocami stwarza loda w ręce.

 

MIKOŁAJ

To może ja spróbuję… wielmożny panie.

Rękami pomacham, jakbym robił pranie.

Poczekaj chwilę, aż będą gotowe.

Lodowe lody, w smaku lodowe.

Oto i przysmak, którego tak pragniesz.

Chwileczkę, zaraz jeszcze więcej dostaniesz.

I w klawiaturę wpisać ten rymowany tekst.

Rozkazywanie maszynie, toż to sztuką jest.

Dzieje się tak, że – nad głową Eviliona

w każdej sekundzie pojawia się ilość takich lodów miliardowa.

Hmm. Nic się nie dzieje. Co to się stało?

Żeby tylko się nie zepsuło, bo problemów mamy niemało.

 

NADAR

Mikołaju!

Właśnie odczytałem coś na moim komunikatorze.

Spowodowaliśmy niemałą katastrofę. O Boże!

Wpisałeś Evilion, ale jaki?

Na Tirandii rządzi przecież jeszcze król taki.

To ta planeta, która ciągle na swą gwiazdę spada,

co im wielki silnik daliśmy, żeby im nie była biada.

Teraz góra lodów zamroziła go w mig,

siła nośna natychmiast zniknęła, o tak – pyk!

 

MIKOŁAJ

Zobacz, coś narobił Evilionie,

przez ciebie cała planeta teraz spłonie.

 

DOKTOR EVILION

Ach, to na mnie wina zwalona jest, taka?

Mikołaj właśnie umiera na raka.

 

Kilka osób z widowni osuwa się na ziemię.

 

MIKOŁAJ

Ja człowiekiem nie jestem, jak pewnie odkryłeś.

Komórek w ciele do zraczenia nie mam, być może nie zauważyłeś.

Ludzi do zabicia na Potworanie, o tym imieniu też nie znajdziesz,

ale na Ziemi, prawdopodobnie prezentów pod choinką, już nigdy nie odnajdziesz.

Hej, czy tamta osoba też właśnie umarła?

Zobaczcie, jak prosto maszyna mu życie pożarła.

 

DOKTOR EVILION

Lodowy potworze,

mój ty Boże.

Mógłbym napisać, że po prostu znikasz,

ale lubię zabijać, gdy z innymi problemami się borykasz.

Poza tym ciężko wpisać tekst, żeby rymowała się każda komenda.

Po to, żeby osoba czytająca ten dramat, była jak zaklęta.

Zatem potrafisz produkować lód?

Zaraz będziesz mieć tu gorąca w bród.

I ze strachu i roztopów jeszcze bardziej zbielejesz,

klawiatura jest tak gorąca, że zaraz stopniejesz.

 

Mikołaj opiera się o rozżarzoną klawiaturę, jak nigdy nic.

 

MIKOŁAJ

Gorąca nie znoszę, ale co to są tysiące stopni temperatury.

Byłem zapraszany na herbatę, do lawowych smoków z Karkentury.

A więc myślisz pewnie, że jesteś nade mną górą?

Co zrobisz teraz z własną, gorącą klawiaturą?

 

DOKTOR EVILION

Zapomniałem. O ja głupi znowu.

Zmiana zasad wszechświata, dotyczy nas obu.

Jestem doktorem nauk. W rękawie mam jednak asa.

Przydupasie, już, zastąp mnie. Hopsasa.

 

PRZYDUPAS

Ależ jak, panie? Klawiatura płonie.

Rozumiem, że mam kompletnie spalić sobie dłonie?

Od zawsze chodzę posłusznie, po pana drodze,

a szacunku nigdy dostaję – zatem odchodzę!

 

DOKTOR EVILION

Głupi eksperymencie, aby cię wytworzyć,

lata nauki poszły, abyś mógł trochę pożyć.

Myślisz, że ja Evilion, jam jest idiotą?

Dałem ci odporność na ogień, niecnoto.

Wpisz zaraz, że ważysz całe tony, zaczyna coś trybić?

Wtedy skocz na niego, aby do ziemi natychmiast przybić.

 

Mikołaj lecący za scenę pod ciężarem Przydupasa.

 

MIKOŁAJ

Jestem potworem, podnoszę całe tony,

zaraz się wygramolę spod jego ciała zony.

O nie, widać wpisał także, że siłę mi odbiera,

Ferro, zastąp mnie, pokaż, że potwór nie popiera.

 

Na scenę wchodzi Ferro.

 

FERRO

Nie jesteś jedynym, który się pastwi nad swą ofiarą,

co powiesz na minutę milczenia? Z ust nie puść parą.

Kto następny w tym teatrze nie będzie cichy, jak ryba,

ten majestatycznie eksploduje. …teraz enter chyba.

 

Po kilku sekundach dzwoni telefon podstawionej na widowni osoby. Eksploduje bomba pod jej siedzeniem.

 

FERRO

Co to było? Przecież ta konsola nie jest do maszyny podłączona!

To ma być tylko teatr! Komedia niedorobiona.

Czyli to wszystko, co wpiszemy, to się na prawdę stanie?

Co za pojeb pisał, całe to wypracowanie!

 

DOKTOR EVILION

W kieszeni znalazłem ognioodporne rękawice,

wielu tu ludzi na widowni widzę!

Na zabawy z wami, mam teraz branie.

Umrze ten, kto z miejsca tutaj wstanie.

 

FERRO

Mówi serio, nie wstawajcie, proszę,

zaraz się z nim rozprawię, aż spadną mu kalosze.

Lubisz rodeo? Zaraz polubisz.

Przez niekontrolowane wstrząsy konsoli, zaraz się zgubisz.

Patrz na mnie, ważę trzy tony.

W porównaniu ze mną, jesteś jakiś niedorobiony.

Jak myślisz, czy mnie to w ogóle ruszy?

Lepiej od razu szukaj na swoim ramieniu duszy.

Wpisuję kolejny tekst, możliwościami maszyna się chlubi.

Konsole trzęsą się tak, że Doktor Evilion nie polubi.

 

DOKTOR EVILION

Nic się nie dzieje, wiedziałem o tym,

zdziwiony? Wyjaśnię ci to wszystko potem.

A póki co, kolej teraz moja.

Mechanicznych komarów rzuci się na Ferra cała sfora.

 

FERRO

No to jesteśmy po równo, na mnie też to nie działa.

Dlaczego? Nasz język często robi ludziom w uszach „ała”.

Dlatego też, to tylko ludzie,

wymyślili nam te przydomki, żeby rozmawiać na luzie.

Mojego imienia, to nawet w pełni usłyszeć byś nie mógł.

A ty z kolei, nie jesteś doktorem. Oj – czyżbym twoje ego stłukł?

 

DOKTOR EVILION

Nie ma znaczenia, zaraz to naprawię.

Przede mną leży mój doktorat. Niech tak się stanie.

 

FERRO

Nie powiedziałeś jaki, a w nieokreślonym przypadku,

maszyna używa specjalnej przysadki.

Kto ją budował? Mikołaj – radośnie!

Spodziewaj się na papierze, jakiejś dziedziny sprośnej.

Bardzo ciekawe, co ci wyszło tam?

Nie pal tego, chcę wiedzieć! Powiedz proszę nam.

Ale wiesz, że doktoratu zniszczenie,

zasad wszechświata wcale nie zmieni?

 

DOKTOR SZAMBONURKOLOGII JANUSZ EVILION

Głupia maszyna. Teraz mi ukojenie.

Da tylko jej całkowite zniszczenie.

 

FERRO

Evilion to nazwisko, zagadka się wyjaśniła,

dlatego też, komenda Mikołaja, nie jego namierzyła.

Zasady wszechświata, raz zapisane,

nie zważają na dalsze maszyny poczynanie.

Jeśli ją zniszczysz, wszystkie zostaną,

zasada zapisana, pozostanie zapisaną.

Siedzieć wtedy tu wszyscy będziemy,

aż całkowicie z głodu pomrzemy.

 

DOKTOR SZAMBONURKOLOGII JANUSZ EVILION

Już widzę, dlaczego używać tej maszyny, jest tak niebezpiecznie,

sala z konsolą, powinna zamknięta być wiecznie.

Trzeba ten śmietnik, jakoś ogarnąć.

I zwycięstwo nad światem, do siebie przygarnąć.

Zasada z konsoli, z konsolą padnie.

Rozwiązałem ten problem, całkiem ładnie,

teraz tylko wyłączyć twoją.

I kontrola nad światem będzie całkowicie moją.

Druga konsola rozpada się, jakby dostała batem.

To mi da pełną kontrolę nad całym wszechświatem.

 

FERRO

Myślałeś, że ci się to uda, tak po prostu?

To moja konsola, do pierwszego gniazda, podłączona była kabli wiorstą,

to znaczy, że twoja część teraz pada, wiarę dasz?

Pamiętaj, że z potworami szans na zwycięstwo nie masz.

A na zakończenie wpiszę komendę wspaniałą, niczym angielski poem.

Ojej, moja konsola wzięła i się zrobiła złomem.

 

Przydupas wychodzi zza sceny z kluczem francuskim.

 

DOCENT PRZYDUPAS

W czasie waszej niepoważnej potyczki,

ja poszedłem na dół i zamieniłem wtyczki.

 

DOKTOR SZAMBONURKOLOGII JANUSZ EVILION

Zaraz, ale wstałeś z miejsca, jak to możliwe?

Jak w takim razie żyjesz? Powiedz skwapliwie.

 

DOCENT PRZYDUPAS

Moje miejsce, nie wiem czy wiecie,

to zawsze pomagać panu, gdziekolwiek we wszechświecie.

Teraz, które zasady padły, a które żyją?

Powiem panu na ucho, ruszyć proszę szyją.

 

FERRO

Teraz coś wam powiem, że aż wyjdą wam gały,

zapomnieliście, że potwory, mają słuch doskonały.

Nasz docent powiedział, jedną rzecz, od niechcenia.

Przyklejone na stałe nie muszą być już wasze siedzenia.

 

Prawdopodobnie wybucha teraz panika na sali i wszyscy uciekają.

 

DOKTOR SZAMBONURKOLOGII JANUSZ EVILION

Co za panika. Wszyscy w pośpiechu wychodzą.

Czy ta sztuka jest aż taką niedorobioną?

W takim razie, będę musiał streścić się zatem,

aby każdy z was doświadczył mojego triumfu nad wszechświatem.

Co by tu wpisać, teraz jestem bogiem,

może coś prostego, potem się zastanowię.

Nic mi nie zagraża, więc czemu mam was zabijać?

Nie mogę się ciągle o ten sam cel obijać.

Co mi po waszej śmierci, dobry władca dba o swój lud,

dlatego będę dawał wam wszystkiego w bród.

Jak zrobić, żeby między nami wszystkimi była zgoda?

Już wiem, na patyku dla każdego loda!

Koniec

Komentarze

Zaiste, dziełko nietypowe, wielce absurdalne, w dodatku rymowane. Lektura, jak dla mnie, raczej z rodzaju tych trudniejszych do przyswojenia. :(

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nieoszlifowany ten kamyk, więc ciężkawo się momentami czytało, ale i uśmiech ta sztuka wywołać potrafiła, oj potrafiła. Brawa za odwagę, by tak poeksperymentować. 

 

Nie musisz każdego wersu kończyć kropką, a często wręcz nie powinieneś, np.:

Myślę, że nasz świat za długo by się nie ostał.

Gdyby teraz jakiś wróg do konsoli się dostał.

To brzmi jak jedno zdanie i tak powinno być zapisane – z przecinkiem zamiast kropki w pierwszym wersie cytatu. 

 

A szacunku nigdy dostaję – zatem odchodzę! – brakuje nie w tej pogrubionej części

 

Ferro, zastąp mnie, pokaż, że potwór nie popiera. – a tergo nie rozumiem, czy miało być mnie popiera? Czy jeszcze coś innego? 

 

 

Pisanie to latanie we śnie - N.G.

Uśmiechło się parę razy, bo lubię aluzje informatyczne. Także winszuję obrania i obrobienia tak trudnej formy dramatu. 

Kolejne komendy coraz bardziej absurdalne i coraz fajniejsze. Ta z doktoratem dla mnie była najlepsza :)

Przydałoby się w paru miejscach oszlifować, ale koniec końców utwór niczego sobie, nawet fajerwerki się w paru miejscach odezwały :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Przyznam, że nie kupuję tego dramatu. Mimo wszystko, lubię takie eksperymentalne podejście i sam ten fakt wystarczy, żebym uznała lekturę za udaną.

Bardzo fajny pomysł z maszyną. Ciekawy eksperyment, żeby zawrzeć to w formie dramatu. Kilka fajnych rzeczy z poleceniami.

Ale obawiam się, że warsztatowo nie udźwignąłeś sprawy. Mam alergię na rymy częstochowskie, a tu czasem się zdarzały. Niekiedy te rymy bardzo naciągane. W końcu dialog na scenie zaczął mnie nużyć.

Babska logika rządzi!

Melduję, że przeczytałam :)

Finklą ma rację z tymi rymami. A czasami i rytm kuleje :( Ale kiedy się o nic nie potykając,  to czytało się płynnie :D Szczególnie,  że całkiem zabawne i to w taki zwyczajnie absurdalny, prosty i jednocześnie zabawny sposób. Sporo świetnych momentów i zgrabnych mikropomysłow,  jak np. szukać duszy na ramieniu i doktorat z szambonurkologii. 

 

Przydupas – dziwna hybryda człowieka z czymśtam, stworzona przez Eviliona

:D 

 

A tak w ogóle to słowo przydupas ma w sobie niezwykłą moc :D

W odróżnieniu od przydupasa. ;-)

Babska logika rządzi!

Nie bagatelizujmy przydupasów :D Myślę,  że ich moc  jest odwrotnie proporcjonalna do mocy ich panów ;)

Ale czy słaby pan miałby przydupasów? Chyba tylko, jeśli pan pochodzi z dynastii. ;-)

Babska logika rządzi!

W rzeczy samej :D Ale miałby ich tyłu,  że nadrabiałby za tych słabych panów, którzy nie pochodzą z żadnej dynastii:D 

“Z widowni na scenę wbiega Doktor Evilion i jego pomocnik Przydupas.” – raczej: wbiegają, w liczbie mnogiej.

 

Melduję, że przeczytałam.

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

Pomysłowe, ale też męczące, pod koniec wysiadałem.

.

 

Peace!

 

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Szczerze mówiąc to nie bardzo wiem, co mam sądzić. Pomysł i forma mają duży potencjał, ale mam wrażenie, że gdzieś po drodze albo zgubiłeś koncept, albo od początku nie do końca byłeś pewny jaki będzie finał (albo, ojej, pisałeś „na żywioł” ;P). Poziom absurdu wysoki, ale, ku mojemu zdziwieniu, do ogarnięcia. Niektóre momenty bardzo fajne, inne trochę mniej udane. Super pomysł na imię (właściwie nazwisko) doktora szambonurkologii ;)

Jestem typową estetką, więc trochę przeszkadzały mi niekiedy kulawe rymy lub brak rytmu.

Ogólnie – całkiem fajny pomysł z tym ekstrawaganckim eksperymentem, mam przeświadczenie, że gdyby go dopracować, dopieścić, to wyszłoby niezłe dziełko :)

Nadrabiam:

 

Co też ja tutaj zobaczyłam? ; p Przyznam, że początek mnie uśmiechnął, i ze względu na pomysł, i ze względu na formę. Jednak im dalej w las, tym bardziej mnie to wszystko nużyło, a wręcz zaczęłam się gubić w wydarzeniach. Eksperyment zyskałby na pewnym skróceniu, to raz. Dwa, co już wspomniano, niestety rymy i rytm czasami wołały o pomstę do nieba, co i rusz się potykałam na różnych niedopasowanych linijkach. Potykałam się też, niestety, na interpunkcji, ale w tworze o takiej formie nawet nie odważyłabym się próbować poprawiać przecinków ;) Także generalnie brawa za odwagę, by zrobić rzecz po swojemu, ale trzeba by ten kamyczek zdecydowanie oszlifować. A, no i przysłowie moim zdaniem mocno zakopane pod górą lepszych lub gorszych rymów. Niewątpliwie jednak czytałam z fascynacją ;)

"Nigdy nie rezygnuj z celu tylko dlatego, że osiągnięcie go wymaga czasu. Czas i tak upłynie." - H. Jackson Brown Jr

W sumie nie wiem, co myśleć o tym tekście. Generalnie na pewno na plus, bo i forma ciekawa i treść niczego sobie. Gorzej znacznie, że wykonanie jednak zawiodło. I nie mam tu na myśli tylko tego, że wyszedł Ci nierównozgłoskowiec, a ten jakiś środek ciężkości, średniówka czy coś – rozumiem ideę, ale nie ogarniam konceptu od strony technicznej zupełnie (co jest o tyle zabawne, że sam raczej nie mam problemów z rytmiką) – mocno się gubi, co przeszkadza w czytaniu. Problemem było też to, że mimo podziału na role i w ogóle, czasem po prostu mi się plątało, co kto, jak i kiedy. Nie przypominało to Węzła Gordyjskiego, niemniej było odczuwalne.

Sama sztuka bardzo fajna, choć faktycznie zdrowo porąbana – na tyle, rzekłbym nawet, że nie podejmę się analizy treści. Dość będzie powiedzieć, że bawiłem się całkiem nieźle.

 

Peace!

 

"Zakochać się, mieć dwie lewe ręce, nie robić w życiu nic, czasem pisać wiersze." /FNS – Supermarket/

Nowa Fantastyka