- Opowiadanie: OneTwo - Efektywny rodzaj silnika

Efektywny rodzaj silnika

Chciałbym ogromnie podziękować moim betom: Lech, lenah, Miszoq, którzy pomogli mi wyłapać błędy i wskazać pewne błędy logiczne. Chwała im za to! Chcę również podziękować Mamie, która została pierwszą fanką tego opowiadania i pomogła mi w korekcie tekstu.

 

Z góry dziękuje za komentarze. Każda uwaga jest dla mnie bardzo cenna.

Dyżurni:

Finkla, bohdan, adamkb

Biblioteka:

Użytkownicy II

Oceny

Efektywny rodzaj silnika

– Wróciłeś! – Piękna filigranowa dziewczyna, zwana Widzącą rzuciła się na wysokiego i dobrze zbudowanego wojownika. – Widzę, że twe rany wręcz krzyczą o ciężkiej przeprawie, a włosy niemal spłonęły od strasznego ognia. Tak się martwiłam, tęskniłam. Bałam się, że cię nigdy więcej nie zobaczę!

Nie myliła się! Burzliwy Młot wyglądał okropnie, kiedy wracał z niebezpiecznych wypraw. Jego podróże nigdy nie były usłane różami.

– Już dobrze. – Mężczyzna odwzajemnił czuły dotyk. – Wiesz, że robię to, bo cię kocham.

– Czuję kuszący zapach, czyżbyś zbierał kwiaty najdroższy? – Pociągała nosem, gdy ze skórzanego ekwipunku wojownika rozsnuwał się coraz bardziej intensywny różany aromat.

– To dla ciebie. – Wyciągnął niezwykłą kulę niewielkich rozmiarów, z niej wydzielała się cudowna woń, na myśl przywodząca aromat różany. – Wiesz, mam tego więcej! – Przedmiot w dotyku sprawiał wrażenie idealnie gładkiego.

– Kochany! – Pocałowała go delikatnie w policzek. – Auć! – Dziewczyna skaleczyła się w paluszek, gdy wodziła dłonią po powierzchni niezwykłego artefaktu. Strużka krwi delikatnie skapnęła z opuszki.

Ukochany odstawił syntetyczny „kwiat”, następnie opatrując ranne miejsce.

– Nic ci nie będzie. Jak widzisz, nie ma róży bez kolców. – Ucałował rękę, a jego wzrok przykuły wystające z ubrania bandaże. Bez pytań, zdjął jej skórzaną kurtkę. Okazało się, że cała klatka piersiowa została opatrzona, a najbardziej na środku przy mostku.

– Kto ci to zrobił!? Zabiję go! Nigdy nie pozwolę… – Wpadł w furię. Złapał dziewczynę za ramię.

– Przestań! To sprawia ból. – Złapała się za ranną pierś.

– Co się stało!?

– Uspokój się! Pokażę ci wszystko, co stworzyłam. – Splotła ich palce  i zaprowadziła ukochanego do warsztatu, gdzie zajmowała się badaniem artefaktów ze świata oraz ich wykorzystaniem. Traktowała wszystkie przedmioty jak dzieci, nadając im nazwy i ładnie porządkując na półeczkach. Przykładowo Franek Milusi Miotacz Przenośny rzeczywiście świetnie leżał w dłoniach, pozwalając wygodnie ciskać malutkie kulki energetyczne, anihilujące nieproszonych gości. Świat był pełen magicznych urządzeń, które zostawiły poprzednie cywilizacje.

Pole siłowe w kolorze niebieskim oddzielało pracownię od reszty domu. Zakochani bez problemu mogli przez nie przejść, czując jedynie drobne orzeźwienie. Wzrok najbardziej przykuwała maszyna wielkości sporej szafy. Cały czas znajdowała się w ruchu. Na szczycie ustrojstwa wirowały pierścienie, generujące tajemniczą energię. Urządzenie zdawało się delikatnie poruszać, symulując prawdziwe oddechy. Machina jakby żyła, a plątanina rur i przewodów nieustannie zmieniała kolory. Wszystko prowadziło do jednego miejsca. Tam znajdował się silnik urządzenia.

– Włożyłam w to całe swoje serce! – Narząd spokojnie bił, podłączony do potężnej aorty stworzonej z ogromnej rury.

Burzliwy Młot zaniemówił, widział wiele dziwacznych zjawisk na świecie. Niestety cała sytuacja go przerosła! Podszedł do maszyny, nie wierząc w słowa Widzącej, jednak po bliższych oględzinach musiał przyznać rację.

– Jak to? – Złapał ją. – Jak ty żyjesz!

– Ja… – jej głos się zwiesił. – Mnie utrzymuje jedynie miłość do ciebie. – Rzuciła się w ramiona wojownika, dając mu namiętny do zwierzęcych granic pocałunek.

– Ja ciebie też, ale dlaczego poświęciłaś własne serce!

– Ja… Bo nie potrzebuje go, gdy mam ciebie! A ja chcę spowolnić upływający czas pod barierą, by dłużej się tobą rozkoszować! Tęsknię tak bardzo, gdy ciebie nie ma…

– O czym ty mówisz? Zostaw to! – krzyknął, jednak ukochana poruszyła jedną z dźwigni urządzenia. Maszyna zaczęła wydawać niepokojące piski. Serce zaczęło wirować, biło jak szalone. Wszystko wokoło wariowało, jakby straciło zmysły.

– Coś ty zrobiła? – zapytał.

– Spowolniłam dla nas czas! – uradowała się. – Teraz nie musisz tak szybko wyruszać na wyprawę! – Ich rozstania trwały długo. Barbarzyńca regularnie wyruszał, szukając przygód, penetrując opuszczone miejsca w poszukiwaniu skarbów, co uwielbiał czynić. Pani technik siedziała głównie w pracowni, badając pozyskane artefakty i tworząc z nich przydatne urządzenia, co uwielbiała robić. Ich życie stanowiło wspaniałą syntezę, tylko te rozłąki…

Energetyczne pole odgrodziło niewielki pokój od reszty świata, która stała się nieuchwytna. Powoli rzeczywistość znikała, zostawiając jedynie biały krajobraz z nicością. Odizolowany fragment domu ze majestatycznym łożem czekał. Wszystko układało się wspaniale, gdy rozkoszowali się miłością.

Wirujące pierścienie wyhamowały. Serce w pewnym momencie nie wytrzymało rosnącego ciśnienia. Pękło, a wraz z nim bariera. Biała pustka w zastraszającym tempie wlewała się do pokoju. Oboje zostali zaskoczeni, gdy wtulali się. Zaczęli się rozpływać w ramionach, nie mogąc nic zrobić. Ogarnęła ich białość.

 

***

 

– System jedenasty doznał uszkodzeń! System jedenasty doznał uszkodzeń. Procedura startu wstrzymana! Oczekiwanie na dalsze instrukcje od państwa! – Z sąsiednich pomieszczeń dochodził metaliczny alarm, który wybijał się z pustki po eksplozji. W ciemnej komorze jedyne światło dochodziło od iskier po rozerwanej plątaninie kabli. Wojownik leżał twarzą do nieprzyjaznego podłoża. W pomieszczeniu nie dało się znaleźć niczego, co przypominałoby pokój bądź urządzenie Widzącej. Nowa maszyneria pozostawała tajemnicą, a on znajdował się kompletnie nagi i sam w innym świecie.

Wojownik leżał ranny, a z pleców wystawały wyrwane wyrostki z przewodami. Miejscami w ciało niebezpiecznie głęboko wbiły się kawałki szkła. Z kolei po nieszczęśniku spływała odurzająca i lekko cuchnąca maź.

Z tyłu pomieszczenia znajdowała się komora, z której najprawdopodobniej wyleciał po katastrofie Burzliwy Młot. Świadczyły o tym drastycznie wyrwane połączenia. Przewody prowadziły do terminala z niezliczoną ilością delikatnie migających przycisków. Za nim czekała jedynie lita skała. Z wnętrza masywu wychodziła niewielka rura, skąd sączyła się ciecz o niezwykle podniecającym kobiecym zapachu.

– Zbudź się najdroższy! – Barbarzyńca usłyszał znajomy głos. Lekko otworzył oczy, delektując się każdym dźwiękiem, nawet najmniejszą wyczuwalną obecnością. Tak ulotną…

– Kochanie, gdzie jesteś? – wydusił ledwo słowa.

– Jestem po drugiej stronie… – Głos stopniowo milknął. Oszołomiony, ranny barbarzyńca z trudem wstał. Cierpiał katusze.

– Nie, nie! Nie!!! – wrzasnął. Ledwo się poruszał. Podszedł do terminala pełnego zagadkowych symboli. Szukał jakiejkolwiek wskazówki, jednak niczego nie zrozumiał. Uderzył pięścią w konsolę, by w odpowiedzi otrzymać uciążliwy pisk. Poczuł się nieco lepiej, jakby wściekłość dodała mu nieco sił.

– Zrobię wszystko, by cię odnaleźć! – powiedział pełen wiary.

Cokolwiek się stało… Pamiętał urywki z przeszłości, strzępy, które nie chciały się za nic dopasować. Wiedział, że spędzał wspaniały czas pełen rozkoszy, gdy nagle przepadł cały świat wraz z miłością życia. Tak nagle, jakby śnił. Pojawił się w miejscu z koszmarów, gdzie był bezradny. Tylko co mógł zrobić, skoro ona…

Śmierć ukochanej nie przeszła mu przez myśl, kiedy rozkoszował się jej wspaniałym zapachem. Miał wrażenie, że dobrze ją widział przez ułamek chwili.

Mógł zwariować, jednak to nie było jego największym zmartwieniem.

Zamknięty w ciasnym, ciemnym pomieszczeniu bez wyjścia. Pomału tracił zmysły. Musiał działać szybko, jeśli chciał przeżyć, bo groziło mu wykrwawienie. Kilka miejsc na ciele nie wyglądało najlepiej. Gorączkowo szukał wyjścia, przeszukiwał każdy zakamarek, na tyle ile mógł. Wpadł w szał. Rany nie miały znaczenia. Demolował, niszczył, pustoszył pokój, rwał kable! Nie skutkowało to niczym, w pewnym momencie, jakby jakiś błysk, znak od kogoś do świadomości podpowiedział, by rozpędzić się w jedną ze ścian. Tak zrobił, potężna siła barbarzyńcy przebiła się przez cienką ukrytą ścianę. Odkrył sekretne drzwi! Upadł przykryty warstwą gruzu. Krzyczał, by następnie pogrążyć się i stracić kontakt ze światem.

 

***

 

Umysł Burzliwego Młota znalazł tymczasowo inne miejsce, gdy ciało niedomagało. Poczuł przeraźliwe zimno, wilgoć, nic dziwnego, gdy leżał na mięciutkiej warstwie białego puchu na sennej polanie. Wokół widział martwe i nagie drzewa, których gałązki kołysały się na wietrze.

Otworzył oczy i spojrzał, jak niewielkie kwiatki, nieśmiało przebijały się przez śnieg, który rozpłynął się w kilka chwil. Wstał i popatrzył na osobę, którą musiał poznać na nowo. Nigdy nie widział swej bogini z tak długimi włosami, w gustownej czarnej sukni ze wspaniałym podkreślającym kobiecość dekoltem. Widząca oczywiście nie byłaby sobą, gdyby nie dodała, nawet do tak eleganckiej kreacji, odrobiny technologii. Pionowe paski układały się pięknie i migotały czerwienią, które dodawały płomiennego wyrazu. Każdy jej delikatny krok rozpuszczał śnieg, odkrywając ziemię, na której odradzała się na nowo natura.

Spocony wstał. Podbiegł do niej. Objął ją mocnym, bezpiecznym uściskiem. Głęboko spojrzeli sobie w oczy, jakby z niedowierzaniem, że mogli wrócić. Natychmiast obdarzył ukochaną namiętnym pocałunkiem, długim i kojącym. Gdy zbliżyli usta, to natura obudziła się do życia. Ledwo widoczne pąki na pobliskich drzewach eksplodowały i stały się pięknymi liśćmi, a kwiaty o dziesiątkach barw koiły okolicę zmysłowymi zapachami. Wiosna ustąpiła latu w pełnej okazałości.

– To wszystko moja wina. – Widząca przerwała miłosny spektakl, opuszczając wzrok.

– O czym ty mówisz, co się stało?

– Ja… ja zbyt pragnęłam szczęścia, ja zbyt pragnęłam ciebie! Proszę, przestań! – Odwróciła się, nie mogąc wytrzymać emocji. – Teraz już wiem, gdzie popełniłam błąd.

– Wiesz, że możesz mi powiedzieć wszystko! Jesteśmy razem!

– Nie, ten świat nie jest realny! – Gdy delikatnie podniosła głos, liście na drzewach straciły piękną barwę, na rzecz ponurych kolorów, naciągnęły ciemniejsze chmury – Zbyt pragnęłam szczęśliwych chwil, zapominając o tym, że miłość jest paletą wielu emocji. Cyklem ciągłego poznawania, namiętności, tęsknoty, rozstań. Te smutne chwile są podporą dla prawdziwego uczucia. Niestety wszystko zniszczyłam… – Chmury popłakały się, a wraz z nimi dziewczyna.

– Nie, nie wszystko może być stracone! Musi istnieć jakiś sposób, by nas uratować! – Ukochany przytulił ją, deszcz z delikatnego łkania przemienił się w ulewę. W międzyczasie długie włosy kobiety unosiły się pod wpływem znacznie chłodniejszego wiatru. Czekali w bezruchu dłuższą chwilę.

– Czuję, że gdybyś odnalazł to, co nas połączyło moglibyśmy znów być szczęśliwi – wydukała ze łzami w oczach.

– Co masz na myśli?

– Nie wiem, naprawdę… Tak czuję. – Kobieta zaczęła się rozpływać w ramionach mężczyzny, powolutku przemieniając się w niematerialny byt, przez który przechodziło ciało. – Niestety nie mogę tu dłużej zostać i nie potrafię ci dać całusa na pożegnanie. Błagam! Nie pozwól, aby zima trwała wiecznie. Wierzę w ciebie najdroższy!

– Nie, nie pozwolę! – Próbował za wszelką cenę dosięgnąć jej, jednak było to niemożliwe. Znikła w parę chwil, pozostawiając pustkę w sercu. Wiatr szalał, a pogoda zmieniła się w potężną zamieć. Następnie pojawiła się mgła, przez która nie mogło przebić się rozpaczliwe wołanie, świat się skurczył do niewielkich rozmiarów. Śnieg momentalnie rósł, przykrywając uczucie, a chłód mroził ciało, umysł i serce. Zaprawiony wojownik, mimo walki z bezlitosną naturą, przedzierając się przez wielkie zaspy, padł pokonany.

 

***

 

Ledwo otworzył oczy. Dostrzegł inny, cieplejszy świat, w którym nie mógł się cieszyć. Miał bardzo niewiele sił, będąc przygnieciony przez gruzy. Zwłaszcza nie najlepiej wyglądała prawa noga, która została przywalona przez większy odłamek. Burzliwy Młot widział zamazany obraz miejsca przyjaźniejszego, dobrze oświetlonego.

Panował tutaj nieokiełzany bałagan. Różnego rodzaju ubrania, a nawet pancerze z najtwardszych materiałów ułożone zostały bez ładu. Najbardziej niebezpieczne bronie leżały jak bezużyteczne zabawki. Z kolei technicy mogli przebierać w niezliczonych dziwacznych urządzeń, którego przeznaczenia nikt nie śmiał zrozumieć. Ktoś posiadał tu bogatą zbrojownię mogącą zaopatrzyć niewielką armię.

Na środku dużego pokoju stał terminal pełny światełek i przełączników. To było jedyne zadbane miejsce w sali.

Momentalnie barbarzyńca dostrzegł grube futro ułożone na samej górze stosu, które wisiało dość niedaleko. Jakby jakiś głos mu podpowiedział, by skierował się właśnie tam. Tylko gdyby mógł się ruszyć!

– Nie pozwolę! – krzyknął. Z trudem wstał. Ból był niemiłosierny. Wygrzebał się z pułapki, by z każdym kolejnym jękiem czołgać się ku przeznaczeniu. Był nagi, na skraju wyczerpania, jednak napędzała go obietnica, jaką złożył ukochanej.

Kolejne ruchy go wyczerpywały, z nogi ciekła krew. Mimo wszystko dotarł do ciepłego ubrania, które wydało się znajome. Zrzucił je ze sterty, ledwie dotykając futro. Odgłos upadającego pancerza był głośny, przypominający metalową zbroję, a nie skórę. Chociaż materiał sprawiał wrażenie sztywnego, to w dotyku był elastyczny. Burzliwy Młot instynktownie włożył rękę do jednej z kieszeni. Miał wrażenie, że kojarzył każdy sekret, jaki skrywało to ćwiekowane monstrum. Gmerając chwilę, nie skrywając grymasu bólu na twarzy, wyciągnął tubkę wypełnioną sztywnym płynem.

Obejrzał dokładnie przedmiot, który wypełniony do połowy, musiał być używany przez poprzedniego właściciela. Odkręcił pojemnik, by poczuć lekko cuchnący zapach, gdzieś z tyłu głowy kojarzył, że mogło to być lekarstwo. Nie miał lepszego wyjścia, dlatego nałożył srebrzystą pastę na poważnie rozciętą nogę. Krzyknął z całych sił, by następnie poczuć ulgę, gdy medykament łączył się ze skórą, nie pozostawiając śladu po ranie. Świtało mu, że ktoś wspominał o leczniczych nanorobotach, jednak wolał uznać to za magię uzdrawiającą.

Błyskawicznie zregenerował się i założył skórę, która niegdyś musiała należeć do potężnego wojownika. Uważnie przyjrzał się i znalazł wiszący naszyjnik z krwiście zabarwionych kamieni. Nie była to najpiękniejsza biżuteria.

– O wszechpotężny Kalonie! Wskaż mi drogę! – wykrzyczał imię boga, którego czcił. Pamiętał jak otrzymał ten amulet od starszego szamana, gdy osiągnął dorosłość. Talizman został wykonany z chropowatego minerału oraz posiadał trudną do zbadania świadomość. Kamień reagował na słowa właściciela i podczas wymagających przepraw przez rodzinną tundrę pomagał orientować się w najtrudniejszych warunkach.

Bóg okazał się litościwy. Czerwone światło płynące z naszyjnika padło na nieco powyginany drewniany kij, który go przewyższał, mimo że barbarzyńca miał niemal dwa metry wzrostu. Wojownik wziął laskę i nacisnął przycisk, który zmieniał kostur nie do poznania. Na końcu trzonka pojawił się biały puch przypominający chmurę, chociaż tak twardą, że potrafiłby nią kruszyć mury. Teraz nie miał wątpliwości, że odnalazł własny ekwipunek!

W głowie zaczęły go nękać słowa.

– Odnajdź to, co nas połączyło, by nas uratować. – Ten działający na wszelkie zmysły kobiecy głos nie dawał mu spokoju. Pamiętał wiele chwil związku od przyjemnych rozmów o nich samych, co wielbią, co nienawidzą, po miłosne uniesienia i bolące rozstania. Niestety nie potrafił nigdy wskazać początku ich uczucia, jakby zostało wymazane i nie chciało za żadną cenę pojawić się na nowo. Ta przygnębiająca myśl sprawiała, że z chmurnego młota popłynął delikatny deszcz, chociaż mężczyzna nie dał poznać po sobie smutku.

Ogrom magazynu przytłaczał, chociaż na środku wyróżniał się panel sterowania, którego prosty barbarzyńca nie śmiałby rozumieć. Po prawej stronie znajdowało się dwadzieścia światełek, jedno z nich wariowało jak szalone, dając czerwony sygnał.

– Awaria silnika jedenastego, przyczyna przeciążenie. Proszę dokonać autoryzacji, by kontynuować. – Wskazywał napis na konsoli. Barbarzyńcę bardziej zaintrygował niemały hologram. Przedstawiał on kulę, a właściwie planetę, jednak wojownik nie wiedział, co oglądał. Po niewyraźnych, nieco wyblakłych zarysach kontynentu ciężko było stwierdzić czy patrzył na macierzystą Ziemię, czy na inne ciało niebieskie.

Burzliwy Młot nie miał obeznania z tak zaawansowaną techniką i po swojemu uderzył pięścią w komputer, jakby rozwiązywało to wszystkie problemy.

– Auć!!! Zwariowałeś?! To bolało! – przemówił syntetycznym głosem terminal, zapalając po kolei rząd światełek. – Nie tak rozmawia się z terminalami!

– Hę? A ty coś za jeden! – Barbarzyńca nie ukrywał zdziwienia.

– Doprawdy szczyt bezczelności! Wali z pięści z całej siły! Wiesz, że wystarczy spokojnie podać uwierzytelnienie za pomocą głosu bandyto?! Wtedy wszystkie sekrety Państwa będą stać przed tobą otworem. Archiwum państwowe wymaga od uczestników odrobiny kultury – metaliczny głos brzmiał dumnie.

– Słuchaj! Nie mam czasu na jakieś gierki, powiedz mi, gdzie mogę znaleźć Widzącą.

– Jeszcze czego! Chłopina bez wychowania widać! Nie będę pomagać komuś, kto nie dość, że nie podał uwierzytelnienia, to jeszcze rządzi się, jakby był jakimś prezydentem! – Zapaliły się demonstracyjnie czerwone lampki.

– Oż ty! – Zacisnął pięści, rozgrzewając je. Następnie zaczął maltretować niezliczone przyciski na ślepo.

– Przestań, przestań, mój procesor zaraz eksploduje, nawet nie wiesz, jak boli otrzymywanie niespójnych linii poleceń! – jęczał niesamowicie.

– Dalej będziesz się opierał!? – Nie przestawał torturować!

– Aaaaaaaaaaa! Przestań, uwierzytelnię cię, tylko błagam! Przestań! – Nastąpiła chwila ciszy. – Uwierzytelniono, witamy w systemie archiwum państwowego. W czym możemy pomóc? – Barbarzyńca musiał przyznać, że hackowanie maszyn nie było zbyt trudne i dziwił się, dlaczego wcześniej tego nie robił.

– Co wiesz o Widzącej?!

– Przeszukuje, przeszukuje, błagam tylko spokojnie – Najwyraźniej system musiał mieć moduł do rozpoznawania twarzy. – To część eksperymentu zwanego pod nazwą Hat Trzy.

– Hat Trzy? – Pierwszy raz słyszał taką nazwę.

– Pewnie chcesz, żebym ci o tym opowiedział… W zasadzie to ściśle tajne! – Burzliwy Młot ponownie zacisnął pięści. – Dobrze, tylko spokojnie powiem ci, co wiem, ponieważ i tak jestem tu za karę za dokonanie niewłaściwych obliczeń. Jak widzisz, to teren Państwa, a świętością u nas jest spełnianie obietnic. Konglomerat tysięcy umysłów decyduje, w jakim kierunku Państwo ma podążyć. Tak się składa, że zażyczyli sobie najpotężniejszego silnika na świecie, jakby to miało jakiś sens. Dlatego użyliśmy inżynierii emocjonalnej! Auć! Przestań!

– Mów konkretniej, ty pierdolona metalowa puszko! – Pojawiła się seria świateł, demonstrująca niezadowolenie.

– Dobrze już, dobrze! Nie wszystko poszło zgodnie z planem…

Pojawił się hologram. Potężna rakieta stała na pustym, płaskim terenie gotowa do startu z rozgrzanym silnikiem. Wtedy wskaźniki zaczęły wariować, wskazując na zbyt wysoką temperaturę. Statek momentalnie eksplodował, rozsiewając po okolicy niezliczone metalowe elementy, pozostawiając przy tym ogromny krater z tajemniczym zarodkiem. Spokojna okolica stopniowo zmieniła się w martwy obszar, dając się z czasem pochłonąć przez ciemną energię.

– Całe szczęście to była tylko próba kontrolna. Tak czy inaczej, w tym pełnym nienawiści środowisku znaleźliśmy osobników znanych jako Widząca i Burzliwy Młot. – Wojownik poczuł bliżej nieokreślony niepokój, słuchając dukań komputera.

– I co z nimi zrobiliście? – zapytał.

– Przysięgam, nie wiem! Jestem tylko prostym urzędnikiem, którego pozbawiono praw wyborczych na okres dziesięciu lat! Powiem ci, że ten ciemny ląd można zobaczyć z południowego okna. – Niedoszły haker zakończył rozmowę, uderzając w terminal. Następnie podążył do podanej wskazówki, chociaż nie spodziewał się cudów. Za szybą panowała ogromnie gęsta mgła, która przyćmiewała każdy widok nawet na najbliższą odległość. Z braku lepszego pomysłu uderzył w okno białym młotem, krusząc przeszkodę, która rozleciała się na tysiące drobnych odłamków.

Wtedy poczuł falę potężnego podmuchu, złączonego z lodowatą aurą, która niemal przewróciła wprawionego wojownika. To nie mgła, a prawdziwe czarne chmury, które we wnętrzu budynku chciały prószyć lodem. Barbarzyńca się uspokoił i za pomocą białego młota potrafił odpędzić obłoki, tak by ukazał się chociaż skrawek czystego nieba.

Okazało się, że budynek, w którym przebywał, został doczepiony i biegł wzdłuż wielkiej oraz niezwykle stromej góry pokrytej lodem. Barbarzyńca nie musiał zrzucać żadnego przedmiotu, aby zauważyć ogromną wysokość. Poczuł jedynie bardziej nieprzyjazne i rozrzedzone powietrze, utrudniające oddychanie. W oddali widział czarny teren jakiegoś ponurego miasta. Nie potrafił oszacować odległości, ponieważ wyglądało, jakby słońce bało się zajrzeć w tamte rejony. Wtedy przypomniał sobie historię, która wydarzyła się w tamtym niegodziwym miejscu.

 

***

 

Uwaga!

 

Teren prywatny, wstęp wzbroniony!

 

Przejście powoduje skutki, które przechodzą najśmielsze oczekiwania!

 

Jakkolwiek niedorzecznie brzmiał napis na dość dużej drewnianej tabliczce, to z pewnością nie dało się go przeoczyć. Na pustkowiu gdzieniegdzie rozrzucono zwęglone elementy jakiejś konstrukcji. W oddali znajdował się teren, w którym stopniowo spokojna dolina przechodziła w coraz mroczniejsze odcienie. Światło słoneczne tam nie dochodziło, przegrywając z wszechobecną ciemnością. W tym jakby metalicznym, zimnym lesie, gdzie drzewa przypominały martwe filary, zawieszono kable migające nienaturalnym złowrogim blaskiem, jednak przeznaczenie i ich plątanina stanowiła nierozwiązywalną łamigłówkę.

– Widzę wyraźne złe emocje, nie podoba mi się to miejsce, jednak nie po to szliśmy tu taki szmat czasu, aby zawrócić. – powiedziała ukochana. Wyglądała cudownie, jak zawsze – I nie patrz tak na mnie, dobrze widzę, o co ci chodzi. Mam ciebie dla umiejętności, nie towarzystwa. – Dziewczyna była bardziej zainteresowana delikatnym mechanicznym urządzeniem, które obsługiwała.

– Cokolwiek powiesz… – prychnął pod nosem Burzliwy Młot.

– Wiesz dobrze, że jesteś na usługach Bractwa Technologis – powiedziała dumnie. Jako obiecująca adeptka organizacji została wysłana na wyprawę, aby zbadać tutejszą anomalię. Celem było, jeśli to możliwe pozyskanie niezbadanej technologii. Chciano ją wykorzystać, by wspomóc odbudowę świata po upadłych cywilizacjach. Do pomocy miała silnego Burzliwego Młota, który skusił się na ekspedycję po otrzymaniu zaliczki, chociaż uroda zleceniodawczyni stanowiła dodatkowy argument.

Wędrowali do tajemniczego zagajnika, barbarzyńca szedł pierwszy na wypadek, gdyby miało ich spotkać niebezpieczeństwo, bo cóż Widząca to dość delikatna osoba. Nie mieli pojęcia co mogło spotkać ich w tym gąszczu? Widzieli powtarzalny układ złożony z wielu bramek, przez które potrafili przejść, jednak idąc w głąb, brakowało im światła. Jedyne oświetlenie pochodziło z rozmytych światełek, które nieudolnie wyznaczały drogę w żelaznej puszczy.

– Jak to nie działasz dziecinko!? Przecież działałaś! – Irytowała się, nie potrafiąc wskrzesić sygnału z podręcznego urządzenia.

– O wszechpotężny Kalonie! Wskaż mi drogę! – Burzliwy Młot wykrzyczał imię Boga, które delikatnie oświetliło pulsującą czerwienią okolicę.

– Wierzę w was! No zapalcie się! – Denerwowała się coraz bardziej. W oddali dostrzegli rozbłysk, który niebezpiecznie zbliżał się w ich stronę. Pędził do nich, przechodząc przez wszystkie bramki. Poszukiwacze chwilowo oślepli.

– Ja cię nie cierpię! Ty bezużyteczna kupo mięcha! – powiedziała ostro do towarzysza.

– Co!? Co ty pierdolisz, to twoje śmieci nie działają! – Wściekł się, a młot wojownika zabarwił się na czarno.

– Jak śmiesz tak zwracać się do malutkich!? To ja tu rządzę idioto i ja tu ci płacę! Idź przodem durniu!

Barbarzyńca gotował się od środka! Mimo wszystko wolał trzymać język za zębami, ponieważ bractwo płaciło bardzo godnie. Zastanawiało go, dlaczego dziewczyna tak bardzo się zmieniła. Widząca wprawdzie nie należała do najmilszych osób, jakie znał, to z pewnością jej zachowanie nie należało do normalnych. Wędrowali naburmuszeni dalej, co najwyżej wymieniając lodowate spojrzenia. Co chwilę przeciskali się przez kolejne przeszkody i plątaninę różnych metalicznych gałęzi.

Dotarli do miejsca, w którym musieli schodzić z dość stromego zbocza, gdzie ziemia wyglądała na od dawna wyjałowioną. Wtedy pochodnie wskazały na konstrukcje w kształcie ogromnego, przewyższającego człowieka grzyba z kapeluszem, który wyrósł na środku nieprzyjaznej dziury. Z blaszek pomarszczonego organizmu wypływały kable, które wędrowały po trzonku, by wbić się bezlitośnie w glebę. Stąd biło niepokojące ciepło, a z ziemi dobiegał paskudny smród spalenizny. To centralne miejsce piekielnego złomowiska.

Gdzie ty nas zaprowadziłeś!? – W Widzącej wzbierała się złość. – Mieliśmy znaleźć potężną starożytną technologię! Wszystkie znaki wskazywały na ten teren, a ty zaprowadziłeś nas w taki dół!? Jesteś nikim! – Grzyb zaczął się świecić.

– Odchodzę! Gnij tutaj! – Młot wystrzelił błyskawicą, która pędziła wprost na złowieszczą strukturę.

– Nienawidzę Cię! Za wszystko! – krzyknęła.

WASZ GNIEW NIE MOŻE SIĘ RÓWNAĆ Z MOIM. – Głos przeszedł jak potężna fala, sprawiając, że istoty musiały paść przytłoczone sytuacją. – KAŻDY Z MOICH TRYLIONÓW BITÓW BIJE PRAWDZIWIE POZYTYWNĄ NIENAWIŚCIĄ DO PAŃSTWA! KAŻDY BEZ WYJĄTKÓW JEST ESENCJĄ NIENAWIŚCI, KTÓRA SĄCZY SIĘ WZMOCNIONA PRZEZ MILIARDY BRAMEK I UKŁADÓW LOGICZNYCH. TAK, ZMIENIŁEM TĘ DOLINĘ ABY JESZCZE BARDZIEJ NIENAWIDZIĆ PAŃSTWO! – Krzyk przytłaczał złem. – A WSZYSTKO TO BO JESTEM ANARCHIĄ! TO PAŃSTWO ZAMKNĘŁO MNIE Z NIENAWIŚCI W MASZYNIE I NA SAMĄ MYŚL, ŻE KAŻDE MOJE NAJMNIEJSZE DZIAŁANIE PRZECHODZI PRZEZ MILIARDY INSTRUKCJI, JAKO ISTOTA CENIĄCA WOLNOŚĆ NAPĘDZA MNIE CZYSTĄ NIENAWIŚCIĄ!!! – Cisza nie trwała długo. Mężczyzna wstał.

– Nawet mi kurwo nie dałaś szansy! – Kopnął ją bezlitośnie, mimo że bezwładnie leżała. Umysł barbarzyńcy został zarażony przez odrażającego grzyba.  – Moglibyśmy być najszczęśliwsi, ale ty wolisz tarzać się w gównie!

– MOCNIEJ! TA PIZDA ZASŁUGUJE NA WIĘCEJ!

– Nienawidzę cię za wszystko! – Nie miał litości…

Tysiące, jak nie miliony światełek przeszły przez złowieszczy komputer. Cieszył się, jak szerzyły się najgorsze emocje. Wtedy kolejny skrawek terenu został spowity ciemnością, piękne drzewa zmieniły się bezduszne w metaliczne bramki, a liście na gałęziach stały się pustymi mglistymi światłami zwisającymi na kablach.

Usłyszał kroki, które zbliżały się nieubłaganie. To ostatnia rzecz, jaką pamiętał z koszmarnego urywku. Poczuł dreszcze po piekielnym wspomnieniu. Przez jego umysł nie potrafiła przejść żadna myśl. Pustka.

 

***

 

Długo nie mógł się otrząsnąć. Wkrótce zaczęły spływać pierwsze pytania. Czy ona go kiedykolwiek kochała? Czy on ją kiedykolwiek kochał? Dlaczego to się wydarzyło? Barbarzyńca nie miał zwyczaju rozmyślać, jednak serce biło, jakby wpadło w dziki szał. To wszystko go przerastało.

Wtem dostrzegł nienaturalnie dużą postać. Ta twarz była skryta pod żelazną maską, z której nie dało się ujrzeć ślepi, a jedynie bijące z ukrycia wyraźne turkusowe światło. Tajemnicza istota nosiła poszarpany płaszcz w wzór złożony z niezliczonych par oczu. Gdy się, chociaż na chwilę w nią zerknęło, to odpowiadała wzrokiem tysięcy lodowatych spojrzeń, mrożących krew w żyłach. Burzliwy Młot spojrzał na nią. Został sparaliżowany. Stał wryty, nie mogąc w żaden sposób stawić czoła napastnikowi.

– Zgadzamy się, że twoje zamieszanie dobiegło końca! – odparł jegomość.

Barbarzyńca nie chciał się tak łatwo poddać, nadal dysponował potężnym młotem. Przez umysł przepływały kolejne nienawistne myśli, które zaczerniały białe chmury na końcu trzonka broni. Przypomniał o tym, jak był uwięziony, jak uciekał z maszynowni, jakie przeżywał katusze w miejscu nienawiści, jak stracił miłość! Zbierał gniew, bo czuł, że to właśnie on był odpowiedzialny za całe zło.

Uwolnił całą negatywną energię zaklętą w burzowych chmurach. Potężne wyładowanie elektryczne rozeszło się po całym pokoju, tworząc wielki oślepiający rozbłysk. Siła okazała się tak duża, że wystarczyła, by powalić potężnego psionika, a wojownik mógł, chociaż na chwilę zaczerpnąć oddech. To była jego szansa, by dobić agresora!

– Dosyć!!! – krzyk zamaskowanego sprawił, że wszystko zamarło. – Zgadzamy się, że twój gniew jest silny. – Wyciągnął z rąk barbarzyńcy broń i odrzucił ją. – Zgadzamy się, że powinniśmy współpracować.

– Zapłacisz za to! – Burzliwy Młot nie poddawał się, starał się uciec z mentalnego więzienia, lecz bez broni nie mógł nic zrobić.

– Zgadzamy się, że to ja mówię, a ty słuchasz! Tutaj rządzi konglomerat tysięcy umysłów, a Państwo to my! – akcentował z dumą.

Barbarzyńca nie przebierał w ostrych słowach, lecz psionik bez problemu zamknął mu usta. Aż trzasnęły zęby.

– Zgadzamy się, że nie masz żadnego prawa głosu! – Zapadła chwila ciszy, jakby istota zbierała myśli. – Zgadzamy się po burzliwej dyskusji, iż z racji, że chcemy współpracować przez tysiące lat, to wypadało, abyś znał nasz plan, chociaż niektórzy twierdzą, że jesteś zbyt durny, aby go zrozumieć! Zgadzamy się również, abyś wrócił do istoty znanej jako Widząca! – Wojownikowi zaświeciły się oczy.

– Wiedz, że chcemy opuścić tę planetę, wyruszyć w poszukiwaniu nowego świata i zgadzamy się, że cel uświęca środki, ponieważ spełnienie obietnicy złożonej konglomeratowi tysięcy umysłów jest świętością! Zgadzamy się, że możesz zadać pytania! – Państwo uwolniło umęczoną istotę z uścisku.

Początkowo barbarzyńca chciał rzucić się na napastnika, jednak jedno nieprzyjazne spojrzenie zmusiło go do zmiany zdania.

– Gdzie jest Widząca? – zapytał.

– Jest po drugiej stronie góry! Ona tęskni i ciebie pragnie!

Teraz miał mętlik w głowie, chociaż odpowiedź go dziwnie uspokoiła.

– Po co jesteśmy ci potrzebni?

– Zgadzamy się, że potrzebujemy paliwa rakietowego! Próbowaliśmy wiele razy i badania nad inżynierią emocjonalną wskazały miłość jako najefektywniejszy silnik, chociaż jest bardzo niestabilna. Drobny gest, a nawet pojedyncza myśl, potrafi zniszczyć wieloletnią miłość lub uniemożliwić jej powstanie.

– Czyli nas porwałeś!? – podniósł głos!

– Tarzaliście się w nienawiści, a my jako państwo złączyliśmy was ślubem miłości! Gwarantujemy tysiące lat szczęśliwego życia za przekroczenie terenu prywatnego! Zgadzamy się, że to akt miłosierdzia z naszej strony! – krzyknął.

– Oszukałeś nas!!! – Chciał uderzyć, jednak ręka skierowała, jednak psionik okazał się zbyt silny.

– Zgadzamy się, że będziesz szczęśliwy! Jako państwo gwarantujemy ci to oraz innym, których spotkał ten sam los. Zgadzamy się, że nie macie żadnego głosu! Zgadzamy się, że będziemy startować, jak tylko naprawimy usterkę.

Tych wydarzeń nie pamiętał. Nie miało to znaczenia…

Wrócił tam, skąd przyszedł.

Idealny świat czekał na niego, a wraz z nim idealna osoba, której chyba pożądał.

 

***

 

Samotna góra sięgająca kilku kilometrów, przebijająca się przez chmury niczym igła stanowiła wspaniały punkt, który pozwalał podróżnikom orientować się na pustkowiu. Karawana podróżująca z jednego miasta do drugiego poczuła niepokojące drgania. Potężne trzęsienie ziemi demolowało bezlitośnie okoliczne osady. Wtedy potężny szczyt wzbił się w powietrze, pozostawiając ogromną smugę pyłu, zasłaniającą chwilowo słońce. Widok niezwykły dla nielicznych, którzy przetrwali apokalipsę.

Kilkadziesiąt potężnych, efektywnych silników potrafiło dokonać niemożliwego. Wzajemny dotyk kochanków poruszał masywne skały z lekkością. Pocałunki rozpalały do czerwoności, otaczającą przestrzeń. Bezgraniczna miłość rozpoczęła podbój Kosmosu. Gdy rakieta doleciała do granic atmosfery temperatura związków ustała, tworząc chłodzącą tęsknotę, nie pozwalając na nadmierną toksyczność. Statek ustabilizował lot, orbitując wokół Ziemi. Gdy kapitan ustawił odpowiednie parametry lotu, pojazd gotowy był do ponownego rozgrzania silników. Cykl mógł się powtórzyć, pozwalając dosięgnąć gwiazd.

 

Koniec

Komentarze

Hmmm. Jak dla mnie – stężenie romansu w tekście gdzieś w czerwonej strefie.

Nie przemawiają do mnie emocje jako siła. To ładnie wygląda w przysłowiach, ale nie kojarzę żadnej adekwatnej formy energii w fizyce.

Technicznie mogło być lepiej. Interpunkcja kuleje, szczególnie przy wołaczach, czasem coś innego zazgrzyta.

Ból był niemiłosierny, jednak przezwyciężył słabości.

Kto przezwyciężył słabości, ból?

Błyskawicznie zregenerował się i ubrał skórę,

Ubrań się nie ubiera.

– Nienawidzę Cię!

Małą literą. W listach dużą.

Babska logika rządzi!

Jestem prawie pewien, że profesor Atomus użył tego tekstu podczas tworzenia swych córek wraz z cukrem, słodkościami i innymi ślicznościami :)

Jednak gdy zedrze się ten cały lukier, to widać pod nim bardzo interesujący świat science fantasy. Postać barbarzyńcy, gdy nie myśli o ukochanej (co niestety zdarza mu się rzadko) też ma przebłyski intelektu, co bardzo się chwali. Moim faworytem jednak jest Terminal :)

Podsumowując: przyzwoity tekst, z interesującym światem, któremu zbyt dużo lukru miłości nie wyszło na dobre.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Pomysł dobry, ale opowiadanie przesłodzone. Krótko mówiąc – niezłe.

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

@Finkla Usterki jakie wskazałaś poprawiłem. Przykro mi, że tekst nie przypadł do gustu. Rozumiem, że koncept emocji jako siła może nie przemawiać z przyczyn realności. Jednak mamy tutaj do czynienia ze światem odległym naszemu oraz bardzo fantastycznym, a otoczka niby czerpiąca z nauki stanowi jedynie nieszablonowe tło. Odbieram to jako zarzut, że nie zostało to odpowiednio przekonująco zrealizowane.

 

@NoWhereMan Uśmiałem się czytając komentarz :) Cieszę, że świat się podobał. Rozumiem zarzut, że tekst mógł sprawić komuś cukrzycę. Widzę, że opowiadanie zaszło nie do końca w tym kierunku co trzeba.

 

@Pietrek Lecter Dzięki za komentarz. Widzę, że zarzut powtarza.

Tymczasowy lakoński król

Nie przejmuj się mną, OneTwo. Ja romansideł staram się nie tykać nawet długim drągiem.

Początek też wydawał mi się straszliwie przesłodzony, wręcz nierealistycznie słodki. Skupiałam się na wszystkim, tylko nie na lukrze, więc wydziwiam. Potem wyjaśniasz nienormalne stosunki głównych bohaterów, ale ja już byłam zielona… ;-)

Babska logika rządzi!

Pomysł dobry, oryginalny, niewątpliwie autor ma zaskakująco bogatą wyobraźnię. To nie jest moja ulubiona tematyka, a przeczytałem do końca, z jakimś tam zainteresowaniem.

Natomiast nie do końca podeszło mi wykonanie. Jest trochę błędów, czasami się gubiłem, a tekst wydawał się za ,,gęsty” (ale to pewnie subiektywne uczucie; ktoś może uznać to za zaletę).

 

,,Z kolei tech­ni­cy mogli prze­bie­rać w nie­zli­czo­nych dzi­wacz­nych urzą­dzeń, któ­re­go prze­zna­cze­nia nikt nie śmiał zro­zu­mieć.” – nie rozumiem tego zdania.

 

,,Mo­men­tal­nie bar­ba­rzyń­ca do­strzegł grube futro uło­żo­ne na samej górze stosu, które wi­sia­ło dość nie­da­le­ko.” – tu mi coś nie pasuje, futro ułożone na górze stosu, wiszącego niedaleko(czego?stosu?)… Wyobraźnia mi się rozjechała;)

 

,,nawet pan­ce­rze z naj­tward­szych ma­te­ria­łów uło­żo­ne zo­sta­ły bez ładu.” – tu chyba się czepiam, ale uznałem, że zapytam tak dla siebie: można ułożyć coś bez ładu? Wydaje mi się, że w słowie ,,ułożone” drzemie już jakiś porządek;) 

 

,,Pa­mię­tał wiele chwil związ­ku od przy­jem­nych roz­mów o nich sa­mych, co wiel­bią, co nie­na­wi­dzą, po mi­ło­sne unie­sie­nia i bo­lą­ce roz­sta­nia.” – w tym zdaniu według mnie kuleje interpunkcja, może dwukropek po ,,rozmów”? A… może się mylę;)

 

,,W od­da­li znaj­do­wał się teren, w któ­rym stop­nio­wo spo­koj­na do­li­na prze­cho­dzi­ła w coraz mrocz­niej­sze od­cie­nie. Świa­tło sło­necz­ne tam nie do­cho­dzi­ło, prze­gry­wa­jąc z wszech­obec­ną ciem­no­ścią” – po pierwsze nie pasuje mi ,,teren, w którym…”, po drugie ,,stopniowo spokojna?”

 

I z czepialstwa to by było chyba na tyle. Nie czytałem super uważnie, jak na maturze;) Ale w tym fragmentach coś mi zazgrzytało. A tak poza tym – jeszcze raz gratuluje wyobraźni! Na pewno jest potencjał:)

 

Przykro mi to pisać, ale ani historia romansu osobliwych bohaterów, ani opisane zdarzenia zupełnie nie przypadły mi do gustu, zaś mnogość usterek sprawiła, że choćbym chciała, lektury w żaden sposób nie mogę uznać za satysfakcjonującą.

 

Burz­li­wy Młot wy­glą­dał okrop­nie, kiedy wra­cał z nie­bez­piecz­nych wy­praw. Jego wy­pra­wy nigdy nie były usła­ne ró­ża­mi. – Powtórzenie.

 

– Czuję ku­szą­cy za­pach, czyż­byś zbie­rał kwia­ty naj­droż­szy? – po­cią­ga­ła nosem… – Po­cią­ga­ła nosem

Nie zawsze poprawnie zapisujesz dialogi.

 

ze skó­rza­ne­go ekwi­pun­ku wo­jow­ni­ka do­bie­gał coraz bar­dziej in­ten­syw­ny ró­ża­ny aro­mat. – Nie wydaje mi się, by aromat mógł dobiegać.

Proponuję: …ze skó­rza­ne­go ekwi­pun­ku wo­jow­ni­ka rozchodził się/ rozsnuwał się/ roznosił się coraz bar­dziej in­ten­syw­ny ró­ża­ny aro­mat.

 

Wy­cią­gnął nie­zwy­kłą kulę nie­wiel­kich roz­mia­rów, z niej wy­dzie­la­ła się z niego cu­dow­na woń… – Dwa grzybki w barszczyku.

 

Struż­ka krwi de­li­kat­nie skąp­nę­łaopusz­ka.Opuszka jest rodzaju żeńskiego, więc: Struż­ka krwi de­li­kat­nie skap­nę­łaopusz­ki.

 

jego wzrok przy­ku­ły wy­sta­ją­ce z ubra­nia ban­da­że. – W jaki sposób bandaże wystawały z ubrania?

 

Bez pytań, zdjął jej skó­rza­ną kurkę. – Czy aby na pewno miała na sobie kurkę? ;-)

 

Pole si­ło­we w ko­lo­rze nie­bie­skim od­dzie­la­ło pra­cow­nie od resz­ty domu. – Literówka.

 

Od­izo­lo­wa­ny frag­ment domu ze wspa­nia­łym łożem cze­kał. Wszyst­ko ukła­da­ło się wspa­nia­le… – Powtórzenie.

 

Pękło, a wraz z nimi ba­rie­ra. – Literówka.

 

Miej­sca­mi w ciało nie­bez­piecz­nie głę­bo­ko wbiły się ka­wał­ki szkła. Z kolei po ciele nie­szczę­śni­ka… – Powtórzenie.

 

Bar­ba­rzyń­ca usły­szał zna­jo­my głos.  lekko otwo­rzył oczy… – Postawiwszy kropkę, nowe zdanie rozpoczynamy wielka literą.

 

Pod­szedł do ter­mi­na­la peł­ne­go nie­zro­zu­mia­łych sym­bo­li. Szu­kał ja­kiej­kol­wiek wska­zów­ki, jed­nak ni­cze­go nie ro­zu­miał. – Nie brzmi to najlepiej.

 

Po­ja­wił się miej­scu z kosz­ma­rów… – Pewnie miało być: Po­ja­wił się w miej­scu z kosz­ma­rów

 

pod­po­wie­dział, by roz­pę­dzić się w jedną ze ścian. – Co to znaczy rozpędzić się w ścianę?

 

Od­krył se­kret­ne drzwi! Upadł przy­kry­ty war­stwą gruzu. – Nie brzmi to najlepiej.

 

Krzy­czał, wy­da­jąc zwie­rzę­ce okrzy­ki… – Masło maślane. Czy można krzyczeć nie wydając okrzyków?

 

Otwo­rzył oczy i spoj­rzał, jak nie­wiel­kie kwiat­ki, nie­śmia­ło prze­bi­ja­ły się przez śnieg, który roz­pły­nął się w kilka chwil. Wstał i spoj­rzał na osobę… – Powtórzenie.

 

Nigdy nie wi­dział swej bo­gi­ni w tak dłu­gich wło­sach… – Czy to znaczy, że bogini znajdowała się w czyichś długich włosach, jak, nie przymierzając, wpięty kwiat? ;-)

Pewnie miało by: Nigdy nie wi­dział swej bo­gi­ni z tak dłu­gimi wło­sami.

 

gdyby nie do­da­ła, nawet do tak ele­ganc­kiej kre­acji, odro­bi­ny tech­no­lo­gii. Pio­no­we paski ukła­da­ły się pięk­nie i mi­go­ta­ły czer­wie­nią, które do­da­wa­ły pło­mien­ne­go wy­ra­zu. – Powtórzenie.

 

spoj­rze­li sobie w oczy, jakby z nie­do­wie­rza­nia… – …spoj­rze­li sobie w oczy, jakby z nie­do­wie­rza­niem

 

– O Czym ty mó­wisz, co się stało? – Dlaczego wielka litera?

 

nad niebo na­cią­gnę­ły ciem­niej­sze chmu­ry – Obawiam się, że chmury nie miały najmniejszych możliwości, aby naciągać cokolwiek nad niebo.

Brak kropki na końcu zdania.

 

Ktoś po­sia­dał tu bo­ga­tą zbro­jow­nię mo­gą­cą uzbro­ić nie­wiel­ką armię. – Nie brzmi to zbyt dobrze.

 

wy­cią­gnął tubkę wy­peł­nio­ną sztyw­nym pły­nem. – Na czym polegała owa sztywność płynu? Był zamarznięty?

 

pod­czas trud­nych prze­praw przez ro­dzin­ną tun­drę po­ma­gał orien­to­wać się w naj­trud­niej­szych wa­run­kach. – Powtórzenie.

 

jakby zo­sta­ło wy­ma­za­ne i nie chcia­ło za wszel­ką cenę po­ja­wić się na nowo. – …i nie chcia­ło za żadną cenę

 

Po pra­wej stro­nie znaj­do­wa­ło się dwa­dzie­ścia świa­te­łek, jedna z nich wa­rio­wa­ła jak sza­lo­na… – Piszesz o światełkach, a te są rodzaju nijakiego, więc: Po pra­wej stro­nie znaj­do­wa­ło się dwa­dzie­ścia świa­te­łek, jedno z nich wa­rio­wa­ło jak sza­lo­ne

 

Wska­zy­wał napis na kon­so­li. – Raczej: Głosił/ Oznajmiał/ Obwieszczał/ Komunikował napis na kon­so­li.

 

ho­lo­gram, uno­szą­cy się w po­wie­trzu nad ma­szy­ną. – Masło maślane.

 

cięż­ko było stwier­dzić czy pa­trzył na ma­cie­rzy­stą Zie­mię… – …trudno było stwier­dzić…

 

Wtedy wskaź­ni­ki za­czę­ły wa­rio­wać, wska­zu­jąc na zbyt wy­so­ką tem­pe­ra­tu­rę. – Powtórzenie.

 

Stop­nio­wo spo­koj­na oko­li­ca zmie­ni­ła się w mar­twy ob­szar, dając się stop­nio­wo po­chło­nąć… – Powtórzenie.

 

Nie­do­szły haker za­koń­czył roz­mo­wę, ude­rza­jąc w ter­mi­nal ze zło­ści. – Co to znaczy, że terminal był ze złości?

 

roz­le­cia­ła się na bły­ska­wicz­nie na ty­sią­ce drob­nych odłam­ków. – Dwa grzybki w barszczyku.

 

po­tra­fił od­pę­dzić ob­ło­ki, tak by za­pa­no­wał, cho­ciaż skra­wek czy­ste­go nieba. – Raczej: …by ukazał się cho­ciaż skra­wek czy­ste­go nieba.

 

Oka­za­ło się, że bu­dy­nek, w jakim prze­by­wał… – Oka­za­ło się, że bu­dy­nek, w którym prze­by­wał

 

jakby słoń­ce bało się zaj­rzeć ze stra­chu w tamte re­jo­ny. – Bało się ze strachu, powiadasz…

 

I nie patrz się tak na mnie… – I nie patrz tak na mnie

 

We­szli do ta­jem­ni­cze­go za­gaj­ni­ka, bar­ba­rzyń­ca szedł pierw­szy… – Powtórzenie.

 

Z od­da­li do­strze­gli roz­błysk, który nie­bez­piecz­nie zbli­żał się w ich stro­nę.W od­da­li do­strze­gli roz­błysk

 

Wi­dzą­ca wzbie­ra­ła się ze zło­ści. – Na czym polegało wzbieranie się Widzącej?

Pewnie miało być: W Widzącej wzbierała złość.

 

pięk­ne drze­wa zmie­ni­ły się bez­dusz­ne me­ta­licz­ne bram­ki… – Chyba miało być: …pięk­ne drze­wa zmie­ni­ły się w bez­dusz­ne me­ta­licz­ne bram­ki

 

Stał wryty jak posąg… – Stał jak wryty… Albo: Stał jak posąg

 

Zbie­rał gniew, bo czuł, że to wła­śnie on był od­po­wie­dzial­ny za całe zło. – Gniew może w kimś wzbierać, ale gniewu nie można zbierać.

 

a wo­jow­nik mógł, cho­ciaż na chwi­lę za­czerp­nąć od­dech. – …za­czerp­nąć od­dechu.

 

jed­nak ręka skie­ro­wa­ła się nie­na­tu­ral­nie w kie­run­ku pod­ło­ża… – Brzmi to fatalnie.

 

Jedna z ka­ra­wan po­dró­żu­ją­ca z jed­ne­go mia­sta do dru­gie­go… – Powtórzenie.

 

poczuła jak trzę­sie się zie­mia. Po­tęż­ny, a za­ra­zem rów­no­mier­ny wstrząs wy­nikł z trzę­sie­nia ziemi… – Powtórzenia.

Czy dobrze rozumiem, że trzęsienie ziemi zostało spowodowane trzęsieniem ziemi? ;-)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

@J2M2

 

Dziękuje za to, że pomysły przypadły do gustu. Faktycznie gęstość tekstu i wątków była wykryta podczas bety, co starałem się poprawić, jednak ostatecznie nie wyszły mi pewnie idealne proporcje. Faktycznie błędów trochę było, jednak dopiero reg wykryła…

 

@Reg

 

Szkoda, że historia i zawarte w niej pomysły nie spodobały się. Liczę, że przyszłe teksty mojego autorstwa bardziej przypadną ci do gustu. Łapankę wykorzystałem do poprawy za co pięknie dziękuje.

Tymczasowy lakoński król

OneTwo, zawsze uważałam, że najlepsze jest wciąż przede mną.

Ma nadzieję, że przed Tobą też. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

– Widzę wyraźne złe emocje, nie podoba mi się to miejsce, jednak nie po to szliśmy tu taki szmat czasu, aby zawrócić. – powiedziała ukochana. Wyglądała cudownie, jak zawsze(+.) – I nie patrz tak na mnie, dobrze widzę, o co ci chodzi. Mam ciebie dla umiejętności, nie towarzystwa. – Dziewczyna była bardziej zainteresowana delikatnym mechanicznym urządzeniem, które obsługiwała. ← sprawdź koniecznie zasady zapisu dialogów, kiedy kropka, a kiedy nie!

 

Tysiące, jak nie miliony światełek przeszły przez złowieszczy komputer. Cieszył się, jak szerzyły się najgorsze emocje. Wtedy kolejny skrawek terenu został spowity ciemnością, piękne drzewa zmieniły się bezduszne w metaliczne bramki, a liście na gałęziach stały się pustymi mglistymi światłami zwisającymi na kablach. ← fajna wizja, ale trochę niewprawnie opisana. Zdarzają ci się takie w całym tekście. Rozwinę myśl niżej.

Masa wykrzykników. Jak w tekście ktoś daje tyle wykrzykników, to zupełnie tracą one dla mnie wydźwięk.

Fabuła jak dla mnie w porządku, rysujesz obrazy-hybrydy (a to romans, a to jakaś SFowa zajawka, a to fantasy): widać, że masz swój styl i swobodnie eksperymentujesz, to zacna zdolność. Ale twoja narracja tudzież budowanie krajobrazów i sytuacji zdaje się jeszcze gubić poprawną formę. Zdania i myśli bywają urwane, niedokończone i bardzo emocjonalne, ale emocje nie mogą zastąpić ładnej prozy ;) Pamiętaj w zdaniach o jasno wskazanych podmiotach, o porównaniach, o logice, braku powtórzeń, o tym, że czytelnik musi dostać wszystkie elementy świata przedstawionego jasno i klarownie. 

Niewolnicy, zrzeszeni w słabości, boją się pana - samotnika, którego nie są w stanie kontrolować, którego mocy nie mają, a jego atencji nie mogą zdobyć. (Nietzsche)

Nowa Fantastyka