- Opowiadanie: Raixly - Biuro do Spraw Nadzwyczajnych, rozdział 8

Biuro do Spraw Nadzwyczajnych, rozdział 8

Spis treści

 

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

Rozdział 7

Rozdział 8

Rozdział 9

 

 

 

Nic tu się wielkiego nie dzieje, taki raczej przejściowy ten rozdział, ale cóż. Przepraszam za zwłokę, mam w przyszłym miesiącu dwa poważne egzaminy językowe, z kolei na początku sierpnia przeprowadzam się do Polski, więc będę mieć sporo na głowie, ale postaram się w lipcu dodać kolejny rozdział.

Oceny

Biuro do Spraw Nadzwyczajnych, rozdział 8

– Wygląda na to, że wszystko ustalone.

Po raz pierwszy, od kiedy ją spotkali, na ustach Nomii zagościł uśmiech – skromny i pełen godności, jakby uważała, że księżniczce nie przystoi śmianie się w głos, ale Fay nie mógł oprzeć się wrażeniu, że dziewczyna czerpała radość z obserwowania reakcji Łowców.

– Ale ja nie chcę – jęknął po raz setny Gideon. – Jeśli w skali od jeden do dziesięciu miałbym określić, jak podoba mi się ten pomysł, to dałbym mu minus sto punktów, jeśli kogoś to interesuje.

Nick nerwowo zerknął na noże leżące na stole i bąknął coś o braku instynktu samozachowawczego.

– Chcesz, tylko jeszcze o tym nie wiesz. – Fay pogroził bardowi widelcem, na który nadział plasterek pomidora. – Pasujesz do tej roli jak ulał.

Teraz, gdy utracili status więźniów, mogli siedzieć w ogromnej jadalni i z lubością pałaszować posiłek, co zwłaszcza dla Nicholasa i Gideona było nie lada wydarzeniem. Całymi tygodniami zamartwiali się w celi, ciesząc się na widok byle kromki chleba. Patrząc na bogato zastawiony stół, Nick zabierał się za każdą potrawę powoli, czyniąc z tego uroczysty rytuał, dalej nie mogąc uwierzyć w swoje szczęście. Gideonowi z kolei niewiele było trzeba, by zapomniał o trudach poprzedniego dnia i szybko przyzwyczaił się do nowej sytuacji. Miał nawet siłę, aby głośno narzekać na uprzejme, acz stanowcze sugestie księżniczki, czego Fay nie uważał za zbyt roztropne.

Bard ze smętną miną kroił jagnięcinę, mrucząc pod nosem. Wpatrywał się w talerz, jak gdyby miał z niego wyczytać swoje przyszłe losy. Wizje podsuwane przez wyobraźnię wyraźnie nie przypadły mu do gustu.

– Łatwo ci mówić, ty przynajmniej będziesz robić coś ekscytującego – rzucił z wyrzutem.

Po burzliwej dyskusji ustalili, że przygotowania do podróży zajmą co najmniej tydzień, zwłaszcza że Nomia nadzorowała wiele spraw na zamku i musiała upewnić się, że nikt nie ucierpi zbytnio z powodu jej nieobecności. Nie chcąc tracić czasu, stwierdzili, że w tym czasie dobrze byłoby poszukać przydatnych informacji w okolicy oraz poznać świat bliżej. Łowcy zostali pozbawieni mocy, a co za tym idzie, nie mogli też ukryć swojej obecności w Emmerish ani przybrać cudzej tożsamości – w związku z tym musieli sobie jakąś stworzyć. Na czas nieokreślony stali się mieszkańcami tego świata, więc wraz z Nomią wymyślili, czym będą się zajmować.

Fay, jak od razu zażądała księżniczka, miał zdobyć zaufanie faerie usiłujących obalić króla. W tym celu musiał udać się do puszczy Illithriel, wejście do której leżało niebezpiecznie blisko zamku. Nomia twierdziła, że według plotek grupy rebeliantów ostatnimi czasy skupiały się właśnie na obrzeżach lasu, czekając na odpowiedni moment, by uderzyć.

Nicholas – niezbyt wylewny i pełny energii – był świetnym obserwatorem oraz typem myśliciela, co Fay i Nomia szybko dostrzegli. Dlatego też chcieli, by do czasu podróży pozostał na zamku, gdzie mógłby poznać bliżej kolejną z postaci – króla, a także przejrzeć zbiory biblioteczne, by poszukać wskazówek w historii Emmerish. Poczynił też jedną trafną uwagę.

– Przypomniało mi się coś, przed czym ostrzega się wszystkich nowych Łowców – powiedział. – Jeżeli za długo majstrujesz przy jakimś świecie, to on może zacząć traktować cię jako swoją część. To znaczy, że wzmianki o tobie mogą pojawić się w różnych książkach czy opowieściach.

Było to nadzwyczaj mądre spostrzeżenie i Fay wyrzucał sobie, że wcześniej na to nie wpadł. Z drugiej strony to, że Nickowi ten pomysł przyszedł do głowy, zdawało się potwierdzać, iż dobrze nadawał się do tej roli. Nomia twierdziła, że zdoła racjonalnie wytłumaczyć jego obecność na zamku, ale nie chciała zdradzić szczegółów, co mocno niepokoiło Nicholasa, który jednak prędzej by umarł, niż ośmielił się zaprotestować.

Najmniej wymagająca misja przypadła w udziale Gideonowi. Zadanie to, jak twierdził, było skrajnie nudne i godziło w honor artysty. Otóż miasto, przy którym stał zamek, padło niedawno ofiarą aktów wandalizmu ze strony dzieci faerie. Ucierpiały targi, sklepy i domy, a w tym oberża, której właściciel rozważał zamknięcie biznesu. Pracownicy pouciekali w strachu przed kolejnymi atakami. Gideon miał się tam zatrudnić i uważnie słuchać rozmów klientów, by spomiędzy nich wyłowić informacje na temat tego, co faktycznie działo się w królestwie.

Fay uważał, że to zadanie idealne dla barda, który łatwo nawiązywał kontakty. Rzecz w tym, że Gideon nie podzielał jego opinii i cały czas marudził, tłumacząc, iż został stworzony do wyższych celów i chciał wędrować po świecie, aby radować serca muzyką, a nie polerować szklanki. Zaproponował nawet, że pójdzie z Fayem do lasu faerie, na co odpowiedziały mu pełne zgrozy spojrzenia trzech osób, zdające się pytać: „chcesz nas wszystkich zabić?”.

– Właściwie to gdzie będziemy spać? – zainteresował się nagle Gideon i upił łyk wina. – Powinniście tu mieć masę pokojów dla gości, no nie?

– Coś się znajdzie – stwierdziła lakonicznie Nomia ku jego rozczarowaniu. – Ale najpierw muszę was przedstawić.

– Przedstawić? Komu?

– Może na przykład właścicielowi tej posesji? – Spojrzała na niego z uniesionymi brwiami. – Wiesz, jest taki jeden.

– To chyba musi być ktoś ważny, skoro stać go na to wszystko – gwizdnął z podziwem, a Fay zakrztusił się kawałkiem ciasta.

– Tak, dosyć – odpowiedziała Nomia z litościwym uśmiechem.

Nicholas klepał Faya po plecach, ciężko wzdychając i unosząc wzrok do sufitu. Zastanawiał się, w co najlepszego właśnie mieli się wpakować – i czy ktokolwiek wyjdzie z tego cało.

 

 

– Słoneczko moje najdroższe – ucieszył się mężczyzna siedzący na tronie, gładząc ciemną brodę. – Co tam u ciebie słychać? Przyszłaś porozmawiać z tatusiem?

„Słoneczko” stanęło na baczność i wyprostowało się z godnością, mając nadzieję, że nikt nie dostrzega jego zaczerwienionych uszu. Księżniczka odchrząknęła, usiłując ukryć zmieszanie.

– Ojcze – zaczęła z przyganą. – Czy wiesz, że w zeszłym tygodniu gildia kupców znów strajkowała w kwestii cła na towary z Rilvany? I że Narodowy Ruch Wyzwolenia Istot Magicznych zyskuje coraz większe poparcie w Telerinie? Albo że w tym roku jeszcze więcej dzieci nie zdało egzaminów wstępnych do akademii, bo nie umiały pisać i czytać? To chyba nie czas na biesiadowanie.

– Och, tak. – Król z roztargnieniem sięgnął po winogrono, aby następnie wsunąć je do ust. – Nooo, ojejej, źle się dzieje. Masz rację. Z tym cłem to było tak, że pojechałem z baronem Rilvany na polowanie, no i, rozumiesz, jak zwykle musiał ustrzelić moją sarnę. Trochę się posprzeczaliśmy, no i tak wyszło, że postanowiłem wydać jakiś złośliwy dekrecik, he, he.

Nomia westchnęła, a zza jej pleców wyszedł Gideon, który podszedł w stronę tronu.

– Zaraz, jeśli to twój ojciec, to… O rety, król?!  – Rozpromienił się. – Bardzo miło poznać Waszą Wysokość!

– A to kto? – Zaciekawiony władca zamarł z kolejnym owocem w ręku.

– Mamy gości – obwieściła ponuro księżniczka. – Gideon, Nicholas i Fay.

Odsunęła się, a Łowcy przybliżyli się do władcy, by stanąć przed nim i skłonić się. Do tronu prowadziło kilka stopni przykrytych bordowym dywanem. Król siedział na samej górze, z nonszalancją zakładając nogę na nogę, a zewsząd otaczało go złoto oraz drogie kamienie szlachetne, którymi wysadzono oparcie. Mężczyzna otulił się długim czerwonym płaszczem. Odznaczał się pokaźną posturą, a twarz poznaczoną drobnymi zmarszczkami od śmiechu okalały lekko przyprószone siwizną włosy. Szczególną uwagę zwracał jego zarost – bujna broda i nastroszone wąsy. Błękitne oczy z zainteresowaniem przesuwały się po przybyszach.

– Przyjechali z krainy położonej za Wschodnią Pustynią. Chcą poznać zwyczaje Emmerish i zaprosić nas do siebie.

– A, Wschodnia Pustynia, tak, tak. Zupełnie inna kultura. – Czoło króla przecięła drobna zmarszczka, gdy usiłował przypomnieć sobie, co właściwie znajdowało się poza granicami Emmerish.

– Przyjmij tradycyjne pozdrowienie naszego ludu, panie – powiedział z powagą Fay, po czym ku zdumieniu grupy wykonał przedziwną sekwencję gestów i ukłonów, skacząc w kółko na jednej nodze. Nomia rzuciła mu podejrzliwe spojrzenie. Miała wrażenie, że nieco zbyt dobrze się bawił.

– Wspaniale. – Król naprawdę wyglądał na zachwyconego. – Czym prędzej rozkażę przygotować pokoje gościnne.

– Gideon i Fay chcieliby lepiej poznać okolicę, ale Nicholas przez kilka dni będzie nam towarzyszył na zamku – obwieściła księżniczka. – Opowiadał mi, że na Wschodnim Dworze bardzo ceni się elokwencję i dobry żart. Przewodzi wszystkim nadwornym błaznom. Jestem pewna, że zna mnóstwo zabawnych historii i sztuczek.

Na twarzy posępnego Łowcy odmalowało się przerażenie. Zadrżał, gdy władca klasnął w dłonie i zaśmiał się w głos.

– Lepiej być nie mogło! Ostatnio panują tu zbyt ponure nastroje. Z miłą chęcią posłucham anegdot ze wschodnich stron.

– Cała przyjemność po mojej stronie, panie – wymamrotał nieszczęśliwy Nick.

Gideon zachichotał. Na twarzy Faya pojawił się uśmieszek, choć gdy chłopak zobaczył minę Nicholasa, zrobiło mu się go szkoda.

– Chciałabym oprowadzić naszych gości po zamku – powiedziała Nomia. – Zapewne są bardzo ciekawi, jak wygląda.

Król zachęcająco machnął ręką, wyrozumiale kiwając głową.

– Oczywiście, moja droga. Bądź tylko uprzejma, nie tak jak ostatnio dla tego biednego królewicza – poradził tym dyskretnym rodzajem szeptu, który jest słyszalny dla każdego w promieniu stu kilometrów. – Masz już swoje lata, wypadałoby być miłym dla kawalerów.

Wzrok i zaciśnięte wargi księżniczki nie wróżyły niczego dobrego. Zerknęła na Łowców i najwyraźniej postanowiła się opanować.

– Spokojnie, tato. – Głos był tak chłodny, jak i złowrogi. – Ugoszczę ich najlepiej jak potrafię.

 

 

Kiedy wyszli z sali tronowej, Nomia dalej miała zaciętą minę, Fay z ciekawością rozglądał się wokół, a Nick patrzył na czubki swoich butów. Gideon przemierzał korytarz w podskokach.

– Polubiłem go – stwierdził. – Wyluzowany facet.

– Raczej kompletnie niefrasobliwy – odparła księżniczka. – Nawet się nie zorientował, że ktokolwiek siedział w lochach przez ostatnie tygodnie, albo że jeden z was przypomina wróżkę.

– Wydaje się za bardzo nie stresować problemami z faerie – zauważył Fay.

– On chyba żyje w innym świecie. Mało co do niego dociera. Nie zauważył, że mnie porwano. Może nie powinnam była się ratować.

– Nie bądź dla niego zbyt surowa. Sądzę, że to nie jego wina.

– Co masz na myśli?

– No wiesz… – Zawahał się, zastanawiając się, jak ubrać to w słowa. Nomia spoglądała na niego wyczekująco. – All Ganonim w jednym miał rację. To nie jest opowieść o bardzo oryginalnej fabule, więc podejrzewam, że postać twojego ojca mogła zostać, hm, wymyślona trochę na szybko, bez specjalnej głębi. Po prostu był potrzebny, bo w baśni każda księżniczka ma rodziców, którzy próbują uchronić ją przed klątwą lub sprawić, by była mądra i piękna, i tak dalej.

O dziwo, dziewczyna wcale się nie zdenerwowała. Powoli pokiwała głową.

– Przyznam, że też już przyszło mi to do głowy.

– Och – wyrwało się Gideonowi. Nomia uśmiechnęła się smutno.

– Tak – powiedziała. – Od kiedy zaczęłam dostawać listy, dużo myślałam o tym wszystkim. O swojej rodzinie, o Emmerish, o wielu rzeczach. Zaczęłam obserwować, co dzieje się wokół. I wtedy zauważyłam, że ten świat naprawdę został stworzony pode mnie i toczącą się w nim opowieść. Wszystko to, co nie dotyczy bezpośrednio mnie, jest jakby… urwane. Mniej wyraziste, rozmyte. Dlatego też łatwo było wymyślić nieistniejące królestwo, z którego mielibyście pochodzić.

Fay po raz pierwszy poczuł, że dobrze rozumie księżniczkę, a przez jego twarz przemknął wyraz współczucia. Był pewien, że każde z nich kiedyś znalazło się w podobnej sytuacji. Nie znał historii Nicka i Gideona, ale wyobrażał sobie, że i oni mocno przeżyli wiadomość o tym, że zostali wymyśleni przez ludzi. Nawet wesoły bard musiał być w szoku, gdy pierwszy raz o tym usłyszał.

Wcześniej nie miał czasu się nad tym zastanowić, ale nagle zaciekawiło go, w jaki sposób jego nowi towarzysze trafili do Biura do Spraw Nadzwyczajnych. Postanowił spytać ich o to przy najbliższej okazji. Czy mieli czas na przyzwyczajenie się do nowej sytuacji? A może tak jak on musieli działać jak najszybciej i uciekać, ścigani przez tysiące ogarniętych żądzą zemsty ludzi?

Zatopiony w rozmyślaniach, nawet nie zauważył, że dotarli do dębowych drzwi. Nomia uchyliła je i gestem zachęciła Łowców do podążenia za sobą. Weszli więc do środka, gdzie powitał ich widok niezliczonych regałów po brzegi wypełnionych książkami.

– Oto i biblioteka – powiedziała. – Mam nadzieję, że znajdziecie tu coś przydatnego. Niewiele osób z niej korzysta. Ostatnimi czasy to głównie ja. Radzę wam, żebyście poczytali o tym świecie, skoro macie w nim żyć.

Z tymi słowy zniknęła pomiędzy półkami, a Łowcy postąpili w głąb pomieszczenia. Drewniana podłoga skrzypiała przy każdym ich kroku. Wnętrze nieco przypominało czytelnię w Biurze, choć hmm’ogańskie zbiory woluminów były niewątpliwie bogatsze i bardziej różnorodne.

Fay skierował się w kierunku działu z literaturą opisującą dzieje królestwa oraz jego geografię. Powstanie Emmerish, Atlas świata, Wróżki od A do Z – widząc te tytuły, uśmiechnął się do siebie i bez wahania sięgnął po księgi. Im więcej mógł się dowiedzieć, tym lepiej. Poszperał jeszcze trochę i zdołał zebrać całkiem pokaźną kolekcję przydatnych materiałów.

Położył wybrane pozycje na biurku przy wejściu. Nomia wyłoniła się spomiędzy regałów, z wysiłkiem niosąc wieżę złożoną z książek różnych rozmiarów. Ustawiła je koło tych wybranych przez faerie. Z ciekawością pochylił się, by spojrzeć na tytuły. Kapitał społeczny a wzrost gospodarczy, Fizyka: 50 teorii, które powinieneś znać, Podstawy psychologii nimf leśnych, Genetyka alpak w liczbach, Wszechświat a czarne dziury – z czym to się je i co zrobić, by to nie one zjadły ciebie? – przeczytał.

– Chyba nie przepadasz za fikcją literacką – zauważył.

– Cóż, w związku z ostatnimi wydarzeniami chyba trudno mi się dziwić – mruknęła. – Ale zawsze wolałam poświęcać się nauce.

Nicholas, który również przyniósł stos książek, poszedł w inną stronę. Wybrał zbiór baśni, mitów i legend z Emmerish. Gideon z kolei zdecydował się na powieści w żaden sposób niezwiązane z królestwem i utworzony przez niego stosik składał się głównie z kryminałów oraz romansów. Fay nie wiedział, w jaki sposób zdaniem barda miałoby to mu pomóc w lepszym poznaniu świata, ale postanowił się nie wtrącać.

Zabrali książki, po czym wyszli z biblioteki – Nomia na przedzie, a Łowcy za nią, posłusznie oczekując na to, dokąd zabierze ich tym razem. Zdawało się jednak, że wbrew wcześniejszym deklaracjom wcale nie miała ochoty zabierać ich na wycieczkę po całym zamku. Zapytała strażników, czy pokoje gościnne są już gotowe, i gdy usłyszała odpowiedź twierdzącą, skinęła głową z aprobatą, po czym poprowadziła ich do sypialni.

Szybko okazało się, że nie był to wcale zły pomysł, zwłaszcza że tuż przy pokojach mieściła się wielka luksusowa łaźnia z kilkoma basenami, a na ten widok nawet Nickowi oczy zabłysły.

 

 

Łowcy weszli do wody, a przyjemne ciepło ogarnęło całe ich ciała. Wokół unosiła się rozgrzana para. Fay pozwolił, by bąbelki przyjemnie masowały skórę i zamknął oczy, próbując na chwilę zapomnieć o trudach tego dnia.

Powoli odprężając się i czując, jak napięcie opuszcza mięśnie, westchnął przeciągle. Od kilku dni nie miał chwili, w której byłoby mu tak przyjemnie. Niespokojne myśli zaczęły odpływać, pozwalając mu się wyciszyć. Niemal zapomniał o tym, jak prawie zginął z rąk księżniczki, o pobycie w więzieniu, o tajemniczych listach, a nawet o wspomnieniach z Vealii, które z niewiadomych przyczyn znów zaczęły nawiedzać go w snach.

Zatopił się prawie po same uszy. Słyszał tylko jednostajny szum wody, co uspokajało go i wprowadzało w letarg. Nagle jednak czyiś głos przebił się przez kojące dźwięki, odbijając się echem po łaźni.

– Trudno być Łowcą, co? – zagaił Gideon. – Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że będę zamknięty w innym świecie.

– To bardzo dziwne – odparł Fay. – Mam coraz więcej pytań i żadnych odpowiedzi.

– Szkoda – westchnął bard. – Jesteś Łowcą o wiele dłużej niż ja. Skoro nawet ty nie masz pojęcia, co się dzieje, to chyba naprawdę wpakowaliśmy w się w grubszą aferę.

– O wiele dłużej? – Nick podszedł do nich, chlupocząc przy każdym ruchu. – Podobno byliście w jednej grupie Gryzipiórków, czyli musieliście trafić do Biura mniej więcej w tym samym czasie.

Gideon uśmiechnął się i rzucił Fayowi krótkie, ale badawcze spojrzenie.

– Fay bardzo starał się awansować i udało mu się to znacznie szybciej – powiedział. – Od początku wydawał się zdeterminowany, by stać się Łowcą.

Faerie nie udzielił żadnego komentarza, udając, że wsłuchuje się w odgłos bąbelków.

– Czemu opuściliście swoje światy? – spytał nagle.

– Byłem zbędny. – Gideon wzruszył ramionami. – Moja historia to klasyczne epickie fantasy pełne smoków i rycerzy. Dołączyłem do grupy głównych bohaterów, ale skończyłem jako zwykły element komediowy. Podobno autor był łasy na pieniądze i zaczął nałogowo tworzyć kolejne postaci tylko po to, żeby mieć kogo zabijać, a fabuła szła dalej. W końcu się w tym pogubił i usiłował po raz kolejny pozbyć się bohatera, który już nie żył, no i wszystko się pomieszało. Ja akurat przeżyłem, więc mnie stamtąd zabrano. Koniec.

Faerie pokiwał głową ze zrozumieniem. Nick patrzył na wodę, krążąc myślami zupełnie gdzie indziej.

– Ja nie sprawdziłem się jako główny bohater – powiedział. – Terminowałem u znanego czarnoksiężnika. Miałem przejąć po nim stanowisko i mieszkać w wysokiej wieży. Problem polega na tym, że ten, kto mnie wymyślił, bał się, że będę zbyt idealny. Nie chciał zrobić ze mnie postaci, która może wszystko, i popadł w przesadę. Słowo daję, że nic mi nie wychodziło, nie miałem żadnych zdolności. Kojarzysz, jak w tego typu opowieściach na początku uczeń zwykle zamiata dom, myje podłogi i jest poddawany przez mistrza różnym próbom, zanim rozpocznie właściwy trening magiczny? To była kompletna porażka. Miotła mało mnie nie zabiła, a na podłodze się poślizgnąłem i leżałem w śpiączce przez tydzień. A potem opowieść się urwała, bo autor stwierdził, że nic ze mnie nie będzie i popadł w depresję.

– To raczej przykre – powiedział ostrożnie faerie, nagle rozumiejąc, czemu Nick zwykle wydawał się tak smutny i nieprzystępny.

– Nie było fajnie – przyznał szczerze Łowca.

– W takim razie zapewne żaden z was nie myślał o powrocie do swojego świata. – Fay oparł się o krawędź basenu, wdychając rozgrzane powietrze.

– A ty myślałeś?

Chłopak milczał, wpatrując się w wyczekujących towarzyszy. Znieruchomieli, przyglądali mu się zachęcająco. Zawahał się. Nie wiedząc, co właściwie nim kieruje, postanowił odpowiedzieć. W końcu oni też opowiedzieli mu o sobie.

– Prawdę mówiąc, to mój główny cel. Można powiedzieć, że po to w tej chwili żyję. W świecie, z którego pochodzę, zostali ważni dla mnie ludzie. To była kiedyś spokojna, przyjazna kraina, ale kiedy stamtąd uciekałem, bardzo źle się działo. Chcę odkryć, dlaczego wszystko tak się zmieniło, i odnaleźć swojego przyjaciela.

– Chyba nie miałeś zbyt wesołych przygód – mruknął Gideon.

– Przypuszczam, że nikt nie chce mnie tam widzieć. – Fay uśmiechnął się cierpko. – To ryzykowna wycieczka, ale muszę tam wrócić.

Łowcy zdali sobie sprawę, że faerie nie ma ochoty rozwijać opowieści i tyle na razie musiało im wystarczyć. Postanowili uszanować jego decyzję.

Rozmowa ucichła, a młodzieńcy jeszcze długo relaksowali się w basenie. W końcu Gideon z braku rozrywki zaczął zaczepiać Nicka i chlapać go wodą. O dziwo, Łowcy zupełnie to nie przeszkadzało. Fay jako pierwszy uznał, że wystarczająco już się odprężył. Niedawna rozmowa kołatała mu się po głowie, przez co znów dopadły go myśli, że powinien jak najprędzej ukończyć tę misję i wydostać się z Emmerish. Kierowała nim też zwykła ciekawość. Chciał wskoczyć do łóżka i zająć się lekturą książek znalezionych w bibliotece.

Wysunął się z wody i wyszedł z basenu, uważając, by nie poślizgnąć się na posadzce. Gideon przerwał gonienie Nicholasa.

– Idziesz już? – zapytał ze zdziwieniem.

– Tak, na dziś wystarczy mi wrażeń. – Fay owinął się ręcznikiem. – Chcę jeszcze trochę poczytać przed snem. Do jutra.

Wyszedł z łaźni, odprowadzany słowami pożegnania. Towarzysze wyraźnie nie mieli jeszcze ochoty udawać się na spoczynek. Uśmiechnął się lekko. Cóż, z pewnością należała im się chwila przyjemności. Następny dzień miał pewnie przynieść mnóstwo kolejnych niespodzianek.

 

 

Z trudem otworzył oczy, wydając z siebie przeciągły jęk, po czym zaraz ponownie je zamknął. Kolejna poduszka poszybowała w powietrzu, by wylądować prosto na jego twarzy.

– Wstawaj! – nakazał wesoły głos.

– Miej litość – wymamrotał Fay.

– Nie znam takiego słowa – Gideon zaśmiał się demonicznie i wyjął zza pazuchy cienki, podłużny przedmiot. – Obawiam się, że jeśli zaraz nie wstaniesz, to pożałujesz.

Fay powoli rozkleił powieki, ziewając tak głośno, że zdziwił się, iż budynek nie zatrząsł się w posadach. Zobaczył barda uśmiechającego się w sposób, który nie mógł wróżyć nic dobrego. Po chwili Gideon zabrał powietrza w usta i z całej siły zadął w flet.

Faerie wrzasnął z bólu i rozpaczy, gdy kakofonia dźwięków zaatakowała jego czułe uszy. Rozpaczliwie przeszukiwał łóżko, usiłując wymacać poduszki, by przycisnąć je do głowy.

– Co tu się dzieje?! – Do środka wparowała Nomia w towarzystwie ptaków. W szarych oczach iskrzył gniew.

Sinus i Cosinus zakłapały złowieszczo dziobami, chcąc rzucić się na Gideona, który prędko odłożył flet i wyciągnął przed siebie dłonie obronnym gestem.

– Zaraz! To wszystko wina Faya, bo nie chce wstać – zaprotestował.

Zwierzęta zaćwierkały z irytacją, a następnie zwróciły się w stronę leżącego chłopaka. Fay nadzwyczaj zwinnie poderwał się z łóżka, co zbiło z tropu zebranych.

– No już – burknął. – Proszę bardzo. Wstałem? Wstałem. To teraz dajcie mi chwilę, żebym się przebrał, okej?

Księżniczka i Łowca spojrzeli po sobie i wyszli tak szybko, jak się pojawili. Fay pochylił się, po czym z ciężkim westchnieniem zaczął zbierać porozrzucane po podłodze książki, które czytał poprzedniego wieczora.

Tej nocy nie spał zbyt dobrze. Może to wpływ opowieści o wróżkach, a może podobieństw między Emmerish a Vealią, ale znów dręczyły go koszmary związane z przeszłością. Tym razem nie były to jednak wyraziste obrazy, tylko nieskładne, mroczne wizje, w których prawdziwy ciąg zdarzeń mieszał się z upiornymi uosobieniami jego najgorszych lęków.

Westchnął ponownie, sięgając po ubrania podarowane mu przez Nomię. Ubolewał, że brak mocy pozbawił go nawet możliwości zmiany stroju. Pozornie tak błaha sprawa, a jednak o jeden kłopot więcej. Przejrzał się w lustrze, krytycznie taksując wzrokiem własną sylwetkę. W zielonej tunice ze swoją delikatną urodą bynajmniej nie budził grozy, ale cóż mógł na to poradzić?

Wyszedł na korytarz, gdzie zastał księżniczkę i Gideona.

– A co z Nickiem? – zapytał. Jeżeli tylko jemu zorganizowano taką pobudkę, a Nicholas spał w najlepsze, to ktoś powinien drogo za to zapłacić.

– Czeka w jadalni – odparła Nomia. – Rozmawia z moim ojcem.

– Aha – mruknął. Żądza zemsty przeszła mu jak ręką odjął.

– Lepiej się pospieszmy, bo chłopak tam zginie – zasugerował Gideon.

– Słuszna uwaga.

 

 

Królewska jadalnia prezentowała się zupełnie inaczej niż poprzedniego dnia. Zaaferowany sytuacją Fay wcześniej nie zwrócił uwagi na przepych panujący w pomieszczeniu, choć spostrzegł ogromne łukowate okna, wypełnione kolorowymi witrażami przedstawiającymi rozmaite magiczne istoty.

Ze względu na panującą wokół ciemność teraz nie mógł ponownie im się przyjrzeć. Zasłony były zaciągnięte, aby nie przepuścić ani odrobiny światła słonecznego, mimo że trwał poranek. Na długim stole stały się talerze z wykwintnymi daniami, a pomiędzy nimi świece – jedyny element rozświetlający ponure wnętrze. Po przeciwnej stronie od wejścia siedziały dwie osoby, jedna na zaszczytnym miejscu dla gospodarza. Druga usadowiła się tuż obok i przemawiała przyciszonym, mrocznym głosem.

– …i wtedy właśnie wybiegł na dwór. Wybiła północ, a wiatr zawodził, jak gdyby to tysiące potępionych dusz błagało o litość. Kruk zaskrzeczał złowieszczo, śledząc jego ruchy czarnymi oczami. Starał się nie zwracać na to uwagi. Zebrawszy całe swoje siły, biegł przed siebie, nie zatrzymując się ani na krok. Serce szaleńczo dudniło mu w piersi, gdy z trudem łapał kolejne oddechy. W końcu opadł z sił i stanął w miejscu, a wtedy zauważył, że znalazł się na cmentarzu. Poczuł na ramieniu lodowaty dotyk i powoli, mając wrażenie, że każda sekunda rozciąga się w nieskończoność, odwrócił się, by ujrzeć…

– Wystarczy! – Mężczyzna siedzący u szczytu stołu podskoczył z wrażenia. – Dosyć, bo padnę tu na zawał serca i osierocę moją krnąbrną córkę.

– Ale to kulminacyjny moment – wymamrotał Nicholas. – Teraz wszystko miało się rozwiązać.

Król przesunął palcem po ramieniu, energicznie potrząsając głową.

– Młodzieńcze, pora na przerwę. Nigdy w życiu nie miałem takiej gęsiej skórki. Zapytałbym, skąd znasz tyle mrożących krew w żyłach historii, ale strach się bać.

Nick już otwierał usta, aby udzielić odpowiedzi, ale wtem jego uwagę przykuł odgłos zbliżających się kroków. Mężczyźni odwrócili się w stronę wejścia, by ujrzeć nadchodzącą księżniczkę i Łowców.

– Och, są i inni goście! – Król szeroko rozłożył ramiona w powitalnym geście. – Zapraszamy!

Gideon zasiadł do stołu, z ciekawością przyglądając się świecom. Fay i Nomia podążyli za jego przykładem.

– Co tu się dzieje? – spytała dziewczyna.

– Ten sympatyczny chłopiec zna tysiące opowieści o duchach, demonach i klątwach. Ma prawdziwy talent. Gdy zacznie mówić, nie możesz przestać słuchać! – Poklepał Nicka po ramieniu, a Łowca pozwolił sobie na nieśmiały uśmiech. – Niewiarygodne! A może opowiesz coś o wróżkach?

Fay zastygł na chwilę z uprzejmym uśmiechem na twarzy, ale po chwili dalej nakładał kaszę na talerz. Księżniczka zerknęła na niego i odchrząknęła cicho.

–  Myślę, że takich historii znamy już mnóstwo. I wszystkie są wystarczająco straszne – mruknęła.

– To prawda – nieoczekiwanie zgodził się faerie. – Wczoraj kilka przeczytałem. Naprawdę budzą grozę, zwłaszcza że słyszałem, iż takie rzeczy naprawdę dzieją się w Emmerish.

Oczy Nomii zwęziły się, gdy podejrzliwie studiowała twarz chłopaka. Nieświadomie zacisnęła pięści, czujnie przysłuchując się jego słowom.

– Porywanie dzieci, zostawianie w domach podmieńców i porzucanie ludzkich zwłok przy kwiecie paproci… Dopuszczają się wielu okrutnych czynów – kontynuował niezrażony. Wziął głęboki oddech, czując nagły stres, gdy zadawał ważne dla siebie pytanie. – Ale czy te stworzenia są z natury złe do szpiku kości? Czy tak było od zawsze, czy może coś sprawiło, że się zmieniły?

– Niektóre legendy mówią, że kiedyś faerie wspomagały królestwo – odparł władca. – Ale to było wieki temu, zanim zaczęły uważać się za lepsze od ludzi, bo mają we krwi magię. Tak czy siak, teraz to zdradzieckie stworzenia, którym nie można ufać.

Czując na sobie palący wzrok Nomii, Fay wpakował do ust widelec z sałatką warzywną. Unikał jej spojrzenia. Pewnie zastanawiała się, co próbował osiągnąć tymi pytaniami, ale to nie był czas i miejsce na wyjaśnienia. Musiała poczekać, aż pozbędą się towarzystwa jej ojca.

Nim zdążył zadać kolejne pytanie, drzwi do jadalni otworzyły się z rozmachem, a w wejściu stanęła starsza kobieta w fartuchu. Na głowie miała biały czepek, a w świdrujących oczach istną żądzę mordu. Energicznym krokiem podeszła do stołu, nie zwracając większej uwagi na obecność króla i nie wykonując ukłonu.

– Doigrałaś się, moja panno – powiedziała sucho, zatrzymując się przy księżniczce. Złapała ją za ucho, nie zważając na krzyk protestu.

Kobieta sarknęła z oburzeniem, po czym gwałtownie uniosła głowę i spojrzała piorunującym wzrokiem prosto w oczy Faya. Zacisnęła usta w gniewną linijkę.

– Możesz mi powiedzieć – wycedziła, przeciągając głoski – co następczyni tronu Emmerish, porwana niedawno przez wróżki, gdyby przypadkiem niektórzy nie byli tego świadomi, robi przy jednym stole z fa…

– Jak to: porwana? – Władcy oczy mało nie wyszły z orbit.

– Wasza Wysokość – odpowiedziała, wymawiając tytuł tak, że zabrzmiał jak najgorsza obelga. – Czy nie zdziwiło cię, że panna Nomia zniknęła gdzieś na kilka dni?

– Myślałem, że znów zaszyła się w bibliotece i czyta o gospodarce – wybąkał jak skarcony dzieciak. – Często jej się to zdarza.

– Nie tym razem. A tymczasem w tej chwili dziewczyna – wypluła to słowo ze złością – ucztuje w najlepsze ze swoim najgorszym wro…

– Pani Cauliflower! – krzyknęła Nomia desperacko, rozmasowując obolałe ucho. – Czy mogłybyśmy chwilę porozmawiać na osobności?

Kobieta skrzyżowała ręce, oceniając sytuację. W końcu podjęła decyzję.

– O tak, porozmawiamy – obiecała. – Ale chciałabym zaprosić do tej rozmowy jednego z naszych gości.

Dopadła Faya tak szybko, że nie zdążył nawet kiwnąć palcem. Naprędce przełknął ostatni kęs dania, gdy pani Cauliflower pociągnęła go za ostro zakończone ucho, marszcząc brwi. Wstał, ani myśląc o tym, by sprzeciwić się kobiecie, która prowadziła go do drzwi. Nomia wlokła się za nimi z nietęgą miną.

– Do zobaczenia później! – krzyknął za nim Gideon, a w jego głosie wybrzmiała nutka niepokoju.

Koniec

Komentarze

Rzeczywiście, rozdział niewiele wnosi do historii i choć spowalnia akcję, mam nadzieję, że jest istotny dla dalszego ciągu.

Wykonanie, mimo kilku niezgrabności, jest coraz lepsze. ;)

 

że nikt nie ucier­pi zbyt­nio na jej nie­obec­no­ści. – Raczej: …że nikt nie ucier­pi zbyt­nio pod jej nie­obec­no­ść. Lub: …że nikt nie ucier­pi zbyt­nio z powodu jej nieobecności.

 

Nomia uchy­li­ła je i ge­stem za­chę­ci­ła Łow­ców do po­dą­że­nia za nią.…do po­dą­że­nia za sobą.

 

ocze­ku­jąc na to, dokąd za­bie­rze ich tym razem. Wy­glą­da­ło jed­nak na to, że wbrew… – Nie brzmi to najlepiej.

 

Ze swoją de­li­kat­ną urodą w zie­lo­nej tu­ni­ce by­naj­mniej nie bu­dził grozy, ale cóż mógł na to po­ra­dzić? – Może powinien uzewnętrznić delikatną urodę, nie skrywać jej w zielonej tunice… ;-)

 

to ktoś po­wi­nien srogo za to za­pła­cić. – Raczej: …to ktoś po­wi­nien drogo za to za­pła­cić.

Sprawdź znaczenie słowa srogo.

 

okna, wy­peł­nio­ne ko­lo­ro­wy­mi wi­tra­ża­mi przed­sta­wia­ją­cy­mi roz­ma­ite ma­gicz­ne isto­ty. Przede wszyst­kim jed­nak zdzi­wi­ła go pa­nu­ją­ca wokół ciem­ność. Za­sło­ny były za­cią­gnię­te, aby nie prze­pu­ścić ani odro­bi­ny świa­tła sło­necz­ne­go… – Skoro okna zasłaniały zaciągnięte zasłony, to jak dostrzegł witraże?

 

Na dłu­gim stole pię­trzy­ły się ta­le­rze z wy­kwint­ny­mi da­nia­mi… – Talerze z daniami, aby się piętrzyć, musiałyby być ustawione jeden na drugim, a chyba nie były.

 

od­wró­cił się, by uj­rzeć … – Zbędna spacja przed wielokropkiem.

 

Dosyć, bo padnę tu na zawał serca i osie­ro­cę swoją krnąbr­ną córkę. – …i osie­ro­cę moją krnąbr­ną córkę.

 

jego uwagę zwró­cił od­głos zbli­ża­ją­cych się kro­ków. Męż­czyź­ni od­wró­ci­li się… – Nie brzmi to najlepiej.

 

Ko­bie­ta skrzy­żo­wa­ła ręce na ra­mio­nach, oce­nia­jąc sy­tu­ację. – Jak można skrzyżować ręce na ramionach?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Fajne :)

Bardzo mnie cieszy, że uważasz, że jest lepiej :) Chociaż anatomia moich bohaterów zdaje się dalej nieźle wariować, hahaha.

Dziękuję!

Cóż, znasz ich lepiej, wiesz o nich więcej. Na razie, oczywiście. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Nie znam poprzednich rozdziałów, ale staram się zaglądać do tekstów, które wpadają w mój niedziałający lożowski dyżur.

Trudno wypowiadać się o fabule. Świat wygląda na interesujący, chociaż ten akurat rozdział nie wciąga wartką akcją.

Napisane całkiem przyzwoicie.

W tym celu musiał udać się do puszczy Illithriel, wejście do której leżało niebezpiecznie blisko zamku.

Czy ta puszcza miała tylko jedno wejście? Myślałam, że każda ścieżka się nada. A jeśli to akurat las wysokopienny, to dowolne dwa sąsiadujące drzewa na skraju mogą służyć za wejście.

Babska logika rządzi!

Dziękuję serdecznie za komentarz i uwagi, długo tu nie zaglądałam, więc dopiero teraz przeczytałam. Pozdrawiam!

Nowa Fantastyka
Patronujemy