- Opowiadanie: katia72 - Prawda w śmieciach zapisana

Prawda w śmieciach zapisana

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Prawda w śmieciach zapisana

W środku nocy księżyc w nowiu przykryty deszczową chmurą, zapomniał o własnym istnieniu. W ciemności niczym zagubione gwiazdki błyszczały zielone ślepia. To Bromek chowając się pod rozłożystym krzakiem pigwowca, spokojnie czekał na swoją kolej. Srebrnowłosy, jak go w myślach nazywał, już kończył śmietnikowe szperanie w poszukiwaniu skarbów. Do wielkiej torby na kółkach dołożył dwie butelki po piwie, porwany koc i drewnianą skrzynkę z urwanym wiekiem.

Staruszek powoli oddalał się do swoich czterech ścian szarego kartonu. Pokrzywione kółka skrzypiały smutną melodię, w takt której kołysała się siwa głowa. Jak tylko zniknął za zakrętem, chudy, zwinny szczur wdrapał się do kubła. Łysy ogon śmiesznie wystawał spod aluminiowej pokrywy, podczas gdy Bromek przy pomocy drobnych dłoni i pyszczka próbował wyciągnąć na zewnątrz czarny worek. Ostry brzeg puszki po konserwie skaleczył delikatną skórę nadgarstka. Tę nadmierną wrażliwość przednich kończyn zawdzięczał swojej hybrydowej naturze. Śmietnikowy bywalec nie był zwykłym szczurem. Zamiast łap posiadał ludzkie ręce i całkiem dobrze rozwinięty, bardziej człowieczy niż zwierzęcy mózg. Organ zarządca był stosunkowo mały, ale pokryty niezliczoną liczbą fałd, szpar, zagłębień i zakrętów, kryjących w ciemnych czeluściach miliardy szarych komórek. Narządem, nie do końca ludzkim ani szczurzym były oczy – jaskrawozielone, o kształcie wypukłych łezek, odbierające bodźce wzrokowe nie w ultrafiolecie, ale w pełnym zakresie barw.

Ojciec Bromka, jeszcze przed poznaniem matki, trafił w poszukiwaniu pożywienia do małej piwnicy wiejskiego domu. Tam zaatakowała go pomarszczona staruszka. W momencie, gdy łopatą chciała przetrącić kark, odważny szczur rzucił się na nią z zębami i boleśnie ugryzł w odsłoniętą łydkę. Kobieta krzyknęła i wycharczała:

– Przeklinam twojego pierworodnego syna! Niech ludzkie cierpienie pochłonie jego przyszłe życie!

Gryzoń nie za bardzo przejął się klątwą. A w związku z tym, iż nigdy nie dane mu było poznać Bromka, do końca swojej całkiem szczęśliwej egzystencji, nie dowiedział się, że w wiejskiej chałupie spotkał prawdziwą czarownicę.

Matka traktowała odmieńca jak inne, niedotknięte złymi czarami „szczurzątka”. Ludzkie rączki różowego, ślepego serdelka, ze względu na miniaturowy rozmiar, niewiele różniły się od łapek jego braci i sióstr, ale czujna rodzicielka od razu zauważyła ich odmienność. I może przez to, zawsze mógł liczyć na najbardziej dogodne miejsce przy “mlekopoju”.

Bromek wciągnął głęboko powietrze, naprężył ciało i worek razem z nim wypadł z kubła.

– Uff! – westchnął niemo, rozmawiać bowiem potrafił jedynie sam ze sobą we własnej głowie. Wiedźma nie obdarzyła go darem mowy.

Przeciągnął zdobycz do ciemnego kąta, gdzie trudno go było dostrzec. Rozciął ząbkami folię i podekscytowany zaczął przeglądać zawartość. Pieluchy, opakowanie po suchej karmie dla kotów, zużyta damska golarka, dwa spłaszczone kartony mleka, owinięte w foliową torebkę kondomy, filtr od odkurzacza zapchany białą sierścią, pomięty list. W domu mieszkało małżeństwo z małym dzieckiem i kotem albinosem. Kobieta już nie karmiła piersią, bo dziecko było za duże lub brakowało jej pokarmu. Para prowadziła intensywne życie seksualne, starając się o kolejnego potomka lub też w celach rozrywkowych. Żona starała się wyglądać atrakcyjnie. A list? Bromek nie umiał czytać, ale charakter pisma wyglądał na męski. Brat któregoś z małżonków? Kochanek pani domu? Niechciany urzędnik? Wszystko to były jedynie domysły.

Analizowanie śmieci stanowiło hobby nietypowego szczura od połowy lutego ubiegłego roku. Na rewir swoich śledczych wędrówek wybrał spokojne osiedle domków jednorodzinnych. Trochę za dużo mieszkało tam kotów i psów, ale starał się bardzo uważać na czyhające na każdym kroku niebezpieczeństwa. W ciągu dnia głównie spał i odpoczywał, a w nocy rozglądając się wokół i uważnie nastawiając uszy, odwiedzał śmietniki. Trzymał się z dala od innych szczurów, które nie były w stanie zaakceptować jego nie do końca zwierzęcej natury.

Już po paru dniach po przeprowadzce z centrum miasta spotkał Srebrnowłosego. Bezdomny przychodził grzebać w śmietnikach zwykle około północy. Podobnie jak Bromek przemykał czujnie obserwując otoczenie i próbując być niewidzialnym dla potencjalnych, nocnych spacerowiczów. Mieszkał w kanałach na peryferiach miasta oddalonych od osiedla niecałe pięć kilometrów. W godzinach popołudniowych żebrał na rynku siedząc skulony pod barokowym kościołem. Większość zebranych złotówek wydawał w niewielkim sklepie monopolowym obok przystanku autobusowego. Nigdy nie upijał się w dzień. Gorzką wodą głupiego szczęścia raczył się dopiero po spełnieniu wszystkich narzuconych na siebie obowiązków.

 

 

***

 

Wyjątkowo ciepłej, marcowej nocy Bromek, ku ogromnej radości w jednym z czarnych worków znalazł dziecięcą lornetkę. Mimo małych rozmiarów i tak była zdecydowanie za duża, jak na potrzeby niewielkiego gryzonia. Pomysłowy szczur używał jej patrząc obojgiem oczami w jedną dziurkę. Dzięki nowej zabawce, urozmaicił swoją śledczą rozrywkę. Wieczorem upatrywał sobie osobę, wyrzucającą śmieci. Starał się zapamiętać worek, do niej należący. Po wizycie srebrnowłosego, przeprowadzał analizę odpadków, układał na jej podstawie historię właściciela, a następnego dnia weryfikował domysły podglądając go przy pomocy lornetki.

Worek wrzucony przez kobietę około czterdziestki zawierał trzy plastikowe butelki po koli dietetycznej, instrukcję farbowania włosów ze zdjęciem pięknej, blond modelki, skórki po pomarańczach, ogryzki, opakowanie po koktajlu przyspieszającym metabolizm, nie do końca zużyte eukaliptusowe mydło w płynie, umazane czarnym tuszem waciki do demakijażu i parę innych, głównie pokarmowych odpadków. W głowie Bromka powstał obraz samotnej kobiety, usilnie próbującej zrzucić nadmierne kilogramy. Kolejnego dnia, późnym popołudniem wdrapał się na murek naprzeciwko okien dwupiętrowego domu. Przyłożył wąsaty pyszczek do lornetki i wścibskim oczom ukazała się otulona ciepłym, żółtym światłem sypialnia. Przez wąską rurkę zaglądał do nieswojego życia. Ubrana w wytarte dżinsy i podkoszulek koloru zgniłej zieleni, na niepościelonym łóżku, siedziała zapłakana niewiasta. W ręku trzymała telefon i nerwowo przesuwała palcem po dotykowym ekranie. Westchnęła i odłożyła komórkę, po czym ukryła twarz w dłoniach. Wstała i zasłoniła okno. Wizja się urwała. Bromek obserwował krótko obstrzyżoną, pulchną blondynkę przez cztery kolejne dni. Większość czasu była smutna. Gotowała szybkie, niewymagające większego zachodu potrawy. Jadła dużo warzyw i owoców. Przed snem trochę ćwiczyła, ale bez przekonania i energii. Zielonooki szczur znudził się jej życiem, widzianym przez szklane kamery. Habituacja zamkniętego w ciele szczura ludzkiego umysłu postępowała zdecydowanie za szybko. I nierzadko wpychała go w posępne ramiona depresji.

 

***

 

W świetle lipcowego księżyca Bromek wracał do domu z niedojedzoną puszką konserwy. Przebiegając obok warzywniaka, gdzie zawsze mógł liczyć na resztki warzyw, usłyszał krzyki:

– Ty śmierdzący pijaku! – Nastolatek w czerwonym dresie z całej siły przykopał w brzuch bezdomnego. Z ust Srebrnowłosego ciekła krew. Jego wózek leżał obok przewrócony, a kółka wciąż próbowały przemieszczać się do przodu, kręcąc się jak oszalałe w martwej pustce.

– Ty społeczny pasożycie! – wycharczał drugi z napastników i zaczął kijem okładać jęczącą ofiarę.

– Dobra, zwijamy się. – Zadecydował chłopak w dresie.

Dwie patyczkowate postacie oddaliły się w pośpiechu z miejsca przestępstwa. W oku Bromka zakręciła się łza. Chciał podejść i pomóc, chociaż nie był pewny jak, towarzyszowi śmietnikowych wędrówek. Parę razy widział jak mieszkaniec kanałów karmił inne szczury. Sam jednak ze względu na dziwne ręce bał się zbliżać. I tym razem pozostał w ukryciu aż do momentu, gdy staruszek podniósł się ciężko sapiąc, brudnym rękawem za dużego płaszcza otarł twarz, podniósł wózek i poczłapał w kierunku nieistniejącego domu.

Srebrnowłosy był nihilistą, który nie wiedział nawet, co znaczy słowo nihilizm. Pływał w oceanie nicości, widząc przed sobą jedynie niekończącą się pustynię, na której próżno było szukać wody. Wszechogarniająca pustka trawiła jego egzystencję. Z pełną świadomością wybrał życie bezdomnego. Nie widział sensu w zakładaniu rodziny i przekazywaniu dalej ponurych genów. A jemu samemu wystarczało kartonowe posłanie i buteleczka magicznego eliksiru, dzięki której choć przez chwilę w okrytych gęstą mgłą oczach, można było dostrzec iskierkę radości.

 

***

 

Mniej więcej w połowie września uwagę Bromka przyciągnął dobrze zbudowany mężczyzna o bladej twarzy i wąskich, zawsze mocno zaciśniętych ustach. Mieszkał w pomalowanym na żółto domu szeregowym z zadbanym ogródkiem. W jego workach było mało resztek pokarmowych. Prawdopodobnie większość czasu żywił się na mieście. Plastikową torbę wypełniały głównie opakowania po kosmetykach, pomięte papiery zapisane czarnym tuszem. Od czasu do czasu pojawiała się tam butelka po czerwonym, wytrawnym winie.

Przez około miesiąc Posępny, jak go ochrzcił szczur, spotykał się ze szczupłą szatynką. Młoda kobieta zawsze ubrana była w długą, szarą spódnicę i białą bluzkę, zapiętą pod samą szyję. Bromek nie miał za bardzo okazji zaznajomić się z ich relacją, bowiem praktycznie wszystko robili za zasłoniętymi oknami. Czasem przez bordowe kotary mógł obserwować świecący jaskrawo ekran olbrzymiego telewizora. Gdy ostatni raz widział tajemniczą dziewczynę, jej twarz wyglądała jak pomazana czarnym flamastrem, porwana kartka z wyrzuconej na śmietnik książki. Wyszła zgarbiona i nigdy nie wróciła.

A mężczyzna coraz częściej nie pojawiał się w domu na noc. Schudł i zmizerniał. Dni mijały jeden za drugim, jak toczące się po nierównych szynach wagony, pozbawione lokomotywy i zmierzające donikąd. Konstruktor torów, celowo lub przez pomyłkę połączył ich początek z końcem, tworząc przerażające więzienie nieśmiertelności.

Bromek sam nie wiedział, dlaczego zlewająca się z pochmurnym niebem postać, go nie nużyła i z coraz większym zainteresowaniem przyglądał się jej egzystencji. Może było to wynikiem zimowej melancholii, a może starzenia się gryzonia. Zbliżały się Święta Bożego Narodzenia. Większość mieszkańców pokrytego białym puchem osiedla wysiadała wieczorem z aut, uginając się pod ciężarem wielkich toreb pełnych prezentów. Niektórzy dźwigali żywe lub martwe choinki, i kolorowe lampki, które miały rozświetlić szarą codzienność.

Śledzony przez szczura mężczyzna wydawał się nie pasować do otaczającego go narastającego z godziny na godzinę zgiełku, niekontrolowanego szaleństwa i wszechogarniającego chaosu. Nieoczekiwanie dla Bromka, przestał praktycznie wychodzić z domu. Wstawał wcześnie rano i dokładnie sprzątał wszystkie pomieszczenia, które od wielokrotnego ich polerowania, lśniły nienaturalnością i swego rodzaju drętwotą.

Dzień przed Wigilią gryzoń w czarnym worku znalazł opakowanie po włókiennej linie i ulotkę z instrukcją wiązania węzłów żeglarskich. Następnego dnia już o ósmej, z bijącym sercem ulokował się na gałęzi iglastego drzewa, starając się być jak najmniej widocznym i bacznie obserwował Posępnego. Na twarzy mężczyzny malowało się przygnębienie. Poruszał się flegmatycznie, szurając nogami. Jego twarz była zmęczona i szczur odnosił wrażenie, jakby od wczoraj przybyło na niej dwukrotnie więcej zmarszczek. Śledzony przez cały dzień nic nie jadł. Większość czasu siedział w fotelu i słuchał smętnych, rockowych piosenek. Gdy na czarnym niebie zaczęły błyszczeć gwiezdne żonkile, a osiedle powoli pogrążało się w słodkim milczeniu, podszedł do komody, wyjął linę i próbował zawiązać pętlę. Bromek poczuł gulę w gardle. Wstrzymał oddech. Małe dłonie zdrętwiały i upuściły lornetkę, której magiczne szkiełka rozbiły się o kamień.

 

***

 

Gryzoń nie wiedział, co ma robić. Chciał powstrzymać przyszłego samobójcę przed zgubnym planem. Jedynym rozwiązaniem, które przyszło mu do głowy, było zaalarmowanie Srebrnowłosego. Pobiegł w stronę śmietnika i ku swojej wielkiej radości w świetle księżyca zobaczył siwą czuprynę wystającą znad kubłów. Zdyszany wtargnął do śmietnika, stanął za bezdomnym i zaczął piszczeć. Starzec przyjaźnie spojrzał na szczura. Bromek odwrócił się, jakby wskazując drogę i powoli zaczął zmierzać w stronę domu Posępnego. Gdy mijali uliczną lampę, Srebrnowłosy nieoczekiwanie się zatrzymał, zrobił wielkie oczy i z przerażeniem spojrzał na prowadzące go zwierzę, które nieporadnie próbowało ukryć ludzkie ręce. Niewiele się zastanawiając staruszek podniósł przykryty sniegiem kamień i uderzył nim z całej siły w głowę Bromka.

– Giń mocy nieczysta! – krzyknął i złapał się za pierś.

 

 

Dwudziestego czwartego grudnia o godzinie dziewiętnastej czterdziestojednoletni mężczyzna stanął w przedpokoju na kuchennym taborecie. Spojrzał na swoje gołe stopy. Założył pętlę na szyję i kopnął drewniany stołek. Po pięciu sekundach zmarł. W tle słychać było spokojne, melodyjne tony Elodii Lacrimosy.

Koniec

Komentarze

Nie mogłem uwierzyć, że on umarł! surprise

Przeczytałem, dziękuję za lekturę i powodzenia w konkursie! smiley

I wzajemnie. Przeczytałam Twoje opowiadanie parę dni temu i mi się podoba :), tylko coś ostatnio nie mogę się zabrać za komentarze :(

Słabo to się ma do wybranego przysłowia. Jeśli Bromek kogoś nazywał to jego imię powinno być z dużej litery (np. Posępny). Nie mniej jednak, miło się czytało. Bardzo dobre opowiadanie.

Piotr Czestkowski

Jest tu kopalnia ciekawych pomysłów. Przeklęty szczur o ludzkich rękach, motywy z wnioskowaniem prawdy ze śmieci. Ludzki dramat przeplatany z ciekawymi obserwacjami. Tylko jakoś końcowej puenty nie mogłem się doszukać – gdzieś pod koniec nie widziałem sensu tych wszystkich bardzo ładnie opisanych obserwacji. Ale i tak z przedstawionych pomysłów jestem bardzo uradowany :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Wielkie oczy strachu, moim zdaniem, zostały wciśnięte jakby na siłę. Bardziej mnie zdziwiły, niż zaskoczyły. Opowieść fajna, ale jakby całkiem niezależna od przysłowia.

Wykonanie mogłoby być lepsze.

 

oczy – ja­skra­wo zie­lo­ne, o kształ­cie wy­pu­kłych łezek… – …oczy – ja­skra­wozie­lo­ne, o kształ­cie wy­pu­kłych łezek

 

bo­le­śnie ugryzł w od­sło­nię­ta łydkę. – Literówka.

 

Już po paru dniach po prze­pro­wadz­ce z cen­trum mia­sta spo­tkał srebr­no­wło­se­go.Już po paru dniach po prze­pro­wadz­ce z cen­trum mia­sta spo­tkał Srebr­no­wło­se­go.

Bromek nadał bezdomnemu takie imię, więc pisałabym je wielką literą.

 

Po­my­sło­wy szczur uży­wał jej pa­trząc obie­ma ocza­mi w jedną dziur­kę. – Oczy są rodzaju nijakiego, więc: Po­my­sło­wy szczur uży­wał jej, pa­trząc obojgiem oczu w jedną dziur­kę.

 

opa­ko­wa­nie po ko­taj­lu przy­spie­sza­ją­cym me­ta­bo­lizm… – Literówka.

 

Ubra­na w wy­tar­te je­an­sypod­ko­szul­kę ko­lo­ru zgni­łej zie­le­ni… – Raczej: Ubra­na w wy­tar­te dżinsypodkoszulek/ T-shirt ko­lo­ru zgni­łej zie­le­ni

Używamy pisowni spolszczonej.

Podkoszulka nie jest błędem, ale to określenie raczej potoczne.

 

Bro­mek ob­ser­wo­wał krót­ko ob­cię­tą, pulch­ną blon­dyn­kę… – Bro­mek ob­ser­wo­wał krót­ko ostrzyżoną, pulch­ną blon­dyn­kę

 

Zie­lo­no­oki szczur znu­dził się jej ży­ciem, wi­dzia­nym przez szkla­ne ka­me­ry. – Soczewki/ lornetka nie są kamerą.

 

– Ty spo­łecz­ny pa­so­ży­cie! – Wy­char­czał drugi z na­past­ni­ków… – – Ty spo­łecz­ny pa­so­ży­cie! – wy­char­czał drugi z na­past­ni­ków

Nadal nie zawsze poprawnie zapisujesz dialogi.

 

Mniej wię­cej od po­ło­wy wrze­śnia uwagę Brom­ka przy­cią­gnął do­brze zbu­do­wa­ny męż­czy­zna… – Mniej wię­cej w połowie wrze­śnia

 

Przez około mie­siąc po­sęp­ny, jak go ochrzcił szczur… – Przez około mie­siąc, Po­sęp­ny, jak go ochrzcił szczur

Tak jak w przypadku Srebrnowłosego.

 

Dzień przed wi­gi­lią… – Dzień przed Wi­gi­lią

 

z bi­ją­cym ser­cem ulo­ko­wał się na ga­łę­zi igla­ste­go drze­wa […] Małe dło­nie zdrę­twia­ły i upu­ści­ły lor­net­kę, któ­rej ma­gicz­ne szkieł­ka roz­bi­ły się o as­falt. – Czy drzewo rosło na asfalcie? Wcześniej napisałaś, że osiedle pokryło się białym puchem, więc chyba pod drzewem był śnieg, nie asfalt.

 

Nie­wie­le się za­sta­na­wia­jąc sta­ru­szek pod­niósł ka­mień i ude­rzył nim z całej siły w głowę Brom­ka. – Czy, skoro osiedle było zsypane śniegiem, kamienie tak sobie leżały, całkiem na wierzchu, całkiem pod ręką?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję bardzo za komentarze. 

 

NoWhereMan – cieszę się, że spodobały Ci się pomysły.

 

Pietrek – ​poprawiłam imiona, i fajnie, że miło Ci się czytało.

 

Reg – ​jak zwykle jestem bardzo wdzięczna za wyłapanie błędów – ​wszystkie skorygowałam.

 

Usunęłam opowiadanie z konkursu, bo rzeczywiście słabo pasuje do przysłowia. Na konkurs napiszę inne, bo i tak jest już w sumie zaczęte i to nie jedno, tylko trzy :)

 

Pozdrawiam serdecznie

Katiu, Prawda w śmieciach zapisana, teraz, jako samodzielne opowiadanie, nie obciążone wymaganiami konkursu, prezentuje się, moim zdaniem, zdecydowanie lepiej. Piszesz coraz lepsze teksty i mam nadzieję, że tak będzie już zawsze.

Ilustracje, już tradycyjnie, podobają mi się nadzwyczajnie. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Bardzo się cieszę Reg :) Niestety ciągle piszę dwadzieścia na raz… ale tego już chyba nie zmienię :)

 

Miłego wieczoru :)

Jeśli trzymanie kilku srok za ogon pozwala Ci na pisanie coraz lepszych opowiadań, pracuj tak, a będziemy podziwiać efekty. ;)

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

:):):)

 

Myślę, że pewnych rzeczy się nie da zmienić i niektórzy muszą się nauczyć żyć w chaosie :) A ja potrafię narysować dwie kreski, napisać trzy zdania, zacząć nowy rysunek i dodać dwa słowa do innego tekstu, a w międzyczasie zacząć sprzątać i zastanawiać się, co ugotować na obiad :) I oczywiście każda z czynności na tym trochę cierpi, ale tak już chyba musi być :)

 

I naprawdę się cieszę, że Twoim zdaniem, robię postępy w pisaniu :):):)

Robisz, robisz. Naprawdę. ;D

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dziękuję :)

Przeczytałam i jestem zauroczona. Podpisuję się pod komentarzem Reg, że robisz widoczne postępy. 

A z tym robieniem kilku rzeczy naraz nie przejmuj się zbytnio. Podobno kobiety tak mają i nazywa się to podzielnością uwagi. Jakbyś zobaczyła pulpit w moim komputerze też mogłabyś się nieźle zdziwić. Zawsze wisi mi kilka zaczętych opowiadań. Niektóre kończę, niektóre po jakimś czasie wywalam, a jeszcze inne przerabiam, więc możemy sobie podać ręce. 

Zmieniłabym to: Środek nocy. Księżyc w nowiu, przykryty deszczową chmurą, zapomniał o własnym istnieniu. – dla mnie wygląda to jak zapis scenarzysty. A wystarczyłoby tylko nieco zmienić: W środku nocy księżyc przykryty deszczową chmurą zapomniał o własnym istnieniu.

No i bardzo mi się podobały Twoje rysunki. A portret bezdomnego to po prostu mistrzostwo. Takie coś mogłabym powiesić sobie na ścianie i chwalić się, że zakupiłam grafikę jakiegoś znanego artysty.

"Czasem przypada nam rola gołębi, a czasem pomników." Hans Ch. Andersen ****************************************** 22.04.2016 r. zostałam babcią i jestem nią już na pełen etat.

Bemik, bardzo się cieszę, że spodobało Ci się moje opowiadanie i rysunki, a jeszcze bardziej, że też widzisz postępy – to najważniejsze, aby nie stać w miejscu :):):) Pierwsze zdanie poprawiłam.

A kobiety rzeczywiście chyba często lubią robić kilka rzeczy na raz :)

Pozdrawiam serdecznie i życzę miłego wieczoru.

Podobało mi się. Jest kilka naprawdę fajnych pomysłów – przeklęty szczur, czytanie ze śmieci, obserwowanie ludzi – i kilka słabszych, czy raczej trochę słabiej zrealizowanych (chodzi mi głównie o dość standardowe i schematyczne przedstawienie dramatów ludzi obserwowanych przez Bromka). Końcówka ciekawa, choć zastanawiałam się w jaki sposób bezdomny dostrzegł, że szczur ma ręce zamiast łapek. Szczególnie w nocy.

Warsztatowo – interpunkcja trochę niedomaga, czasami stawiasz przecinek przed wtrąceniem, ale już go przecinkiem nie zamykasz.

Za to użyłaś gdzieniegdzie bardzo ciekawych metafor, szczególnie podobała mi się ta o żonkilach na niebie :)

"Punctuation is used to indicate delivery, not to conform to the rules of grammar". Sarah Kane

Dzięki Dogsdumpling. Rączki było widać w świetle lampy :) A interpunkcja… ciągle mam z tym duży problem, a przeczytałam już masę artykułów na ten temat i jakoś do mnie nie trafia :(

Dramaty ludzi trochę schematyczne, ale nie chciałam wprowadzać za dużo wątków i może dlatego tak płasko wyszły.

 Dziękuję bardzo za uwagi i cieszę się, że Ci się generalnie podobało :)

Ślepota interpunkcyjna jest całkowicie wyleczalna. Mówię z doświadczenia :) Tylko oprócz znajomości zasad potrzeba trochę wprawy i czasu. Jeśli starasz się zwracać na przecinki uwagę to im więcej tekstów napiszesz, tym będzie lepiej. Pomaga też sprawdzanie cudzych tekstów pod tym kątem.

Poza tym mogę się podpisać pod opinią Reg, że widać postęp w Twoich tekstach :)

"Punctuation is used to indicate delivery, not to conform to the rules of grammar". Sarah Kane

Tak, właśnie czuję się obecnie ślepa interpunkcyjnie :) Ale cieszę się, że widać postęp w innych obszarach :) A przecinki chyba rzeczywiście wymagają więcej czasu…

Ciekawe pomysły; bardzo mi się ten o wnioskowaniu na podstawie śmieci (jaki on prawdziwy!). Na szczurołaka wydaje się nieco naciągany (potrzebowałaś bohatera niezauważalnego i wszędobylskiego, ale inteligentnego, więc stanęło na wiedźmim przekleństwie?), lecz ma potencjał.

Babska logika rządzi!

Bez konkursowych konotacji faktycznie wypada lepiej. Nadal nie przekonuje mnie pomysł z tą klątwą ludzkich rączek – wolałbym coś niefizycznego: dar mowy albo choćby ten przymus współczucia z ludźmi. Czy decyzja o widocznej inności bohatera też była podyktowana koniecznością wpisania się w wybrane przysłowie?

Ładnie napisane, kilka sformułowań bardzo ładnych (np. pierwsze zdanie, albo to o twarzy dziewczyny Posępnego). Konstrukcja tez fajna, ze zgrabnym załamaniem na końcu. Brakuje mi tylko domknięcia losów odchudzającej się kobiety.

Ilustracje jak zawsze pierwsza klasa!

A mnie to porównanie wybiło z rytmu i zaczęłam się zastanawiać, jak ta kobieta wyglądała. Posiniaczona? Pokrwawiona? Ze śladem ręki na policzku? No bo przecież nie w literki…

Babska logika rządzi!

Cobold – ​rączki, bo bezdomny miał się go przestraszyć… i szczerze mówiąc to najpierw powstał Bromek z dłońmi, a potem reszta… Dziękuję za komentarz i cieszę się, że ilustracje się podobają :)

 

Finkla – to miał być rozmazany tusz do rzęs :) Dziękuję za bibliotekę. I moim zdaniem też pomysł ze śmieciami lepszy niż z wiedźmą, ale chciałam mieć myślącego szczura…

 

Życzę wszystkim miłej nocy :)

Hmmm. Baba ubiera się niemal jak zakonnica i jest wysmarowana tuszem do rzęs?

Babska logika rządzi!

Taka ładna zakonnica :) Moja mama, zwykle bardzo grzecznie ubrana, ale bez makijażu nigdzie nie wychodzi :) Już chyba nie będę tego zmieniać…

A pod jakie przysłowie miało być opowiadanie? Zajrzałam już po wykasowaniu z konkursu i nie wiem:( A treść ciekawa, spodobał mi się pomysł na oryginalną klątwę. Szkoda mi się zrobiło Bromka w końcówce, dużo bardziej niż kolesia z liną żeglarską :p Postępy widać, zdecydowanie :)

Strach ma wielkie oczy – ale szczerze się przyznaję, że pomysł badania śmieci i Bromka powstał około miesiąca temu. Tekst napisałam już po ogłoszeniu konkursu, ale to tak na siłę wyszło. A sam konkurs, przynajmniej dla mnie trudny… Teraz zaczęłam w prawidłowej kolejności, ale i tak nie wiem, co z tego wyjdzie :) Dziękuję za komentarz i bibliotekę. I przede wszystkim cieszę się, że widzisz postępy :):):)

Momentami było topornie (np. scena z dresami i nihilizmem), niektóre metafory wydały mi się przesadnie udziwnione, ale ogólnie mam pozytywne wrażenia po przeczytaniu. Abstrahując od wiedźmy, sam pomysł zwierzęcia przeklętego “ludzkim umysłem” był bardzo dobry (choć ludzkich rąk już nie ;)), podobnie jak rozwinięcie tej koncepcji. Podobało mi się, że szczur “wyżywał się” intelektualnie w sposób szczurzy, czyli grzebiąc w śmieciach, ładnie się to wpasowywało w jego ludzko-zwierzęcą naturę. Zakończenie było zaskakujące, a choć ponure, to prawdziwe.

Dziękuję bardzo za komentarz i cieszę się, że ogólne wrażenie jest na plus. A co do topornosci niektórych fragmentów, całkowicie się zgadzam. Muszę jeszcze popracować nad płynnością…

Mnie się podobało. I zakończenie mnie zaskoczyło.

Dzięki Anet :) :) :)

Masz świetnie pomysły Katiu :) Bardzo pasowała mi idea szczura z rączkami, od razu to sobie wyobraziłam.

I końcówka – jeżeli ktoś się wiesza, nie wchodząc szczegóły – umiera się po kilku minut lub od razu. Wszystko zależy jaka część szyi ulega uszkodzeniu. Skoro postawiłaś na tak krótki czas, pan mógł mieć przerwany rdzeń kręgowy, czyli zgon w czasie raczej krótszym niż trzydzieści sekund.

Cieszę się, że Ci się podobają moje pomysły :) :) :)

Czytałam o tym ile wynosi średni czas umierania po powieszeniu i wyczytałam, że 30 sekund, ale może moje źródło nie było najlepsze. Hmmm… zrobię 5 :)

Miłego wieczoru.

Nic nie mogłem poradzić na to, że czytając o dotkniętym człowiekowatością szczurze, miałam przed oczami Remy'ego z Ratatuj. Z jednej strony trochę to przeszkadzało w odbiorze, z drugiej, obrazy ze skrajnie optymistycznego filmu wprowadzały jakiś taki przyjemny dysonas w przygnębiającej atmosferze tekstu ;-)

Jak już zauważyli inni, zabrakło konkretniejszej puenty. Wydawało mi się, że opowiadanie zmierza do czegoś więcej, niż  takie – dup – i koniec. Ale zdaję sobie sprawę, iż tak miało być, choć pomysł zdecydowanie zasługuje na szersze wykorzystanie.

Ogólnie – fajny tekst i dobrze napisany.

Aha – dodatkowy plusik za Elodię :-)

(Tak na marginesie – jakoś mi się właśnie pomyślało, że do dżwięków Lacrimosy, tudzież niczego innego, równie fajnego, powiesić bym się raczej nie umiał. Byłoby – "dobra, niech się skończy ten kawałek, i wtedy… okej, posłucham jeszcze następnego, i już… a, może niech album przeleci do końca i wtedy na pewno się powieszę… zaraz, gdzie ja podziałem ich następną płytę… cholerny sznur, pod nogami mi się plącze, omal łba sobie przez niego nie rozbiłem… do śmieci z nim!)  ;-)

Dla podkreślenia wagi moich słów, Siłacz palnie pięścią w stół!

Dzięki :) Cieszę się, że się ogólnie podobało. A Elodia i samobójstwo to przez T.Beksińskiego…

Nowa Fantastyka
Patronujemy