- Opowiadanie: Anonimowy bajkoholik - Czyżbyś nie chciał takiej żony?

Czyżbyś nie chciał takiej żony?

kopytko

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Biblioteka:

beryl

Oceny

Czyżbyś nie chciał takiej żony?

W mieszkaniu czekała na mnie żaba. Spoko, jeśli byłoby to zwykłe kumkające stworzenie, które rozjeżdża się, wracając rowerem z letnich imprez. Żeby rozjechać tego płaza, potrzebowałbym czołgu. Żaba rozwaliła się w fotelu jak transport pasztetu w drodze do Sosnowca. Noga założona na nogę, na mordzie okulary, a w łapach gazeta, znad której uniosła na mnie wzrok.

– Jeśli można wiedzieć – zapytała kulturalnie – o której to się wraca?

– Jeśli można wiedzieć – odparłem niemniej kulturalnie – co tu się odpierdala?

Żaba złożyła gazetę i cisnęła mi nią w twarz.

– Urwałeś się jak słoń z karuzeli czy co? Czytaj.

Podniosłem z podłogi stronę tytułową i przeczytałem.

„INTELIGENTE ZWIERZĘTA BĘDĄ ŻYŁY WŚRÓD NAS”.

Jako że skończyło się już polonistykę, a odbyło się też staż w osiedlowym warzywniaku – umiało się znaleźć na to stosowny komentarz.

– Co to, kurwa, Narnia?

Język wystrzelił z prędkością Usaina Bolta po amfetaminie i owinął się wokół mojej szyi niczym szalik na hipsterze. A potem żaba mnie przyciągnęła. Miałem: oczy na wysokości jej gał, serce na wysokości własnej krtani, a zawartość żołądka – chyba, kurde, w głowie. I kupę na niskości kolan. Niemal.

– To – wycedziła żaba – nasz dom.

Próbowałem poluzować uścisk języka na szyi.

– A ja – cedziła dalej żaba jak baba ziemniaki – jestem twoją żoną.

No i tak to się zaczęło odpierdalać. Wyszedłem na ulice miasta, a tam delfiny robiące zakupy, ośmiornice spieszące się do pracy, jelenie wkurwiające się w korkach i strusie sadzące jaja w tramwajach. Ludzie trochę zszokowani, ale kurde – prawo to prawo. Ktoś się na to zgodził, porządek musi być. Słowo „anarchia” może co najwyżej posłużyć za nazwę dla taniego wina, a „opór” będzie się odtąd kojarzył wyłącznie z prawem Ohma.

Człowiek musi się adaptować.

A żaba – też człowiek – musiała przyzwyczaić się do mnie.  

Roztyła się jak amerykańskie dziecko podłączone kroplówką do zbiornika oleju. Gotowała beznadziejnie, mieszała kolory przy praniu, a ubrania po prasowaniu były równie proste jak mechanika kwantowa dla humanisty. Postanowiłem zrobić z naszego małżeństwa piekło. Starałem się jak gimnazjalista (niech spoczywa w pokoju) o fajki, żeby ten głupi płaz – prawnie ustanowiony mą małżonką – w końcu nie wytrzymał i wrócił tam, skąd przyszedł. Nie obchodziły mnie wyjaśnienia mediów. Kiedy ktoś ze znajomych mówił o pochodzeniu zwierząt, zatykałem uszy i śpiewałem piosenki Krzysztofa Krawczyka.

Powiedzenie mówi, że nawet najgorszego paszteta ktoś w końcu przeleci (właściwe powiedzenie brzmi „błądzić jest rzeczą ludzką”, ale polonistyka i życie nauczyły mnie rozumieć prawdziwy sens słów). Tak samo nawet żabę-współmałżonkę da się doprowadzić do ostateczności.

Gdy wszedłem pewnego pięknego (jak opisy w „Nad Niemnem”) dnia do mieszkania, żaba (kazała się zwać Matyldą, ale wolałbym wymazać to z pamięci) siedziała na walizkach, cała zapłakana, roztrzęsiona, żałośnie kumkająca. I gruba jak stado guźców.

– Ja już dłużej nie mogę, Andrzeju – wyznała.

Matyldo, jesteś pewna swojej decyzji? – pomyślałem.

– Kurwa, nareszcie – powiedziałem.

Z refleksem godnym ślimaka pingpongisty zorientowałem się, że coś poszło na opak. Powiedziałem to, co miałem pomyśleć, a pomyślałem to, co miałem powiedzieć.

– Ty naprawdę mnie nie kochasz – stwierdziła i rzuciła się w moje ramiona.

Uskoczyłem z gracją sarenki pakującej się pod tira, a ona z gracją godną przeterminowanego salcesonu uderzyła w ścianę. Rozpłaszczyła się na niej jak stare, dobre żaby, które się swego czasu przejeżdżało.

Jedno jest pewne – obędzie się bez rozwodu.

Idę po szpachelkę. 

Koniec

Komentarze

Ciekawe opowiadanko, część humoru nawet nawet, zwłaszcza niektóre barwne i bezczelne porównania. Tylko, kurcze, zadaję sobie pytanie – jaki jest sens tego tekstu. Że każda potwora znajdzie swojego amatora? ;) Nie wiem. Ale przynajmniej przyjemnie się czytało :)

Podsumowując: jest okej, ale bez fajerwerków.

były równie proste jak mechanika kwantowa dla humanisty

Zmartwię Ciebie, Autorze, ale nawet fizycy jej do końca nie kumają ;) Jednak porównanie “w pytkę” :)

Zgrabnie napisane, ale powtórzę za NoWhereManem: jaki jest sens tego tekstu?

Takie opowiadanie bez opowiadania, ale dobrze mi się czytało.

Sympatyczne, absurdalne… Zgodzę się z przedpiścami – sensu tekstu nie widać.

Jednak to niezupełnie prawda, że przeciwieństwa się przyciągają.

Końcówka psuje ten, całkiem fajnie napisany, tekst. Wydawało się, że szort zmierza do jakiejś ciekawej puenty, której to ostatecznie zabrakło. A może i była, ale kompletnie dla mnie nieczytelna.

Pozdrawiam!

Mam wrażenie, że absurd próbował walczyć o lepsze ze specyficznym i dość nachalnym humorem, jednakowoż ani absurd, ani humor, niestety, nie przypadły mi do gustu.

Absurd w dość wulgarnym wydaniu. Może gdyby rozbawiło, a tak niestety nie przypadło mi do gustu.

Całkiem zabawne. Trochę za dużo wulgaryzmów, jak na mój gust, ale to subiektywna opinia. Na początku niezmiernie bawiły mnie te porównania (Żaba rozwaliła się w fotelu jak transport pasztetu w drodze do Sosnowca – leżę), ale po dziesiątym takim zaczęło mnie to odrobinę nużyć.

Niemniej, że tak powiem, śmiechłem.

Pozdrawiam!

Ja też miejscami śmiechałam. Lubię absurd i ogólnie szorcika czytało mi się dobrze, ale a) faktycznie, niektóre żarty lepsze, niektóre gorsze – przy czym tu oczywiście każdego może rozbawić coś innego, b) porównania fajne do pewnego momentu, również mnie szybko znużyły, c) gdyby tekst był dłuższy, do końca może bym nie dotarła, na szczęście jest w sam raz, d) zakończenie jakoś nie przemówiło. Znaczy, nie sądzę, by wielka żaba dała radę się rozplaskacić na ścianie sama z siebie.

Niemniej – ogólnie do uśmiechnięcia, a chyba o nic więcej nie chodziło ;)

Przeczytałem, widzę pod tekstem kilka komentarzy, ale autor nie raczył dodać nawet słowa od siebie. Ja też nie dodam.

Tekst jest, szczęśliwie, odpowiednio krótki. Nie zdążyłem się znudzić, a zdążyłem się trochę pouśmiechać :)

Nowa Fantastyka
Patronujemy