- Opowiadanie: Charlie Eileen - BIAŁE WRÓBLE - Rozdział 2: Pozytywka Strachu

BIAŁE WRÓBLE - Rozdział 2: Pozytywka Strachu

 

Mam nadzieję, że świat Białych Wróbli zaciekawi choć małą garstkę z Was. Liczę na szczere, konstruktywne komentarze. Krytyka boli, ale ślicznie proszę o opinie, które pomogą mi się rozwijać! Mam nadzieję, że świat Białych Wróbli zaciekawi choć małą garstkę z Was. Liczę na szczere, konstruktywne komentarze. Krytyka boli, ale ślicznie proszę o opinie, które pomogą mi się rozwijać!

Mam nadzieję, że świat Białych Wróbli zaciekawi choć małą garstkę z Was. Liczę na szczere, konstruktywne komentarze. Krytyka boli, ale ślicznie proszę o opinie, które pomogą mi się rozwijać!Mam nadzieję, że świat Białych Wróbli zaciekawi choć małą garstkę z Was. Liczę na szczere, konstruktywne komentarze. Krytyka boli, ale ślicznie proszę o opinie, które pomogą mi się rozwijać!Mam nadzieję, że świat Białych Wróbli zaciekawi choć małą garstkę z Was. Liczę na szczere, konstruktywne komentarze. Krytyka boli, ale ślicznie proszę o opinie, które pomogą mi się rozwijać!Mam nadzieję, że świat Białych Wróbli zaciekawi choć małą garstkę z Was. Liczę na szczere, konstruktywne komentarze. Krytyka boli, ale ślicznie proszę o opinie, które pomogą mi się rozwijać!Mam nadzieję, że świat Białych Wróbli zaciekawi choć małą garstkę z Was. Liczę na szczere, konstruktywne komentarze. Krytyka boli, ale ślicznie proszę o opinie, które pomogą mi się rozwijać!

  Mam nadzieję, że świat Białych Wróbli zaciekawi choć małą garstkę z Was. Liczę na szczere, konstruktywne komentarze. Krytyka boli, ale ślicznie proszę o opinie, które pomogą mi się rozwijać!

Oceny

BIAŁE WRÓBLE - Rozdział 2: Pozytywka Strachu

Gdzie ty byłaś? – Zamrugałam parę razy nieprzytomnie i popatrzyłam na wyraźnie zmartwioną, nieco zarumienioną twarz Odette.

– Szukałam cię dosłownie wszędzie, ale ty przepadłaś jak kamień w wodę! Remi powiedział, że poszłaś do łazienki, ale nie wmówisz mi, kochana, że siedziałaś tam przez dwie godziny – żołądkowała się w najlepsze, nie dając mi dojść do słowa. Zaniepokojona złapałam siostrę mocno za ramiona, by ją uspokoić.

– Ette, nie mam pojęcia o czym mówisz – powiedziałam z zimnym spokojem. Odette utkwiła we mnie drżące spojrzenie, a ja od razu pośpieszyłam z wyjaśnieniami tego dziwacznego nieporozumienia.

– Rzeczywiście, po tańcu z Remim poszłam na górę do łazienki, ale po drodze ktoś zaproponował mi walc. Niegrzecznie było odmówić. Wróciliśmy więc na dół, ale przysięgam, że byłam z nim tylko te dziesięć minut na parkiecie, z pewnością nie więcej. Niemożliwe żebym zniknęła aż na dwie godziny! – Pod koniec z trudem próbowałam zachować swoje lodowate opanowanie. Nerwowa atmosfera całej sytuacji bardzo mi się udzieliła.

Dziewczyna zmrużyła oczy, przyglądając mi się uważnie. Przez chwilę mierzyła mnie wzrokiem od góry do dołu, szukając czegoś podejrzanego w moim wyglądzie, albo zachowaniu. W końcu wzruszyła ramionami i uśmiechnęła się jak gdyby nigdy nic.

– Dobrze, skoro tak twierdzisz, proszę bardzo. Nic mi nie mów, ale i tak prędzej czy później dowiem się jak było. Na razie mam tylko dwa przypuszczenia, wybierz sobie, do którego wolisz się przyznać. Pierwsza możliwość jest taka, że Remi kłamał i wcale nie poszłaś do łazienki. Prawdę mówiąc, jego też nie widziałam do momentu, kiedy spytałam się go parę minut temu o twoje tajemnicze zniknięcie. Idąc tym tropem, mogę śmiało wywnioskować, że mimo gorliwych zaprzeczeń, jednak wzięłaś sobie do serca moje aluzje o nastrojowej sypialni.

– Pudło, Sherlocku – wycedziłam w bezsilnej złości przez zaciśnięte zęby.

– Tak też myślałam – stwierdziła moja siostra, marszcząc brwi. – Jest też druga, znacznie nudniejsza opcja. Jednak oceniając twój perfekcyjny wygląd i to, że przecież wszyscy wiedzą, że Remi nie jest ciebie wart, może rzeczywiście spotkałaś tego faceta, o którym mówisz. Ale haczyk jest taki, że nie zatańczyłaś z nim jednego walca, ale przynajmniej z pięć! – Odette mrugnęła do mnie zawadiacko i chwyciła za rękę, prowadząc przez tańczące pary i elegancko nakryte stoliki. Nie było najmniejszego sensu z nią dyskutować na ten temat. 

Okazało się, że moja starsza siostra upatrzyła sobie Yves’a Berie na coś o wiele poważniejszego, niż tylko kilka tańców i wspólną rozmowę przy lampce szampana. Podczas kluczenia pomiędzy grupkami gości, wyjawiła mi, że bardzo jej się spodobał. I najwyraźniej z wzajemnością, dlatego Odette zamierzała czym prędzej wziąć sprawy w swoje zgrabne ręce. Dodatkowo uparła się, żebyśmy jak najszybciej się poznali i co ważniejsze szczerze polubili. Dziewczyna wymusiła na mnie także obietnicę, że będę dla niego miła. Wiedziałam, że jest to dla niej ważna sprawa, dlatego zgodziłam się, być mniej oziębła i bardziej towarzyska, niż na co dzień.

Na nieszczęście okazało się, że Yves może i jest całkiem godny uwagi na zewnątrz, ale w środku nie posiada zupełnie niczego interesującego. Jedynym czym tak naprawdę mógł się pochwalić, to fakt, że był daleką rodziną jakiegoś tam hrabiego, a jego firma produkuje skomplikowane technologie dla wojska. Mężczyzna był nudnym snobem bez krzty inteligencji, który o owej firmie wiedział tylko tyle, jak wysoki dochód przynosi na rok. Niestety Odette i tak patrzyła na niego maślanymi oczami.

Gdy Yves opowiadał mojej siostrze o swoich planowanych inwestycjach w jakieś egoistyczne zabawki dla facetów, którzy nigdy nie dorośli, ja zaczęłam rozglądać się po sali pełniej gości. Miałam nadzieję wśród wielu twarzy ujrzeć jasne oblicze intrygującego nieznajomego. Nie pragnęłam z nim rozmawiać ani tańczyć. Jedyne czego chciałam, to znów go zobaczyć, choćby nawet z daleka. Jego tajemnicze słowa nie dawały mi spokoju, mąciły mi w głowie.

– Arlette, słuchasz mnie? – Na ziemię sprowadziła mnie cicha nagana w głosie Odette.

– Wybacz. Zamyśliłam się.

Irytowało mnie, że musze tu stać i brać udział w nudnej rozmowie tych dwojga, która krótko mówiąc, przedstawiała się w formie samochwalnego monologu Yves’a, czasami tylko przerywanego krótkimi wstawkami od mojej siostry. Za plecami zacisnęłam dłonie w pięści, a usta wykrzywiłam w wymuszonym uśmiechu. Mężczyzna zdawał się nie zauważać mojej jawnej niechęci do niego. Żeby go do siebie zrazić, chyba musiałabym mocno skrytykować jego gust do garniturów, a potem wyśmiać kwotę ostatniej transakcji jego militarnego biznesu. Naturalnie, mimo ogromnej ochoty, nie mogłam tego zrobić.

– Nic nie szkodzi. Mówiłam właśnie o naszej planowanej podróży do Szwajcarii tej zimy – oświadczyła siostra, a na jej twarz znów wstąpił pogodny wyraz.

Na jej słowa od razu się ożywiłam, ponieważ czekałam na ten wyjazd od ponad pół roku. Miałam cichą nadzieję, że może teraz dyskusja przejdzie na nieco ciekawsze tory i będę mogła się w nią włączyć. Ale i tym razem przeceniłam towarzysza Ette. 

– Moja cioteczna siostra od strony ojca pochodzi ze Szwajcarii. Jest tam znaną aktorką. Nazywa się Sjöberg. Tyra Sjöberg, może o niej słyszałyście? – Stłumiał prychnięcie. To zaczynało być nie do wytrzymania! Czy on potrafił mówić tylko o sobie i swoich krewnych?

– Nie, nigdy o niej nie słyszałyśmy. Gra może w serialu obyczajowym jakiejś lokalnej telewizji? – wyrwało mi się, mimo że naprawdę próbowałam się powtrzymać.

Odette spiorunowała mnie wzrokiem i czym prędzej zmieniła temat, a ja powróciłam do poszukiwań niebieskookiego gościa. Nie zwracałam uwagi na to, o czym rozmawiają, ale w pewnym momencie usłyszałam, że siostra znów wspomniał moje imię. Zwróciłam się z powrotem w ich stronę.

– Arlette jest z pochodzenia Polką. Cztery lata temu w tragicznym pożarze zginęła cała jej rodzina. Moja matka usłyszała o tym od polskich znajomych i postanowiła ją adoptować. Uparła się na to tak bardzo, że nie zraziły jej nawet tony dokumentów, które musiała wypełnić, a ona nienawidzi papierkowej roboty! Bardzo przejęła się losem mojej siostry, ponieważ gdyby jej nie pomogła, Arlette, do czasu swojej pełnoletności, trafiłaby do sierocińca, a potem nie miałaby się gdzie podziać. Z pewnością zostawiono by ją samą sobie. Wiesz jak to jest, ludzie o wiele chętniej pomagają zwierzętom lub małym dzieciom. – Do oczu napłynęły mi łzy gniewu. Nie mogłam uwierzyć, że moja siostra coś takiego powiedziała! Nie była przecież aż tak pijana, by nie kontrolować swoich wypowiedzi.

– Odette, myślę że to nie jest odpowiednia okazja do opowiadania równie chwytających za serce historii czyjejś tragedii. Z pewnością znajdziecie z Yvsem o wiele przyjemniejsze tematy, które można poruszyć w czyjeś urodziny. – Dziewczyna oblała się purpurowym rumieńcem ogromnie zawstydzona. Nie wiedziała, gdzie podziać oczy. Ja natomiast przestałam już grać dobrze wychowaną i przyjemną w obyciu osobę. Nie uśmiechałam się na wszystkie strony, a lodowata aura na powrót otoczyła moje ciało szerokim kręgiem.

Jeszcze przez chwilę obserwowałam, jak moja siostra próbuje wybrnąć z krępującej sytuacji. Potem pożegnałam się z moimi towarzyszami i oddaliłam się, by zniknąć między ludźmi. Po drodze natknęłam się na zdezorientowanego Remi’ego, który niezdarnie próbował mnie zatrzymać. Minęłam go bez słowa wyjaśnienia i zaczęłam energicznie wspinać się po schodach na drugie piętro. Kluczyłam pustymi korytarzami pokrytymi czerwonymi tapetami o skomplikowanych, ozdobnych wzorach, by po paru minutach trafić na boczne, o wiele skromniejsze schody, które prowadziły na trzecie piętro w prawym skrzydle pałacyku. Z lekką zadyszką i obolałymi stopami w wysokich szpilkach w końcu stanęłam przed drzwiami mojej sypialni. Chwyciłam mosiężną gałkę klamki, energicznie ją przekręciłam i szybko wślizgnęłam się do środka. Głośno zatrzasnęłam drzwi i oparłam się o nie plecami z trudem łapiąc oddech.

Przez Odette powróciły niechciane wspomnienia. Demony przeszłości, które pragnęłam pogrzebać i nigdy nie pozwolić im się wydostać, obudziły się. Długie minuty stałam oparta o framugę drzwi, próbując okiełznać bolesne myśli i obrazy z przeszłości. Moją cichą walkę przerwało natarczywe mruczenie, a o nogę otarło się coś puchatego. Uśmiechnęłam się blado, kucając, by podrapać za uszami białego kota – Homera.

Trzy lata temu pewnej bogatej, zgorzkniałej starej pannie urodziły się kocięta. Pięć puchatych, rozbieganych kulek. Jedno z nich niestety przyszło na świat ślepe, a jego właścicielka nie chciała chować w domu kalekiego zwierzęcia. W ostatniej chwili uratowałam go od utopienia w pozłacanej wannie i przygarnęłam do siebie. Nazwałam go Homer, ponieważ bycie niewidomym wcale nie oznacza, że nie można doświadczać życia równie mocno, co będąc zdrowym. Starożytny wędrowny pieśniarz jest tego przykładem, a jego dzieła wciąż zachwycają i wzbudzają zdziwienie dokładnością opisów.

Początki życia Homera w wielkim pałacu, do którego go przyprowadziłam były trudne. Drastyczna zmiana otoczenia na takie, które ma pięć pięter i ogromną powierzchnię musiała być sporym przeżyciem dla tego małego ślepego kotka. Mieszkałam wtedy z Alice i Odette dopiero od niespełna roku, dlatego wspólnie z moim przyjacielem odkrywaliśmy najciemniejsze zakamarki naszego nowego domu. Dzięki niemu, wśród gotyckiego przepychu i niezliczonej ilości korytarzy, szybciej przywykłam do nowego życia. Przez te cztery lata zżyłam się z Homerem tak mocno, że mimo swojej wady, mój kot doskonale wiedział kiedy płaczę, a kiedy się uśmiecham.

– Cześć – przywitałam go z udawaną swobodą.

Homer nie dał się na to nabrać. Zamachał gniewnie ogonem i przysiadł na tylnych łapach. Spojrzał na mnie z poważnym wyrazem pyszczka. Chciał usłyszeć, dlaczego mam tak paskudny humor. Usiadłam na podłodze i opuściłam z rezygnacją ramiona.

– Ten wieczór był do bani. Od rana czułam, że te urodziny okażą się prawdziwą katastrofą! Tylko pokaz Alice wyszedł jak zawsze wspaniale. Gościom szczególnie podobały się te grafitowe spodnie ze srebrnymi zakładkami. Ale po pokazie było już tylko gorzej, a szczytem wszystkiego okazała się rozmowa z niejakim Yves’em Berie. To kompletny idiota! Szkoda, że spodobał się Odette. Ten laluś pochłania całą jej uwagę. Nie wypytała mnie nawet z kim tak długo tańczyłam, a to do niej zupełnie niepodobne. – Gadałam do kota jak nakręcona. – Może chociaż ty wiesz, kim on jest?

To ostatnie pytanie rzuciłam mimochodem. Nie oczekiwałam, że mój przyjaciel będzie znał na nie odpowiedź. Cały wieczór przespał przecież na moim ogromnym łóżku, jedząc kocie przysmaki.

– On był inny, Homer. Miał w sobie coś niezwykłego. Nie znam jego imienia. Sama nie wiem, co o tym myśleć… – podjęłam po chwili milczenia przerwany wątek.

Nim jeszcze skończyłam mówić, kot wstał i ruszył przez ciemny pokój, połyskując przy każdym ruchu białym, gładkim futerkiem. Z gracją wskoczył na wysokie łóżko, otoczone cienkim, białym baldachimem. Usadowił się wygodnie wśród drogich, aksamitnych poduszek i zastygł ze ślepymi oczami utkwionymi w mojej twarzy. Znieruchomiały wyglądał jak kocia figurka.

Popatrzyłam na niego z zaciekawieniem. Czyżby chciał, żebym do niego podeszła? Gdy stanęłam przy łóżku, zobaczyłam, że obok łap mojego przyjaciela leży jakiś przedmiot. Byłam pewna, że gdy ostatni raz stąd wychodziłam, tego tu nie było. Zaintrygowana zaświeciłam nocną lampkę przy łóżku i raz jeszcze spojrzałam na prostokątne pudełko koło kota.

– To dla mnie? – upewniłam się. Homer ruszył lekko ogonem w potwierdzeniu.

Wzięłam do ręki misternie zdobioną srebrną szkatułkę, która migotała delikatnie w nikłym świetle lampki. Prezent był śliczny.

Gdy przekręciłam pudełeczko w dłoni, na wierzchu błysnął fragment wygrawerowanego elegancko napisu. Odwróciłam ją tak, by zobaczyć cały napis. Był wyryty po francusku i głosił: Otwórz mnie.

Otworzyłam.

Szkatułka okazała się być pozytywką. Na wewnętrznej stronie wieczka przytwierdzone było małe, owalne lusterko, w którym odbiło się moje piwne, umalowane ciemno oko. Ze środka wysunęła się, jak rozwijający się pąk kwiatu, biała baletnica w różowej spódniczce. Zaczęła obracać się w kółko z wysoko wyciągniętą dłonią, jakby chciała sięgnąć gwiazd. Jej tańcowi towarzyszyła powolna, mroczna melodia pozytywki. Każdy dźwięk brzmiał jak kropla deszczu spadająca na klawisz niedostrojonego pianina. Smutne dźwięki nie były idealne, ale miały w sobie coś pięknego. Zasłuchałam się, patrząc na wirującą tancerkę. Homer oparł pyszczek o moje kolano, mrucząc. Wpatrywał się w srebrne pudełeczko z leniwie przymkniętymi oczami. Gdy baletnica zamarła, w pokoju zaległa nieprzenikniona cisza. Zdawać by się mogło, że cały pałac wstrzymał oddech oczarowany jej występem. Zamknęłam wieczko i ostrożnie odstawiłam pozytywkę na nocny stolik obok posłania.

– Ciekawe, kto podarował mi ten prezent? – zagadnęłam Homera.

Czy mogłaby to być Alice albo Odette? Raczej nie, one już dały mi urodzinowe prezenty. Oprócz nich, tylko służba miała jeszcze klucz do tego pokoju, ale nie sądzę, by którąkolwiek z pokojówek byłoby stać na tak drogi upominek. Pozytywka bowiem nie wyglądała na tanią. Nie brałam pod uwagę nikogo z gości, ponieważ żaden z nich nie dałby mi prezentu chyłkiem. Każdy chciał być widoczny ze swoją hojnością i dobrym gustem. Kto w takim razie mógł podrzucić podarunek? 

Homer wyrwał mnie z zamyślenia, gdy zaczął trącać łapą coś skryte w fałdach pościeli. Raz jeszcze spojrzałam na zaścielone łóżko, a serce przyspieszyło swój rytm. Na rogu, tuż przy poduszce, spoczywała niebieska koperta z wykaligrafowanym ozdobną kursywą moim imieniem i nazwiskiem. Z niedowierzaniem patrzyłam na czarne litery łączące się w moje polskie imię i nazwisko.

Adresatem była Arleta Ostrowska.

Drżącymi z przejęcia dłońmi chwyciłam kopertę i czym prędzej rozdarłam papier. W środku znajdowała się kartka tak jasna, iż górski śnieg przy niej wydawałby się szary i brudny. Emanowała od niej chłodna poświata. Uśmiechnęłam się na jej widok. Miałam wrażenie, że czekałam na ten list od bardzo dawna. Czym prędzej wyciągnęłam wiadomość i usiadłam na skraju łóżka obok kota, by ją przeczytać. Cienki i zawiły styl zawarty na kartce na początku sprawiał mi pewną trudność, tak że musiałam powoli wodzić po nim wzrokiem. Dopiero pod koniec listu moje oczy przyzwyczaiły się do tej kaligrafii.

 

Droga Arleto!

Taniec z Tobą był jedną z najpiękniejszych chwil, jakie dane mi było przeżyć od bardzo dawna. Od wielu lat oczekiwałem idealnego momentu, byśmy w końcu mogli się poznać.

Nie mogłem czekać dłużej. Nie mogłem znieść myśli, że choć jeden dzień więcej nie będziesz świadoma mojego istnienia, tego że to wszystko, całe to piękne życie zawdzięczasz mnie! To ja sprawiłem, że żyjesz jak księżniczka bez smutków i problemów, które dotykają innych ludzi. Od zawsze byłem Twoim Stróżem. Chroniłem Cię przed śmiercią i samotnością. Dbałem o każdy Twój dzień od wschodu do zachodu słońca.

Mam nadzieję, że urodziny udały się, mimo wymuszonego tańca z tym flegmatycznym czymś, na co wołają Remi. Ufam, że spędzony ze mną czas, od dzisiaj na zawsze będzie należał do najczęściej przez Ciebie wspominanych, i że już niedługo znów się spotkamy.

 

Twój na wieki,

Feu 

Zaparło mi dech w piersiach. Nie byłam w stanie choćby drgnąć. Czułam się, jakbym zamroziła swoim chłodem samą siebie, własne serce i krew. Bałam się, gdyż właśnie dowiedziałam się, kim jest osoba, która podarowała mi pozytywkę. Wiedziałam już, kim jest osoba, która napisała do mnie ten list. Wiedziałam, kim jest Feu. Mój Ogień. Mój Strach.

Przyszedł po mnie…  

Koniec

Komentarze

Zazwyczaj omijam fragmenty, ale staram się jednak czytać to, co wpadnie w mój dyżur, chociaż dyżury już Loży nie obowiązują.

Nie lepiej wstawić jakieś zamknięte opowiadanie? Więcej komentarzy dostaniesz.

Tekst do mnie nie przemówił, bo nie zawiera fantastyki, a za to zalatuje romansidłem.

O fabule trudno się wypowiadać, skoro to tylko fragment.

Napisane nie najgorzej, ale całkiem dobrze też nie. Czasem jakaś literówka.

Trzy lata temu pewnej bogatej, zgorzkniałej starej pannie urodziły się kocięta.

Tak to wygląda, jakby z jej łona wyszły…

Spojrzał na mnie z poważnym wyrazem pyszczka.

To Homer odzyskał wzrok? BTW, czy wszystkie kociaki nie rodzą się ślepe? Znaczy, z zamkniętymi oczkami?

Babska logika rządzi!

Nowa Fantastyka
Patronujemy