- Opowiadanie: Anonimowy bajkoholik - Szewczyk Dratewka

Szewczyk Dratewka

Trochę zmieniona wersja starej historii

Dyżurni:

regulatorzy, adamkb, homar, vyzart

Oceny

Szewczyk Dratewka

Szewczyk Dratewka

 

Były to czasy tak dawne, że jedynie pieśń je pamięta i przywołuje ustami bajarzy. Ludzie wiele mieli wtedy trudów i trosk. Zimy były srogie, a po lasach polowały dzikie zwierzęta i jeszcze gorsze stwory. Udało się jednak ludziom postawić miasto, a od dobrego i mądrego króla nazwali je Krakowem. Niedługo jednak trwała radość mieszkańców, którym grube mury zapewnić miały bezpieczeństwo. Pod miastem bowiem zagnieździł się smok. Przesądni mówili, że to bogi karają ludzi, że zamiast pracować ciężko i stawić czoła trudom życia, próbowali rozwiązać swoje problemy grubymi murami. Bardziej pragmatyczni twierdzili, że smok to jedynie kolejna poczwara, której trzeba stawić czoła. Jeden czy dwóch powiedzieli nieśmiało, że smok nie mógł się sprowadzić niezauważony; być może mieszkał tam wcześniej, a zbudowanie miasta tylko go obudziło i rozsierdziło. Ci jednak, który wątpili w kompetencje królewskich zwiadowców i budowniczych, a przez to samego króla, szybko zmieniali zdanie. Skądkolwiek się wzięła, bestia była ponoć straszna. Porywała z pastwisk owce i bydło, a pasterze przeżywali tylko dlatego, że kryli się po domach i jamach. W przeciwnym wypadku z pewnością i nimi by nie pogardziła. Pewien pasterz, Bożywój, zeznał przed królem, że sam widział, jak potwór porwał jego sąsiada, Sędziwoja. Ciało porwanego znaleziono dwa dni później w rzece, z poderżniętym gardłem, co – jak dowodził Bożywój – wskazywało tylko, jak niesmaczny dla bestii musiał być ten stary, garbaty dusigrosz, wypasający owcy na nieswojej ziemi. I z samego zamku zniknęło kilka niewiast wyjątkowej piękności. Wielka była to troska dla mądrego króla.

Wielu rycerzy niedługo po pojawieniu się smoka ruszyło w drogę, walczyć z bandytami lub wspomóc inne części królestwa. Ci, którzy zostali, często niewiele lub zgoła nic nie mieli do stracenia. Jednak wysłani, by zabić smoka, nie wracali lub przynosili ze sobą wieści przerażające i trudne do uwierzenia. Postanowił więc król ogłosić, że kto smoka zgładzi, otrzyma wielki skarb z królewskiego skarbca i prawo ubiegania się o rękę królewny. Jednak i ta nagroda nie potrafiła zmusić ludu Krakowa, by ruszył na smoka. Gdy Krak zaczął tracić nadzieję, a w posiwiałej głowie pojawiła się nawet myśl o porzuceniu miasta, o audiencję poprosił młody chłopak. Zwali go Dratewką. Lubił mówić, że jest szewcem, choć po prawdzie był dopiero czeladnikiem, a jego mistrz był surowy i z trudem wyprosił chłopak dwie godziny poza warsztatem, by móc widzieć się z królem. Wierzył więc młody Dratewka, że wielki skarb od samego króla odmieni jego życie i pozwoli uwolnić się od mistrza, który każdą źle przyszytą podeszwę karał ciężką ręką. Uważał też, że nie bez powodu wyśnił poprzedniej nocy sposób na pozbycie się bestii i skoro bogi zesłały mu tę szansę, nie wolno jej zmarnować. Zaproponował więc królowi, że jeszcze tej samej nocy zabije gadzinę, jeśli tylko dostanie owcę, siarkę, o której słyszał, że pali żywym ogniem, i wilcze jagody, naturalną truciznę na wszelkie monstra. Król ucieszył się niezmiernie z odwagi chłopaka i kazał dać mu wszystko, czego zażąda. Wieczorem wszystkie te rzeczy dostarczono do warsztatu. Nocą, gdy mistrz zasnął, chrapiąc tak, że sam mógłby smoka zbudzić, wziął się szewczyk do pracy. Owca była wychudła i chora, a siarkę skąpy alchemik wymieszał z piaskiem, czego Dratewka – uczony tylko w szyciu butów – nawet nie zauważył. Jedynie jagody znalazły się świeże i dorodne. Nie zważając jednak na trudności, wziął się Dratewka do pracy. Nieszczęsne zwierzę zarżnął i umazał krwią, by na pewno skusiła potwora. Do rozciętego brzucha wsadził siarkę z piaskiem i jagody, po czym zaszył. Pod osłoną nocy zbliżył się do smoczej jamy i postawił przed wejściem przynętę, którą podparł kijem. Następnie zaszył się w krzakach, by obserwować, co się wydarzy, lecz zmęczony całodzienną pracą, szybko zasnął.

Obudził się o świcie, zmarznięty i mokry od rosy. Przedświt spowił świat niby szara mgła, jednak niebo na wschodzie zaróżowiło się już i oczekiwało pojawienia się słońca. Szewczyk przez kilka chwil nie pamiętał, gdzie jest i czemu się tam znalazł. Gdy jednak tylko sobie przypomniał, wyskoczył z krzaków, sprawdzić skuteczność swojego podstępu.

Po fałszywym baranku nie było śladu. Nad brzegiem rzeki zaś leżało cielsko, wielkie jak pół miasta i zakończone szczęką, która jednym kłapnięciem przerobiłaby chłopca na dwie części. Smok sięgał łbem wody, pijąc i porykując czasem. Dratewka uświadomił sobie, że ten właśnie dźwięk go obudził. Zafascynowany podszedł bliżej, by przyjrzeć się bestii. Gdy tylko podszedł do łba, smok spojrzał na niego. Dratewka widywał zarzynane zwierzęta i to samo cierpienie dostrzegł w oczach gada. Była tam jednak też inteligencja, przenikliwość, której próżno było szukać u mieszkańców miasta. Jak brzęcząca mucha powracała do Dratewki myśli „dlaczego?”.

W końcu smok ryknął po raz ostatni, aż zatrzęsła się ziemia, całe miasto zdawało się ruszyć w posadach, i zdechł. Dopiero po kilku chwilach, gdy śmierć gada nie pozostawiała żadnych wątpliwości, szewczyka doszedł dziwny dźwięk. Kilkadziesiąt stóp obutych w ciężkie, żelazne buty hałasowało na żwirze. Gdy się obejrzał, dostrzegł kilkunastu rycerzy, wyraźnie czekających dotąd w zaroślach, a każdych dwóch niosło między sobą ciężką drewnianą skrzynię. Dowódca, w ciemnej grubej pelerynie, podszedł do oszołomionego chłopca, wcisnął mu w dłoń sakiewkę i popchnął w stronę miasta. Wypowiedział jeszcze kilka słów gratulacji, po czym ruszył ze swoimi ludźmi w głąb smoczej jamy. Dratewka jednak, miast do domu, ruszył za nimi, a żaden z rycerzy nie zwracał uwagi na podążającego za nimi chłystka. Gdy dotarli do wielkiej jaskini, smoczego leża, szewczykowi dech zaparło.

Leżały tam niewyobrażalne skarby. Złoto, kamienie szlachetne, nawet biżuteria leżały rozrzucone jak śmieci na ziemi, a ich stosy niemal sięgały wysokiego stropu. Dopiero po chwili zobaczył Dratewka ruch między tymi skarbami. Smoczątka, nie większe od kota, starały się schować jeszcze w zakamarkach jamy, nie miały jednak szans z rycerzami i ich mieczami. Szewczyk patrzył, jak wojowie wybijają smoczątka jedno po drugim, po czym sukcesywnie zaczynają chować skarby do przygotowanych skrzyń. Potem Dratewka odwrócił się i odszedł.

Mieszek zgubił jeszcze w smoczej jamie, nawet tego nie zauważywszy. Nie pamiętał drogi do domu ani jak znalazł się w swoim pokoiku. Dopiero koło południa, gdy przyszedł po niego wściekły mistrz, znaleziono jego wiszące ciało.

Koniec

Komentarze

Podoba mi się przedstawienie popularnej opowieści w nieco odmiennym świetle. Niektóre sytuacje są do przewidzenia, jak na przykład zachowanie rycerzy pod koniec, ale są i takie, które zaskakują, jak choćby los głównego bohatera. 

Warto wspomnieć też o małej zagadce kryminalnej, której rozwikłanie zajęło mi trochę czasu.

 

Tekst ładnie napisany, ciekawy, dobry. 

Oceniam 4/6.

Były to czasy tak dawne, że jedynie pieśń je pamięta i przywołują ustami bajarzy. – do kogo/czego odnosi się to słowo? Mam wrażenie, że coś się tu pomieszało, bo stracił się sens. 

 

Gdy Krak zaczął tracić nadzieję, a w posiwiałej głowie pojawiła się nawet myśl o porzuceniu miasta, o audiencje poprosił młody chłopak. – literówka w audiencję; młody chłopak to masło maślane, bo chłopak z definicji jest młody

 

Nie zachwyciło mnie. Jeśli o mnie chodzi, to musi być coś więcej niż zmienione zakończenie znanej historii. Nie przepadam też za opowiadaniem legendy/baśni samą dość suchą narracją. Nie ma w niej życia, Dratewka jest jak kukiełka w teatrzyku cieni – ani ziębi, ani grzeje. 

 

 

Stara legenda o wawelskim smoku w Twojej wersji, Anonimie, jest nadal tylko starą legendą i choć dodałeś jej własne, zmodyfikowane zakończenie, nie wywarła na mnie szczególnego wrażenia.

Wykonaniu trochę brakuje do doskonałości.

Dziękuję, Arhizie, za miłe słowa.

Śniąca, błędy poprawione. Co do samej treści, to zmienione jest więcej niż tylko zakończenie. Ot choćby odwrócone są role, jeśli chodzi o bohaterów. Dratewka też – ani tu, ani w legendzie – nie jest od bycia charakterystyczną postacią. W tym wypadku nie on się tu liczy. Właściwie określenie kukiełki bardzo dobrze do niego pasuje.

A mnie się właśnie podoba takie odświeżenie, opowiedzenie na nowo starej legendy. To trochę tak, jakby dostosować dawną opowieść do naszych czasów. 

Fajnie, że coś tam zmieniasz, ale mam wrażenie, że stare i świetnie znane elementy są zanadto rozwleczone. No, źle się czytało początek, nic nowego… Dopiero w drugiej połowie pojawiają się nowe informacje.

Ludzie wiele mieli wtedy trudów i trosk.

Nie jestem pewna, czy można mieć trudy.

jak niesmaczny dla bestii musiał być ten stary, garbaty dusigrosz, wypasający owcy na nie swoim polu.

Literówka. Owce to się chyba na łące pasie, nie na polu.

Zabawy ze znanymi historiami z zasady mnie interesują. Zakończenie zrobiło wrażenie. Zasmucił mnie fakt zabicia niewinnych smoczątek – mam nadzieję, że któryś się ukrył i zemści. Szkoda, że Dratewka się na to nie zdecydował. No i jest kolejna przeróbka – przeróbka przeróbki ;)

A mi się spodobał Twój pomysł :) Może wykonanie nie do końca, ale pomysł fajny.

Też żałuję, że Dratewka nie postąpił ze smoczątkami inaczej i na przykład nie wziął któregoś na wychowanie. A tych “rycerzy” to bym nadziała na pal, o!

Szort wydaje się sprawnie napisany i dobrze mi się go czytało, a zakończenie było zaskakujące, podobał mi się wątek inteligentnego smoka (nie jest to jednak nowy motyw). Jednakże modyfikujesz pierwotną wersję legendy zdecydowanie za mało, jest trochę delikatnej dekonstrukcji i tyle. Zobacz choćby, co z tą samą opowiastką zrobiono w Legendach Polskich – i nie chodzi mi tu o kierunek, w jakim poszli autorzy, ale o sposób, w jaki żonglowali motywami znanej legendy. Paradoksalnie trudniej jest przerobić coś istniejącego tak, żeby było to interesujące i świeże, niż napisać coś zupełnie nowego.

Finkla, aż z ciekawości spytam, do którego momentu mniej więcej uznajesz początek – a więc raczej, od którego momentu uważasz, że zaczęło się zmieniać?

Deirdriu, niestety, legendy nic o tym nie wspominają. Zresztą, motyw zemsty ostatniego z rodu jest chyba jeszcze bardziej wyeksploatowany niż te legendy. W każdym razie nie, tu nie ma miejsca na takie zakończenie.

Iluzja, skoro tych rycerzy aż na pal to aż boję się myśleć, jaki koniec wymyśliłabyś dla innych.

Nighter6, akurat “Smok” był zdecydowanie najgorszą z tych legend. Jednak abstrahując od tego, pomysł na legendy w wydaniu allegro może i ciekawy, jednak cel zupełnie inny niż u mnie – i dlatego też widać tak wielką różnicę w użyciu starych wątków. A wątek inteligentnego smoka rzeczywiście nie nowy – choć zawsze zaskakuje i smuci mnie potraktowanie go jako nieinteligentnego stworzenia.

Porządne zmiany zaczynają się IMO dopiero wtedy, kiedy Dratewka budzi się o świcie. Bo czy on jest majstrem, czy czeladnikiem, nie robi mi dużej różnicy. Morderstwo zwalone na smoka fajne, ale to szczególik bez większego wpływu na fabułę.

Za początek w tym kontekście można uznać wszystko do owego świtu – informacje, które już raczej znałam, tylko dekoracje namalowane inną farbą.

Cóż, cały ten – nazwijmy to – początek jednak miał nieść sporo przesłania i tyleż zmienić w samej legendzie. Miał również wytłumaczyć i uzasadnić zakończenie, właśnie poprzez dokładny opis degeneracji w całym mieście. Teraz tylko pytanie, na którym etapie to się posypało i jedno z drugim nie pykło.

Reedycja najsłynniejszej polskiej legendy nie wywołała u mnie żadnych emocji. Napisane całkiem  nieźle. Odwrócona moralność opowieści, dosyć zaskakujące zaskoczenie, to na plus, ale to wszystko za mało, żeby mnie jakkolwiek ruszyć. Eksperyment krótki, przez to przyjemny.

Niestety muszę się zgodzić z przedmówcą, a nawet przygrzać żelazem jeszcze mocniej, gdyż mnie zakończenie nie zaskoczyło. Nie będę się dłużej nad tobą pastwił. Pozdrawiam.

Mam odczucia podobne do Skonecznego. Ot, tekst-reedycja. Próba ciekawego zwrotu fabularnego na koniec niestety do mnie nie trafiła. Mocno zmęczyły mnie dwa pierwsze bloki tekstu, dosyć sporej wielkości, na szczęście potem jest lepiej.

Podsumowując: przyzwoicie, ale kompletnie bez fajerwerków.

Dla mnie niezłe. Co prawda za minus można spora część tekstu bazuje na historii już opowiedzianej, ale jest całość jest napisana sprawnie, a końcówka daje kopa. 

Nowa Fantastyka
Patronujemy