- Opowiadanie: Arainne - Wolny jak jelenie

Wolny jak jelenie

Dyżurni:

regulatorzy, homar, syf.

Oceny

Wolny jak jelenie

– Mamo, mamo! – Drobna blondynka odwróciła się w stronę głośno wołającego chłopca, który zdyszany biegł w jej kierunku.

– Mamusiu, a dlaczego dziadek się zatrzymał? – słowa malca sprawiły, że kobieta niemal zamarła. Idąc odwróciła tylko głowę w stronę, którą wskazywał jej syn. W trawie, oparty o drzewo siedział jej ojciec. Wyglądał jakby odpoczywał, ale ona wiedziała, że to tylko pozory. Starała się nie rozpłakać ale kilka łez opuściło oczy kobiety. Chciała się komuś wyżalić, sprawić by łzy pozwoliły wymazać z duszy pustkę i smutek ale nie mogła. Musiała być twarda dla swojego przybranego synka, którego matka zginęła przy porodzie. Kobiety poświęcały się by przedłużyć nasz gatunek. Zatrzymywały się by urodzić, a ich dzieci wychowywali ojcowie z nowymi partnerkami. Cały czas idąc kobieta jeszcze raz spojrzała na ojca starając się zapamiętać jak najwięcej. Jego długie siwe włosy rozwiewane przez wiatr, które jako mała dziewczynka kochała zaplatać w warkocze. Chciała zapamiętać przede wszystkim jego twarz, pełną zmarszczek, pokazującą jak wiele lat przeżył. Uśmiech, który teraz zastygł na jego bladym obliczu, ten którym zawsze ją obdarzał. Najbardziej kochała jego oczy, niebieskie jak niebo, w które wpatrywał się teraz pustym spojrzeniem. Zawsze były zamyślone i nieobecne, ale również tak szalone jak jego teorie. Był wariatem i ojcem, dlatego będzie za nim tęsknić. Już tęskni. Uścisnęła mocniej dłoń syna i przyśpieszyła kroku. Chciała uciec od tych spojrzeń pełnych pogardy, chciała… chciała się zatrzymać.

– Mamusiu, a czemu dziadek mówił, że jest jeleniem? – Litość i smutek, które jeszcze przed chwilą czuła kobieta w jednej chwili zostały zastąpione przez złość. Była wściekła na swojego ojca, myślała że w końcu udało jej się mu to wytłumaczyć, pomóc przejrzeć na oczy, myliła się.

– Stary egoistyczny głupiec! – wymruczała pod nosem.

– Co mówiłaś mamusiu? – spytał chłopiec. Kobieta od razu złagodniała pod spojrzeniem syna, podjęła również decyzję.

– Czy dziadek opowiadał ci o jeleniach? – Chłopiec pokręcił przecząco głową.

– Dobrze, a więc ja ci opowiem tę historię. Po niej zdecydujesz co dalej. A więc jelenie to stworzenia…

– Ale jelenie nie istnieją! – oburzył się chłopczyk

– Ty tak uważasz, ale jak mawiał mój ojciec dopóki o nich pamiętamy one nigdy naprawdę nie umrą, będą istnieć tak długo aż wszyscy o nich nie zapomną. Dlatego z pokolenia na pokolenie przekazujemy sobie tę historię, która wydarzyła się naprawdę wiele lat temu.

– Ale dlaczego dziadek mówił, że stał się jeleniem? – znów przerwał jej chłopczyk.

– Bo był tchórzliwym głupcem i tak jak one dokonał wyboru wierząc w coś czego nie ma. Opowiem ci…– Kobieta widząc, że chłopiec ponownie chce jej przerwać zasłoniła jego usta dłonią. – Jak chcesz usłyszeć historię nie możesz mi przerywać, dobrze? – Syn pokiwał głową, uśmiechnęła się i zamknęła oczy. Starała się słowo w słowo przekazać synowi historię, którą wiele lat temu opowiedział jej ojciec. Przez którą się zatrzymał, a ona go straciła.

– Jelenie są symbolem wszystkich zwierząt, które poszły w ich ślady. Dziś wszystkie nie żyją, zostaliśmy tylko my, ludzie. To przez nas to wszystko się zaczęło, przez naszą naukę, bezsensowną chęć życia wiecznego, przez nieśmiertelność.

– Zaczęło się kilkaset lat temu, gdy znany wszystkim Henryk Puszczyk postanowił stać się nieśmiertelny. Chciał by wszyscy zapamiętali go jako kogoś niesamowitego i jako zbawiciela. To on zmienił swój materiał genetyczny by stać się nieśmiertelnym. Oczywiście, na początku były szczury, zdychały zaraz po zmianie DNA, żaden z gryzoni nie przetrwał. Ale po wielu latach eksperymentowania, Henrykowi w końcu się udało. Zmienił kod genetyczny myszy, przez wirusa wprowadzonego do krwi, która rozprowadzała go po całym organizmie i już po kilku godzinach wirus wdarł się do każdej komórki badanego obiektu. Ale nie wszystko poszło po jego myśli. Myszy to zwierzęta żyjące w naturalnych warunkach dwa albo trzy miesiące. Te ginęły dopiero po kilku latach, ale to nadal nie była wieczność. Nie zwrócił na to uwagi. Był zbyt opętany żądzą większej sławy. Chciał by wszyscy byli nieśmiertelni, by nigdy nie stało się coś takiego jak z dinozaurami. Niestety nie zrozumiał, że nieśmiertelność nie polega na szczęśliwym życiu wiecznym, którego nie da się zakończyć. Wystarczyło zranić mysz by się wykrwawiła czy podać jej truciznę. One ginęły, tylko wolniej się starzały. Dla nich rok był jak jedna godzina. Dlatego to nie była wieczna nieśmiertelność, to nie była nawet nieśmiertelność, to po prostu wolniejsze zmierzanie ku śmierci, ale jednak zmierzanie. Ale jemu to nie przeszkadzało, było to czymś na wzór nieśmiertelności i to mu wystarczyło. Rozpylił zmutowany wirus nad całym światem. Na początku wszystko było normalnie, ludzi nie dotknęła ta Zaraza, jak teraz jest to nazywane. Tylko zwierzęta były podatne na tego wirusa, więc tylko one stały się niemal nieśmiertelne. Ale ten pasożyt wewnątrzkomórkowy z niewiadomych przyczyn działał inaczej niż deklarował Puszczyk. Postawiono im warunek. Albo będą się poruszać przez całe życie, albo umrą. Zwierzęta zrozumiały to dosyć szybko. Widząc jak ich towarzysze umierają, prędko pojęły zasady nowego świata i przestały się zatrzymywać.

Całe ich życie to była wędrówka. Nie męczyły się, a wszystko inne robiły w chodzie. Żyły tak może z rok albo dwa, a potem coś się znów zmieniło.

– Jelenie to zwierzęta ponadprzeciętnie mądre. Wiedziały o swojej nieśmiertelności, wiedziały, że muszą chodzić, a mimo to zaczęły się zatrzymywać. Masowo, jeden po drugim stawały. To dlatego wymarły. Nikt nie potrafił zrozumieć dlaczego to zrobiły, dlaczego świadomie zrezygnowały z życia?

– Tak jak dziadek mamusiu? – kobieta spojrzała na chłopca i ze smutkiem pokiwała głową.

– Tak jak dziadek synku. Jelenie  czuły się zniewolone, ktoś odebrał im prawo do decydowania o swoim życiu. Musiały chodzić by żyć, a to im się nie podobało, nie miały władzy nad samymi sobą. Dlatego zdecydowały się na ostateczny krok. Dokonały jedynego wyboru jaki im pozostał. Umarły z wyboru i stały się w ich rozumieniu wolne. Po jeleniach masowo zatrzymywały się inne zwierzęta, brały z nich przykład. A potem Puszczyk zniknął. Ludzie powiadają, że teraz obserwuje nas z bezpiecznego laboratorium, ale kto wie… Może jest tu wśród nas.  Rozpylił  potem jeszcze jeden wirus który tym razem zaatakował też ludzi, dlatego jesteśmy niemal nieśmiertelni i nie możemy się zatrzymywać. A twój dziadek nie chciał żyć w niewoli, robić to co mu nakazano, dlatego się zatrzymał.

– Czyli wolność to wybór? Bo wtedy gdy możemy dokonać wyboru tak naprawdę nikt nie ma nad nami żadnej władzy? – wiatr rozwiał długie, brązowe włosy chłopca. Przykrywając tym samym skupienie malujące się na jego twarzy. Taki sam jak ojciec pomyślała kobieta.

– Czyli to znaczy, że dziadek jest wolny i szczęśliwy, tak jak jelenie? – Dopytywał się chłopiec. Jej syn nic nie rozumiał, był kropla w kroplę taki jak ojciec, widział tylko lepszą stronę tej historii.

– Nie – powiedziała stanowczo kobieta. Ścisnęła mocniej dłoń syna i nadal idąc spojrzała mu w oczy. – Nic nie rozumiesz. Twój dziadek nie jest żadnym bohaterem, który umarł jako wolny człowiek! Twój dziadek był zwykłym tchórzem, zbyt słabym by żyć, takim samym jak jelenie. Wolał wybrać prostszą drogę! A te wszystkie gadania o decydowaniu o swoim życiu, o dokonywaniu wyboru to zwykłe bujdy, nic nie znaczące bajeczki, które mają usprawiedliwić zachowanie takich jak on! To po prostu słowa ludzi, którzy się poddali. – Gdy kobieta się już uspokoiła spojrzała na synka. Był przerażony wybuchem matki, mimo to dał radę zadać jeszcze jedno pytanie.

– A wolność?

– Nie istnieje, są tylko różne rodzaje niewoli.

***

Tamtego dnia uciekł od matki, gdy ta przyjmowała kondolencję od cioci. Nie patrzył za siebie, nie odwracał się, wiedział, że gdy to zrobi nie da rady i zawróci. A tak biegł, mimo że łzy zasłaniały jego pole widzenia, a histeryczny szloch odbierał dech. Potykał się co kilka chwil, kilka razy o mało co nie upadł. Biegł długo, nie raz miał wrażenie, że słyszy nawoływanie matki, ale nie zawracał. Gdyby to zrobił, na zawsze czułby żal do siebie. W oddali mignęło mu drzewo jakich wiele, ale to wydało mu się wyjątkowe, w końcu pod nim zostawili dziadka. Zwolnił, a gdy już całkowicie widział całą roślinę przed sobą, omal się nie zatrzymał. W ostatniej chwili powstrzymał się od upadku na kolana i płaczu, od stanięcia w miejscu. Nie chciał tego robić nie udowodniwszy matce, że się myli. W końcu zrozumiał przynajmniej większość zasad. Jego matka się myliła, ale dziadek również, tak jak i jelenie. Bo ten świat miał więcej reguł niż jedną: poruszasz się więc żyjesz. Więc matka była głupia twierdząc, że tylko na tym polega ten świat, a dziadek głupcem uważając, że jedynym sposobem na uwolnienie jest przeciwstawienie się tej regule. Wyborów było więcej niż się wydawało ludziom, więc nie tylko śmierć pozwala być wolnym. Spojrzał na miejsce w którym powinno leżeć ciało dziadka, a gdzie go nie było. Ruszył prosto w las za śladami kopyt na ziemi. Wszyscy jesteśmy głupcami.

Koniec

Komentarze

Interesująca koncepcja. Ale widzę luki. Skoro nie mogli się zatrzymywać, to jak się rozmnażali? Kobieta urodziła syna w marszu? Czy można umrzeć z głodu, idąc przez pustynię?

Wykonanie mogło być lepsze. Robisz błędy w zapisie dialogów. Myślniki oddzielamy spacjami od reszty zdania. Obustronnie. Inne usterki też się trafiają.

Był zbyt opętany rządzą większej sławy.

Sprawdź w słowniku, co znaczy “rządzą”. Możesz się zdziwić.

Babska logika rządzi!

Mnie też się wydaje, że koncepcja jest lekko niedopracowana. I coś mi mocno nie pasuje – dziadek umarł, a oni sobie stoją i rozmawiają? Jednak jest tu zawarta jakaś mądrość i stanowi to największą zaletę opowiadania. Naprawdę niezłe.

"Ten świat ma dzikość w sercu i szaleństwo na twarzy" - "Dzikość serca"

Bardzo ciekawy i wart rozwinięcia pomysł. Niestety, zarzyna go kiepskie wykonanie. Chwytaj Autorko bardzo przydatne linki:

Mini poradnik Nazgula o dialogach: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/12794

Klasyczny poradnik Mortycjana – też o dialogach: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/2112

Poradnik dla początkującego od Selene: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

Zalety i sposób betowania na tutejszej stronie autorstwa PsychoFisha: http://www.fantastyka.pl/loza/17 

Powodzenia i nie zniechęcaj się. Pomysły są, trzeba tylko wyrobić warsztat :)

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Nie kupuję pomysłu obdarowania ludzi nieśmiertelnością przez zapylenie świata magicznym proszkiem, nie pojmuję idei bycia w ciągłym ruchu i chyba nie zrozumiałam opowiadania.

Wykonanie pozostawia bardzo wiele do życzenia.

 

-Mamo, mamo!– drob­na blon­dyn­ka od­wró­ci­ła się… – Mamo, mamo! – Drob­na blon­dyn­ka od­wró­ci­ła się

Źle zapisujesz dialogi. Pewnie przyda się ten wątek: http://www.fantastyka.pl/hydepark/pokaz/4550

 

którą wska­zy­wał jej syn. W tra­wie, opar­ty o drze­wo sie­dział jej oj­ciec. Wy­glą­dał jakby od­po­czy­wał, ale ona wie­dzia­ła, że to tylko po­zo­ry. Jej oczy opu­ści­ła po­je­dyn­cza łzy. Chcia­ła pła­kać, jak naj­gło­śniej, by wszy­scy wi­dzie­li jej smu­tek, a sam płacz po­mógł jej po­zbyć się pust­ki. – Nadmiar zaimków.

 

Jej oczy opu­ści­ła po­je­dyn­cza łzy. – W jaki sposób pojedyncza łza spłynęła z dwojga oczu?

 

Nie zda­wał sobie spra­wy, że jego dzia­dek wła­śnie umarł. Wy­glą­dał tak nie­win­nie. – Kto wyglądał niewinnie – zmarły dziadek czy wnuk?

 

Li­tość i smu­tek jakie jesz­cze przed chwi­lą czuła ko­bie­ta… – Li­tość i smu­tek, które jesz­cze przed chwi­lą czuła ko­bie­ta

 

udało jej się mu to wy­tłu­ma­czyć , pomóc… – Zbędna spacja przed przecinkiem. Ten błąd pojawia się jeszcze w dalszej części opowiadania, jest też zbędna spacja przed kropką.

 

– Czy dzia­dek opo­wia­dał ci o je­le­niach? – chło­piec po­ki­wał prze­czą­co głową. – Pokiwać głową, to raczej przytaknąć.

Proponuję: …Chło­piec pokręcił prze­czą­co głową.

 

–Do­brze, a więc ja ci opo­wiem hi­sto­rię.– Do­brze, a więc ja ci opo­wiem hi­sto­rię.

 

Dla­te­go z po­ko­le­nia na po­ko­le­nie prze­ka­zu­je­my sobie hi­sto­rię… – …prze­ka­zu­je­my sobie hi­sto­rię

 

Wie­dzia­ły o swo­jej nie­śmier­tel­no­ści, wie­dział, że muszą cho­dzić… – Literówka.

 

nie miały wła­dzy nad samym sobą. – …nie miały wła­dzy nad samymi sobą.

 

Gdyby to zro­bił, na za­wsze czuł by żal do sie­bie.Gdyby to zro­bił, na za­wsze czułby żal do sie­bie.

 

gdy już cał­ko­wi­cie wi­dział całą ro­śli­nę przed sobą, omal co się nie za­trzy­mał. – …omal się nie za­trzy­mał.

Powtórzenie.

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Tematy egzystencjalne same w sobie nie są łatwe, aby opowiadanie było prawdziwe i przekonywujące, trzeba się trochę napracować. Nie będę się wypowiadał na temat “być albo nie być”, a skupię się na otoczce. Nie zrozumiałem, co niesie za sobą (w przenośni) bieganie. Pęd życia, gonitwa za pieniędzmi, nie oglądanie się na innych? Mało przekonywujący jest też monolog-opowieść matki do małego synka. Jak sama piszesz, jest to chłopczyk, czyli kilkulatek, niewiele by z tego zrozumiał. Zbyt trudny i zawiły język, a jednocześnie historia niedopracowana

Chciał by wszyscy zapamiętali go jako kogoś niesamowitego

Ale po wielu latach eksperymentowania

z niewiadomych przyczyn działał inaczej niż deklarował Puszczyk

Postawiono im warunek.

Ludzie postawili zwierzętom warunek? W jaki sposób? Powyższe określenia też są mało precyzyjne: kogoś, wielu, z niewiadomych. Wystartowałaś z pomysłem, ale od razu zobaczyłaś metę i nie chciało ci się lub zabrakło determinacji na głębszą analizę problemów.

Sporo pracy wymaga ten szort.

Pomysł jest, ale niedopieszczony. Gdzie nie dotknąć, wystają jakieś kanty. Gość chce unieśmiertelnić ludzi, a wybija zwierzęta. Wirus działa, ale nagle nie tak jak planowano. Facet znika, ale rozpyla inny wirus, teraz już działający. Dziecko żyje w tym świecie, a nie zna podstawowych zasad nim rządzących.

Garść porad technicznych:

– karkołomne jest umieszczanie w didaskalium informacji o osobie innej niż wypowiadająca dane słowa. Masz tak przy dwóch pierwszych kwestiach: mówi dziecko, opisujesz reakcje matki. Na początku tekstu jest to mylące dla czytelnika, który jeszcze nie zna bohaterów. Proponowałbym oba zdania o matce przerzucić do kolejnych akapitów.

– unikaj długaśnych wypowiedzi tłumaczących świat (monolog matki), brzmią nienaturalnie w ustach bohaterów, lepiej rozbić je na dynamiczny dialog,

– unikaj nadmiaru i zbitek zaimków np. “jej się mu to”. I odróżniaj “tą” (narzędnik) od “tę” (biernik).

Życzę powodzenia!

Nie rozumiem koncepcji z brakiem możliwości zatrzymywania się. To nierealne.

Dziękuję wszystkim za komentarze i pomoc, na pewno się do rad zastosuję. Jest to jedno z moich pierwszych opowiadań i zawsze wydawało mi się dobre, nawet jak dawałam koleżankom do przeczytania, nie miały żadnych zastrzeżeń ale może chciały być miłe?

Finkla jeśli chodzi o rodzenie, to równie dobrze nie musi to być jego matka, mogła związać się z jego prawdziwym ojcem i go wychować, bo kobiety rodząc musiały na przykład się poświęcić i zatrzymać. Ale jak teraz zadałaś to pytanie to myślę, że powinnam to jakoś wytłumaczyć w tekście. Jeśli chodzi o rozmnażanie to tu nie mam pojęcia, ale ludzie wymyślą wiele jeśli chodzi o przetrwanie, jakoś się przystosują.

Pietrek Lectar nie jest powiedziane, że się zatrzymują, oni cały czas rozmawiają idąc, ale cieszę się, że uważasz że jest niezłe.

Dziękuję za linki NoWhereMan, na pewno do nich zerknę i mam nadzieję, że mi pomogą

Szkoda, że nie przypadło do gustu Regulatorzy, ale dziękuję za wskazówki.

Dracon, tu rzeczywiście chłopczyk jest chyba za mały, ale też dzieci mają swój sposób rozumowanie i często mogą nas zaskakiwać swoją mądrością i rozumowaniem świata. Warunek nie postawili im ludzie ale chodziło mi bardziej o życie, albo chodzą albo umierają. Postaram się to jeszcze dopracować i mam nadzieję, że będzie bardziej zrozumiałe.

Cobold jeśli chodzi o tego człowieka to nie on wybił zwierzęta, a one same postanowiły umrzeć, zatrzymując się. A wirusy zazwyczaj nie działają tak jak powinny, wymykają się spod kontroli. Zna podstawową zasadę, która nie pozwala mu się zatrzymywać. Dziękuję za porady postaram się do nich zastosować J

Anet jeśli chodzi o tą koncepcję to wydaje mi się, że wbrew pozorom jest realna. Przez te setki lat ludzkość mogła się do tego przyzwyczaić, nie musiała cały czas wędrować do nowych miejsc ale chodzić powolutku w kółko i tam zasadzić na przykład roślinki. Owszem sen mógłby być trudny ale z czasem do wszystkiego dałoby się jakoś przyzwyczaić.

 

Hmmm…

Ale przez setki lat ludzkość by wymarła, zanim zdążyłaby się przystosować. Zobacz, ile czasu śpi noworodek. No i nie chodzi. Czyli nie ma dzieci => brak szans na przetrwanie. Nie przekonuje mnie wolne spacerowanie. Myślę, że postawiłabym na coś bardziej niecodziennego, nie wiem, umiera ten, kto zrobi salto (aczkolwiek też nie brzmi to zbyt dorzecznie).

Należy wziąć pod uwagę że przez te setki lat żyliby ludzie którzy pamiętaliby czasy przed tym wszystkim, więc gatunek tak szybko by nie wymarł. Ale z tym noworodkiem masz wiele racji, choć postaram się jeszcze coś wymyśleć by bylo to możliwe :)

Dzień dobry!

Niestety, ale opowiadanie jest napisane słabo. Mam tu na myśli zarówno interpunkcję, zapis dialogów, budowę zdań, jak i kompozycję.

Na samym początku informujesz nas o tym, że kobieta jest przybraną matką chłopczyka, że inna kobieta poświęciła się, by go urodzić. Ta informacja ani nie jest nam w ogóle potrzebna (bo dla potrzeb tekstu nie ma znaczenia czy to jego prawdziwa matka czy nie), ani tym bardziej nie jest dobrym pomysłem wyjaśnianie tego na samym początku opowiadania, w przerwie toczącej się akcji, gdzie w zasadzie nie wiemy nic o bohaterach.

Dalej – wyjaśnienia matki są bezsensowne, tzn. wydaje się oczywiste, że chłopiec zdaje sobie sprawę z tego, jak działa świat (z jednej strony), a jest chyba jeszcze za młody, by zrozumieć to, co matka chce mu przekazać (z drugiej strony).

Generalnie – widać, że miałaś jakiś pomysł, którym chciałaś się podzielić, ale wybrałaś na to złą formę. W tekście w zasadzie nie ma nic poza tym pomysłem, nie ma prawie żadnej akcji. A poprzez taką formę – wypowiedź matki do małego synka – wszystko wydaje się sztuczne. Daje się odczuć, i to bardzo, że dialog jest tylko pretekstem do szybkiego i najlepiej zwięzłego przedstawienia pomysłu na świat czytelnikowi. I niczym więcej.

 

to nie była wieczna nieśmiertelność, to nie była nawet nieśmiertelność

Nieśmiertelność z samej definicji oznacza wieczne istnienie. Nie wiem w związku z tym, czym mogłaby być “niewieczna nieśmiertelność”.

Nowa Fantastyka