- Opowiadanie: Paganmin - Oddział "Włochaty"

Oddział "Włochaty"

Dyktatura w fikcyjnym państwie między Napalem a Tybetem

Dyżurni:

Finkla, joseheim, beryl

Oceny

Oddział "Włochaty"

Aaron wraz z małym oddziałem ruchu oporu sunęli po pięknym górskim lesie terenowym samochodem.

Mężczyzna o imieniu Rohan przeczesał czarne włosy ręką po czym mruknął do kierowcy:

– Daleko jeszcze?

Kierowca nie opowiedział, spojrzał tylko w na Rohana w lusterku. Jechali do Benipatti, małego miasteczka leżącego na południu Orwell.

Wszyscy byli ubrani w to samo. Spodnie i mundur moro z krótkim rękawem, niektórzy mieli czerwone opaski na czoło wiązane z tył. Na ich mundurach widniały liczne odznaki. 

– Molnar – odezwał się ktoś – charczysz jak zepsuty traktor!

I rzeczywiście, oddychanie zmęczonego Molnara potrafiło doprowadzić do szału

Aaron starał się wymyślić jakiś temat do dyskusji jednak cały czas miał w głowie walkę z rządem, chciał tego, chcieli również jego towarzysze

– Zobaczycie dzisiaj co potrafi mój nowy AK-103 – wypalił któryś z bojowników 

Po jakimś czasie samochód gwałtownie się zatrzymał.

– Jesteśmy na miejscu – powiedział chłodnym tonem kierowca, który również wysiadł z samochodu

Aaron zobaczył zapierający dech w piersiach krajobraz. O dziwo miasteczko było malutkie, wręcz wieś.

Ze strony gór wiał przyjemny, delikatny wiaterek, który ucieszył chyba wszystkich. 

– Dawaj wszystko co masz w tym pieprzonym bagażniku – ryknął Rohan

Kierowca podał mu torbę po brzegi wypakowaną bronią. W środku wszystkie modele broni jakie się znajdował to AK-47 z wyjątkiem jednego AK-103.

– Nie strzelać do cywili – powiedział głośno Rohan 

Szli w głąb miasta z bronią w ręku, na co niektórzy przechodnie reagowali strachem. Co rusz nos Aarona wypełniały różne, nieraz ciekawe zapachy cywilizacji. Często był to po prostu zapach gotowanego obiadu co sprawiało, że robił sie głodny. Od strony lasu było słychać szeleszczące drzewa popychane przez wiatr niby morskie fale.

Szli i szli aż w końcu dostrzegli paru żołnierzy stojących na jednym z betonowych budynków. Stroje mieli tak samo ubogie jak ruch oporu, tylko ich kolorem przewodnim zamiast czerwonego był głównie złoty, opcjonalnie błękitny. Skryli się za drewnianymi przedmiotami w tym beczką czy dużym pojemnikiem na amunicję. 

– Aaron – szepnął Rohan – daj znak kiedy strzelać 

Ten spojrzał na towarzysza, przytaknął głową i powoli odwrócił wzrok bacznie obserwując wrogów

"Tylko dziesięciu ludzi, podejrzane – zamyślił się

Wziął głęboki oddech, po chwili dał znak ataku i natychmiast powietrze przeszyły dźwięki strzałów. Większość umarła zanim jeszcze zdążyła sie zorientować, ze ktoś ich zaatakował, lecz reszta zaczęła pruć serią pocisków. Paru bojowników przeszło na około domu za którym się chowali. Oddali pare strzałów i teraz zostało już tylko dwóch przeciwników. Rohan podniósł karabin i zaczął strzelać pojedynczymi pociskami co dało efekt i położył w ten sposób obydwóch. Zaczęli biec w stronę jednego z budynków. Pogoda zdecydowanie się pogorszyła i zanosiło się na deszcz ale to tylko rozweseliło oddział bo to oznaczało, że drogę powrotną nie spędzą w gotującym się samochodzie. 

– Jeżeli nasz informator nie zawiódł w tej piwnicy znajdują się więźniowie – powiedział ktoś z oddziału przeładowując karabin

Rohan drapiąc się po brodzie zszedł po zarośniętych, zniszczonych schodach. W piwnicy o dziwo nie było światła więc ktoś musiał włączyć latarkę. Warunki w tym miejscu były okropne, nie dosyć, że śmierdziało to wszędzie ze ścian złuszczał się tynk. Szukali i szukali, bez skutku. Aaron miał nagłą ochotę się zdrzemnąć i mało brakowało a zasnął by na stojąco jednak Molnar krzyknął swoim tęgim głosem:

– Są tu 

Wszyscy podbiegli do dwóch cel gdzie znajdowali się sojusznicy.

W celach widniały wychudzone postacie z licznymi ranami po torturach. Każda z nich spała, przynajmniej takie sprawiały wrażenie.

Nagle pokój wypełnił dźwięk kłującego w uszy pikania. 

– Co do chuja 

Zobaczyli migające światełko na końcu korytarza na co paru wojaków odskoczyło ku wyjściu.

Rohan podszedł do tajemniczego ustrojstwa i badał je przez moment wzrokiem.

– Po prostu to wyłącz – powiedział Aaron 

On również podszedł do urządzenia i wymierzył w nie kolbą. Rohan w ostatniej chwili go powstrzymał.

– Nie niszcz tego to C4 – krzyknął ze strachem – mamy pół minuty na ewakuacje

Cały oddział zamarł w bezruchu. Wiedzieli, że nie mogą zostawić jednego z głównych założycieli oporu, który siedział teraz wychudzony w celi.

– Molnar, rozpierdol zamek ale już

Wysoki umięśniony mężczyzna wyciągnął jakieś narzędzie z kieszeni natychmiast poradził sobie z zamkiem.

Wynieśli więźniów i czym prędzej wyszli z piwnicy.

Aaron uspokoił się i wiedział, że nic im już nie grozi.

Szeleszczące wcześniej drzewa uspokoiły się i w miasteczku panowała teraz kompletna cisza.

Nagle powietrze przeszyły strzały. Zobaczyli nadjeżdżający samochód z zamontowanym karabinem oraz pare samochodów z których wysiadali żołnierze 

– Złożyć broń! – krzyknął któryś – Złożyć broń albo będziemy strzelać 

Rohan jak zwykle buntowniczy oddał pare strzałów i tamci odrazu zareagowali strzelając w niego.

Aaron poczuł gorzki żal i czuł jakby wątroba mu się skręcała.

Zobaczył przyjaciela bezwładnie opadającego na ziemie. 

Żołdacy aresztowali opór i ktoś wyglądającego na porucznika powiedział: 

– Jeszcze dzisiaj będziecie rozstrzelani

Nagle Aaronowi się przypomniało.

W tym całym pośpiechu zapomniał o bombie w piwnicy. Czyżby aresztujący ich nie wiedzieli o C4 w celach.

Zerwał się mężczyźnie, który akurat zakładał mu kajdanki, podniósł broń i oddał pare strzałów. Wrogowie wycelowali w niego broń i już mieli otworzyć ogień kiedy nagle rozległ się huk, wybuch i wszystko zaczęło płonąć

Zastrzelił paru niedobitków. Większość jego sojuszników przetrwała ponieważ byli za autami którymi mieli zostać wywiezieni. Podbiegł szybko do leżącego na ziemi Rohana, cały był we krwi. 

– Szybko, uciekamy – ryknął Aaron do przyjaciela 

Ten o dziwo wstał o własnych siłach.

Oni i sojusznicy zmierzali w stronę lasu.

Tak jest wolny był tego pewien. 

Zaczerpnął świeżego powietrza z lasu.

Nagle zobaczył tylko kolbę rozbijającą mu czaszkę i zemdlał

Koniec

Komentarze

Wszyscy byli ubrani w to samo

To musieli się dobrze bawić…

A samo opowiadanie nie jest złe?

(jestem początkującym)

Powiem tak: zacznij od uzupełnienia znaków przestankowych. Samych kropek brakuje kilkadziesiąt (serio). Przejrzyj literówki i zagubione w akcji podwójne przyimki. Szanuj czytelnika.

Wtedy pogadamy.

Paganmin’ ie! Od czegoś trzeba zacząć, ale zrobiłeś to w trochę niefortunny sposób. Z mojej perspektywy wygląda to jak gdybyś w ogóle nie przeczytał opowiadania, po jego napisaniu.  To mocno zniechęca użytkowników forum do jakiegokolwiek komentarza, a chyba na tym Ci zależy. 

Przeczytaj to jeszcze raz, może z pięć razy. I tak wszystkiego nie wyłapiesz, ale przynajmniej pozbędziesz się co bardziej uprzykrzających życie rzeczy. Tak z samego początku:

 

,,Mężczyzna o imieniu Rohan przeczesał czarne włosy ręką po czym mruknął do kierowcy’’ – po prostu przecinki, pobaw się z nimi, nie gryzą :)

 

,,spojrzał tylko w na Rohana w lusterku’’ – gryzie, dosyć mocno.

 

,,Wszyscy byli ubrani w to samo. Spodnie i mundur moro z krótkim rękawem, niektórzy mieli czerwone opaski na czoło wiązane z tył. Na ich mundurach widniały liczne odznaki. ‘’  – Ten krótki opis… Krótki, ale wyjątkowo brutalnie zabija chęć do dalszego czytania. Czytelnik już wie, że w opowiadaniu klimatu raczej ciężko szukać.

 

,,Rohan drapiąc się po brodzie zszedł po zarośniętych, zniszczonych schodach. W piwnicy o dziwo nie było światła więc ktoś musiał włączyć latarkę’’ – chciałbym wierzyć, że jest to pokaz ironii, a nie robienie z siebie oraz z czytającego idioty. Naprawdę chcę wierzyć, ze to ironia.  Zawsze jest jakiś ktoś i jacyś oni :)

 

 Na deser, błąd w opisie ,,Dyktatura w fikcyjnym państwie między Napalem a Tybetem’’ – Nepal.

 

Jeśli idzie o samo opowiadanie: był pomysł, strzelanina, dramat, śmierć, wybuchy, pościgi… Wszystko to co Tygryski lubią najbardziej, ale trzeba to jeszcze zgrabnie opisać. Z prowadzoną w ten sposób narracją oraz z błędami nikogo nie zaciekawi los twoich bohaterów (Pomijając fakt, że jeden z nich o dziwo wstaje), większość odpuści. 

Jak czerpiesz frajdę z pisania, pisz jak najwięcej, pisz dla siebie. Jeżeli uznasz po 10-krotnym przeczytaniu swojego tekstu, że jest dobry i możesz puścić go w świat, zrób to.  

 

 

Ejkum, kejkum…

Trudno się nie zgodzić z przedpiścami, że wykonanie kiepskie. Interpunkcja leży i kwiczy – brakuje nawet kropek, otwierasz cudzysłów, ale go nie zamykasz. Czasami tak dziwacznie konstruujesz zdania, że trzeba zgadywać, o co chodzi. Literówki.

Tekst o rąbance, więc nic, co by mnie zainteresowało.

Bohaterowie najpierw mają pół minuty na ewakuację. Zdążają uwolnić więźniów (wyglądających na nieprzytomnych), wynieść ich z piwnicy, stoczyć potyczkę z jakimś oddziałem, dać się zaaresztować i dopiero wtedy bomba wybucha.

Coś nie widać fantastyki (chyba że nazwy broni to coś nowego), o tym, że akcja rozgrywa się w nieistniejącym państwie, świadczy wyłącznie przemowa.

– Zobaczycie dzisiaj co potrafi mój nowy AK-103

Liczby raczej słownie, a już w dialogach obowiązkowo. Hmmm, jadą na akcję wyposażeni w broń, której nie znają, czy ten jeden wybranek trenował w ukryciu?

W środku wszystkie modele broni jakie się znajdował to AK-47 z wyjątkiem jednego AK-103.

Jedno ze zdań, nad którymi musiałam się zastanawiać.

Babska logika rządzi!

Chciałbym mieć czoło wiązane z tył, albo chociaż z przod! Ba moje czoło w ogóle nie daje się zawiązać! I takiej opaski na niewiązane czoło też nie mam, co najwyżej arafatę…

* + Wiktor 1.07.2016 "A kiedy przyjdzie nam się spotkać to poznamy się po oczach."

Mytriksie, poczekaj, aż dorobisz się potężnych zmarszczek, może wtedy. ;-)

Babska logika rządzi!

A może to ćwiczenie przed grafomanią ;D

* + Wiktor 1.07.2016 "A kiedy przyjdzie nam się spotkać to poznamy się po oczach."

W moim poście pod następnym Twoim opowiadaniem wskazałem linki do technicznych wskazówek jak pisać. Nie będę już więc ich powtarzał i tutaj.

Sam opis walki to za mało. Interpunkcja przeraziła się i uciekła w las, czynią go mocno nieczytelnym. Ponadto brak informacji, które miałyby czytelnika zagrzać do kibicowania bohaterom. No kim są, co czynią? Nie wiadomo. Ot, taka scenka bitewna. I nic ponadto.

Won't somebody tell me, answer if you can; I want someone to tell me, what is the soul of a man?

Czytałam z największym trudem, albowiem Oddział „Włochaty” jest napisany bardzo źle. Przeczytałam tylko dlatego, że tekst jest krótki, co niewątpliwie stanowi jego największa zaletę.

Cieszę się Paganminie, że postanowiłeś pisać, ale sugeruję byś na razie zawiesił próby literackie i dobrze poznał zasady rządzące językiem polskim. Nie znając ich, nie będziesz dobrze pisać. Sugeruję też, byś dużo czytał.

 

Spodnie i mun­dur moro z krót­kim rę­ka­wem… – Czy spodnie nie należały do munduru?

 

co spra­wia­ło, że robił sie głod­ny. – Literówka.

 

Od stro­ny lasu było sły­chać sze­lesz­czą­ce drze­wa po­py­cha­ne przez wiatr niby mor­skie fale. – Czy to znaczy, że wiatr przesuwał drzewa?

 

Więk­szość umar­ła zanim jesz­cze zdą­ży­ła sie zo­rien­to­wać, ze ktoś ich za­ata­ko­wał… – Literówki.

 

Paru bo­jow­ni­ków prze­szło na około domu za któ­rym się cho­wa­li.Paru bo­jow­ni­ków prze­szło naokoło domu, za któ­rym się cho­wa­li.

 

Od­da­li pare strza­łów… – Literówka.

 

Rohan pod­niósł ka­ra­bin i za­czął strze­lać po­je­dyn­czy­mi po­ci­ska­mi co dało efekt i po­ło­żył w ten spo­sób oby­dwóch. Za­czę­li biec w stro­nę jed­ne­go z bu­dyn­ków. – Czy dobrze rozumiem, że zaczęli biec ci, których Rohan położył?

 

to ozna­cza­ło, że drogę po­wrot­ną nie spę­dzą w go­tu­ją­cym się sa­mo­cho­dzie. – …to ozna­cza­ło, że drogi po­wrot­nej nie spę­dzą w go­tu­ją­cym się sa­mo­cho­dzie

 

mało bra­ko­wa­ło a za­snął by na sto­ją­co… – …mało bra­ko­wa­ło,za­snąłby na sto­ją­co

 

mamy pół mi­nu­ty na ewa­ku­acje… – Literówka.

 

oraz pare sa­mo­cho­dów… – Literówka.

 

oddał pare strza­łów i tamci od­ra­zu za­re­ago­wa­li… – …oddał parę strza­łów i tamci od­ ra­zu za­re­ago­wa­li

 

Aaron po­czuł gorz­ki żal i czuł jakby… – Powtórzenie.

 

Zo­ba­czył przy­ja­cie­la bez­wład­nie opa­da­ją­ce­go na zie­mie. – Literówka.

 

Żoł­da­cy aresz­to­wa­li opór i ktoś wy­glą­da­ją­ce­go na po­rucz­ni­ka po­wie­dział: – …i ktoś wy­glą­da­ją­cy na po­rucz­ni­ka po­wie­dział: 

Aresztowali rezystancję czy czyjeś przeciwstawianie się?

Co w czyimś wyglądzie wskazuje, że ów może być porucznikiem?

 

oddał pare strza­łów. – Literówka.

 

Tak jest wolny był tego pe­wien. – Co to znaczy?

Gdyby ci, którzy źle o mnie myślą, wiedzieli, co ja o nich myślę, myśleliby o mnie jeszcze gorzej.

Dyktatura w fikcyjnym państwie między Napalem a Tybetem

Chodzi o Nepal? Czy między Nepal a Tybet da się wcisnąć jakieś zdolne do samodzielnego istnienia państwo?

 

Aaron wraz z małym oddziałem ruchu oporu sunęli po pięknym górskim lesie terenowym samochodem.

To wygląda jak opis wycieczki krajoznawczej. Po którejś z polskich upraw leśnych z wytyczonymi drogami i przecinkami.

 

Mężczyzna o imieniu Rohan przeczesał czarne włosy ręką

Nawet w gęstwinie leśnej trzeba dbać o wygląd, bo zwierzęta patrzą.

 

Aaron starał się wymyślić jakiś temat do dyskusji jednak cały czas miał w głowie walkę z rządem, chciał tego, chcieli również jego towarzysze

A mogliby przed akcją podyskutować o najnowszym Batmanie albo problemach z globalizacją.

 

Ze strony gór wiał przyjemny, delikatny wiaterek, który ucieszył chyba wszystkich (…)

(…) uczestników wycieczki.

 

– Dawaj wszystko co masz w tym pieprzonym bagażniku – ryknął Rohan

Żeby nie było zbyt milusio po tym muśnięciu wiaterku.

 

O dziwo miasteczko było malutkie, wręcz wieś (…), (…) Szli w głąb miasta

To miasta czy wsi?

 

Szli w głąb miasta z bronią w ręku, na co niektórzy przechodnie reagowali strachem.

Ci mniej odważni uciekali z wrzaskiem, gwałtownie wymachując przy tym rękami.

 

Co rusz nos Aarona wypełniały różne, nieraz ciekawe zapachy cywilizacji.

Koneser.

 

Od strony lasu było słychać szeleszczące drzewa popychane przez wiatr niby morskie fale.

Bo himalajski las przypomina pole pełne falującego na wietrze zboża.

 

Szli i szli (…)

aż zaszli (nie mogłem się powstrzymać).

 

– Aaron – szepnął Rohan – daj znak kiedy strzelać

Posłuszny podwładny. Zawsze pyta się dowódcy.

 

Wziął głęboki oddech, po chwili dał znak ataku i natychmiast powietrze przeszyły dźwięki strzałów.

Dla oszczędności kule zostały w magazynkach.

 

Pogoda zdecydowanie się pogorszyła i zanosiło się na deszcz ale to tylko rozweseliło oddział bo (…)

… nasz wesoły oddział będzie mógł potaplać się w drodze powrotnej w błotku.

 

(…) to oznaczało, że drogę powrotną nie spędzą w gotującym się samochodzie.

A przecież wystarczyło wyłączyć gaz.

 

W piwnicy o dziwo nie było światła więc ktoś musiał włączyć latarkę.

Nie wierzę! W piwnicy zawsze jest światło.

 

Warunki w tym miejscu były okropne, nie dosyć, że śmierdziało to wszędzie ze ścian złuszczał się tynk.

Przecież Konwencja Genewska zakazuje trzymania jeńców w akademikach.

 

Szukali i szukali, bez skutku. Aaron miał nagłą ochotę się zdrzemnąć i mało brakowało a zasnął by na stojąco jednak Molnar krzyknął swoim tęgim głosem

To jest typowe pragnienie każdego uczestnika akcji bojowej, podczas której przeżył ostrzał: zdrzemnąć się gdzieś.

 

– Molnar, rozpierdol zamek ale już

Wysoki umięśniony mężczyzna wyciągnął jakieś narzędzie z kieszeni natychmiast poradził sobie z zamkiem.

Tajemniczy Rozpierdalacz Zamków. Z arsenału samego Q.

 

Żołdacy aresztowali opór (…)

Sensowne. Gdyby – na ten przykład – aresztować pijaństwo, ludzie przestaliby się alkoholizować.

 

(…) kiedy nagle rozległ się huk, wybuch i wszystko zaczęło płonąć

Huk zawsze ostrzega przed wybuchem, który po nim nastąpi.

 

Nagle zobaczył tylko kolbę rozbijającą mu czaszkę i zemdlał

Bo w tym całym zamieszaniu zapomniał zastrzelić kolbę.

Nowa Fantastyka
Patronujemy